Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Franciszek Viscardi, "Bateria w ogniu"

Opublikowano w Epoka empire pędzlem malowana

W zbiorach Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie znajduje się niezwykły obraz batalistyczny „Bateria w ogniu” namalowany przez jednego z najbardziej znanych polskich malarzy przełomu XIX i XX wieku – Wojciecha Kossaka. Na płótnie artysta przedstawił dwa zaprzęgi artylerii konnej Księstwa Warszawskiego podczas bitwy pod Raszynem, stoczonej 19 kwietnia 1809 r. Starcie to zakończyło się taktycznym zwycięstwem armii polsko-saskiej dowodzonej przez ks. Józefa Poniatowskiego (liczącej 12,5 tys. żołnierzy) nad wojskiem księcia austriackiego Ferdynanda d’Este, które liczyło 24 tys. W bitwie zginęło ok. 2,5 tys. żołnierzy austriackich, a ks. Poniatowski udowodnił swoje umiejętności dowódcze. Nowoutworzone wojsko polskie potwierdziło swoją wartość bojową i wykazało niezwykły hart ducha, dzięki czemu cała kampania 1809 r. zakończyła się zwycięstwem Księstwa Warszawskiego. Dokładnie sto lat później, choć Polska wciąż była pod zaborami, w Krakowie, rozpoczęły się obchody rocznicy śmierci ks. Józefa, który zginął w czasie bitwy pod Lipskiem w 1813 r. W patriotycznej atmosferze Wojciech Kossak, przystąpił do pracy nad cyklem obrazów ukazujących bitwę pod Raszynem z 1809 r.

 

„Bateria w ogniu” powstała w 1913 roku. Dzieło zostało namalowane olejem na płótnie i oprawione w ramę, która ma wymiary 131x250 cm. Kossak przedstawił na obrazie swoją artystyczną wizję epizodu bitwy raszyńskiej, która rozegrała się na przedpolu Warszawy 19 kwietnia 1809 roku. Aby przeanalizować scenę ukazaną na obrazie, musimy choć pokrótce przypomnieć przebieg starcia pod Raszynem.

Niecały miesiąc wcześniej wojska austriackie przekroczyły granicę Księstwa Warszawskiego i rozpoczęły marsz na stolicę. Ks. Ferdynand d’Este spodziewał się łatwego zwycięstwa. Dowodzący mniej liczną armią ks. Poniatowski odrzucił plan obrony Warszawy, a zamiast tego zdecydował się na starcie. Za przyjęciem bitwy przemawiało  ukształtowanie terenu pozycji pod Raszynem. Stanowisk polskich i saskich oddziałów, składających się z 5 pułków piechoty,4 jazdy i artylerii broniła rzeka Mrowa, która w okolicach Raszyna była bardzo błotnista. Armia austriacka mogła przedostać się na drugi brzeg tylko przez trzy łatwe do obrony mosty i groble: w Jaworowie na lewym skrzydle wojsk Poniatowskiego i w Michałowicach na prawej flance Polaków oraz w centrum pozycji – w Raszynie. Na przedzie, w samym środku stanowisk polskich była wieś Falenty, a tuż przy niej lasek olszynowy. Była to niezwykle ważna wysunięta placówka, której bronili żołnierze gen. Michała Sokolnickiego. Stanowisko w Falentach broniło wąskiej drogi tzw. grobli raszyńskiej, która prowadziła do centrum polskich linii w Raszynie. Każde skrzydło zostało obsadzone nieliczną artylerią, jaką posiadał Poniatowski – 27 dział własnych i 12 saskich. Jej stanowiska wybrali osobiście gen. Jean Baptiste Pelletier i gen. Stanisław Fiszer. W odwodzie stanęła bateria artylerii konnej pod dowództwem szefa szwadronu hr. Włodzimierza Potockiego. Formacja ta, stosunkowo niedawno utworzona, bo dopiero 1 XII 1808 r. , miała charakter elitarny i była niezwykle kosztowna. Być może dlatego ks. Poniatowski zdecydował się na umieszczenie jej w rezerwie. Poza tym, zadaniem artylerii konnej, jako bardziej mobilnej od pieszej, były nagłe i zaskakujące ataki, a nie obrona pozycyjna. Bitwa rozpoczęła się rano. Pierwsze starcia z kawalerią austriacką stoczyła polska jazda gen. Aleksandra Różnieckiego, która wycofała się na drugi brzeg Mrowy wraz ze swoimi armatami. Około godziny 14 artyleria ks. Ferdynanda rozpoczęła ostrzał Falent. Austriacy próbowali obejść polskie pozycje od skrzydeł, ale powstrzymała ich umiejętnie rozstawiona artyleria polska. Główny ciężar walk przeniósł się do Falent, które zaatakowała piechota gen. Mohra. Dramatyczny bój o wioskę i olszynkę zakończył się po około czterech godzinach.Oddziały gen. Sokolnickiego zostały wyparte na groblę raszyńską, gdzie ks. Poniatowski poprowadził osobiście atak na bagnety. Armii polskiej groziła całkowita klęska spowodowana przerwaniem linii w centrum pozycji. W tym krytycznym momencie bitwy, z pomocą wycofującym się polskim oddziałom, pospieszyła bateria Włodzimierza Potockiego, który rozstawił swoje 4 działa i powstrzymał natarcie Austriaków.

To właśnie ten przełomowy moment bitwy ukazuje obraz Wojciecha Kossaka „Bateria w ogniu”. Widzimy na nim dwa działony artylerii konnej Księstwa Warszawskiego wraz z kanonierami. W centrum obrazu dostrzegamy armatę z zaprzęgiem sześciokonnym. Na szponie działa znajduje się skrzynia amunicyjna z okutym blachą wiekiem. Artysta popełnił tu zasadniczy błąd. Taki typ zaprzęgu miały najczęściej działa o wagomiarze 8 funtów. Tymczasem polska artyleria konna posiadała najlżejsze armaty 6-funtowe. Zaprzęg powinien składać się z czwórki koni oraz przodkaru na którym stała skrzynia amunicyjna. Działo zaczepiano z tyłu przodkaru, zwanego u nas prockarem. Kossak zmienił również kolor farby, którą pomalowane były polskie armaty. Pochodziły one z magazynów pruskich, stąd też powinny być w kolorze „kornblumenblau’, czyli szarobłękitnym. Tymczasem na obrazie działo ma kolor oliwkowy z elementami czarnymi, co było typowe dla artylerii francuskiej. Działa eskortują kanonierzy na koniach. Kossak nie namalował poprawnie ich mundurów. Żołnierze artylerii konnej nosili pendenty z czarnej skóry, nie zaś białe. Poza tym rogatywki nie miały dolnego i górnego otoku, za to posiadały pąsowe kity, których brak na obrazie. Szczególną uwagę zwraca kanonier, który jadąc trzyma stempel od działa, czego nigdy nie robiono. Przyrząd ten, służący do czyszczenia lufy i ubijania ładunku, był podczas jazdy przyczepiany pod szponem działa. Po prawej stronie płótna widzimy jedną z najbardziej wyróżniających się postaci na obrazie. To jadący na siwym koniu trębacz I kompanii. Malując jego mundur Kossak popełnił kilka błędów. Żołnierz na rogatywce ma blachę naczelną, zamiast orła siedzącego na lufach dział. Po drugie, galony przy mundurze są czerwone, a powinny być złote. Pas, który opina kurtkę mundurową trębacza, według regulaminu był czarny ze złotą klamrą - nie biały. Cały oddział prowadzi, znajdujący się w lewym, dolnym rogu oficer. Jego kurtka przepasana jest czarnym pendentem, choć poprawnie powinien by c srebrno-złoty. Tym dowódcą jest szef szwadronu hr. Włodzimierz Potocki. Potwierdza to jego oficerski mundur, wyróżniający się od innych uniformów żołnierzy przedstawionych na obrazie. Jeśli przyjrzymy się odkrytej głowie oficera z jasnymi, kręconymi włosami i porównamy z wizerunkiem hr. Potockiego namalowanym przez Antoniego Brodowskiego na początku XIX wieku, od razu dostrzeżemy podobieństwo. Nie może być to kapitan Roman Sołtyk (dowódca II kompanii artylerii konnej), który na zachowanej rycinie Charlesa Louisa Bazina z 1832 r. ma kręcone włosy, ale o ciemnej barwie. Poza tym, kompania Sołtyka brała udział w walkach w Falentach zaraz w początkowej fazie bitwy. Jej konie i kanonierzy byli zmęczeni walką. W sytuacji, gdy wynik bitwy zależał od każdej armaty, Potocki nie mógł sobie pozwolić na niecelny ostrzał artylerzystów Sołtyka. Poza tym, hrabia był nie tylko szefem całego szwadronu, ale również bezpośrednim dowódcą I kompanii. Za umiejscowieniem sceny z obrazu konkretnie w tym momencie bitwy przemawiają różne elementy umieszczone przez Kossaka na obrazie. Zwróćmy uwagę na znajdującą się na trzecim planie, w lewym, górnym rogu fasadę kościoła parafialnego w Raszynie pod wezwaniem św. Szczepana. Położenie świątyni sugeruje, że konni artylerzyści znajdują się w pozycji ukośnej do budynku, ale wciąż na pozycjach przed groblą raszyńską. Zresztą fragment grobli widoczny jest na obrazie- to ciągnąca się wzdłuż osi obrazu droga wysadzana brzozami i olszynami. Takie usytuowanie grobli i kościoła potwierdza również mapa z 1810 r. przedstawiająca plan bitwy. Zaprzęg pokonuje być może wjazd na groblę, szukając dogodniejszej pozycji do prowadzenia ostrzału na nacierających Austriaków. Umiejscowienie sceny z obrazu w tym konkretnym czasie potwierdza również fakt, że austriacka piechota dotarła najdalej do kościoła św. Szczepana. Później została zasypana ogniem dział saskich. Wobec tego faktu, działa Potockiego musiały wkroczyć przed tym momentem. Wnioskując, można stwierdzić, że „Bateria w ogniu” przedstawia koniec pierwszej fazy bitwy raszyńskiej. Z drugiej jednak strony, epizod wyobrażony na płótnie przez Kossaka nie znajduje potwierdzenia w źródłach historycznych. Publikacje z epoki, takie jak np.: „Raport o działalności armii pozostającej pod rozkazami ks. J. Poniatowskiego podczas kampanii 1809 r.” Romana Sołtyka, czy „Relation des opérations de l'armée aux ordres du prince Joseph Poniatowski” tego samego autora nie zawierają wzmianki o tak kluczowej roli artylerii konnej w bitwie pod Raszynem. Podobne stanowisko prezentuje „Dziennik historyczny i korespondencja polowa gen. Michała Sokolnickiego z kampanii 1809r.” Roman Sołtyk oraz autor anonimowego „Rysu historycznego Kampanii odbytej w roku 1809 w Księstwie Warszawskim pod dowództwem Księcia Józefa Poniatowskiego” zgodnie przyznają, że w bitwie brała udział artyleria konna Włodzimierza Potockiego. Różnice pojawiają się jednak już w tak ważnych kwestiach jak liczba armat i kanonierów. Spór ten właściwie trwa do dzisiaj i wynika z rozbieżności danych historycznych. Według Andrzeja Nieuważnego[1] każda kompania otrzymała po cztery 6-funtowe armaty i 2 granatniki. Sołtyk w swoim pamiętniku mówi że artyleria konna miała łącznie 9 armat. Natomiast Bronisław Gembarzewski[2] podaje liczbę 8 dział, z czego dwa miały być moździerzami. Z kolei Czesław Grzelak[3] podważa obecność tych dwóch ostatnich. Trudno jednoznacznie stwierdzić, ile armat w rzeczywistości posiadała artyleria konna Księstwa Warszawskiego w 1809 r. Z pewnością Potocki miał w swojej kompanii 4 działa, o czym mówi dekret organizacyjny z 1 grudnia 1808 r.
Wojciech Kossak znany był z tego, że kopiował prace swojego ojca Juliusza.
Jednak w przypadku” Baterii w ogniu” malarz zainspirował się fragmentem powieści historycznej Władysława Gąsiorowskiego, wydanej w 1903 r. we Lwowie pod tytułem „Rok 1809”. Znajdujący się w niej rozbudowany opis bitwy pod Raszynem, zawiera dokładnie tę samą scenę, ukazaną na obrazie Kossaka[4]: "Trąbki zagrały. Potocki obejrzał się po siedzących za nim w drugiej i trzeciej parze koni dojeżdżaczy, dobył szabli i ruszył. Baty gwizdnęły po grzbietach, konie szarpnęły i bateria pomknęła w szalonym pędzie ku grobli. Ludzie, konie, armaty jakby w jedno zlały się ciało, w jedną duszę. Bateria zdawała się być wielkim potworem zgrzytającym łańcuchami, dudniącymi złowrogo, tratującym przed sobą wszystko, potworem, którego głową była armata dojeżdżana przez Potockiego, ogonem szereg luzaków. Bateria jak piorun wpadła na groblę, potrąciła ostatnie szeregi Poniatowskiego, pod gradem witających ją kul austriackich zatoczyła kadłuby, podniosła paszcze i zagrała. Potocki miótł przed sobą wszystko, sypał kartaczami, rwał, dziesiątkował, a kiedy mu z boku atak gotowano, cofał się, cofał się wolno, a za każde drgnięcie kul armatnich, za każdą stopę ziemi zbierał krwawą zapłatę. Po godzinnych zapasach zmuszony ustąpił, ale za nim stał już wybudowany rozkazami nowy front armii polskiej."

 Podobieństwo obrazu do fragmentu „Roku 1809” jest niezwykle wyraźne. Wojciech Kossak mógł czytać Gąsiorowskiego i wzorować się na jego opisach scen batalistycznych. Potwierdza to fakt, że obraz powstał w 1913 roku, a pierwsze wydanie książki miało miejsce w 1903r. Według powieści Gąsiorowskiego, Potocki dał czas polskim i saskim żołnierzom na sformowanie nowej linii obrony. Dzięki wsparciu artylerii saskiej udało się wyprzeć wroga z Raszyna. Już po zmroku ks. Ferdynand zarządził odwrót, a wojska ks. Poniatowskiego wycofały się do Warszawy.

Wybór fragmentu sceny z książki nie był przypadkowy. Kossak bardzo lubił przedstawiać sceny napoleońskie, cieszące się uznaniem wśród Polaków. Przykładem może być obraz pt: „Bitwa pod Raszynem”, na którym namalował księcia Poniatowskiego, idącego w jednym szeregu z prostymi żołnierzami z karabinem w ręku i krótką fajeczką brûle-guele[5]. Unieśmiertelnił tym samym bohaterstwo i odwagę księcia, który własnym przykładem zagrzewał żołnierzy do odparcia wroga. Jednak malując „Baterię w ogniu” Kossak nie tylko chciał upamiętnić męstwo polskich artylerzystów konnych, ale również przypomnieć społeczeństwu postać hr. Włodzimierza Potockiego, syna niesławnego Stanisława Szczęsnego Potockiego- targowiczanina. Włodzimierz pragnął odkupić winy ojca i zmazać hańbę z rodowego nazwiska. Postępując zgodnie z tradycją rodzinną[6], wystawił I kompanię artylerii konnej, która dekretem księcia saskiego i warszawskiego Fryderyka Augusta została włączona w skład armii ks. Poniatowskiego. Potocki ryzykował tym samym utratę dóbr na Ukrainie, narażonych na konfiskatę przez cara[7]. Również wystawienie oddziału, zaopatrzenie go w broń, amunicję i munudry kosztowało go prawdziwą fortunę - 72608zł[8].

Pod wpływem Potockiego Roman Sołtyka ufundował II kompanię. Hrabia Włodzimierz nie tylko wystawił oddział, ale z poświęceniem starał się go uczynić najlepszym w całej armii. Osobiście dobierał najlepszych kanonierów i oficerów z artylerii pieszej. Powstałą elitarną jednostkę szkolił dawny dowódca konnej artylerii Legii Naddunajskiej - Jakub Redel. Potocki wyróżnił się nie tylko w bitwie pod Raszynem, ale również w całej kampanii 1809 r., np. pod Sandomierzem. Zmarł niespodziewanie w 1812 roku. Pośmiertnie oddzaczono go orderem Virtuti Militari.

W uznaniu tych zasług, Kossak uczynił go głównym bohaterem obrazu „Bateria w ogniu”. Postawił go za wzór dla młodego pokolenia Polaków. Takie wartości jak poświęcenie dla ojczyzny, odwaga i honor, miały podobnie jak artyleria pod Raszynem miały pomóc Polakom wybić się na niepodległość.

Tematyka bitwy raszyńskiej była podejmowana przez raczej nielicznych polskich artystów. Wynikało to z cenzury politycznej, jaka nastała po upadku Napoleona w 1815 r.

Byli jednak tacy, którzy uwiecznili pierwsza bitwę wojsk Księstwa Warszawskiego stoczoną bez francuskiego wsparcia i współdziałania, np January Suchodolski, oraz Juliusz Kossak – ojciec Wojciecha. Na tle innych obrazów batalistycznych tych artystów
„Bateria w ogniu” wyróżnia się poprawnością przedstawienia mundurów artylerii konnej. U Suchodolskiego artylerzyści mają mundury z 1810 r. Obraz Kossaka nie jest oczywiście wolny od błędów dotyczących głównie broni i barwy, skoro jednak powstał ponad sto lat po bitwie to trudno się temu dziwić. Takie same omyłki popełniali zresztą inni twórcy, np.: Tadeusz Rozwadowski w swoich szkicach. Umiejętności Wojciecha Kossaka w ukazaniu dynamiczności baterii konnej oraz dbałość autora o szczegóły zostały zresztą nagrodzone w 1913 r. nagrodą fundacji Barczewskiego.

W pamięci potomnych batalia raszyńska zapisała się jako triumf młodego i niewyćwiczonego wojska nad liczniejszym i lepiej przygotowanym nieprzyjacielem.

Według „Gazety korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” po bitwie ks. Poniatowski z uznaniem wyrażał się o artylerii konnej Włodzimierza Potockiego.
Raszyn dowiódł, że mając słabsze siły można bronić się przed silniejszym przeciwnikiem, jeśli właściwie wykorzysta się główne czynniki obrony polowej, to jest teren i artylerię. Polscy żołnierze wykorzystali te elementy i zrobili to po mistrzowsku.
Juliusz Falkowski w „Obrazach z życia ostatnich pokoleń w Polsce” tak napisał o bitwie : „była prawdziwym popisem patriotyzmu i bohaterstwa(...) Pułki nasz młode, nie wyćwiczone, źle uzbrojone walczyły jak stare falangi”. 19 kwietnia 1809 r. bateria artylerii konnej hr. Włodzimerza Potockiego z pewnością pokazała swój kunszt oraz elitarny charakter, który potwierdzała nieraz podczas polskiej epopei napoleońskiej.



[1]„Wojsko Księstwa Warszawskiego: Artyleria, Inżynierowie, Saperzy”, Andrzej Nieuważny, Ryszard Morawski, Warszawa 2011. 

[2] „Wojsko Księstwa Warszawskiego”, Bronisław Gembarzewski, Kraków 1905.

[3] Artykuł „Rola artylerii w bitwie pod Raszynem”, Czesław Grzelak, Studia i materiały do historii wojskowości,
 t. XXII, 1979.

[4] „Rok 1809”,  Władysław Gąsiorowski, str. 363, t.1, Lwów 1903.

[5] Scena również opisana w „Popiołach” Stefana Żeromskiego, Warszawa 1956.

[6] Ojciec Włodzimierza Potockiego - Stanisław Szczęsny był generałem artylerii koronnej i fundował armaty dla wojska Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

[7] Między innymi dlatego w 1810 r. wycofał się ze służby czynnej w armii Księstwa Warszawskiego, ale otrzymał zapewnienie możliwości powrotu do wojska w dowolnym momencie, w tej samej randze.

[8] Dekret z 1 XII 1808r. Bronisław Gembarzewski „Wojsko Księstwa Warszawskiego”, Kraków 1905.