Nasza księgarnia

Uwaga! Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Polacy w oblężeniu Gdańska 1807

Opublikowano w Monografie kampanii napoleońskich

I. Napoleon i Dąbrowski.

I.1. Zalążki wojska polskiego

Z chwilą, gdy armia francuska rozbiła wojska pruskie pod Jeną i Auerstädt1, i gdy wojna z dnia na dzień przenosiła się coraz dalej na wschód, Napoleon stanął w sytuacji, w której należało zająć stanowisko wobec sprawy polskiej. Wśród otoczenia cesarza zdania były podzielone, część jego doradców skłaniała się ku możliwości odbudowania Polski, część, z Talleyrandem na czele, zdecydowanie Polsce i Polakom nie sprzyjała2. "Sam Napoleon zajmował raczej postawę wyczekującą - twierdzi Emanuel Halicz - nie przyjmując na siebie żadnych zobowiązań i uzależniając swój stosunek do Polski od dalszego biegu wydarzeń"3. Cesarz jednak rozumiał, jak ważna jest Polska - w tym momencie, pod koniec 1806 r., była ona o tyle ważna, że teatr działań przenosił się na dawne ziemie Rzeczypospolitej, zatem Napoleonowi przede wszystkim zależało na zdobyciu przychylności Polaków i przeciągnięciu ich na swoją stronę. Chodziło mu o aprowizację armii, o zapewnienie sobie przychylności narodu, na którego miejscu zamieszkania będzie walczył.

Kliknij
Kliknij aby powiększyć

Gdańsk w 1807 r.

W tym celu już 5 października 1806r. cesarz wezwał z Włoch do swej kwatery głównej generała Dąbrowskiego, który dotarł do Napoleona w Kropstädt 23 dnia tego miesiąca4 i otrzymał od niego rozkaz zorganizowania powstania w Wielkopolsce. Obok Dąbrowskiego pojawił się wkrótce Józef Wybicki, i obaj zostali przyjęci 3 listopada przez cesarza, już w Berlinie, gdzie Wybicki napisał odezwę do Polaków, aby stanęli po stronie "Napoleona Wielkiego"5. Gdy ta zyskała aprobatę Napoleona, wypadki poczęły toczyć się bardzo szybko. 6 listopada wjechał Dąbrowski do opuszczonego przez Prusaków Poznania, gdzie został przyjęty niezwykle entuzjastycznie i z powszechnym wzruszeniem. Już 7 listopada wydał pierwsze rozporządzenia, ale te najbardziej nas interesujące ukazało się z datą 16 listopada. Dekret ten obwieszczał pobór do armii z każdych 10 dymów jednego zdrowego rekruta w wieku 18-24 lat, zaopatrzonego w zapasową bieliznę i obuwie, z przeznaczeniem do służby w piechocie. Natomiast rekrutów do jazdy właściciele dóbr mieli dostarczyć wraz z koniem z każdych 45 dymów, strzelców - po jednym z folwarku. Rekruci mieli stawić się w wyznaczonych na garnizony miastach. I tak, 1. pułk piechoty organizował się w Gnieźnie (Antoniego Sułkowskiego), 2. - w Rogoźnie (Tomasza Łęckiego), 3. - w Poznaniu (Stanisława Mielżyńskiego), a 4. - w Kościanie (Stanisława Ponińskiego)6. Należy przy tym nadmienić, że w walkach na Pomorzu formalne dowództwo nad tymi pułkami sprawowali zawodowi oficerowie, nie zaś ich honorowi fundatorzy. Poza tym, jedynie Mielżyński i ambitny7 Sułkowski byli wciąż przy pułkach, Poniński wytrzymał do kwietnia 1807r., potem zastąpił go Jan Weyssenhoff, Łęcki natomiast od razu zrezygnował z dowodzenia w polu i "nigdy pułku nie widział"; faktyczne dowództwo sprawował za niego płk Antoni Downarowicz8.
Formowanie jednostek przebiegało w departamencie poznańskim bardzo szybko, najszybciej z objętych polską administracją ziem zaboru pruskiego. Pod koniec grudnia 1806r. wszystkie pułki miały już gotowe pierwsze bataliony oraz zalążki drugich, wciąż uzupełniane. Kompanie liczyły 120-150 ludzi. Ubiór był prawie kompletny: kurtkę i płaszcze mieli wszyscy, podobnie obuwie i bieliznę, jedynie w uzbrojeniu brakowało patrontaszy i tornistrów, zamiast których noszono płócienne torby, a ładunki chowano po kieszeniach9. Jeśli zaś chodzi o uzbrojenie, to tworzące się wojsko uzależnione było całkowicie od dostaw broni przez Francuzów z zajętych przez nich garnizonów pruskich10.
Prócz piechoty przystąpiono również do tworzenia kawalerii. Wymienić tu należy zwłaszcza 1. pułk kawalerii narodowej pod dowództwem (od grudnia 1806r.) Jana Michała Dąbrowskiego, a także tworzący się od końca 1806r. 1. pułk lekkiej jazdy pod Kazimierzem Turno (później 5. pułk strzelców konnych)11. Nie można również zapomnieć o pułku ułanów, sformowanym przez Dominika Dziewanowskiego w Bydgoszczy z dawnych "towarzyszów" z armii pruskiej. Wielokrotnie podkreślono ich odwagę, "męstwo nieustraszone, zręczność w walce, znajomość służby garnizonowej i polowej, ożywione zapałem serc szlachetnych"12. Pomimo że doskonale wiedzieli, co ich czeka, jeśli zostaną wzięci do niewoli, nie chcieli zdjąć swych dawnych mundurów, przywieszając jedynie końskie włosie u czapek. Regiment ten sprawdził się i oddał największe zasługi w straży przedniej, pełniąc służbę wywiadowczą i zwalczając podjazdy nieprzyjacielskie, w samym zaś oblężeniu nie odegrał zbyt istotnej roli.
Wchodzący do tworzącej się armii polskiej rekruci byli pochodzenia plebejskiego, nie bardzo wiedząc, po co, za co i dla kogo idą walczyć, najczęściej brani byli do wojska przemocą13. Dopiero później, w jednostkach, w obozach, podczas walki, ci młodzi żołnierze zaczynali rozumieć, o co idzie walka. Wpływ na nich przeogromny wywierali przede wszystkim dawni oficerowie, podoficerowie i żołnierze legionowi, powstańcy kościuszkowscy czy tez dezerterzy z wojska pruskiego. Oni to właśnie nie tylko organizowali, szkolili, ale też opiekowali się młodymi rekrutami - nie należy zapominać o panującej w polskiej armii atmosferze, duchu egalitaryzmu; o tym, że "ludzie wolni są braćmi". Wszystko to sprawiało, że rekruci szybko znajdowali sobie miejsce w pułkach, zawiązywały się przyjaźnie, mające nieraz trwać całe lata, "nikomu na myśl nie przyszło - pisał Aleksander Fredro - odmówić koledze obiadu, sukni, nawet butów w nagłej potrzebie"14.
Jako że Napoleonowi niezwykle zależało na tym, aby zaktywizować jak największe rzesze polskiego społeczeństwa, na jego wyraźne żądanie (3.12.1806) powołano pod broń szlachtę na pospolite ruszenie. Zebrało się ono już 1 stycznia 1807r. w liczbie 4 tys. koni pod Łowiczem, gdzie złożyło ono uroczystą przysięgę na buławę Czarnieckiego i szablę Sobieskiego15. Nie miało ono jednak zbyt wielkiej wartości bojowej ze względu na brak dyscypliny, inne wyobrażenia o prowadzeniu wojny i chyba brak tej atmosfery, która istniała w oddziałach złożonych z rekrutów, ochotników, dezerterów, dawnych żołnierzy Rzeczypospolitej czy też legionistów Dąbrowskiego16. Komendę nad pospolitym ruszeniem początkowo sprawował Amilkar Kosiński, a po jego rezygnacji i przeniesieniu(7.02.1807) gen. Michał Sokolnicki.
Oprócz wyżej wymienionych jednostek i oddziałów w oblężeniu Gdańska brała udział także Legia Północna. Jednostka ta została utworzona przez Napoleona jeszcze we wrześniu 1806r. z jeńców pruskich. Pierwsza Legia Północna tworzyła się w Hagenau i Landau pod komendą gen. Zajączka, a druga w Norymberdze pod dowództwem gen. Henry-Wołodkowicza. Pierwsza Legia przez Lipsk, Magdeburg i Szczecin dotarła na Pomorze, a po odjeździe Zajączka do Warszawy, została podporządkowana francuskiemu gen. Puthod. W styczniu 1807r. jej dowódcą został książę Michał Radziwiłł w randze pułkownika. Kiedy w marcu, już pod Gdańskiem, II Legię wcielono do pierwszej, cały pułk liczył około 3 tys. żołnierzy17.
3 stycznia 1807r. Dąbrowski otrzymał rozkaz sformowania ze wspomnianych pierwszych batalionów pułków brygady piechoty i skierowanie jej do walki pod dowództwem gen. Aksamitowskiego, drugą zaś brygadę utworzono z batalionów legii kaliskiej pod komendą gen. Stanisława Fiszera. Brygady liczyły po 3200 ludzi, cała zaś w ten sposób skombinowana dywizja, której dowodzenie powierzono Dąbrowskiemu, 6400 żołnierzy w piechocie i około 660 w kawalerii. Tak przedstawiał się proces tworzenia i skład jednostek polskich walczących wiosną 1807r. pod Gdańskiem. Oczywiście i liczebność, i skład, i dowódcy poszczególnych oddziałów ulegały zmianom. Niektóre jednostki były wycofywane spod Gdańska dla uzupełnienia szeregów, inne powoływane były na ich miejsce. Inne jeszcze były rozwiązywane i przekształcane w zakłady dywizyjne, z których czerpano uzupełnienia, jak na przykład 3.p.p. w marcu 1807 r18.
Tymczasem była zima, mróz dochodzący do 15°C, śnieg i porywisty wiatr. Trzeba było ruszać do walki.

I.2. Z Bydgoszczy pod Gdańsk.

W pierwszej fazie działań Dąbrowski dysponował jedynie czterema batalionami piechoty z legii poznańskiej oraz niewielką liczbą kawalerii i pospolitego ruszenia, ponieważ wymarsz legii kaliskiej został opóźniony ze względu na braki w uzbrojeniu i ekwipunku. Tak więc, łącznie dysponował Dąbrowski w styczniu 1807r. około 4 tys. ludzi. Zabezpieczony od strony Prus Wschodnich przez działający na lewym brzegu Wisły korpus Bernadotte'a, zaś od Grudziądza oblegającymi go oddziałami heskimi, mógł Dąbrowski rozpocząć ofensywę na prawym brzegu Wisły. Jego zadanie miało polegać na oczyszczeniu Pomorza Gdańskiego z oddziałów pruskich, które zagrażały Wielkiej Armii na jej lewym skrzydle. Było to zadanie o tyle istotne, że w tym właśnie czasie Napoleon ścigał armię rosyjską i resztki pruskiej w Prusach Wschodnich i musiał mieć pewność, iż jego lewe skrzydło nie zostanie zaatakowane przez garnizon gdański.

Kliknij
Kliknij aby powiększyć

Forty gdańskie

Pierwsze samodzielne uderzenie dywizji Dąbrowskiego, z krótkotrwałym zajęciem Tczewa (27 stycznia), spotkało się z energiczną kontrofensywą Prusaków z Gdańska oraz pruskiej partyzantki płk. Schäffera na lewym i gen. Rouquette'a na prawym brzegu Wisły, i zakończyło się wycofaniem Polaków na linię Świecie-Tuchola-Chojnice z kwaterą główną w Nowem. Dopiero porażka pod Pruską Iławą spowodowała powolny odwrót Prusaków ku Gdańskowi. Bitwa ta sprawiła, że Wielka Armia cofnęła się na leże zimowe na linię Pasłęka-Morąg-Olsztynek oraz nad Narew. W ten sposób wojska rozrzucone na lewym brzegu Wisły zostały osłonięte od prawego skrzydła, a uderzenie na Gdańsk stało się głównym zadaniem Dąbrowskiego oraz Lefebvre'a, który miał ruszyć na Gdańsk prawym brzegiem rzeki. Sytuacja taka umożliwiła Dąbrowskiemu ofensywę na stanowiska pruskie, tym bardziej, że od strony Szczecina i Piły nadciągała pod dowództwem gen. Menarda dywizja badeńska i Legia północna, które miały wesprzeć Dąbrowskiego i pozostać pod jego rozkazami. Ponadto nadciągnęły drugie bataliony dywizji poznańskiej pod gen. Niemojewskim. W ten sposób siły Dąbrowskiego w przeddzień ofensywy wynosiły 3866 piechoty i 3500 jazdy19. Ofensywa polsko-francuska rozpoczęła się 11 lutego, jej celem miało być oczyszczenie z Prusaków drogi na Gdańsk. Kluczowym miejscem były pozycje pruskie pod Tczewem, dlatego też główne uderzenie dywizji polskiej skierowało się na to właśnie miasto. 22 lutego nastąpiła koncentracja głównych oddziałów polskich wokół Tczewa, zaś następnego dnia o świcie rozpoczął się atak Polaków na dobrze bronione miasto. Po kilkugodzinnej walce i natarciach Polaków na bramy miejskie oddziały pruskie poddały się, ponosząc spore straty w zabitych, rannych i jeńcach20.
Bitwa ta była ważna z kilku powodów. Przede wszystkim: otwarta została droga ku Gdańskowi; po drugie - była to "pierwsza bitwa polska", pierwsza batalia, w której tak istotną rolę odegrali Polacy, zaznaczając własną krwią swoją obecność w wojnie z Prusami i Rosją; to już nie byli powstańcy, lecz żołnierze; nie buntownicy, lecz walczący o wolność naród21. Z Warszawy do Dąbrowskiego pisał Wybicki o wrażeniu, jakie wywarło tam jego zwycięstwo: "wszyscy dobrzy Polacy Cię kochają, wszyscy Cię szanują"22... Ale chyba najważniejszy skutek tej bitwy kryje się między wierszami relacji polskiego żołnierza-woltyżera: "W Tczewie... ja pierwszy raz... szedłem w bój porządny. Nogi podemną zadrżały, duszy nie czułem prawie w ciele, gdy nam strzelcom dano znak do tyralierki. Ale ledwom raz wystrzelił i zobaczył, że kuli świstają, a żadna mnie nie trafia, pomyślałem sobie >>chłop strzela, Pan Bóg kule nosi<< , proch mnie obszedł, strach minął i odtąd nie bałem się już nigdy..."23. Był to zatem chrzest bojowy młodego, niedoświadczonego żołnierza polskiego, który po pokonaniu pierwszego strachu, po opanowaniu paniki, wahania i niepewności, przy zachęcie i za przykładem starszych żołnierzy i oficerów dokonał udanego ataku na dobrze umocnioną pozycję wroga i zdobył ją. Osłuchał się z ogniem bitewnym, hukiem armat, widokiem zabitych i rannych, zahartował się, nabrał pewności siebie i odwagi.
Bitwa ta miała jeszcze jeden ważny skutek. Otóż, dotąd dywizja składała się tylko z Polaków, działała samodzielnie pod komendą polskiego generała, zadecydowała o zdobyciu prawie całego Pomorza, Tczew zaś kończy ten etap walki, od tego momentu dywizja polska przestaje być zwarta masą, staje się częścią X korpusu pod zwierzchnim dowództwem francuskim. Co więcej Lefebvre dokonał rozproszenia polskich oddziałów, tak że dywizja polska figurowała pod Gdańskiem tylko z nazwy. Poza tym, duże wrażenie zrobił na żołnierzach polskich odjazd do Gniewa rannego gen. Dąbrowskiego i objęcie komendy przez gen. Kosińskiego. Odtąd zaczynają psuć się stosunki w polskim dowództwie, głownie między Kosińskim, Sokolnickim i Niemojewskim24.
Ten marsz Polaków z Bydgoszczy był niezwykle trudny. Żołnierze co prawda dostawali regularnie racje chleba, mięsa, grochu lub kaszy i wódki, ale brakowało płaszczy, także z oporządzeniem było bardzo mizernie. Do tego panowały niekorzystne do marszu warunki atmosferyczne, mrozy wprawdzie zelżały, ale dokuczał mokry śnieg, "szybko topniejący i powodujący błota", piechurzy nacierali nogi wódką, aby uchronić je od otarcia i spuchnięcia.25 Nastrój jednak - jak pisał Weyssenhoff - panował całkiem dobry, "zapał wszystko zwyciężał ochoczo"26. Jest w tym na pewno duża zasługa Dąbrowskiego, który miał niebywały wprost wpływ na żołnierzy, rozmawiał z nimi, zachęcał, dodawał otuchy, pocieszał; potrafił jak mało kto zagrzać do walki, a w potrzebie - jak pod Tczewem - stawał do boju obok zwykłych szeregowych i prowadził ich do ataku. Jego brak był potem bardzo odczuwalny pod Gdańskiem.
Tymczasem na prawym brzegu Wisły na północ posuwał się marszałek Lefebvre27, któremu Napoleon oddał dowództwo nad utworzonym po Pruskiej Iławie X korpusem Wielkiej Armii i powierzył zadanie zdobycia Gdańska. Lefebvre szybko opanował Kwidzyn i Malbork, a po bitwie tczewskiej przybył (27 lutego) wraz z oddziałem wojsk badeńskich pod miasto, gdzie powoli następowała koncentracja wszystkich wojsk mających oblegać Gdańsk.

II. Początek oblężenia.

II.1. Twierdza Gdańsk. Charakterystyka wojsk oblegających.

Liczący przed oblężeniem 44,5 tys. mieszkańców Gdańsk posiadał potężne fortyfikacje, wprawdzie od wielu lat zaniedbywane, ale od przełomu 1806 i 1807r. przez Prusaków naprawiane, wzmacniane, rekonstruowane i rozbudowywane. System umocnień Gdańska opierał się na kilku najważniejszych punktach, na czele z Grodziskiem28 i Biskupią Górą, całe zaś miasto otoczone było wałem ochronnym, wzmocnionym fosami, bastionami i palisadami z wielu tysięcy pni. Oprócz fortyfikacji samego miasta, do systemu obrony należy zaliczyć także leżące nad samym morzem umocnienia Nowego Portu i dobrze zaopatrzoną w działa twierdzę Wisłoujście, z którym miasto połączone było przez tzw. Szaniec Wapienny. Istotne znaczenie dla twierdzy miała również wyspa Ostrów, która była swoistym spichrzem miasta; było tu wiele składów żywności (w tym bydło), a ponadto ochraniała ona miasto od strony północnej. Miasto w ogóle posiadało tak silne umocnienia, że jedynie od zachodu można było próbować twierdzę podejść.
Jeśli chodzi o garnizon Gdańska, to na początku działań oblężniczych liczył on w sumie 15 657 oficerów, podoficerów i szeregowych. Siły te zostały rozdzielone przez dowodzącego obroną gen. Kalkreutha29 między załogi samej twierdzy gdańskiej, Wisłoujścia, Nowego Portu, Ostrowa, Szańca Wapiennego oraz specjalnie wydzielonego oddziału gen. Rouquette'a, który miał za zadanie utrzymywać łączność między Gdańskiem a Piławą i Królewcem przez Żuławy i Mierzeję Wiślaną. Część załogi Gdańska stanowiły trzy pułki kozackie i pięć batalionów piechoty rosyjskiej w ogólnej liczbie 4799 ludzi.
Żołnierz pruski powoli począł się otrząsać z szoku wywołanego Jeną i Auerstädt, kilka miesięcy trwającego i znaczącego się łatwym pochodem wojsk Napoleona na wschód, za Odrę. Z wolna zaczęło narastać pragnienie odwetu, zmazania hańby, zrehabilitowania się w oczach Europy i własnych, pragnienie pokazania, że w armii pruskiej pozostało jeszcze coś z ducha walki, odwagi i karności wszczepionych przez Fryderyka II. Nie mogło to jednak wystarczyć, aby być pewnym utrzymania Gdańska. Przede wszystkim, twierdza była uzależniona od pomocy oddziałów pruskich i rosyjskich ciągnących przez Mierzeję Wiślaną, a także wsparcia floty angielskiej od strony ujścia Wisły. Sama odwaga żołnierza pruskiego nie mogła zadecydować o losach oblężenia.
Trzeba również pamiętać, że w szeregach garnizonu spory odsetek stanowili siłą wcieleni do wojska rekruci-Polacy, a ci oczywiście wiedzieli o sukcesach Napoleona i nadziejach narodu z nim związanych, i w duchu sprzyjali armii oblężniczej, co zresztą znajdowało potwierdzenie w licznych dezercjach. Dezercje te, oprócz tego, że same przez się uszczuplały i osłabiały siły wojsk obleganych oraz stanowiły przyczynę ciągłej frustracji i złości Kalkreutha, to na dodatek były pośrednio powodem konfliktów między Prusakami a Rosjanami. Kalkreuth bowiem, zmuszony do wycofywania Polaków na mniej znaczące pozycje, a kierujący się troską o własnych żołnierzy, coraz częściej na najbardziej niebezpieczne punkty obrony wysyłał Rosjan, co naturalnie wywoływało sprzeciwy rosyjskiego dowództwa.
Kilka słów należałoby też powiedzieć o stosunku mieszkańców miasta do oblężenia. Zdania wśród historyków są w tym względzie podzielone. Janusz Staszewski, na przykład, twierdzi, iż odkąd znienawidzonego powszechnie Mansteina zastąpił Kalkreuth, Gdańszczanie chętnie włączali się do pomocy, tworząc chociażby oddziały straży miejskiej, dostarczając garnizonowi żywność i pieniądze na obronę30. Zupełnie odmienny pogląd prezentuje natomiast Władysław Zajewski, stwierdzając, że do wspomnianej straży zgłosiło się ledwie 86 ochotników, a Gdańszczanie "dość już mieli pruskiego panowania"31. Wydaje mi się, że - jak to zwykle bywa - prawda tkwi gdzieś pośrodku.
Mieszkańcy Gdańska z całą pewnością nie mogli być zadowoleni ze zniszczeń, pożarów, głodu i drożyzny; zamarł przecież handel, podstawa egzystencji miasta. Poza tym: czyż mieszkańcy jakiegokolwiek miasta byli kiedykolwiek szczęśliwi tkwiąc w oblężeniu...? Z drugiej strony nie można zapominać o ludzkim strachu i najzwyklejszych potrzebach... Z Prusakami trzeba było zachować poprawne stosunki, ponieważ póki co, to oni byli panami miasta, to z nimi należało się przede wszystkim liczyć, na nich w pierwszej kolejności zwracać uwagę, to oni mieli największy wpływ na to, co się dzieje w mieście. Jeśli chciało się zachować życie, najlepiej wraz z dobytkiem, nie należało Prusakom wchodzić w drogę. Naturalnie sam strach też nie był w stanie sprawić, iż Gdańszczanie staną twardo po stronie pruskiej.
Tymczasem po kilkudniowym odpoczynku po bitwie, pod Tczewem nastąpiła koncentracja i dyslokacja X korpusu Wielkiej Armii. O jednorazowej i konsekwentnie potem realizowanej reorganizacji jednak mówić nie możemy, ponieważ podczas działań pod Gdańskiem marsz. Lefebvre często dokonywał przegrupowań i zmieniał skład poszczególnych dywizji. Ogółem armia oblężnicza liczyła 16 470 żołnierzy32, z czego największą jej część stanowili Polacy - 7250 ludzi, Badeńczyków i Francuzów było nieco mniej, odpowiednio: 3460 i 3120 żołnierzy, najmniej liczna była dywizja saska, składająca się z 2910 oficerów, podoficerów i szeregowych. Z tych sił najwyższy poziom wyszkolenia i największe doświadczenie miały oddziały francuskie; po nich największą wartość należy chyba przypisać dywizji polskiej, składającej się co prawda w większości z młodych, mało doświadczonych żołnierzy, górujących jednak z całą pewnością nad żołnierzami z krajów niemieckich gorliwością, odwagą, pracowitością i oddaniem dla sprawy. Jednostki badeńskie natomiast, jak się pod Gdańskiem okazało, "nie są zdolne ani do pracy, ani do ognia"33. Sasi z kolei byli w X korpusie zdecydowanie najgorszymi żołnierzami, co zapewne miało przyczynę w tym, iż jeszcze jesienią poprzedniego roku stali oni po stronie Prus i teraz nie mieli zbytniej motywacji do walki przeciw swym niedawnym sprzymierzeńcom.
Rozkazem z 4 marca 1807r. Lefebvre podzielił swe siły na cztery dywizje. I dyw. pod gen. Menardem obejmowała pułki saskie i francuskie, II dyw. gen. Puthoda przede wszystkim Badeńczyków, III dyw. głównie pułki polskie pod gen. Kosińskim i francuskie generałów Gardanne'a i Schramma, a dyw. IV składała się z Legii Północnej. Ponadto oddzielne jednostki tworzyła kawaleria: francuska pod gen. Duprez i polska gen. Sokolnickiego. Jak już zaznaczyłem wyżej, nie był to sztywny podział, gdyż Lefebvre wraz z rozwojem sytuacji reorganizował korpus jeszcze kilka razy - o tych najistotniejszych jego posunięciach organizacyjnych będzie jeszcze mowa. Trzeba też pamiętać o tym, iż sam skład korpusu ulegał zmianom. Niektóre oddziały, jak na przykład większość polskiej jazdy34 czy też cały 1.p.p. polskiej35, były odsyłane spod Gdańska, inne zaś przysyłane na pomoc wojskom oblężniczym.

II.2. Działania wstępne pod Gdańskiem - marzec 1807.

Pierwsze działania X korpusu przeciw Gdańskowi miały na celu przede wszystkim zmuszenie Prusaków do wycofania się z przedmieść i zamknięcie ich w mieście w celu oczyszczenia przedpola do rozpoczęcia systematycznego oblężenia. Dlatego właśnie armia oblężnicza, która rozpoczęła atak na Gdańsk 7 marca, szła jak najszerszym łukiem, by swym zasięgiem objąć maksymalny obszar i możliwie najszybciej, z najmniejszymi stratami wyprzeć Prusaków z przedmieść. Marsz na Gdańsk niezwykle barwnie opisał jeden z polskich podoficerów dywizji Kosińskiego: "ujrzeliśmy na prawo i lewo wszestkiemi drogami posuwające się dywizje ku miastu. Stanowiliśmy prawie środek, przed nami maszerowali ułani Dziewanowskiego, za nami dywizja francuska. Po naszej prawej szedł na czele jeden regiment lekkiej piechoty francuskiej Nr 2-gi, za nim dywizja saska. Na lewej zaś posuwał się pułk 10-ty strzelców konnych francuskich, za nim baterya i brygada Radziwiłła, a przed nią jazda pod generałem Sokolnickim, zebrana z powstań Poznańskiego i Kaliskiego. Piękny to był widok, jak wielka musztra. Przednie straże jazdy gdzieniegdzie z pistoletów strzelały"36. Dywizja polska przeszedłszy Radunię, zajęła Borkowo i stanęła obozem w Łostowicu, lewe wysunięte skrzydło w Ujeścisku, a cofnięte nieco do tyłu prawe w Borkowie, w tym czasie Legia Północna ścierała się z wrogiem w okolicach jeziora Zaspa. Prusacy z reguły nie stawiali zbyt wielkiego oporu i wycofywali się do miasta. Aby utrudnić przeciwnikowi zadanie, głównodowodzący oblężonymi gen. Manstein nakazał spalić przedmieścia Chełm, Peterszawę, Stare Szkoty i Siedlce; płonęły one dwa dni, a nocą łuna była tak jasna, "że czytać było można"37.
Tak więc, 12 marca oddziały X korpusu stały szerokim łukiem wokół Gdańska od Oruni przez Łostowice, Ujeścisko, Migowo, Piecki po Wrzeszcz; tego też dnia zmieniono nurt Raduni, unieruchamiając wszystkie młyny w mieście. Po tych pierwszych działaniach nastąpiła kilkudniowa przerwa w walkach, spowodowana silnym wiatrem, sporymi opadami śniegu i zamieciami. Dopiero 16 marca Lefebvre zarządził atak na kilku frontach - Legia Północna tego dnia uderzyła z Wrzeszcza na niezwykle ważny Szaniec Wapienny, Sasi na Szaniec Jezuicki, a niecierpliwy Kosiński ze swą dywizją poprowadził atak na Chełm, który szybko wprawdzie został zajęty, jednak walki w jego obronie były długie i wyczerpujące. Mniej szczęścia tego dnia mieli żołnierze Legii Północnej, którym co prawda udało się zdobyć szaniec, lecz wkrótce zostali wyparci stamtąd przez kontratak Rosjan.
Cztery kompanie 4. p.p. obsadziły Chełm, a pozostałe jednostki wycofały się na odpoczynek do Kowali i Ujeściska. Porucznik Chłapowski, który pełnił straż na drodze do Chełma, tak opisał swe przeżycia: "Myślę, że w przeciągu tych 24 godzin mało który z mojej kompanii miał kawałek chleba w ustach. Byliśmy młodymi żołnierzami i nic nie mieliśmy przy sobie"38. Chłapowski podkreśla jednak, że choć dokuczał wiatr i śnieg, a wszyscy byli głodni, to atmosfera w kompanii panowała bardzo dobra, śpiewano piosenki z czasów insurekcji lub legionów. Inny uczestnik oblężenia pisał w tych dniach, iż "każdy pała, aby mu tylko dano rozkaz uderzyć"39.
Atak na Chełm był ostatnią czynnością gen. Kosińskiego na stanowisku dowódcy dywizji, bowiem Lefebvre - zniecierpliwiony ciągłymi utarczkami słownymi między polskimi generałami i ich wzajemnymi oskarżeniami - desygnował na jego miejsce służącego dotąd w armii francuskiej gen. Henry-Wołodkowicza40, tego zaś już następnego dnia zastąpił gen. Ignacym Giełgudem. Był to stary żołnierz Rzeczypospolitej, ale bez zbyt wielkiego doświadczenia liniowego, lecz przez żołnierzy szanowany i szybko polubiony jako "człowiek poczciwy i odważny"41.
W raporcie do księcia Józefa Poniatowskiego z dnia 30 marca nowy dowódca dywizji tak opisywał jej stan: "Mimo ciągłych fatyg i przykrej pory roku znalazłem w całej dywizji największy zapał i prawdziwie wojennego ducha, oficerowie nade wszystko są powszechnie dla żołnierza doskonałym przykładem męstwa w boju i wytrzymałości w niewygodach i trudach wojennych. Lubo obozowanie na śniegach i błocie użyło nieco mundury, te są jednak jeszcze dosyć dobre, co się zaś tyczy obuwia, ledwo nie połowa żołnierzy już bez trzewików, które obiecane dotąd jeszcze nie przychodzą. Płaszcze mają wszyscy żołnierze. Patrontaszów wcale nie mamy, lecz za kilka dni mają być przysłane. Aż do 1 apryla cała dywizja jest płatna. Chorych mamy bardzo wielu, przyczyna tego jest ciągłe obozowanie i nie dosyć dobra żywność"42. Poważny niepokój budziło u Giełguda usytuowanie polskiej dywizji między Badeńczykami a Sasami, do których nie miał zaufania, i dlatego też całą swą nadzieje pokładał w odwadze i waleczności Polaków43.
Podczas gdy na lewym brzegu Wisły zdobywano kolejne przedmieścia44, coraz bardziej zaciskając pierścień wokół miasta, punkt ciężkości działań oblężniczych przeniósł się na brzeg prawy. Tam bowiem gen. Schrammowi powierzono zadanie unieszkodliwienia dwutysięcznego oddziału gen. Rouquette'a. Do brygady Schramma przydzielono m.in. 1 batalion 2. p.p. pod Downarowiczem, cały 4.p.p. pod faktycznym dowództwem Weyssenhoffa oraz setkę jeźdźców pospolitego ruszenia. Przeprawiwszy się przez rzekę, gen. Schramm szybko okrążył Prusaków i zmusił ich do ucieczki aż pod Wisłoujście45. W ten sposób przecięto komunikację między Gdańskiem a Królewcem, co było ogromnym sukcesem armii oblegającej. Po rozbiciu Rouquette'a Schramm pozostał na prawym brzegu, główna kwaterę obierając w Stogach.
Wieści o klęsce na prawym brzegu wywołały bardzo przygnębiające wrażenie w mieście, spadło morale, szerzył się defetyzm. Kalkreuth zdawał sobie sprawę, że jedynie jakiś szybki sukces byłby w stanie przywrócić jego żołnierzom wiarę w zwycięstwo. Dlatego też zarządził na 26 marca wycieczkę na pozycje przeciwnika. Uderzenie było skierowane w dwóch kierunkach: grupa 1800 piechurów i około 1000 jeźdźców(w tym 600 kozaków) uderzyła na stanowiska Polaków i Badeńczyków w Siedlcach i na Chełmie, natomiast oddział ochotniczy mjr. Krockowa z Nowego Portu skierował atak na stacjonującą we Wrzeszczu Legię Północną. Początkowo - dzięki elementowi zaskoczenia i haniebnej, bez walki w zasadzie, rejteradzie Badeńczyków - osamotnieni Polacy nie utrzymali pozycji i Prusacy zajęli Suchanino, Siedlce i Chełm. Cofający się 1 batalion 2.p.p. dzielnie osłaniał por. Chłapowski na czele swej kompanii woltyżerów - dzięki ich odwadze Polakom udało się szczęśliwie wycofać do Ujeściska, sam natomiast Chłapowski opłacił swe męstwo niewolą46.
W Ujeścisku szybko zaczęto organizować obronę, głównie za sprawą pułkowników Weyssenhoffa i Dziewanowskiego oraz kpt. Gorzeńskiego; oni to, przy pomocy francuskiego plutonu artylerii, rozpoczęli kontratak. Na front przybył sam marsz. Lefebvre i - według relacji polskiego oficera47 - "odpiąwszy surdut, odkrył hafty munduru i gwiazdy. Kazał doboszom bić szarżę, a znajdując, że nie dosyć żwawo biją, sam bęben porwał i tak przyspieszonym krokiem pędził ku nieprzyjacielowi.(...)Gdyśmy weszli już pod ogień twierdzy, marszałek zawołał: - Montrons leur, que les Polonais ne craignent pas le canon!48".
Szybko podjęła kontratak również Legia Północna wsparta kawalerią gen. Sokolnickiego - połączone oddziały rozbiły "freikorps" Krockowa, a kpt. Sokolnicki(krewny i adiutant generała) wziął do niewoli pruskiego dowódcę; zdobyto także jedną armatę, którą Lefebvre podarował gen. Sokolnickiemu49.
Wycieczka z twierdzy nie osiągnęła celu, siły oblężnicze poniosły stosunkowo niewielkie straty, natomiast Prusacy w zabitych, rannych i jeńcach stracili 7 oficerów i 192 szeregowych50. Odparcie wycieczki pruskiej było przede wszystkim zasługą Polaków, co znalazło wyraz w pochwałach Lefebvre'a51, cała zaś odpowiedzialność za pierwsze sukcesy Prusaków spadła - słusznie - na Badeńczyków.
Tak wyglądały główne operacje korpusu oblężniczego na przeciągu marca. Oblegający osiągnęli przez ten czas cele, jakie sobie zakładano na początku działań, czyli: zmuszono Prusaków do wycofania się do twierdzy; zajęto przedmieścia z dogodnymi pozycjami do rozpoczęcia robót oblężniczych, a przede wszystkim odcięto linię komunikacyjną Gdańska z Królewcem przez Mierzeję Wiślaną oraz nawiązano stałą łączność z wojskami oblegającymi Kołobrzeg.
Ostatnim ważniejszym posunięciem Lefebvre'a w marcu było zarządzenie kolejnej reorganizacji. Na jego rozkaz Legia Północna pod gen. Puthod zajmowała najbardziej na północ wysunięte pozycje z zadaniem patrolowania nabrzeża i drogi z Gdańska do Nowego Portu, kawaleria Sokolnickiego stacjonowała we Wrzeszczu, a w centrum(Ujeścisko i Chełm) obie dywizje - polską i saską - oddano pod dowództwo gen.Michaud. Zgodnie z rozkazami swą dywizję zreorganizował też Giełgud52, jednakże i ten podział na brygady nie okazał się stały i sztywno przestrzegany.

III. Oblężenie Gdańska.

III.1. Postępy prac oblężniczych. W obozie pod Gdańskiem.

Po zakończeniu wstępnego etapu działań pod miastem i zajęciu odpowiednich pozycji, najważniejszym celem korpusu oblężniczego stało się teraz wykonanie przez piechotę podkopów pod umocnienia twierdzy, sypanie szańców i pozycji dla armat, tak aby można było pod tą osłoną dokonać szturmu na miasto, wcześniej założywszy pod mury twierdzy ładunki wybuchowe. Prace ziemne polegały na wykopaniu równolegle do umocnień rowów ciągłych, tzw. paralel, w ten sposób, aby były one w stanie chronić kryjącą się w nich piechotę przed ogniem artyleryjskim. Zdobyty dotąd teren pozwolił na otwarcie pierwszej paraleli naprzeciw Grodziska i Biskupiej Góry już na początku kwietnia. Rozpoczęcie systematycznych prac oblężniczych spotkało się z natychmiastową reakcją ze strony oblężonych, którzy odtąd za wszelką cenę starali się utrudniać pracę piechoty. Oprócz znacznego nasilenia ognia artyleryjskiego z miasta, oblężeni często robili mniejsze lub większe wycieczki na przedpole w celu niszczenia robót oblężniczych.
Nadzorujący, a właściwie kierujący z Finckensteinu oblężeniem, Napoleon skierował do pomocy Lefebvre'owi dwóch wybitnych specjalistów w zakresie prac związanych z pracami oblężniczymi. Był to doświadczony inżynier, gen. Chasseloup, który zaprojektował wszystkie prace, oraz doskonały ekspert od artylerii gen. Lariboisiere. Obaj ci wybitni znawcy wciąż musieli staczać z Lefebvrem bitwy na słowa, gdyż ten ostatni "na wszelkie kwestie sztuki wojennej, podane mu przez inżynierów, znał tylko jedną odpowiedź, to jest że pójdzie do szturmu na czele swych grenadierów"53 . Nie rozumiał Lefebvre istoty prac inżynieryjnych, jego niecierpliwy umysł nie mógł pogodzić się z wolno postępującymi pracami w okopach. Wciąż popędzał saperów, mówiąc "Zróbcie tu dziurę, a ja pierwszy przez nią przejdę"54. Jego popędliwość była tak wielka, że Napoleon musiał go mitygować, przywoływać do porządku i nakazywać podporządkowanie się planom inżynierów55.

Kliknij
Kliknij aby powiększyć

Forty gdańskie

Tymczasem cała prawie piechota została przeznaczona do kopania umocnień. Żołnierze pełnili służbę nieprzerwanie przez 24 godziny, odpoczywać mieli przez następne 24, jednak w praktyce w czasie przeznaczonym na odpoczynek byli oni kierowani do różnorakich prac porządkowych w obozie. Niebezpieczeństwo napaści ze strony obleganych sprawiało, że część każdej kierowanej do kopania kompanii, zawsze musiała stać pod bronią. "Nie mamy i momentu wolnego. Jeśli kiedy jest moment wolny, że nieprzyjaciel nie grozi nam napadnieniem, to musimy okopy nasze na głowę kończyć, żeby się przy nich utrzymać - relacjonował mjr Downarowicz - słowem, że mała garstka nas, jeśli się nie bije, to w okopach pracuje, a czasem tak wypada, że nie wiemy za co się wziąć, czy za łopatę, czy za karabin"56. Interesujący i dokładny opis sypania szańców znajdujemy też w pamiętnikach Białkowskiego57. Otóż, wpierw dzielono żołnierzy na trzyosobowe roty, a praca odbywała się w ten sposób, że "dwóch ludzi wzięło za końce kosz, a trzeci człowiek niósł broń wszystkich i 3 szpadle (...)Gdy przyprowadzono nas na punkt przeznaczony, inżynier, zacząwszy od roty pierwszej, rozstawiał nas, mierząc krokami tak, aż uformował kwadrat, obrócony jednym rogiem ku Wiśle. Gdy która rota była już na miejscu poleconym, ta, postawiwszy kosz, jak najspieszniej go ziemią zasypała, tworząc zasłonę od strzałów nieprzyjacielskich. Wszystko to odbywało się z największą możliwie ciszą".
Prace przy kopaniu postępowały do przodu, jednak bardzo powoli. Oprócz ognia z twierdzy i utarczek z nieprzyjacielem, przyczyną tego były m.in. lotne piaski, które kopiący napotykali na swej drodze, a które nie pozwalały wykończyć okopu, dochodziła do tego fatalna do takiej pracy pogoda, tzn. silny wiatr ze śniegiem i deszczem, który psuł wykonane już dzieło i nieraz całą pracę trzeba było zaczynać od początku58. Do utrudnień należy również zaliczyć - jak to celnie zauważył Adolphe Thiers - "obronną własność drzewa, w którem nie można robić wykopów, i które wyrywać należało motykami lub toporem w ręku"59. Wszystko to sprawiało, że żołnierze coraz bardziej się zniechęcali do pracy, tym bardziej, że brakowało żywności, a ta, która krążyła po obozie była bardzo droga, jak to opisał żołnierz Daleki: "przez długi czas dostawaliśmy na dzień tylko kawałek chleba, ani nie kwaterkę kaszy lub grochu i mięsa na dwa razy w usta. Czasem mi się tak jeść chciało, żem liście, które się na wiosnę z głąbów kapuścianych puszczały, zbierał, gotował i jadł. Drogość zaś była tak wielka, że za kieliszek wódki dwa złote polskie płacono"60. Inny, nieznany z nazwiska, żołnierz zwraca z kolei uwagę na kolejny mankament, pisząc, że "biedni nasi chorzy i ranni w najsroższym są opuszczeniu. Wyobraź sobie, że dotąd nie mamy polowego lazaretu i kilku tylko przy regimentach jakichkolwiek felczerów, którzy prostym nożem i od kobiet pożyczanymi nożyczkami najdelikatniejsze robić muszą operacje. Bez lekarstw, bez bandażów, bez szarpi, bez funduszu na najpierwsze tych nieszczęśliwych potrzeby, słowem, kwestujemy między sobą, żeby przynajmniej od głodu wyrwać te nieszczęśliwe ofiary. Będę ci wdzięczny, jeżeli ten obraz podasz do publicznej wiadomości, może głos ludzkości obudzi nieczułość rządu i przyśpieszy nieszczęśliwym ratunek"61. Stacjonujący nad morzem żołnierze z batalionu Downarowicza musieli nawet pić morską wodę, ponieważ słodkiej nie można było dostać nawet za pieniądze, a to z kolei, połączone z brakiem ciepłej odzieży i obuwia, powodowało wzrost liczby chorujących62.

Kliknij
Kliknij aby powiększyć

Forty gdańskie

Wszystko to świadczy o tym, że sytuacja armii oblegającej pogarszała się z dnia na dzień. Do tego obrazu należy też chyba dołączyć niezwykle celne uwagi Aleksandra Fredry, który co prawda miał na myśli armię francuską, jednak wydaje mi się, iż można by te słowa odnieść do wszystkich stojących pod Gdańskiem wojsk, choć może do Polaków - jako do najbardziej "zmotywowanych" - w ostateczności. "Żołnierz francuski, dzielny w boju, rzadko kiedy wypełnia rozkazy jako ślepa część całości, ale zawsze jako myślące indywiduum. (...) Ale ta sama indywidualność - pisał Fredro - chwalebna w boju, gdzie zwykle więcej dusza niż ręka zwycięża, staje się w obozie(...)trudna do ujęcia w karby dyscypliny, zapewniającej trwałość szeregom. Wojsko francuskie trzeba aby szło z boju w bój, inaczej rozpływa się, niknie, nie tyle w ogniu, ile przez ciągłe odstępowanie sztandaru w celu osobistej korzyści"63. Fredro powinien jeszcze dodać, że najlepiej żołnierz francuski walczy pod swym uwielbianym cesarzem, a co najmniej pod którymś z najbardziej lubianych, najsławniejszych marszałków. Lefebvre na pewno do nich nie należał. Poza tym, Francuzi, w większości walczący wcześniej w ciepłych Włoszech, nie byli przyzwyczajeni do panującej na przednówku pogody, uważali ten kraj za biedny, brzydki, ponury i nieciekawy. Jeszcze bardziej znużeni i zniechęceni obleganiem obcego im miasta byli z pewnością żołnierze sascy i badeńscy. Najbardziej oddani sprawie walki o polskie morze i polski Gdańsk byli na pewno żołnierze dywizji poznańskiej, jednak i im musiały dawać się we znaki trudne warunki życia obozowego, oni również często czuli jedynie pragnienie i głód, i zimno, i zmęczenie. Mimo tak fatalnych warunków bytu, trzeba było jednak walczyć i pracować dalej.
Po otworzeniu drugiej paraleli (7/8 kwietnia) i ciągłych postępach w pracy nad trzecią, Lefebvre czekał już tylko na nadejście ciężkiej artylerii, bez której przypuszczenie szturmu na miasto nie miałoby sensu. Z tego też powodu marszałek nie zezwolił na wycofanie się na tyły zalążków polskiej artylerii, a jej dowódca, ppłk Hurtig, zmuszony był uzupełniać szeregi, reorganizować i szkolić tworzący się batalion na polu walki. Pomimo iż artylerzystów ciągle przybywało, to batalion do końca działań pod Gdańskiem nie osiągnął wymaganego stanu.
Póki co Lefebvre skupił swą uwagę na prawym brzegu Wisły. Wiedział bowiem, że Kalkreuth zamierza podjąć jeszcze jedną próbę nawiązania łączności z Królewcem przez mierzeję. Aby uprzedzić działania wroga, dowódca X korpusu rozkazał usypać redutę naprzeciw wyspy Ostrów i w ten sposób utrudnić współdziałanie Gdańska z Wisłoujściem. Do tego zadania, nocą 15/16 kwietnia, skierowano 4. p.p. pod rozkazami płk. Weyssenhoffa, który przed świtem zakończył pracę gotową redutą. Kiedy w twierdzy spostrzeżono nowy szaniec, Kalkreuth zarządził atak nie tylko na sam szaniec, ale również na całą dywizję Gardanne'a64. 16 kwietnia połączone siły pruskich dowódców z Wisłoujścia i Nowego Portu uderzyły na Gardanne'a z północy, Rosjanie z Ostrowa, a wycieczka z miasta od południa. Podczas gdy główne siły francuskiego generała związane były przez Prusaków z Gdańska, osamotniony batalion mjr. Downarowicza bronił szańca przed przeważającymi oddziałami prusko-rosyjskimi. Zdani sami na siebie żołnierze skutecznie odpierali ataki przez osiem godzin, aż wreszcie wszystkie oddziały wroga wycofały się do twierdz. Szaniec był uratowany i pozostał odtąd silnie obsadzony, skutecznie utrudniając komunikację Gdańska przez Wisłę.
Kolejnym posunięciem korpusu oblężniczego na tym odcinku frontu była decyzja o przypuszczeniu szturmu na Ostrów, tak aby całkowicie odciąć miasto od obu nadmorskich fortyfikacji. W tym celu skombinowano ze wszystkich dywizji oddział złożony z najdzielniejszych żołnierzy; Polaków reprezentowała w nim kompania 3. p.p. kpt. Kamińskiego. Nocą 6/7 maja ze Składów na lewym brzegu Wisły, na 12 pontonowych łodziach 600 żołnierzy przeprawiło się na wyspę, gdzie stacjonował rosyjski batalion mjr. Utkena i oddział pruskiej artylerii w sile 15 dział. Według relacji uczestnika tego desantu: "Moskale obchodzili byli właśnie jakiś bankiet tej samej nocy. Napadliśmy ich niespodzianie i jak zaczęliśmy strzelać, żgać bagnetami, topić, to aż skóra na mnie drży, gdy wspomnę tę chwilę. Co zostało przy życiu nieprzyjaciół, to łódkami przewieźliśmy do swoich w niewolę, a Francuzów zostawiliśmy na wyspie załogą"65. Nie tylko zresztą atak na Ostrów zakończył się powodzeniem, bowiem korzystając z zamieszania spowodowanego desantem na wyspę, oddziały ubezpieczające desant zaatakowały Szaniec Wapienny na lewym brzegu rzeki i szybko go zdobyły.
W tym samym czasie, gdy ciężar walk przerzucił się na północ od Gdańska, naprzeciw głównych umocnień miasta trwały nieprzerwanie roboty oblężnicze. W drugiej połowie kwietnia nadeszła wreszcie upragniona ciężka artyleria i o północy 23 kwietnia Lefebvre zarządził początek zmasowanego ostrzału miasta ze wszystkich 63 dział. "Miasto teraz bardzo wiele cierpi. My rannych i zabitych mimo ognia straszliwego bardzo mało mamy. Inżynierowie francuscy talenta prawdziwe pokazują. - Pisał do ks. Poniatowskiego gen. Giełgud - Gen. Lariboisiere kontent jest z naszej artylerii i jej komendanta i pochlebne już w tej materii na piśmie dał mu świadectwo"66. Po dwóch dniach takiego silnego bombardowania marszałek zaproponował Kalkreuthowi honorową kapitulację, ten jednak zdecydowanie odmówił. Pod osłoną ognia ciężkich armat szybciej przebiegały prace w okopach i już w nocy 26/27 kwietnia ukończono trzecią paralelę. 3 maja ostatecznie zakończono roboty w okopach i teraz do akcji mogli przystąpić saperzy.

Kliknij
Kliknij aby powiększyć

Forty gdańskie

Opisana wyżej kolejna już faza oblężenia znaczy się następnymi sukcesami korpusu Lefebvre'a. Po pierwsze, zgodnie z planami gen. Chasseloupa wykonano całe linie okopów i umocnień ziemnych vis a vis Grodziska i Biskupiej Góry - przygotowano zatem pozycje wyjściowe do szturmu. Dalej, odniesiono ogromny sukces wpierw budując redutę naprzeciwko Ostrowa, a potem zdobywając wyspę oraz niezwykle ważny Szaniec Wapienny. Tym samym nie tylko zablokowano miasto od posiłków ze strony morza, ale i odebrano garnizonowi składy żywności znajdujące się na Ostrowie. Poza tym, zdobycie wyspy pozwalało zająć pozycję zagrażające bezpośrednio Grodzisku od północy. Pierścień wojsk oblężniczych coraz bardziej zaciskał się wokół miasta. Sukcesy X korpusu miały jeszcze jeden skutek - psychologiczny. Nastroje w odciętym od świata mieście - mówiąc eufemistycznie - uległy zdecydowanemu pogorszeniu. Coraz mniej żywiono tam nadziei, że twierdza się obroni. O dezercji z armii pruskiej była już mowa wyżej, teraz jeszcze bardziej się ona nasiliła. Wszyscy zamknięci w Gdańsku ludzie, od Kalkreutha po zwykłego żebraka, doskonale wiedzieli, że jeśli miasto szybko nie otrzyma pomocy, dni Prusaków w Gdańsku będą policzone.

III.2.Nieudana odsiecz i kapitulacja miasta.

W zaistniałej w początkach maja sytuacji jedyną szansą Kalkreutha była rzeczywiście pomoc z zewnątrz. Zdawano sobie z tego sprawę również w Królewcu, gdzie król Fryderyk Wilhelm III zdołał uzyskać pomoc Rosjan w utworzeniu oddziału desantowego. Zdecydowano się na odsiecz ze strony morza, ponieważ atak na główne siły francuskie nie był w tym czasie możliwy. Ponadto, przez Mierzeję Wiślaną na prawy brzeg Wisły miał uderzyć trzytysięczny oddział płk. Bülowa.
Dzięki spostrzegawczości francuskich posterunków we Fromborku, Lefebvre już na początku maja wiedział o projektowanej wyprawie i począł wysyłać do cesarza listy z rozpaczliwymi prośbami o pomoc. Doceniając grożące X korpusowi niebezpieczeństwo, cesarz przystał na te prośby i odesłał pod Gdańsk korpus rezerwowy marszałka Lannes oraz część dywizji generała Oudinot67. Obaj przybyli pod miasto 12 maja.
Rosjanom nie udało się zatem zaskoczyć Lefebvre'a, tym bardziej, że ich rejs z Piławy do Nowego Portu przedłużył się ze względu na silny wiatr na morzu. Lądowanie w Nowym Porcie nastąpiło dopiero 12-14 maja, a przerzucenie całego oddziału do Wisłoujścia w nocy 14/15 maja. W tym czasie Lefebvre zdążył przegrupować swe siły, tak aby być jak najlepiej przygotowanym na przyjęcie Rosjan. Przede wszystkim, wzmocnił dywizję Gardanne'a na prawym brzegu, m.in. dwoma batalionami Legii Północnej, a już od początku maja w okolicy Wisłoujścia działała kawaleria gen. Sokolnickiego. Na lewym natomiast brzegu spore siły zgrupowano nieco na północ od miasta, w rejonie Młynisk. Wydzielono też specjalny oddział złożony z Francuzów pod dowództwem gen. Beaumonta do zabezpieczenia przed uderzeniem przez mierzeję na dywizję Gardanne'a korpusu płk. Bülowa.
Głównodowodzący desantem generał Kamienski68, który początkowo zamierzał uderzyć na lewy brzeg Wisły, zmienił decyzję widząc tam silne pozycje francuskie i zdecydował się zaatakować dywizję Gardanne'a. Dywizja ta była rozłożona szerokim łukiem od morza po Łachę. Polacy zajmowali jej prawe (Sokolnicki) i lewe skrzydło (batalion 2. p.p. pod Downarowiczem i ppłk. Parysem), w centrum skoncentrowali się Sasi, zaś za nimi, jako rezerwa, gwardia paryska i Legia Północna.
Główne siły rosyjskie miały zaatakować Gardanne'a, a mniejszy oddział - Ostrów, ten ostatni został jednak ostrzelany z lewego brzegu Wisły i dołączył do głównego natarcia. Ciężar uderzenia rosyjskiego przez długi czas spoczywał na batalionie Downarowicza, który raz jeszcze potwierdził swą odwagę i odznaczył się wyjątkową walecznością. Zginął w tej walce uwielbiany przez podkomendnych ppłk Parys, ale "śmierć jego przyczyniła się wielce do zwycięstwa, bo batalion, widząc go zabitym, z wściekłością rzucił się na szeregi nieprzyjacielskie"69. Jak kilka dni później pisał gen. Giełgud, Polakom "podobał się bardzo sposób zabijania bagnetem, bo się mniej fatyguje, nie mając potrzeby nabijania"70. Nad samym morzem natomiast uderzenie rosyjskie równie dzielnie przyjął gen. Sokolnicki, który cały dzień odpierał ataki przeważającej liczy kozaków, dragonów i strzelców. Dowódca polskiej jazdy nie tylko wytrzymał te uderzenia, ale i przeszedł do ataku, spychając wroga aż pod Wisłoujście, a wsparty wojskami francuskimi Lannesa oraz Sasami zwyciężył przeciwnika. Również próba przedarcia się przez Mierzeję Wiślaną podjęta przez Bülowa została udaremniona, choć dopiero 16 maja i Prusacy wycofali się z mierzei tracąc 1/3 oddziału.
Atak Rosjan został odparty na wszystkich frontach, doskonale przygotowany korpus ani na moment nie pozwolił Kamienskiemu mieć nadziei na zwycięstwo. Rosyjski dowódca nie zdecydował się już na kolejne uderzenie i po kilku dniach odpłynął z powrotem do Piławy.
Spośród Polaków największą chwałą okrył się wspomniany batalion Downarowicza, który - wedle słów gen. Schramma - "dawał dowody zimnej krwi i waleczności, które wszystkich mężnych bojowników są znamieniem"71, na wniosek Lefebvre'a żołnierzom batalionu przyznano 16 Legii Honorowych, w tym jego dowódcy. Były jednak i poważne straty, z których największą była śmierć Parysa... "Na tem miejscu, gdzie poległ, usypali mu kopiec grobowy towarzysze i na cześć jego odprawili uroczysty obchód pogrzebowy"72 z udziałem generałów Giełguda, Sokolnickiego i Kosińskiego.
Teraz, gdy znikła jakakolwiek szansa pomocy z zewnątrz, obie walczące strony były świadome, że twierdza jest zdana na jedynie własne siły, a jej kapitulacja jest tylko kwestią czasu. Lefebvre począł teraz przygotowywać korpus do szturmu, który wyznaczono na godzinę 6 rano 21 maja. W chwili, gdy główne siły armii oblężniczej gotowe były do ataku, naprzeciw marszałka wyjechał z Gdańska parlamentariusz z propozycją kapitulacji - z ramienia Lefebvre'a udał się do garnizonu pruskiego gen Drouet d'Erlon. Pertraktacje toczyły ponad dwa dni; ostatecznie 24 maja podpisano kapitulację na warunkach postawionych przez Kalkreutha73, a dwa dni później poddało się Wisłoujście. 27 maja marszałek Lefebvre w otoczeniu swych generałów i sztabu udał się do kwatery głównej Kalkreutha, po czym garnizon pruski w szyku opuścił Gdańsk i udał się w kierunku Piławy, dopiero wtedy wkroczyły do miasta wojska X korpusu Wielkiej Armii.
Ostatecznie Kalkreuth wyprowadził z twierdzy 7120 ludzi, w walce poległo 2700, rannych było 3400, do niewoli dostało się około 1000 żołnierzy, a zdezerterowało z armii pruskiej około 4000 Polaków, z czego ponad tysiąc podczas wymarszu74.
Napoleon od razu nadał kapitulacji jak największy rozgłos. Wysłał w tych dniach kilkadziesiąt listów do wielu znanych osobistości, nie wspominając już o dyrektywach dla ministrów w Paryżu. Propaganda napoleońska miała jak najbardziej rozsławić czyny cesarskiej armii, a tym samym jak najboleśniej uderzyć w dumę i prestiż Prus. Osobiście również cesarz zredagował słynny 77 biuletyn Wielkiej Armii, który rozpoczął słowami "Gdańsk skapitulował. To piękne miasto jest w naszej władzy. 800 dział, magazyny wszelkiego rodzaju, więcej niż 500 tys. kwintali zboża, duże zapasy wina, wielkie ilości płótna i materiałów wszelkiego gatunku dla wojska, wreszcie pierwszorzędne miejsce o dużym znaczeniu militarnym jest w naszym ręku"75. Aby jeszcze bardziej podkreślić wagę, jaką przywiązuje do posiadania Gdańska, cesarz 1 czerwca osobiście przybył do miasta i podczas swego tam pobytu nadał marszałkowi Lefebvre tytuł "księcia Gdańska" wraz z gratyfikacją w wysokości 100 tysięcy franków, zwiedził miasto, obejrzał fortyfikacje, spotkał się z delegacją mieszkańców i nałożył na miasto dwudziestomilionową kontrybucję.
Upadek Gdańska był ważnym wydarzeniem - nie tylko militarnym, ale i politycznym. W posiadanie Napoleona weszła ważna nadmorska twierdza, strzegąca nie tylko przejść morskich, ale i drogi przez dolną Wisłę. Pamiętajmy też o tym, że zdobycie Gdańska było pierwszym tak ważnym sukcesem militarnym wojsk napoleońskich od końca poprzedniego roku. Dzięki przejściu miasta w ręce francuskie, Napoleon nie tylko zneutralizował kilkunastotysięczny garnizon pruski, który zagrażał tyłom Wielkiej Armii walczącej w Prusach Wschodnich, ale także mógł teraz przerzucić cały X korpus na główny teatr działań i użyć go do decydującej rozprawy z armią gen. Bennigsena (choć wiele wskazuje na to, że w pierwszej kolejności zależało mu raczej na zdobyciu kolejnego ważnego portu - Królewca niż na wydaniu walnej bitwy76).
Polacy weszli do miasta wraz z innymi wojskami korpusu. Żołnierze cieszyli się z kapitulacji, gdyż mieli nadzieję, że znajdą w Gdańsku odpowiednio duże zapasy, aby można się było najeść, napić, odpocząć i wyleczyć się z ran. Wbrew jednak ich oczekiwaniom, dywizji polskiej już następnego dnia po zajęciu miasta, wydano rozkaz wymarszu do Gniewa, co więcej - od 27 maja obowiązywał rozkaz marszałka Berthiera, by nie lokować rannych Polaków w gdańskich szpitalach77... Decyzja ta wywołała oburzenie polskich dowódców. Powiększyło się ono po przeczytaniu wspomnianego 77 biuletynu, w którym pominięto zasługi Polaków milczeniem. Generał Sokolnicki tak wyraził swe rozgoryczenie: "Uczczenie na polu bitwy, milczenie w raportach rządowych, prześladowanie przez resztę czasu, oto był żołd, jaki otrzymała jazda, służąc pod moimi rozkazami przez cały ciąg oblężenia Gdańska"78. Są to słowa świadczące o głębokim zawodzie Polaków, o braku docenienia ich roli w zdobyciu miasta, słowa, które wyrażały ich urażoną miłość własną; ale nie tylko to - bo przez cały czas walczyli Polacy z nadzieją, że ich trud, krew i życie przysłużą się ojczyźnie, dlatego też tak istotne było, aby powszechnie wiedziano o ich staraniach. Tymczasem - póki dla Napoleona Polska i jej przyszłość były elementem przetargowym w walce militarnej i dyplomatycznej z Prusami, Rosją i Austrią - świadomie pomniejszano ich zasługi w raportach i w biuletynach Wielkiej Armii. Polacy ponieśli podczas oblężenia znaczne straty; z 7,5 tys. ludzi (wraz z Legią Północną), poległo lub zostało rannych co najmniej 1650 żołnierzy polskich, po kapitulacji pozostało więc 4650 żołnierzy79.
W Gniewie 6 czerwca 1807r. odbył się przegląd dywizji przez powracającego do dowództwa gen. Dąbrowskiego. Stąd Polacy ruszyli do Prus Wschodnich, aby walczyć pod Napoleonem w walnej bitwie pod Frydlandem 14 czerwca 1807 roku.

Zakończenie

Uczestniczące w oblężeniu Gdańska wojska polskie dywizji gen. Dąbrowskiego oraz Legii Północnej zapisały swymi czynami chwalebną kartę w dziejach polskiej wojskowości. Nie zapominajmy, że oddziały te zostały utworzone w większości pod koniec roku 1806 z mało doświadczonych rekrutów i dopiero pod kierunkiem starszych oficerów stawały się one w przeciągu całej kampanii pomorskiej pełnowartościowymi żołnierzami. Znaczenie zarówno oblężenia, jak i całej kampanii, jest tym większe, że żołnierze byli świadomi celu, za który przelewają krew, celem ich było polskie morze, polski Gdańsk i - wskrzeszona Polska. Polacy, którzy jeszcze pod Tczewem działają dosyć nieporadnie, zapałem i chęcią do walki przesłaniając braki w wyszkoleniu, pod Gdańskiem podglądają nie tylko swych starszych kolegów, ale i wyborowych żołnierzy pułków gwardii paryskiej, pilnie ucząc się od nich rzemiosła wojennego. Z każdym dniem ich wartość bojowa rośnie, tak że pod koniec oblężenia możemy już mówić o otrzaskanych w boju, walecznych, doskonałych, karnych oddziałach piechoty. Nie tylko zresztą piechoty, ponieważ pod kierunkiem generała Sokolnickiego nawet pospolite ruszenie stało się dość wartościową jednostką bojową i ustało wreszcie "owo branie krzaków za pruskich ułanów"80. Dąbrowski był dumny z postawy swej dywizji, co wyraził w liście do księcia Poniatowskiego słowami, które najbardziej chyba nadawałyby się do roli zarówno motta, jak i puenty niniejszej pracy: "Zdaje się, iż ten Polak, o którym dawniej mówiono, iż bez bicia i pędzenia przez rózgi prawdziwym żołnierzem być nie może, musiał się odrodzić. Przekonywam się o tym lepiej codziennie z wojskiem w mojej dywizji zostającem"81.
W walce o Gdańsk Polacy często byli wysyłani na najtrudniejsze pozycje, do najcięższej pracy, ponosili nieraz ogromne straty - szczególnie należy tu podkreślić raz jeszcze wspaniałą służbę 2. pułku piechoty pod znakomitym dowództwem pułkownika Antoniego Downarowicza - a mimo to walczyli nie skarżąc się zbytnio, jeśli już to na brak żywności, odzieży czy obuwia, ale nie na samą służbę liniową. Albowiem na linii frontu, w walkach z nieprzyjacielem zawsze wykazywali się bezprzykładną ofiarnością, walecznością i zapałem, a nawet brawurą. O ich wkładzie w ostateczne zwycięstwo świadczy chociażby sama liczba zabitych i rannych. A szkoda, bo świadczyć powinny także raporty Lefebvre'a, a przede wszystkim biuletyny kształtowane przez Napoleona. Z różnych stron można na efekty takiego postępowania wobec Polaków patrzeć. Niektórzy, jak generał Sokolnicki, poczuli się na pewno oszukani; inni, na przykład generał Kosiński, przerzucali całą winę i odpowiedzialność za taki stan rzeczy na nie lubianego marszałka Lefebvre'a, i uważali, że to tylko za jego sprawą w biuletynach Wielkiej Armii tak rzadko wspomina się o Polakach, bo przecież pragnący odbudować Polskę cesarz nie mógłby celowo o Polakach milczeć. Inni jeszcze starali się myśleć inaczej, uważając, że nie pochwały się liczą, lecz to, że walcząc - walczą o wolność: swoją i ojczyzny, i tylko to jest tak naprawdę ważne.

PRZYPISY:

1. R.Bielecki, Encyklopedia wojen napoleońskich, Warszawa 2001, s.250-256; M.Kukiel, Wojny napoleońskie, Warszawa 1927, s.131-139; A.Zahorski, Napoleon, Warszawa 1985, s.204-206; M.Żywczyński, Historia powszechna 1789-1870, Warszawa 1977, s.138-139.

2. Wśród sympatyków Polski wymienia się najczęściej Murata, Mareta, Davouta, Savary'ego, pośród wrogów natomiast, prócz Talleyranda - Berthiera, Lannesa i Lefebvre'a, Daru, Augeraeu i Gouvion St.Cyra. Por. chociażby: E.Halicz, Geneza Księstwa Warszawskiego, Warszawa 1962, s.91; J.Pachoński, Generał Jan Henryk Dąbrowski 1755-1818, Warszawa 1987, s.332-333; Zahorski, op.cit., s.211-212.

3. Halicz, op.cit., s.91.

4. Pachoński, op.cit., s.335. Natomiast M. Kukiel, Dzieje oręża polskiego w epoce napoleońskiej, Poznań 1996, s.108 podaje datę 22 października, a jako miejsce - Dessau.

5. Archiwum Wybickiego, wyd. A. Skałkowski, t.2, Gdańsk 1950, s.31-33; Pachoński, op.cit., s.333-336; Zajewski, Józef Wybicki, Warszawa 1983, s.180.

6. F.Gajewski, Pamiętniki, t.1, Poznań 1913, s.50; J.Weyssenfoff, Pamiętnik generała, Warszawa 1904, s.61-62; B.Gembarzewski, Rodowody pułków polskich i oddziałów równorzędnych od r. 1717 do 1831, Warszawa 1925, s.55-56; idem, Wojsko polskie. Księstwo Warszawskie 1807-1814, Warszawa 1912, s.41; Kukiel, Dzieje, s.112-113; idem, Zarys historii wojskowości w Polsce, Warszawa 1927, s.209-210; M.Loret, Między Jeną a Tylżą, Warszawa 1902, s. 56-57; J.Wimmer, Historia piechoty polskiej do roku 1864, Warszawa 1978, s.412-413.

7. Por. A.Sułkowski, Listy do żony z wojen napoleońskich, Warszawa 1987, s.13-14,72,passim.

8. P.Czerepak, Dzieje 10. pułku piechoty Księstwa Warszawskiego , w: http://napoleon.org.pl/pulki/10pp2.php .

9. D.Chłapowski, Wojna w 1807 roku, Kraków 1916, s.33; Weyssenhoff, op.cit., s.62-63.

10. M.Maciejewski, Broń palna wojsk polskich 1797-1831, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1980, s.61.

11. J.Albrecht, Z dziejów jazdy Księstwa Warszawskiego. Przyczynek historyczno-organizacyjny do lat 1806-1808, Warszawa 1922, s.13; Gembarzewski, Rodowody, s.58,60.

12. Weyssenhoff, op.cit., s.64.

13. Bardzo interesujący opis poboru u A.Dalekiego, Wspomnienia mojego ojca, żołnierza dziewiątego pułku Księstwa Warszawskiego, Poznań 1887, s.5-7.

14. A.Fredro, Trzy po trzy, Warszawa 1957, s.156.

15. M.Kukiel, Dzieje, s.126-128.

16. J.Albrecht, op.cit., na s.14 pisze: "Stosunek wewnętrzny chorągwi powstańczych przyczynił się jak najlepiej do zatracenia podstawowych pojęć dyscypliny wojska regularnego i powodował na każdym kroku wykroczenia przeciw prawu. Samowola, rabunki, niczem nieusprawiedliwione kontrybucje(...) i łupieskie wyprawy były zjawiskiem powszechnym."

17. Bielecki, Encyklopedia, s.359-360; Kukiel, Dzieje, s.108; idem, Zarys, s.208;J.Nadzieja, Generał Józef Zajączek, Warszawa 1975, s.310-318; Pachoński, Legiony polskie: prawda i legenda 1794-1807, t.4, Warszawa 1979, s.561 i n.

18. J.Staszewski, Wojsko polskie na Pomorzu w 1807 roku, Gdańsk 1958, s.136.

19. Pachoński, Generał, s.359-360; Staszewski, op.cit., s.89.

20. A.Białkowski, Pamiętnik starego żołnierza, Warszawa 1903, s.23-32; Chłapowski, op.cit., s.39-44; Weyssenhoff, op.cit., s.71-72; Kukiel, Dzieje, s.136-138; Pachoński, Generał, s.359-366.

21. Znaczenie bitwy tczewskiej podkreśla fakt, iż Napoleon przyznał za nią aż 40 Legii honorowych, co było ewenementem i swoistym "rekordem", por. H.Kroczyński, Polacy w walce o Kołobrzeg 1807,Warszawa 1984, s.21.

22. Wybicki do Dąbrowskiego, 19 III 1807, w: Archiwum Wybickiego, t.2, s.122.

23. Daleki, op.cit., s.10.

24. Staszewski, op.cit., s.135-136

25. Chłapowski, op.cit., s.33-34.

26. Weyssenhoff, op.cit., s.63.

27. Lefebvre Francois-Joseph(1755-1820),od 1773 w armii, 1789 sierżant, 1792 kpt. piechoty, 1798 gen. Dywizji, brał udział w zamachu 18 Brumaire'a, 1804 honorowy marszałek, dowódca X korpusu w kampanii 1807, IV korpusu w Hiszpanii w 1808, VII korpusu w 1809. W 1812 i 1814 dowódca piechoty starej gwardii. Po powrocie Burbonów par , nie służył już dalej w wojsku. Por. Bielecki, Encyklopedia, s.354.

28. K.Rudziński, Fort Grodzisko, w:
http://www.grodzisko.pl/grofold.htm ,31.05.2004.

29. 18 marca zastąpił na tym stanowisku gen. Mansteina. Kalkreuth Friedrich Adolf von (1737-1818), w 1752 wstąpił do pułku gwardii konnej, w czasie wojny siedmioletniej awansował na majora, w latach 1758-1766 adiutant ks. Henryka Hohenzollerna; wyróżnił się w wojnie z Holandią zdobywając stopień gen. Lejtnanta, uczestniczył w kampanii 1794r., na początku wojny z Francją 1806r. dowódca części rezerwy; uczestniczył w pertraktacjach tylżyckich; w czasie kampanii 1812-14 gubernator Wrocławia, w 1815 gubernator Berlina, gdzie zmarł. Por. W. Rumiancew, w: http://www.hrono.ru/biograf/bio_k/kalkreuth.html, 31.05.2004; Bielecki, Encyklopedia, s.246.

30. Staszewski, op.cit., s.146-147.

31. Zajewski, Oblężenie i kapitulacja Gdańska w 1807 roku, w: Historia Gdańska, T. III, cz.2, pod red. E.Cieślaka, Gdańsk 1993, s.109-110.

32. Stan na przełom marca i kwietnia 1807r.

33. A.Thiers, Historia Konsulatu i Cesarstwa, t.4, Warszawa 1850, s.174.

34. 1 p. kawalerii narodowej, 1 p. strzelców konnych płk. Turno oraz oddziały pospolitego ruszenia, które dotąd były przydzielane do różnych jednostek piechoty, pod dowództwem gen Niemojewskiego zostały na początku marca wysłane na prawy brzeg Wisły do pomocy gen. Zajączkowi, por. G.Zych, Rok 1807, Warszawa 1807, s.208.

35. Odesłany na pomoc armii oblegającej Kołobrzeg rozkazem z 11 kwietnia 1807r., por. Kroczyński, op.cit., s. 26.

36. Chłapowski, op.cit., s.54-55.

37. Ibidem, s.55.

38. Ibidem, s.59.

39. J.Gugenmus, Z obozu pod Gdańskiem 12 III, w: Dał nam przykład Bonaparte... Wspomnienia i relacje żołnierzy polskich 1796-1815, opr. R.Bielecki i A.Tyszka, t.1, Kraków 1984, s.170.

40. A.Skałkowski, O kokardę legionów, Lwów 1912, s.233-234.

41. Nieznany oficer legii Dąbrowskiego, Z Schönfeld 26 III, w: Dał nam, s.167.

42. Giełgud do Poniatowskiego, Łostowice 30 III - cytat za Staszewskim, op.cit., s.156-157.

43. Por. ibidem, s.157-158.

44. 21 marca zajęto Siedlce i Suchanino.

45. Białkowski, op.cit., s.36.

46. Chłapowski, op.cit., s.65-68.

47. Weyssenhoff, op.cit., s.74.

48. Montrons... z franc. - Pokażemy im, że Polacy nie boją się armat!

49. A.Sokolnicki, w: Dał nam, s.168-169; M.Sokolnicki, Generał Michał Sokolnicki, Kraków 1912, s.155-157.

50. Por. Staszewski, op.cit., s.165.

51. Weyssenhoff, op.cit., s.75.

52. Pierwsza brygada obejmowała 1.p.p. , 1 batalion 2.p.p. oraz 3 działa pod dowództwem francuskiego gen. Dufour (Chełm), a druga pod rozkazami samego Giełguda - 3.p.p. , 2 batalion 2.p.p. , pułk Dziewanowskiego i 3 działa (Łostowice).

53. Thiers, op.cit., t.4, s.162.

54. L.F.Lejeune, Oblężenie Gdańska w pamiętniku barona Lejeune, w: http://www.rzygacz.friko.pl/akademia/wpost/lejeune.html, 31.05.2004.

55. Napoleon do Lefebvre'a 28 III 1807, w: Correspondance de Napoleon I publiee par ordre de l'Empereur Napoleon III, t.15, Paris 1887, s.701-702.oraz w: http://www.histoire-empire.org/correspondance_de_napoleon/1807/mars_07.htm , 31.05.2004.

56. Downarowicz do Haukego, 16 IV, cytat za Staszewskim, op.cit., s.171.

57. Białkowski, op.cit., s.40.

58. Ibidem, s.39.

59. Thiers, op.cit.,t.4, s.187.

60. A.Daleki, op.cit., s.14.

61. Autor nieznany, Spod Gdańska 10 V, w: Dał nam, s.170.

62. Downarowicz do Haukego, 20 IV, cytat za Staszewskim, op.cit., s.171-172.

63. Fredro, op.cit., s.160.

64. Stosownie do zarządzeń nowej reorganizacji z połowy kwietnia, gen. Gardanne objął dowództwo IV dyw. X korpusu na prawym brzegu Wisły, w skład której wchodziły oddziały francuskie, polskie i saskie. Pozostałymi dywizjami dowodzili odpowiednio: I - gen. Michaud(Wrzeszcz), II - ks. Badeński (Piecki) i III - gen. Giełgud (Ujeścisko).

65. Daleki, op.cit., s.12.

66. Giełgud do Poniatowskiego, 1V, cytat za Staszewskim, op.cit., s.186.

67. Napoleon do Lefebvre'a 11V 1807, w: Correspondance, t.15, s.270-271; oraz w:
http://www.histoire-empire.org/correspondance_de_napoleon/1807/mai_01.htm ,31.05.2004.

68. Nikołaj Kamienski (1776-1811), od 1795 ppłk, od 1799 gen. major, służył pod Suworowem, a w kampanii 1805r. pod Buxhöwdenem i Bagrationem; za odwagę pod Pruską Iławą otrzymał Order św. Jerzego 3 stopnia; od grudnia 1807 gen. lejtnant; brał udział w wonie rosyjsko-szwedzkiej, a lutym 1810 na miejsce Bagrationa został głównodowodzącym Armii Dunajskiej. Por.W.Rumiancew, w: http://www.hrono.ru/biograf/bio_k/kamensky_nm.html, 31.05.2004.

69. Pakosz do Łączyńskiego, 30 V, cytat za Staszewskim, op.cit., s.202.

70. Giełgud do Poniatowskiego, 17 V, cytat za Staszewskim, op.cit., s.204.

71. Schramm do Downarowicza, 1 VI, cytat za Staszewskim, op.cit., s.209-210.

72. Sz.Askenazy, Gdańsk a Polska, Warszawa 1923, s.94.

73. Główne warunki kapitulacji: miasto zostanie wydane wraz ze wszystkimi swymi zasobami, magazynami, końmi, artylerią, amunicją; podoficerowie i oficerowie zachowają szpady i szable, a wszyscy żołnierze swe rzeczy osobiste; przez rok Kalkreuth i załoga nie będą walczyć przeciw wojskom Napoleona; nastąpi obustronna wymiana jeńców.

74. Weyssenhoff, op.cit., s.80.

75. Cytat za Zajewskim, Oblężenie, s.115.

76. S.Skowronek, Bitwa pod Lidzbarkiem Warmińskim (Heilsbergiem) 10 czerwca 1807roku. Praca magisterska pod kierunkiem prof. dr. hab. J.Jasińskiego, Olsztyn 1998, s.35.

77. Zajewski, W kręgu Napoleona i rewolucji europejskich, Warszawa 1984, s.26.

78. M.Sokolnicki, Generał, s.163.

79. Nie należy zapominać, że pod Kołobrzeg odesłano w połowie kwietnia 1200 ludzi (Patrz przypis 35).

80. M.Sokolnicki, Generał, s.144-145.

81. Cytat za Zychem, op.cit., s.133. Cytat za Zychem, op.cit., s.133.

BIBLIOGRAFIA


A. Źródła drukowane.
Archiwum Wybickiego, wyd. A.M.Skałkowski, t.2, Gdańsk 1950.
Białkowski A., Pamiętnik starego żołnierza, Warszawa 1903.
Chłapowski D., Wojna w 1807 roku, Kraków 1916.
Correspondanse de Napoleon Ier publiee par ordre de l'Empereur Napoleon III, t.15,Paris 1864.
Daleki A., Wspomnienia mojego ojca, żołnierza dziewiątego pułku Księstwa Warszawskiego, Poznań 1887.
Dał nam przykład Bonaparte... Wspomnienia i relacje żołnierzy polskich 1796-1815, opr. R.Bielecki i A. Tyszka, t.1, Kraków 1984.
Fredro A., Trzy po trzy, Warszawa 1957.
Gajewski F., Pamiętniki, t.1, Poznań 1913.
Sułkowski A., Listy do żony z wojen napoleońskich, Warszawa 1987.
Thiers A., Historia Konsulatu i Cesarstwa, t.4, Warszawa 1850.
Weyssenhoff J., Pamiętnik generała, Warszawa 1904.

B. Źródła elektroniczne.
http://www.histoire-empire.org/correspondance_de_napoleon/1807
Lejeune L.F., Oblężenie Gdańska w pamiętniku barona Lejeune, w: http://www.rzygacz.friko.pl/akademia/wpost/lejeune.html

C. Opracowania drukowane.
Albrecht J., Z dziejów jazdy Księstwa Warszawskiego. Przyczynek historyczno-organizacyjny do lat 1806-1808, Warszawa 1922.
Askenazy Sz., Gdańsk a Polska, Warszawa-Łódź-Lublin-Kraków 1923.
Bielecki R., Encyklopedia wojen napoleońskich, Warszawa 2001.
Gembarzewski B., Rodowody pułków polskich i oddziałów równorzędnych od r.1717 do r.1831, Warszawa 1925.
Gembarzewski B., Wojsko polskie. Księstwo Warszawskie 1807-1814, Warszawa 1912.
Halicz E., Geneza Księstwa Warszawskiego, Warszawa 1962.
Kroczyński H., Polacy w walce o Kołobrzeg 1807, Warszawa 1984.
Kukiel M., Dzieje oręża polskiego w epoce napoleońskiej, Poznań 1996.
Kukiel M., Wojny napoleońskie, Warszawa 1927.
Kukiel M., Zarys historii wojskowości w Polsce, Warszawa 1927.
Loret M., Między Jeną a Tylżą, Warszawa 1902.
Maciejewski M., Broń palna wojsk polskich 1797-1831, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1980.
Nadzieja J., Generał Józef Zajączek, Warszawa 1975.
Pachoński J., Generał Jan Henryk Dąbrowski 1755-1818, Warszawa 1987.
Pachoński J., Legiony Polskie: prawda i legenda 1794-1807, T. IV, Warszawa 1979.
Skałkowski A.M., O kokardę legionów, Lwów 1912.
Skowronek S., Bitwa pod Lidzbarkiem Warmińskim(Heilsbergiem)10 czerwca 1807 roku. Praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. dr. hab. J.Jasińskiego, Olsztyn 1998.
Sokolnicki M., Generał Michał Sokolnicki, Kraków 1912.
Staszewski J., Wojsko polskie na Pomorzu w 1807 roku, Gdańsk 1958.
Wimmer.J., Historia piechoty polskiej do roku 1864, Warszawa 1978.
Zahorski A., Napoleon, Warszawa 1985.
Zajewski W., Józef Wybicki, Warszawa 1983.
Zajewski W., Oblężenie i kapitulacja Gdańska w 1807 roku, w: Historia Gdańska, T. III, cz.2, pod red. E.Cieślaka, Gdańsk 1993.
Zajewski W., W kręgu Napoleona i rewolucji europejskich 1830-1831, Warszawa 1984.
Zajewski W., Z dziejów legendy napoleońskiej w Polsce, Warszawa 1971.
Zych G., Rok 1807, Warszawa 1957.
Żywczyński M., Historia powszechna 1789-1871, Warszawa 1979.

D. Opracowania internetowe.
Czerepak P., Dzieje 10. pułku piechoty Księstwa Warszawskiego , w:
http://napoleon.org.pl/pulki/10pp.php
Rudziński K., Fort Grodzisko, w:
http://www.grodzisko.pl/grofold.htm
Rumiancew W., Kamienski Nikołaj (1776-1811), w:
http://www.hrono.ru/biograf/bio_k/kamensky_nm.html
Rumiancew W., Kalkreuth Friedrich (1737-1818), w:
http://www.hrono.ru/biograf/bio_k/kalkreuth.

 

Tekst: Michał Swędrowski

Zdjęcia: Grzegorz Reszka