Nasza księgarnia

Biblioteka Barwy i Broni

  • Biblioteka Barwy i Broni
  • Ułani Księstwa Warszawskiego 1807-1814
  • Piechota XW wg przepisu 3 września 1810
  • Huzarzy Księstwa Warszawskiego 1809-1813

Bronisz Ignacy

Podpułkownik Ignacy Bronisz (1766 – 1812) – zapomniany bohater bitwy pod Fuengirolą

Okres upadku szlacheckiej Rzeczpospolitej, powstania 1794 r., walk legionów gen. Dąbrowskiego, Legii Naddunajskiej i polskiego wysiłku zbrojnego w latach 1806 -1814 obfitował w szereg wydarzeń i starć zbrojnych, w których Polacy pozbawieni swojego państwa przez zaborcze mocarstwa, Austrię, Prusy i Rosję czynem zaświadczali swoją determinację w walce o odrodzenie ojczyzny. Lata 1791 – 1814 to cała epoka, w trakcie której wojskowi polscy zaznawali goryczy porażek ale i smaku tryumfu w niezliczonych bitwach i potyczkach. Tożsamość większości tych żołnierzy, szczególnie najniższych stopni zaginęła w mrokach dziejów. Byli jednak wśród nich i tacy, których nazwiska choć przewijają się przez karty historii tego okresu to jednak pozostają nieznani ponieważ nikt, kiedy było to jeszcze możliwe nie utrwalił ich losów. Jednym z takich zapomnianych bohaterów był szef batalionu pułku 4 piechoty Księstwa Warszawskiego Ignacy Bronisz.

Broniszowie, stara rodzina szlachecka pieczętująca się herbem Wieniawa wywodziła się z Wielkopolski. Jej związki z ziemią dobrzyńską datują się od 28 lutego 1728 r. Tego dniana ślubnym kobiercu w kościele parafialnym w Strzygach stanął Piotr Bronisz, dziedzic Kołomii późniejszy łowczy drohicki, który wstąpił w związek małżeński z Bogumiłą Zimęcką córką Jana i Marianny z Mniewskich, dzierżawnych posesorów dóbr strzyskich.

Z małżeństwa tego na świat przyszło trzech synów: Michał, Jakub i najmłodszy, Wojciech, który był założycielem dobrzyńskiej gałęzi rodu Broniszów. Prawdopodobnie niedługo przed 1765 r. przeniósł się on na Ziemię Dobrzyńską zapewne w związku z ożenkiem z pochodzącą ze starego rodu szlachty dobrzyńskiej herbu Dołęga Magdaleną córką Michała Mazowieckiego i Marianny z Żukowskich urodzoną w Giżynku2 listopada 1741 r. Z małżeństwa tego, w Działyniu, którego Wojciech Bronisz noszący już wówczas tytuł cześnika żytomirskiego był dzierżawcą, w kolejnych latach 1765 i 1766 urodziło się jego dwóch synów: Józef i Ignacy.

W 1776 r. Ignacy Bronisz rozpoczął wraz ze swoim bratem naukę w podległej Komisji Edukacji Narodowej Szkole Podwydziałowej w Toruniu. Bracia Broniszowie naukę kontynuowali razem do 1780 r. kończąc ją na III klasie . W trakcie ich nauki w Toruniu, w 1778 r., w księgach grodzkich bobrownickich Wojciech Bronisz oblatowałzapis na rzecz nieletnich synów urodzonych Józefa i Ignacego Broniszów sumy 766 dukatów i dwóch tynfów zapisanych na dobrach Dąbrówka w ziemi dobrzyńskiej, w powiecie lipnowskim „nabytych przez siebie prawem dziedzictwa” od Stanisława Rościszewskiego, podczaszego rypińskiego .

Cześnikowice żytomirscy, Józef i Ignacy po opuszczeniu szkoły w Toruniu kontynuowali naukę w Szkole Podwydziałowej w Płocku w 1781 r., w której uczęszczali do klasy IV. Cztery lata później, 19 czerwca 1785 r. Ignacy Bronisz wstąpił do stacjonującego w Warszawie regimentu Gwardii Pieszej Litewskiej. Regiment ów wchodził w skład gwardii królewskiej, jako jeden z jej czterech oddziałów. Gwardia Piesza Litewska była regimentem jednobatalionowym, podzielonym na osiem kompanii. Jego liczebność nie była duża, etat oddziału w październiku 1789 r. sejm ograniczył do 568 osób . Służba w nim była dalece odbiegająca od służby w regularnej piechocie. Był on w specjalnej dyspozycji królewskiej i do jego obowiązków należało oprócz osobistej ochrony króla, pełnienie służby w zamku królewskim, w Ujazdowie, w Łazienkach, Belwederze, w Pałacu Błękitnym u szefa regimentu i okresowo u członków rodziny królewskiej. Poza tym odbywał on normalne szkolenia i czynności służbowe w koszarach, na pikiecie, na ordynansie i na roncie. Ignacy Bronisz należał do lejbkompanii czyli pierwszej kompanii tego regimentu. Po roku służby, w sierpniu 1786 r. przy przeglądzie „niższego sztabu i unter oficierów”lejbkompanii wśród ośmiu wymienionych w tym przeglądzie podchorążych otrzymał najwyższą notę.

Żołnierz, oficer i grenadier gwardii pieszej Wielkiego Księstwa Litewskiego w mundurze z 1792 r. mal. Józef Harasimowicz.

Po roku następnym, 29 grudnia awansowano go na stopień chorążego . W tym samym roku aktem wpisanym do ksiąg wójtowskich miasta Lipna Wojciech Bronisz scedował na rzecz swojego syna Ignacego jedną czwartą sumy posagowej po zmarłej żonie Magdalenie Mazowieckiej przynależnej mu na mocy dekretów sądu ziemskiego dobrzyńskiego wydanych w 1779 roku .

Wkrótce po awansie na chorążego, po trzech latach służby Ignacy Bronisz otrzymał urlop, na którym przebywał od czerwca do sierpnia 1788 r. Kolejny urlop otrzymał w roku następnym. Trwał on dłużej bo od czerwca do października. Powrót chorążego Bronisza z urlopu do regimentu przypadł na okres doniosłych wydarzeń politycznych jakie rozgrywały się w latach 1788 – 1792 w stolicy Rzeczpospolitej a więc obradom Sejmu Czteroletniego i uchwaleniu konstytucji 3 maja. Można sądzić, że Ignacy Bronisz był ich świadkiem. W wojnie, która toczyła się od maja do lipca 1792 r. w obronie konstytucji, Regiment Gwardii Pieszej Litewskiej, a więc i zapewne chorąży Ignacy Bronisz nie brał udziału, ponieważ jego pułk należał do tak zwanej armii rezerwowej, której udział w działaniach wojennych zakończył się na kilkutygodniowym obozowaniu pod warszawską Pragą .

12 grudnia 1792 r. pułkownik regimentu Gwardii Pieszej Litewskiej Jan Deskur wystosował do króla Stanisława Augusta Poniatowskiego list z prośbą o wydanie patentów dla kwalifikujących się do awansu oficerów. Wśród nich znalazł się pierwszy na liście starszeństwa chorążych Ignacy Bronisz.Na awans na stopień porucznika czekał do 16 września 1793 r. a stosowny patent wydany mu został 24 czerwca 1794 r. przez Najwyższego Naczelnika Siły Zbrojnej Narodowej Tadeusza Kościuszkę w obozie pod Przybyszewem .

Porucznik Ignacy Bronisz służąc w swoim regimencie wziął udział w insurekcji kościuszkowskiej i prawdopodobnie w jej trakcie otrzymał awans na kapitana. Wraz z upadkiem powstania 1794 r. i ostatecznym rozbiorze Rzeczypospolitej Szlacheckiej zakończyła się jego kariera wojskowa. Nie wiadomo co robił i gdzie przebywał w latach 1794 – 1800.Jak wynika z przebadanych źródeł, w lipnowskim, gdzie w majątku Charszewo w parafii Rogowskiej żył jego ojciec i brat Józef z rodzinami pojawił się w styczniu 1800 r.i jako rodzic chrzestny brał udział w ceremonii chrztu córki swojego brata Józefa, Agnieszki Apolonii Bronisz.

Rok później, 12 lutego 1801 r. proboszcz lipnowski udzielił mu, w dworze w Kłokocku, ślubu z Marianną Sumińską córką Adama, podkomorzego dobrzyńskiego . W akcie ślubu Ignacy Bronisz określony został jako „capitaneus militiae polonorum” czyli kapitan wojska polskiego. Młoda para zamieszkała w Sosnowie, w okolicach rodzinnego majątku Broniszów Charszewa, położonego w parafii Rogowo. Tam przyszedł na świat ich syn ochrzczony 20 lutego 1803 r. trojgiem imion: Franciszek Ksawery Ignacy. Następnie Ignacy i Marianna Broniszowie przenieśli się do wsi Łukoszyno Biki w powiecie sierpeckim gdzie weszli w posiadanie majątku ziemskiego. Tam urodzili się ich kolejni synowie: Konstanty Euzebiusz Tomasz (1803), Roman Marek Nepomucen (1805) i Szymon Napoleon (1806).

Pod koniec 1806 lub na początku 1807 r. Ignacy Bronisz wstąpił do jednego z dwóch organizujących się w departamencie płockim pułków piechoty polskiej. Po reorganizacji i podziale Wojska Polskiego na trzy legie ostatecznie znalazł się w 4 pułku piechoty Legii Warszawskiej w stopniu kapitana i wysłany został do Lipna, w którym ustanowiona została tak zwana komisja kantonowa (poborowa). Bronisz zajmował się odbiorem kantonistów z obu powiatów Ziemi Dobrzyńskiej i organizował odprawianie ich do 4 pułku piechoty formującego się w Płocku.

Miniatura przedstawiająca oficera p4p w mundurze I legii warszawskiej ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie.

W Lipnie, już po zakończeniu działań wojennych i podpisaniu pokoju w Tylży, 15 sierpnia 1807 r. kpt. Bronisz z podległymi sobie żołnierzami wziął udział w uroczyście celebrowanym w tym mieście dniu urodzin cesarza Napoleona I. Po zakończeniu pracy związanej z werbunkiem żołnierzy powrócił do Płocka i wszedł w skład oficerów 1 batalionu swojego pułku. Obecny był przy nim w czasie przeglądu regimentu 7 sierpnia 1808 r. w Warszawiei wkrótce po tym, wraz z całym pułkiem wymaszerował z Polski przez Niemcy, Francję do Hiszpanii.

W walkach w Hiszpanii Ignacy Bronisz wyróżnił się między innymi w bitwach pod Almonacid (11 sierpnia 1809 r.) i pod Ocaną (19 listopada 1809 r.), w czasie której „dawał przykład zimnej krwi”. Jednak odznaczenie Legią Honorową przyniósł mu dopiero udział w bitwie pod Fuengirolą w Andaluzji (15 października 1810 r.). W bitwie tej, nazwanej później „Somosierrą polskiej piechoty” kpt. Bronisz odegrał kluczową rolę bowiem w decydującym momencie starcia, w którym nieliczna załoga żołnierzy 4 pułku piechoty Księstwa Warszawskiego dowodzona przez kpt. Antoniego Młokosiewicza stanowiąca załogę zamku Suahil opodal Fuengiroli walczyła z przygniatającą przewagą desantu żołnierzy angielskich dowodzonych przez gen. lorda Andrew Thomasa Blayneya. Bronisz nadszedł z odsieczą i uderzył wraz ze swoimi żołnierzami na lewe skrzydło Anglików co doprowadziło do zmieszania ich sił i w konsekwencji sprowadziło na nich klęskę.

Bitwa pod Ocaña. "Album de vingt batailles de la Révolution et de l'Empire / d 'après les aquarelles de M. Yung" z 1860 r.

W następnym roku, 14 sierpniakpt. Ignacy Bronisz mianowany został dowódcą batalionu (podpułkownikiem) co było usankcjonowaniem stanu faktycznego bowiem faktycznie dowodził 1 batalionem p4p już od ponad roku.

Na początku 1812 r. Dywizja Księstwa Warszawskiego, która z woli cesarza Napoleona I miała wziąć udział w wojnie z Rosją, opuściła Hiszpanię. W czasie marszu do Polski tymczasowy dowódca pułku 4 płk Cyprian Zdzitowiecki 12 czerwca 1812 r. wysłał do Ministerstwa Wojny Księstwa Warszawskiego raportz wnioskami o nadanie oficerom i żołnierzom jego pułku krzyżów wojskowych polskich (Virtuti Militari). Wśród nominowanych do odznaczenia krzyżem kawalerskim znalazł się podpułkownik Ignacy Bronisz, który „dowodził batalionem w bitwach Ocania, Almonacid, w przejściu gór Sierra-Morena, również odbył kampanię w Asturii i Galicji”.

Pieczęć pułku 4 piechoty Księstwa Warszawskiego - odcisk w zbiorach Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

W czasie gdy pułk 4 piechoty przechodził przez tereny Polskiwielu jego oficerów po prawie czteroletnim pobycie z daleka od kraju brało urlopy aby zobaczyć się z dawno nie widzianą rodziną. Nie inaczej postąpił Ignacy Bronisz. Owocem jego spotkania z żoną, do którego doszło po latach rozstania były narodziny w Łukoszynie Bikach córki Józefy, która przyszła na świat 25 V 1813 r.

Po zapewne krótkim urlopie podpułkownik Bronisz dołączył do pułku, który po niedługim pobycie w Malborku, w Prusach podążył na trwającą już wojnę z Rosją. Forsownymi marszami Dywizja Księstwa Warszawskiego (4, 7 i 9 pułki piechoty) wkroczyła na tereny wojenne iw końcu września 1812 r. dotarła do Smoleńska, w którym pułki polskie rozpoczęły służbę garnizonową.

20 października 1812 r. dywizja polska, która należała do IX korpusu Wielkiej Armii dowodzonego przez marszałka Claude’a Victora-Perrina wymaszerowała ze Smoleńska by iść na pomoc zagrożonemu przez rosyjską armię Wittgensteina II korpusowi Wielkiej Armii. Po połączeniu obu korpusów 29 października 1812 r. doszło do bitwy pod Czaśnikami (Czasznikami). Walki trwały trzy dni. Pułk 4 odniósł w nich najcięższe, spośród pułków polskich, straty. Wraz z innym oficerami zginął w tej bitwie szef batalionu Ignacy Bronisz. W ten sposób zakończył życie oficer, który – gdyby szczęście wojenne go nie opuściło – z pewnością zaszedłby o wiele wyżej na szczeblach kariery wojskowej.

Żona poległego podpułkownika w 1814 r. oddała majątek w Łukoszynie Biki w dzierżawę, a sama przeniosła się do Warszawy. Jako wdowa po byłym wojskowym w 1817 r. otrzymywała pensje roczną w wysokości 1655 zł. i 6 gr., która miała być jej wypłacana w tej wysokości do momentu aż ostatnie dziecko ppłka Bronisza osiągnie wiek 18 lat. Niestety nie dane było jej tego doczekać bowiem zmarła w Warszawie 19 X 1824 r.

Nie udało się niestety ustalić losu trzech synów Ignacego i Marianny Broniszów: ur. pod koniec 1802 lub na pocz. 1803 r. Franciszkiem Ksawerym Ignacym, ur. w 1803 r. Konstantym Euzebiuszem Tomaszem i ur. w 1806 r. Szymonem Napoleonem. Sądząc jednak z akt związanych z ich majątkiem ziemskim w Łukoszynie Biki prawdopodobnie zmarli w wieku dziecięcym. Wiadomo natomiast, że po śmierci Marianny Bronisz, ich jedyną córką, Józefą Marianną zaopiekował się stryj, Józef Bronisz, wieloletni rejent powiatu lipnowskiego. Również i ona nie dożyła pełnoletności bowiem zmarła w Lipnie 14 VIII 1827 r. w wieku 14 lat.

Ostatni syn ppłka Ignacego Bronisza, urodzony w 1805 r. Roman Marek Nepomucen poszedł w ślady ojca i wstąpił do Wojska Polskiego. Służył jako podchorąży w Pułku Ułanów Jego Królewiczowskiej Mości Księcia Oranii Nr 1. Niestety i jemu nie przyszło się cieszyć długim życiem bowiem zmarł w Szpitalu Głównym Wojskowym w Warszawie 23 IV 1829 r.

Fatum jakie zawisło nad rodziną podpułkownika Ignacego Bronisza spowodowało, że w relatywnie krótkim czasie, kilkanaście lat po jego chwalebnej śmierci na polu bitwy w Rosji w 1812 r. zmarła jego żona i dzieci a wśród żyjących mu współcześnie i później bliskich i obcych ludzi nie znalazł się nikt, kto zrobiłby cokolwiek aby przechować pamięć o nim dla przyszłych pokoleń. W ten sposób jego życie i zasługi uległy zapomnieniu. Artykuł ten ma na celu przywrócenie pamięci o podpułkowniku Ignacym Broniszu i przywrócenie mu należnego miejsca wśród najważniejszych postaci, zasłużonych Polaków, którzy wywodzili się z Ziemi Dobrzyńskiej.

 

Biogram Ignacego Bronisza opracowany na podstawie materiałów archiwalnych pochodzących z Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie, Archiwów Państwowych w Krakowie, Płocku i Włocławku, Archiwów Diecezji Płockiej i Włocławskiej i Archiwum Nauki PAN i PAU w Krakowie.

 

Autor: Wojciech Buller

Recenzje

Adam Paczuski, Napoleon Ridleya Scotta

Kiedyś, w gronie znajomych pasjonatów epoki napoleońskiej, rozmawialiśmy o najlepszych  filmach ją ilustrujących. Z tego co pamiętam, powszechne zachwyty (w tym także moje) wzbudziło wspomnienie „Pojedynku” Ridleya Scotta. Pojawiło się wówczas wśród nas marzenie, aby ten właśnie reżyser wrócił kiedyś do naszego ulubionego tematu. To dlatego od kilku dni chodzi za mną to wspomnienie wraz z pewnym mądrym powiedzeniem: „Uważaj o czym marzysz, bo może się to spełni”…

„Napoleona” obejrzałem kilka dni po premierze, więc dzięki relacjom znajomych i napływającym z różnych stron „napoleońskiego” światka recenzjom, byłem przynajmniej w części przygotowany na to co mnie czeka. Przyznam jednak, że te dwie i pół godziny seansu były dla mnie trudniejsze niż przypuszczałem. Prawdopodobnie na moją reakcję wpływ miała także zawiedziona nadzieja, że mój ulubiony reżyser potrafi jeszcze stworzyć coś wybitnego. Niestety…

Ilość historycznych błędów – nie tylko „nagięć” mających usprawnić narrację, ale przede wszystkim zwykłych ordynarnych kłamstw była zatrważająca. Zmuszało to do pytania o rzeczywiste intencje reżysera wobec historii, którą zdecydował się zilustrować. Po co kazał Francuzom strzelać do piramid, wojskom rosyjsko-austriackim topić się w stawach rybnych o głębokości kilkuset metrów, albo szarżować Bonapartemu pod Borodino i Waterloo, skoro wystarczy niewiele trudu aby dojść do tego, że to zwykłe brednie? Czyżby Scott był aż tak pyszny, że zupełnie przestał przywiązywać wagę do realiów, albo może tak cyniczny, że świadomie „sprzedawał” te kłamstwa szerokiej publiczności licząc na jej ignorancję? Do tego trzeba doliczyć mnóstwo nielogiczności (szczególnie w sferze militarnej, o czym jeszcze wspomnę), kompletne odrealnienie wielu postaci historycznych nie tylko pod względem słów i ich roli w historii, ale nawet wyglądu (znanego przecież z licznych portretów). Może ten film to był kiepski żart, albo świadoma artystyczna prowokacja? A może po prostu koszmarna warsztatowa niedoróbka starzejącego się mistrza gatunku? Nie wiem, które z tych przypuszczeń jest bliższe prawdy. Dlatego zmuszony jestem tylko przypuszczać, co stało za tym największym filmowym rozczarowaniem dekady.

Ridley Scott bardzo często „myśli obrazami” zapożyczając je ze sztuki dawnej (jak np. w „Pojedynku” sielskie wiejskie krajobrazy lub martwe natury zaczerpnięte z malarstwa francuskiego i niderlandzkiego). „Napoleon” jest pełen takich zapożyczeń. Począwszy od „Le Sacre” Davida w scenie koronacji, przez sceny z Egiptu z obrazów Gerome’a i Orange’a, ze zdobytej Moskwy z obrazów Wereszczagina, aż po wykorzystany w plakacie wizerunek cesarza po abdykacji w 1814 r. Delaroche’a. Oglądając beznamiętną minę Joaqina Phoenixa (cóż za marnotrawstwo talentu!) w przekrzywionym jeszcze bicornie w scenie egzekucji Marii Antoniny, miałem nieodparte wrażenie, że skądś znam ten wizerunek… Pamięć wzrokowa mnie nie myliła. To wypisz-wymaluj twarz „Bony’ego” z jednej z karykatur Jamesa Gillraya przedstawiającej zamach 18 brumaire’a 1799 r. Okazało się, że nie tylko ten jeden motyw wyjęty z antynapoleońskiej propagandy posłużył Scottowi za inspirację. Także postaci dyrektorów, ich pulchnych małżonek, odrażający paryski motłoch czy bezimienne figury z otoczenia Napoleona są jakby żywcem wyjęte z angielskich karykatur z epoki. Nawet Ian McNeice grający Ludwika XVIII bardziej przypomina jego karykaturalny wizerunek. Ale nie tylko fizjonomie, także zachowania. Bonaparte zarówno u Scotta jak i u Gillraya, Williamsa czy Cruikshanka jest prostacki, prymitywny, brutalny, często infantylny, strachliwy lub beznamiętnie okrutny. Jest pełen namiętności, ale tylko tych najniższego gatunku. No i rzecz dla Anglików niewybaczalna - Napoleon nie jest gentelmanem.

Bo też obraz Scotta jest całkowicie skrojony pod anglosaską perspektywę historii. Zauważmy, że poza relacją z Józefiną to właśnie odniesienia do Anglii są w tym scenariuszu najważniejsze. Polityka kontynentalna istnieje tylko wówczas kiedy ma jakiś związek z Anglią. Dlatego nie ma tu ani kluczowej dla kariery generała Bonaparte pierwszej kampanii włoskiej, ani następnej w 1800 r. ani wojny 1806-1807 czy 1809 r., nie wspominając o kampaniach z 1813 czy 1814 r. Obecność Austerlitz i Borodino tłumaczyłbym jedynie rozpoznawalnością tych bitew wśród Amerykanów, za którą stoi niezasłużona, moim zdaniem, popularność „Wojny i Pokoju” Tołstoja. Zresztą ukazując taktykę w bitwach epoki napoleońskiej Scott nie wyszedł poza to co pokazał z takim talentem w „Gladiatorze” czy „Królestwie niebieskim”. Widz, który nie ma wiedzy o wojnach i taktyce z przełomu XVIII i XIX w. wychodzi z kina przekonany, że ówczesne bitwy niewiele różniły się od wyobrażonych przez kino ostatnich kilku dekad (np. „Braveheart” czy „Władca Pierścieni”) frontalnych starć piechoty i kawalerii, gdzie wpadają na siebie bezładne masy ludzi i koni. Pomijam idiotyzmy z okopami, szarżą mańkutów (przepraszam leworęcznych) czy zastosowaniem i skutecznością artylerii. Jedyny ślad taktyki z epoki dostrzec mogliśmy w scenie ukazującej Waterloo (francuskie tyraliery i angielskie czworoboki). Od razu pojawiło się u mnie pytanie - dlaczego Scott nie ukazał francuskich czworoboków w bitwie pod Piramidami? Doszedłem do wniosku, że zaburzyłoby to przekaz reżysera, zgodnie z którym Francuzi dowodzeni przez nieprzewidywalnego Napoleona reprezentowali brutalną „ślepą” siłę, a Anglicy ze swoim porządkiem i stoicyzmem byli ostoją cywilizacji. Zupełnie jak Germanie i rzymskie legiony w „Gladiatorze”. Znamienna była tu fikcyjna przemowa Wellingtona podczas Kongresu Wiedeńskiego. Mam wrażenie, że to sam reżyser włożył w usta „Żelaznego Księcia” swoje własne poglądy na Napoleona i jego czasy. Zresztą cała ta scena budziła we mnie skojarzenia westernowe. Otóż mamy tu koronowanych reprezentantów uciemiężonej przez krwawego Korsykanina Europy – zupełnie jak miasteczko na Dzikim Zachodzie sterroryzowane przez złoczyńcę i oto zjawia się „jeździec znikąd” czyli Wellington, który zapowiada, że przywróci ład i porządek… Nota bene akurat kreacja Ruperta Everetta wydała mi się jedną z ciekawszych w tym filmie.

Widzowie filmu Scotta nie odnajdą w jego filmie odpowiedzi, dlaczego Bonaparte był w stanie zdobyć szczyty władzy i jakim cudem cieszył się aż taką popularnością (szczególnie wśród swoich żołnierzy). Mamy wrażenie, że stało się to niejako… przypadkiem. Z angielskiego punktu widzenia był on sprytnym tyranem, który wyłonił się z krwawego chaosu rewolucji. Dla współczesnego widza może z kolei być takim proto-Hitlerem. Nic poza tym. Poza kilkoma zaledwie zarysowanymi postaciami jak Talleyrand czy Junot, Bonapartego otacza niema, bezkształtna i bezwolna masa „wieszaków” w mundurach lub frakach. Nie ma tu europejskiej polityki – zmieniających się sojuszy, mocarstwowych i dynastycznych interesów. Jest tylko absurdalna scena, w której Talleyrand sugeruje operetkowemu austriackiemu dyplomacie (mającemu zapewne uosabiać Metternicha) wydanie za Napoleona córki cesarza Franciszka. Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć, że aktorzy grający cesarza Austrii i Marię Luizę są zresztą tak skrajnie niepodobni do swych pierwowzorów, że budzi to zdumienie.

Wracając do samej postaci Napoleona, to Scott wyposażył go nie tylko w prostackie maniery, nieopanowane żądze i egotyzm. Zauważmy, że jako jedyna postać w całym obrazie tylko Phoenix wydaje z siebie różne „fizjologiczne” dźwięki – sapie, chrząka, dyszy itp. Najczęstszym, kilkukrotnie powtórzonym w filmie gestem jest wycieranie chusteczką nosa a następnie oczu. Niby nic takiego, ot „ludzka rzecz”, lecz charakterystyczna tylko dla Napoleona. To taki sprytny zabieg mający zmniejszyć nasz dystans do postaci. Jeśli ktoś twierdzi, że to tylko „odbrązowienie” postaci, to wyobraźmy teraz sobie film o Aleksandrze, Cezarze, Ryszardzie Lwie Serce, Cromwellu czy… Wellingtonie, w którym główny bohater w odróżnieniu od jego adwersarzy i otoczenia, stale posapuje lub smarcze. Scott w upokarzaniu Napoleona poszedł jednak dalej, czego szczytem są moim zdaniem kompletnie niepotrzebne z punktu widzenia scenariusza sceny seksu. 

Główną osią tego filmu miała być relacja Napoleona z Józefiną. Vanessa Kirby zagrała przyzwoicie, choć postać jaką ukazała ma niewiele wspólnego z historyczną Józefiną. Oczywiście nie zobaczymy tu żadnego z jej omdleń (faktycznych lub symulowanych), bo to zaburzyłoby podstawowy rys tej postaci jaki chciał nam przekazać Scott. W jego filmie wdowa po wicehrabim Beauharnais jest wprawdzie kobietą nieco zepsutą obyczajowo, ale przede wszystkim jest silna i dominująca charakterem nad nieśmiałym Korsykaninem. To ona jest sprężyną, która napędza ambicję i talent Bonapartego. Bez niej pierwszy konsul, a następnie cesarz jest nikim. I to w zasadzie ona jest… Napoleonem. Zbyt to pokręcone aby było zrozumiałe. Niemniej zgodne jest z angielską wizją kariery Bonapartego. Z jedną wszakże różnicą. Na angielskich karykaturach Józefina jest potężną, otyłą i prymitywną kobietą. Należy chyba być wdzięcznym Ridleyowi Scottowi, że oszczędził nam takiego jej wyobrażenia.

Z kina wyszedłem z przekonaniem, że gdyby Gillray, Cruikshank i spółka dysponowali niegdyś tak potężnym narzędziem jak kinematografia, to otrzymalibyśmy taki sam film jak najnowsze dzieło Ridleya Scotta.