Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Opis historyczny czynności VIII Korpusu

Opublikowano w Źródła

OPIS HISTORYCZNY CZYNNOŚCI ÓSMEGO KORPUSU

 

od śmierci księcia Józefa Poniatowskiego, aż do chwili gdy książę Antoni Sułkowski, który po nim nastąpił na dowództwo korpusu tego, opuścił go za zezwoleniem cesarza Napoleona.
(Z francuzkiego).


Natychmiast po śmierci księcia Józefa Poniatowskiego, która pogrążyła w boleści i rozpaczy wszystkich Polaków (jenerał Dąbrowski nie należał wówczas do ósmego korpusu), jenerał Sokolnicki, jako najstarszy w służbie, objął dowództwo nad smutnemi szczątkami tych wojsk, które pomimo strat dotkliwych w trzech dniach pod Lipskiem poniesionych - zachowały wszystkie swe orły (chorągwie) i całą artyllerję. Od chwili gdy się dowiedziano o śmierci księcia, oraz o tem, że cesarz upoważnił króla saskiego zostać w Lipsku i postąpić jak mu się będzie zdawało najwłaściwiej, życzeniem było zgodnem wszystkich, aby powracać do Polski. Jednakże d. 19. szli dalej pod rozkazami jenerała Sokolnickiego, trzymając się po lewej stronie wielkiego gościńca prowadzącego do Erfurtu, gdzie się znajdował cesarz, i nocowano we wsi... gdzie Polacy znaleźli się sami tylko. "W nocy z d. 19. na 20. największy niepokój opanował umysły, dezercija się rozpoczęła. Jedni byli tego zdania, ażeby wysłać do króla saskiego, żądając od niego rozkazów, drudzy chcieli powracać do Lipska i pozostać przy jego osobie. - W takiem rozróżnieniu zdań udano się do księcia Sułkowskiego, zasięgając jego rady. Odpowiedział: "Szliśmy tak długo razem z armiją francuzką, stosując się do woli naszego króla, jesteśmy więc pod rozkazami cesarza. - Wszelki krok samowolny z naszej strony byłby zdradą, nie możemy i nie powinniśmy nic działać, dopóki on nas do tego nie upoważni. " Wszyscy jednozgodnie przekonanie to podzielali, i odtąd szło tylko o to, aby cesarza jak najprędzej zapytać, co postanowi względem Polaków; okazując mu wszakże, iż życzeniem powszechnem ich było powrócić do ojczyzny.
Rano d. 20. gdy jenerał Sokolnicki nie dość prędko wyciągnął i chciał dalej iść na flanku armji, jenerałowie i dowódzcy korpusów tak byli niespokojni, aby ich nie odcięto od wielkiej armji francuzkiej, że się ośmielili przedstawić księciu Sułkowskiemu, iż sami obejmą dowództwo. Nie chciał nawet słuchać o takim czynie niesubordynacji, lecz dla uspokojenia wojsk, polecił jenerałowi Sokolnickiemu natychmiast pośpieszać za cesarzem. W chwili połączenia jenerał Krukowiecki, na żądanie dowódzców korpusów, zbliżył się do cesarza i rzekł:
- "Iż Polacy mieli jedynie zaufanie w księciu Sułkowskim, błagając, aby im go dał za dowódzcę. Cesarz się na to zgodził i mimo jego wiedzy, dał mu znać przez jednego ze swych adjutantów, że będzie mianowany w zastępstwie księcia Poniatowskiego. - Było to zadanie nader trudne zastępować w chwilach tak nieszczęśliwych dla Polaków, oddzielonych od swojego króla, o którego losie wcale nie wiedzieli, księcia Poniatowskiego, który sam jeden może tylko woli króla był świadomy; książę Sułkowski pojmował jaka nań spadała odpowiedzialność na tem stanowisku, które mu cesarz powierzał, i lękając się też (z powodu młodego wieku) najmniejszych zarzutów rywalizacji lub intrygi, bo był w służbie najmłodszym, uczuł się w obowiązku udać do cesarza, do którego rzekł w przytomności jenerała Sokolnickiego, przybyłego dla upomnienia się o prawa swoje: - Że pochlebnie dlań było i największą czuł wdzięczność Naj. Panu za to, co dlań raczył uczynić, lecz dozwoli sobie uczynić uwagę, iż jenerałowie Dąbrowski i Sokolnicki byli od niego starszemi służbą, i właściwie na nich spadało dowództwo. Na to cesarz odpowiedział: Nie chcę Dąbrowskiego, nadto jest złamany; potem zwrócił się do jenerała Sokolnickiego: Waćpan zechcesz się zastosować do moich rozkazów i zamiast przeciwić się księciu, pomagaj mu raczej. - Książę Sułkowski naówczas błagał cesarza, aby dwóm tym jenerałom dał inne zajęcie, domyślając się, iż im być może przykro pełnić służbę pod jego rozkazami. - Cesarz to przyrzekł.
Od chwili gdy książę Sułkowski ujrzał się na czele swych rodaków, przyjął za zasadę iść za życzeniem ogółu, o ile one zgodnemi będą z jego uczuciem honora. - Będąc wypadkowo dowódzcą armji i nie mając innej władzy nad współziomkami, nad tę, która mu cesarz powierzył, był przekonany, odłączonym się widząc od swego króla i od narodu, mogących iść za innemi przekonaniami - że wszelki postępek surowy poparty władzą wojskową, stawał się samowolnym i okrutnym, że jego przeznaczeniem właściwem było stać się jedynie organem tej massy ludzi opuszczonych, która nie kompromitując godności imienia polskiego, winna była sama wyrokować o przyszłych swoich losach. Stosownie do tego przekonania, natychmiast po objęciu dowództwa, idąc za życzeniami zgodnémi i powtórzonemi swych współziomków, książę Sułkowski rzekł do cesarza: - "Nie mogę zataić W. C. Mości, iż Polacy nie wiedząc o woli swojego króla, straciwszy swego wodza prawdziwego a ukochanego przez nich, którego przekonania nawykli byli uważać za własne, będąc mu ślepo podlegli swem przywiązaniem, i przez posłuszeństwo prawom ojczystym, są teraz nadzwyczaj niespokojni o swą przyszłość i w ogólności polecili mi, widząc się już za mało licznemi teraz, aby na losy kraju swego wpływać mogli, lub w jakikolwiek sposób stać się użytecznemi W. C. Mości - polecili mi błagać W. C. Mości o upoważnienie powrotu do kraju. - Na to cesarz odparł: Powiedz jenerale swym współziomkom, że król saski został w Lipsku za mojem zezwoleniem, że bitwa trwa, i że będę za podłego uważał każdego, kto mnie opuści w tej chwili. Niech Polacy będą już teraz spokojni pójdą stale zaraz za mojemi gwardjami, a za osiem dni o losie ich postanowię."
Książę Sułkowski bardzo zadowolniony tą odpowiedzią, podziękował cesarzowi i udał się do swojego korpusu. Zebrał wszystkich oficerów i powtórzył im wyrazy cesarza. Wszyscy z nich byli kontenci i dano sobie słowo nie mówić o powrocie przed terminem naznaczonym.
Książę Sułkowski miał to szczęście przywiązać do siebie nadzwyczajnie swoich podwładnych, krokiem tym, który dla nich uczynił. Winszowali sobie, iż w nim mieli dowódzcę, przekonani o jego osobistej bezinteresowności. Dezercja znacznie się zmiejszyła, a żołnierze od tej chwili znaczyli kreskami na czapkach, każdy dzień, który upływał. Pierwszem staraniem, natchnionem poszanowaniem i przyjaźnią dla księcia Poniatowskiego, było oddanie czci publicznej jego pamięci; polecono całemu wojsku przywdziać znaki żałoby i okryć czarną krepą wszystkie orły polskie. - Dano mu do zrozumienia wszakże, iż cesarz sobie tego nie życzył. Król neapolitański, przyjaciel osobisty księcia Poniatowskiego, który zawsze okazywał największe dla Polaków współczucie, był dla nich niezrównanie dobrym od Lipska począwszy. Zaszczycił on księcia Sułkowskiego szczególnem zaufaniem, i brał udział najżywszy w położeniu i losach tych nieszczęśliwych armji szczątków. Widząc, że bezużyteczném było prowadzić z sobą reszty wojsk polskich do Francji, starał się ze wszystkich sił swoich u cesarza, aby zdecydować go na zezwolenie ich powrotu do kraju.
Książę Sułkowski w ciągu marszu, odbierał jako dowódzca korpusu ósmego rozkazy wprost od cesarza, przez księcia Neufchatelu, lub przez króla neapolitańskiego. Kilkakroć król wyraził życzenie, ażeby połączył z sobą, słabe resztki dywizji Dąbrowskiego. Książę Sułkowski powiedział o tem generałowi Dąbrowskiemu, lecz ten utrzymywał, że nigdy nie należał do ósmego korpusu i oparł się jego rozkazom. Książę Sułkowski nie wspomniał o tem nigdy przed cesarzem, niczego się więcej nie lękając nad to, aby go miano za ambitnego i siejącego niezgodę pomiędzy Polakami W czasie pochodu trafił się wypadek małej wagi ale charakterystyczny, którego tutaj ominąć nie wypada.
Książę Sułkowski miał ciągle pod swojemi rozkazami całkowitą resztę ósmego korpusu; jednego dnia otrzymał rozkaz posłania kawalerji generałowi Lefebre Desnouettes, a sam miał iść swą osobą z piechotą. Rozdział ten był powodem wielkiej boleści dla wojska, i książę nim spełnił rozkaz, czuł się do świętego obowiązku przedstawienia o tem cesarzowi. Rzekł mu więc z wielkiem poszanowaniem, że gdy J. C. Mość raczył mu powierzyć cale wojsko polskie, zajął się uspokojeniem go i uśmierzeniem, lecz zarazem musi uczynić uwagę, iż ten podział, będzie miał najopłakańsze skutki i zwiększy dezercję. Cesarz się rozgniewał i odparł, dodając kilka wyrażeń żołnierskich: "nie słucham tych uwag, jeśli wam się naprzykrzyło być ze mną, idźcie sobie precz, powtarzam wam, że do podobnych przedstawień nie nawykiem. Książę Sułkowski pozwolił sobie dodać, iż mu bardzo było przykro, że cesarz tak źle bardzo przyjął to, co on czuł się w obowiązku mu oznajmić, i że rozkazy jego spełni. " Jednakże zgryziony przyjęciem jakiego doznał od cesarza, gdy chęci jego były najczystsze, nie mógł się powstrzymać od okazania swego nieukontentowania kilku osobom do dworu cesarza należącym. Odezwał się między innemi: "cesarz zdaje się zapominać, że ja i moi towarzysze nie jesteśmy awanturnikami, a zdaję mi się, że Polacy nie zasłużyli na to, ażeby się w ten sposób obchodzono z niemi. " Powróciwszy do swego korpusu książę Sułkowski, oznajmił o woli stanowczej cesarza. Wojsko nie mogło przenieść myśli tego rozdziału i wystąpienia z pod dowództwa księcia. Wysłano więc generała Krukowieckiego, mimo wiedzy księcia, do króla neapolitańskiego, prosząc go, aby on wstawił się do cesarza, i przyczynił do zmiany tego nieszczęśliwego rozkazu. Król widząc niezadowolnienie powszechne, z powodu tego rozporządzenia, wziął natychmiast na siebie upoważnienie księcia ażeby szedł z całem wojskiem; lecz książę oparł się temu pokazując rozkaz cesarski na piśmie, i opowiadając o scenie jaka tylko co zaszła. Król więc udał się natychmiast do cesarza i wróciwszy wkrótce, powołał do siebie księcia, mówiąc mu: "Cesarz zmienia rozkaz, idźcie przedtem za gwardjami i oznajmijcie Polakom, że zostaną pod waszem dowództwem, wy zaś pod rozkażąmi wyłącznemi cesarza, które ja wam będę, dawał. Co się tyczę małej przykrości jakiej doznaliście osobiście, dodał, przebaczcie ją. cesarzowi, boć jest nieszczęśliwy. " Książę Sułkowski podziękował za jego dobroć królowi. Wojska były uradowane. Tegoż dnia jeszcze król neapolitański, nadał księciu Sułkowskiemu wielki krzyż swojego orderu.

Nieprzyjaciel nie gnał wojsk gwałtownie, lecz szedł za niemi, kiedy niekiedy nacierając na nie. Zdało się więc nieprzyzwoitem prosić o pozwolenie opuszczenia armji, choć osiem dni owych upłynęły, a cesarz nic nie postanowił, ani zdawał się mieć zamiar to uczynić. Zewsząd też dochodziły księcia Sułkowskiego słuchy i rady bardzo znaczące, które go skłaniały, ażeby szedł z wojskami aż do Renu, spełnił swój obowiązek i tam dopiero przypomniał się cesarzowi. Pomimo to chęć powrotu z każdym dniem się wzmagała, dezercja zaczęła się znowu, nadewszystko od wyjazdu króla neapolitańskiego, który do krajów swych powrócił. Co chwila przybywano żądając od księcia, ażeby próbował uczynić jakie kroki u cesarza; doszło do tego, iż mu się ośmielono powiedzieć, że mieli wszyscy nadzieję, iż nie zechce poświęcać ostatku krwi polskiej, w walkach dla ojczyzny bezużytecznych. Ale książę Sułkowski chcąc dotrwać do końca tak, aby ani cesarz, ani jego współziomkowie, ani historją później nie mogła mu uczynić żadnego zarzutu, czuł potrzebę towarzyszenia cesarzowi aż do granic jego państwa. Oznajmił więc, wskazując powody swe, dla czego nieuchronnem widzi iść aż do Renu.
Powstały z tego powodu tysiączne krzyki na niego. Ponieważ świeżo był otrzymał wielki krzyż orderu neapolitańskiego, a we wszystkich swych listach książę Neufchatelski nazywał go komendantem korpusu, i mówiono już o wielkiej pensyi, którą pobierać będzie we Francji, wszyscy upatrywali zamiar księcia, aby doszedłszy do Renu, przejść go z wojskami. Mówiono, że oślepiony honorami, powodowany interesem własnym, zrujnowany w Polsce, naturalnie bardzo, chciał się do cesarza przywiązać. Książę Sułkowski czynił co tylko było w jego możności, aby dowieść, że honor narodowy ostatniej tej ofiary wymagał; niechciano go rozumieć; obawa wojsk aby ich nie wzięto za płatne żołdactwo była nieprzezwyciężona, szczególnie od chwili, gdy się dowiedziano, iż cesarz proponował generałowi Dąbrowskiemu zastąpienie we Francji legji podobnej do włoskich. "Po tylu klęskach, wołano powszechnie - jak on śmie wymagać po nas ażebyśmy szli dalej jeszcze. Siły nasze fizyczne i moralne są wyczerpane; urok dostojeństw wkłada mu w usta te wyrazy, ale my czegóż się mamy spodziewać po Napoleonie, który dla ojczyzny naszej nic już uczynić nie może. Niech powie wprost cesarzowi, że dalej z nim iść nie chcemy. "
Książę Sułkowski zrozpaczony ale nieprzełamany, nie zrzekł się wszakże postanowienia doprowadzenia swojego korpusu do Renu, nie chcąc jednak wojskowej surowości zażywać, wiemy swojemu systemowi, uciekł się do tego zaufania, jakie miano w jego charakterze. Zgromadził więc wszystkich oficerów i rzekł im: "Jestem w rozpaczy i muszę, od was wymagać abyście mi towarzyszyli do granic Francji; opierając się temu chcecie chyba, ażebym sobie życzył śmierci - w łeb sobie wypalę jeśli mi tego uparcie odmówicie, lecz żeby wam dowieść, iż nie żądam nic, tylko ukończenia z honorem kampanji dla wojsk, które się tak świetnie odznaczyły: daję wam na to słowo honoru, że w żadnym razie za Ren nie pójdziemy. "
Przyrzeczenie to, uczynione uroczyście, uspokoiło umysły, i dalej szły wojska nie opierając się więcej. Naostatek nadszedł ten dzień pamiętny, który w jednej chwili zmienił wszystko i księcia Sułkowskiego w najokropniejsze wprawił położenie.
Przed Schlüchtern, w ciągu marszu, cesarz przechodząc przed szeregami polskiemi, wezwał księcia Sułkowskiego i przyjąwszy nader uprzejmie, zapytał go: "Czy to prawda, że Polacy mnie chcą opuścić?" - Tak jest N. Panie, upraszają W. C. Mości, będąc ograniczeni co do liczby, tak, że wojsko niema żadnego znaczenia, abyś im dozwolił powrócić do domów, gdzie, jeśli W. C. Mość zwycięztwa jeszcze przywiodą, znajdą się jako ziarno wojska nowego. Błagają W. C. Mości, o podpisanie dekretu upoważniającego ich do tego kroku. Na to cesarz odpowiedział ogólnikowo: "Jak chcecie ażebym odesłał żołnierzy, będą zmuszeni służyć przeciwko mnie; pragnąłbym też zatrzymać oficerów, którzy będą mieli zostać ochotę. Pojedyńczo jednak nie jestem przeciwny temu, ażeby ci, którzy mają pilne interesa w domu, powrócili do kraju. " Potem zwracając się do księcia, rzekł: - "Czy i wy mnie myślicie opuścić?" - "N. Panie, odparł Sułkowski, byłem tylko zawsze organem ogółu, i współziomkowie moi mieliby prawo skarżyć się na mnie, gdybym tylko miał na oku własny mój interes, oprócz tego związany jestem danem słowem, że za Ren nie przejdziemy. " "Czyż postanowienie to jest już niezmienne, jak sądzicie, gdybym do nich przemówił, czy toby na zmianę jego nie wpłynęło?" - "Nie sądzę żeby to poskutkowało, N. Panie, rzekł Sułkowski, lecz raczcie spróbować. "
Książę Sułkowski był bardzo rad, że myśl ta przyszła cesarzowi, pewien, że potem co zaszło, przemówienie skutku mieć nie będzie, miał nadzieję, iż w oczach cesarza uniewinni się i zrzuci z siebie wszelkie podejrzenie, jakie powszechna chęć powrotu rzucić nań mogła.
Oficerowie otoczyli cesarza, który rozkazał, ażeby wszyscy Francuzi usunęli się i odeszli oprócz księcia Vicencji. Tu Napoleon przemówił w następujący sposób: "Wasz dowódzca oznajmił mi, że chcecie do ojczyzny powracać. Prawdą jest, że waszych zobowiązań względem mnie dopełniliście, biliście się zawsze bardzo dobrze, wasze prowadzenie się było zawsze jak najpiękniejsze. Nie chcecie mnie opuścić aż doprowadziwszy do granic mojego państwa, widząc, że jesteście w zbyt małej liczbie, abyście mi użytecznemi być mogli, żądać od was nic więcej nie mogę, jesteście ludzie zacni - co do mnie zupełnieście się wywiązali. Pozostają wam obowiązki względem ojczyzny waszej. Żądacie odemnie dekretu upoważniającego do powrotu massą całą. Tego wam dać nie mogę, mogłoby to za sobą pociągnąć następstwa wielkie. Polacy, którzy są w Gdańsku, Modlinie i Zamościu, mogliby z tego skorzystać i fortece teby upadły. Powtarzam wam, że co do mnie, nie pozostaje wam nic więcej do spełnienia, ale jako ludziom Europy życzę wam pozostać przy mnie. Pojedyńczo pozwolę każdemu powrócić kto zechce, nie mogę podpisać dekretu uwalniającego wojsko całą massą. To są łotrzy (pollisons) którzy starają się między wami wzniecać niepokoje. Ja stoję przy Księstwie Warszawskiem, jest-to owoc krwi mojej. Jesteście niespokojni nie mając rozkazów od waszego króla, który pozostał w Lipsku - ale to uczynił za zezwoleniem mojem. Chciał iść ze mną, lecz gdybym go był z sobą wziął, Sasi by księcia wejmarskiego zrobili królem. Zresztą król saski, wasz książę warszawski, był tylko panującym przypadkowym (un souverain de circonstance). Wiedziałem dobrze, iż Niemiec wam nie mógł przystać. Ja jestem księciem waszym. Król saski jest zacnym człowiekiem, jest moim przyjacielem, ale to człowiek bez energji - nie był on tym,. kogo wam potrzeba. Ja pragnąłem ażebyście mieli królestwo, czytajcie Monitora o tem - znajdziecie w nim urzędowe akta, zawarte między mną a Austrią, w których byt Polski był zawarowany. Gdybym był się zatrzymał między Witebskiem a Smoleńskiem, dziśby już ona istniała. Poszedłem zadaleko. Popełniłem błędy. Szczęście od dwóch lat zwróciło się odemnie, ale fortuna - kobieta, zmieni się. Któż to wie, może wasza zła dola, moje szczęście popsuła. (?) Zresztą czyżeście we mnie zaufanie stracili, czy już tak schudłem, że kości tylko w spodniach noszę? Dnia 16. wygrałem bitwę, dnia 18. nie przegrałem jej, dnia 19. chciałem się cofnąć, przeklęty kapral zawcześnie most wysadził, kosztowało mnie to wprawdzie dwanaście tysięcy ludzi, ale gdybym nawet przegrał bitwę, cóżto jedna bitwa przegrana? Niemcy wzięli na kieł, ale ja powrócę, i stłukę ich. Chciałbym ażeby sprzymierzeni spalili ze dwa lub trzy piękne moje miasta we Francji, dałoby mi to z miljon nowych żołnierzy. Wydam bitwę, wygram ją, i popędzę ich, nie dając odetchnąć nad Wisłę. Jesteście niespokojni, że z sobą księcia Poniatowskiego nie macie, ale pocieszcie się, nie został on zabitym, wzięli go w niewolę Szwedzi. Powiadają, że się przebrał, umie po rusku, powróci. Stanisław Potocki ma przybyć, wasi ministrowie także, a ja się o to postaram. Niebyłoby tego co dziś jest, i w innem znajdowalibyście się położeniu, gdyby rząd wasz miał więcej energji. Wasz minister skarbu (Matusewicz) narobił głupstw. Czartoryscy mi przeszkadzali. Wasze pospolite ruszenie źle się wykonało. Posłałem był wam tam księdza, głupca, który moje rozkazy pod względem wojskowym źle spełnił. Dziś bardzo nieliczni, parę tysięcy ludzi, choćby najodważniejszych, dla mnie nic nie znaczycie, ale ja wam radzę dla własnego waszego interesu pozostać ze mną. Poślę was w głąb Francji, wszystkich was na koń wsadzę, spędzicie tam spokojnie parę miesięcy - a cóż to złego sześć miesięcy przebyć w dobrym klimacie, w pięknym kraju. Opłacać wam będzie zawsze żołd ministerjum spraw zagranicznych. Ja będę prowadził wojnę, dopóki mój lud tylko zechce, chybabym umarł bardzo młodo, żebym moich interesów nie poprawił. Pokój wkrótce nastąpi, naówczas pomyślę o was. Rachuję na istnienie Księstwa Warszawskiego, lecz jeślibym wyrzec go się musiał, zajmę się losem każdego z was pojedyńczo. Wrócicie naówczas z honorem, lub zostaniecie ze mną, jak się wam podoba. Powracając teraz, narażacie się, będą się z wami obchodzić jak z więźniami. Pokój zawierając zamieszczę w nim artykuł was się tyczący. Wrócicie wolni - cóż wy na to?"
Cesarz obejrzał się do koła, dla przekonania się jakie wrażenie jego mowa wywarła, potem zwracając się do kilku osób - "No, cóż na to mówicie?" powtórzył. Radzę wam iść ze mną, ale powtarzam jeszcze, że indywidualnie pozwolę każdemu kto zechce, powracać do domu. A więc panowie, mam słuszność, czy nie?..."
I znowu powtórzył cesarz kilka frazesów ze swej mowy. Udało się Napoleonowi. Generał Toliński (?) odezwał się pierwszy.
- N. Panie, pójdziemy za tobą wszędzie - kilka głosów powtórzyło to za nim, okrzyk powszechny poszedł wkrótce, towarzyszyły mu zwykłe - niech żyje cesarz! niech żyje cesarz!
Cesarz rzucił na księcia Sułkowskiego okiem zagniewanem, skłonił się zgromadzonym i odszedł.
Książę Sułkowski w czasie całej mowy cesarskiej, nie rzekł ani słowa, nie dał najmniejszego znaku, chcąc pozostać zupełnie obcym całej tej czynności. Był najmocniej przekonanym, po tem co się wprzódy działo po objawie tak dobitnym woli powszechnej, że się opinja nie zmieni, że przynajmniej nie stanie się to tak nagle. Jakież było podziwienie jego, gdy usłyszał obietnice cesarzowi czynione. Można powiedzieć, że skamieniał. Spojrzenie cesarza dowodziło mu, iż go posądził, jakoby był pierwszym owych usposobień twórcą, postrzegłszy, jak one łatwo przezwyciężyć się dały, lub że znajdował go zamało gorliwym w swej sprawie. Z drugiej strony, bał się, ażeby w chwilę potem, gdy zapał ostygnie, nie wydał się w oczach współziomków, człowiekiem chytrym i przebiegłym, pragnącym iść do Francji dla osobistych widoków i korzyści, jakie go tam czekały; i używającym ostatecznych środków aby ich skłonić do tego, namawiając cesarza, by sam do nich przemówił.
Pogrążony w tych myślach uczuł, iż w tej chwili bolesnej, nie potrafi zadość uczynić obowiązkom honoru, chyba całkowicie stojąc na boku. Odezwał się więc natychniast po mowie cesarza: "Wyrzekliście sami o swym losie - ja jestem względem was rozwiązanym. Co do mnie, ponieważ nic nie przyrzekłem, czuję się zawsze związany mem słowem, które wam dać byłem przez was zmuszony i nie przejdę przez Ren; nadal zaś ani mogę ani chcę zatrzymać dowództwa nad wami. "
Książę Sułkowski miał przytomność przekonać się jak wiele wszystkim na jego osobie zależało, - widząc obawy i żale, które obudziła myśl utracenia go. Bardzo mu łatwo było pociągnąć za sobą większą część tych, którzy żałowali już tego, co tylko co przyrzekli. Lecz postępując sobie zawsze pod względem wojskowym i politycznym jak najszlachetniejszym sposobem, miał sobie i teraz za obowiązek, w tym także wypadku, nie odezwać się z niczem coby w wątpliwości podało odjazd jego, a coby w oczach cesarza mogło mu dać pozór nieposłuszeństwa. Podwładni, którzy sami postanowili o swym losie w sposób tak przeciwny własnym przekonaniom i kompromitując swojego wodza, mogliż mu jeszcze narzucać jakie obowiązki ?
Następnego dnia książę Sułkowski sam oddał cesarzowi list, w którym go upraszał o pozwolenie powrotu do ojczyzny, gdzieby sam od króla saskiego mógł żądać dymisji. Cesarz zdał się zdziwionym i spytał. Dlaczegóż mnie chcesz opuścić? - N. Panie, dla tego że jestem związany słowem mojem, i że nie uczuję się już zdolnym, skutecznie spełniać woli W. C. Mości.
- Dobrze, rzekł cesarz powracajcie do swojego korpusu. Zastępujący dowódzcę głównego sztabu, major hrabia Henryk Zabiełło i adjutanci księcia Sułkowskiego, trzymając się obietnicy ogólnej cesarza, zażądali też na piśmie pozwolenia powrotu do kraju.
We dwa dni potem generał Flahaut, adjutant cesarza, wezwał generałów i pułkowników korpusu polskiego i oznajmił im w imieniu J. C. Mości, że na żądanie księcia Sułkowskiego powrotu do ojczyzny, które mu zostało dozwolonem, cesarz oddał dowództwo nad ósmym korpusem, generałowi Dąbrowskiemu.
Książę Sułkowski zdawszy natychmiast dowództwo generałowi Dąbrowskiemu, usunął się odtąd zupełnie, unikając wszelkich tłumaczeń. Wieczorem tegoż dnia w Gillenhausen, wydal ostatni rozkaz dzienny do towarzyszów broni, w którym w kilku słowach powtórzył im powody swojego postępowania, i zarazem przesłał czułe pożegnanie.
Napisał także do generała Flahaut, któremu już był oznajmił, iż natychmiast wyjeżdża, prosząc go, aby mógł upoważnienie otrzymane, dostać na piśmie. Generał Flahaut sam zaprowadził adjutanta księcia Sułkowskiego z tym listem do księcia Neufchatelu, znajdującego się na zamku... Ten udał się po rozkazy do cesarza, i kazał powiedzieć księciu, iż mu papiery wkrótce nadeśle, bo w tej chwili pisać na czem nie ma. Książę Sułkowski dowiedziawszy się zaraz, że to były tylko wykręty, i że już będąc o kilka mil od Renu, chciano go wyciągnąć do Francji, mimo woli, natychmiast się zdecydował.
Rano d. 31. Października książę Sułkowski, major Henryk Zabiełlo, i jego adjutanci opuścili armję francuzką. Prezentowali się przednim strażom armji nieprzyjacielskiej, opowiadając, że opuścili cesarza mając do tego jego upoważnienie, i że prosili, aby ich odesłano do króla saskiego, pana zwierzchniego, dla żądania od niego dymisji. Jakie było ich podziwienie, gdy się dowiedzieli, iż król był jeńcem wojennym. Wieść ta była im bardzo przykrą i żałowali bardzo, że nie pozostali jako osoby prywatne we Francji, aż do zawarcia pokoju. Ale już było zapóźno, książę Sułkowski od przednich straży wysłany został do głównej kwatery księcia Schwartzenberga, unikając stale widzenia się z którymkolwiek z książąt sprzymierzonych, aby go nie posądzono, iż inny jaki powód, nie punkt honoru, skłonił do opuszczenia Napoleona. Przybywszy do Lipska, książę Sułkowski, napisał natychmiast przez księcia Repnina do króla saskiego, zdając mu ze wszystkiego sprawę i prosząc go o dymisję dla siebie i towarzyszących mu oficerów. List ten znowu pozostał bez odpowiedzi. W Dreznie książę Sułkowski i towarzysze jego, otrzymali pozwolenie zamieszkać w W. Ks. Warszawskiem. Postanowiwszy nie mięszać się do niczego i czekać od losów przyszłości dla Polski, książę Sułkowski, żyje odtąd na łonie rodziny.