Nasza księgarnia

Biblioteka Barwy i Broni

  • Biblioteka Barwy i Broni
  • Ułani Księstwa Warszawskiego 1807-1814
  • Piechota XW wg przepisu 3 września 1810
  • Huzarzy Księstwa Warszawskiego 1809-1813

Wojciech Buller, Ignacy Bronisz

Podpułkownik Ignacy Bronisz (1766 – 1812) – zapomniany bohater bitwy pod Fuengirolą

Okres upadku szlacheckiej Rzeczpospolitej, powstania 1794 r., walk legionów gen. Dąbrowskiego, Legii Naddunajskiej i polskiego wysiłku zbrojnego w latach 1806 -1814 obfitował w szereg wydarzeń i starć zbrojnych, w których Polacy pozbawieni swojego państwa przez zaborcze mocarstwa, Austrię, Prusy i Rosję czynem zaświadczali swoją determinację w walce o odrodzenie ojczyzny. Lata 1791 – 1814 to cała epoka, w trakcie której wojskowi polscy zaznawali goryczy porażek ale i smaku tryumfu w niezliczonych bitwach i potyczkach. Tożsamość większości tych żołnierzy, szczególnie najniższych stopni zaginęła w mrokach dziejów. Byli jednak wśród nich i tacy, których nazwiska choć przewijają się przez karty historii tego okresu to jednak pozostają nieznani ponieważ nikt, kiedy było to jeszcze możliwe nie utrwalił ich losów. Jednym z takich zapomnianych bohaterów był szef batalionu pułku 4 piechoty Księstwa Warszawskiego Ignacy Bronisz.

Wiktor Roman

Roman należał do liczby tych wojaków naszych – czytamy w anonimowym nekrologu zamieszczonym przez Kazimierza Wójcickiego w ,,Cmentarzu Powązkowskimktórych czyny gdyby były wiernie i troskliwie spisane, utworzyłyby księgę owych przykładów szalonej odwagi, bohaterskiego męstwa, to scen rzewnych uczuciowych, w których tak miłość, jak litość i poświęcenie, obok najwykwintniejszej grzeczności dla kobiet, splatały urozmaicony wieniec życia.

Dalej nekrolog zawiera obszerne opisy przypadków dzielnego szwoleżera, godnych przygód Richarda Sharpe’a. Widzimy więc Wiktora Romana jako szarmanckiego wojaka, który wykazawszy się ludzkim gestem wobec hiszpańskiej branki został przez nią obdarowany długim czarnym warkoczem. W kolejnym epizodzie wachmistrz Roman dowodzi resztkami szwoleżerów zdobywających ostatnią z hiszpańskich baterii pod Somosierrą, odnosząc niemalże ranę śmiertelną. Innym znów razem nasz dzielny szwoleżer sam jeden rzuca się na dwudziestu nieprzyjaciół, odbija z ich rąk swego przyjaciela, choć skłuty cały lancami, uchodzi z życiem. Zresztą lanca to broń, którą Roman posługuje się wręcz po mistrzowsku, o czym autor nekrologu również nie omieszkał nas powiadomić, opisując słynny epizod z Schönbrunn, wzbogacony nadto o uwieńczony sukcesem pojedynek Wiktora na pałasze z czterema nieprzyjaciółmi. A jakby tego było mało… zdobywa Roman z oddziałem liczącym kilkudziesięciu kawalerzystów obwarowane miasto hiszpańskie i w jego bramach osobiście wita samego Napoleona, za co cesarz klepie go poufale po plecach.

Wywiad z Aleksandrem Mikaberidze

Redakcja Napoleon.org.pl: Pytanie pierwsze będzie dość banalne: Skąd u Gruzina zainteresowanie Napoleonem i jego epoką? I skąd pomysł założenia Napoleonic Society of Georgia?

Nie mam dobrej odpowiedzi na to pytanie. Zawsze kochałem historię i jako dziecko codziennie czytałem książki historyczne i fikcję z historią w tle. Na przykład w dzieciństwie jedną z moich ulubionych książek była powieść Henryka Sienkiewicza „Krzyżacy”, którą czytałem kilka razy; powieści Alexandra Dumasa i Maurice'a Druona wprowadziły mnie do historii Francji, którą pokochałem bardziej niż jakąkolwiek inną.

Jak większość ludzi, dowiedziałem się o Napoleonie w dzieciństwie. To początkowe zainteresowanie przerodziło się w prawdziwą pasję w wieku dziesięciu lat, kiedy podczas zwykłej wizyty w księgarni w moim rodzinnym mieście Tbilisi odkryłem zakurzony tom biografii francuskiego cesarza. Byłem tak zahipnotyzowany wyczynami Napoleona, że szukałem innych książek, co było niełatwym zadaniem pośród zawirowań politycznych i gospodarczych, które nastąpiły po upadku Związku Radzieckiego. Chciałem również sprawdzić, czy są inni ludzie, którzy podzielają pasję do historii epoki napoleońskiej. W końcu doprowadziło mnie to do założenia Napoleońskiego Towarzystwa Gruzji.

Włodzimierz Nabywaniec, Odwrót spod Moskwy

Dnia 15 września o godzinie szóstej rano – wspominał Konstanty Janta, adiutant gen. Kirgenera – wjechałem nieledwie pierwszy z Polaków do Moskwy i w całej jeszcze widziałem ją świetności. (…) O godzinie dziewiątej rano wszczął się pierwszy pożar w starym Kremlinie…

Inny uczestnik kampanii 1812 roku kapitan Franciszek Gajewski, adiutant gen. Chastela, tak oto opisał swe pierwsze wrażenia z rosyjskiej stolicy: Nie mogłem sobie zdać sprawy, patrząc z ciekawością na rozległą Moskwę, co znaczą kłęby dymu, wznoszące się tu i ówdzie nad miastem; ani mi do głowy nie przyszło, ażeby Rosjanie mogli podpalić własną stolicę. (…) W nocy z 16-go na 17-go września wszczął się ogień, podobno podpalono przedewszystkiem bank i dom podrzutków (hospitalny dom). Wojsko stojące w Moskwie pospieszyło na ratunek, jakoż pożar został prędko ugaszony. Wszakże pozapalano niebawem rozmaite inne części miasta, co naprowadziło na myśl, że ogień naumyślnie podkładano. (…) Widok gorejącej Moskwy przechodził wszelkie wyobrażenie. Cały widnokrąg był w ogniu od wschodu, a lubo korpus nasz stał o dobrą milę od Moskwy, jasno było jak we dnie przez wszystkie noce aż do ustania pożaru.

Włodzimierz Nabywaniec, Przeprawa przez Wilię

Że z dziełem swojem czując razem, od przedstuletnich wzruszeń bladłszy, wołałeś nieraz przed obrazem: „Naprzód kamraci! Cesarz patrzy!” – takimi słowami zwracał się do Jana Chełmińskiego Artur Oppman. I dalej pisał: Więc twórz! – więc wskrzeszaj! – więc całuny, które wielkich kryją – rozrywaj… Słynny poeta i miłośnik epoki napoleońskiej wielokrotnie dawał wyraz swym zachwytom wobec twórczości malarskiej Chełmińskiego nazywając go artystą, który epokę napoleońską zna znakomicie i kocha szczerze, a ponadto pisząc: …talent to wybitny, indywidualność artystyczna oryginalna. Podobne peany na temat Chełmińskiego pozostawił inny znany powieściopisarz i publicysta przełomu XIX i XX wieku Wacław Gąsiorowski: To nie żadna przesada, ale prawda szczera, znana zresztą aż nadto dobrze wielkim majstrom paryskim, którzy znieść nie mogą, że ten przybysz takiem się cieszy wzięciem, że mu mokre obrazy zabierają ze sztalug… Żaden bodaj z malarzy polskich nie cieszy się tak silnym pokupem za granicą, jak Chełmiński i żaden nie może się równać z nim w ogromie płodności i wytrwałości niestrudzonej.

Recenzje

Krzysztof Gerlach, Rok 1810 na Oceanie Indyjskim. Zwycięstwo Francuzów w wielkiej bitwie fregat i zdobycie Ile De France przez Brytyjczyków

Jeśli komuś się wydawało, że o epoce napoleońskiej napisano już wszystko i ten okres nie skrywa już przed czytelnikiem żadnych białych plam, to żył w błędzie, a książka Krzysztofa Gerlacha jest tego najlepszym przykładem. Autor przedstawia bowiem temat z polskiej perspektywy dosyć egzotyczny, a mianowicie brytyjski atak na Archipelag Maskarenów w 1810 roku. Przede wszystkim w pozycji widać ogromną wiedzę i pasję autora na temat marynarki wojennej omawianego okresu. Książka pełna jest informacji o okrętach, ale moim zdaniem czytelnik nawet kiepsko zorientowany w żargonie żeglarskim odnajdzie przyjemność w lekturze. Poza tym, Gerlach nie ogranicza się do opisywania tylko działań morskich, ale omawia również działania na lądzie, do których odchodziło podczas zajmowania wysp należących do Maskarenów. Widać również ogrom pracy wykonanej przy krytyce źródeł, bo autor nie bierze żadnych liczb za pewnik, lecz przedstawia i argumentuje własne wnioski na różne zagadnienia. Podkreślić należy też ładne wydanie książki, zawierające sporą liczbę ilustracji oraz map. W zasadzie jedyną łyżką dziegciu jest dosyć charakterystyczny styl autora, który określam jako lekko nadęty, którego wielkim fanem być może nie zostanę, ale nie powinno to jednak przysłaniać korzyści z lektury tak znakomitej pracy.

Balcar