Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Letnia Kampania Piwna 2011

Opublikowano w Letnia kampania piwna

Rękopis zagubiony w Turawie.

Habent sua fata libelli, habent sua fata manuscriptae. Od Saragossy Turawa na opolszczyźnie oddalona jest o 2379 km. i między innymi od aragońskiej stolicy różni się tym, że tam czasami znajdowano zapomniane rękopisy, a przynajmniej jeden, w Turawie zaś co najmniej jeden rękopis został zagubiony. Działo się to na początku lipca A.D. 2011 Diuk Castiglone nakazał pewnemu uczestnikowi tajemnej narady czcicieli cesarza Francuzów, zwanej dla niepoznaki Letnią Kampania Piwną, (wśród których znalazł się także jeden monarchista), sporządzenie kronikarskiego spisu wydarzeń dla wiedzy innych i ku pamięci potomnych, ale jak dotąd żaden tekst nie wypłynął i zachodzi przypuszczenie, że musiał zaginąć, bo odmowa wykonania polecenia wydanego przez Diuka Castiglione nie wchodzi chyba w rachubę. Natura zaginionych rękopisów jest taka, że budzą ciekawość znacznie większą od tej, jaką darzy się rękopisy istniejące, wielu też musi zadać sobie pytanie, co w rękopisie tym można było wyczytać.

Może była tam informacja o perturbacjach pielgrzymów napoleońskiego sprzysiężenia do Turawy, kiedy okazało się, że możliwy jest nocleg pod gwiazdami, co może i nie byłoby takie złe, gdyby nie rzęsiste deszcze przechodzące nad okolicą. Jeżeli tak, to musiał też być opis Pani na noclegowni zwanej Mariną, która w dziwny sposób łączyła w sobie opryskliwość z serdecznością. Musiało też pojawić się imię tajemniczej Dominiki, rozpalającej wyobraźnię niektórych młodzieńców. Jeżeli zaś tego wszystkiego nie było, to na pewno z kronikarskiego obowiązku musiał autor rękopisu wymienić uczestników spotkania. Powiedzmy zatem, że byli to: czcigodny WPK, zachwycający mądrością i rozsądkiem, znawca wszelakiej literatury historycznej, nie tylko z epoki Napoleona; krnąbrny Stary, zajadle szermujący się na słowa z zaczepnym rojalistą Equesem; tenże, jakby marnując swoją wiedzę na utarczki słowne był uczestnikiem dysput nie tylko przecież ze Starym, a ponadto okazał się mistrzem w spożywaniu piwa; był oczywiście Castiglione, hojnie obdarowujący swoich towarzyszy cennymi drukami, dyskretnie sekundujący każdej dyskusji i wprowadzający zgromadzenie na ścieżki wspomnień o zmarłych bohaterach epoki; był Apacz, którego zasługi trudno przecenić, a prezentowane przez niego odkrycia pokazywały, jak wiele niezwykłych i zapomnianych tajemnic jest do wydobycia na światło dzienne; był Chevau Leger, choć lekkokonny, ale słusznej postury, cierpiał prześladowania w związku z pewną cechą typową dla Sarmatów, potencjalnie wielce uciążliwą dla innych, szczególnie zaś dla Starego; był Louis Nicolas, który cudem uniknął pala, ale nikt chyba już nie pamięta, dlaczego mu to groziło; przybył tez po raz pierwszy na kampanię Zenobi, pełen podziwu dla ogromu wiedzy wszystkich jej uczestników; oprócz teoretyków przybyli również praktycy, rekonstruktorzy, żołnierze 4 pułku piechoty Księstwa Warszawskiego, Pitrek, Grenadier i Sławek, gawędziarze opowiadający swoje przygody bitewne na polach Europy, ilustrujący swoje dokonania fimem spod Fuengiroli i pokazami posłgiwania się lancą vel piką vel włócznią vel... dzidą. Niestety nie przybył z nieodległej przecież Germanii Kamp, czego wszyscy niezmiernie żałowali.

Biorąc pod uwagę skład osobowy uczestników spotkania i spektrum ich zainteresowań, szczególnie należy ubolewać nad stratą turawskiego rękopisu. Na zawsze dla potomnych przepadła wiedza o tematach dyskusji, wspomnieniach weteranów i spontanicznych wybuchach zacietrzewienia gaszonych strugami złocistego piwa. Jedyna nadzieja, że ktoś może jednak odnajdzie na brzegu jeziora w Turawie spłukany deszczem pergamin rękopisu, który niczym palimpsest pobudzać będzie wyobraźnię na temat na zawsze straconej treści.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




Tekst: Zenobi
Zdjęcia: Apacz