Nasza księgarnia

Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Bitwa pod Ulm 1805

Opublikowano w Bitwy epoki napoleońskiej

W końcu sierpnia 1805 roku wielkie obozy wzdłuż brzegu morza zostały zwinięte i najwspanialsza armia pod względem ekwipunku, wyćwiczenia, doświadczenia, ducha, składu oficerskiego i naczelnego dowództwa, jaką widział świat kiedykolwiek, pomaszerowała przez Francję, Holandię i Niemcy, robiąc szesnaście mil na dobę, ku swej pierwszej linii koncentracji. Białe żagle floty angielskiej i białe zarysy nadbrzeżnych skał Anglii pozostały za nią. Armia maszerowała zgodnie ze ściśle wyznaczonym planem: po każdej godzinie marszu pięć minut wypoczynku dla wypalenia fajki, w południe godzinny wypoczynek. Gdy był kurz, każdy żołnierz musiał trzymać w ustach słomkę, aby oddychał tylko nosem. Po upływie trzydziestu mil od chwili otrzymania cesarskiego rozkazu wymarszu, wszystkie siedem korpusów, gwardia cesarska i świetna kawaleria rezerwowa doszły do pierwszej linii koncentracji. Rozkazy były tak dokładne i maszerowanie tak równomierne, że wszystkie te jednostki przychodziły jedna za drugą w równych trzy-lub czterodniowych odstępach czasu. Linia, którą wojska zajęły, miała kształt wielkiego półkola. Na północnym jego krańcu stał Bernadotte pod Wurzburgiem, w środku znajdowała się linia Renu, na południowym krańcu Augereau pod Bazyleą.
   Dla Berthiera, zagłębionego w swych mapach w Kwaterze Głównej, praca dotychczas była łatwa. Pogoda dopisywała, droga prowadziła przez kraje znane, ludzie byli w dobrym nastroju i karność - z jednym tylko wyjątkiem - doskonała, szczególnie w korpusach Davouta i Soulta. U pierwszego z nich nie było wcale maruderów, Soult miał ich około trzydziestu. Wspomnianym wyjątkiem był Marmont, ale i jego trudno było winić za dezercję posiłkowych oddziałów holenderskich. Marmont miał też nieco kłopotów z końmi, które nie były w najlepszej kondycji skutkiem tego, że wrodzony optymizm Marmonta kazał mu tygodniami trzymać konie na statkach transportowych, aby były w pogotowiu do wyprawy na Anglię. Lecz te kłopoty z dezerterami i końmi bynajmniej nie przygnębiły go. "Co za kraj do wojaczki" - pisał. - "Nie ma żadnych kłopotów z rekwizycją. Niemcy są rozsądnym narodem i rozumieją, że żołnierze muszą jeść. Pociesza ich to, że gdy zabieramy im żywność, nie marnuje się ona, lecz idzie na właściwy użytek. Tylko nieład gniewa Niemców."
   Później sprawy się nieco popsuły. Generał austriacki Mack rozłożył się pod Ulmem, kryjąc dolinę Renu i mając łączność na południu z posiłkami rosyjskimi i austriackimi, na wschodzie zaś -z Wiedniem. Gdzieś daleko w głębi cesarstwa Habsburgów znajdowała się druga armia austriacka, a jeszcze dalej, we mgłach wschodu - główne siły Moskwy.
   O manewrze wykonanym przez Napoleona zwykło się mówić jako o wyjątkowym tour de force strategii. Był on czymś więcej -wspaniałym dziełem sztuki, odznaczającym się pięknem symetrii. Bonaparte ściągnął Bernadotte'a i Marmonta, czyli północne skrzydło łuku ku południowi, korpus zaś Renu posunął ku północy na ich spotkanie. Powstałą w ten sposób przerwę w środku i na prawym skrzydle wypełnił kawalerią rezerwową, rozłożoną w kształcie olbrzymiego wachlarza. Na skrajnym prawym skrzydle stał, jak dotychczas, Augereau. W ten sposób, w czterdzieści pięć dni po opuszczeniu spokojnych obozów w Boulogne, Brugge i Montreuil (odległych w prostej linii od Ulmu o 600 kilometrów), Napoleon zgromadził na północnym skrzydle generała Macka 150 tys. ludzi. Zastępy kawalerii Murata na przedzie uniemożliwiały Austriakom zorientowanie się, jaka burza na nich nadciąga.
   Zresztą Mack nie uwierzyłby w to nawet wtedy, gdyby miał możność przelecenia ponad Wielką Armią w samolocie. Wiedział on dokładnie, kiedy Wielka Armia {Grand Armee) opuściła swe leże, znajdujące się o 500 kilometrów ku północnemu zachodowi. Przy normalnym, staromodnym, austriackim tempie manewrowania powinna ona była obecnie mieć trudności z żywnością i butami gdzieś w okolicach Nancy, Metzu i Luksemburga. Dlatego też Mack wcale nie przejmował się zasłoną francuskiej kawalerii i ze swymi 30 000 ludzi spokojnie siedział sobie w Ulmie. Dopiero, gdy Bernadotte, idący na skraju łuku, przebył Dunaj pod Ingolstadtem i przeciął łączność Macka z Wiedniem, generałowi austriackiemu zaczęło świtać w głowie, że coś nie jest w porządku. U wodzów austriackich weszło już w zwyczaj, że dopiero wtedy dowiadywali się o obecności Napoleona, gdy on już przeciął ich linie komunikacji.
   Reszta jest znana. Wielka Armia obeszła Macka i wzięła do niewoli całą jego trzydziestotysięczną armię staczając tylko jedną potyczkę pod Elchingen. Ta potyczka pod Elchingen dała sposobność poznania Neya zarówno jako doskonałego żołnierza jak i kłótliwego człowieka. Szósty korpus Neya został przyłączony do piątego korpusu Lannes'a i dowództwo nad nimi objął Murat, ponieważ był mężem Karoliny Bonaparte, szwagrem cesarza i wskutek tego należał do rodziny. Lannes nienawidził Murata, obydwaj zaś z Neyem byli wściekli, że oddano ich pod komendę buńczucznego kawalerzysty, który nie miał żadnego pojęcia o zadaniach i pracy piechoty.
   Ney natychmiast wszczął kłótnię o złe, jego zdaniem, rozłożenie przez Murata szóstego korpusu na obydwóch brzegach Dunaju. Zniecierpliwiony Murat powiedział wreszcie, by mu nie zawracał głowy. "Układam swe plany dopiero w obliczu nieprzyjaciela" - oświadczył Murat. Lecz gdy przybył jego cesarski szwagier i rozejrzał się w położeniu, okazało się, że Ney miał słuszność. Szósty korpus znajdował się istotnie w niebezpieczeństwie i jedynym sposobem ocalenia go było zdobycie mostu na Dunaju pod Elchingen oraz wzgórza panującego nad okolicą. Ney miał poprowadzić atak. Po otrzymaniu ostatecznych rozkazów od Napoleona, opuszczając sztab główny, chwycił Murata za ramię i głośno zawołał:
   "Chodź teraz ze mną, książę, i ułóż jakiś plan w obliczu nieprzyjaciela!" Historia nie przekazała nam, czy obecny przy tym marszałek Lannes śmiał się głośno, czy też tylko w duszy.
   Charakterystyczna była odpowiedź Murata. W kilka dni później napisał on do Napoleona list, oskarżając Neya o nielegalne zarekwirowanie 50 tys. koron. Równie charakterystyczna była odpowiedź Napoleona. Znając Murata i znając Neya pominął ten list milczeniem.
   Atak na most i wzgórze udał się doskonale. Rudy marszałek (jego ludzie nazywali go le rougeaud) prowadził atak osobiście, w paradnym mundurze marszałkowskim z gwiazdą Legii Honorowej błyszczącą na piersiach.
   W czasie tych starć, potyczek i manewrów Napoleon wjechał raz ze swym sztabem i oddziałem strzelców gwardii w pole obstrzału polowej baterii austriackiej i nie chciał się cofnąć. Lannes, który nigdy nie obawiał się cesarza, chwycił za uzdę jego konia i siłą wyprowadził go z niebezpiecznego miejsca.
   Tak skończył się pierwszy etap tej kampanii. Cała pierwsza armia austriacka, co do jednego człowieka, została wyeliminowana. Pozostawała jeszcze druga mieszana armia austriacko-rosyjska, znajdująca się przypuszczalnie gdzieś w pobliżu Wiednia, oraz rezerwowa armia rosyjska gdzieś na wschodzie.

Źródło: A. G. Macdonell, Napoleon i jego marszałkowie