Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Andrzej Nieuważny o książce Emila Marco De Saint-Hilaire

Opublikowano w Miscellanea

Choć Emile-Marc-Hilaire (zwany Marco) de Saint Hilaire zostawił po sobie kilkadziesiąt publikacji, imię jego niemal zatarło się w historii. Urodzony w Wersalu w 1796 (lub 1790) roku, Cesarstwo poznał z bliska jako paź na napoleońskim dworze, w latach 1802 - 1815. O jego życiu z tamtej epoki opowiadały Mémoires et révélations d'un page de la cour impériale (Pamiętniki i rewelacje pazia dworu cesarskiego) wydane po raz pierwszy w roku 1830, a później kilkakrotnie wznawiane.
Zanim jednak de Saint-Hilaire trafił na żyłę złota, jaką okazały się wspomnienia i anegdoty z czasów Napoleona, przećwiczył swoje pióro na dziełach różnorodnych i zdecydowanie przeznaczonych dla szerokiej publiczności. Rozpoczął w 1827 poradnikami na wszystkie możliwe okazje, począwszy od organizacji przyjęć, przez wiązanie krawata, a skończywszy (a może począwszy) na radach w sprawach sercowych. Potem przyszła pora na biografie sławnych dam i arcybiskupów, zbiory recept medycznych, a nawet na Traité de la toilette, czyli traktat o toalecie po prostu. Sukces wspomnianych pamiętników pazia, wydanych w chwili, gdy Monarchia Lipcowa wracała - po definitywnym obaleniu Burbonów - do części haseł zwycięskiej w rewolucji burżuazji, do trójkolorowego sztandaru i do postaci Napoleona - rozwiązał worek z podobnymi publikacjami. Do roku 1848 r. Marco de Saint-Hilaire wydał ich ponad piętnaście. Pisał o Cesarzu i jego rodzinie, dworze, Wielkiej Armii, gwardii, kurtyzanach - część prac opatrując pieczęcią "wspomnień świadka".

St. Hilaire "Prawie autentyczne" wspomnienia o Ceasrzu sprzedawały się świetnie właściwie jeszcze przed śmiercią Napoleona w 1821 roku. Sam więzień Św. Heleny bardzo wcześnie zachęcał zresztą swoje otoczenie i ludzi mu bliskich do wydawania wspomnień i dzienników czy anegdot, był bowiem świadom ich znaczenia propagandowego. Lekarzowi, dr O'Mearze tłumaczył: "Świat jest ciekawy poznania najdrobniejszych szczegółów życia człowieka, który odegrał wielką rolę - co pije, co je, jak długo śpi, jakie są jego codzienne przyzwyczajenia, wszystko w nim budzi zainteresowanie. Ludzie są bardziej ciekawi jego słabostek niż skłonni do zgłębiania jego dobrych i złych przymiotów. Jeśli chodzi o mnie, wystarczy, aby mówiono prawdę." Z ową "prawdą" bywało zaś różnie. Brak oryginalnych świadectw, skojarzony z potrzebą "podglądania" wielkich ludzi dawał zarobek twórcom fałszywych autobiografii i pamiętników, tzw. "farbiarzom" (fr. teinturiers), wśród których znajdziemy nie tylko Marco de Saint-Hilaire'a, ale i samego Balzaka.
Francja Ludwika Filipa była już poddana napoleońskiemu zauroczeniu. Idealizowało przeszłość starzejące się pokolenie napoleonidów, pamięć "cesarza ludu" umocniły w warstwach ludowych opowieści weteranów i niesłychanie popularne od lat piosenki Bérangera. Ludwik Filip demonstracyjnie wracał do ważnych dla Francuzów symboli - trójkolorowego sztandaru i kolumny na Placu Vendôme, a po zwłoki Napoleona posłał na Św. Helenę własnego syna. Zwycięska burżuazja akceptowała postać Napoleona - tworu i obrońcy rewolucyjnych notabli. Swoją rolę odegrał już Mémorial de Saint Hélène Emanuela Las Casesa (1823), wedle Marcela Dunana "dziwne arcydzieło sterowanego entuzjazmu" będące faktycznie ogromną, dyktowaną autobiografią Napoleona, której użył on jako testamentu i zemsty zza grobu na wrogach. Znika wojujący despota i głowa osadzonej w całej Europie dynastii, a pojawia się syn Rewolucji, który broni zasad narodowych, miłuje pokój zniszczony przez wroga pod Moskwą i Lipskiem, dąży do zjednoczenia Niemiec i Włoch, a pieszcząc wielki zamysł stanów zjednoczonych Europy, dba zarazem o Francuzów. Napoleon potwierdza swoją religijność i miejsce religii w społeczeństwie, ukazuje się jako Przywódca zwrócony ku przyszłości, ale pokonany przez przedstawicieli zacofanego systemu. Zapowiada nieodwracalność dzieła rewolucji oraz rządy oparte na "wierze, religii i moralności wszystkich ludów" i prorokuje, iż "era ta, zwiąże się, co by się nie mówiło, z moją osobą, bo w końcu to ja zapaliłem pochodnię, uświęciłem zasady, a dzisiejsze prześladowania ostatecznie czynią mnie ich Mesjaszem!"
Mistyfikacja ze Św. Heleny trafiała doskonale w ton i potrzeby epoki. Po prostu, jak napisał Stefan Treugutt, "potrzebny był romantyczny Napoleon. Demokratyczny, genialny, mesjanistyczny, ludowy cesarz". Potrzebna była przemiana oświeceniowego racjonalisty w patrona romantyków, wojującego autokraty w posłańca pokoju i wolności, a deisty w wolteriańskim stylu, w następcę, lub dla niektórych nawet reinkarnację, Chrystusa. Po naiwnych biografiach czy apokryficznych autobiografiach Mémorial fascynował objawieniem zamysłów, których dawniej nie podejrzewano, ale które teraz stawały się jasne. Biła od niego energia, a dawna wielkość Francji kontrastowała z szarością i rutyną współczesności. Na kartach Memoriału Napoleon, człowiek XVIII wieku, świadomie zamieniał się w bohatera romantyków i wzmacniał wiarę w rolę wielkiej osobistości i możliwość cudu w historii.
Dopełnieniem legendy napoleońskiej był powrót zwłok Napoleona do Francji i złożenia ich w Kościele Inwalidów (15 grudnia 1840), a więc oficjalna konsekracja przez Monarchię Lipcową. Wydarzenie zamykało pozornie pewien rozdział sporu domowego Francuzów o pamięć odchodzącego pokolenia, ale miało też wymiar europejski. Przecież cała Europa wstrząśnięta była niegdyś przez Rewolucję i jej syna, a stosunek do zesłanego cesarza, zwłaszcza po jego śmierci, coraz mniej miał wspólnego z nim samym, a coraz więcej z demonstracją wobec porządku Świętego Przymierza.
Uczcili powrót Cesarza pisarze i poeci, a europejski rynek wydawniczy zapełnił się edycjami poświęconymi Napoleonowi. W 1841 r. ukazały się też najpiękniejsze XIX-wieczne polskie książki napoleońskie - wydane przez Tomasza Dziekońskiego z dziesiątkami rycin Życie Napoleona i Życie marszałków francuzkich, oraz wznowienie w Lipsku, z setką stalorytów, Kroniki Malowniczej Napoleona Bonapartego (1 wyd. 1837) skompilowanej przez Jana Nepomucena Bobrowicza z ilustrowanym Opisem pogrzebu Cesarza Napoleona. Jeśli nawet są to tylko tłumaczone kompilacje, a ryciny to banalne kopie znanych obrazów, książki te rozbudzały wśród Polaków cenzurowaną przez zaborców legendę napoleońską, a dziś są dumą każdego zbioru. Na tej właśnie fali, poza fragmentami nietłumaczonego wcześniej na polski, ze względu na orzeczoną przez senatora Nowosilcowa niecenzuralność, Memoriału ze Świętej Heleny, w 1844 r. ukazała się w wydawnictwie Augusta Emanuela Glückberga bogato ilustrowana Historia Napoleona Marco de Saint-Hilaire'a spolszczona przez Leona Rogalskiego.
Cykl napoleońskich publikacji uczynił z de Saint-Hilaire`a literata bardzo popularnego u progu Drugiego Cesarstwa, którego nadejście uczcił zresztą Historią Napoleona III, podobną do prezentowanej tu Historii jego wielkiego stryja. Czas jednak mijał, a to co było dobre za Ludwika Filipa - bonapartyzm i nostalgia za Ceasrzem, przejadło się już bombardowanej cesarską propagandą publiczności czasów Napoleona III. Coraz bardziej wiekowy pisarz popadł w zapomnienie, a upadek Drugiego Cesarstwa w 1870 r. przypieczętował koniec "optymistycznego bonapartyzmu" dla wszystkich. W życiu i w literaturze. Zupełnie zapomniany, sędziwy Marco de Saint-Hilaire zmarł w Neuilly w roku 1887.
Drugie polskie wydanie Historii Napoleona, przygotowane w drugiej połowie lat trzydziestych zeszłego wieku przez zawziętego piłsudczyka, jakim był pułkownik Roman Umiastowski, zawierało następujący passus: "Była ona ulubioną książką lat chłopięcych Józefa Piłsudskiego i z niej przyszły Marszałek Polski nauczył się kochać Napoleona. Wśród pamiątek złożonych w Belwederze tom "Historii..." zajmuje jedno z naczelnych miejsc". Dziś ten rodzaj kultu nas cokolwiek śmieszy, ale świadczy o młodzieńczych fascynacjach napoleońskich Piłsudskiego i o jego studiach nad losem i wojnami Bonapartego. Marzenia młodzieńca zamieniły się w rozumowanie męża stanu, który nie ukrywał, że z Napoleona uczynił sobie wzorzec w dziedzinie wojskowej i częściowo politycznej. Kopia obrazu Davida z Bonapartem przechodzącym Alpy wisiała, obok szabel, nad posłaniem Piłsudskiego w Belwederze, a napoleońska korespondencja należała do jego stałych lektur. Rozmówcy marszałka zapamiętali porównania jakie snuł między losem Napoleona a swoim własnym i smutne refleksje nad słabnięciem Cesarza, który wyczerpując z czasem twórczą energię "pracował coraz bardziej gorączkowo, miotał się i brnął w sprzecznościach". Analogie losów Francuza z Korsyki i Polaka podkreślającego swoją litewskość, sposób przejęcia przez nich władzy, skłonność do rządów silnej ręki, czy uczuciowy i niemal bałwochwalczy stosunek żołnierzy do wodza, zachęcały do porównań. Piłsudski, podobnie jak Napoleon, był mistrzem autokreacji i świadomej stylizacji własnej legendy, umiał być, wedle własnych słów komediantem. Czy szary mundur z szarym płaszczem tylko przypadkiem kojarzył się ze sławną kapotą Cesarza, uderzająco i zamierzenie skromną pośród barwnych sztabowców? A może kolor ten łączył symbolikę napoleońskiej redyngoty z sukmaną Kościuszki i mundurem partyzanta 1863 r.?
Biorąc do ręki trzecie polskie wydanie Historii Napoleona nie zadawajmy sobie zresztą zbyt wielu pytań. Chłońmy tę cokolwiek staroświecką opowieść "o dobrym Cesarzu" jako świadectwo czasów, w których powstała i nieustającej fascynacji losem "wielkich ludzi" i ich niepospolitego życia. A Napoleon, bodaj jedyna postać historyczna regularnie obecna w reklamach progu XXI wieku, jest ich wszystkich nieustającym symbolem.

Andrzej Nieuważny
Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu
Ośrodek Studiów Epoki Napoleońskiej Wyższej Szkoły
Humanistycznej imienia Aleksandra Gieysztora w Pułtusku