Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Obchody 189 rocznicy "bitwy narodów".

Opublikowano w Rekonstrukcje i rekonstruktorzy

Wczesnym rankiem 18 października wyruszyliśmy z Trójmiasta w kierunku Lipska. Na miejsce dotarliśmy po dziesięciu godzinach drogi. Od razu po przybyciu zabraliśmy się do rozbijania naszego historycznego namiotu. Resztkami siana wyłożyliśmy sobie nasze leża w namiocie. Przebraliśmy się w nasze uniformy i w jednej chwili czas się cofnął o 189 lat. Nagle zorientowaliśmy się, że jest nas tylko trzech z Polski. Dwóch fizylierów 2. pułku piechoty oraz kapral artylerii pieszej z armii Księstwa Warszawskiego.
Biwak historyczny był na terenie parku, koło Torhaus Dölitz. W okolicy zapanowała atmosfera napoleońskiej epoki. Ciemności rozjaśniły obozowe ogniska, pochodnie i świece. Namiotów było chyba ze 150 sztuk!!! Do Lipska na tą rekonstrukcję przyjechało około 600 uczestników z wielu formacji wojskowych. Między innymi były to: Lützower Freikorps, Pruska, Wschodniopruska i Śląska Landwehr'a, Marynarze Carskiej Gwardii, rosyjscy jegrzy, piechota würtenberg'ska i austriacka, sascy huzarzy, piechota, gwardia i artyleria, Grenadierzy i Marynarze Gwardii, grenadierzy francuskiego 32. pułku piechoty liniowej, fizylierzy i woltyżerzy republikańskiego 22. pułku piechoty liniowej, 8. bateria francuskiej artylerii pieszej, francuski chirurg i sanitariusze, dużo markietanek i oberżystek, no i oczywiście nasza "trójka" z Polski. Wieczorem odbył się apel inauguracyjny, gdzie przedstawiono wszystkie przybyłe oddziały.

Wczesnym rankiem 19 października obóz zaczął się przebudzać. Pierwszą myślą w głowie było to, że trzeba się ogrzać i napić się kawy lub herbaty. Chłód przeszywał nasze ciała, jednak stan ten trwał tylko chwilkę, ponieważ trzeba było drewna narąbać i pójść po wodę. Po śniadaniu wszystkie nasze sprzęty trzeba było wychędożyć. W tym samym czasie po obozie maszerowała kolumna Freikorps'u Lützower'a, aż z dwunastoma doboszami. To robi wrażenie! Wraz z ożywieniem całego obozu miejscowi kupcy i rzemieślnicy zaczęli otwierać swoje stragany. Można było kupić książki, buty i gwoździe do nich, płaszcze, koce, cynowane i cynowe kubki, malowane cynowe żołnierzyki, pamiątki oraz napitki i jedzenie. Była nawet polowa drukarnia.
Wszyscy żołnierze powoli przygotowywali się do wymarszu na bitwę. Koło godziny 11.00 wszystkie oddziały uformowały się w kolumnę, maszerując w kierunku Torhaus Wachau. Kiedy dotarliśmy na miejsce doszło do potyczki pod bramą. Marynarze Gwardii, grenadierzy 32. p. p. l. oraz fizylierzy 22 p. p. l. na zmianę salwami z muszkietów odpierali ataki piechoty austriackiej i rosyjskiej. Po owym ostrym starciu wszyscy uczestnicy udali się na poczęstunek i "jedno" piwo. Koło godziny 12.30 wyruszyliśmy dalej całą kolumną w kierunku Liebertwolkwitz. Parę kilometrów mieliśmy do przebycia. Podczas tego marszu spotkaliśmy się z wielką serdecznością okolicznych mieszkańców. Częstowano nas ciastami, cygarami oraz różnego rodzaju destylatami. Miłe to było. W końcu po pewnym czasie dotarliśmy na pola położone na południe od Liebertwolkwitz. Pole bitwy dzielił głęboki na 1,5 metra rów melioracyjny. Po chwili zaczął się obustronny ostrzał artyleryjski, łącznie ze dwadzieścia armat i jeden moździerz. Gdzieniegdzie wyrzucało ziemię na 10 metrów w górę od pozorowanych wybuchów granatów. Naszą "trójkę" przyłączono do saskich szeregów, tragedia!!! "Zielonego pojęcia" nie mieli o musztrze. Gubili szyk, linia się załamywała przy komendzie "zachodź w prawo lub lewo". Nasze cotygodniowe ćwiczenia nie poszły na marne. Najbardziej "przebiegły" był saski oficer piechoty. Na dwa metry przed kolumną Wschodniopruskiej Landwehr'y wydal komendę "przez prawo w tył- naprzód marsz". Sasi!!! Tak samo jak w 1813 roku, "bardzo bojowi"!!! Idealna sytuacja, żeby dostać bagnetem lub piką w plecy od wroga!!! Dookoła grzmiały armaty i paręset muszkietów, zaś w powietrzu unosił się zapach spalonego prochu. Czas się cofnął o 189 lat. Równocześnie na innych odcinkach batalii dochodziło do starć piechoty i kawalerii. Napoleońskie oddziały musiały powoli ustępować pola przeważającym wojskom nieprzyjacielskim. Naszą jedyną drogą ucieczki była kładka przerzucona przez wspominany rów melioracyjny. Zostaliśmy otoczeni, nacierano na nas z trzech stron. Znaleźliśmy się w tak samo niekorzystnym położeniu jak Wielka Armia nad Berezyną. Zabrakło dla wszystkich miejsca na kładce. Mi na szczęście udało się przeskoczyć ten rów, jednak wielu żołnierzy wpadło do zimnej wody. Rozgorzały zacięte walki o przeprawę. Chwałą tam się okrył oddział Marynarzy Gwardii. W tym samym czasie z naszej prawej flanki zaczęła nacierać Pruska Landwehr'a. Zirytowani postawą saskich żołnierzy zaprowadziliśmy porządek w szeregu i udało nam się odeprzeć "kolbami" dwa ataki wroga. Ustępując dalej pola, bitwa została zakończona.
Wszystkie oddziały maszerując w kolumnie zaprezentowały się publiczności i miejscowym władzom. Dowódcy oddziałów otrzymali od organizatorów pamiątkowe proporczyki.
Po godzinie 16.00 dotarliśmy do naszego obozu, gdzie mieliśmy chwilę na odpoczynek. Czasu nam jednak nie dano wiele, bo musieliśmy udać się pod pomnik Xięcia Józefa Poniatowskiego. Pomnik ten stoi w miejscu, gdzie "książę Pepi" wpadł w nurt Elstery. Odbyliśmy tam wartę honorową razem z dwoma żołnierzami i markietanką z Freikorps'u Lützower'a. Wieńce złożyli: Konsul Generalny RP na Niemcy, Konsul RP w Lipsku oraz przedstawiciele Polonii.
Po spełnieniu naszych powinności wróciliśmy do obozu by zasiąść przy naszym ognisku. Trzeba było w końcu coś zjeść i czegoś się napić. Poznaliśmy wielu ciekawych ludzi, a także mieliśmy okazję spotkać starych znajomych. Wieczorem wystawiono nawet sztukę w stylu czasów fryderykańskich. Pojawili się nawet grenadierzy pruscy w mundurach z wojny siedmioletniej, tak tylko na pokaz!
W niedzielę rano zaczęliśmy się powoli pakować. Jeszcze tylko zamieniliśmy parę słów ze znajomymi i pojechaliśmy zobaczyć pomnik "bitwy narodów" (Volkerschlachtdenkmal). Ponad 90 metrów wysokości, granitowy kolos. W tym też czasie pod pomnikiem dobiegały końca uroczystości związane z obchodami ze 189. rocznicą tej wielkiej bitwy. Odwiedziliśmy także miejscowe muzeum, gdzie znajdują się bardzo ciekawe eksponaty z epoki napoleońskiej.
Do Lipska wrócimy w przyszłym roku. Miejmy nadzieję, że będzie nas kilkadziesiąt osób lub więcej. Byłoby miło!!! Organizatorzy spodziewają się w przyszłym roku przeszło 2000 uczestników. To dopiero będzie coś! Żeby to przeżyć, to trzeba tam po prostu być!!!

Piotr Czerepak
Kapral Artyleryi Pieszey Xięstwa Warszawskieg