Nasza księgarnia

Udział wojsk heskich w oblężeniu Grudziądza w 1807 roku

Posted in Monografie kampanii napoleońskich

Oblężenie twierdzy grudziądzkiej w 1807 r. było jednym z najważniejszych wydarzeń w historii miasta w XIX w. Bardzo eksponowane przez historiografię pruską, nie doczekało się do tej pory opracowania polskiego - jeżeli nie liczyć archaicznego już dziełka R. Bergela1. I on jednak, i inni autorzy poruszający temat Grudziądza, zwracając uwagę głównie na polski wysiłek zbrojny, pobieżnie traktują te aspekty wojny 1807 r., które Polaków nie dotykają bezpośrednio. Uzyskany w ten sposób obraz walk staje się skutek tego uboższy o informacje dotyczące wojsk obcych, walczących ramię w ramię z polskimi. Zbyt duży margines domysłów i błędów utrudnia właściwą ocenę znaczenia działań Polaków; co gorsza oparte na jednostronnych badaniach ustalenia są niepełne, częściowo nietrafne. Typowym przykładem takiej sytuacji jest traktowanie kwestii udziału w walkach o Grudziądz wojsk heskich. Jedynie J. Staszewski, usiłując skonfrontować informacje polskie i pruskie z heskimi, sięgnął do wydawanych w latach II Rzeszy oficjalnych historii pułkowych, niestety tylko dwóch, i to napisanych przez tego samego historyka2. Większość autorów opiera się na jego ustaleniach, niewiele nowego wnosząc; niekiedy zaledwie odnotowując obecność Hesów, lub wręcz ją pomijając3. Także ostatnio opublikowane prace J. Krzysia4, mimo kilku istotnych korekt, zawierają sporo luk i błędów, zwłaszcza odnośnie zmian organizacyjnych w korpusie oblężniczym pod Grudziądzem. Sprawę pogarsza jeszcze fakt, że armia heska w ogóle jest kontyngentem niemal nieznanym: dość powiedzieć że nawet kompendia wiedzy o czasach napoleońskich znakomitego R. Bieleckiego pełne są błędów; np. "Wielka Armia" umieszcza Hesów pod Kołobrzegiem, a "Encyklopedia wojen napoleońskich" nie zawiera w ogóle hasła Hesja-Darmstadt5. Powyższy artykuł uzupełniającnajwiększe braki winien stać się punktem wyjścia do podjęcia dalszych badań dotyczących nie tylko przebiegu wojen napoleońskich, ale też dziejów Grudziądza w tym czasie. Koleje losów kontyngentu heskiego znakomicie ilustrują bowiem, jakie znaczenie miała twierdza grudziądzka w kampanii 1806-1807.

Znajdujący się we wschodniej części państwa Hohenzollernów Grudziądz ogarnięty został wojną zupełnie niespodziewanie. Na ultimatum pruskie z 1 października Napoleon odpowiedział 8 października wojną, a w ciągu tygodnia, pod Jeną i Auerstaedt rozgromił przeciwnika! Szybkość działań Wielkiej Armii nie pozwoliła Prusakom za zorganizowanie oporu ani na wycofanie się za Odrę. Resztki głównych sił pruskich były zmuszone bądź do przebijania się ku portom bałtyckim, co skończyło się porażką i kapitulacją Blüchera w Lubece, bądź szukania ratunku w twierdzach. Te zresztą także kapitulowały, po bardzo krótkim oporze, niekiedy wręcz bez walki.


Żołnierze batalionów fizylierów, W. Bigge: Geschichte des Infanterie-Regiments "Kaiser Wilhelm" (2. Grossherzoglich Hessischen) Nr 116, Berlin 1903

Co gorsza: tchórzliwa postawa obrońców wydała w ręce francuskie twierdze w Szczecinie i Kostrzynie. Francuzi przełamali linię Odry, przesądzając tym samym, że w dalszej części kampanii nie odegrał żadnej roli silnie ufortyfikowany i dobrze zaopatrzony, lecz teraz izolowany Śląsk6. Wielka Armia bez przeszkód dotarła nad środkową Wisłę i sforsowała ją, a w końcu grudnia, w wyniku bitew pod Pułtuskiem i Gołyminem, odrzuciła koncentrujące się wojska rosyjsko-pruskie. Starcia te wyczerpały obie strony, lecz napór Francuzów zmusił Rosjan i Prusaków do odwrotu na Ostrołękę, a po 7 stycznia - do Tykocina7. Armia francuska nie była w stanie kontynuować pościgu: Napoleon zaraz po bitwie pod Pułtuskiem wyznaczył korpusom leża zimowe. Przez odpowiednią dyslokację wojsk na leżach zimowych nie tylko zabezpieczył zdobyty teren ale i poczynił przygotowania do dalszych operacji. Najważniejsze było zajęcie pozostawionego na tyłach Wielkiej Armii nawisu pomorskiego, zagrażającego jej liniom komunikacyjnym. Tu kluczowe okazało się przesunięcie 1 stycznia w trójkąt Ostróda-Kwidzyn-Elbląg I korpusu marsz. Bernadotte'a 8. W ten sposób miał on osłaniać ujście Wisły a zarazem przeciąć połączenia pruskie między Gdańskiem a Królewcem. Był to podstawowy warunek rozpoczęcia przez wojska napoleońskie likwidacji wojsk pruskich na Pomorzu, stanowiącym odtąd odrębny teatr działań wojennych. Jego najważniejszymi punktami - a więc i miejscami największych walk były twierdze w Kołobrzegu, Gdańsku i Grudziądzu. Spośród nich pierwsza w zasięgu działań wojsk napoleońskich znalazła się twierdza grudziądzka9. Była ona inwestycją stosunkowo świeżą: budowę rozpoczęto latem 1776 r. i - po kilku korektach - ukończono w 1785 r. jej zasadniczą część: półkolistą cytadelę obejmującą trzy obwody obronne. Wewnętrzny stanowił śródszaniec utworzony przez donżon z narysem czterech podwójnych kleszczy połączonych wałem. Na obwód główny składało się pięć bastionów (dwa z nich, znajdujące się na skraju półkola otrzymały formę półbastionów) i cztery raweliny (na osiach kleszczy). Przed rawelinami znajdowało się szerokie na 20 m słoniczoło z przedpiersiem i 12-metrowa fosa. Obwód zewnętrzny tworzyła przeciwskarpa, którą naprzeciw narożników bastionów i rawelinów uzupełniono lunetami. W 1789 r. przystąpiono do budowy dzieł wysuniętych i w ciągu dwóch lat zbudowano na południowym krańcu twierdzy dzieło rogowe. Miało ono postać dwóch półbastionów połączonych kurtyną, którą osłaniał rawelin usytuowany w suchej fosie i przeciwskarpa. W następnych latach w związku z wydatkami wojennymi nakłady na budowę znacząco spadły. W dodatku po III zaborze Polski w rękach pruskich znalazło się północne Mazowsze, i to ono właśnie miało teraz stanowić zabezpieczenie Prus. W tej sytuacji zarzucono plany budowy przedmościa, a zamiast dzieła koronowego na północ od cytadeli powstało tam jedynie murowano-ziemne słoniczoło wzmocnione w kącie rozwartym kaponierą (1804-1806). Jak widać stan twierdzy grudziądzkiej tak dalece odbiegał od pierwotnych założeń, że można uznać ją wręcz za nieukończoną. Co gorsza braków tych garnizon nie był w stanie wyrównać. Nie było więc możliwe np.: wykorzystanie przeszkód naturalnych na przedpolu twierdzy - rzek Osy (na północnym wschodzie) i Trynki (na południu) i stworzenie tam obozu warownego, mimo że dzięki położeniu na wysokim nadwiślańskim plateau artyleria forteczna nad przedpolem panowała bezapelacyjnie. Niemal przez cały czas walk pod Grudziądzem będzie tam pas ziemi niczyjej. Jeszcze gorzej wyglądała sytuacja nad Wisłą: brak umocnień z miernym skutkiem usiłowano zrównoważyć przez budowę stanowisk artylerii na górnym tarasie skarpy wiślanej. Nie mogło to zastąpić prawdziwego przedmościa i - jak się okazało - zupełnie uniemożliwiło załodze zatrzymanie komunikacji wiślanej. Kosztem dużego wysiłku garnizon pruski doprowadził twierdzę do 26 XII 1806 r. do stanu gotowości bojowej, zresztą przez dłuższy czas Grudziądz był jedynie blokowany, co pozwalało prowadzić prace fortyfikacyjne. Nie brakowało do nich ani materiałów, ani ludzi, jednak bliskość wroga nakazywała podjęcie tego w ograniczonym zakresie. Prusacy starali się w miarę swoich możliwości dokończyć umocnienia już istniejące, np. elementy dzieła rogowego. Od nowa budowano jedynie dzieła łatwe do wykonania, np.: liczne schrony i wartownie na przedpolu, wilcze doły oraz stanowiska artyleryjskie w szyjach bastionów. Ponadto kosztem 20 tys. pali postawiono wokół dzieł twierdzy palisady, a także dwa rzędy belek szturmowych. Na korzyść twierdzy przemawiał fakt, iż nie miała ona związków z miastem, a co za tym idzie - nie była "zanieczyszczona" budynkami cywilnymi. Jedynie na skarpie wiślanej znajdowały się domy prywatne, które szybko rozebrano. Wbrew opinii Staszewskiego10 twierdza nie była w złym stanie, o czym decydował stosunkowo niedawny czas jej powstania i brak zniszczeń wojennych. Cytadela grudziądzka zdecydowanie górowała nad pobliskimi terenami, podobnie jak i nad 6-tysięcznym wówczas miastem, nie mogła jednak zagrodzić doń dostępu. O ile więc miasta nie bronił oddział wydzielony, nieprzyjaciel miał możność wykorzystania budynków miejskich, a przede wszystkim 20-metrowej dawnej baszty krzyżackiej stojącej na Górze Zamkowej odległej od skraju dzieła rogowego o ok. 600 m. Oprócz obserwowania twierdzy korzyści płynące z tego były jednak problematyczne - byłby on bowiem narażony na ostrzał artyleryjski. Ilość dział (fortecznych i polowych) znajdujących się na wyposażeniu załogi wynosiła wg różnych ocen w historiografii ok. 200 sztuk, głównie średniego i ciężkiego kalibru. Wystarczające były zapasy amunicji i prochu11. Nie było problemów z prowiantem, zresztą do czasu formalnego oblężenia dowożono zaopatrzenie z zewnątrz. Odpowiednią wielkość zapasów żywności twierdza osiągnęła zapewne w grudniu 1806 r. i styczniu 1807 r., skoro w listopadzie 1806 r. pruski kurier pisał "Twierdza nie jest jeszcze zaopatrzona - co za nierozwaga! Chce się teraz wszystkiemu naraz podołać, naturalnie nie chce to iść"12. Załogę pod dowództwem gubernatora gen. Wilhelma barona de l'Homme de Courbière stanowiło 5855 oficerów i żołnierzy. Większość (ok. 3300) to żołnierze batalionów muszkieterskich pułków inspekcji zachodnio- i wschodniopruskiej (52. - Hamberger, 53. - Jung v. Larisch, 54. - Natzmer, 55. - Manstein) oraz ich kompanii inwalidów (z pułków: 53. i 55.). Wszystkie one swe kantony miały na terenach o dużym odsetku ludności polskiej; czy to na dawnym pograniczu polsko-pruskim, czy wręcz na terenie Rzeczypospolitej sprzed 1772 r. Wielu żołnierzy tych jednostek okazało się bardzo podatnymi na polską propagandę, zwłaszcza na obecność polskich formacji wojskowych. Niewiele lepiej zachowywali się tzw. niekantoniści, którzy w tych batalionach stanowili połowę stanu. Pewna ich część to wprawdzie poddani pruscy, w większości jednak byli to Niemcy z różnych władztw Rzeszy, nierzadko trafiali się też ludzie innych narodowości. Postawa ich pozostawiała wiele do życzenia: charakterystyczne, że z 791 zwolnionych we wrześniu 1807 r. żołnierzy prawie 1/3, bo 223 to niekantoniści. Generalnie duża część obrońców twierdzy nie identyfikowała się zupełnie z państwem pruskim, ukazując - jak w soczewce - jedną z największych słabości armii fryderycjańskiej. Na niskie morale miał wpływ również fakt, że garnizon tworzyły głównie jednostki tyłowe, które znalazły się nagle na pierwszej linii frontu. Być może też świadomość rozmiarów klęski i ucieczki króla, który zatrzymał się po drodze w Grudziądzu. Wreszcie brak sukcesów na wojennych, bo nawet odwrót Hesów w czasie tzw. ofensywy Bennigsena okazał się krótkotrwały. Wobec tak niskiej wartości bojowej większości piechoty, obrona twierdzy spoczęła na oddziałach, które pobite na zachód od Odry, zdołały przekroczyć rzekę i kierowały się potem do Prus Wschodnich. Spośród nich w Grudziądzu pozostało ok. 700 piechurów II batalionu 14. pułku Besser, 100 jegrów kpt. v. Valentini oraz 564 fizylierów z 9. batalionu ppłk. Borella du Vernaya (drugiego komendanta), i to głównie oni prowadzili działania na przedpolu. Zasięg tych działań ograniczała też słabość kawalerii (ok. 100 huzarów 8. pułku Blücher). Wystarczająca się wydaje za to ilość żołnierzy służb technicznych (kompania garnizonowa, piesza bateria rezerwowa nr 1, kompania minerów kpt. Krohna - razem ok. 250 artylerzystów i minerów), którymi dowodził pierwszy komendant twierdzy płk v. Schramm.

Napoleoński plan opanowania Pomorza.

Napoleoński plan opanowania Pomorza zaczął się krystalizować już w czasie przydzielania Wielkiej Armii leż zimowych. Na początku stycznia 1807 r. dowódca I Korpusu marsz. Bernadotte, którego manewry miały odciąć Pomorze od Prus Wschodnich i tym samym umożliwić całą operację, otrzymał od szefa sztabu cesarskiego marsz. Berthiera wstępne założenia operacji. Miały ją przeprowadzić wyłącznie formacje pomocnicze: wojsko polskie, na razie w sile ok. 15 tys. żołnierzy, oraz drugie tyle wojsk badeńskich, würzburskich, nassauskich i heskich13. 4 stycznia Berthier uściślił, zmienioną już nieco koncepcję Napoleona. "Intencją cesarza jest, aby wydał Pan rozkaz gen. dyw. Rouyerowi, by udał się on do Bydgoszczy i przejął dowództwo nad wszystkimi oddziałami heskimi i wsparł tę dywizję, którą pozostawił Pan jeszcze w Toruniu w celu założenia blokady Grudziądza. Gen. Rouyer i ta dywizja, którą pozostawił Pan jeszcze w Toruniu będą tymczasowo pod rozkazami marsz. Neya. (...) 15 stycznia gen. dyw. Victor, któremu cesarz dał komendę nad dywizją polską gen. Dąbrowskiego w sile od 12 do 15 tys., winien udać się pod Gdańsk, aby blokować to miasto, a więc gen. Victor i jego oddziały będą pod Pańskimi rozkazami. Wojska badeńskie, które są w Szczecinie, wyruszą pod dowództwem francuskiego generała i udadzą się pod Kołobrzeg aby zablokować to miasto"14. Obydwa rozkazy stanowiły zaledwie wstępną wersję planu Napoleona i przed wprowadzeniem do realizacji zaszły w nich duże zmiany; z których najważniejsze i największe miały miejsce 23 stycznia. Cesarz powołał wówczas do życia X Korpus pod dowództwem marsz. Lefebvre'a15. Jego rola była szczególna, jako że miał nie tylko opanować ujście Wisły, ale i stanowić osłonę lewej flanki głównego ugrupowania francuskiego. To zapewne spowodowało, że w jego składzie znalazło się kilka specjalnie skierowanych na Pomorze pułków francuskich oraz oddziały broni technicznych: artylerii, saperów i inżynierów. Korekty dotyczyły również utworzonych w początku stycznia grup Victora (potem Ménarda) oraz - co istotne - Dąbrowskiego i Rouyera. Hesi zostali przeznaczeni do działań pod Gdańskiem w ramach X Korpusu, pod Grudziądzem mieli ich zastąpić żołnierze pierwszych batalionów Legii Kaliskiej pod dowództwem gen. Zajączka. Dąbrowski zamiast tych ostatnich otrzymać miał drugie bataliony Legii Poznańskiej. Wybiegając w przyszłość trzeba podkreślić, że zamysł odesłania Hesów spod Grudziądza nie został zrealizowany w zakładany sposób i nie w całości (patrz: niżej), można więc uznać, że generalne zadania dla nich pozostały nie zmienione. Oceniając plan cesarza podkreślić należy skoncentrowanie sił do opanowania wybranych, najważniejszych celów. Napoleon zamierzał zsynchronizowanym uderzeniem dwóch grup wojsk odizolować trzy pomorskie twierdze i tym samym stworzyć podstawę do oczyszczenia prowincji z pruskich oddziałów. Pierwsza grupa, idąc ze Szczecina wzdłuż wybrzeża w kierunku Kołobrzegu, miała zablokować go częścią sił, resztą natomiast winna kierować się na Gdańsk. W tym samym kierunku zmierzać miała z rejonu Bydgoszczy i Torunia grupa wojsk polskich, które po połączeniu się z oddziałami idącymi ze Szczecina wspólnie miały zablokować Gdańsk.16 Ubezpieczenie dla nich stanowiły oddziały heskie rozłożone nad Drwęcą: ich zadaniem było zablokowanie Grudziądza. Wraz z działaniem I Korpusu oczyściłoby to prawy brzeg Wisły. Napoleon słusznie zakładał, że kluczem do zdobycia Pomorza jest zneutralizowanie garnizonów w Gdańsku, Kołobrzegu i Grudziądzu - od ich posiadania zależało kontrolowanie pasa pojezierzy pomorskich. W przypadku portów nadbałtyckich dochodziło do tego uniemożliwienie ewentualnego desantu angielsko-szwedzkiego. Podkreślić warto przemyślaną organizację całej operacji. Najsilniejsza z twierdz - Gdańsk - zostać miała zablokowana jako ostatnia i z dwóch stron jednocześnie: z południa i z zachodu. Widoczna jest niechęć do angażowania na drugorzędnym teatrze działań wojennych wojsk francuskich: w pierwszych wersjach planu nie było ich w ogóle. Gdy ich obecność okaże się niezbędna, będzie ich tak mało, jak tylko to będzie możliwe. Natomiast szczodrze cesarz obdzielał oddziały sojusznicze francuskimi oficerami, sztabowymi, łącznikowymi, wreszcie - dowódcami. Ta kwestia, często podkreślana w historiografii niemieckiej, w polskiej akcentowana jest rzadziej. A przecież polscy generałowie: Dąbrowski, Zajączek czy Sokolnicki byli wówczas generałami francuskimi. Wszystkie trzy grupy były zbyt słabe, by oblegać przydzielone sobie twierdze. Nie wiadomo, czy zdawał sobie z tego sprawę Napoleon, który w 51 biuletynie określał garnizony Gdańska, Kołobrzegu i Grudziądza na odpowiednio: 6 tys., 1,8 tys. i 3 tys. żołnierzy.17 Opierał się tu najwyraźniej na danych dotyczących okresu pokojowego. Być może liczył na demoralizację dowódców pruskich: pamiętał w jaki sposób kapitulowały w 1806 r. Magdeburg, Kostrzyn czy Szczecin, spodziewał się więc tego samego w roku 1807. W razie oporu powinien jednak zakładać wzmocnienie korpusów oblężniczych przez francuską ciężką artylerią oraz kadrę inżynierską, której w małych armiach związkowych, a także w armii polskiej po prostu nie było. Przy tej okazji bez problemu można było skierować na pomorski teatr działań wojennych posiłki, lecz jeśli miałyby być to również oddziały sojusznicze, to problemy organizacyjne oraz odległość z góry przesądzały o tym, że ich przybycie nie mogło nastąpić zbyt szybko. W praktyce i w oblężeniu Gdańska, i Kołobrzegu decydującą rolę odegrać miały oddziały francuskie. Przy tym wszystkim Napoleon nie potraktował Pomorza jako jednolitego teatru działań wojennych. Nie chodzi tutaj o rozdzielenie frontu nadwiślańskiego na dwie części przyporządkowane różnym korpusom: północną - I marsz. Bernadotte'a i południową - VI marsz. Neya. Sytuacji tej położyło kres dopiero utworzenie X Korpusu i zwolnienie wyżej wymienionych od prowadzenia operacji nad Wisłą. Tak długo, jak to nie nastąpiło, Pomorze Gdańskie stanowiło dla nich bezpośrednie zaplecze, a oddziały tam stacjonujące - źródło rezerw i posiłków. Było więc zupełnie naturalne, że siły oblegające Gdańsk czy Grudziądz były przydzielane korpusom, które działania pod daną twierdzą osłaniały. Jednostki napoleońskie miały też pełnić rolę łącznika między oddziałami blokującymi wybrzeże Niemiec a głównym ugrupowaniem Wielkiej Armii. Od sytuacji na sąsiednich teatrach działań wojennych zależał też rozwój wypadków na Pomorzu. Obie okoliczności aż nadto będą widoczne podczas oblężeń poszczególnych twierdz, zwłaszcza grudziądzkiej.

Mobilizacja i marsz wojsk heskich pod Grudziądz (październik - grudzień 1806)

Na wieść o mobilizacji armii pruskiej, Napoleon rozpoczął w sierpniu przygotowania wojenne. We wrześniu w stan gotowości bojowej postawiona została Wielka Armia, a w połowie miesiąca cesarz podjął decyzje dotyczące wojsk związkowych. Wyznaczył im miejsca koncentracji i przydzielił korpusom francuskim, zazwyczaj temu, który stacjonował najbliżej. Oficjalną informację o spodziewanym wybuchu wojny wysłał do członków Związku 21 września, dopiero więc w następnych dniach - 25 września marsz. Berthier przekazał im konkretne dyspozycje18. Powtarzały one poprzednie ustalenia, nakazując wystawienie kontyngentów do 3 października. Zważywszy, że państwa związkowe mobilizację rozpoczęły w końcu września, powyższy termin był czystym awanturnictwem. O odmienności zadań, jakie Napoleon stawiał poszczególnym kontyngentom przesądzały rozmaite czynniki. Wspomniane różne tempo mobilizacji, w efekcie czego stawały one do dyspozycji dowódców francuskich w różnym czasie i różnej sytuacji strategicznej; odległość od głównego obszaru działania Wielkiej Armii, doświadczenie bojowe - zwłaszcza to zdobyte u boku Francuzów. Wreszcie, a może przede wszystkim - liczebność kontyngentów: małe pełniły służbę pomocniczą, większym powierzano misje samodzielne, rzecz jasna niezbyt eksponowane. Przy tej okazji należy podkreślić, że Napoleon ostatecznie potraktował armię heską w sposób zbliżony do największych i najlepszych armii związkowych: bawarskiej i wirtemberskiej. W pierwszej fazie kampanii decydująca okazała się chyba bliskość rejonów koncentracji francuskich korpusów. Presja wywierana przez dowodzącego najbliższym VII Korpusem marsz. Augereau, a potem - przez samego cesarza, wymusiła przyspieszenie mobilizacji i wysłanie w pole jednostek już gotowych. Pierwsze z nich dołączyły do Wielkiej Armii jeszcze w czasie walk w Turyngii, ale większość dotarła tam zbyt późno by uczestniczyć w starciach zbrojnych, wystarczająco wcześnie jednak, by być świadkiem kapitulacji kolejnych pruskich twierdz. Wiązało się to ze służbą garnizonową i eskortową, która wypełniła Hesom pierwszą część kampanii. Żmudna, uciążliwa i mało chwalebna służba etapowa na terenie Niemiec wyszła jednak Hesom - pomijając choroby i zużycie ekwipunku - na dobre: czas ten poświęcono na szkolenie żołnierzy, weryfikację oficerów, sprawdzenie ekwipunku itp. Szczególnie istotne było przejęcie przekazanej przez Francuzów zdobycznej broni. W przypadku fizylierów z brygad gwardii i gwardii przybocznej była to broń pruska (z arsenału w Erfurcie). Zapewne podobną otrzymała też reszta kontyngentu heskiego; skoro jego dowódca, gen. v. Werner 2 listopada otrzymał na to zgodę marsz. Berthiera19. W takim razie byłaby to broń z arsenału twierdzy Spandau, tam bowiem Hesi stacjonowali do końca listopada. W wyniku pośpiechu jednostki wyruszały w pole nie tylko niekompletne, ale i źle lub niedostatecznie uzbrojone i wyposażone - zwłaszcza w buty, koce, płaszcze, które starano się zdobywać po drodze. Przy tej okazji dla odróżnienia od mundurów pruskich wprowadzono dla oficerów zapożyczone z armii badeńskiej czarno-czerwone pióropusze, które nie były zbyt czytelne dla Francuzów. Braki udało się usunąć tylko w niewielkim stopniu - Hesi za wszystko musieli zapłacić we własnym zakresie. Wojenne warunki pozwalały na niewiele, lecz z pewnością były bardziej sprzyjające niż te, jakie zastano na Pomorzu. Podsumowując, należy stwierdzić, że pierwsze miesiące kampanii były zakończeniem niepełnej, wręcz prowizorycznej mobilizacji i koncentracji. Wielki książę Hesji otrzymał wezwanie do wystawienia kontyngentu 24 września i następnego dnia nakazał powrót do jednostek urlopowanych żołnierzy. Gwałtowne przyspieszenie przygotowań wojennych nastąpiło 29 września, kiedy to Ludwik I spotkał się z Napoleonem. Tego samego dnia ogłoszona została mobilizacja, wydana regulacja wojskowa, a dzień później dowódca przybocznego pułku szwoleżerów otrzymał polecenie zebrania posiadanych koni i zorganizowania szwadronu marszowego w sile 110 ludzi. Najważniejszą jednak decyzją, jaką Ludwik podjął pod naciskiem cesarza było bezzwłoczne wysłanie w pole już zmobilizowanych jednostek. 1 października rozkaz taki otrzymały bataliony fizylierskie gwardii i gwardii przybocznej, które pod dowództwem kpt. v. Galla wyruszyły z Darmstadt w nocy z 1 na 2 października! Teoretycznie cały oddział liczył 27 oficerów i 867 żołnierzy, w praktyce pośpiech nie pozwolił na skompletowanie pełnych stanów i ostatni urlopowicze dogonili swe bataliony w Erfurcie. W dodatku Hesi, aby dogonić dywizję gen. Heudeleta z VII Korpusu, musieli przeciętnie posuwać się dziennie ok. 40 km. Dzięki temu wysiłkowi dołączyli do Wielkiej Armii tuż przed bitwą pod Jeną. Szczęśliwie sama bitwa nie spowodowało dużych strat w ludziach: bataliony ubezpieczały skrzydło i tyły korpusu. Do bezpośredniej walki weszło tylko 26 strzelców, których omyłkowo zaatakowała kawaleria francuska, ranny został dowódca por. Meyer i 6 żołnierzy. Klęska Prusaków uchroniła także Hesów od innej straty: 12 października w Koburgu dostał się do niewoli por. Godecke i 11 żołnierzy ochraniający park artyleryjski korpusu. Większość swoich ludzi zakwaterował w prywatnych domach, zaskoczeni we śnie dali się bez walki wziąć do niewoli. Na wieść o klęsce jenajskiej huzarzy pruscy porzucili jeńców i sami uciekli. Całe zdarzenie wystawia złe świadectwo oficerowi, ale chyba i morale żołnierzy. Jedną z bolączek oddziałów heskich była też dezercja: po dwóch tygodniach kampanii obu batalionom brakowało trzeciej części stanów20. Od 16 października do 20 listopada oddział v. Galla stacjonował w Erfurcie, którego pruską załogę musiał dostarczyć do Moguncji. Użyte do tego dwie kompanie powróciły w połowie listopada, zbierając w drodze powrotnej maruderów i dezerterów21. Główna grupa wojsk heskich zebrała się wokół Darmstadt 8 października, wtedy też ustalono strukturę kontyngentu, którego dowódcą został gen. mjr baron v. Werner22. Charakterystyczne, że w listopadzie otrzymał on awans na generała lejtnanta, a dowódcy brygad, pułkownicy v. Nagel23 i v. Schäffer24 - na generałów majorów. W tej sposób wszystkimi brygadami i utworzoną przez nie dywizją (tej nazwy używali dowódcy francuscy) dowodzili generałowie. Było to pełne dostosowanie do wzorów francuskich, abstrahując rzecz jasna od liczebności heskich brygad. Wskutek wcześniejszego wymarszu fizylierów brygady miały tylko po dwa bataliony (tj. jeden dwubatalionowy pułk). Sytuacja taka trwała aż do końca kampanii, gdyż wydzielono bataliony fizylierów w odrębną, trzybatalionową brygadę. Początkowo jednak struktura przedstawiała się następująco: 

Sztab dowódca - gen. mjr (14 XI 1806 gen. lejtn.) Georg baron v. Werner,

 

     szef sztabu - mjr Johann Philipp Karl Bechtold

 

nadkomisarz wojenny - płk v. Ledebur

 

oficerowie sztabowi: szt.-kpt. v. Meister, por. v. Weichs (adiutant), por. v. Falk (adiutant), ppor. Beck, ppor. Lyncker, Schenk (audytor), Winter (kapitan trenów), Danneberger (szt.-furier), Ruckmann (szt.-furier). 

 

Brygada gwardii przybocznej (niem. Leib-Brigade, franc. Brigade du Corps)

 

     dowódca - płk (13 lub16 XI 1806 gen. mjr) Friedrich v. Nagel

 

      I batalion liniowy - ppłk Friedrich Beck

 

      II batalion liniowy - mjr Ernst Inkebrand

 

     batalion fizylierów gwardii (Garde-) - kpt. (7 X 1806 - mjr) Ludwig v. Schönberg, 

 

Brygada gwardii (niem. Leib-Garde, franc. Brigade de la Garde)

 

     dowódca - gen. mjr Gottlieb baron v. Stosch

 

      I batalion liniowy - mjr Justus Follenius

 

     II batalion liniowy - ppłk Georg Hopfenblatt

 

     I przyboczny batalion fizylierów (Leib-) - kpt. (6 X 1806 - mjr) Ludwig v. Gall 

 

Brygada księcia następcy tronu (niem. Groß- und Erbprinz, franc. Prince Hèritier)

 

     dowódca - płk (14 XI 1806 gen. mjr) Georg v. Schäffer

 

     I batalion liniowy - ppłk Georg hr. v. Lehrbach

 

     II batalion liniowy - mjr Karl Hermanny

 

     II przyboczny batalion  fizylierów (Leib-) - mjr Wilhelm Damm25 

 

Szwadron wydzielony przybocznego pułku szwoleżerów - mjr Reinhard baron v. Dalwigk 

 

Kompania artylerii pieszej, tren - kpt. Schüler. 

Oddział v. Wernera składał się ze sztabu (11 oficerów i 18 żołnierzy), batalionów liniowych z brygad: gwardii przybocznej (31 oficerów i 879 żołnierzy) i gwardii (27 oficerów i 858 żołnierzy) - razem 58 oficerów i 1737 żołnierzy, szwadronu szwoleżerów (5 oficerów i 129 żołnierzy) oraz kompanii artylerii i trenu (4 oficerów, 226 żołnierzy). Po podliczeniu powyższych liczb uzyskuje się razem 78 oficerów i 2110 żołnierzy, a po doliczeniu oddziału v. Galla - 99 oficerów i 2971 żołnierzy26. Oddziały te w wyczerpujących 10-godzinnych marszach dotarły przez Würzburg, Bamberg, Lipsk i Wittenbergę 1 listopada do Spandau. Stamtąd gen. v. Werner miał kierować się do Szczecina, powyższą dyspozycję jednak odwołano i Hesi do końca miesiąca pozostali na miejscu. Postój doprowadził do dalszego rozproszenia kontyngentu, gdyż stojące bezczynnie oddziały dowództwo francuskie wykorzystało do transportu jeńców. Na początku listopada użyte do tego zostały bataliony gwardii przybocznej (3 listopada), I (4 listopada) i II (5 listopada) batalion gwardii oraz oddział 50 szwoleżerów rtm. Schultza. W dniach 22, 25 i 27 listopada kolumny te dotarły do Moguncji i choć natychmiast po przekazaniu jeńców wyruszały w drogę powrotną, to w drugiej połowie grudnia docierały dopiero do Berlina lub Lipska. Biorąc pod uwagę konieczność wypoczynku oznaczało to kilka lub kilkanaście dni straty wobec gros kontyngentu, który 30 listopada opuścił Spandau i wyruszył do Kostrzyna, który osiągnięto po dwudniowym marszu. Hesi stacjonowali wokół miasta do 17 grudnia. Te dwa postoje - w Spandau i Kostrzynie - pozwoliły zebrać w jednym miejscu większość kontyngentu. 27 listopada dołączyły do Wernera bataliony fizylierów z Erfurtu, 11 grudnia zaś brygada następcy tronu płk. v. Schäffera. Wprawdzie została zmobilizowana razem z pozostałymi oddziałami, lecz Ludwik I niechętnie odwołał ją z heskiej prowincji Westfalia, słusznie obawiając się okupacji jej przez Prusaków. Brygada stacjonowała więc na terenie Hesji do 21 października - tak długo, jak tylko było można, po czym ruszyła do Erfurtu. Dzięki obecności wszystkich trzech batalionów jej stan liczebny był większy niż pozostałych brygad, wynosił 41 oficerów i 1051 żołnierzy. Do tego dochodziła obsługa przydzielonych brygadzie 2 dział 6-funtowych. Postój w Erfurcie (31 października - 10 listopada) "kosztował" Schäffera jedną kompanię oddaną do transportowania jeńców, powróciła ona po kilku tygodniach. Następnie brygada została podporządkowana organizacyjnie VI korpusowi marsz. Neya i przeniesiona do Magdeburga, skąd 2 grudnia ruszyła do Kostrzyna27. W połowie grudnia gen. v. Werner miał pod swoją komendą 5 z 9 batalionów piechoty i z taką siłą skierował się 17 grudnia do Bydgoszczy. Jednostki heskie, idąc przez Gorzów, Strzelce Krajeńskie, Wieleń, Trzciankę, Piłę i Nakło docierały do celu po 26 grudnia28. Posuwając się eszelonami pełniły zarazem służbę etapową; przyszło im to tym łatwiej, że nie wymaszerowały z Kostrzyna równocześnie. Później wyruszały brakujące Wernerowi bataliony liniowe gwardii przybocznej, które kontyngent dogoniły w Pile i Nakle, oraz wracające z Moguncji bataliony liniowe brygady gwardii. Te do Kostrzyna dotarły dopiero 20 grudnia! Po krótkim odpoczynku, w 12-etapowym marszu tą samą trasą pojawiły się w Bydgoszczy 5 stycznia. Wraz z nimi maszerowały też dosłane z kraju dwa oddziały rezerwowe. Niezależnie od przemarszów gen. v. Werner pozostawił posterunki w Pile, Wieleniu (fizylierzy gwardii) i Drezdenku (muszkieterzy brygady następcy tronu). Sam z resztą przydzielonej VI Korpusowi dywizji zajął 4 stycznia pozycje nad Drwęcą w rejonie Brodnicy i Golubia. Takie ustawienie miało uniemożliwić działanie pruskim oddziałom z Malborka i - co istotne - z Grudziądza, co winno ubezpieczyć lewą flankę i tyły Neya29. Hesi w ten sposób znaleźli się na dalekim przedpolu twierdzy, poprzestając wyłącznie na obserwowaniu poczynań pruskiego garnizonu. Ekranując marsz VI Korpusu Hesi 7 stycznia otrzymali rozkaz przesunięcia się na Lubawę i Iławę, wysyłali też jednak ciągle patrole w kierunku Wisły. Jeden z nich, nie tyle patrol, ile duży oddział (3 bataliony fizylierów i szwadron szwoleżerów) dotarł nawet 6 stycznia pod sam Grudziądz. Jednak jedyny sukces odnieśli Hesi 14 stycznia koło Kisielic, gdzie zagarnęli transport żywności idący do twierdzy. Dokonało tego 10 szwoleżerów por. v. Dalwigka i 24 strzelców ppor. Meyera z batalionu fizylierskiego brygady gwardii przybocznej30. O ile jednostki heskie już na początku 1807 r. znalazły się na terenie swych przyszłych działań - nawiasem mówiąc fakt, że niejako "były pod ręką" miał zapewne spory wpływ na wyznaczenie im takiego, a nie innego celu, o tyle druga przewidziana do działań nad Wisłą grupa: Polacy gen. Dąbrowskiego - istniała wtedy tylko na papierze. Na Pomorzu znajdowały się bowiem jedynie niewielkie oddziały pospolitego ruszenia i kawalerii (dawnego pruskiego pułku "towarzyszów") płk. Dziewanowskiego, operujące na północ od Bydgoszczy. Po 7 stycznia zaczęły się tam koncentrować organizowane w Wielkopolsce pierwsze bataliony Legii Poznańskiej i Legii Kaliskiej, kawaleria narodowa oraz pospolite ruszenie. Pod koniec drugiej dekady stycznia zajęły one stanowiska w trójkącie Bydgoszcz-Świecie-Koronowo. Tak więc dopiero w drugiej połowie miesiąca oddziały mające zneutralizować Gdańsk i Grudziądz osiągnęły stan gotowości bojowej. Jednakże wprowadzenie ich do akcji nie zależało od tempa ich koncentracji, ale od posunięć I Korpusu marsz. Bernadotte'a. Ten 14 stycznia wyruszył z Mławy na północ, i w następnych dniach wysłał podległym sobie Hesom i Polakom stosowne rozkazy. Dopiero więc pod koniec drugiej dekady stycznia przystąpiły one do wykonania rozkazów Napoleona z początku miesiąca, paradoksalnie jednak - koncepcja cesarza była już w wielu elementach nieaktualna: 23 stycznia dokonał on znaczącej korekty w swych planach opanowania Pomorza, postanawiając wyznaczyć do jej przeprowadzenia większe siły niż dotychczas. Przyczyną był zamiar odciążenia marsz. Bernadotte'a, którego korpus został unieruchomiony w związku z koniecznością osłony linii Wisły od Torunia aż po Elbląg. W razie nowej kampanii mogło to spowodować wyłączenie go z sił głównych Wielkiej Armii; rzecz bardzo groźna zważywszy, że był to korpus skrajny, lewoskrzydłowy. Decyzja Napoleona była w pełni uzasadniona, lecz wydana zbyt późno: 21 stycznia rozpoczęła się ofensywa rosyjska. Jedyną realną siłą w dolinie dolnej Wisły był I Korpus, który został obarczony zadaniem osłony Torunia i wskutek tego nie zdążył on dołączyć do gros Wielkiej Armii przed bitwą pod Iławą Pruską. Cesarz zresztą wyjątkowo niechętnie angażował korpusy liniowe do działań tyłowych, które przeznaczał do wykonania jednostkom gorszym, dopiero co sformowanym, a najchętniej - cudzoziemcom. Potwierdzają to przykłady z kampanii 1807 r. VIII Korpus marsz. Mortiera, złożony głównie z dywizji włoskich i holenderskich obsadził wybrzeże Niemiec od ujścia Wezery do ujścia Odry. Na Śląsku pod dowództwem Hieronima Bonapartego walczył bawarsko-wirtemberski IX Korpus. Podobnie stało się i na Pomorzu Gdańskim, gdzie powstał 23 stycznia X Korpus pod dowództwem marsz. Lefebvre'a, lecz nim powyższe dyspozycje zostały wydane i dotarły do samych zainteresowanych przystąpili oni do realizacji poprzednich. O ile jednak działania prowadzone na Pomorzu Szczecińskim nie wyszły poza fazę przygotowań, gdy przerwały je rozkazy cesarskie, o tyle kampania wstępna na Pomorzu Gdańskim miała bardzo gwałtowny przebieg, tam bowiem oddziały były już w większości gotowe do akcji. Wskutek zaangażowania niedostatecznych sił, znacznych opóźnień i stosunkowo krótkiego czasu trwania operacji pierwsza próba opanowania Pomorza przyniosła jedynie ograniczone efekty. 17 stycznia rozkaz zablokowania Grudziądza otrzymała heska kwatera główna31. Gen. v. Werner skoncentrował swoje jednostki 18 stycznia w Biskupcu, tam też pojawił się przewidziany na dowódcę oblężenia gen. Rouyer z ok. 200 francuskimi kawalerzystami. Marsz sił głównych poprzedzała heska awangarda - trzy bataliony fizylierów, szwadron szwoleżerów i 46 francuskich dragonów pod kpt. Lefebvrem - dowodzona przez gen. v. Schäffera, która dotarła 20 stycznia do Radzynia Chełmińskiego, a następnego dnia do Pokrzywna. Stamtąd heski generał z jednym batalionem fizylierów i kawalerią poprowadził w kierunku miasta wypad. Pod względem taktycznym osiągnął jedynie częściowy sukces: w starciu, jakie z napotkanym pruskim transportem toczyła kawaleria, zdobyto tylko 3 wozy. Nie wykorzystał przewagi liczebnej i nie zaangażował w walkę reszty fizylierów32. Podstawowym celem jego wypadu było jednak sprawdzenie, czy miasto jest silnie obsadzone przez Prusaków; przekonany, że tak nie jest powrócił do Pokrzywna. Informacje przezeń dostarczone posłużyły do przygotowania planu oblężenia twierdzy. Środkiem do tego miało być zajęcie i utrzymanie miasta. Ponieważ było to najtrudniejszy element operacji, do jego wykonania wyznaczono najlepsze jednostki: 3 bataliony fizylierów i strzelców z batalionów liniowych, których uformowano w prowizoryczny słaby (ok. 250 żołnierzy) batalion dowodzony przez kpt. Kuhlmanna. Całość skoncentrowała się w Pokrzywnie pod komendą samego Schäffera. Jego prawą flankę osłaniali szwoleżerowie i francuscy dragonów, z tyłu jako odwód stanęły 4 bataliony liniowe. Dwa pozostałe, z brygady następcy tronu pod dowództwem ppłk. v. Lehrbacha miały zamknąć pierścień wokół twierdzy od północy i północnego wschodu. Teren im przydzielony był dość rozległy, toteż dołączono do nich szwadron francuskich huzarów. Termin ataku wyznaczono na 9 00 22 stycznia. W momencie ataku Hesom sprzyjała pogoda: gęsta śnieżyca pozwoliła strzelcom podejść do placówek pruskich na odległość ok. 50 kroków, nim te zorientowały się w niebezpieczeństwie. Było już jednak za późno na stawienie skutecznego oporu: strzelcy Kuhlmanna wtargnęli do Grudziądza i wypierając Prusaków parli ku Przedmieściu Kwidzyńskiemu. Zaskoczona załoga pospiesznie wycofała się i stąd, szukając schronienia w twierdzy. Jej szanse na utrzymanie miasta były zerowe: liczyła zaledwie 200 ludzi, głównie jegrów, strzelców z batalionu liniowego i fizylierów. Sam batalion Kuhlmanna był od niej silniejszy, opanował miasto przy stracie 2 żołnierzy, biorąc za to 34 jeńców. Na wieść o sukcesie Schäffer dosłał mu stojące dotychczas w rezerwie bataliony fizylierskie gwardii i gwardii przybocznej, które pod kierunkiem mjr. Bechtolda zaczęły natychmiast fortyfikować bramy Toruńską i Kwidzyńską. Ostrożność była uzasadniona: o 12 30 z twierdzy wyszło ok. 400 żołnierzy z 2 działami. Wobec przewagi Hesów nie odważyli się zaatakować miasta: z Góry Zamkowej ostrzelali jedynie Przedmieście Kwidzyńskie i po półtorej godzinie się wycofali. Hesi obsadzili Górę Zamkową 100-osobowym oddziałem (na noc zmniejszano go o połowę), co zabezpieczało ich przed atakiem z twierdzy i faktycznie pozostawiało miasto w ich rękach. Sukces ten kosztował ich zaledwie 3 zabitych i 15 rannych33. Równie niewielkie straty ponieśli na północ od twierdzy, w rejonie działania brygady następcy tronu. Jej bataliony liniowe zajęły pozycje w Tarpnie (I bat.) i Mokrem (II bat.), w tej drugiej wsi natknięto się na pruska pikietę. Por. Edling z 40 żołnierzami rozbił ją, biorąc 20 jeńców, po czym - rozochocony sukcesem - z 10 żołnierzami zapuścił się pod dzieła twierdzy. Tam otoczony przez jegrów i ranny, po krótkim boju musiał się oddać do niewoli34. Na tym jednak skończyła się aktywność grupy Rouyera, którego wysłano pod twierdzę bez ciężkiej artylerii. Pod tym względem przewaga garnizonu była całkowita: 24 i 27 stycznia Hesi musieli nawet wycofywać swoje patrole z Nowej Wsi, gdyż z bastionów twierdzy otwierano ogień. Oddziały starano się więc rozlokować poza zasięgiem dział pruskich, wyjątkiem było samo miasto obsadzone przez fizylierów. Dalej linia blokady biegła przez Nowe Wargowo, Tarpno, Owczarki, Świerkocin, Mokre i Zakurzewo, całą kawalerię skoncentrowano natomiast w Gaci. Jak widać pozostawiono nie obsadzony cały lewy brzeg Wisły, która była skuta lodem i umożliwiała swobodną komunikację. Także sieć posterunków na prawym brzegu rzeki nie była zbyt gęsta. Słabość sił nie pozwalała Rouyerowi na podjęcie działań na większą skalę. Ratował go fakt, że podobne problemy miał obrońca Grudziądza - Courbière. Mając załogę złożoną w większości z jednostek rezerwowych, w ogromnym procencie rekrutowanych z Polaków, nie mógł zaryzykować odważniejszych akcji na przedpolu. W tej sytuacji pod Grudziądzem zaistniał swoisty pat: obydwaj przeciwnicy szachowali się samą swą obecnością. Równowagę sił zmienić mogła tylko interwencja z zewnątrz i tej wypatrywali obaj dowódcy: jeden odsieczy, drugi posiłków35. 22 stycznia przystąpił do akcji Dąbrowski. Robił to niejako "na kredyt", jako że brakowało mu Legii Kaliskiej, a jazdę w większości tworzyło pospolite ruszenie. Generał spodziewał się jednak szybkiego otrzymania posiłków i liczył na ruch insurekcyjny na Pomorzu. Niemal całość posiadanych sił przeznaczył do akcji bojowych, odwód miały utworzyć nadciągające bataliony kaliskie. Marsz na północ odbywał się w szybkim tempie: Kosiński z pospolitym ruszeniem zajął 23 stycznia Tucholę, a następnego dnia Chojnice. Piechota Legii Poznańskiej zajęła 25 stycznia Nowe, docierając 26 do Gniewa i Starogardu. Po drodze ze zmiennym szczęściem staczano walki z oddziałami pruskimi, ale nie wpływały one na losy operacji. Ta okazała się sukcesem: w ciągu trzech dni Dąbrowski zepchnął Prusaków na dalekie przedpole Gdańska, a wysyłane na zachód dla nawiązania łączności z Victorem pospolite ruszenie osiągnęło pod koniec miesiąca Miastko i Wałcz. Tężał jednak opór garnizonu gdańskiego: porażka Dziewanowskiego w Tczewie (25 stycznia) zatrzymała ofensywę polską na linii Wieżycy. 28 stycznia obsadzono ostatecznie Gniew, Starogard, Skarszewy i Pogódki. Na wieść o koncentracji na przedpolu Gdańska silnych oddziałów pruskich Dąbrowski wycofał się do Gniewu. 29 stycznia otrzymał od Lefebvre'a rozkaz odwrotu i ostatecznie zatrzymał główne siły w Nowem, a pospolite ruszenie na linii Wdy. Aktywność załogi Gdańska oraz powyższe rozkazy, nota bene pierwsze, jakie Lefebvre wydał nowym podwładnym, były wywołane sukcesami ofensywy Bennigsena. Zagroziła ona poważnie pozycjom Wielkiej Armii w Prusach Wschodnich, tym ważniejsze stało się więc utrzymanie przeprawy wiślanej pod Toruniem. Zadanie to przypadło oddziałom Bernadotte'a, który wycofywał się tam pod naporem Rosjan i Prusaków. Marsz odwrotowy I Korpusu zrujnował pomyślnie rozwijającą się operację pomorską, od jego osłony bowiem zależało bezpieczeństwo przeprowadzających ją jednostek. Opuszczenie przez Francuzów linii Wisły musiało w tej sytuacji wywołać reakcję łańcuchową. Najszybciej zmiana sytuacji na froncie głównym dotknęła Hesów: ci znajdowali się w jego bezpośredniej bliskości. Już 28 stycznia patrol wysłany do Kwidzyna został rozbity przez pruską kawalerię. Sprawa szybko się wyjaśniła: Bernadotte poinformował Rouyera o zagrożeniu własnego korpusu i wiążących się z tym nowych rozkazach dla kontyngentu heskiego (kawaleria francuska miała dołączyć do I Korpusu). Blokada Grudziądza miała zostać zwinięta, twierdza obserwowana jedynie przez patrole kawalerii. Oddziały Rouyera winny niezwłocznie przemaszerować do Radzynia, aby zabezpieczać komunikację Bernadotte'a z Toruniem. Wezwania do pośpiechu francuski generał nie wziął sobie zbytnio do serca: rozkazy otrzymał wieczorem 28 stycznia, natomiast do kwatery gen. v. Wernera dotarły one dopiero nazajutrz ok. 3 00. Rouyer zaniedbał także środków bezpieczeństwa w swojej kwaterze znajdującej się we wsi Białochowo, położonej na północnym krańcu linii oblężniczej. Eskortę zapewniała mu bowiem jedynie lejbkompania I batalionu brygady gwardii licząca 55 żołnierzy. Z tego 4-osobowa pikieta stała na drodze do Kwidzyna, 11-osobowa warta w środku wsi, reszta zakwaterowana była w domach. Rouyer czuł się pewnie skoro w sąsiednich wsiach również stacjonowały oddziały heskie; zresztą przygotowywał się do wyjazdu. Niebezpieczeństwo było jednak o wiele bliżej niż przypuszczał. Pruski patrol z pułku kawalerii gwardii (oficer i 22 żołnierzy) znajdował się 28 stycznia w Gardei. Dowodzący nim por. v. Ledebur uzyskał od miejscowych Niemców informacje o dyslokacji, jak i o nieostrożności heskich żołnierzy, których pikietę widziano już raz śpiącą. W tej sytuacji postanowił uderzyć w nocy. Prowadzony przez miejscowego leśniczego bez trudu i - co najważniejsze - nie zauważony dotarł pod wieś. Pikieta na drodze wprawdzie czuwała, ale w ciemnościach nocnych Prusacy podjechali bardzo wolno i cicho w jej pobliże. Dopiero gdy zostali zauważeni ruszyli do ataku i w krótkiej, gwałtownej walce rozbili ją. Zostawiwszy z jeńcami 2 żołnierzy, Ledebur wpadł do wsi, gdzie jego ludzie rozproszyli heską wartę i - jak się okazało - rozstrzygnęli tym losy starcia. Wybiegających z kwatery Rouyera heskich żołnierzy bez trudu rozbroili, ten sam los spotkał dowodzących Hesami kpt. ks. Wittgensteina i por. Rosenberga. Sam por. v. Ledebur wpadł do siedziby Rouyera i w jednym z pokoi znalazł 3 Francuzów. Nie mógł upilnować jednak wszystkich - jeden z nich uciekł do sąsiedniego pokoju i dalej, przez okno na zewnątrz36. W ten sposób pruski oficer stracił życiową szansę wzięcia do niewoli francuskiego generała, jego jeńcami stali się tylko adiutant Rouyera ppłk Debaine oraz kamerdyner. We wsi tymczasem dogasała walka, którą dalej tak opisał Ledebur: "natknąłem się na wrogów, którzy po części stawiali opór, po części brali pardon, a potem znów strzelali, za co zaś surowo prześladowani byli. (...) Jeden z nich, który po wziętym pardonie jeszcze strzelił, został w mojej i wziętego do niewoli oficera obecności zabity (...) ale nie mogłem temu przeszkodzić, skoro my zobaczyliśmy zdarzenie w odległości paruset (ein Paar hundert) kroków." Zarzuca on tutaj Hesom złą wolę, czego nie można wykluczyć. Zwrócić jednak należy uwagę, że kompania heska została rozbita na kilka izolowanych grup i kapitulacja najważniejszej z nich nie oznaczała złożenia broni przez pozostałe. Dobrze to obrazuje zamieszanie, w jakim znaleźli się hescy żołnierze, pozbawieni oficerów, zaskoczeni i zmuszeni do nocnego boju. Ich walka nie miała na celu odwrócenia losów starcia - widząc wieś zajętą przez Prusaków starali się po prostu z niej wydostać. Udało się to pewnej liczbie piechurów i 6 szwoleżerom, służącym Rouyerowi jako gidowie37. Natychmiast po przeszukaniu dworku Prusacy sprawnie wycofali się, uczynili to tym szybciej, że w Białochowie znaleźli przygotowane do drogi sanie i osiodłane konie. Włożywszy łupy i rannych jeńców na sanie, a zdrowych posadziwszy na zdobyczne konie Ledebur wrócił do Gardei. Istotę jego spektakularnego sukcesu najpełniej oddaje zanotowana przezeń wypowiedź wziętych do niewoli oficerów: "Niepojęte okazało się to wszystkim, że mogłem napadu z tej strony dokonać; tego oni ani trochę za możliwe nie uznali i wciąż jeszcze nie mogli ze zdziwienia ochłonąć, jak Prusacy mogli tam tak niespodziewanie się pojawić"38. Hesi zachowali się tak, jak gdyby ciągle znajdowali się na zapleczu frontu, podczas gdy w rzeczywistości ten zbliżył się do nich. Niejasne są ich straty, nie można w tej kwestii opierać się na przesadzonych informacjach Ledebura, że "we wsi leżało dokoła mnóstwo trupów", a Prusacy zabrali ze sobą ok. 50 jeńców. Bardziej wiarygodne wydają się więc szacunki heskie, choć są one wyjątkowo wstrzemięźliwe: wymieniają jedynie wziętych do niewoli 2 oficerów i 12 żołnierzy, przeważnie rannych. Nie ma danych o ilości zabitych, a tacy przecież musieli się znaleźć. Resztę kompanii zebrał wokół siebie kpr. Momberger, który ochłonął na tyle, że wrócił do wsi po ekwipaże39. Porażka pod Białochowem nie była jedyną stratą kontyngentu heskiego podczas odwrotu. Do kolejnej przyczyniła się znów opieszałość w przekazaniu rozkazu o wymarszu. Poszczególne oddziały miały ruszyć o godzinie 5 00 i przez Gać kierować się na Radzyń. Udało się to wszystkim z wyjątkiem I batalionu muszkieterskiego gwardii przybocznej. Mjr Beck otrzymał rozkaz z opóźnieniem i wymaszerował o godzinie 8 00 tylko z 3 kompaniami, czwartej - kpt. v. Götza - nakazując iść bezpośrednio na Radzyń. Kurier wiozący ten rozkaz nie dotarł do kompanii, która wobec tego szła dalej na Gać. Udało się jej dotrzeć do wsi przed kawalerią z oddziału mjr. v. Borstella, zastała ją już jednak obsadzoną przez Prusaków z twierdzy. Wypadem tym dowodził kpt. v. Valentini, który dysponował huzarami, jegrami, zbiorczym oddziałem strzelców z batalionu fizylierskiego i II batalionem pułku Besser - miał więc zupełną przewagę liczebną nad swym przeciwnikiem. Götz przekonany, że w pobliżu znajdują się jeszcze oddziały heskie, co w świetle posiadanych przez niego informacji było całkiem prawdopodobne, uderzył na wieś z marszu i wdarł się do niej. Po początkowym sukcesie został otoczony i poddał się po wystrzelaniu całej amunicji. Wraz z nim do niewoli poszło 66 żołnierzy, częściowo rannych (ranny był sam Götz), w boju zginęło 840. W ciągu dnia 8 maruderów złapali okoliczni chłopi, łącznie dostało się do niewoli 115 Hesów. To właśnie o nich pisał z satysfakcją audytor Eckhardt: "Przez cały dzień przyprowadzani byli po 20-30 jeńcy, a ulica nie pozostawała pusta. (...) Kilka razy przywożono całe pikiety, które wcale nie były zawiadomione o pospiesznym odwrocie, i które w największym spokoju i bezpieczeństwie spotykano i znoszono"41. 5 lutego jeńców odprowadzono do Gdańska. Pozostałe jednostki dotarły do Radzynia, gdzie przyszło im pełnić ciężką służbę osłonową. Przeziębiony Rouyer, który z Białochowa uciekł pieszo, odjechał do Torunia, Hesami dowodził więc gen. v. Werner. Dysponował on jednak tylko własnymi szwoleżerami i 7 francuskimi dragonami, toteż o wysyłaniu patroli pod Grudziądz nie było mowy. Z trudem odpierano ataki pruskich huzarów, a od 1 lutego także Kozaków. Wobec słabości własnej kawalerii przetrzymywano pod bronią piechotę. Wzrastające wyczerpanie żołnierzy, głód i przeraźliwe zimno osłabiało wartość bojową Hesów. Ich położenie pogorszyło się jeszcze bardziej, gdy I Korpus cofnął się z Lubawy na Brodnicę, znaleźli się bowiem na pierwszej linii walk. W tej sytuacji wybawieniem okazała się informacja Bernadotte'a o podporządkowaniu Rouyera X Korpusowi. Wysłany do Lefebvre'a oficer przywiózł wieczorem 1 lutego rozkaz wycofania się przez Ryńsk do Torunia. Natychmiast (ok. godziny 21 00) wyruszono w drogę i po 17-godzinnym marszu zameldowano się w Toruniu. Wyczerpani żołnierze zostali rozlokowani w mieście, szwoleżerów i fizylierów zatrzymano na pozycjach przed miastem: w Papowie Biskupim, Grębocinie i Zakrzewie. Stan żołnierzy był fatalny, zaopatrzenie niedostateczne, zwłaszcza w buty, których Lefebvre przekazał ok. 400 par, oraz płaszcze. Te starano się szyć na miejscu, a skoro to nie dało rezultatu - żołnierze przejmujący służbę "pożyczali" je od tych, których właśnie luzowali. Także liczebność batalionów nie była zadawalająca, dopiero przybycie oddziału rezerwowego por. Coppeta (250 rekrutów) przekonała Lefebvre'a, że nie jest konieczne łączenie dwóch batalionów w jeden. Co gorsza Hesi w Toruniu zbytnio nie odpoczęli: dziennie do służby w mieście musieli dawać ok. 800 żołnierzy. Szwoleżerowie przeprowadzali patrole wraz z francuskimi kirasjerami. Ciągle w ruchu byli fizylierzy, którzy dopiero 4 lutego zostali zluzowani na pozycjach wokół Torunia i weszli do miasta. Niemal natychmiast jednak wysłano ich do Bydgoszczy wraz z 3 francuskimi działami artylerii konnej, 80 dragonami i pułkiem kirasjerów. Mieli stanowić wsparcie dla Dąbrowskiego, który zagrożony przez idącego z Gdańska płk. Schäffera opuścił 3 lutego Nowe42. Ofensywa Bennigsena nie przyniosła mu powodzenia: nie udało mu się rozbić najbardziej wysuniętych na północ korpusów: I i VI. W tej sytuacji już 28 stycznia rosyjski głównodowodzący wstrzymał dalszy ruch wojsk, oddając tym samym inicjatywę Napoleonowi. Cesarz w dniach 28-31 stycznia skoncentrował siły i z początkiem lutego rozpoczął kontrofensywę (manewr Olsztyn-Jonkowo). Zwrot głównego ugrupowania Wielkiej Armii wywołał, co prawda z opóźnieniem, marsz na północny-wschód I Korpusu, a to z kolei umożliwiło podjęcie działań w dolinie dolnej Wisły. Gdy 5 lutego Bernadotte zajął Ostródę, Lefebvre mając zabezpieczoną prawą flankę wyruszył z Torunia. Miał ze sobą jedynie 4 pułk kirasjerów, ok. 100 dragonów z różnych pułków i jakiś oddział pospolitego ruszenia oraz baterię artylerii konnej, po pewnym czasie dołączył doń 2 pp lekkiej. Jak widać nie były to siły zbyt imponujące, toteż poważne wsparcie stanowiło heskich 6 batalionów, 40 szwoleżerów pod rtm. v. Münchingenem i 8 dział. Lefebvre dotarł 6 lutego do Nawry, a następnego dnia do Radzynia. 8 lutego rozdzielono się: Hesi i szwadron 4 pułku kirasjerów ruszyli pod Grudziądz, reszta korpusu do Łasina. Gen. Rouyer rozlokował swoje siły w Pokrzywnie i Dąbrówce Królewskiej, i rozpoczął przygotowania do oblężenia. Równocześnie na prawym brzegu prowadził działania gen. v. Schäffer. Jego 3 bataliony piechoty: I z 3 pp i 2 heskich fizylierów oraz 60 kawalerzystów z 1 pułku kawalerii narodowej zebrało się o 6 00 w Sartowicach Górnych i obsadziło Wielki Lubień, Bzowo, Czerwoną i Białą Karczmę, z tej ostatniej wyrzucając pruską pikietę (20 ludzi). Następnego dnia dołączył doń 3 heski batalion fizylierów, który stał w pobliskim Rolewie, lecz organizacyjnie należał do awangardy dywizji Dąbrowskiego43. Grudziądz został więc otoczony z obu stron i odizolowany od reszty pomorskiego teatru działań wojennych. Od początku lutego był on samodzielnym obszarem operacyjnym, wydarzenia, jakie się działy w jego pobliżu toczyły się własnym trybem. Blokada Grudziądza była tylko elementem prowadzonych po obydwu stronach Wisły działań X Korpusu. Ich głównym zadaniem było jak najszybsze zamknięcie ujścia rzeki i oblężenie Gdańska, a przez to zabezpieczenie tyłów i flanki głównego ugrupowania Wielkiej Armii. W działaniach tych, zakończonych zajęciem Malborka i zepchnięciem na Mierzeję Gdańską pruskich oddziałów gen. v. Roquette'a, wyróżnili się hescy szwoleżerowie, którzy wraz z nielicznymi francuskimi dragonami tworzyli awangardę. Już 8 lutego w Schonwald starli się z pruskim patrolem44, dzień później doszło do walk za Gardeją. Tam rtm. v. Münchingenowi udało się zaskoczyć 60-osobowy oddział pruskiej kawalerii, który zupełnie nie spodziewał się ataku i szybko poszedł w rozsypkę. Hesi nie stracili ani jednego człowieka, wzięli za to 36 jeńców i 20 koni. Zapędziwszy się do wsi Bądki pozostali tam jako forpoczta i w nocy byli niepokojeni przez Prusaków, ze stratą 1 rannego. Po walkach pod Kwidzynem pościg prowadzony przez heskich szwoleżerów zakończył się nierozstrzygniętym bojem w rejonie wsi Baldram. Hesi mieli 4 rannych. Wśród nich wyróżnił się por. v. Alting Umbgrove i szwoleżerowie Schlierbach i Schwarz. Głównie im podwładni Münchingena zawdzięczali ocenę Lefebvre'a: "Nie będzie się więcej mówić: 'dzielny jak Francuz', lecz 'dzielny jak Hes'!"45. Sukces miał też i negatywne następstwa: marszałek zatrzymał przy sobie kilkunastu szwoleżerów jako gidów; po wielu naciskach powrócili do kontyngentu dopiero w czerwcu! Dąbrowski ofensywę rozpoczął później niż Lefebvre, bo 11 lutego. Do tego czasu podciągnął swoje oddziały na wysokość Nowego i Grudziądza. W tym kierunku miały się posuwać siły główne; na zachód dla nawiązania kontaktu z grupą Ménarda skierowano pospolite ruszenie. Zanim doszło do połączenia obydwu grup, Dąbrowski prowadził działania samodzielnie. Sprzyjały temu sukcesy Francuzów na prawym brzegu Wisły: Prusacy zaczęli wycofywać się na północ. Polacy zajęli bez walki Nowe, a po krótkim oporze Gniew (14 lutego). Do większych walk doszło dopiero na linii Tczew-Starogard Gd., gdy wydzielone z garnizonu gdańskiego pododdziały usiłowały zatrzymać podchodzące oddziały napoleońskie. Próba była podjęta zbyt małymi siłami i skończyła się niepowodzeniem: Menard odparł Prusaków od Starogardu, a po połączeniu z Dąbrowskim wspólnie zdobyli Tczew. Zdobycie Tczewa zamyka trwającą od połowy stycznia operację zajęcia Pomorza. Na przełomie lutego i marca wojska napoleońskie zrealizowały plan cesarza: na przedpolach Gdańska i Kołobrzegu koncentrowały się jednostki przewidziane do ich zdobycia; osamotniony Grudziądz, leżący na wysokości pozycji wyjściowych X Korpusu, został zablokowany kilka tygodni wcześniej. Pruskie garnizony były więc odizolowane od siebie i - co ważne - od prowincji, którą stopniowo oczyszczano z niedobitków. Dopóki to nie nastąpiło, atakowały one wojska oblężnicze i drogi komunikacyjne w głębi prowincji, utrudniając tak długo, jak się dało postępy wojsk oblężniczych, nie zmieniało to jednak faktu, że pomorski teatr działań wojennych był kontrolowany przez Wielką Armię. Walki o Tczew otwierają zarazem etap koncentracji X Korpusu przed rozpoczęciem oblężenia Gdańska. Tam właśnie kierowały się oddziały działające do tej pory w ogromnym rozproszeniu, lub tak jak podporządkowane Lefebvre'owi oddziały francuskie, polskie Legii Kaliskiej i saskie - nadciągające dopiero na obszar operacji. Właśnie na wiadomość o zbliżaniu się najbardziej spóźnionego kontyngentu saskiego, marszałek dokonał 4 marca reorganizacji swego korpusu w następujący sposób:

1 dywizja piechoty - saska - gen. G. v. Polenz,

 

2 dywizja piechoty - badeńsko-francuska (chodzi o Legię Północną) - gen. Ménard,

 

3 dywizja piechoty - polska - gen. Dąbrowski,

 

4 dywizja piechoty - polska - gen. Zajączek46.

Już pobieżna analiza wskazuje, że tak ustalony skład X Korpusu był traktowany jako rozwiązanie tymczasowe. Zwraca uwagę fakt, że nie miały miejsce żadne (poza ustaleniem numeracji) zmiany dotyczące składu, nie narzucono sojusznikom dowódców francuskich - dywizje pozostawiono w takim stanie, w jakim się znajdowały. Zresztą obecność dywizji Zajączka była jedynie nominalna: zgodnie z rozkazem Napoleona z 23 stycznia Lefebvre miał zamiar wysłać ją pod Grudziądz, by dzięki temu móc wykorzystać obecny tam kontyngent heski. Ofensywa rosyjska opóźniła wykonanie tego rozkazu, gdyż Dąbrowski rozlokował bataliony kaliskie wzdłuż Wisły, a spieszący się marszałek przystąpił do akcji nie czekając na ich zluzowanie. Nie dysponując innymi jednostkami pozostawił wprawdzie Hesów pod Grudziądzem, traktował to jednak jako rozwiązanie jedynie doraźne. Już 12 lutego szef jego sztabu, gen. Drouet nakazał Zajączkowi zastąpienie grupy Rouyera, której jednostki zarazem przywołał do X Korpusu. Stopniowo luzowane przez bataliony kaliskie, oddziały heskie opuszczały przedpole Grudziądza, by zebrać się ostatecznie w Toruniu 4 marca. Przy tej okazji wyjaśnić należy traktowane dość prestiżowo podporządkowanie Hesów gen. Zajączkowi. Jak wynika z rozkazów Napoleona dla Berthiera chodziło tu o przekazanie blokady, podporządkowanie więc dotyczyło tylko części jednostek heskich i miało charakter jedynie przejściowy, tj. trwało tak długo, aż Polacy nie przejęli wszystkich pozycji. Z tą chwilą korpus blokujący Grudziądz miały zyskać czysto polski skład - co istotnie miało miejsce, prawda, że na krótko47.

      Wydawało się że rozdział grudziądzki w historii wojsk heskich jest już zamknięty, lecz zmiana sytuacji na głównym froncie zadecydowała inaczej. Po rozłożeniu Wielkiej Armii na leża zimowe okazało się, że między jej głównym ugrupowaniem a prawoskrzydłowym V Korpusem istnieje luka. Odcinek ten, od Wielbarku do Jez. Łańskiego, cesarz 1 marca powierzył gen. Zajączkowi z jego świeżo utworzonym korpusem obserwacyjnym opartym na Legii Kaliskiej48. Zamiast niej Grudziądz mieli blokować dalej Hesi gen. Rouyera. Stosowny rozkaz otrzymali oni 3 marca, następnego dnia opuścili więc Toruń i ruszyli pod twierdzę, gdzie 6 marca zastąpili ostatnie bataliony kaliskie. Nie musiało to być wcale rozstrzygnięcie definitywne: jeszcze w drugiej połowie marca Napoleon pisał do Lefebvre'a: "Ma Pan 8 tys. Polaków. (...) Może Pan wysłać 4 tys. pod Grudziądz i ściągnąć oddziały Hessen-Darmstadt, które mogą Panu oddać większe usługi"49. I tym razem pomysł pozostał w sferze teorii, zamiary takie sugerują jednak dość wysoką ocenę wojsk heskich w oczach boga wojny.

Zarazem pokazują, że znaczenie Grudziądza dla przebiegu operacji wojennych, a co za tym idzie - uwaga, jaką mu poświęcał w swych planach Napoleon były minimalne. Przyczyną tego była słabość i izolacja garnizonu pruskiego. Cesarz obliczał jego stan na ok. 3 tys. żołnierzy, faktycznie osiągnął on ponad 5 tys. Zważywszy, że do utrzymania twierdzy konieczne było ok. 3 tys. załogi, do działań na przedpolu pozostawało ok. 2 tys. ludzi. Była to siła zbyt mała, by podjąć samodzielnie jakiekolwiek działania. Szansę taką dawało jedynie wsparcie z zewnątrz, lecz do tego potrzebny był przełom na głównym froncie. Grudziądz bowiem oddzielała od prowincji pozostających jeszcze pod władzą Fryderyka Wilhelma III Wielka Armia, jedynie jej odwrót pozwalał na nawiązania łączności z pruskimi wojskami z Gdańska i Królewca. Możliwość taka wystąpiła wprawdzie 30 stycznia, lecz nic nie zmieniła w sytuacji twierdzy, w jej bezpośredniej bliskości pojawił się bowiem tylko zagon mjr. v. Borstella. Większe oddziały zatrzymały się na wysokości rzeki Osy, a już 2 lutego pod naciskiem wojsk napoleońskich zaczęły cofać się na północ; najpóźniej, bo 4 lutego uczynił to Rouquette. W tak krótkim czasie nie można było nic zrobić dla powiększenia wyposażenia twierdzy lub załogi. O możliwościach tej ostatniej świadczy fakt, że w czasie bytności w pobliżu wojsk pruskich jej aktywność na przedpolu nie sięgnęła dalej niż do Gaci. Lutowa kontrofensywa Napoleona przywróciła stan sprzed deblokady z tą różnicą, że Wielka Armia stanęła mocno na Pomorzu Gdańskim (X Korpus) i w Prusach Wschodnich (gros). Wobec tego znaczenie Grudziądza spadło jeszcze bardziej: był on teraz celem zaledwie trzeciorzędnym - po froncie głównym i twierdzy gdańskiej. Jego zdobycie dawało cesarzowi niewielkie korzyści, musiało się za to odbyć kosztem osłabienia wojsk francuskich biorących udział we wspomnianych dwóch operacjach. Jeśli jednak działania tam prowadzone przyniosłyby sukces, to upadek Grudziądza byłby nieuchronny, a w razie zwycięstwa na główną armią rosyjsko-pruską - nawet zbędny. Kierując się tymi przesłankami Napoleon zrezygnował z oblegania go, poprzestając jedynie na blokadzie. Absolutne pierwszeństwo przyznane zdobyciu Gdańska spowodowało, że skład korpusu oblężniczego pod Grudziądzem był nie tylko niewielki, ale co gorsza - także płynny. Cesarzowi łatwo przychodziło przesuwanie oddziałów spod twierdzy na inny, ważniejszy odcinek operacyjny, odwrotne działanie zdarzyło się tylko raz w obliczu wyższej konieczności. W dodatku Grudziądz znajdował się na tyle blisko X Korpusu i sił głównych Wielkiej Armii, że w razie potrzeby wsparcia któregoś z nich wykorzystanie oddziałów znajdujących się pod twierdzą było łatwo brane pod uwagę. Wskutek tego działania wojsk napoleońskich przeciwko pruskiemu garnizonowi miały aż do końca maja prowizoryczny i tymczasowy charakter.

4. Oblężenie Grudziądza.

Przygotowania do ponownego zablokowania Grudziądza rozpoczęły się 6 lutego, kiedy to Lefebvre wyznaczył jednostki mające wykonać to zadanie. Oprócz większości kontyngentu heskiego (6 batalionów piechoty i artyleria) pod komendą gen. mjr. v. Stoscha50 znalazły się wśród nich tymczasowo szwadron 4 francuskiego pułku kirasjerów i oddział kawalerii departamentu warszawskiego rtm. Piaseckiego. Dowódcą całości został ponownie Rouyer. Następnego dnia odłączył się on od Lefebvre'a i ruszył do Radzynia, a 8 lutego - do Pokrzywna, skąd Hesi wysłali patrole pod twierdzę. Stwierdzono wówczas obecność pruskiej kawalerii na Przedmieściu Toruńskim. Drugim posunięciem Rouyera było ściągnięcie stacjonującej na lewym brzegu Wisły na wysokości Grudziądza prowizorycznej brygady fizylierskiej gen. v. Schäffera. Miała ona uniemożliwić przeprawianie się Prusaków na drugi brzeg po skutej lodem rzece, w perspektywie rychłej odwilży jej dalsza tam obecność nie miała sensu. 9 lutego o 20 00 Schäffer otrzymał rozkaz przeprawienia się przez Wisłę, wykonanie zajęło jednak całą noc, gdyż lód już pękał i fizylierzy maszerowali jeden za drugim. Następnego dnia wszyscy dołączyli do kontyngentu zajmując pozycje wokół Węgrowa Polskiego. 11 lutego Rouyer postanowił otoczyć twierdzę. Kluczową częścią planu było zdobycie miasta, co wykonać miał - podobnie jak w styczniu - Schäffer. Wyciągnął on wnioski z tamtego szturmu, gdy miasto zaatakowano tylko od południa i Prusacy zdołali się wycofać do twierdzy. Tym razem na bramy miejskie miały uderzyć jednocześnie dwa oddziały: jeden od południa na Toruńską, drugi od północy na Kwidzyńską. Zsynchronizowanie działań gwarantowało odcięcie obrońcom drogi odwrotu i pokonanie ich szybko i przy minimalnych stratach własnych. Schäffer zapewnił też sobie przewagę liczebną: do szturmu wydzielono aż 6 batalionów. Ponadto uwagę Prusaków miała rozproszyć demonstracja 2 kompanii polskiego 3 pp na drugim brzegu Wisły51. W porównaniu do 22 stycznia na niekorzyść atakujących zmieniła się jedynie pogoda, toteż aby zwiększyć szanse zaskoczenia Prusaków zakazano żołnierzom otwierania ognia, polecając walkę na bagnety. Ok. 3 00 wokół Gaci przeprowadzono w zupełnej ciszy zbiórkę oddziałów szturmowych, a o 4 30 wyruszono na pozycje. Kolumna południowa pod osobistą komendą Schäffera skierowała się przez karczmę Sarniak ku Bramie Toruńskiej. Maszerowano w trzech rzutach: najpierw zbiorczy batalion strzelców, potem bataliony fizylierskie z brygad następcy tronu i gwardii przybocznej. Jednostki te ok. 4 30 uderzyły na bramę i nie natrafiając na opór zaczęły zajmować miasto. Idący w trzecim rzucie II batalion muszkieterski gwardii przybocznej zatrzymał się natomiast na wysokości Przedmieścia Toruńskiego, tak aby utrzymać kontakt z oddziałami kolumny północnej. Tę tworzyły 3 bataliony brygady gwardii prowadzone przez ppłk. Hopfenblatta (Stosch pełnił obowiązki dowódcy kontyngentu). Z Gaci pomaszerował on na północ i na wysokości Tuszewa skręcił ku Grudziądzowi. Rozmieściwszy wokół miasta oba bataliony muszkieterskie (I - przy brodzie na rzece Trynce, II - na północ od Przedmieścia Toruńskiego) uderzył na jego północny skraj. Strzelcy, którymi dowodził kpt. Scharnhorst, zdobyli w walce wręcz Górę Zamkową, fizylierzy bez większych problemów opanowali Przedmieście Kwidzyńskie i samą bramę, przy której starli się z pruską pikietą52. Cała walka nie trwała nawet kilkunastu minut i nie przyniosła obu stronom większych strat. Bilans był korzystny dla Hesów, którzy mieli jedynie dwóch lekko rannych. Do niewoli dostało się natomiast 12 pruskich żołnierzy i ciężko ranny dowódca załogi Zamkowej Góry - por. Türk (Torck) z fizylierów, który po kilku dniach zmarł. Były to jedyne straty poniesione przez walczące strony tego dnia, bowiem pruskie placówki stacjonujące na przedpolu twierdzy opuściły je pod naporem Hesów bez walki. Courbière nie próbował również odzyskać miasta. W sumie więc operacja okrążenia cytadeli grudziądzkiej kosztowała Rouyera jedynie 2 ludzi. Resztę dnia francuski generał poświęcił na rozlokowanie swych jednostek, a uczynił to dokładnie w taki sam sposób, jak w styczniu. Miasto przypadło fizylierom, a zbiorczy batalion strzelców obsadził Górę Zamkową, którą dodatkowo ufortyfikowano i Przedmieście Kwidzyńskie. Idąc dalej ku północy poszczególne bataliony muszkieterskie zajmowały: I gwardii - Tuszewo, II gwardii przybocznej - Gać, II gwardii - Węgrowo Polskie, I brygady następcy tronu - Tarpno, II z tejże brygady - Mokre i Białochowo, wreszcie II gwardii przybocznej - Zakurzewo. Jedyną zmianą było przeniesienie kwatery dowódcy na południowy skraj linii oblężniczej do Pokrzywna53. Określenie 'linia oblężnicza' jest tu zresztą nie na miejscu: podobnie jak w styczniu jedyną artylerię oblegających stanowiły heskie działa polowe, których kaliber nie pozwalał ich użyć do ostrzału twierdzy. Chroniąc się przed ewentualnymi stratami Hesi zajęli stanowiska daleko poza zasięgiem dział fortecznych, co uniemożliwiało podjęcie prac ziemnych. Również pod tym względem Rouyer był bezradny, nie dysponował bowiem jednostkami inżynieryjnymi. Liczebność piechoty nie była wystarczająca, by w pełni uniemożliwić załodze twierdzy kontaktowanie się ze światem, kawalerią zaś - z wyjątkiem małego oddziału polskiego pospolitego ruszenia - nie dysponował. Francuski generał ograniczał się więc do zwalczania pruskich patroli i czekał, nie tyle zresztą na posiłki, ile na zluzowanie go przez Polaków. W dodatku 12 lutego - zgodnie ze wspomnianym rozkazem Napoleona z 23 stycznia - odeszły do Kwidzyna bataliony muszkieterskie: I gwardii i II gwardii przybocznej. Ich służba w tym mieście trwała krótko: już 16 lutego zostały zluzowane przez 2 kompanie II batalionu muszkieterskiego gwardii pod dowództwem mjr. Inkebranda. Dzięki temu oba wspomniane bataliony i trzeci - przybyły także 16 lutego I batalion muszkieterski gwardii przybocznej, mogły utworzyć prowizoryczną brygadę pod dowództwem gen. v. Nagela. Jednostka ta pod ogólną komendą samego Rouyera miała 19 lutego w Ostródzie dołączyć do oddziałów Lefebvre'a, jej marsz okazał się daremny: 16 lutego Wielka Armia wyczerpana bitwą pod Pruską Iławą rozpoczęła odwrót na leża zimowe. 19 lutego w Miłomłynie Hesi zostali zawróceni do Iławy, gdzie podporządkowali się rozkazom Lefebvre'a. Brygada ruszyła więc przez Golub i Brodnicę do Torunia, gdzie zameldowała się 22 lutego. Sam marszałek był tam dzień wcześniej i zajął się organizacją swojego korpusu, m. in. przeznaczył dywizję Rouyera do służby garnizonowej w tym mieście. Zażądał jednocześnie od Zajączka odesłania pozostającej jeszcze pod Grudziądzem reszty kontyngentu heskiego. Dowodził nią - a chwilowo także blokadą - Stosch, który 15 lutego przeniósł swą kwaterę i osłaniający ją II batalion muszkieterski gwardii przybocznej do miasta. Gdy w następnych dniach dołączył do nich I batalion muszkieterski z brygady następcy tronu, to jedynym posterunkiem heskim na przedpolu twierdzy pozostał już tylko obsadzany przez II batalion tejże brygady Świerkocin. Resztę linii oblężniczej zajęły polskie 7 i 8 pp. Niestety translokacja i wymiana jednostek była jedyną zmianą w działalności wojsk napoleońskich pod Grudziądzem. Zajączek dysponował siłami równie słabymi jak jego poprzednicy, toteż korpus oblężniczy skupiał się jedynie na starciach z pruskimi patrolami. W jednym z nich, 25 lutego pod Tarpnem, wziął udział oddział heskich strzelców pod dowództwem por. Hallwachsa. Już dzień wcześniej do Torunia odmaszerowały II bataliony liniowe z brygad gwardii i następcy tronu oraz fizylierzy gwardii przybocznej. Resztę piechoty i artylerię zabrał ze sobą Schäffer 1 marca. W ten sposób niemal cały kontyngent heski (bez garnizonu Kwidzyna i szwoleżerów służących jako gidowie w sztabie Lefebvre'a) zebrał się 4 marca w Toruniu. W tym momencie jego dotychczasowe rozkazy były już nieaktualne! Dzień wcześniej, w związku z odesłaniem Legii Kaliskiej nad Omulew, Lefebvre postanowił, że blokadę Grudziądza poprowadzą dalej oddziały heskie gen. Rouyera. Hesi stosowny rozkaz otrzymali 3 marca, następnego dnia opuścili więc Toruń i ruszyli pod Grudziądz. 6 marca spod twierdzy odmaszerowały ostatnie bataliony kaliskie54. W ten sposób po raz trzeci w ciągu 6 tygodni Rouyer rozpoczynał blokadę cytadeli grudziądzkiej, po raz trzeci też kontyngent heski zajął dobrze już sobie znane pozycje. Fizylierzy powrócili do miasta, bataliony muszkieterskie ulokowano tym razem obok siebie tak, że gwardia przyboczna objęła odcinek Gać - Tarpno, brygada następcy tronu Tarpno - Owczarki aż do karczmy Osy, od której aż do Wisły rozrzucona była gwardia (tylko I batalion, bo II ochraniał kwaterę Rouyera w Pokrzywnie). Najistotniejszą, jakże niekorzystną zmianą było przekazanie korpusowi obserwacyjnemu gen. Zajączka części heskiej artylerii. Cesarz znając sytuację panującą w polskich oddziałach przydzielił im 4 heskie działa wraz z obsługą do czasu, aż nie sformowana zostanie organiczna artyleria Legii Kaliskiej. Rozkaz o zawróceniu artylerzystów pod Grudziądzu został wydany 16 kwietnia, ich oddalenie od reszty kontyngentu trwało mniej więcej półtora miesiąca55. W ten sposób ilość dział pod Grudziądzem zmniejszyła się do 4 luf; nie równoważyło tego pojawienie się w składzie korpusu oblężniczego szwadronu kawalerii mjr. v. Dalwigka w sile zaledwie 5 oficerów i 45 żołnierzy. Większość z nich - porucznicy v. Umbgrove i v. Amerongen i 37 szwoleżerów - stanęło w Mokrem i Tarpnie56. Całość liczyła 7 marca 100 oficerów i 2861 żołnierzy, a więc ok. 3/4 pierwotnego stanu. Różnica ta zwiększyła się jeszcze następnego dnia, gdy do służby przy kwaterze cesarskiej oddelegowany został II batalion liniowy gwardii. O ile jednak w porównaniu do początków lutego sytuacja korpusu oblężniczego generalnie się nie zmieniła, to wartość bojowa pruskiego garnizonu poważnie zmalała. W czasie, gdy Grudziądz blokowały oddziały Zajączka, zanotowano bowiem eskalację dwóch zjawisk, trwających bez wątpienia już wcześniej. Pierwszym z nich była czerwonka. Już pod koniec lutego musiała przybrać niepokojące rozmiary, skoro Zajączek w raporcie z 1 marca pisał: "Wśród garnizonu twierdzy panuje jakaś epidemia; dziennie umiera 5-6 ludzi." Być może do bytujących w lepszych warunkach rodzin oficerów dotarła ona nieco później, gdyż cytowany przez P. Fischera audytor Eckhardt wspomina o niej dopiero 25 marca, mówiąc jednak, że choroba się rozszerza57. Drugim, jak należy przypuszczać zwielokrotnionym w wyniku rotacji w korpusie oblężniczym - była wzrastająca dezercja. Obecność polskich formacji wojskowych, co do połowy lutego miało miejsce tylko w małej skali i głównie po drugiej stronie Wisły - podminowała nastroje żołnierzy polskiego pochodzenia i wśród nich dezercja zaczęła rosnąć lawinowo. Żeby ten proceder ograniczyć dowództwo garnizonu podjęło rozliczne zabiegi, od zwiększenia obecności w pododdziałach wydzielanych do służby w działach wysuniętych i do działań bojowych oficerów oraz podoficerów i żołnierzy narodowości niemieckiej po ustanowienie nagród pieniężnych za schwytanie dezerterów, których nota bene dwóch skazano na śmierć i rozstrzelano58. Efekty tych działań były mizerne. Courbière nie mógł liczyć na bataliony muszkieterskie, wydzielanie z nich prowizorycznych kompanii złożonych z lojalnych żołnierzy musiało mieć charakter tymczasowy, aby nie osłabić karności niepewnej reszty. Działania prowadzone w oparciu o dwa bataliony liniowe, jegrów i huzarów mogły mieć jedynie ograniczony zakres. Wskutek tego aktywność garnizonu ograniczała się do licznych, ale niewielkich patroli, wypady podejmowane były tylko w odpowiedzi na działania przeciwnika. Ten nie mógł jednak wykorzystać inicjatywy, gdyż był równie słaby w polu, a wobec artylerii twierdzy - wręcz bezradny. Ponownie więc wytworzył się pod Grudziądzem swoisty pat: obaj przeciwnicy byli niezdolni do prowadzenia operacji na większą skalę. W przeciwieństwie do sytuacji z końca stycznia, tym razem nadzieje na odsiecz pruską były znacznie mniejsze, swobodę działań mieli Francuzi. 9 marca w sztabie Rouyera pojawił się francuski inżynier gen. Kirgener, wysłany dla zbadania sytuacji pod twierdzą. Powód zainteresowania Napoleona był jasny: w związku z rozpoczynającym się właśnie oblężeniem Gdańska Wisła stawała się ważną arterią komunikacyjną, a Grudziądz jedynym punktem, w którym Prusacy mogli ową arterię przerwać. Raport generała musiał rozczarować cesarza, jedynym bowiem sposobem unieszkodliwienia twierdzy było przekształcenie blokady w formalne oblężenie. Wymagało to jednak wydzielenia do tego celu odpowiedniej ilości jednostek potrzebnych do innych zadań. Jeszcze gorzej wyglądała sytuacja z ciężką artylerią: była ona w całości kierowana była pod Gdańsk, nie było więc szansy użycia jej pod Grudziądzem w najbliższym czasie. Praktycznym następstwem wizyty Kirgenera było ściągnięcie, zapewne z Torunia, oddziału saperów i tak brakującej pod Grudziądzem artylerii. Były to bez wyjątku działa polowe, o wagomiarze co najwyżej 12 funtów. Łącznie wg Höpfnera w drugiej dekadzie marca w dyspozycji Rouyera miały się znajdować 2 armaty 12-funtowe i 16 6-funtowych oraz 7 haubic 7-funtowych (w tym 2 heskie). Było to zbyt niewielkie wsparcie dla bardzo słabego korpusu oblężniczego, który na razie musiał zabezpieczyć własne pozycje. Sposób wykorzystania owych nielicznych wojsk inżynieryjnych w pełni to potwierdza: wzmocniono nimi linię oblężniczą. W Tarpnie ulokowano wszystkie haubice, 3 armaty (obie 12-funtowe i jedną 6-funtową) i 86 francuskich saperów i artylerzystów, podobny oddział znajdował się zapewne w mieście, gdzie zostawiono 14 armat 6-funtowych. Armatę 6-funtową przydzielono też kompanii z brygady następcy tronu stojącej w rejonie karczmy Osy59. Ponieważ możliwość zdobycia twierdzy drogą regularnego oblężenia nie wchodziła w rachubę, Napoleon postanowił spróbować negocjacji. 14 marca w Grudziądzu pojawił się zaufany cesarza - gen. Savary. Miał się on spotkać osobiście z pruskim gubernatorem i przekonać go o daremności dalszego oporu. Plan spalił na panewce: Courbière odmówił jakichkolwiek rozmów, a prowadzona korespondencja nie doprowadziła do niczego. Cały epizod jest jednak o tyle istotny, że w związku z nim doszło do największego w marcu starcia między pruskim garnizonem a korpusem oblężniczym. Próbując wywrzeć presję na gubernatorze, Savary 15 marca nakazał opanowanie Nowej Wsi i usypanie tam szańca, mającego w przyszłości stać się elementem linii kontrwallacji. Następnego dnia zebrali się więc w Tarpnie szwoleżerowie i muszkieterzy gwardii przybocznej, dowodził osobiście gen. v. Nagel. Jako rezerwa dla niego stały w Świerkocinie i Mokrem bataliony muszkieterskie: II brygady następcy tronu i I gwardii. Ich pomoc nie okazała się konieczna: o 8 30 Nagel wyrzucił z Nowej Wsi pruskie pikiety, w pościgu za nimi szwoleżerowie zapędzili się aż pod twierdzę. Strzelcy obsadzili wieś, lecz wobec ognia artylerii fortecznej utrzymali się tylko na jej skraju. Z tych samych powodów muszkieterów pozostawiono w polu na wschód od wsi. Po godzinnej kanonadzie Courbière próbował odzyskać Nową Wieś, lecz oddział jegrów i huzarów pod dowództwem kpt. v. Valentiniego został odrzucony. Gdy Prusacy wrócili do twierdzy ta przerwała ostrzał. Rouyer uznał się za zwycięzcę i pozwolił niezaangażowanym do tej pory w walkę batalionom wsparcia powrócić na kwatery. Był to poważny błąd: Courbière przygotowywał bowiem nowy wypad, tym razem lepiej zorganizowany. Ok. 14 00 artyleria pruska otworzyła ogień, ostrzelano nie tylko Nową Wieś, ale i miasto, skąd pospiesznie ewakuowali się hescy fizylierzy. Z twierdzy wyszły oddziały jegrów i huzarów oraz dodatkowo 2 bataliony piechoty - w stosunku do walki rannej wzmocnienie było ogromne. Prusacy bez problemu opanowali wieś i uderzyli na stojących za nią gwardzistów. Jak relacjonował to przebywający wówczas w Grudziądzu Eckhardt: "silny oddział został wydzielony do ataku na Nową Wieś, przy czym 2 działa załadowane kartaczami zabrano ze sobą. Gdy więc nieprzyjaciel nie mógł się utrzymać, popełnił głupstwo formując karée, by się wycofać, tak że działa straszliwych rzeczy dokonały"60. Jest w tej relacji nieścisłość: Nagel sformował czworoboki, by uderzyć na bagnety, a gdy w ogniu pruskich dział atak się załamał, heskie bataliony wycofały na drogę kwidzyńską. Ich odwrót osłaniali strzelcy i szwoleżerowie. Nagel zatrzymał się koło Świerkocina, gdzie wsparły go najpierw stojące tam 2 kompanie muszkieterów I batalionu gwardii mjr. Folleniusa, a ok. 17 00 reszta batalionu. W tym samym czasie na pole walki dotarł II batalion brygady następcy tronu. Hesi powstrzymali dalszy napór Prusaków, próbowali ich też oskrzydlić, co się nie udało: ci widząc wzrastające siły przeciwnika wycofali się do twierdzy. Ok. 21 00 obie strony powróciły na pozycje. Całodzienny bój kosztował gwardię 2 oficerów rannych oraz 3 zabitych i 24 rannych żołnierzy, a brygadę następcy tronu 7 zabitych i 4 rannych. Nie ponieśli strat szwoleżerowie, natomiast brakuje danych odnośnie gwardii przybocznej. Prusacy stracili jedynie 2 żołnierzy61. Nie udało się zająć Nowej Wsi ani tym bardziej rozpocząć w oparciu o nią prac oblężniczych. Starcie skończyło się sukcesem Prusaków, nie mogło więc skłonić barona de Courbière do kapitulacji, a wręcz przeciwnie: ukazując słabość oblegających utwierdzało go w zamiarze obrony. Savary uznając swoją porażkę powrócił do kwatery cesarskiej. Bezowocna misja Savary'ego nie miała charakteru sensu stricte militarnego toteż nie zmieniła nic w sposobie traktowania przez Napoleona kwestii grudziądzkiej. Jest to zrozumiałe, gdyż nie uległa zmianie sytuacja militarna. Zdobycie twierdzy przypominało błędne koło: aby zabezpieczyć komunikację wiślaną i ułatwić Lefebvre'owi zdobycie Gdańska, należało wcześniej mu to utrudnić, bo odebrać część sił i rzucić je pod Grudziądz! Ponieważ wiosną 1807 r. Napoleon nie chciał tam marnować jednostek Wielkiej Armii, a innymi na razie nie dysponował62, poprzestał więc na blokadzie dotychczasowymi siłami. Kluczową dla siebie sprawę bezpieczeństwa transportów wiślanych cesarz rozwiązał na razie jedynie połowicznie, pozostawiając to inicjatywie oficerów artylerii i gen. Rouyerowi. W ten sposób przez kolejne dwa miesiące wydarzenia pod Grudziądzem przebiegały dwutorowo: z jednej strony kontynuowana była blokada, z drugiej zaś - przygotowywany prowizoryczny system przeprowadzania obok twierdzy statków wiślanych. Wątki te nie były równoprawne: korzystny dla Francuzów przebieg transportów pozwalał uznać stan blokady Grudziądza za zadawalający, tym samym utrwalając marazm panujący na przedpolu twierdzy. Ze znaczenia Grudziądza dla zatrzymania komunikacji wiślanej Prusacy zdawali sobie sprawę równie dobrze jak Francuzi. Jednak ich możliwości były niewielkie, gdyż nie mogli ostrzeliwać rzeki ogniem artyleryjskim. Podjęte w lutym i marcu próby zagrodzenia Wisły przez zatapianie tam statków nie powiodły się wskutek dezercji ich załóg, z tego też powodu zrezygnowano z wysyłania na brzeg piechoty i ostrzeliwania rzeki skoncentrowanym ogniem karabinowym. Skoro w rachubę wchodziło użycie poza twierdzą tylko niewielkich oddziałów złożonych z pewnych żołnierzy, to w tej sytuacji jedyną bronią garnizonu pozostawały wybudowane na terasach prowizoryczne baterie i współpracujące z nimi patrole ustawione na łachach wiślanych. Te ostatnie, sygnalizując zbliżanie się statków, miały "wystawić" cel. Właśnie w taki sposób Prusakom udało się 11 marca ostrzelać konwój, powodując uszkodzenia statków i czasowe wstrzymanie żeglugi. W odpowiedzi Rouyer zorganizował patrole fizylierów, które zapuszczały się na wiślane łachy i uniemożliwiały ich wykorzystanie Prusakom. Ci nie angażowali się zbytnio w walkę: Courbière nie chciał trzymać pewnych jednostek nad rzeką, gdy wzrastała aktywność Hesów na przedpolu; nie miał ich zresztą zbyt wiele. Zapewne to jest przyczyną, że mimo sukcesu z 11 marca nie wystawiono na stałe pikiet na łachach. Postąpiono tak dopiero 8 kwietnia, po - jak się okazało - jedynym udanym ostrzelaniu konwoju wiślanego. Dzień wcześniej bowiem z 5 przepływających koło Grudziądza statków artyleria zatopiła jeden. Idąc za ciosem wydzielono 52 żołnierzy pod dowództwem oficera, którzy na łodziach mieli ustawić się między łachami Wisły i atakować stamtąd przeciwnika. Do tego jednak nie doszło: 16 kwietnia cofnięto ich do twierdzy. Mimo to zagrożenie, jakie stwarzali było na tyle duże, że w drugiej połowie kwietnia Napoleon wysłał pod Grudziądz inżyniera gen. bryg. J. Łazowskiego z misją przyspieszenia prac oblężniczych. Jego działania na przedpolu twierdzy były niewielkie, na miarę posiadanych sił i środków. Jedynym przedsięwzięciem na większą skalę było usypanie na lewym brzegu Wisły 12-funtowej baterii uniemożliwiającej Prusakom poruszanie się po Wiśle. Wydaje się, że właśnie zabezpieczenie nurtu wiślanego było głównym zadaniem Łazowskiego, co mu się w ogromnym stopniu udało. Już po założeniu baterii doszło jednak do wydarzenia, które przypomniało o zapomnianych już w sztabach francuskich obawach przerwania komunikacji wiślanej. 19 maja jeden ze statków zaopatrzeniowych odłączył się od konwoju i na wysokości Grudziądza wyrzucił się na brzeg. Obok ładunku Courbière otrzymał chyba informacje o organizacji ruchu wiślanego, gdyż jeszcze raz zdecydował się na wysłanie łodzi patrolowych. Tym razem ich załogi skompletowano z muszkieterów pułku Natzmer : już 23 maja zdezerterowało 7 z nich. Incydent stał się głośny także po stronie francuskiej, skończyło się na osobistej interwencji Napoleona. Chodziło chyba nie tyle o utratę statku, lecz o fakt, że wykorzystywani przez francuską intendenturę pruscy urzędnicy mogą skutecznie sabotować jej zarządzenia. Ostatecznie by zneutralizować zagrożenie ze strony twierdzy 23 maja w Zakurzewie i w mieście Grudziądzu pojawili się marynarze gwardii, którzy odtąd organizowali ruch statków na wysokości twierdzy63. Fakt, że mimo wysiłków załogi Grudziądza transporty rzeczne niemal bez przeszkód docierały pod Gdańsk przesądził o pozostawieniu oddziału Rouyera w niezmienionym składzie i z dotychczasowym zadaniem blokowania twierdzy. Nie było mowy o żadnych działaniach wymierzonych w Grudziądz: głównym zajęciem Hesów było zabezpieczanie i umacnianie własnych pozycji; nawet uwzględniając słabość pruskiego garnizonu łańcuch stanowisk korpusu oblężniczego był niebezpiecznie wątły. Szczególnie widoczne było to w odniesieniu do odcinka między wsiami Świerkocin i Owczarki, o które Rouyer niepokoił się najbardziej, zapewne pod wpływem boju o pobliską Nową Wieś. Być może pewne znaczenie miał i fakt, że były to stanowiska wysunięte najdalej na północny wschód, skąd mogła dotrzeć pod Grudziądz pruska odsiecz. Tak czy owak 23 marca zaczęto przed tymi wsiami usypywać lunety. Do pracy tej dziennie przeznaczano 2 oficerów i 154 muszkieterów gwardii. Aktywność oblegających nie uszła uwadze załogi twierdzy: już 27 marca jej patrol został odparty przez strzelców I batalionu gwardii. Większych wypadów Prusacy jednak nie przedsięwzięli i 7 kwietnia obie lunety były ukończone, co poważnie wzmocniło północny odcinek linii kontrwallacji. Było to istotne również dlatego, że pozycje Hesów wyznaczano wczesną wiosną, gdy płynąca tam rzeczka Osa stanowiła trudną przeszkodę terenową. Po ustaniu odwilży jej poziom opadł, toteż Rouyer wzmocnił tamtejsze posterunki: I batalion gwardii skoncentrował się w Mokrem i karczmie Osie, a opuszczone przezeń Zakurzewo zajęły 3 kompanie muszkieterów gwardii przybocznej64. Działania na przedpolu twierdzy niemal zamarły; poza utarczkami patroli i ostrzałem domniemanych i faktycznych pozycji oblegających przez artylerię forteczną nie działo się prawie nic. Bezczynność Hesów ośmieliła stronę pruską, z której inicjatywy doszło w kwietniu do drugiego - obok boju o Nową Wieś - dużego starcia, znów na północny wschód od twierdzy. Widząc zwiększoną obecność oblegających w tym rejonie Courbière postanowił zastawić pułapkę. Silny oddział złożony z żołnierzy o wysokim morale: jegrów, huzarów, strzelców i 100 ochotników z piechoty - łącznie ok. 600 ludzi miał uderzyć w kierunku Świerkocina i po krótkiej walce wycofać się do twierdzy. Odwrót był najistotniejszą częścią planu: rozochoceni odparciem wypadu Hesi mieli ruszyć w pościg i zapędzić się pod ogień artylerii fortecznej. Valentini ruszył o świcie 24 kwietnia i ok. 6 30 na wysokości karczmy Osy natknął się na stojące tam 3 heskie kompanie muszkieterskie: jedną z II batalionu gwardii przybocznej i dwie z II batalionu brygady następcy tronu). Po 4 godzinach walki Prusacy wycofali się nie atakowani przez Hesów, którzy w ten sposób zamknęli bilans stratą 6 gwardzistów i 2 żołnierzy brygady następcy tronu65. Nie takich efektów oczekiwał Courbière, który wyraźnie przeceniał potencjał korpusu oblężniczego: był on tak słaby, że nie ryzykował ofensywnych kroków przeciw załodze twierdzy, zadawalając się odparciem jej wypadów. Choć po starciu pod karczmą Osa aktywność Prusaków i Hesów powróciła do dotychczasowego, niskiego poziomu to pod koniec kwietnia działania obu stron nieco się ożywiły. Po części było to wynikiem przybycia pod Grudziądz gen. Łazowskiego, który rozpoczął prace oblężnicze. Ze względu na odległość od twierdzy nie niosło to dla niej zagrożenia, raczej tworzyło z umocnień oblegających bardziej spójny system posterunków z lunetami koło Świerkocina i Owczarek na czele. Jednak jego powstanie oznaczało, że wkrótce skurczy się otaczający twierdzę pas "ziemi niczyjej". Być może ważniejsze nawet znaczenie miała kolejna rotacja oddziałów w korpusie oblężniczym. W ostatnich dniach kwietnia pod Grudziądz dotarły dwa polskie bataliony z Legii Warszawskiej: I z 4 pp i II z 2 pp, którego dowódca ppłk Żymirski dowodził całością. Wzmocnienie to wykorzystał Napoleon do zabrania spod Grudziądza części jednostek i obsadzenia nimi najważniejszych przepraw wiślanych. Spośród tych kluczową rolę odgrywał Kwidzyn, gdzie od 11 kwietnia pełniły służbę wartowniczą 2 kompanie przydzielonego kwaterze głównej II batalionu muszkieterskiego gwardii. Pięć dni później cesarz rozkazał, by po Rouyer po otrzymaniu polskich posiłków odesłał do Kwidzyna także I batalion wraz z 2 działami. Wyruszył on spod Grudziądza 27 kwietnia i następnego dnia wkroczył do miasta; komendę nad stacjonującymi tam 6 heskimi kompaniami przejął gen. v. Stosch. Pobyt tam trwał do 8 czerwca; wtedy również ten oddział przydzielono do kwatery głównej66. Nie było to jedyne osłabienie sił heskich pod Grudziądzem: 6 maja do Torunia odeszły oba bataliony muszkieterskie brygady następcy tronu. W ten sposób Rouyer zamiast jednostek wyłącznie heskich miał pod swoją komendą korpus hesko-polski, wzmocniony jednak został zupełnie nieznacznie, bo przybycie ok. 1800 Polaków częściowo zrównoważyło odejście ok. 1000-1100 Hesów. Największą zmianą była chyba kolejna translokacja oddziałów: Polacy zajęli odcinek Tuszewo-Tarpno-Świerkocin, natomiast Hesom pozostały skrzydła wraz z miastem Grudziądz. Jest to o tyle istotne, że nie brali oni w maju większego udziału w działaniach na wysokości Nowej Wsi67. W takim mniej więcej stanie i położeniu zastała oddziały Rouyera wieść o kapitulacji Gdańska. Wydarzenie to w sposób zasadniczy zmieniło sytuację. Nie chodzi tu bynajmniej o znaczenie strategiczne samego Grudziądza; to po likwidacji pruskiego garnizonu w Gdańsku jeszcze bardziej zmalało, choć nadal część transportów Wielkiej Armii przesyłano Wisłą. Jednak po zdobyciu Gdańska użyte tam wojska i ciężka artyleria mogły być przerzucone do innych działań, m. in. pod Grudziądz, dokąd trafiło ok. 490 francuskich artylerzystów i saperów pod dowództwem gen. d'Anthouarda oraz pewna (jaka?) ilość dział oblężniczych. Napoleon wysłał także pod Grudziądz piechotę, lecz jej ilość i jakość świadczy dobitnie o wadze, jaką przywiązywał do tej misji. Pod komendę gen. Victora (zastąpił Rouyera) trafiły bowiem najsłabsze jednostki związkowe, pułki piechoty księstw Bergu i Würzburga. Te 4 bataliony - razem ponad 3000 żołnierzy - zwiększyły ilość wojsk napoleońskich pod Grudziądzem do ok. 7 tys. ludzi. Do kierowania nimi, obok wspomnianych Victora i d'Anthouarda przeznaczono 4 francuskich generałów, nie wiadomo jednak czy tyle utworzono brygad. G. Six tylko w odniesieniu do jednego z generałów (Jean-Baptiste'a Solignaca) podaje numer brygady, którą dowodził68, inni autorzy zaś sprawę podziału korpusu oblężniczego pomijają zupełnie - jeszcze jeden dowód małego znaczenia Grudziądza w 1807 r. Znana jest za to dyslokacja oddziałów, które stanęły w następującej kolejności (licząc od północy): pułk bergijski - koło Parska, Würzburczycy - w Mokrem i Świerkocinie, a od 6 czerwca przed karczmą Osa, bataliony polskie - wzdłuż drogi kwidzyńskiej, od okolic Świerkocina aż do rzeki Trynki, za którą stacjonowali muszkieterowie heskiej gwardii przybocznej. Miasto Grudziądz obsadzali w dalszym ciągu hescy fizylierzy - 3 bataliony69. Jak widać korpus Victora tworzył odpowiadający narysowi twierdzy półksiężyc, którego końce zostały dość mocno nasycone wojskami związkowymi, natomiast najsłabszą częścią był obsadzony przez Polaków łuk. To ustawienie było przygotowaniem do prac oblężniczych, które miano prowadzić główne na skrzydłach. Atakując bezpośrednio łuk cytadeli (bastiony II-IV) narażano się na skoncentrowany ogień artyleryjski pełnych dzieł fortyfikacyjnych, których system był w tym miejscu kompletny. Na skrzydłach siła ognia twierdzy była mniejsza, gdyż z braku miejsca skrajne dzieła miały formę półbastionów, a ogień flankujący możliwy był tylko z od strony wschodniej (od przedpola). Wprawdzie wybudowane na południe od cytadeli dzieło rogowe poważnie wzmacniało obronność tego odcinka, ale znajdowało się niebezpiecznie blisko opanowanego przez oblegających miasta. Jeszcze dogodniejsza sytuacja była na północnym krańcu twierdzy, gdzie dostępu do bastionów broniło jedynie słoniczoło. Położone blisko Wisły elementy cytadeli można było ostrzeliwać z łach wiślanych, na jednej z nich, tzw. Kępie Lubińskiej zainstalowano baterię moździerzy i 1 czerwca ostrzelano cytadelę, co było wstępem do rozpoczęcia oblężenia. Prowadzenie prac przeciw północnej części twierdzy powodowało, że stacjonującym naprzeciw południowej części oddziałom heskim przypadły działania drugoplanowe. Póki co należało jeszcze nadrobić czas stracony do tej pory - nie z własnej winy - przez Hesów, którzy trzymali się poza zasięgiem dział fortecznych. Nad ranem 4 czerwca polskie (?) bataliony przeprowadziły rozpoznanie terenu wokół Nowej Wsi, a w nocy z 5 na 6 czerwca oddziały Victora posunęły się naprzód na całej niemal linii, wyparły pruskie pikiety i zaczęły budować łańcuch szańców wokół twierdzy. Jego krańce wyznaczały szańce nr 1 - na wysokości Parska i nr 14 - koło karczmy określanej w opracowaniach niemieckich jako Chomse Krug, leżącej w miejscu, gdzie droga kwidzyńska dochodzi do zakola Trynki. W miarę wykańczania szańców budowano kolejne (10 czerwca - nr 2, 12 czerwca - nr 13, w nocy z 13 na 14 czerwca - nr 3 i 4), tak że ostatecznie usypano ich 14. Porównując ich rozmieszczenie z dyslokacją poszczególnych jednostek można pokusić się o zidentyfikowanie załóg tych dzieł, należy jednak pamiętać, że w miarę postępów prac oblężniczych pierścień pozycji oblegających zacieśniał się i pod koniec czerwca rozmieszczenie oddziałów Victora było chyba nieco inne niż na początku miesiąca. Domniemywać tak można zwłaszcza w odniesieniu do pułków z Bergu i Würzburga, które w miarę kopania transzei na zachód od Nowej Wsi i nad Wisłą przysuwały się chyba do rzeki. Z pewnością szańce nr 1-2 budowali i obsadzali Bergijczycy, których pierwotne pozycje znajdowały się na wschód od Parska. Jednak podczas starcia z 15 czerwca leżących nieopodal szańców nr 3 i 4 bronili też Würzburczycy, choć początkowo stacjonowali w miejscu, gdzie usypano potem szańce nr 5-7. Być może ostatni z nich przejęli Polacy; na ich odcinku znalazły się szańce nr 8-14, choć te, leżące niedaleko Kuntersztynu, zapewne nr 13 i 14 wyznaczono również obsadzającym miasto Grudziądz, a więc w zasadzie "bezrobotnym" heskim fizylierom. W ten sposób twierdz grudziądzka została opasana niezbyt gęstym, ale kompletnym pierścieniem szańców, rozpoczynającym się przy brzegu Wisły i urywającym się dopiero na wysokości dzieła rogowego. Nie było potrzeby budowania dzieł dalej na południe, gdyż w rękach heskich znajdowały się - leżące bardzo blisko dzieła rogowego - brzeg Trynki i miasto Grudziądz. Dzięki temu było więc możliwe rozpoczęcie przygotowań do kopania aproszy, a w perspektywie - do otwarcia I paraleli, która zgodnie z kanonami sztuki oblężniczej powinna się znajdować w odległości ok. 600 kroków od dzieł twierdzy. Oznaczało to zarazem poważne niebezpieczeństwo dla obrońcy Grudziądza: baron de Courbière zdawał sobie sprawę, że jego podkomendni w przeważającej liczbie reprezentują zbyt niską wartość bojową, by odeprzeć bezpośredni szturm. Pruski generał widział swą szansę w możliwie jak najdłuższym zatrzymaniu przeciwnika na przedpolu, gdzie walkę można było toczyć przy użyciu jedynie pewnej części garnizonu. Sytuacja ta wystąpiła najwcześniej przed północnym odcinkiem linii obronnej twierdzy, tam bowiem oblegający pracowali najintensywniej. W nocy z 12 na 13 czerwca Bergijczycy wyprowadzili z szańca nr 1 transzeję (wg określenia Höpfnera "swego rodzaju paralelę"), którą następnie przedłużyli do Wisły tak, że obejmowała front bastionów IV-V. Zarazem rozpoczęto sypanie wspomnianych już szańców nr 3 i 4 uzupełniających podstawę ataku na północną część twierdzy. Ponieważ mimo niewielkiej odległości (ok. 700-800 kroków) ogień artylerii fortecznej był nieskuteczny, Courbière zdecydował się na wypad. O 1 00 w nocy z 15 na 16 czerwca wyszedł z twierdzy ppłk Borell du Vernay prowadząc 300 piechurów (fizylierów?) i 250 robotników, nie licząc huzarów i jegrów ubezpieczających kolumnę. Mimo początkowego sukcesu - jegrzy dotarli do szańców nr 3 i 4 - musiał się wkrótce wycofać ze stratą oficera i 30 zabitych i rannych oraz 26 zaginionych - po części dezerterów. Jak się wydaje, mimo zaangażowania w starcie kilkuset ludzi po obu stronach, w bezpośredniej walce wzięła udział jedynie niewielka ich część. Potwierdza to fakt, że zniszczenia zanotowane w szańcach były nieznaczne: usunięto je w ciągu jednego dnia70. Spośród oblegających w boju wyróżnił się I batalion würzburski ppłk. Moser v. Filsecka (stracił 4 zabitych i 8 rannych), elementy pułku bergijskiego i polskiego 2 pułku piechoty. Staszewski widzi tu też oddziały heskie, jest to pomyłka wynikająca chyba z faktu, że obsadzały one ten odcinek w maju. Brak bowiem żadnych informacji, by Hesi wzięli udział w tych walkach, ani by objęła ich przeprowadzona dwa dni później (prawdopodobnie w związku z tym starciem) wymiana po 24 jeńców z obu stron71. Fatalny przebieg akcji, a ściślej - postawa wydzielonych do niej żołnierzy, skłoniła pruskiego gubernatora do wstrzymania, być może nawet rezygnacji z prowadzenia aktywnej obrony. Mogąc liczyć nawet na swe najlepsze jednostki tylko w ograniczonym stopniu Courbière zaprzestał organizowania wypadów, poprzestając na zmasowanym ogniu artyleryjskim. W efekcie aż do ostatnich dni czerwca obyło się pod Grudziądzem bez spektakularnych wydarzeń: Prusacy ostrzeliwali pracującego na przedpolu przeciwnika, ten odpowiadał im ze stopniowo uzbrajanych szańców i budowanych nowych baterii. W toczonej walce artyleryjskiej dzieła te były głównym celem Prusaków, odciążając w ten sposób transzeje, zresztą zniszczenia tam czynione były bardzo małe i usuwano je na bieżąco. Dzięki temu oddziały napoleońskie mozolnie, acz systematycznie kopiąc aprosze zbliżały się stopniowo na odległość pozwalającą otworzyć paralelę. Chwila ta nastąpiła w nocy z 27 na 28 czerwca, gdy otwarta została I paralela przed północno-wschodnim wałem twierdzy na wysokości bastionu IV i oskrzydlających go rawelinów. Odległość od tych dzieł wynosiła (w zależności od miejsca) 550-700 kroków. Jej prawe skrzydło dołączono do transzei biegnącej z szańca nr 1, lewe wyprowadzono w kierunku Nowej Wsi. Prace te prowadzili głównie Würzburczycy72. Tej samej nocy została również otwarta paralela przeciw południowej części pruskich fortyfikacji, konkretnie dziełu rogowemu. Ponieważ był to "heski" odcinek linii oblężniczej, pracami dowodzić miał osobiście gen. v. Schäffer, osłoną i równocześnie rezerwą - mjr Damm; obaj mający razem 700 żołnierzy ze wszystkich batalionów. Ok. 22 00 27 czerwca 200 fizylierów (100 z batalionu brygady następcy tronu, po 50 z pozostałych batalionów) zajęło stanowiska w odległości ok. 600 kroków od dzieła rogowego i zaczęło kopać transzeje; po 12 godzinach zmieniło ich 200 muszkieterów gwardii przybocznej. Dzięki zachowaniu ciszy Prusacy zauważyli prace dopiero o świcie: ostrzał artyleryjski spowodował stratę jedynie 1 zabitego i 3 rannych73. Choć przez następne dwa dni artyleria pruska strzelała bez przerwy, oblegający prowadzili prace w obu paralelach. Z ich skrzydeł kopano rowy komunikacyjne w kierunku doliny Trynki (od południa) i Nowej Wsi (od północy). Prawdopodobnie celem było założenie tam baterii artyleryjskich do ostrzeliwania atakowanych odcinków fortyfikacji twierdzy. Jednak Rouyerowi nie dane było nadać oblężeniu Grudziądza zamierzonego rozmachu: 30 czerwca ok. 6 00 rano dotarli kurierzy z wieścią o zawarciu zawieszenia broni. Krótkotrwały okres faktycznego oblężenia był czasem największego wysiłku korpusu oblężniczego i przyniósł mu (obok odwrotu Hesów w końcu stycznia) największe straty: 4 bataliony heskie (brak danych o fizylierach z brygady następcy tronu) doliczyły się 9 zabitych, 34 rannych i 1 zaginionego. Dla porównania pułk würzburski miał 11 zabitych, 1 zaginionego i 31 rannych (w tym oficera), straty obecnych pod Grudziądzem od końca kwietnia Polaków były niewiele większe. W odniesieniu do Hesów nie sposób ustalić pełnych strat z okresu całego oblężenia, w dużej mierze dlatego, że aż cztery bataliony w międzyczasie skierowano do innych zadań. W tekście podano ubytki krwawe, nieznana jest natomiast liczba zmarłych w wyniku chorób, a była to plaga bardzo dokuczliwa: w marcu i kwietniu w niektórych batalionach chorowało ponad 20% żołnierzy. Co gorsza: po zawarciu pokoju w Tylży jednostki heskie skierowano 17 lipca na Pomorze Szwedzkie, gdzie kilka miesięcy pełniły służbę, zmagając się głównie z tyfusem74. Historie pułkowe podają zazwyczaj straty z przebiegu całej kampanii, ustalenie ich wysokości jedynie spod Grudziądza wymaga kwerendy daleko głębszej, niż sprawdzenie opracowań. Zaobserwować można pewne prawidłowości. Z pewnością niemal wszystkie straty krwawe przypadały na walk o twierdzę grudziądzką, natomiast większość zmarłych z chorób to ofiary pobytu pod Stralsundem i na Rugii - gdzie warunki były jeszcze gorsze, niż pod Grudziądzem. Strat w wyniku chorób było zdecydowanie więcej niż z rąk nieprzyjaciela: o ile w walce zginął oficer i 48 żołnierzy, a 9 oficerów i 132 żołnierzy było rannych, to "trudy wojenne" pochłonęły aż 5 oficerów i 356 żołnierzy. Uwolnionych jeńców zapewne nie liczono, uderza jednak brak zaginionych i/lub dezerterów. Potwierdza to Keim, podając straty brygady następcy tronu: zabity oficer i 11 żołnierzy, ranni 2 oficerowie i 23 żołnierzy, oficer i 15 żołnierzy wziętych do niewoli. Pod Stralsundem zginął jeden (!) żołnierz, dla porównania: z chorób zmarło 113 żołnierzy75. Grudziądz obronił się; biorąc pod uwagę powyższy opis działań zbrojnych pod twierdzą jest jasne, że nie mogło się stać inaczej. Courbiére odrzucił wszystkie wezwania do kapitulacji, jego determinacja przyniosła mu zwycięstwo, sławę wojenną i awans na feldmarszałka. Fakt, że działania zbrojne miały charakter symboliczny, a obie strony nie tyle walczyły, ile trwały na stanowiskach zasług tych nie zmniejsza, pokazuje jednak właściwe proporcje sukcesu pruskiego. Okupiono go stratą 2542 ludzi: 25 (w tym 2 oficerów) zabitych, 735 zmarłych, 141 jeńców i zaginionych, 23 skazanych przez sąd wojskowy, 791 dymisjonowanych, 827 dezerterów - przy czym stan odnosi się do miesiąca września, tj. okresu, gdy wojska napoleońskie (konkretnie saskie) przywróciły 21 sierpnia blokadę twierdzy. Miało to miejsce już po pokoju w Tylży i w intencji Napoleona, winno zmusić Prusy do szybszej realizacji postanowień pokojowych. Wówczas to, po zbiorowej dezercji 2 września, Courbière zwolnił wszystkich mieszkańców nowo utworzonego Księstwa Warszawskiego oraz niekantonistów, którym kończyła się służba76. W wojnie 1807 r. Grudziądz nie posiadał niemal żadnego znaczenia strategicznego, jego zdobycie było dla Napoleona zbędnym luksusem, na który aż do momentu upadku Gdańska ani nie mógł, ani nie chciał sobie pozwolić. Wskutek tego do końca maja nie zrobiono niemal nic by go zdobyć lub choć wziąć głodem; powstałych w ten sposób opóźnień tych nie udało się już nadrobić. Faktyczne oblężenie nie trwało nawet miesiąca, w tym czasie oddziały Victora i Rouyera usypały i uzbroiły linię szańców oraz otwarły I paralelę. Tempo nie było więc szczególnie szybkie, biorąc pod uwagę szerokość frontu i brak aktywnych działań załogi na przedpolu; oddziały sojusznicze, także heskie nie wykazywały przy tym takiej determinacji, jak francuskie. Mimo to postawę kontyngentu heskiego ocenić należy wysoko. Przez długi czas prowadził on w miarę bezpieczną blokadę niezdolnego do działań ofensywnych garnizonu Grudziądza, nie próbując zbliżyć się do twierdzy, ale z braku sprzętu oblężniczego i artyleryjskiego i tak nie miało to sensu. Bezczynność Hesów była wymuszona ich słabością i niemal zupełnym brakiem środków do podjęcia regularnego oblężenia, jednak samą swą obecnością od Grudziądzem neutralizowali oni twierdzę, co stanowiło przecież ich główne zadanie. Zwraca też uwagę fakt, że starcia na przedpolu kończyły się ich sukcesem; wyjątkiem jest podjęty bez uzasadnienia wojskowego bój o Nową Wieś. Oceniając więc dobrze postawę kontyngentu heskiego pod Grudziądzem podkreślić należy, iż spełniał on tę misję samodzielnie, bez wsparcia jednostek francuskich, a przez długi czas - także sojuszniczych. Powierzenie mu takiego zadania świadczy o dobrej lub chociaż nie najgorszej opinii, jaką Hesi cieszyli się w sztabie generalnym Wielkiej Armii. Równie samodzielne zadania cesarz stawiał wszak najlepszym oddziałom związkowym: Bawarczykom i Wirtemberczykom na Śląsku. Na zakończenie warto zastanowić się nad tym, jakie znaczenie miała kampania 1807 r., a zwłaszcza jej pomorski fragment, dla dalszego rozwoju armii heskiej. Było to dla niej pierwsze doświadczenie w służbie napoleońskiej, swoisty poligon doświadczalny przed kolejnymi, dużo trudniejszymi kampaniami. Dopiero wtedy procentowały doświadczenia zdobyte pod Grudziądzem. Nie sposób przecież porównać ich z udziałem w walkach na głównych frontach, np. nad Dunajem w 1809 r. czy w odwrocie z Moskwy w roku 1812, w walnych bitwach, wreszcie w manewrach pod bezpośrednim dowództwem cesarza. Osobną kwestią jest wpływ tych doświadczeń na przemiany organizacyjne armii heskiej na początku XIX w. Kampania 1807 r. otworzyła krótki okres ścisłego współdziałania z armią francuską, a zatem i wprowadzania w miejsce wojskowości fryderycjańskiej - nowości zastosowanych przez armię rewolucyjną, potem napoleońską. Przeprowadzane zmiany miały początkowo charakter głównie zewnętrzny, powierzchowny, jak mające miejsce tuż przed wybuchem wojny francusko-pruskiej słynne obcięcie harcapów, porzucanie szpontonów przez podoficerów itp. Dopiero później przychodził czas na wprowadzenie nowej organizacji i taktyki, a więc na to, co decydowało o sukcesach Francuzów. W Hesji dogłębne i mające faktyczne znaczenie zmiany przeprowadzano od 1808 r. Zaniechano wówczas stosowania dawnego regulaminu wprowadzając poprawki wzorowane na Francji, ale główną tego przyczyną była raczej konieczność zastosowania rozwiązań francuskich na szczeblu pułku i batalionu tak, aby kontyngent wysłany do Hiszpanii mógł tam działać samodzielnie.

     Także odnośnie kształtowania korpusu oficerskiego trudno uznać doświadczenia zdobyte pod Grudziądzem, za przełomowe. Z pewnością ważne i przydatne okazały się pod względem organizacyjnym, jeśli idzie o doświadczenia bojowe, było ich w 1807 r. stosunkowo mało, raczej bardziej liczyły się te zdobywane na innych teatrach działań wojennych, których w dość specyficznej armii heskiej nie brakowało77. A przecież były i inne czynniki, jak choćby koligacje rodzinne, pełnienie funkcji cywilnych itp. W kampanii pomorskiej wzięła udział niemal całość wojsk heskich, zatem i gros korpusu oficerskiego. Może więc ona być swoistym probierzem dla stanu kadry dowódczej i samej armii, zwłaszcza w kontekście jej rozbudowy w latach 1813-1815. Spośród 14 oficerów sztabowych, którzy w kampanii 1807 r. kierowali pracą sztabu dywizji (1 oficer) lub dowodzili jednostką na szczeblu batalionu (11 oficerów - wliczając 2 dowódców prowizorycznych batalionów strzelców) bądź szwadronu (2 oficerów) aż 5 osiągnęło w armii heskiej stopień generalski. W trakcie reorganizacji i rozbudowy armii w 1813 roku otrzymali go: Dalwigk, Follenius, Gall i Hopfenblatt, a dwa lata później Schonberg78. A przecież brakuje tu choćby bodaj najbardziej predestynowanego do tego szefa sztabu mjr v. Bechtolda, który poległ pod Wagram. Charakterystyczne, że wśród nich znajdują się wszyscy dowódcy batalionów fizylierskich, jest to jeszcze jedno potwierdzenie roli, jaką odgrywali oficerowie tych jednostek.

 

     Jakie były rzeczywiście proporcje, najlepiej obrazuje fakt, iż w momencie rozpoczęcia Befreiungskriege wszyscy awansowani oficerowie byli jedynymi, jacy pozostawali w służbie czynnej79.

PRZYPISY:

[1] R. Bergel, Oblężenie twierdzy grudziądzkiej w r. 1807, Grudziądz 1922.

 

[2] J. Staszewski: Wojsko polskie na Pomorzu w roku 1807, Warszawa 1959 wykorzystał prace A. Keima (w nawiasach nazwy wg stanu w 1807 r.): Geschichte des 4. Grossherzoglich Hessischen Infanterie-Regiments ("Prinz Karl") Nr 118 und seiner Stämme 1699-1878, Berlin 1879 (brygada następcy tronu) oraz Geschichte des Infanterie-Regiments "Grossherzogin" (3. Grossherzogliches Hessisches) Nr 117 und seiner Stämme 1677-1902, Berlin 1902 (gwardia przyboczna). Pozostałe monografie: C. C. Röder v. Diersburg, F. Beck: Geschichte des 1. Grossherzoglich Hessischen Infanterie-(Leibgarde) Regiments Nr 115 1621-1899, Berlin 1899 (gwardia); W. Bigge: Geschichte des Infanterie-Regiments "Kaiser Wilhelm" (2. Grossherzoglich Hessischen) Nr 116, Berlin 1903 (fizylierzy gwardii i gwardii przybocznej); K. Zimmermann: Geschichte des 1. Grossherzoglich Hessischen Dragoner-Regiments (Garde-Dragoner-Regiments) Nr 23, Darmstadt 1878 (szwoleżerowie).

 

[3] M. Kukiel, Dzieje oręża polskiego w epoce napoleońskiej, Poznań 1996; J. Nadzieja, Generał Józef Zajączek 1752-1826, Warszawa 1979; M. Bielski, W. Rezler, Bitwy na Pomorzu. Szkice z dziejów militarnych Pomorza Nadwiślańskiego (1109-1945), Gdańsk 1993; G. Zych, Rok 1807, Warszawa 1957.

 

[4] J. Krzyś, Udział Polaków w walkach pod Grudziądzem w 1807 roku, "Rocznik Grudziądzki", t. XI, 1992 oraz Militarne dzieje Grudziądza, Grudziądz 2002

 

[5] Są to publikacje stosunkowo nowe - odpowiednio z 1995 i 2001 r.; odzwierciedlają więc aktualny stan badań.

 

[6] S. Herbst, przedmowa wydawcy w: Staszewski: jak wyżej, s. 7-8; J. R. Godlewski, W. Odyniec: Pomorze Gdańskie. Koncepcje obrony i militarnego wykorzystania od wieku XIII do roku 1939, Warszawa 1982, s. 168-171 (ocena koncepcji pruskich); Kurs historii wojen. Wojny napoleońskie z atlasem, Warszawa 1921, s. 79-80.

 

[7] Kurs historii..., s. 83; A. Kociszewski: Mazowsze w epoce napoleońskiej, Ciechanów 1976, s. 63-66, 72-74; analiza przeprawy przez Wisłę L. A. Sułek: Strategiczne znaczenie Wisły w wojnach napoleońskich [w:] Wisła w dziejach Polski, Warszawa 1992, t. 2, s. 136-143; Staszewski, jak wyżej, s. 62-66.

 

[8] J. P. Foucart: Campagne de Pologne. Novembre-décembre 1806 - janvier 1807 (Pultusk et Golymin) d'apres les Archives de la Guerre..., vol. II, Paris 1882, s. 76-78 - Berthier do Bernadotte'a, 1 I 1807. O granicach pomorskiego TDW patrz też: P. Drzymała: Napoleoński plan opanowania Pomorza, styczeń - luty 1807, w: Biblioteka Poznańskiego Humanistycznego Towarzystwa Naukowego, t. II, Poznań 2003, s. 41-43.

 

[9] Stan fortyfikacji Grudziądza oraz przebieg przygotowań za: J. Stankiewicz: Twierdza Grudziądzka, "Rocznik Grudziądzki", t. V/VI, 1970; E. v. Höpfner: Der Krieg von 1806 und 1807, Berlin 1850-1855, Bd. 4, s. 717-719; P. Fischer: Feste Graudenz unter Gouverneur de Courbière. Geschichte der Blokade und Belagerung mit Vorgeschichte von 1806, Graudenz 1907; X. Froelich: Geschichte des Graudenzer Kreises, Bd. 1, Danzig 1884, s. 152-157 (zawiera m. in. wytyczne Fryderyka II dla budowniczego twierdzy inżyniera P. v. Göntzenbacha); Krzyś, Militarne dzieje...; s. 109-112.

 

[10] Staszewski, jak wyżej, s. 57-58; por. wyciąg (?) z raportu mjr. v. Bechtolda dla Ludwika I pod tytułem "Mèmoire sur le forteresse de Graudenz" cytowany przez E. Jägera, Festungskartographie in Graudenz 1807. Vermessungsarbeiten hessischen Belagerer und preussischen Verteidiger [w:] Z dziejów kartografii, t. V: Kartografia forteczna, Toruń 1992, s. 80-82

 

[11] Podawane liczby: 191 - Höpfner, jak wyżej, Bd. 4, s. 718; 205 - Fischer, jak wyżej, s. 21; 210 - [Micke, Die Festung Graudenz, Berlin 1877, s. 174] aneks nr 12 w: Krzyś, Militarne dzieje..., s. 284. Prochu było 7800 c.

 

[12] Cyt. za: Fischer, jak wyżej, s. 19.

 

[13] Berthier do Bernadotte'a, 1 I 1807 [w:] Foucart, jak wyżej, vol. II, s. 76.

 

[14] Berthier do Bernadotte'a, 4 I 1807 [w:] ibid., s. 137-138.

 

[15] Correspondance..., t. 14, nr 11680 - Napoleon do Berthiera, 23 I 1807; Źródła wojskowe..., nr 98 - Berthier do Dąbrowskiego, 23 I 1807. Następne zmiany dotyczyły grupy szczecińskiej, Drzymała, jak wyżej s. 51-52.

 

[16] Correspondance de Napoléon Ier, publiée par l'ordre de l'Empereur Napoléon III, Paris 1858-1870, t. 14, nr 11633 - Napoleon do Berthiera, 15 I 1807; Źródła wojskowe do dziejów Pomorza w czasach Księstwa Warszawskiego, cz. I : Zajęcie Pomorza 1806/1807 r., wyd. J. Staszewski, "Fontes", t. 26, Toruń 1933, nr  36 - Berthier do Dąbrowskiego, 3 I 1807.

 

[17] Correspondance..., t. 14, nr 11632 - biuletyn nr 14, 14 I 1807.

 

[18] Höpfner, jak wyżej, Bd. 1, s. 204-207; Kurs historii..., s. 64; Correspondance..., t. 13, nr 10786 i 10818 - Napoleon do Berthiera, 13 i 19 IX 1807, dyspozycje dot. wojsk badeńskich i heskich, dublowane w innych dokumentach. Zawiadomienia o wybuchu wojny: ibid., nr 10850 - 21 IX 1807.

 

[19] Röder v. Diersburg, Beck, jak wyżej, s. 120; Correspondance..., t. 13, nr 11174 - Napoleon do gen. Lagrange'a, 5 XI 1806, rozkaz mówiący o broni dla 2 tys. Hesów.

 

[20] Nassauski mjr Meder w liście do płka C. v. Schaeffera z 30 X 1806 (Korrespondenz des Herzogs Friedrich August zu Nassau mit dem Kommandanten der nassauischen Truppen Oberstbrigadier Freiherrn von Schaeffer während des Feldzuges 1806/07 gegen Preussen, hrsg. v. R. Kolb, "Annalen des Vereins für Nassauische Altertumskunde und Geschichtforschung", Bd. 34, Wiesbaden 1905, s. 217), powołując się na heskich dowódców mówi o kilkuset (mehrere hundert) dezerterach.

 

[21] Bigge, jak wyżej, s. 78-95.

 

[22] Georg Ludwig baron. v. Werner (6 XII 1754 - 14 V 1808) - ur. w Darmstadt, w służbie od 10 V 1770 jako por., 1785 rotm., 1790 mjr, 6 IV 1790 z gwardii przybocznej do pułku szwoleżerów, 1792 ppłk, 1793 płk, odbył kampanie 1793-1795: ranny i wzięty do niewoli od Boxtel 1794; 1796 gen. mjr, 18 VIII 1803 gub. Darmstadt. Por.: Zimmermann, jak wyżej, s. 8 (biogram), 94.

 

[23] Friedrich v. Nagel zu Ittlingen (20 III 1746  - 2 VI 1831) - ur. w Bißes, ze służby w Hesji Elektorskiej w 1790 r. jako kpt. (z patentem od 6 VII 1786) do batalionu piechoty lekkiej, 9 V 1793 mjr, 31 V 1794 jako ppłk do pułku Langraf, gdzie 4 VII 1794 dca I bat., 16 VII 1796 płk, 1 VI 1803 dca brygady gwardii przybocznej. Por.: Bigge, jak wyżej, s. 637; Keim, Geschichte des... Regiments... Nr 117..., biogram 289, ale inne dane w tekście; B. P. Schröder: Die Generalität der deutschen Mittelstaaten 1815-1870, Bd.1-2, Osnabrück 1984, nr HD-52.

 

[24]Georg Johann v. Schäffer (od 1813 Schäffer baron v. Bernstein) (31 V 1757 - 7 IX 1838) - ur. w Rothenburg, w wojsku od 1775; 1778 jako ppor. w oddziałach heskich na służbie brytyjskiej w Ameryce, 21 III 1780 por., przez długi czas adiutant korpusu jegrów; 11 III 1787 szt.-kpt.; w poł. 1790 do nowo tworzonego lekkiego batalionu v. Wrede jako kpt.; od V 1793 mjr w korpusie jegrów. Kampanie 1793-1794: Palatynat i Niderlandy (ranny pod Landau, Mainz, organizował kordon nad rz. Lys, Boxtel); 22 I 1796 dca batalionu i 12 VII - płk, 1796-1797 w korpusie subsydialnym w Trieście; 1802 zajął Westfalię: dca wojsk w Westfalii, a 31 V 1803 dca BP Erbprinz. Por. Keim, Geschichte des... Regiments... Nr 118, s. 473-477.

 

[25] W 1803 r. nastąpiła zmiana organizacji heskiej piechoty: utworzono brygady polowe, złożone z dwóch batalionów liniowych (w praktyce z dawnego pułku liniowego) oraz batalionu lekkiego (fizylierów). Nazwa brygady odpowiadała nazwie pułku. Mimo że oficjalnie zachowany został szczebel pułku, w praktyce wszystkie jego funkcje przejęło dowództwo i sztab brygady. Nazewnictwo i numeracja batalionów fizylierskich były odrębne. W praktyce wszystkie określano jako "batalion (liniowy, fizylierski)... z brygady ...". Ponieważ określenia: leib- (przyboczny), garde (gwardia) i leib-garde (gwardia przyboczna) powoduje problemy w tłumaczeniu, podano także wersje spotykane w dotychczasowej historiografii w języku francuskim i polskim.

 

[26] Stan jednostek na podstawie ich historii pułkowych, zwłaszcza w przypadku różnic. Ogólnie: C. Sauzey: Les Allemands sous les aigles française, Baden-Baden 1953, s. 20; Zimmermann, jak wyżej, s. 98-100. Dane Keima (Geschichte des... Regiments... Nr 117..., s. 174) muszą dotyczyć całej brygady gwardii przybocznej - por. Sauzay i Zimmermann. Stan artylerii i trenu za Sauzay`em, Zimmermann mówi o 2 oficerach i 12 żołnierzach - czyżby bez trenu? Wg Geschichtliche Darstellung der Entwickelung der Militair Verfassung der Hessen-Darmstadtischen Truppen... Nebst den Feldzügen welchen dieselben von 1792 bis 1815 beigewohnt haben, Darmstadt 1840, s. 30 oddziały Galla i Wernera miały razem 3066 ludzi.

 

[27] Keim, Geschichte des... Regiments... Nr 118, s. 109-111; Sauzey, jak wyżej, s. 21.

 

[28] Źródła wojskowe..., nr 31 - Kosiński do Dąbrowskiego, 26 XII 1806.

 

[29] Bigge, jak wyżej, s. 85-86; Zimmermann, jak wyżej, s. 104-107.

 

[30] Zimmermann, jak wyżej, s. 108.

 

[31] Bernadotte do Berthiera, 15 I 1807 i Ney do Berthiera, 18 I 1807 [w:] Foucart, jak wyżej, vol. II, s. 251, 272.

 

[32] Wg Höpfnera, jak wyżej, Bd. 4, s. 721 Hesi zostali odrzuceni tracąc 2 żołnierzy.

 

[33] Bigge, jak wyżej, s. 88-89; Röder v. Diersburg, Beck, jak wyżej, s. 126.

 

[34] Keim, Geschichte des... Regiments... Nr 118..., s. 113-114; Zimmermann, jak wyżej, s. 110; Höpfner, jak wyżej, Bd. 4, s. 721 mówi o 1 oficerze i 4 żołnierzach wziętych do niewoli.

 

[35] O innym rodzaju "aktywności" meldował Dąbrowskiemu płk Dziewanowski 25 I: "O Grudziądzu mówią mi, że tam Hessy wyszli i wczoraj cztery godziny rabowali" (Źródła wojskowe..., nr 98). Ta tak dokuczliwa dla ludności cywilnej sprawa aprowizacji wojska rzadko znajduje odpowiednie naświetlenie w źródłach.

 

[36] [A. L. Fr. v. Ledebur]: Erlebnisse aus den Kriegsjahren 1806 und 1807. Ein Zeit- und Lebensbild zusammengestellt aus hinterlassenen Papieren eines Generals der Cavallerie a. D..., Berlin 1855, s. 334-341.

 

[37] Zimmermann, jak wyżej, s. 112.

 

[38] [Ledebur], jak wyżej, s. 343.

 

[39] Jako przykład niech posłuży fakt, że 4-osobowa pikieta na drodze kwidzyńskiej urosła w oczach Ledebura (tamże, s. 336, 347) do ponad 20 ludzi; Röder v. Diersburg, Beck, jak wyżej, s. 127-128; Höpfner, jak wyżej, Bd. 3, s. 188 oblicza ilość jeńców na 32. Z dwóch wziętych do niewoli oficerów, ks. Wittgenstein został zwolniony "na słowo", natomiast Rosenberg w wyniku wymiany jeńców powrócił do batalionu 12 kwietnia.

 

[40] Keim, Geschichte des... Regiments... Nr 117..., s. 177. Höpfner, jak wyżej, Bd. 4, s. 723 mówi o 82 jeńcach.

 

[41] Cyt. za: Fischer, jak wyżej, s. 27; Höpfner, jak wyżej, Bd. 4, s. 724.

 

[42] Źródła wojskowe..., nr 98 - Axamitowski do gen. Dąbrowskiego, 5 II 1807; Staszewski, jak wyżej, s. 92; Zimmermann, jak wyżej, s. 114.

 

[43] Źródła wojskowe..., nr 242 - Rozkaz do marszu, 7 II 1807 i nr 262 - Dąbrowski do Wasilewskiego, 9 II 1807.

 

[44] Raport rtm. v. Münchingena z 8 II 1807 [w:] Zimmermann, jak wyżej, s. 115-116.

 

[45] Sauzey, jak wyżej, s. 45, przyp. 52; Zimmermann, jak wyżej, s. 117-119.

 

[46] Rozkaz dzienny, 4 III 1807 [w:] Badischen Militär-Almanach, Jg. 10, Karlsruhe 1863, s. 134-136.

 

[47] Correspondance..., t. 14, nr 11680 i 11681 - Napoleon do Berthiera, 23 I 1807. Por. też wypisy z raportów Lefebvre'a z Archiwum Wojny w Paryżu, sygn. AhG C2 36-38 [w:] Biblioteka PAU, Teki Staszewskiego, t. 48.

 

[48] Correspondance..., t. 14, nr 11909 - Napoleon do Berthiera, 1 III 1807.

 

[49] Correspondance..., t. 14, nr 12140 - Napoleon do Lefebvre'a, 21 III 1807.

 

[50] Gottlieb Siegmund Moritz baron v. Stosch und Siegroth (17 XI 1746 - 1820) - ur. w Pontwitz, 15 IX 1790 kpt. (patent z 17 IX 1781) w batalionie piechoty lekkiej, 22 III 1793 mjr, 31 V 1794 ppłk i dca; 15 VII 1796 płk, 1 VI 1803 wraz z batalionem przeszedł do brygady gwardii przybocznej, 16 VII 1805 gen. mjr i dca brygady. Por.: Bigge, jak wyżej, s. 643; Röder v. Diersburg, Beck, jak wyżej, s. 551, Schröder, jak wyżej,  nr HD-71.

 

[51] Źródła wojskowe..., nr 308 - Dąbrowski do Poniatowskiego, 15 II 1807.

 

[52] Stosch do Rouyera, 11 II 1807 [w:] Biblioteka PAU, Teki Staszewskiego, t. 48, k. 111 (odpis z Archiwum Wojny w Paryżu AhG C2 38): "W nocy między 4 a 5 rano po raz drugi rozpoczęto blokadę Grudziądza. Nieprzyjaciel (...) strzelał silnie, ale to nie przeraziło tyralierów. Szli naprzód, rzucili się w wodę i potem poszli na bagnety. Dzięki żywej akcji oficerów ze sztabu zajęto Przedmieście Toruńskie. Batalion lekki przeszedł Trynkę i atakował Przedmieście Kwidzyńskie. Mimo głębokości rzeki sforsował ją. (...) Wojsko tego dnia okryło się odwagą." Niestety odpis jest niedokładny: Stosch określony jest jako gen. bryg. (!) wojsk badeńskich (?!?).

 

[53] Por. Schulz, F. W., Erinnerungen eines Preussischen Soldaten aus der Zeit von 1800-1809, einschliesslich der Vertheidigung von Graudenz 1806-1807, w: "Beihefte zum Militär-Wochenblatt", Nr 2, 1886, s. 63; Bigge,jak wyżej, s. 92; Röder v. Diersburg, Beck, jak wyżej, s. 129-130; Keim, Geschichte des... Regiments... Nr 117..., s. 178.

 

[54] O szczegółach przekazania blokady Hesom donosił Zajączek Berthierowi 1 III 1807 (odpis z Archiwum Wojny w Paryżu, sygn. AhG C2 40 [w:] Biblioteka PAU, Teki Staszewskiego, t. 84, k. 7).

 

[55] Ibid., t. 14, nr 11958 - Napoleon do Zajączka, 6 III 1807 i t. 15, nr 12392 - Napoleon do Berthiera, 16 IV 1807; raport Falkowskiego do Napoleona, 16 III 1807, w: O cześć imienia polskiego. Opowiadania i materiały historyczne, zebrał A. M. Skałkowski, Lwów 1908, s. 355, przyp. 1.

 

[56] Zimmermann, jak wyżej, s. 120. Zbliżoną dyslokację na dzień 22 III podaje Höpfner, jak wyżej, Bd. 4, s. 733.

 

[57] Zajączek do Berthiera, 1 III 1807, w: O cześć imienia..., s. 345; list Eckhardta z 25 III 1807, w: Fischer, jak wyżej, s. 36.

 

[58] O dezercji patrz: Schulz, jak wyżej, s. 67-68.

 

[59] Höpfner, jak wyżej, Bd. 4, s. 732.

 

[60] Cyt. za: Fischer, jak wyżej, s. 36.

 

[61] Röder v. Diersburg i Beck, jak wyżej, s. 132 podają tylko łączne straty, które wyniosły 2 zabitych, 31 rannych (w tym 2 oficerów) i 3 zaginionych. Tak samo Sauzey, jak wyżej, s. 45. Liczby te nie zgadzają się z danymi Keima, Geschichte des... Regiments... Nr 117..., s. 179 oraz Geschichte des... Regiments... Nr 118..., s. 118. Dla porównania: Schulz, jak wyżej, s. 68 ocenił straty heskie na 150 ludzi! Straty pruskie: Fischer, jak wyżej, s. 36.

 

[62] Niestety strona polska nie wykazała dość determinacji i nie zmobilizowała dodatkowych sił, aby blokadę Grudziądza przekształcić w oblężenie; wtedy zapewne zdobycz przypadłaby Księstwu Warszawskiemu.

 

[63] Höpfner, jak wyżej, Bd. 4, s. 725 i n.; Fischer, jak wyżej, s. 31-32, 39; Bigge, jak wyżej, s. 93.

 

[64] Röder v. Diersburg, Beck, jak wyżej, s. 133.

 

[65] Keim, Geschichte des... Regiments... Nr 117..., s. 179; Höpfner, jak wyżej, Bd. 4, s. 734.

 

[66] Correspondance..., t. 15, nr 12392 - Napoleon do Berthiera, 16 IV 1807; Röder v. Diersburg, Beck, jak wyżej, s. 134-136. Zwracając uwagę na działania pod Grudziądzem Napoleon nagrodził 2 maja Legią Honorową sierż. Mohra z batalionu fizylierów gwardii, który wziął do niewoli podczas patrolu w dniu 14 IV 1807 pruskiego żołnierza. Bigge, jak wyżej, s. 93, Sauzey, jak wyżej, s. 45. Ponadto w trakcie kampanii 1809 r. Napoleon osobiście odznaczył por. Lyncknera i szer. Seipela z gwardii "za męstwo okazane pod Grudziądzem" (tamże, s.142).

 

[67] Staszewski, jak wyżej,s. 239; Keim, Geschichte des... Regiments... Nr 118..., s. 120.

 

[68] Six G., Dictionnaire des généraux et amiraux de la Révolution et de l'Empire (1792-1814), Paris 1934, t. 2, s. 462; por. też biogramy pozostałych generałów: Desenfantsa, Dufoura i Boivina.

 

[69] Höpfner, jak wyżej, Bd. 4, s. 738 oraz plan VIII.

 

[70] Tamże, s. 741. Inne dane podaje Fischer, jak wyżej, s. 44; F. Grosch, E. Hagen, A. Schenk: Geschichte des 12. Infanterie-Regiments "Prinz Arnulf" und seiner Stammabteilungen, München 1904, s. 212.

 

[71] Staszewski, jak wyżej,s. 242; Schulz, jak wyżej, s. 71 mówi o jeńcach głównie (meist) bergijskich.

 

[72] Höpfner, jak wyżej, Bd. 4, s. 743; Grosch, Hagen, Schenk, jak wyżej, s. 212-213.

 

[73] Keim, Geschichte des... Regiments... Nr 118..., s. 188; więcej informacji podaje Bigge, jak wyżej, s. 94.

 

[74] Correspondance..., t. 15, nr 12874 - Napoleon do Berthiera, 7 VII 1807; Höpfner, jak wyżej, Bd. 4, s. 744; Keim, Geschichte des... Regiments... Nr 118..., s. 122; Bigge, jak wyżej, s. 96.

 

[75] L. Kattrein: Mit Gott für Ehre, Fürst und Vaterland! Ein Jahrhundert deutscher Truppengeschichte, dargestellt an derjenigen des grossherzoglich hessischen Kontingents 1806-1906, Darmstadt 1907, s. 8; Keim, Geschichte des... Regiments... Nr 118..., s. 122. Spośród pięciu oficerów dwaj zmarli w 1806 w Niemczech, jeden na Rugii, a ppor. Carl v. Buri 8 V 1807 oraz ppor. Johann Christian Gerhardi w marcu 1807 w Kwidzyniu. Ponadto 20 VIII 1809 zmarł ppor. Karl Edling - z rany otrzymanej pod Grudziądzem.

 

[76] Fischer, jak wyżej, s. 54.

 

[77] Państwa heskie utrzymywały nieproporcjonalnie duże wojska na stopie pokojowej, słynęły zresztą z wynajmowały ich innym państwom. Dzięki temu Darmstadt w momencie akcesu do Związku Reńskiego nie musiało gwałtownie zwiększać swoich sił, by wypełnić zobowiązania związkowe, dysponowało także liczną i stabilną kadrą oficerską o dużym doświadczeniu bojowym. Por.: Geschichtliche Darstellung..., passim.

 

[78] Dane z biogramów Schrödera, jak wyżej: Dalwigk (nr HD-9), Follenius (nr HD-16), Gall (nr HD-19), Hopfenblatt (nr HD-40), Schönberg (nr HD-65). Powyższe wyliczenie nie obejmuje audytora dywizji płk. Ledebura.

 

[79] Wcześniej zginęli: Kuhlmann - pod Aspern, Scharnhorst i Bechtold - pod Wagram w 1809 oraz Münchingen jako płk - pod Zahna w 1813, a Inkebrand (od 1807 ppłk) zmarł w 1811; odeszli ze służby: Lehrbach jako płk po 1809, zmarł w 1812; Beck jako płk w 1811, zmarł w 1813; Hermanny jako ppłk w 1810, zmarł w 1816; Damm jako ppłk w 1810, zmarł w 1835. Dane zaczerpnięte z biogramów zamieszczonych w historiach pułkowych.

 

 

Paweł Drzymała

Artykuł został pierwotnie opublikowany w serii "Biblioteka Poznańskiego Humanistycznego Towarzystwa Naukowego" w 2005 w Poznaniu