Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Raport generała Philippon

Opublikowano w Źródła do wojny w Hiszpanii

Raport generała Philippon, gubernatora Badajoz,
dotyczący obrony twierdzy od 16 marca do 7 kwietnia 1812 r.


Od początku marca wszystkie raporty szpiegów a także mieszkańców Badajoz, którzy podróżowali do Portugalii mówiły, iż nieprzyjaciel ma zamiar rozpocząć oblężenie miasta i że w tym celu zgromadził w Elvas ogromną ilość zaopatrzenia i amunicji. Generał dywizji Philippon przesłał natychmiast wszystkie raporty Jego Eskcelencji księciu Dalmacji.
Około 10 marca gubernator został poinformowany, że w Elvas przebywa 78 dział dużego kalibru, gotowych do wysłania dla oblężenia. Ta informacja została potwierdzona 11 marca i wiedział on od tej pory, że cała armia lorda Wellingtona skoncentrowała się między Portalegre, Estremos a Villaviciosą. Napisał 12 marca do Jego Ekscelencji księcia Dalmacji, iż nie ma absolutnie żadnej wątpliwości, że Badajoz zostanie niezwłocznie oblężone, że intencją wroga jest użycie takich środków i przeprowadzenie ataku z taką siłą, iż łudzi się, że zdoła wziąć to miejsce zanim armie francuskie będą mogły je zabezpieczyć. Dnia 13 i 14 marca kolejne depesze zostały skierowane do Jego Ekscelencji, potwierdzające wieści przesłane 12 i dające nową pewność co do rychłego oblężenia.
Dnia 15 marca kolumna nieprzyjaciela, ok. 3000 ludzi, rozbiła obóz pod Caya w odległości 2 lieue od Badajoz, natomiast 16, ok. drugiej godziny po południu pojawiła się inna, nadchodząca z kierunku Olivenzy. Ta kolumna, rozciągająca się aż do mostu, który nieprzyjaciel przerzucił przez Guadianę w odległości ok. 2 lieue od Badajoz, otoczyła miasto. Od tej pory wszelka komunikacja z armią francuską została przerwana, choć siły skrzydła prawego pod dowództwem gen. Droueta, które stacjonowały pod Santa-Martha i Almendralejos, znały dobrze posunięcia nieprzyjaciela poprzez odwrót w kierunku Zafry, jaki ten wymusił swoim ruchem.
Badajoz było od dłuższego czasu zagrożone. Gubernator Philippon przesłał Jego Ekscelencji księciu Dalmacji wykaz wszystkich placówek i pozycji zewnętrznych i wewnętrznych twierdzy a także plan rozlokowania sił w razie ataku. Pokazywał on, iż z powodu konieczności obsadzenia sześciu pozycji zewnętrznych garnizon nie był dostatecznie silny, aby zapewnić bezpieczeństwo całej linii obrony. Liczył tylko 4 tysiące ludzi, pomimo iż stany wykazywały komplet 5 tysięcy walczących. Ponad 600 żołnierzy przebywało w szpitalach. Wielu doświadczonych wojskowych rozdzielono wśród czwartych batalionów, skałdających się głównie z rekrutów i ludzi słabych. Pod koniec oblężenia pozostało zaledwie 2900 zdolnych do noszenia broni.
W nocy z 16 na 17 marca nieprzyjaciel rozpoczął swe prace ziemne przeciwko lunecie Picurina, w odległości ok. 160 metrów od niej. Jego transzeja ciągnęła się w kierunku Guadiany. Następnej nocy otworzył nową, po lewo od pierwszej w kierunku drogi na Albuerę, otaczając w ten sposób lunetę Picurina. Dnia 19 marca zauważono, iż nieprzyjaciel usypał czterodziałową baterię na wzgórzu dominującym nad launetą. Stało się jasne, że jego intencją jest atak na to dzieło. Godzinę po południu gubernator zarządził wycieczkę, w celu zniszczenia tych pozycji. Generał brygady Veiland debuszował z twierdzy na czele ok. 1200 ludzi i 40 koni, wyparł wroga i zawładnął jego sprzętem. Kawaleria zapuściła się aż pod obóz nieprzyjaciela i posiekała oficerów brytyjskich, którzy się tam znaleźli. Atak był żywiołowy, nie zdołano jednak zniszczyć transzei, bowiem nieprzyjaciel zareagował na niego silną kanonadą artyleryjską i muszkietową. Straty brytyjskie wynosiły 600 zabitych i rannych, straty garnizonu - 273.
Gubernator, nie wątpiąc, iż oblężenie będzie kontynuowane z podobną siłą, nakazał aby pracowano dzień i noc nad obroną miejsc zagrożonych przez wroga. Postanowiono wystrzeliwać codziennie określoną liczbę kul armatnich, za wyjątkiem przypadków uzasadnionych, a także oszczędzać proch. Podczas pierwszych dni obrony zużycie w/w było bardzo duże z powodu konieczności silnego ostrzału pracującego nieprzyjaciela: oddawano średnio 3200 strzałów armatnich dziennie, wszystkie z dużych kalibrów.
Dnia 20 marca gubernator, widząc zagrożenie dla lunety Picurina, wyznaczył na jej dowódcę pułkownika Gasparda Thierry, adjutanta sztabu i podniósł garnizon o 200 ludzi oraz koniecznych kanonierów. Wyposażono ją także w dodatkowe karabiny, tak aby każdy żołnierz miał broni i amunicji pod dostatkiem.
Między 21 a 24 marca nieprzyjaciel kontynuował swe prace. Otworzył wiele nowych transzei i usypał cztery baterie, które zagrażały prawej flance lunety. Trzy inne miały za zadanie uciszyć ogień z twierdzy na przestrzeni od zamku do bastionu nr 7. Prowadziły bardzo żywy ostrzał. Dnia 25 baterie skierowane przeciw lunecie nie przestawały strzelać. Wyeliminowały z walki pewną liczbę żołnierzy i zniszczyły partie parapetu, który próbowano reperować balami wełny.
Pomimo iż szkody wyrządzone lunecie przez ostrzał wydawały się niegroźne, wróg przypuścił szturm o ósmej wieczorem. Atak był bardzo silny. Garnizon walczył z poświęceniem i odparł atakujących, którzy ucierpieli mocno od ognia artyleryjskiego z twierdzy jednak po chwili uderzyli ponownie i tym razem wdarli się do lunety bez większej przeszkody. Gubernator nie był zadowolony ze sposobu obrony Picuriny, która biorąc pod uwagę stopień uzbrojenia, powinna zadać nieprzyjacielowi poważne straty. Żadna z bomb przygotowanych na parapetach nie została zrzucona, nie widziano także użycia dodatkowych strzelb, a żołnierze częściowo byli nieobecni na posterunkach. Załoga została wzięta do niewoli z wyjątkiem 30 ludzi i jednego oficera z regimentu heskiego, którym udało się uciec.
Nazajutrz zauważono, iż nieprzyjaciel zbudował dwie duże baterie na wysokości Picuriny aby zrobić wyłom w ścianie lewej bastionu 6 i ścianie prawej bastionu 7. Punkt przwidywanego ataku był dobrze znany i prowadzono usilne prace nad jego wzmocnieniem. Wróg, zdając sobie z nich sprawę, nie przestawał ostrzeliwać wybranego sektora. Granaty i kule padały pośród robotników i zadawały im duże straty. Gubernator i generał Veiland znaleźli się w pewnym momencie w bastionie 7 aby zbadać stan wyłomu w bastionie 6, kiedy granat wybuchł o cztery czy pięć kroków, raniąc ich a także oficera ordynansowego Desmeuves. Rany były niegroźne, ale zginęło 4 robotników.
Dnia 27 marca wróg otworzył ogień ze wszystkich swych baterii. Twierdza odpowiadała słabo ze względu na konieczność oszczędzania prochu. Pod wieczór każdego dnia 200 ludzi było kierowanych do prac przy umocnieniach, lecz ostrzał powodował duże straty. Robotnicy arsenału byli zatrudniani do konstrukcji zasieków ze starych kling, których duże ilości znaleziono w twierdzy. Te zasieki miały być umieszczane na szczycie wyłomu w momencie ataku. Wzajemnie szczepione, nie dawały się usunąć. Robiły duże wrażenie na nieprzyjacielu, który w swoich raportach bardzo się ich obawiał. Niezależnie od tych dyspozycji, gubernator nakazał umieszczenie na parapetach kul i starych pocisków, kół i osi wozów, bali drewna itp., aby zrzucać je do fos w momencie ataku.
Dnia 28 marca zauważono liczne kolumny wroga nadchodzące od Elvas. Wojska angielskie stacjonujące nad Cayą także zmieniły swe pozycje, przenosząc się poza wzgórze prawego brzegu Guadiany, naprzeciwko czoła mostu. Dnia 29 okazało się, iż wróg pracował w nocy nad wzniesieniem rodzaju reduty naprzeciw lunety Verley. Tego samego dnia doniesiono gubernatorowi, że u czoła mostu odbywają się prace. Generał Philippon wydał rozkaz batalionowi 9 lekkiego, który przebywał do tej pory w rezerwie, aby wyszedł bez hałasu w kierunku czoła mostu i znienacka zaatakował nieprzyjacielskich robotników. Porucznik Duhamel, adjutant gubernatora, postawiony na czele awangardy, przeprowadził śmiały atak, lecz stał się ofiarą własnej brawury: postrzał w płuco uśmiercił go. Brytyjscy robotnicy ratowali się ucieczką do obozu, liczni, kótrzy chcieli się bronić zostali zmasakrowani. Kiedy rezerwy nieprzyjaciela nadbiegły, batalion wrócił do twierdzy.
Dnia 4 kwietnia wyłomy w bastionach 6 i 7 wydawały się skończone. Gubernator pragnąc upewnić się, czy można na nie łatwo wdrapać się z bronią i wyposażeniem, wysłał tam kilku saperów ochotników, którzy bez trudu wykonali zadanie. Wyłomy były dostatecznie duże, aby 120 ludzi w jednym momencie mogło dostać się do twierdzy.
Szturm wydawał się bliski i nieuchronny. Gubernator skierował 8 kompanii wyborczych do obrony newralgicznego punktu umocnień i rozkazał umieścić zasieki z kling i ostrzy, które wcześniej przygotowano. Dwieście bomb i pocisków miano stoczyć do fosy w czasie ataku. Zgromadzono także sto baryłek prochu, aby wyrządzić wrogowi jak największą szkodę.
W nocy z 4 na 5 kwietnia nieprzyjaciel strzelał mało. Obrońcy byli zdziwieni tym spokojem. Jednakże 5 rankiem zauważono, że zmienił kierunek swoich baterii i 46 dział wielkiego kalibru otworzyło ogień do kurtyny łączącej bastiony 6 i 7. Mur został zniszczony tak szybko, iż około godziny 2 po południu nowy wyłom był gotowy. Rada obrony, zebrana natychmiast, postanowiła umieścić u podnóża kontrskarpy, naprzeciw wyłomu dwa szeregi bomb, aby wysadzić je w momencie, kiedy nieprzyjaciel rzuci się w to miejsce.
Gubernator i generał Veiland po zlustrowaniu szkód, poczynionych przez ogień wroga, nie mieli wątpliwości, iż uderzy on tutaj większością sił. Dlatego skierowali natychmiast dodatkowo 4 kompanie wyborcze, co podniosło liczebność zgromadzonych obrońców odcinka do 12 kompanii.
Dnia 5 wróg kontynuował ostrzał. Obawiano się ataku w nocy. Wszystkie wojska pozostawały na swoich pozycjach, ożywione przez najlepszego ducha.
Nazajutrz 6 kwietnia widziano słaby ruch w obozie angielskim; ostrzał był utrzymywany. Twierdza odpowiadała mało, bowiem pozostało już niewiele prochu. O 8 wieczorem nieprzyjaciel zintensyfikował ogień ze wszystkich swoich baterii. Stało się jasne, iż przystępuje do ataku a w czasie kanonady jego kolumny rozpoczęły ruch. Wkrótce pojawiły się na kontrskarpie i rzuciły do fosy. W tym momencie użyto przygotowanych pułapek, które pozostały niezauważone. Wszyscy, którzy znaleźli się w fosach zginęli lub zostali ranni. Twierdza przypominała wulkan. Dwa razy nieprzyjaciel próbował przekroczyć wyłomy i dwa razy był odpychany; pozostawił ponad 2000 ludzi w tym miejscu rzezi.
Gubernator przebywał na placu Św. Jana, kiedy szef batalionu Rio z artylerii hiszpańskiej doniósł mu, że wróg wdarł się do bastionu nr 6. Można było wierzyć temu raportowi, bowiem z tamtej strony dochodził przeraźliwy krzyk, jednak gubernator, pragnąć przekonać się naocznie o jego prawdziwości, udał się na zagrożony odcinek i miał satysfakcję widzieć, jak Anglicy, pomimo wysiłku, zostali wyparci.
Strzelanina toczyła się nadal wokół zamku. Gubernator, uważając ten punkt za najmocniejszy wydał rozkaz komendantom batalionów, aby wycofać się tam w razie wdarcia nieprzyjaciela do miasta. Sam wysłał tu swoje bagaże, podobnie jak te oficerów. Był zatem bardzo zaskoczony, kiedy zameldowano mu, iż Anglicy dostali się do zamku. Wysłał natychmiast na pomoc 4 kompanie rezerwy, liczące razem ok. 200 ludzi. Nie dotarły one jadnak na miejsce, bowiem nieprzyjaciel, będąc już panem części tej pozycji, sforsował bramę, znajdującą się w pobliżu bastionu nr 9. Gubernator wysłał przeciw zamkowi dwie inne kompanie z 88 liniowego, dowodzone przez adjutanta Saint-Vincent. Wpadły one do budowli przez nie zamkniętą bramę, jednak doświadczyły bardzo silnego ognia tak, iż w ciągu kilku chwil straciły rannych kapitanów, adjutanta Saint-Vincent, podobnie jak większość żołnierzy. Przez tragiczną pomyłkę wojska regimentu heskiego, które broniły zamku, wzięły je za Anglików.
Garnizon tej pozycji był wystarczająco silny, aby odeprzeć ataki angielskie. Jednak Hesi, którzy go stanowili, dali się zastraszyć i po krótkiej walce opuścili swoje stanowiska. Pułkownik Koller wycofał się z niedobitkami, które zdołał zebrać. Pozostali zostali wzięci do niewoli, lub zginęli czy zostali ranni.
W tym momencie kryzysu doniesiono gubernatorowi, że bastiony 1 i 2 są silnie atakowane. Wysłał tam natychmiast część batalionu 9 lekkiego i żołnierzy zaopatrzenia, którzy zjednoczyli się w żywej obronie. Impet wszakże nieprzyjaciela był tak ogromny, iż zdołał on wedrzeć się także i tutaj. Ok. 30 dragonów i strzelców konnych towarzyszących gubernatorowi wykonało szarżę na placu de las Palmas jednak większość ich koni została zabita lub ranna.
Opór obrońców w mieście trwał do trzeciej trzydzieści rano. Gubernator z częścią swego sztabu przekroczył most pod gradem ciosów i wycofał się do fortu San-Cristoval, gdzie skapitulował rankiem 7 kwietnia, pozbawiony wszelkiej możliwości dalszej obrony.
Fort Pardalleras był atakowany w tym samym czasie co twierdza. Pułkownik Pineau, który nim dowodził z wielką odwagą i zaciętością odparł wszystkie ataki nieprzyjaciela i poddał się dopiero 7 rano, razem z resztą garnizonu.
Lord Wellington napisał w swym raporcie, iż nakazał odwrót, kiedy jego wojska zostały odepchnięte od zamku za pierwszym razem. Stracił 5000 ludzi, wśród nich 400 oficerów. Jednak jego straty mogły być o wiele większe i wahały się od 7 do 8 tysięcy ludzi, według raportów przesłanych do Anglii przez oficerów służby zdrowia i innych pozostających przez pewien czas w Badajoz.
Dziennik oblężenia znajduje się w rękach pułkownika Lamare, dowódcy inżynierów, który przebywa obecnie w niewoli w Anglii. Obiecał on uczynić wszystko co możliwe, aby dostarczyć ten dokument Jego Ekscelencji ministrowi wojny.

Poświadczone przeze mnie w Paryżu, 12 lipca 1812 r.
Generał dywizji Philippon

Tłumaczenie: Andrzej K. Szymański
Copyright © 2006