Polacy w Hiszpanji
Młodość moją przepędziłem w wojsku. Dużo rzeczy widziałem, wiele doświadczyłem, i to co spamiętać jestem w stanie, opisać za obowiązek wziąłem sobie. Służąc ciągle w pierwszym pułku ułanów legji Nadwiślańskiej, przezwanym później 7-ym szwoleżerów francuskich, odbyłem z nim kampanię hiszpańską od 1808 do 1812 roku. Jeżeli biorę pióro do ręki, czynię to, nie miłością własną powodowany, ale chęcią oddania należnej czci pamięci dowódzcom i współkolegom moim, którzy na polach bitew zginęli, lub oddawna zmarli, lub w ustroniu resztę dni swoich pędzą. Już nie jedno uczone pióro skreśliło historję wojen półwyspu na początku 19-go wieku odbytych, tak pod względem dziejów, jako też strategji; podczas tej długiej kampanji będąc tylko w jednym pułku, z jednego tylko punktu widziałem, i to tylko co widziałem, opisywać pragnę. Francuscy pisarze, skreślając wypadki wielkiej armji francuskiej, jeżeli mało wspominają o nas, niechże mi wolno będzie przypomnieć to, co zapomnianem było.

Pułk w którym służyłem, nazwany przez hiszpanów: „Los Infernos", słusznie wychwalany w rozkazach dziennych angielskich, któren za bitwę pod Albuhera miał być policzonym w poczet gwardji Napoleona: wielkie sobie imię zrobił w Hiszpanji.

