Kanonier i służąca
Archiwalia z epoki napoleońskiej przynoszą nie tylko zapisy dotyczące znaczących, wielkich wydarzeń z dziejów narodów czy lokalnych społeczności, ale także ślady ludzkich dramatów, które rozgrywały się na ich tle. Jednym z nich jest tragiczna historia toruńskich Romea i Julii jaka miała miejsce we wrześniu 1812 r.

W opublikowanych w Paryżu i Petersburgu w 1858 r. „Podróżach po ziemiach polskich między rokiem 1811 a 1828 odbytych” Julian Ursyn Niemcewicz pozostawił relację na temat swego pobytu we wrześniu 1812 r. w Toruniu. Od trzech miesięcy trwała wojna z Rosją, rozegrała się właśnie krwawa bitwa pod Borodino (Możajskiem), a Napoleon wkroczył do Moskwy. Miasto Kopernika pełniło wówczas rolę zaplecza logistycznego Wielkiej Armii i niewiele tu jeszcze było wiadomo o kolejach wojny, która wstrząsnęła kontynentem.
Przemierzając opustoszałe miasto, Niemcewicz usłyszał historię, którą postanowił zapisać. „Przechodząc koło domu jednego, jenerał Wojczyński, opowiedział mi przypadek smutny, niedawno zdarzony. Dziewczyna służąca, rodem z Warszawy, zakochała się w żołnierzu polskim od artylerii; odtąd nie było szczęścia dla niej, jak w wiecznych z kochankiem swym ślubach; lecz żołnierz nie zdołał otrzymać od zwierzchności pozwolenia, by się mógł żenić. Z trudnościami, wzmagała się miłość obojga; cała praca biednej dziewczyny była na to łożona, by zarobić grosz jaki i za ten nabyć, darować rzecz jaką potrzebną lub miłą kochankowi swemu. Nie mogąc nakoniec znieść dłuższych przeciwności i zwłoki, namówiła ulubionego, by z nią uchodził. Znów zastanowiwszy się jak trudnoby było ujść z warownego miasta, ułożyli by skryć się w lochach mało zamieszkanego domu, stamtąd dopiero, jakby pogoń i szukanie zbiegłych minęło, wyjść nocą i w oddalone uchodzić miejsca. Już skryci przemieszkiwali dni kilka, gdy gospodarz domu dostrzegłszy to, tknięty bojaźnią by za ukrywanie zbiegów karanym nie był, doniósł o nich zwierzchności wojskowej. Przyszła warta i wzięła żołnierza; dziewczyna prosiła by ją jeszcze na chwilę w lochu zostawić. Lecz gdy chwila ta przewlekła się znacznie, gdy do niej znów na dół wrócono, już kilka razy pchnięta nożem, broczyła się we krwi. Próżnemi były i pomoc i pociechy, rany były śmiertelne, prosiła tylko by jej ślub z kochankiem dano. Nie odmówiła zwierzchność żądania nieszczęsnej; po skończonym obrządku, godna litości, godna lepszego losu dziewica w godzinę żyć przestała.”

Ta smutna historia jeszcze niedawno wydawała się jedynie niepotwierdzoną romansową opowieścią znanego literata. Tymczasem dzięki dokumentom znajdującym się w Archiwum Akt Dawnych Diecezji Toruńskiej znalazłem nie tylko jej potwierdzenie, ale także więcej szczegółów dotyczących tragicznego finału miłości służącej i kanoniera. W Księdze Małżeństw głównego kościoła toruńskiego – bazyliki katedralnej pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty, 1 września 1812 r. (a więc tuż przed wizytą Niemcewicza!) odnotowano fakt udzielenia przez ks. Feliksa Kokoszewskiego ślubu niejawnego (in secreto) z uwagi na bezpośrednie zagrożenie życia (in periculum vita) i za zgodą zwierzchności (zapewne wojskowej) Wojciechowi (Adalbertus) Temerowiczowi, kanonierowi kompanii 8. artylerii, młodzieńcowi lat 23 i Teresie Derdalance lat 20. Świadkami byli obywatele toruńscy Michał Homann i Marcin Gajewski.
Półkompania z 8. kompanii artylerii pieszej Księstwa Warszawskiego pod dowództwem kpt. Antoniego Rudnickiego (którego z powodu choroby najczęściej zastępował por. Ludwik Bielicki) należała do garnizonu Torunia, i następnie wzięła udział w obronie miasta w 1813 r. Młody kanonier jako dezerter podlegał surowemu prawu wojskowemu. Wprawdzie za ucieczkę z garnizonu lub twierdzy w czasie pokoju groziło „tylko” 5 lat ciężkiego więzienia, ale w sierpniu 1812 r. trwała już wojna. Wówczas sąd wojskowy mógł orzec wyrok śmierci przez rozstrzelanie. Jak było w przypadku kanoniera Temerowicza, i czy wzięto pod uwagę nadzwyczajne okoliczności jego dezercji – niestety nie wiemy.

Nieszczęśliwa panna młoda pojawiła się jeszcze raz w archiwaliach parafii św. Janów. Została wymieniona na kartach Księgi Zgonów jako narzeczona żołnierza Wojciecha Temerowicza, pochowana 5 września 1812 r. na cmentarzu parafialnym. Litościwy kapłan jako przyczynę zgonu młodej dziewczyny wpisał do ksiąg parafialnych „ex vulnere lethuri” (od śmiertelnej rany), nie wspominając o samobójstwie, dzięki czemu mogła zostać pochowana w poświęconej ziemi. Potwierdził także iż dziewczyna pochodziła z Warszawy. Kilka pozycji dalej znajduje się zapis z 23 września 1812 r. stanowiący epilog tej historii. Tego dnia poza cmentarzem (extra coemeterium) pochowano 23 letniego kanoniera 8 kompanii artylerii polskiej Wojciecha Józefa Temerowicza. W rubryce „przyczyna zgonu” widnieją napisane w języku polskim dwa słowa: „zastrzelił się”.
Adam Paczuski

