Nasza księgarnia

Uwaga! Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Wspomnienia Napoleona, Tom 4

Opublikowano w Wspomnienia Napoleona

T. IV Roz. II. Podbój Palestyny

 

I. Decyzja o wyprawie do Syrii (1799). - II. Podział armii na trzy korpusy. - III. Marsz przez pustynię do Suezu; Potyczka pod El-Arisz (9 lutego); Nocna potyczka (22 stycznia); Zajęcie fortu (21 lutego). - IV. Zabłądzenie awangardy na pustyni (22 lutego); Potyczka pod Gazą (26 lutego). - V. Marsz do Jaffy; Oblężenie i zajęcie miasta (6 marca). - VI. Wybuch epidemii w Jaffie; Podpisanie zawieszenia broni z agą Jerozolimy (10 marca). - VII. Potyczka pod Nablusem (15 marca). - VIII. Zajęcie Haify; Przybycie pod Akkę (18 marca) 

 

I.

 

Kolonie francuskie w Indiach Zachodnich były stracone. Wydarzenia, które odegrały się w ostatnich 8 latach po zniesieniu niewolnictwa na San Domingo, nie rokowały żadnej nadziei na odbudowanie wcześniejszej władzy kolonialnej. Gdyby udało się utworzyć na San Domingo pod protektoratem Republiki Francuskiej nowy rząd Murzynów, oznaczałoby to ruinę Jamajki i angielskich kolonii w Indiach Zachodnich. W tej sytuacji Francja potrzebowała nowych dużych kolonii, które zastąpiłyby utracone kolonie amerykańskie. Podczas ostatnich wojen, prowadzących przez Francję z Anglią w Hindustanie, utracono wszystkie tamtejsze przedstawicielstwa. Pozostała jedynie ładna, ale mała kolonia Ile de France.

 

Anglicy natomiast rozszerzyli i umocnili swoją władzę w Indiach do tego stopnia, że trudno było ich tam bezpośrednio zaatakować. Panowali we wszystkich portach; utrzymywali w kraju 125-tysięczną armię, wśród nich 30 tysięcy Europejczyków; te oddziały były jednak rozdzielone na bardzo dużym obszarze. Tipu Sahib, Mahraci, Sikhowie i inne wojownicze narody, które nie były jeszcze podbite, tworzyły siłę, która w każdej chwili była gotowa przyłączyć się do armii francuskiej. Ale by mieć szanse na sukces w wojnie na tak dalekim teatrze wojny, trzeba panować nad miejscem pośrednim, które służyć mogłoby za magazyn broni i innego materiału. Taką stacją pośrednią był Egipt, oddalony 2700 kilometrów od Tulonu i 6600 kilometrów od Malabaru. Gdyby Francja umocniła swoją pozycję w tym kraju, musiałaby wcześniej albo później zawładnąć też Indiami. Zasadniczy handel musiałby wtedy odbywać się znów przez Bliski Wschód i Morze Czerwone. W ten sposób byłby Egipt z jednej strony rekompensatą za San Domingo i Antyle, z drugiej - poważnym krokiem do zdobycia Indii.

 

Aleksander wkroczył do Indii po przekroczeniu Indusu w jego górnym biegu; do Babylonu wracał przez Gedrozję albo Mekran. Duże straty poniesione przez jego armię spowodowane były brakami w wyposażeniu niezbędnym dla marszu przez pustynię. Gdy posiada się statki, można żeglować po oceanie; jeżeli posiada się wielbłądy, pustynia nie stanowi żadnej przeszkody. Armia podróżująca na wielbłądach potrafi w ciągu 30-45 dni przebyć drogę od Egiptu do Basry; w 40 dni można dotrzeć stamtąd do granicy Mekranu; po drodze trafia się duże i piękne miasto Shiraz. Cały Kerman to nadzwyczaj urodzajny kraj, w którym armia może zaopatrzyć się w prowiant na przemarsz przez pustynię aż do Indusu. Te pustynie nie są takie jałowe jak egipskie. Armia, która wymaszerowałaby w październiku z Egiptu, dotarłaby w marcu następnego roku do celu. Tam znalazłaby się wśród Sikhów i Mahrattów. 

 

Armia francuska liczyła 30 tysięcy ludzi, jej kadry wystarczały jednak dla 60 tysięcy; składała się bowiem z 480 kompanii piechoty, 60 szwadronów kawalerii, 40 kompanii artylerii, saperów, minerów i pociągów artylerii; mogła więc przyjąć w swoje szeregi 30 tysięcy tubylczych rekrutów. Tych spodziewano się uzyskać w następujący sposób; w Sennaar i Darfurze zamierzano kupić 15 tysięcy czarnych niewolników, 15 tysięcy Greków, Koptów, Syryjczyków, młodych Mameluków, Maghrebinów i muzułmanów z Górnego Egiptu, przyzwyczajonych do prażącego słońca tropików, wstąpiłoby na ochotnika.

 

Egipt mógł wszystko dostarczyć; 10 tysięcy koni, 15 tysięcy mułów i 50 tysięcy wielbłądów. Bukłaków na wodę, ryżu, mąki i wszystkiego innego, potrzebnego na wyprawę, było pod dostatkiem. Cała wyprawa mogłaby się jednak odbyć tylko w oparciu o zapewnione posiadanie Egiptu.

 

Przed wyjazdem z Francji Napoleon obliczył, ile czasu potrzebne będzie dla podboju Egiptu. Plan marszu nad Indus zachował dla siebie; chciał odczekać przebieg wypadków i rozwój nastroju wśród narodów Orientu. Miał nadzieję, że pierwsze 15 miesięcy, od lipca 1798 do października 1799 roku, wystarczy na podbój kraju, zwerbowanie rekrutów, zorganizowanie koni i wielbłądów, wyposażenie oddziałów i zwierząt; wtedy mógłby jesienią 1799 roku i w miesiącach zimowych 1800 roku na czele całej swojej armii lub jej części wyruszyć na wyprawę. 40 tysięcy ludzi, 6 tysięcy koni, 40 tysięcy wielbłądów i 120 armat wystarczyłoby do wywołania powstania w Hindustanie. We Francji uzgodniono, że rząd w październiku lub listopadzie 1798 roku wyśle 3 okręty liniowe uzbrojone w 74 armaty, 4 fregaty i 5 statków transportowych z 3 tysiącami ludzi, które, po zaprowiantowaniu na Ile de France, krążyć będą po Oceanie Indyjskim; gdy tylko ustalony zostanie termin wymarszu, z Brestu miała wypłynąć eskadra złożona z 15 okrętów liniowych, 6 fregat i 15 dużych statków transportowych z 6 tysiącami żołnierzy, żywnością i amunicją. Ta flota miała na wybrzeżu Mekranu zjednoczyć się z armią lądową. Miała ona w miarę swoich możliwości wspierać armię lądową, opanować twierdze Surate, Goa albo Bombaj, a później krążyć w mniejszych eskadrach po indyjskich i chińskich wodach. Z Ile de France miały wypłynąć 3 eskadry, by założyć magazyny w trzech, z góry ustalonych portach na wybrzeżu Mekranu. 3 tysiące ludzi, stacjonujących na Ile de France, miało zostać podwojonych przez wcielenie 1500 białych i tyle samo czarnych tubylców. Te 6 tysięcy miało pozostać w punktach pośrednich jako załogi i przyłączyć się stopniowo do maszerującej armii. 

 

Po zdobyciu Aleksandrii, zwycięskich bitwach pod Shubrakhit  i pod piramidami oraz po tym, jak ulemowie, których religijnego fanatyzmu obawiano się, okazali swoją przychylność, spodziewano się w każdym momencie podporządkowania się Murada-beja i Ibrahima-beja. Ale zniszczenie floty miało podwójny skutek - powstrzymywało Mameluków od podporządkowania się oraz umożliwiało nieprzyjacielowi ścisłe zablokowanie wybrzeża. Nie było żadnej łączności z Francją, skąd oczekiwano, oprócz mundurów i innego wyposażenia, drugiego transportu z 6 tysiącami ludzi na pokładzie. Zniszczenie floty francuskiej zmusiło też sułtana Selima do wypowiedzenia wojny Republice. Po powstaniu w Kairze i bitwie pod Sedimanem odbyły się nowe rozmowy z Muradem i Ibrahimem-bejem; byli oni skłonni do podporządkowania się i służby pod francuskim sztandarem; ale otrzymali oni wiadomość, że Porta wysłała w pole 2 armie. Postanowili więc odczekać skutków tego wystąpienia.

 

Obie armie tureckie liczyły po 50 tysięcy ludzi; jedna z nich skoncentrowała się na Rodos, druga w Syrii; miały one w czerwcu 1799 roku równocześnie rozpocząć swoje operacje. Pierwsza armia miała wylądować koło Damietty albo Abukiru, druga pomaszerować z Gazy przez pustynię do Salijeh, a następnie na Kair. W tym samym czasie Mamelucy, Arabowie i ich zwolennicy mieli rozpocząć działania w Egipcie. W pierwszych dniach stycznia 1799 roku dowiedziano się, że do Jaffy dotarło z Konstantynopola 40 armat i 200 wozów z amunicją. Armaty były obsługiwane przez 1500 kanonierów, wykształconych przez francuskich oficerów. W Jaffie, Ramleh i Gazie zgromadzono znaczne zapasy sucharów, prochu i bukłaków na wodę.

 

4-tysięczna awangarda Djezzara Paszy dotarła do El-Arisz. Jeden z generałów Paszy stał na czele 8 tysięcy w Gazie; Pasza oczekiwał przybycia 10 tysięcy z Damaszku, 8 tysięcy z Jerozolimy, 10 tysięcy z Aleppo i tyleż samo z Iraku. Na Rodos zebrano już 8 tysięcy ludzi; oczekiwano jeszcze przybycia 10 tysięcy Albańczyków i 32 tysięcy janczarów, a mianowicie 9 tysięcy z Konstantynopola, 15 tysięcy z Małej Azji, 8 tysięcy z Grecji. W Konstantynopolu przygotowywano flotę wraz ze statkami transportowymi.  

 

Obawa przed napadem wywierała duży wpływ na nastrój Egipcjan. Nie można było z ich strony na nic więcej liczyć. Gdyby do zebranej na Rodos armii dołączyła angielska dywizja, jej lądowanie mogłoby okazać się bardzo niebezpiecznym. Napoleon postanowił przejść do ofensywy, pobić poszczególne dywizje armii syryjskiej, odebrać magazyny i miasta El-Arisz, Gaza, Jaffa i Akka, uzbroić syryjskich chrześcijan, podburzyć Druzów i Maronitów. Żywił nadzieję, że wiadomość o zajęciu Akki skłoni egipskich Mameluków i Arabów do przyłączenia się do niego. W czerwcu mógłby być władcą Damaszku i Aleppo, ustawić swoje posterunki na górach Taurus, mieć pod sobą armię złożoną z 26 tysięcy Francuzów, 6 tysięcy konnych Mameluków i egipskich Arabów, 18 tysięcy Druzów, Maronitów i innych oddziałów syryjskich. Desaix byłby w stanie wesprzeć go z Egiptu na czele 20 tysięcy ludzi, a mianowicie 10 tysięcy Francuzów i 10 tysięcy Murzynów. Byłby wtedy w stanie wystąpić przeciwko Porcie, zmusić ją do podpisania pokoju i skłonić do tolerowania jego marszu w kierunku Indusu. Gdyby sprzyjało mu szczęście, mógłby, mimo utraty floty , istotnie w marcu 1800 roku na czele więcej niż 40 tysięcy dotrzeć do Indusu. Utrzymywał kontakty z Persją i otrzymał zapewnienie, że szach nie przeciwstawiłby się marszowi armii przez Basrę, Schinaz i Mekran.

 

Rozwój wydarzeń unicestwił te obliczenia. Mimo tego wyprawa do Syrii osiągnęła swój cel, a mianowicie zniszczenie armii tureckiej; kampania w Syrii uchroniła Egipt od okrucieństw wojny i umocniła tam francuskie panowanie. Gdyby Kleber nie zginął, można by ten drugi cel osiągnąć jeszcze w 1801 roku, po podpisaniu pokoju w Luneville. 

 

II.

 

1 stycznia 1799 roku Armia Wschodu liczyła, włącznie z nie-kombatantami (tzn. niezdolnymi do walki w polu) 29 700 ludzi, a mianowicie: 22 tysiące piechoty, 3 tysiące kawalerii, 3200 artylerii i inżynierii, 600 guidów, 900 nie-kombatantów, robotników i urzędników cywilnych. Ta liczba podzielona była na 3 korpusy, a mianowicie:

 

Górny Egipt: 5 000 piechoty, 1 200 kawalerii, 300 artylerii i 50 nie-kombatantów. Razem: 6 550 ludzi.

 

Dolny Egipt: 7 000 piechoty, 1 000 kawalerii, 1 300 artylerii i 700 nie-kombatantów. Razem: 10 000 ludzi.

 

Syria: 10 000 piechoty, 800 kawalerii, 1 600 artylerii, 600 guidów i 150 nie-kombatantów. Razem: 13 150 ludzi. 

 

W Górnym Egipcie dowodzili generałowie: Desaix, Friant, Belliard, Davout, Lasalle (w tym miejscu Napoleon popełnił błąd - Antoine-Charles Lasalle został awansowany do stopnia generała brygady dopiero w 1805 roku, w kampanii egpiskiej wziął udział w stopniu szefa brygady jako dowódca 22.pułku strzelców konnych - przyp.tłum.); w Dolny Egipcie generałowie Dugua, Lanusse, Marmont, Almeras (kolejna pomyłka Napoleona - Louis Almeras awansował do stopnia generała brygady dopiero w 1800 roku - przyp.tłum.); do Armii Syrii należeli generałowie Kleber, Bon, Reynier, Lannes, Murat, Dommartin, Caffarelli du Falga, Vial, Veaux, Junot, Verdier, Lagrange.

 

Każda dywizja Armii Syrii miała 6 armat polowych, kawaleria i gwardia miały po 6 armat artylerii konnej; razem więc 36 armat. Sprzęt oblężniczy składał się z 4 armat 12-funtowych, 4 armat 8-funtowych, 4 haubic i 4 moździerzy 6-calowych, razem 16 dział. W sumie Armia Syrii posiadała 52 działa, wszystkie z podwójnym wyposażeniem; ponadto armia posiadała kompletne wyposażenie minerskie. Ponieważ niemożliwym było transportowanie ciężkiego sprzętu oblężniczego przez piaski pustyni, sprzęt ten, składający się z 4 armat 24-funtowych i 6-funtowych i 4 moździerzy 8-calowych wraz z całym wyposażeniem został w Damietta załadowany na 6 małych szebek.

 

Równie silny park oblężniczy znajdował się na 3 fregatach "Junon", "La Courageuse" i "Alceste", które pod dowództwem kontradmirała Perree leżały na kotwicy w porcie Aleksandrii. Głównodowodzący postanowił zabrać podwójną ilość sprzętu by mieć pewność, że nie zabraknie ciężkich armat, których użycia spodziewano się pod Jaffą i Akką.

 

Wielcy Kairu sprzyjali planom Napoleona; z przyjemnością obserwowali operację, która oddalała od nich wojnę i przenosiła ją do Syrii. Życzyli sobie zobaczenia Egiptu, Syrii i Arabii zjednoczonych pod rządami jednego księcia. Powołali deputację złożoną z 5 najbardziej wykształconych szejków, którzy mieli głosić w meczetach kazania nawołujące muzułmanów do popierania armii francuskiej, a równocześnie by zagrzać Francuzów do sprawy muzułmańskiej i rozbudzić w nich miłość do arabskiej ojczyzny. Wśród tych szejków znalazło się kilku, którzy byli czczeni w całym Oriencie. Wyjazd tych 5 szejków zrobił wielkie wrażenie na całej egipskiej ludności. Tubylcy życzyli Francuzom sukcesu. 

 

Intendent Sucy był chory; ponieważ jego rany nie chciały się goić, poprosił o zezwolenie na powrót do Francji. Wraz z nim zaokrętowało się w Aleksandrii 200 inwalidów, sami kalecy albo niewidomi. Podróż przebiegała początkowo szczęśliwie; ale z powodu niedostatku słodkiej wody statek zawinął do wybrzeży Sycylii. Dzicy mieszkańcy wyspy napadli na statek zabijając Sucy i nieszczęsnych żołnierzy, którzy uniknęli śmierci w tylu bitwach. To okropne przestępstwo nie zostało nigdy ukarane; ale mówiono, że zostało pomszczone! 

 

Dla transportu wody, żywności i bagaży Armia Syryjska potrzebowała 8 tysięcy wielbłądów i 3 tysięce osłów, z tego tysiąc wielbłądów dla transportu żywności na 14 dni dla 14 tysięcy ludzi i paszy dla 3 tysięcy koni kawalerii, sztabu generalnego i artylerii; 2 tysiące wielbłądów, by niosły 3-dniowy zapas wody; więcej nie było potrzebnych, bo w Katijeh i El-Arisz można było uzupełnić zapasy świeżej wody. Jeden osioł przypadał na 10 ludzi piechoty; w ten sposób bagaż każdego żołnierza był lżejszy o 15 funtów.  

 

III.

 

20 grudnia Abdallah, generał Djezzara, na czele 12 tysięcznej armii rozbił obóz pod Gazą; 2 stycznia 1799 roku 4 tysiące jego ludzi zajęło El-Arisz. Generał Reynier, który od początku stycznia obsadził załogą fort Katijeh, przeniósł swoją kwaterę do Salijeh, a 5 lutego do Katijeh. Następnego dnia wyruszył stamtąd, przybył 8 lutego do studni w Mesudjah i zaalarmował obóz w El-Arisz. Wzięto do niewoli mameluckiego gońca Ibrahima-beja; jego zeznania były bardzo przesadzone. Ale generała Reyniera te wiadomości bardzo zaniepokoiły i wysłał natychmiast posłańca na wielbłądzie do dowódcy armii z informacją o swojej krytycznej sytuacji.

 

O godzinie 8 rano dotarł on na odległość armatniego strzału do El-Arisz. Turcy zajmowali nie tylko fort, ale również wysuniętą przed zbudowaną z kamiennych domów wieś El-Arisz pozycję; zabarykadowali się tam pod osłoną armat z fortu. Gdy tylko nieprzyjaciel zorientował się, jak mało kawalerii posiadają Francuzi, przystąpił do natychmiastowego ataku kawalerii na ich skrzydła i tyły. Turcy bronili wszystkich studni i palmowego gaju. Francuzi zajęli pozycje na pozbawionym cienia piaszczystym pagórku; nie posiadali wody, paszy, drewna na ogniska. W każdym momencie oczekiwano przybycia z Gazy Abdullaha z resztą jego armii; miał przyprowadzić 12 armat, którymi zamierzano uzupełnić uzbrojenie fortu, wyposażonego dotąd w 3 armaty. Pozycja turecka była niesamowicie silna. Reynier też to chyba rozpoznał; mimo tego, rozkazał atak. Biorąc pod uwagę okoliczności należy stwierdzić, że jego zarządzenia były bardzo dobre; po ożywionej, półgodzinnej kanonadzie 85.półbrygada zajęła wieś El-Arisz; 500 Turków poległo albo wziętych zostało do niewoli, pozostałe 3,5 tysiąca zamknęło się w forcie. Kawaleria turecka wycofała się na odległość pół godziny marszu od El-Arisz i zajęła zasłonięte przez głęboki wąwóz pozycje po obu stronach drogi do Gazy. Reynier stracił 280 poległych i rannych; fakt ten wywołał sarkanie w szeregach; żołnierze robili mu wyrzuty. Niesłusznie, generał zrobił tylko to, co nakazywała sytuacja i ostrożność.

 

O godzinie 11 wieczorem przybył z Gazy na odsiecz Abdallah na czele 8 tysięcy ludzi. Ustawił ich za kawalerią na prawym brzegu wąwozu. Wskutek tego Reynier znalazł się w bardzo krytycznej sytuacji. Na szczęście dywizja Klebera, która zaokrętowała się w Damietta, by przeprawić się przez jezioro Menzaleh, wylądowała w międzyczasie koło fortu Tineh, 9 kilometrów od Katijeh, w okolicach ruin Pelusium. 6 lutego Kleber podjął pospieszny marsz do El-Arisz, gdzie dotarł 12 lutego rano.

 

Generał Kleber przejął blokadą fortu, a generał Reynier zebrał 12 lutego przed południem swoją dywizję w gaju palmowym na lewym brzegu wąwozu, naprzeciw dywizji Abdallaha. 13 i 14 lutego poświęcił na rozpoznanie terenu, przygotowanie ataku i wydanie dokładnych poleceń różnym oficerom, którzy mieli poprowadzić kolumny. W nocy z 14 na 15 lutego dokonał najpiękniejszych czynów wojennych, które można sobie wyobrazić. O 11 godzinie wieczorem opuścił on swój obóz, pomaszerował na prawo, postępując przez 4 albo 5 kilometrów wzdłuż Wąwozu Egipskiego aż do jego początku. Tam przekroczył go i ustawił swoją dywizją w szyku bojowym; jego lewe skrzydło opierało się o wąwóz, prawe okrążało lewe skrzydło nieprzyjaciela, stojąc do niego pod kątem prostym. W całkowitym milczeniu utworzono 3 kolumny, oddalone od siebie na tyle, by nie zakłócały nawzajem swojego marszu; pomiędzy nimi ustawił Reynier artylerię. W odległości 200 kroków przed każdą kolumną stało 150 grenadierów, których generał wzmocnił 50 jeźdźcami; każdy z tych wysuniętych oddziałów liczył 200 ludzi. Po zakończeniu formowania Reynier natychmiast ruszył naprzód; zatrzymał się, gdy napotkał pierwsze posterunki, każąc kolumnom ponowne przyjęcie właściwych odstępów. 3 oddziały grenadierów rzuciły się w 3 różnych kierunkach atakując środek nieprzyjacielskiego obozu. Każdy oddział wyposażony był w wiele ślepych latarni; każdy żołnierz miał ramię przepasane białą chustą; zresztą różnice językowe pozwalały odróżnić przyjaciela od wroga. W mgnieniu oka cały obóz Abdallaha pogrążył się w chaosie. Reynier na czele środkowej kolumny parł w kierunku namiotu paszy, który ledwo zdołał zbiec na piechotę; wielu kaszifów Ibrahima-beja wpadło do niewoli. Nieprzyjaciel pozostawił na polu boju 400 albo 500 poległych; 900 przeciwników zostało wziętych do niewoli; Turcy stracili ponadto wszystkie swoje wielbłądy, większość koni, wszystkie swoje namioty i cały bagaż. Abdallah zbiegł w przerażeniu, zbierając swoją dywizję dopiero koło Khan Yunes. Reynier miał tylko 3 zabitych i 15 albo 20 rannych.

 

17 lutego rozbił swój obóz na pozycji zajmowanej poprzednio przez nieprzyjaciela; stamtąd osłaniał oblężenie El-Arisz. Ta potyczka przyniosła generałowi Reynier największą sławę; udowodnił zimną krew i podjął bardzo zrozumiałe decyzje. 

 

W pierwszych dniach lutego przed Aleksandrią pokazały się 2 angielskie okręty liniowe w towarzystwie około 15 innych jednostek; zbombardowały one miasto; ale baterie nabrzeżne celowały tak dobrze, że angielskie szalupy wkrótce wykluczone zostały z walki. Zagrożeniem Aleksandrii nieprzyjaciel najwyraźniej zamierzał powstrzymać marsz armii francuskiej do Syrii. Armia turecka na Rodos potrzebowała jeszcze dużo czasu dla osiągnięcia gotowości bojowej.

 

Dowódca armii wymaszerował z Kairu z dywizjami generałów Bon i Lannes (generał Lannes w styczniu 1799 roku został dowódcą dywizji dowodzonej poprzednio przez generała Menou - przyp.tłum.). 9 lutego biwakował koło El Chankah, a następnego dnia koło Belbes. Stamtąd udał się do obozu w Birket, gdzie przebywała delegacja Dywanu; w tym prawdziwie orientalnym obozie każdy z 5 szejków posiadał 3 namioty, w których panował największy azjatycki luksus. Napoleon zjadł z nimi śniadanie, zwiedził obóz i powrócił wieczorem do swojej kwatery głównej w Belbes. 11 lutego biwakował pod palmami w Koraim; zaledwie rozbito namioty, gdy przybył wysłany 9 lutego spod studni Mesudjah posłaniec na wielbłądzie z depeszami generała Reynier. Generał pisał, że, na podstawie otrzymanych wiadomości, zakłada, iż cała armia Djezzara Pasza znajduje się w marszu; że on, wskutek tego, znajdzie się w środku pustyni w bardzo drażliwej sytuacji. Głównodowodzący postanowił natychmiast wyruszyć. Dosiadł dromadera, jechał przez całą noc i przybył o świcie 15 lutego do El-Arisz, gdzie właśnie kończyła się nocna potyczka. Udał się do obozu Abdallaha, gdzie wyraził oddziałom swoje zadowolenie za dokonane w nocy czyny.

 

Sztab generalny, artyleria rezerwowa, dywizje Bona i Lannesa przenocowały 12 lutego w Salijeh, 13 koło El-Aras, 14 w Katijeh, 15 w Bir el Abd, 16 w Birket el Aisz, 17 w Mesudjah. W dniach 18-20 lutego dotarły do El-Arisz.

 

Porażka Abdallaha nie wstrząsnęła załogą fortu; sprawiała wrażenie zdecydowanej na zaciekły opór. Generał Caffarelli ustawił 2 baterie; pierwsza, 300 metrów od fortu oddalona, przeznaczona do ostrzału załogi, składała się z 8 armat 18-funtowych i 4 haubic. Drugą, która miała dokonać jedynie wyłomu, Caffarelli umieścił w dużym, kamiennym spichrzu, oddalonym od fortu jedynie na 20 metrów; miała składać się z 4 armat 12-funtowych, które jednak jeszcze nie dotarły. 18 lutego pierwsza bateria otworzyła ogień przeciwko fortowi i zmusiła jego działo do milczenia. Znajdujące się przy rezerwie 12-funtowe armaty, mogły dotrzeć dopiero 20 lutego. Ale generał Dommartin podwoił zaprzęgi; dzięki temu 2 z tych ciężkich armat dotarły już rankiem 19 lutego. Ustawiono je natychmiast w baterii i już po 5 albo 6 godzinach wyłom był dokonany. Generał Berthier wezwał załogę do kapitulacji. Na jej czele nie stał żaden wybitny dowódca; rozkazy wydawali 4 arabscy wodzowie. Dwóch z nich zjawiło się w obozie francuskim, by odpowiedzieć na wezwanie do kapitulacji. Oświadczyli, że mają rozkaz bronić fortu aż do śmierci i są zdecydowani na wypełnienie tego rozkazu. Nie byli gotowi na żadne ustępstwa. W końcu zaproponowali, by zawrzeć 2-tygodniowe zawieszenie broni; jeżeli do tego czasu nie otrzymają odsieczy, poddadzą fort. Wodzowie mówili bardzo śmiało i byli zdecydowani dopuścić do szturmu fortu.

 

Francuzi zajmowali pozycje tak blisko fortu, że słyszeli mowy imamów do żołnierzy i ich modlitwy. Ci ludzie byli wielkimi fanatykami. Szturm powiódłby się niewątpliwie, ale kosztowałby być może życie 400-500 ludzi, a takiej ofiary w naszej sytuacji nie wolno było ponieść. Z innej strony nie było ani chwili do stracenia. Abdallah zebrał ponownie swoich ludzi w okolicach Khan Yunes i codziennie otrzymywał wzmocnienie. Z zachowania załogi można było łatwo wnioskować, że ma nadzieję na odsiecz. Woda w studniach El-Arisz kończyła się; zakończenie oblężenia było koniecznością.

 

Generał Dommartin zjednoczył armaty wszystkich dywizji w jedną baterię. 20 lutego rano rozpoczął bombardowanie fortu. Kanonierzy wystrzelili 800-900 granatów z taką celnością, że siali wśród obrońców śmierć i zagładę. Ponieważ granaty wybuchały w środku przepełnionego ludźmi małego fortu, każde uderzenie powodowało śmierć lub odniesienie ran przez kilku ludzi. Teraz obrońcy zmienili swój ton; byli zbici z tropu. Po kilku bezowocnych przemowach, 4 wodzowie podpisali przedłożony im akt kapitualcji. Załoga złożyła broń, oddała wszystkie konie i przysięgła udać się przez pustynię do Bagdadu, nie walczyć więcej z Francuzami w trakcie trwającej kampanii oraz nie powrócić w przeciągu roku ani do Syrii ani do Egiptu. Przez pierwsze 25 kilometrów drogi do Bagdadu towarzyszyła im francuska eskorta. W potyczce we wsi El-Arisz oraz podczas ostrzału fortu Arabowie stracili 700 zabitych, rannych i wziętych do niewoli. 300 z nich poprosiło o przyjęcie na służbę francuską.

 

Jeńcy, sztandary i armaty odesłano delegacji Dywanu do Salijeh; stamtąd wysłano je do Kairu, gdzie tamtejszy garnizon w triumfalnym pochodzie wprowadził je do miasta.

 

Inżynierowie naprawili wyłom, poprawili stan fortu i przygotował 4 nowe umocnienia w kształcie półksiężyca. Dzięki temu fort mógł przyjąć większą załogę, a nowe stanowiska umożliwiały także ostrzał niżej położonych miejsc najbliższej okolicy.   

 

IV.

 

Dowodzący awangardą generał Kleber wyruszył o świcie 22 lutego. Miał rozbić biwak koło studni Zawi, by następnego dnia dotrzeć do Khan Yunes i, o ile byłoby to możliwe, wysunąć swoje posterunki do przodu. Odległość od El-Arisz do Khan Yunes wynosi 60 kilometrów.

 

23 lutego o godzinie 1 po południu głównodowodzący wyruszył na czele 1000 jeźdźców na wielbłądach i 200 grenadierów konnych. Poruszali się szybko, by dogonić awangardę. Przy grobie derwisza w Kharub znaleziono dużą ilość kopców, w których Arabowie przechowywali zboże i owoce roślin strączkowych. Wszystkie one były jeszcze pełne. Po przybyciu do studni Zawi nie znaleziono jednak żadnych śladów awangardy. Było zimno, na pustyni żołnierze maszerowali często chętniej dwa razy dłuższe odcinki, by znaleźć stosowniejszą okolicę na biwak. Gdy dotarto do studni Reyfah, słońce akurat zachodziło; również tam nie było śladów dywizji Klebera; ponieważ nie było jeszcze całkiem ciemno, Napoleon zauważył dużą liczbę namiotów; ale ten obóz był zbyt duży, żeby mógł należeć do generała Klebera. Niedługo potem jeden z patroli wymienił strzały z nieprzyjacielskim posterunkiem; jeden ze strzelców przygalopował i zameldował o wymianie strzałów z Mamelukami Ibrahima-beja oraz o zauważeniu bardzo znacznego obozu, w którym Turcy chwytają za broń, a kawaleria dosiada koni. Można sobie wyobrazić zdziwienie dowódcy armii. Co stało się z awangardą?

 

Konie były bardzo zmęczone; w przeciągu 9 godzin pokonały ponad 50 kilometrów. A teraz, należało szybko się wycofać, ponieważ można się było spodziewać pościgu licznej, wypoczętej kawalerii. Studnia w Reyfah była zbyt blisko; o godzinie 11 wieczorem przybyto wreszcie do Zawi. Oddziały, które maszerowały wzdłuż wybrzeża morskiego i przez pustynię, też nie przyniosły żadnych wiadomości.

 

O godzinie 3 nad ranem powrócił z Gain patrol składający się z 12 jeźdźców na wielbłądach i przyprowadził ze sobą Araba, znalezionego w małej chacie; był to pasterz wielbłądów. Opowiedział on, że Francuzi w odległości 14 kilometrów od El-Arisz opuścili drogę prowadzącą do Syrii i podążyli inną drogą, prowadzącą w kierunku Gain. Droga ta wiedzie do Karak.

 

Głównodowodzący wyruszył natychmiast; Araba wziął ze sobą jako przewodnika. O świcie natknął się na patrol 3 albo 4 dragonów, którzy mieli dla niego bardzo przygnębiające wieści: Kleber zabłądził; maszerował 15 godzin, nie zauważając swojej pomyłki; o godzinie 5 po południu niektórzy żołnierze dziwili się, że nie dotarli jeszcze do grobu derwisza Kharuba, gdzie na podstawie wypowiedzi Arabów z El-Arisz, znajdowały się kopce z zapasami owoców roślin strączkowych; podzielili się swoimi obawami z oficerami, którzy zameldowali o tym generałowi. Teraz Kleber zauważył swoją pomyłkę. Awangarda miała tylko kilka wielbłądów z bukłakami; po ugotowaniu zupy, natychmiast po wschodzie księżyca zawróciła i pomaszerowała z powrotem do studni w Zawi; ludzie wiedzieli, że dowódca armii ma pójść ich śladami i byli bardzo zaniepokojeni jego losem; nagle o godzinie 10 rano stanął on przed nimi. Gdy żołnierze poznali jego szary surdut, rozległy się głośne okrzyki radości. Niektórych żołnierzy ogarnęło takie zniechęcenie, że rozbili swoje karabiny. Napoleon dokonał przeglądu dywizji i wygłosił do niej przemówienie, w którym stwierdził: przez bunt nie pozbędziecie się swoich cierpień; w najgorszym wypadku lepiej byłoby zakopać się w piasku i umrzeć z honorem, niż wywołać zamieszki i naruszyć dyscyplinę. Powiedział im, że są blisko studni Zawi, a wielbłądy z wodą są już w drodze do nich. O godzinie 12 w południe dywizja Klebera dotarła do studni Zawi: w tym samym momencie dotarła tam z El-Arisz reszta armii z rezerwowymi wielbłądami. Z dywizji Klebera brakowało jedynie 5 ludzi, którzy zmarli z wycieńczenia lub zabłądzili. Lannes pomaszerował ze swoją dywizją jako awangardą naprzód i jeszcze tego samego dnia rozbił obóz przed Khan Yunes.

 

Wzięci do niewoli zeznali, że Abdallah przed dwoma dniami na widok straży przybocznej głównodowodzącego natychmiast dosiadł konia i na czele całej swojej kawalerii pogalopował do Reyfah; ale obawiając się w ciemnościach nocy zasadzki, przerwał pościg. 

 

Marsz przez wielką pustynię był skończony. Koło Khan Yunes znajduje się wielki ogród; woda jego studni obfitowała w dobrą wodę, której ilość wystarczała nie tylko na zapewnienie każdemu racji dziennej, ale również na napełnienie bukłaków. To było też bardzo ważne; aż do Gazy nie było już żadnej studni.

 

Armia przekroczyła granicę Afryki; znajdowała się w Azji. Khan Yunes to pierwsza syryjska wioska. Przed armią była Ziemia Święta, jej żołnierze snuli wszystkie możliwe przypuszczenia. Wszyscy cieszyli się na dotarcie do Jerozolimy; słynny Syjon przemawiał do wyobraźni i budził przeróżne uczucia. Chrześcijanie pokazali żołnierzom studnię na pustyni, przy którym odpoczywała Najświętsza Maria Panna podczas ucieczki do Egiptu. Przy generałach przebywali jako tłumacze albo sekretarze liczni syryjscy katolicy, który znali nieco lingua franca, język zbliżony do włoskiego; opowiadali żołnierzom pełne przesądów legendy.

 

24 lutego armia biwakowała koło Khan Yunes; następnego dnia wymaszerowała przed świtem. Po 3-godzinnym marszu natknęła się na awangardę Abdallaha i po krótkiej potyczce wzięła kilku jeńców.

 

Turecki generał zajmował pozycje broniące Gazę; otrzymał wzmocnienie, jego armia liczyła teraz 12 tysięcy ludzi, z czego połowę stanowiła kawaleria. Spodziewał się rychłego przybycia armii agi Jerozolimy i 14 armat, które miały przybyć z Jaffy. Dzięki tym wzmocnieniom jego armia wzrosłaby do 20 tysięcy. Piechotę tworzyli niewyszkoleni żołnierze i mogła ona być poważnie brana pod uwagę, tylko gdy miała oparcie w murach Gazy. Kawaleria była trojaka: Mamelucy Ibrahima-beja byli oddziałem elitarnym, ale z 1000 ludzi, które bej zabrał do Syrii, na koń siadało już tylko 500 albo 600 ludzi; Arnauci Djezzara Paszy liczyli około 3 tysiące ludzi; ludzie z Damaszku - około 2 tysiące. Arabów było w obozie raz więcej, raz mniej; mają oni w zwyczaju oddalać się od obozu i do niego powracać. Według obliczeń więźniów było ich przeciętnie około 1000.

 

O godzinie 3 po południu obie armie stanęły naprzeciw siebie. Abdallah ustawił swoje prawe skrzydło na stosunkowo wysokim wzgórzu, leżącym naprzeciw miasta Gaza, jest jednak od niego oddzielone szeroką na 1500 metrów doliną. Jest to góra Hebron. Cała kawaleria Abdallaha znajdowała się na lewym skrzydle; miasto Gaza nie było obsadzone, jedynie cytadela, którą uzbrojono armatami.

 

Napoleon ustawił na lewym skrzydle dywizję generała Klebera, w centrum generała Bona. Prawe skrzydło tworzyła cała kawaleria pod rozkazami Murata; ponieważ była jednak dużo mniej liczna niż turecka, Napoleon wzmocnił ją 3 czworobokami piechoty dowodzonymi przez generała Lannesa. Huzarzy przyprowadzili kilku jeńców; ci zeznali, że aga Jerozolimy jeszcze nie dotarł, a działa polowe, z powodu braku zaprzęgów, jeszcze nawet nie wymaszerowały z Jaffy. Abdallah miał zatem jedynie 10-12 tysięcy i 2 armaty. Takiej siły nie trzeba było się obawiać. Generał Kleber rzucił się biegiem przez dolinę pomiędzy Gazą i prawym skrzydłem nieprzyjaciela i uderzył w jego tyły. Kawaleria wraz z czworobokami generała Lannesa obeszła tureckie lewe skrzydło, podczas gdy dywizja generała Bona zaatakowała z czoła. Turcy, gdy tylko rozpoznali te wszystkie posunięcia, opuścili swoje pozycje i przystąpili do odwrotu. Tylko Mamelucy Ibrahima-beja zachowali się dzielnie; rozbili 3 pierwsze szwadrony Murata, ale zostali wkrótce zaatakowani ze skrzydeł i odrzuceni. Czorbadżowie byli nieco lepsi niż Arabowie, ale daleko nie tak dobrzy, jak Mamelucy i mając nawet 3-krotną przewagę nie mogli mierzyć się z francuskimi dragonami. Ci ścigali wroga z wyciągniętymi szablami przez 10 kilometrów. Ale Turcy byli bardzo szybcy; nie mieli żadnych bagaży, a 2 posiadane armaty porzucili. Mamelucy Ibrahima-beja osłaniali odwrót. Abdallah stracił 200-300 ludzi, armia francuska około 60 zabitych, rannych i wziętych do niewoli. 

 

Szejkowie i ulemowie z Gazy przynieśli klucze swojego miasta. Odezwy Dywanu meczetu El Azhar, posłane śladami armii, nastawiły przychylnie tubylców; nie zmieniło się ono podczas całej kampanii. Jeszcze tego samego wieczoru okrążono cytadelę; dowodzący nią aga, za namową mieszkańców, poddał ją już następnego dnia o świcie. W forcie znaleziono armaty, zapasy wojenne i zapas bukłaków armii tureckiej. 

 

Gaza jest tylko o kilka kilometrów oddalona od morza; nie posiada jednak żadnego portu ani przystani. Miasto leży na ładnej wyżynie mającej 9 kilometrów obwodu; w przeszłości była to mocna twierdza; oblegający ją Aleksander Wielki napotkał tutaj wiele trudności i został ciężko ranny. Ale w dzisiejszych czasach Gaza składa się z 3 nędznych wiosek, które zamieszkuje 3-4 tysięcy ludzi. Nizina Gazy jest ładna i urodzajna; jest nawadniana przez liczne potoki i porośnięta gajem oliwnym; na nizinie znajdują się liczne, ładne wioski.

 

Armia biwakowała w otaczających miasto ogrodach owocowych; wzniesienia obsadzono silnymi posterunkami. W środku nocy żołnierzy obudziło zjawisko przyrodnicze, od którego już się odzwyczaili: rozległy się grzmoty, niebo rozjaśniły błyskawice i zaczął padać ulewny deszcz. Wśród żołnierzy rozległy się okrzyki radości; od roku nie widzieli ani kropli deszczu. Mówili: to jest nasz francuski klimat. Ale po godzinie opadów, przed którymi nie było żadnego schronienia, deszcz zaczął im dokuczać. Wkrótce cała dolina była zalana wodą; głównodowodzący polecił przenieść swoje namioty na górę Hebron.

 

Armia korzystała z urodzajów krainy; przez 4 dni odpoczywała po trudach marszu przez pustynię; żywności było dużo. Gleba była tłusta i nawodniona, niebo ciągle pokryte chmurami. Buty żołnierzy bardzo ucierpiały w odbytym marszu.

 

Berthier wykorzystał przerwę na wysłanie proklamacji do Jerozolimy, Nazaretu i Libanu; były to odezwy sułtana El Kebira do Turków, ulemów z meczetu El Azhar do wiernych muzułmanów i pisma do chrześcijan. Wszystkie te proklamacje napisane były w języku arabskim, wydrukowano je w drukarni znajdującej się przy kwaterze głównej.

 

Na prawo od traktu leżała Jerozolima; miano nadzieję na zwerbowanie tam licznych chrześcijan i znalezienie istotnych dla armii środków; ale tamtejszy aga przygotował wszystko do obrony miasta. Cała armia cieszyła się z możliwości wkroczenia do tak słynnego miasta; niektórzy starzy żołnierze, wykształceni w seminariach, śpiewali psalmy i pieśni Jeremiasza, które usłyszeć można w europejskich kościołach w Wielkim Tygodniu. 

 

V.

 

Z Gazy armia skręciła na lewo i pomaszerowała przez szeroką na 25 kilometrów nizinę. Po jej lewej stronie rozciągały się nadmorskie wydmy, po prawej ostatnie odnogi gór palestyńskich, które na odcinku około 25 kilometrów stopniowo wznoszą się, a po drugiej stronie opadają w kierunku Jordanu. 1 marca armia obozowała, po wykonaniu 30 kilometrowego marszu, koło Esdud; przekroczyła w bród górską rzekę, płynącą od Jerozolimy i uchodzącej koło Askalon do morza. Askalon zasłynął podczas oblężeń w czasie wypraw krzyżowych; dzisiaj miasto to leży w ruinach, jego port jest zasypany piaskiem. Napoleon spędził 3 godziny na wędrowaniu po polu bitwy, gdzie Gotfryd pobił armię sułtana Egiptu i etiopskich Maurów. Jego zwycięstwu chrześcijaństwo zawdzięcza 100-letnie posiadanie Jerozolimy. Tasso opisał tę bitwę w swoich pięknych wersach o Grobie Świętym (Torquato Tasso, 1544-1595 - włoski poeta, autor poematu heroicznego "Jerozolima wyzwolona", w którym opisuje walki między chrześcijanami a muzułmanami pod koniec pierwszej wyprawy krzyżowej podczas oblężenia Jerozolimy - przyp. tłum.).

 

Na biwaku w ruinach tego starego miasta Monge czytał każdego wieczoru w namiocie głównodowodzącego fragmenty z Biblii. Uderzającą była dokładność opisu; odpowiada ona rzeczywistości nawet po tylu stuleciach i przemianach.

 

2 marca armia biwakowała, po 30-kilometrowym marszu, koło słynngo miasta Ramleh, 30 kilometrów od Jerozolimy. Tę okolicę zamieszkuje chrześcijańska ludność; w mieście jest wiele klasztorów i fabryk mydła; rosną tam w dużej ilości grube drzewa oliwkowe.

 

 

Patrole armii dotarły aż na odległość 12 kilometrów od Jerozolimy. Żołnierze pałali żądzą ujrzenia Góry Kalwarii, Świętego Grobu i miejsc, gdzie wznosiła się świątynia Salomona; było im bardo przykro, gdy otrzymali rozkaz dokonania skrętu na lewo. Ale koniecznym było zajęcie Jaffy, której umocnienia, obsadzone liczną załogą, stale były wzmacniane. Jaffa jest jedynym portem na drodze morskiej z Damietty; posiadanie tego portu było niezbędne dla nawiązania łączności na drodze morskiej z Egiptem, by móc przyjąć statki zaopatrzeniowe załadowane ryżem i sucharami oraz działami oblężniczymi. Marsz do Jerozolimy, bez uprzedniego zajęcia Jaffy, byłby sprzeczny ze wszystkimi zasadami bezpieczeństwa.

 

Podczas pierwszych 2 tygodni marca padał nieustannie deszcz. Wskutek tego padło wiele wielbłądów; to zwierzę nie znosi ciężkiego podłoża i wilgoci.

 

Odległość od Ramleh do Jaffy wynosi 22 kilometrów.

 

Armia rozbiła obóz pod Jaffą. Jej załoga została zmuszona do schronienia się za murami i okrążona ze wszystkich stron. Lewe skrzydło armii oblegającej tworzyła dywizja Lannesa, prawe - dywizja Bona; Kleber zajmował pozycje obserwacyjne w odległości około godziny marszu od Jaffy na drodze do Akki nad rzeczką Nar-el-Ugeh. Reynier, dowodzący ariergardą, dotarł do Ramleh dopiero 5 marca.

 

Jaffa jest oddalona o 400 kilometrów od portu Damietta, z którym utrzymywano znaczący handel. Urządzenia portowe są bardzo dobrze rozbudowane; miasto liczyło 7-8 tysięcy mieszkańców, wśród których było kilkuset Greków. Znajdowała się tam spora ilość klasztorów, z których jeden należał do tzw. Ojców Ziemi Świętej. Całe miasto leży na wzniesieniu i posiada 2 bardzo wydajne źródła ze znakomitą wodą. Od strony lądu chronione było przez pół-sześciobok oflankowany wieżami. Mury były bardzo wysokie, ale bez fosy, wieże obsadzone armatami. Wybrzeże morskie, tworzące średnicę pół-sześcioboku, tworzy niewielką zatokę. Wokół miasta rozciąga się dolina wypełniona warzywnymi i owocowymi ogrodami. Teren ten jest przecięty tak, że można przybliżyć się niezauważonym do twierdzy na odległość połowy strzału z pistoletu. W odległości armatniego strzału wznosi się górujący na okolicą płaskowyż. To było odpowiednie miejsce na obóz armii; ale ponieważ całe to wzniesienie jest całkowicie gołe, pozbawione całkowicie wody i cienia, zdecydowano obsadzić je jedynie posterunkami, a obóz założyć pomiędzy miastem i wzniesieniami. Zaopatrzenie w żywność było zapewnione dzięki magazynom w Gazie i Ramleh. Warzyw było pod dostatkiem na miejscu. Armia obozowała pod drzewami pomarańczowymi, pełnych dojrzałych owoców; były one małe i jasne, ale bardzo słodkie i przez żołnierzy bardzo lubiane. 

 

Abdallah rzucił się z całą swoją piechotą do Jaffy, gdzie znajdowała się silna artyleria; w twierdzy znajdował się cały korpus Czorbadżów oraz kanonierzy z Konstantynopola. Francuscy oficerowie inżynierii i artylerii cały dzień 4 marca spędzili na rozpoznawaniu twierdzy. W nocy z 4 na 5 marca rozpoczęli wykonywanie okopów i przygotowali stanowiska dla 3 baterii. Paralele nie były konieczne, wystarczyło wykopanie kilku łączących rowów. W nocy z 5/6 artyleria ustawiła 20 armat w 3 baterie; dwie z nich, przeznaczone do bombardowania, otrzymały po 4 armaty 8-funtowe i 2 haubice; bateria, której zadaniem miało być wykonanie wyłomu, złożona była z 4 armat 12-funtowych i 4 haubic. Załoga twierdzy dokonała pod osłoną ognia artylerii i karabinów dwóch wypady; oba trwały jednak tylko krótko i zostały odparte. Te wypady były widowiskiem szczególnego rodzaju: wzięli w nich udział przedstawiciele 10 narodów w przeróżnych ubiorach; mieszkańcy Maghrebu i Karamanii, Albańczycy, Kurdowie, Anatolijczycy, Syryjczycy z Damaszku i Aleppo oraz Murzyni z kraju Takrul. Wśród jeńców znaleźli się trzej Albańczycy z załogi El-Arisz: od nich dowiedziano się, że cały tamtejszy garnizon udał się do Jaffy, czyli złamał postanowienia aktu kapitulacji i swoją przysięgę.

 

6 marca baterie oddały 2 salwy; po nich generał Berthier wysłał parlamentarzystę do komendanta Jaffy, by przekazał mu co następuje:

 

"Bóg jest łagodny i miłosierny. Głównodowodzący generał Bonaparte polecił mi Tobie przekazać, że Djezzar Pasza rozpoczął działania wojenne przeciwko Egiptowi zajmując fort El-Arisz; ale Bóg, który sprzyja sprawiedliwej sprawie, darował zwycięstwo armii francuskiej, która odbiła twierdzę; następnie generał wkroczył do Palestyny, by wypędzić stamtąd wojska Djezzara Paszy, który nigdy nie powinien był tam wkroczyć. Twoja twierdza jest okrążona ze wszystkich stron, nasze baterie w ciągu 2 godzin mogą zniszczyć jej umocnienia. Generał Bonaparte żałuje cierpień, które miasto będzie musiało znieść w przypadku, gdyby musiało zostać wzięte szturmem; dlatego proponuje mu swoją ochronę, a garnizonowi swobodne wycofanie się; wstrzyma się więc z rozpoczęciem ostrzału do godziny 7 rano". 

 

Oficer i trębacz zostali wpuszczeni; ale po kwadransie armia ze zgrozą zobaczyła ich głowy nabite na piki i wystawione na najwyższej wieży; ich ciała wyrzucono z murów przed stanowiska baterii.

 

Natychmiast otworzono ogień; ostrzelany fragment muru rozpadł się wkrótce, a powstały wyłom uznano za wystarczający. Szef batalionu Łazowski z korpusu inżynierii na czele 25 karabinierów, 15 saperów i 5 robotników oczyścił dojście do wyłomu. 22.półbrygada lekka ustawiła się jako kolumna szturmowa w zagłębieniu terenu, czekając na sygnał do zaatakowania wyłomu. Głównodowodzący stał na przedpiersiu baterii i pokazywał palcem dowódcy regimentu, pułkownikowi Lejeune, co ma zrobić; w tym momencie kula karabinowa zerwała kapelusz z jego głowy, zabijając mierzącego 5 stóp i 10 cali pułkownika.

 

"-Już po raz drugi, od czasu, gdy jestem na wojnie - opowiadał wieczorem głównodowodzący - zawdzięczam moje życie temu, że nie jestem wyższy niż 5 stóp i 2 cale".

 

Na czele 22.półbrygady stanął generał Lannes; pozostałe regimenty dywizji postępowały za nim. Lannes zaatakował wyłom, zajął wieżę, rozesłał swoich ludzi na lewo i prawo wzdłuż muru i zajął pozostałe wieże. Wkrótce dotarł do cytadeli, którą również zajął. Dywizja generała Bon, która otrzymała rozkaz przeprowadzenia na prawym skrzydle pozorowanego ataku, wykorzystała zamieszanie wśród obrońców i wspięła się po drabinach na mury. Złość żołnierzy osiągnęła szczyt; zabijali wszystkich, których napotkali; miasto zostało splądrowane i przeżyło wszystkie okropności, które spotkać może twierdzę wziętą szturmem. W końcu około północy ogłoszono pardon dla wszystkich z wyjątkiem krzywoprzysięzców z El-Arisz. Żołnierzom zabroniono jakichkolwiek tortur; udało się zgasić wszystkie pożary; przy meczetach, w których schronili się mieszkańcy, niektórych spichlerzach i budynkach powszechnych wystawiono posterunki; jeńców spędzono razem i stłoczono poza murami twierdzy. Ale plądrowanie trwało nadal; dopiero rano przywrócono porządek.

 

Liczba jeńców wyniosła około 2500 ludzi, z tego 800-900 z załogi El-Arisz. Ci, którzy przysięgali nie powrócić z Syrii przed upływem roku, maszerowali tylko 3 dni w kierunku Bagdadu, ale później skręcili, kierując się do Jaffy.

 

Złamali zatem swoją przysięgę i za to zostali wszyscy rozstrzelani. Pozostałych jeńców odesłano wraz ze zdobytymi sztandarami i innymi trofeami do Egiptu.

 

Abdallah ukrył się; przebrany w habit zakonnika wymknął się z Jaffy, odnalazł namiot głównodowodzącego i rzucił mu się do stóp. Został tak dobrze potraktowany, jak tylko sobie życzył, odwdzięczając się za to kilkoma usługami, po czym został odesłany do Kairu. 

 

Wśród poganiaczy wielbłądów, służących i żołnierzy znajdowało się 700 Egipcjan; zwrócili się oni pełni zaufania do szejków i zostali uratowani. W zamieszaniu rzucili się oni żołnierzom do stóp, wołając: Mesri! Mesri! (Egipcjanie - przyp. tłum.), jak gdyby było to jednoznaczne z: Francuzi! Francuzi!

 

Po powrocie do Egiptu sławili wszędzie przyzwoite ich potraktowanie od momentu rozpoznania w nich Egipcjan. 500 żołnierzy załogi uratowało się od pogromu przebierając się za mieszkańców miasta. Otrzymali potem paszporty, na podstawie których przekroczyli Jordan.

 

Następnego dnia ulemowie oczyścili meczety, modlitwy mogły znowu być normalnie odprawiane; zaczynał powracać spokój. Francuzi zdobyli całą artylerię Djezzara Paszy, składającej się z 40 armat przeznaczonych dla zbierającej się w Syrii armii; były to 4-funtowe armaty i 6-calowe haubice, wszystkie według francuskiego modelu. 30 armat, które stanowiły wyposażenie fortecy, były z brązu, ale przeróżnego kalibru. W magazynach znaleziono kwadratowe suchary, leżące tam już od 10 lat; dostarczono je z Konstantynopola i nadawały się jeszcze do jedzenia. Liczni oficerowie armii uzbroili się w handżary, ich służący w sztylety i ozdobne strzelby. Straty poniesione przez miasto wskutek grabieży można oszacować na kilka milionów, ale żołnierze sprzedawali wszystko bardzo tanio i w ten sposób mieszkańcy odzyskali swoje rzeczy za dziesiątą część ich wartości. Wielu wojskowych uzyskało typowe przy takich okazjach zyski. Podczas oblężenia Akki pieniądze te bardzo się armii przydały. Znaleziono również duże zapasy kawy, cukru, tytoniu, kożuchów i wszelkiego rodzaju chust. Miało to wpływ na ubiór żołnierzy; części główne pozostały europejskie, ale były uzupełnione orientalnymi elementami.   

 

Dzień po zajęciu miasta do portu zawinęła flota kupiecka złożona z 16 statków załadowanych ryżem, mąką, olejem, prochem i amunicją; wypłynęła ona przed 2 dniami z Akki i została wraz z wiezionymi towarami zarekwirowana. Kontradmirał Ganteaume obsadził statki nowymi załogami i posłał do Haify.

 

Podczas szturmu Jaffy wyróżnili się: generał Andreossy, pułkownik Duroc i szef batalionu Aime. 

 

VI.

 

Marsz przez pustynię był bardzo wyczerpujący, a przejście z nadzwyczaj suchego klimatu w wilgotny miało niekorzystny wpływ na zdrowie armii. Urządzony w klasztorze Ojców Ziemi Świętej szpital wkrótce okazał się niewystarczający. Liczba chorych wzrosła do 700; wszystkie korytarze, cele mnichów, sypialnie i dziedzińce były nimi przepełnione. Naczelny lekarz Larrey nie ukrywał swoich obaw; wielu chorych umierało już 24 godziny od momentu przyjęcia do szpitala. Ich choroba przebiegała niesamowicie szybko i Larrey rozpoznał symptomy dżumy. Choroba rozpoczynała się wymiotami; następnie występowała gorączka i ciężkie delirium; kolejnym etapem choroby było powiększenie się więzów chłonnych w pachwinach i jeżeli nie nastąpiło szybkie opróżnienie ognisk ropnych, chory wkrótce umierał. Ojcowie Ziemi Świętej zamknęli się w swoich celach i nie chcieli mieć z chorymi nic wspólnego; wszyscy pielęgniarze zdezerterowali; szpital był tak zaniedbany, że nawet regularne rozdzielanie żywności i lekarstw nie było zapewnione, a wszystko spoczęło na barkach oficerów służb medycznych. Daremnie zaprzeczali wszystkim, którzy mówili o zarazie; twierdzili, że nie jest to nic więcej, jak zwykła, niebezpieczna gorączka. Daremnie starali się własnym przykładem zdwojonej pracy skłonić innych do pomocy. Armia była sparaliżowana z przerażenia. Cechą specyficzną dżumy jest szczególna podatność na nią ludzi, którzy się jej boją; prawie wszyscy, których opanował strach, umarli. Głównodowodzący pozbył się Ojców Ziemi Świętej wysyłając ich do Nazaretu; sam udał się do szpitala, gdzie jego ukazanie się napełniło chorych wielką otuchą. W jego obecności przeprowadzono kilka operacji; przecinano ropniaki, by przyspieszyć kryzys i złagodzić ból. Wielu, szczególnie pozbawionych nadziei, dotknął ręką, by im udowodnić, że cierpią jedynie na zwyczajną, niezaraźliwą chorobę.

 

Wszystkie te środki przekonały armię, że panująca choroba nie jest dżumą; ale kilka miesięcy później musiano jednakże to przyznać. Nie zaniedbywano przy tym jednak żadnych środków ostrożności; bez żadnych różnic spalono wszystkie pochodzące z grabieży w mieście rzeczy; ale takie środki ostrożności nie wzbudzały żadnego podejrzenia, gdyż były zawsze stosowane w wypadkach niebezpiecznej gorączki. 

 

Bethier napisał do Djezzara Paszy:

 

"Od mojego wkroczenie do Egiptu już kilkakrotnie informowałem Pana, że nie mam zamiaru prowadzić z Panem wojny, a jedynym moim celem jest przepędzenie z tego kraju Mameluków. Nie odpowiedział Pan na żadne moje oświadczenie. Wyraziłem życzenie, by trzymał Pan Ibrahima-beja z dala od egipskich granic. Ale Pan wysłał jednak wojska do Gazy, przygotował wielkie magazyny i rozgłosił wszędzie, że wkroczy do Egiptu; i uczynił Pan to rzeczywiście, zajmując na czele 4 tysięcy ludzi fort El-Arisz, leżący 10 godzin marszu od granicy, w środku terytorium egipskiego. Z tego powodu musiałem wyruszyć z Kairu i przenieść wojnę, której Pan najwyraźniej pragnie, do Pańskiego kraju. Prowincje Gaza, Ramleh i Jaffa są w moich rękach. Wszystkie Pańskie wojska, które zdały się na moją łaskę, potraktowałem wielkodusznie; surowo potraktowałem tych, którzy złamali prawa wojny. Za kilka dni pomaszeruję przeciwko twierdzy Akka. Ale dlaczego miałbym dążyć do skrócenia życia starca, którego nawet nie znam? Co znaczy kilka mil kwadratowych w porównaniu z rozciągłością zdobytego już przeze mnie kraju? Jako że moje zwycięstwa podarowane są mi przez Boga, chcę być za jego przykładem łagodny i miłosierny i to nie tylko wobec prostego ludu, ale również wobec wielkich.. Niech Pan zostanie ponownie moim przyjacielem, wrogiem Mameluków i Anglików! Okaże Panu tyle dobroci, ile okazałem złego do tej pory i mogę okazać jeszcze w przyszłości... 8 marca pomaszeruję w kierunku Akki; muszę zatem otrzymać Pana odpowiedź przed tym terminem". 

 

Djezzar Pasza nie był wielkim przyjacielem Porty. Rokowania z agą Jerozolimy rozpoczęły się już w Gazie i były kontunuowane podczas marszu i oblężenia Jaffy. Po jej zajęciu armia miała udać się w 2-dniowy marsz do Jerozolimy, zamieszkałej wyłącznie przez ludność chrześcijańską i która dysponowała większymi środkami niż jakiekolwiek inne miasto w Palestynie. Jednak 10 marca generał przyjął delegację chrześcijan, którzy błagali go o pomoc; byli zagrożeni przez Turków, którzy grozili przed opuszczeniem miasta i przekroczeniem Jordanu wycięciem wszystkich chrześcijańskich mieszkańców miasta. Równocześnie aga, bardzo zręczny człowiek, zaproponował zawieszenie broni; zobowiązał się uwolnić wszystkich chrześcijan i wzięcie ich pod swoją ochronę, nieudzielanie żadnej pomocy Djezzarowi Paszy i po zajęciu Akki podporządkowanie się jego zwycięzcy. Ta propozycja była korzystna. Jej przyjęcie nie oznaczało rezygnacji z odwiedzenia Jerozolimy, lecz jedynie przesunięcie o 2 do 3 tygodni.

 

Kontradmirał Ganteaume wysłał stojącej w porcie Damietty flocie rozkaz udania się do Jaffy. Dotarła ona tam 12 marca; na jej pokładzie znajdował się sprzęt niezbędny do oblężenia Akki. Przez równocześnie wysłanych na wielbłądach do Aleksandrii gońców admirał wydał kontradmirałowi Perree rozkaz, pożeglowania na czele dowodzonych przez niego 3 korwet do Jaffy.

 

Armia od 8 dni pozostawała bezczynna; jeszcze dłuższy postój zagrażał jej zdrowiu. Było lepiej odwrócić jej uwagę i zająć jej myśli militarnymi operacjami niż pozwolić na rozmowy o chorobach w Jaffie i występujących codziennie nowych jej symptomach. Gdy tylko armia znalazła się w marszu, ustały wszelkie choroby.  

 

VII.

 

Dzień po zajęciu Jaffy Kleber pomaszerował do lasu Meski. Oddziały, wysłane przez niego na rekonesanse w góry, miały kilka dość gwałtownych starć; nieprzyjaciel był zatem obecny. W trakcie jednego z tych starć generał Dumas, który posunął się za daleko, stracił wielu ludzi, a sam został ciężko ranny (generał Thomas-Alexandre Dumas, ojciec pisarza - przyp. tłum.). 14 marca kwatera główna dotarła do Meski. Jest to największy las w całej Syrii; to tajemniczy las z poematu Tasso, który zasłynął z bitwy pomiędzy Ryszardem Lwie Serce i Saladynem.

 

 

Odległość z Jaffy do Akki, drogą prowadzącą wzdłuż morskiego wybrzeża, wynosi 105 kilometrów; przez nizinę jest ona o 10 kilometrów dłuższa. Przez równinę przepływa kilka potoków wypływających z gór; maszerując skrajem niziny omija się górę Karmel, podczas gdy droga nadbrzeżna prowadzi przez przełęcz koło Haify, która broniona, jest trudna do przebycia. 15 marca awangarda dotarła do karawanseraju w Kakhun; zauważyła tam kawalerię Abdallaha, wspieraną przez 4 tysiące Nablusczyków, ustawionych w szyku bojowym równoległe do traktu w kierunku Akki. Armia, wysunięciem lewego skrzydła, zmieniła swój front. Lewym skrzydłem dowodził generał Kleber, prawym generał Lannes; rezerwa stała pod rozkazami generała Bona. Nieprzyjaciel został wyparty ze wszystkich swoich pozycji, przepędzony z wyżyny i tak daleko ścigany, jak było to konieczne. Kawaleria Djezzara uciekała równiną do Akki; Nablusczykom udało się dotrzeć do ich miasta. Wieczorem rozbito obóz koło Zaitha. Podczas tej potyczki generał Lannes odniósł znaczne straty; rannych było 250 jego ludzi. Uzbrojeni mieszkańcy Nablusu, potomkowie Samarytów, stracili 1000 rannych i zabitych, wśród których było wielu znaczących mieszkańców miasta. Ta nauczka skłoniła ich do zachowania spokoju przez dłuższy czas. 17 marca armia biwakowała koło El-Hatri.  

 

Góra Karmel, oddalona o 13 kilometrów od Akki, dociera aż do morza i tworzy lewy brzeg zatoki Akka. Rozciąga się na długości 15-18 kilometrów i jest przedłużeniem gór Nablus, od których jest jednak oddzielona szeroką doliną. Ponieważ wszystkie jej zbocza są pełne rozpadlin, stanowi ona dość mocną pozycję strategiczną. Na jej szczycie znajduje się klasztor i kilka źródeł. Góra wznosi się na wysokość 800 metrów, panuje nad całą syryjską niziną i służy statkom za punkt orientacyjny. U jej podnóża płynie rzeka Keysun, która wpada do morza około 1,5 kilometra przed miasteczkiem Haifa. Miasto, nad którym wznoszą się przedgórza góry Karmel, ma około 2-3 tysięcy mieszkańców, mały port i otoczone jest starożytnym murem z wieżami.  

 

VIII.

 

Armia rozbiła obóz na lewym brzegu Keysun. Za nim wznosiła się góra Karmel, 13 kilometrów na lewo leżała Haifa, 30 kilometrów na wprost, Akka. Opanowanie portu w Haifie było istotnym posunięciem umożliwiającym przyjęcie tam statków flotylli płynącej z Jaffy. Nie napotkano przy tym większego oporu i o godzinie 5 po południu głównodowodzący wkroczył do miasta. Armaty wywiózł Djezzar, ale w magazynach znaleziono 150 tysięcy porcji sucharów i zapasy ryżu, oleju, itd.

 

Z Haify głównodowodzący po raz pierwszy ujrzał redę Akki i zobaczył kotwiczące tam 2 okręty wyposażone w 80 armat, "Theseus" i "Tiger". Przybyły one przed dwoma dniami z Konstantynopola i były dowodzone przez commodore Sidney'a Smitha. Patrol kawalerii pogalopował w kierunku Tanturah, by ostrzec flotyllę przed angielskimi okrętami i powiadomić ją o zajęciu Haify. 19 marca o świcie do portu w Haifie wpłynęło 8 statków z Jaffy załadowanych żywnością, ale pozostałe 16, które miały na pokładzie sprzęt oblężniczy, zwlekały, by w końcu dokonać zwrotu i odpłynąć na szerokie morze. Okręty angielskie natychmiast podniosły kotwice i udały się ich śladem. Wkrótce wszystkie statki znalazły się poza zasięgiem wzroku.

 

W nocy zbudowano 2 mosty przez Keysun. W południe armia wyruszyła w kierunku Akki, która wkrótce ukazała się w polu widzenia. W nocy dotarła do młyna w Szerdam; tam piechota przekroczyła rzekę. Młyn był w dobrym stanie, w trakcie oblężenia mielono w nim ziarno dla całej armii.

 

Maszerując w kierunku Akki, po przekroczeniu Keysun, napotyka się kolejną rzekę, Belus. Na jej brzegach armia zajęła pozycje. Pułkownik Bessieres na czele 200 guidów i 2 armat przekroczył rzekę i stanął na prawym brzegu jako awangarda armii. Pontonierzy pracowali przez całą noc nad budową dwóch mostów. Namioty głównodowodzącego rozbito 2 kilometry od brzegu morza, na lewym brzegu Belus. O świcie 19 marca awangarda pogalopowała na szczyt Góry Meczetu, górującej nad całą niziną i miastem. Awangarda armii stała więc bezpośrednio przed stolicą Galilei i na granicy syryjskiej prowincji Coele.

 

T. IV Roz. III. Oblężenie Akki

I. Wojna w Galilei. Opis Akki albo Saint Jean d'Acre. - II. Podporządkowanie ludności Galilei. - III. Utrata statków ze sprzętem oblężniczym; Wydarzenia w Haifie. - IV. Rekonesans Jaffy. - V. Pierwszy etap oblężenia Akki. - VI. Bitwa pod górą Tabor (16 kwietnia 1799). - VII. Rejs kontradmirała Perree. - VIII. Drugi etap oblężenia Akki. - IX. Zakończenie oblężenia. - X. Marsz przez Syrię i pustynię. - XI, - Powrót armii do Kairu (14 czerwca). 
 


I.

Akka albo Saint Jean d'Acre leży 130 kilometrów na północny-zachód od Jerozolimy, 170 kilometrów na południowy-zachód od Damaszku, 45 kilometrów na południe od ruin Tyru. Miasto leży na północnej stronie zatoki Haifa; odległość od tego miasteczka wynosi drogą wodną 14 kilometrów i 18 kilometrów, gdy maszeruje się lądem wzdłuż wybrzeża. Jest otoczona długą na 35 kilometrów równiną, rozpoczynającą się przy Białym Przedgórzu i wzgórzach Saronu i kończy na górze Karmel; szerokość tej równiny od morza na zachodzie aż do pierwszych wzgórz Galilei wynosi 10 kilometrów. Odległość z Akki do rzeki Jordan wynosi 50-60 kilometrów. Równinę przecina 6 rzeczek; najważniejsze z nich to Belus, która wpada do morza w odległości około 2 kilometrów na południe od Akki i Keysun, która płynie od góry Tabor i wpływa do morza 1,5 kilometra na północ od Haify. Grzbiet Turonu ma długość 6 kilometrów; rozciąga się, odległy o 2,5 kilometra od miasta i tyle samo od morza, aż na odległość 8 kilometrów od pasma górskiego, opadając w dół równomiernie zarówno od morza, jak i gór. Na lewym krańcu tego pasma wznosi się znaczne wzniesienie, panujące nad morzem, miastem i całą niziną; nazywane jest Górą Meczetu. Na południowej stronie, u podnóża góry, jest ujście rzeki Belus. 
 

Armia rozłożyła się na zboczach Turonu. Jej obóz tworzył podstawę trójkąta, którego pozostałe boki tworzyło morze, a wierzchołek miasto Akka. Lewe skrzydło tworzyła dywizja Reyniera, prawe - dywizja Klebera, w centrum stały dywizje Lannesa i Bona; pomiędzy tymi ostatnimi, naprzeciw dużego magazynu, znajdowała się kwatera główna. W magazynie intendent Daure urządził urząd prowiantowy, a w dużym domu nad Belusem, u stóp Góry Meczetu, główny punkt opatrunkowy; szpitale przygotowano w Chafa Amr, Haifie, Ramleh i Jaffie. Całe zbocza gór w Galilei porośnięte były drzewami oliwkowymi, wiecznie zielonymi dębami i innymi drzewami; w tych lasach zaopatrywała się artyleria, pionierzy, urząd prowiantowy i w ogóle cała armia. Na prawym brzegu Belus, w górę rzeki, 800 metrów od Góry Meczetu wznosi się, jako pierwszy szczyt gór galilejskich, stożek w kształcie głowy cukru; nazywany jest Górą Proroka. Tworzy on zachodnią granicę dużej równiny o powierzchni około 200 kilometrów kwadratowych, która na południu ograniczona jest rzeką Belus. Wszystkie drogi górskie zablokowano rowami i zasiekami; przez Belus przerzucono 3 mosty, a do ich obrony usypano szańce polowe. Nikt niepowołany nie miał możliwości przedostania się do tego dużego obozu, gdzie rozciągały się wspaniałe łąki, pola zbożowe, ogrody warzywne i owocowe; drzewa, wody, młynów i wszystkiego, czego potrzeba dla prowadzenia oblężenia, było pod dostatkiem. Na wszystkich drogach dojazdowych wystawiono konne i piesze posterunki. 
 

Podczas oblężenia Akki przez krzyżowców, które rozpoczęło się w 1191 roku i trwało 3 lata, obóz oblegających również znajdował się na zboczach Turonu, lecz rozciągał się na lewo poza Górę Meczetu i Belus. Armie nie miały wówczas armat i wskutek tego mogły podejść dużo bliżej do twierdzy. Krzyżowcy usypali 2 rzędy szańców, pierwszy bezpośrednio u podnóża góry Turon, drugi pomiędzy Górą Proroka i Turonu. Po zdobyciu drugiego szańca, co zdarzało się często, oblegający wycofywali się za pierwszy. Saladyn obozował ze swoją odsieczą przed Chafa Amr na wzniesieniach Kaokoba, 10 kilometrów na południowy-wschód od Góry Proroka. Blokował drogi do Jerozolimy i Damaszku oraz równinę Ezdrelon. 
 


Ponieważ Napoleon chciał uniemożliwić nieprzyjacielskim oddziałom przekroczenie Jordanu, utworzył 4 korpusy do pilnowania brzegów tej rzeki; pierwszy, pod dowództwem szefa szwadronu Lamberta, obserwował górę Karmel, równinę Ezdrelon, brzeg morza i drogi prowadzone do Nablus; kwaterą tego korpusu były Haifa i Chafa Amr. Drugi korpus, dowodzony przez generała Junota, zajął cytadelę w Nazaret i obserwował Jordan poniżej jeziora Genezaret; trzeci, pod dowództwem generała Murata, obserwował Jordan powyżej jeziora Genezaret i mostu Jakuba; czwarty, pod komendą generała Viala, pilnował przełęcze gór Saron, jego pojedyncze patrole wysunięte były w kierunku Tyru. Te 4 korpusy obserwacyjne osłabiały armię o 2 tysiące ludzi; forty, służące im za bazy wymagały tylko niewielkich załóg. Patrole tych korpusów były nieprzerwanie w ruchu; od obozu do wysuniętych posterunków; od posterunków do obozu; w ten sposób sprawiały wrażenie dużej liczebności poszczególnych korpusów. Zaopatrzenie armii zapewniały magazyny w Haifie, które zaopatrywane były drogą morską i lądową z magazynów w Jaffie, magazyny w Chafa Amr, zbierające zapasy z okolicy oraz magazyny w Safed zaopatrywane przez szejka Dahera. Po bitwie pod górą Tabor armia korzystała z zapasów zebranych przez nieprzyjaciela w Tyberii na jeziorem Genezaret. Paszy było na nizinie Akki wystarczająco; w ostateczności można ją było też zebrać na równinie Ezdrelonu. 
 

II.

Szejk Daher był najczęstszym gościem w obozie i najzagorzalszym oferentem swoich służb.

18 marca o godzinie 8 rano armia przekroczyła Belus i rozbiła obóz na górze Turon. Między dywizją Reyniera, która otrzymała rozkaz przygotowania obozu i załogą Akki, zagnieżdżonej w ruinach poza miastem i nieskorej do wycofania się do miasta, rozgorzała ożywiona wymiana ognia karabinowego. Wtedy to pod szczytem Góry Proroka zauważono 300 do 400-osobowy oddział kawalerii; był to szejk Daher, który w Chafa Amr przez 2 dni czekał na przybycie armii pod Akkę. O godzinie 10 rano został on przed meczetem przedstawiony Napoleonowi, który na znak obdzielenia go stanowiskiem zarządcy prowincji Safed, podarował mu futrzaną narzutę. Podczas składania przez szejka przysięgi wierności kula armatnia zabiła jego konia, stojącego 10 kroków za nim. Arabski książę pozostał przez 2 dni w obozie; otrzymał obietnicę, że zostanie spadkobiercą swojego ojca. Kilka tygodni później podpisał on porozumienie, w którym zobowiązał się do wystawienia 5 tysięcy piechoty i kawalerii, które miały towarzyszyć armii za Jordan, nadzorować Akkę i wybrzeże od podnóża gór do Cezarei oraz przekazać w charakterze trybutu połowę swojego dochodu z podległych mu terenów. Ten szejk był zawsze wierny; utrzymywał nieprzerwanie kontakt z Damaszkiem i dostarczał dokładne raporty o bieżących wydarzeniach; pozyskał dla Francuzów też Beduinów, dzięki czemu armia w Syrii nie była niepokojona przez tych synów pustyni, a także zaopatrywał obóz we wszystko, co jego kraj był w stanie dostarczyć.

Kilka dni później w obozie zjawiło się całe plemię Mutwalów, mężczyźni, kobiety, starcy, dzieci, w sumie 900 ludzi; tylko 260 z nich było uzbrojonych, z tego tylko połowa była konno. Głównodowodzący obdarował 3 wodzów honorowymi futrami i przywrócił im własność ich przodków. Plemię Mutwalów liczyło dawniej 10 tysięcy ludzi, ale Djezzar Pasza prawie wszystkich wymordował; jest to dzielna, muzułmańska sekta.

Generał Vial przekroczył górę Saron i wkroczył do Sur, czyli starożytnego Tyru; były to tereny Mutwalów. Zobowiązali się oni do prowadzenia rozpoznania od wybrzeża aż do gór, wzmocnić swoje siły i obiecali do maja wystawić 500-osobowy, dobrze uzbrojony oddział kawalerii, by udać się z armią do Damaszku.

Ojcowie Ziemi Świętej przyprowadzili do obozu całą ludność z Nazaretu, kilka tysięcy mężczyzn i kobiet; chrześcijańscy mieszkańcy Chafa Amr, Safed, itd. również tłumnie odwiedzali obóz. Nie da się opisać uczucia szczęścia, które ogarnęło tych ludzi; po tylu stuleciach ucisku znowu spotkali ludzi tej samej wiary! Ich główną przyjemnością było opowiadanie o Biblii, którą znali lepiej niż francuscy żołnierze. Czytali oni odezwy, w których głównodowodzący opowiadał się jako przyjaciel muzułmanów; w pełni akceptowali to stanowisko, które w żadnym stopniu nie ograniczało ich zaufania. Trzech z ich wodzów, którzy przekroczyli 90 rok życia, Napoleon uhonorował futrami; jeden z nich, w wieku 101 lat, przedstawił generałowi 4 swoich potomków. Napoleon zaprosił go na obiad; starzec nie wypowiedział więcej niż 3 słowa, by nie wtrącić fragmentu z Biblii. Ci syryjscy chrześcijanie nie zaparli się swojej wierności dla armii ani w dobrych, ani w złych czasach; podczas całego oblężenia oddali armii wiele cennych usług; w obozie przybywała ciągle duża ich ilość. Targ był ciągle dobrze odwiedzany i bogaty w artykuły; dostarczali mąkę, ryż, warzywa, mleko, ser, zwierzynę, owoce, figi, rodzynki i wino. Pielęgnowali tak starannie chorych, że Francuzi nie mogliby robić tego lepiej.

Nadzieje i radość chrześcijan dzielili muzułmanie paszalika Akki; ich delegacja przybyła do obozu i gorzko skarżyła się na okrucieństwo Paszy. Ciągle spotykano ludzi, których okaleczono na rozkaz tyrana. Ci ludzie bez nosów przedstawiali okropny widok.

Klimat w Syrii bardziej odpowiada europejskiemu niż egipskiemu. Tubylcy są sympatyczniejsi i bardziej przyjaźni; nawet muzułmanie nie są tak fanatyczni. Żołnierzom podobało się w Syrii. Egipt zawsze był krajem kapłanów i bogów.

Liczba syryjskich Żydów była stosunkowo duża. Ogarnęła ich nieokreślona nadzieja; wśród nich rozeszła się bowiem pogłoska, że Napoleon po zajęciu Akki, pomaszeruje do Jerozolimy i odbuduje świątynię Salomona. Ta myśl napełniła ich radością.

Chrześcijańscy, żydowscy i muzułmańscy agenci zostali wysłani do Damaszku, Aleppo, a nawet do Armenii; donosili oni, że obecność armii francuskiej w Syrii wzburzyła umysły. Głównodowodzący przyjął tajnych wysłanników, którzy dostarczyli ważne informacje z wielu prowincji Małej Azji. Wysłał zaufanych ludzi do Persji; z tamtego okresu pochodzą jego kontakty z dworem w Teheranie. 
 

III.

22 marca z Góry Meczetu zauważono oba okręty angielskie; godzinę później spostrzeżono 6 mniejszych jednostek, w których generał Ganteaume rozpoznał tartany z Damietty, na które załadowano sprzęt oblężniczy. Później dowiedziano się, że okręty angielskie ścigały je przez 36 godzin i 6 z 12 tartanów zdobyły; pozostałych 6 uszło kursem na Francję, wśród nich również okręt dowodzącego flotyllą kapitana Standeleta. Ta strata nie była znaczna, ale jej skutki okazały się wielce nieprzyjemne. Gdyby te statki wpłynęły 19 marca do portu w Haifie, jak powinny i były w stanie, Francuzi zajęliby Akkę przed 1 kwietnia, Damaszek przed 15 tego miesiąca, a Aleppo przed 1 maja; przez 6 miesięcy do dyspozycji stałyby wszystkie dobra Syrii, a na jesień armia byłaby zdolna do wielkich przedsięwzięć. Powody, jakimi kierował się kapitan Sandelet były różnie komentowane; jedni pisali o nieświadomości i bojaźni, inni, że kapitanowi zależało jedynie na powrocie do Francji.

Oba angielskie okręty liniowe nie mogły zakotwiczyć w pobliżu Haify, jakkolwiek tamtejsze dno nadaje się do zakotwiczenia dużych statków; rafy koralowe przecięły liny kotwiczne "Theseusa"; okręt dryfował i przez kwadrans znajdował się w największym niebezpieczeństwie. To skłoniło Sir Sidney'a Smitha do zaatakowania Haify, by uzyskać możliwość zawinięcia do tego portu. Jeszcze przez najbliższych kilka miesięcy spodziewał się bowiem złej pogody. 26 marca o świcie zaokrętował na 10 szalup 400 ludzi. Dowodzący w Haifie korpusem obserwacyjnym szef szwadronu Lambert pozwolił Anglikom w spokoju wiosłować i wkroczyć do miasta; ale gdy znaleźli się na ulicach, powitał ich ogniem kartaczy z 3 dział polowych i ogniem karabinów 100 ludzi, schowanych w wyposażonych w otwory strzelnicze dwóch domach; równocześnie zaatakował ich dwoma oddziałami po 30 dragonów ze skrzydeł i z tyłu. Zaatakowani zewsząd Anglicy rozbiegli się na wszystkie strony w panicznej ucieczce; 150 z nich poległo, zostało rannych lub wziętych do niewoli. Uzbrojona w 32-funtowe działo szalupa z okrętu "Tiger" wpadła w ręce Francuzów. Pozostałe szalupy zostały podczas odwrotu ostrzelane jeszcze kartaczami i granatami, co spowodowało śmierć lub rany wielu uciekających.

1 kwietnia przed wschodem słońca przybyła z Konstantynopola turecka fregata, która rzuciła kotwicę na zwykłym miejscu w odległości strzału karabinowego od Haify. Lambert kazał natychmiast wywiesić turecką flagę. Gdy nastał dzień kapitan udał się w dużej szalupie na ląd, gdzie został wraz z towarzyszącymi mu 30 marynarzami wzięty do niewoli. Jego szalupa uzbrojona była w 24-funtowe działo. Oba zdobyte ciężkie działa przydały się podczas oblężenia do wykonania wyłomu.  
 

IV.

Generał Reynier okrążył twierdzę. By tego dokonać przez cały dzień toczył potyczki z jej załogą; wieczorem był w stanie wystawić swoje posterunki w odległości pistoletowego strzału od murów. Generałowie Caffarelli i Dommartin, pułkownicy Sanson i Songis wykorzystali całą noc i następny dzień na rozpoznanie twierdzy. O godzinie 2 nad ranem pułkownik Sanson kontrolował otaczający twierdzę rów; podczas tego niebezpiecznego zadania został ciężko ranny. Inżynierowie i oficerowie artylerii mieli nadzieję zajęcia Akki równie łatwo, jak Jaffy. Uważali, że dwa 12-funtowe działa wystarczą do wykonania wyłomu w murach twierdzy.

Miasto Akka tworzy trapez, opływany z 2 stron przez morze, podczas gdy pozostałe dwie strony otoczone są murem. Strona wschodnia ma długość 600 metrów i posiadała 5 małych wież; północna, długa na 1000 metrów, chroniona była przez 7 małych wież oraz zamieniony na cytadelę pałac Paszy. Te obie strony spotykają się ze sobą pod kątem prostym. Po tej stronie stoi gruba, stara wieża, górująca nad miastem i wszystkimi umocnieniami. Przewyższa ją jedynie leżąca w odległości 900 metrów Góra Meczetu. Stary port był zapiaszczony; w skrzydle części wschodniej leżała mała wysepka z latarnią morską. Przestrzeń przed murami była na odcinku 600 metrów od muru pokryta ruinami starego miasta i wcześniejszych umocnień; były to resztki piwnic, wież i murów. Obok Grubej Wieży przebiegał wodociąg z północy. Miał on długość 12 kilometrów i dostarczał z gór wodę przez całą nizinę do cystern miasta. Akka przez wiele lat była niezamieszkana; szejk Daher odbudował ponownie miasto; Djezzar Pasza powiększył je; on też wybudował piękny meczet i bazar.

Generał Caffarelli zaproponował, by atak skierować na stronę wschodnią, bo po pierwsze panuje nad nią Góra Meczetu, mimo, że odległość jest nieco za duża, po drugie, ponieważ strona północna znajduje się w polu ostrzału armat z pałacu paszy, a po trzecie, bo do strony wschodniej łatwiej jest podejść. Dokonanie wyłomu w środkowym wale, oznaczałoby zajęcie pozycji wyjściowej pomiędzy dwoma wieżami, co byłoby trudne i kosztowałoby życie wielu ludzi; albo trzeba by było wtargnąć do twierdzy, bez wcześniejszego obsadzenia i oczyszczenia wyłomu, a to byłoby zbyt niebezpieczne. Gdyby jednak zniszczyć ostrzałem jedną z wież, armia miałaby po obsadzeniu wyłomu bezpieczny dostęp do miasta. Generał zaproponował skierowanie ognia artylerii w kierunku Grubej Wieży, po pierwsze, że była ona najdalej oddalona od morza, po drugie, że była to najwyższa i największa z wież całej twierdzy, panująca nad całym miastem, a po trzecie, że znajdowała się najbliżej wodociągu, który mógłby służyć jako miejsce koncentracji i paralela. Wprawdzie wykonanie wyłomu w tym starym murze było trudnym zadaniem, ale 12-funtowe działa powinny tego dokonać; gdyby wieża została zdobyta, miasto padłoby; głównym celem było nie tylko zdobycie Akkę, lecz zdobycie jej nie tracąc przy tym całej armii. Dopuszczenie do walk ulicznych z Turkami, kosztowałoby życie 7-8 tysięcy ludzi. 
 

Oblężenie Akki trwało 62 dni, a mianowicie od 19 marca do 21 maja. Dzieliło się na 2 etapy; pierwszy, od 29 marca do 25 kwietnia, trwał 36 dni; drugi, od 25 kwietnia do 21 maja - 26 dni; w sumie 62 dni. Podczas pierwszego okresu oblegający podłożyli i wysadzili 2 miny, dwukrotnie próbowali zająć wyłom, przypuścili jeden szturm; oblężeni dokonali 6 wypadów, które bez wyjątku bardzo źle się dla nich skończyły. W drugim okresie oblegający wysadzili 2 miny, dokonali 7 wyłomów, przypuścili 2 szturmy, wtargnęli do twierdzy i usadowili się w niej. Oblężeni przesunęli swoje okopy i dokonali 12 wypadów, podczas których stracili dużo ludzi; ale otrzymywali oni nieustannie wzmocnienie, dzięki którym nie tylko wyrównywali swoje straty, lecz nawet powiększyli swoje siły. Mimo tego i mimo przybycia nowej dywizji z Rodos, francuski generał zająłby twierdzę, gdyby dżuma nie dokonała takich spustoszeń i gdyby nie dotarły do niego ważne wiadomości z Europy. Utworzona została tam druga koalicja przeciwko Republice, znowu rozpoczęła się wojna, armia francuska wkroczyła do Neapolu. To musiało zostać przyjęte jako niepomyślna wiadomość: osłabienie francuskiej Armii Adygi zwiastowało pewną katastrofę. 
 

V.

Podczas pierwszego okresu oblężenia artyleria oblegających składała się z obu zdobytych w Haifie kanonad, 32-funtowej i 24-funtowej, 4 moździerzy 6-calowych i 36 armat polowych. 12 dział pozostało do dyspozycji korpusów obserwacyjnych. Kanonady nie miały początkowo lawet, które dorobiono w ciągu kilku dni. Artyleria nie miała kul tak dużego kalibru; pozbierano wszystkie kule, które wystrzelone z wałów fortecy i ciężkich armat angielskich okrętów, leżały na przedpolu. Za każdą kulę płacono 5 sous; żołnierze z zapałem zbierali kule i w przeciągu kilku dni zebrano 300 sztuk obu kalibrów. Gdy nie mogli już żadnych znaleźć, wymyślali różne sposoby, by je zdobyć. W swoich planach opierali się na gorącym temperamencie angielskiego commodore i posługiwali się różnymi podstępami, by go sprowokować; albo jeździli konno w małych grupach po plaży, albo transportowali beczki i kosze z faszyny po wydmach, pod pozorem przygotowywania tam baterii; niekiedy nawet spuszczali przytransportowaną z Haify szalupę i zakotwiczali ją tuż przy plaży. Jak tylko Sir Sidney Smith dostrzegał działania pod bokiem swoich dział, podnosił kotwice, zbliżał się pod pełnymi żaglami do lądu i zasypywał swoimi kulami całą plażę, które żołnierze następnie zbierali i sprzedawali po 5 sous. Już wkrótce park oblężniczy był nimi przepełniony.

21 marca oficerowie inżynierii w odległości 300 metrów od miasta przygotowali pierwszy okop; łączył się on z wodociągiem, który mógł służyć jako naturalna paralela chroniąca przed ogniem z twierdzy. Artyleria przygotowała 8 baterii, 2 z nich skierowano przeciwko obsadzonej przez Turków działami latarni morskiej, a 3 przeciwko ostrzeliwującym teren trzem wieżom, które wybrano do wykonania wyłomu. Te 5 baterii otrzymało 16 dział 4-funtowych i 4 działa 8-funtowe; 6. bateria składała się z 4 moździerzy 6-calowych, których ogień skierowany został przeciwko Grubej Wieży; 7. i 8. baterię, przeznaczone do wykonania wyłomu w murze na wschód od Grubej Wieży, ustawiono z 4 dział 12-funtowych, 4 dział 12-funtowych i 2 haubic. W dniach 22-24 marca saperzy wykonali podkop, który dochodził na 10 metrów do rowu fortecznego; tam wykopali szeroką paralelę, skąd wychodzić miały wszystkie ataki oblegających. 23 marca rozpoczęto ostrzał i po upływie 48 godzin zmuszono do milczenia oba działa na latarni morskiej, podobnie jak ciężkie działa na zaatakowanej stronie murów twierdzy. 24 marca otworzyły ogień baterie wyłomowe, ale w ciągu pierwszych 24 godzin nie osiągnęły one żadnych widocznych efektów; przypisywano to niedostatecznej wielkości zastosowanych 12-funtowych dział i zarzucano oficerom inżynierii, że skierowali takie działa na mury, których nie zburzyłyby nawet 24-funtowe działa. Ale o godzinie 4 po południu niespodziewanie z ogromnym łomotem runął kawał muru na wschód od Grubej Wieży. Z szeregów armii i wśród 30 tysięcy widzów, którzy zbiegli się z całej okolicy i stali na okolicznych wzgórzach, rozległ się niesamowity krzyk radości. Jeden z oficerów inżynierii odważył się na zbliżenie do wyłomu, by go skontrolować, został jednak ostrzelany przez stojących na murach strzelców; 25 ludzi otrzymało rozkaz, by ich przepędzić, a 25 saperów zostało wysłanych, by oczyścić wejście do wyłomu. Miano nadzieję, że Akka, podobnie jak Jaffa, padnie jeszcze tego samego wieczoru; ale saperzy zostali zatrzymani przez niewidoczny do tej pory głęboki murowany, przykryty rów. To było pierwsze niepowodzenie. Djezzar, który wraz ze wszystkimi swoimi skarbami i żonami zaokrętował się, spędził całą noc na pokładzie. Mieszkańcy w każdym momencie spodziewali się szturmu twierdzy. Ale wieże i mury były obsadzone przez żołnierzy, którzy przez całą noc nieprzerwanie prowadzili ogień muszkietowy przeciwko oblegającym. 26 marca wieczorem Pasza opanował się, powrócił do swojego pałacu i poprowadził wypad, który jednak zakończył się niepowodzeniem.

Nowo odkryty rów sparaliżował na 4 dni wszystkie działania oblegających; ten okres był konieczny dla podłożenia miny, którą odpalono 28 marca; rów wyleciał w powietrze. Kapitan sztabu głównego Mailly otrzymał rozkaz, by na czele 5 robotników, 10 saperów i 25 grenadierów usadowić się w wyłomie. Szef batalionu Laugier czekał na czele 800 ludzi w odległości 30 metrów do wyłomu za wodociągiem na sygnał o oczyszczeniu wyłomu. Dywizja generała Bona stała w kolumnach batalionowych na różnych pozycjach, by wesprzeć Laugiera i zająć twierdzę. Bataliony miały jeden za drugim wtargnąć przez wyłom. Ale to mogło udać się jedynie, gdy żaden z żołnierzy w drodze nie padnie, mimo straszliwego ognia z wałów twierdzy.

Mailly skoczył w wykonaną przez minę dziurę, stamtąd do rowu, nie troszcząc się, że pozostał z niego jeszcze niezniszczony fragment o wysokości 10 stóp; mina została niewystarczająco głęboko podłożona. Po dotarciu do podnóża wieży, kazał postawić 3 drabiny i na czele swoich 40 ludzi wspiął się na pierwsze piętro; stamtąd dał sygnał. Laugier pobiegł do brzegów rowu; jego ludzie byli bardzo zaskoczeni istnieniem fragmentu rowu. Mimo tego Laugier i żołnierze pierwszego plutonu skoczyli do rowu i pobiegli do wyłomu. Kapitan prowadzący drugi pluton zginął na brzegu rowu; jego ludzie, widząc głębokość rowu, zatrzymali się i skierowali na lewo w poszukiwaniu płytszego miejsca. Ostrzeliwany z murów batalion rozwinął się w linię. W tym czasie Mailly wspiął się na najwyższą platformę i zerwał turecką flagę; przy nim było jeszcze tylko 10 dzielnych (braves), pozostali zginęli albo zostali ranni. Laugier zginął w trakcie przekraczania rowu. Jego ludzie rzucili się do drabin, ale były one przewrócone albo zniszczone. Zawrócili, by przytransportować inne, pozostawione na przedpolu. Ten ruch wzięto za ucieczkę; przebywający na pierwszym piętrze ludzie kapitana Mailly zeszli do rowu; sam Mailly, wraz z jednym saperem i dwoma grenadierami pozostał na platformie. Zszedł jedno piętro niżej, by sprowadzić pomoc; tutaj padł zlany krwią po trafieniu w pierś karabinową kulą; grenadierzy zeszli do rowu, by sprowadzić pomoc dla swojego kapitana. W tym czasie głównodowodzący przybył do wywołanej wybuchem miny dziury, by sprawdzić, dlaczego kolumna Laugiera nie posuwa się naprzód; znał trudności związane z pokonaniem tego typu przeszkód; ale nie poczyniono w tym kierunku żadnych przygotowań. Dlatego wysłał rozkaz do generała Bon, by nie opuszczał okopów. Szturm zakończył się niepowodzeniem. 
 

Prowadzący oblężenie generał Caffarelli polecił założenie nowej miny. 1 kwietnia zniszczyła ona całkowicie rów. Obie kanonady wykonały wyłom i wyrządziły spore szkody. Ale również oblegający nie marnowali czasu, zasypując wyłom bombami, granatami wybuchającymi, beczkami ze smołą, koszami z faszyny, belkami powleczonymi siarką i żelaznymi drągami. Mimo wszystko przez wszystkie przeszkody przedostało się 25 ludzi i usadowiło w wyłomie; ale wkrótce znaleźli się jakby w rozpalonym piecu; 5 grenadierów spaliło się, kilku zostało rannych; pozostali schronili się w ruinach rowu. Narastało przekonanie, że niemożliwym było zdobycie miasta jedynie za pomocą dział polowych, w dodatku tak nielicznych. Turcy śmiali się i kpili z tego; każdej nocy wołali do francuskich kanonierów:

Sułtan Selim pang, pang, pang

Bonaparte peng, peng, peng.

Nie było żadnej innej możliwości, jak poprowadzić atak podkopem. Caffarelli polecił dokonanie podkopu pod rowem w kierunku Grubej Wieży. Oblężeni podłożyli kontrminę; ale francuscy minerzy byli jednak sprytniejsi i unieszkodliwili ją.

Phelippeaux był zdania, że miastu grozi najwyższe niebezpieczeństwo; w każdej chwili mógł nastąpić szturm. Dlatego skłonił Paszę do dokonania wypadu w celu zniszczenia miny. W nocy 7/8 kwietnia utworzono 3 kolumny wypadowe po 1500 ludzi; pierwsza przed pałacem Paszy, druga przy bramie do morza, trzecia na końcu wybiegającego na plażę muru.

Na południowej stronie, pod Grubą Wieżą, stał oddział sformowany dla zlikwidowania wyłomu - 150 Anglików i 300 doborowych Turków pod dowództwem pułkownika Douglasa i majora Oldfielda. O świcie rozpoczął się wypad wszystkich 3 kolumn; już wkrótce rozgorzała ożywiona strzelanina; jak to zwykle bywa podczas wypadów, nieprzyjaciel zdobył teren. Teraz ruszyła biegiem przez wyłom angielska kolumna; miała do pokonania jedynie 30 metrów, by dotrzeć do wejścia do podkopu. Major angielski już do niego dotarł, mina była stracona, gdy służbowy francuski batalion ruszył do ataku na bagnety, zabił i ranił wielu ludzi, biorąc całą resztę oskrzydlonej z lewej i prawej strony kolumny angielskiej do niewoli. Prawie w tym samym momencie z okopów dotarły rezerwy; Turcy zostali na łeb, na szyję odparci do twierdzy; kilka małych oddziałów odcięto i wzięto do niewoli. Ten wypad kosztował oblężonych 800 ludzi, w tym 60 Anglików. Ranni Anglicy byli tak samo pieczołowicie pielęgnowani jak Francuzi, a jeńcy obozowali w środku obozu, jak gdyby pochodzili z Normandii albo Picardii; tak daleko od ojczyzny, wśród tych barbarzyńskich narodów, zniknęła nienawiść pomiędzy tymi narodami. Turcy wykazali się osobistą odwagą i pogardą śmierci, ale nieznane im były żadne zasady i porządek, dlatego wszystkie ich wypady kończyły się dla nich fiaskiem. Poległy major Oldfield został pochowany z honorami wojskowymi; kapitan Wright został ciężko ranny. W trakcie pierwszego etapu oblężenia nigdy nie było koniecznym przyjście z pomocą oddziałom w okopach.

Czarny Mameluk Djezzara Paszy, Ali, gotowy do każdego morderstwa zausznik i kat, był znienawidzony przez chrześcijan. Gdy dostał się podczas wypadu do niewoli, domagali się oni zemsty. Przesłuchiwał go oficer żandarmerii. Napoleon kazał przyprowadzić go przed swoje oblicze; nieustraszony muzułmanin rzekł do niego:

"- Przez całe życie służyłem mojemu panu; przedwczoraj w mieście, które uratowałem, ściąłem twoim Mamelukom głowy. Tutaj sułtanie masz moją głowę, zetnij ją, ale zrób to osobiście, a umrę usatysfakcjonowany. Prorok powiedział, że umierającemu nie wolno odmówić ostatniego życzenia".

Głównodowodzący podał mu rękę i kazał podać jedzenie. Muzułmanin był wdzięczny za ułaskawienie. Poległ w drugiej bitwie pod Abukirem, biorąc udział w szarży na czele jednego z oddziałów francuskiej kawalerii. 
 

VI.

Pasza Damaszku zebrał w swoim wielkim mieście 30 tysięcy ludzi pieszych i konnych. Kawalerie Djezzara Paszy i Ibrahima-beja stały na lewym brzegu Jordanu i utrzymywały kontakt pomiędzy Damaszkiem i Nablusem. Nablusczycy ponownie zgromadzili 6 tysięcy ludzi; pałali żądzą zemsty za doznaną pod Kakhun klęskę.


Zgodnie z rozkazem Porty armia z Damaszku miała przekroczyć Jordan, gdy w twierdzy Akka wyląduje armia z Rodos; w ten sposób Francuzi zostaliby wzięci w 2 ognie. Ale niebezpieczeństwo, w którym znajdowała się twierdza, a w szczególności podziemna wojna minerska, skłoniły Djezzara jako seraskiera do polecenia paszy Damaszku bezzwłocznego przekroczenia Jordanu, połączenia się na równinie Ezdrelon z Nablusczykami i odcięcia połączenia francuskiego obozu pod Akką z Egiptem.

Syn szejka Dahera poinformował, że jego zaufani donieśli mu z Damaszku o wymarszu tamtejszej armii; była ona niezliczona. Tym samym armia francuska znalazła się w niebezpiecznej sytuacji; z 13 tysięcy, które wkroczyły do Syrii, podczas potyczek pod El-Arisz, Gazą, Jaffą oraz podczas pierwszego etapu oblężenia Akki tysiąc poległo lub zostało rannych; tysiąc chorych leżało w szpitalach w Nazaret, Chafa Amr, Ramleh, Jaffie i Gazie; 5 tysięcy było niezbędnych do ochrony parku oblężniczego i pozycji pod Akką; pozostawało zatem 4 tysiące ludzi, by stanąć naprzeciw 40-tysięcznej armii z Damaszku i Nablusu. Generał Berthier, spodziewając się istotnych wydarzeń, rozkazał przeniesienie wszystkich chorych i rannych ze szpitali z Nazaretu, Chafa Amr, Haify i placu opatrunkowego Akki do Jaffy; tam też przeniesiono jeńców, większy bagaż i wszystko, co mogło być ciężarem dla armii, która, mówiąc językiem marynarzy, trzymana była jeszcze tylko jedną kotwicą. 
 

Armia paszy Damaszku dotarła nad Jordan w 2 kolumnach; prawa, w sile 8 tysięcy pod dowództwem syna paszy, zajęła most Jakuba i wysłała swoją awangardę by oblegała fort Safeda, po nieudanej próbie wzięcia go szturmem. Lotne oddziały tej kolumny zalały całą Galileę. Sam pasza obozował na czele 25 tysięcy na lewym brzegu Jordanu nad brodem, który kazał zająć. Swoją awangardą obsadził wzniesienia Lubijeh. Nablusczycy obozowali na równinie Ezdrelon.

Generał Murat wyruszył z obozu na czele 1000-osobowego oddziału złożonego z żołnierzy wszystkich rodzajów broni, przerwał oblężenie fortu Safed, zajął szturmem most Jakuba i zdobył obóz syna paszy, gdzie wziął licznych jeńców. W ręce zwycięzców wpadły wszystkie namioty, wielbłądy i artyleria; był to pokaźny łup. Młody syn paszy popełnił błąd, wysyłając zbyt wielu ze swoich ludzi na patrole; w momencie, gdy został zaatakowany, miał do dyspozycji nie więcej jak 2 tysiące ludzi. Gdy do reszty jego korpusu dotarła wieść o zajęciu przez Francuzów mostu Jakuba, jego żołnierze zbiegli w górę rzeki aż do źródeł Jordanu i udali się do Damaszku. Murat pomaszerował do Tabarijeh i zajął miasto, w którym znajdowały się główne magazyny nieprzyjaciela; znalazł tam pszenicę, jęczmień, ryż, olej i siano, czym cała armia francuska mogła odżywiać się przez 6 miesięcy.

Generał Junot stał na czele kolumny lotnej w Nazaret. Gdy tylko dowiedział się, że awangarda paszy w sile 3 tysięcy ludzi przekroczyła Jordan, pomaszerował jej naprzeciw; spotkał ją na równinie Kanaan i stawił jej czoła, mimo, że miał do dyspozycji jedynie 400 ludzi. Ta potyczka okryła sławą jego, a w szczególności pułkownik dragonów Duvivier, jeden z najodważniejszych oficerów kawalerii armii francuskiej (Leopold-Charles-Maximillien Duvivier, dowódca 14.pułku dragonów - przyp.tłum.).

Napoleon rozkazał generałowi Kleber pospieszyć na czele swojej dywizji na pomoc kolumnie Junota. Obaj generałowie połączyli się 11 kwietnia i pomaszerowali na czele 2500 ludzi w kierunku wzniesień Lubijeh, gdzie pasza Damaszku dzięki posiłkom wzmocnił swoją awangardę do 7 tysięcy ludzi. Wynik potyczki nie budził wątpliwości, nieprzyjaciel został pobity; Kleber obawiał się jednak, że zostanie odcięty od Akki i w następnych dniach zajął poprzednie pozycje na wzgórzach Nazaretu.

W tym czasie pasza Damaszku zajął ponownie wzniesienia Lubijeh i pomaszerował pdo ich osłoną z resztą swojej armii na lewo. Rozbił obóz na równinie Ezdrelon i połączył się z Nablusczykami. Jego awangarda, która wskutek tego posunięcia stała się ariergardą, postępowała za nim, oddając wzniesienia Lubijeh, a tym samym połączenie z Damaszkiem. Kleber postanowił ukarać paszę śmiałym marszem okrążającym. Zameldował głównodowodzącemu, że ma zamiar zająć pozycję pomiędzy nieprzyjacielem i Jordanem, odcinając wroga od Damaszku; obliczył swój marsz tak, że będzie w stanie zaatakować obóz turecki o godzinie 2 nad ranem; miał nadzieję na sukces podobny do tego, jaki doniósł generał Reynier pod El-Arisz. Plan Klebera był źle opracowany; założył on, że odetnie nieprzyjaciela od jego linii operacyjnej, podczas gdy ten już je opuścił, oddając linię Jordanu i obierając nową w okolicy Nablusu; nie mógł zatem zostać już zatrzymany, lecz mógł kontynuować swój marsz w kierunku Akki; wskutek manewru Klebera armia oblężnicza została odsłonięta na skrzydle i znalazła się w niebezpieczeństwie. Nadzieja zaskoczenia obozu nocnym atakiem była bezpodstawna. Generał Reynier odniósł sukces pod El-Arisz, ponieważ przez 2 dni rozpoznawał on ze swoimi oficerami wszystkie drogi, którymi miały w czasie nocnego marszu postępować kolumny, a miejsce obozowania Abdallaha było dobrze znane. Jak mógłby Kleber poruszać się w nocy w terenie, który zarówno jemu, jak i jego oficerom był zupełnie nieznany? Gdy planował ten atak znajdował się w odległości 22 kilometrów od nieprzyjaciela i nie wiedział dokładnie, gdzie ten rozbije swój obóz. Musiałby stanąć przynajmniej na 24 godziny, by rozpoznać dokładnie otoczenie tureckiego obozu; to jednak, w obliczu tak dużej armii, było całkowicie niemożliwe. Napoleon przewidywał, że Kleber dopiero o świcie dotrze na teren, który nie on sam obrał jako teren bitwy, zostanie przez armię turecką okrążony i wpadnie w wielkie niebezpieczeństwo; ale zagrozi to nie tylko dywizji Klebera, ale również całej armii francuskiej. Bez zwłoki wyruszył 15 kwietnia o godzinie 1 po południu na czele jednej dywizji, całej obecnej w obozie kawalerii oraz baterii rezerwy artylerii i maszerując aż do głębokiej nocy rozbił obóz na wzgórzach Safarieh. Z nastaniem świtu 16 kwietnia pomaszerował krawędzią wąwozu w kierunku Sulin. O godzinie 9 rano otworzyła się przed nim równina Ezdrelon, a przez swoją dobrą lunetę rozpoznał w odległości 14 kilometrów w kierunku północno-zachodnim u podnóża góry Tabor dwa małe czworoboki spowite w dymie. Najwyraźniej była to francuska dywizja otoczona i atakowana ze wszystkich stron przez bardzo dużą armię. Równina Ezdrelon jest bardzo urodzajna; pokryta była dojrzałym zbożem, wysokim na 6 stóp. Napoleon podzielił swoją dywizję na 3 kolumny, każda w sile jednego pułku, maszerujące w odległości 800 metrów od siebie tak, że odcinały nieprzyjacielskiej armii odwrót do Nablusu. Żołnierze byli całkowicie schowani w zbożu i dotarli niepostrzeżenie do obozu wroga.

Kleber wykonał swój plan; pomaszerował w kierunku Jordanu, pozostał jednak zawsze za nieprzyjacielem; po wschodzie słońca jeszcze go nie dogonił. To udało się dopiero o godzinie 7 rano; zaatakował zewnętrzne forpoczty i wybił je. Wkrótce cały obóz był na nogach. Cała kawaleria dosiadła koni i ruszyła przeciwko Francuzom, których liczebną słabość wkrótce rozpoznano. Kleber był stracony. Ale rezolutnie i z zimną krwią uczynił wszystko, co można było od niego oczekiwać; odparł dużą ilość ataków; ale Turcy stopniowo zajęli wszystkie wzgórza i wzniesienia, pośrodku których znajdowali się Francuzi. Nasi starzy żołnierze rozpoznali w pełni swoją sytuację i nawet najodważniejsi zaczęli wyrażać życzenie zagwożdżenia armat i przebicia się przez strome góry do Nazaretu. Generał Kleber, którego sytuacja była rzeczywiście rozpaczliwa, wahał się jeszcze z podjęciem decyzji. Naraz rozległy się okrzyki żołnierzy:

"- Nadchodzi Mały Kapral!"

Oficerowie jego sztabu poinformowali Klebera o tej pogłosce; zdenerwowany generał wymienił wszystkie powody, dlaczego zjawienie się Napoleona uważa za niemożliwe i rozkazał kontynuowanie narady. Ale starzy żołnierze Napoleona, przyzwyczajeni do jego manewrów, powtarzali swoje okrzyki; wierzyli, że całkiem wyraźnie widzieli błyski bagnetów. Teraz Kleber wstąpił na wzniesienie i popatrzył przez lunetę; ale nie potrafił rozpoznać więcej niż jego oficerowie; w końcu nawet żołnierze uwierzyli, że ulegli złudzeniu, tracąc resztki nadziei. Kleber zdecydował się w końcu na pozostawienie swoich armat i rannych i rozkazał utworzenie kolumny, by podjąć próbę przebicia się. Błyski bagnetów żołnierze zobaczyli prawdopodobnie w momencie, gdy kolumny znajdowały się na wyższym i wolnym miejscu.

Głównodowodzący wielką wagę przykładał do ukrycia swojego marszu, by móc zająć każde wolnostojące wzgórze, co odbierało Turkom wszelką możliwość odwrotu. Niespodziewanie jednak jego uwagę zwrócił ruch całej armii nieprzyjacielskiej, która zacieśniła pierścień wokół obu czworoboków Klebera. Kilku oficerów sztabu generalnego, którzy wsiedli na konie, zobaczyli wyraźnie przez swoje lunety, że nieprzyjaciel przygotowuje się do ostatecznego ataku, a czworoboki Klebera ulegają rozsypce. W rzeczywistości było to przejście z czworoboku w kolumnę marszową. Każda chwila była cenna. Kleber był otoczony przez 30 tysięcy, z tego połowę stanowiła kawaleria; najmniejsza zwłoka mogła być zgubna. Głównodowodzący rozkazał jednemu z oddziałów wspiąć się na wał. Głowy i bagnety zostały natychmiast dojrzane przez wroga i przyjaciela. Równocześnie artyleria odpaliła salwę, demaskując w ten sposób cały manewr. Wkrótce spostrzeżono, że Kleber utworzył ponownie swoje czworoboki, a żołnierze na znak swojej radości zawiesili na bagnetach swoje czapki; natychmiast po tym pozdrowienie francuskiej artylerii otrzymało odpowiedź z armat Klebera. Zdziwienie i zaskoczenie sparaliżowało armię turecką. Stojący najbliżej armii francuskiej szybcy Mamelucy Ibrahima-beja podjechali galopem, by sprawdzić, do kogo należą te nowe oddziały; za nimi postąpili Nablusczycy, zaniepokojeni faktem, że nowe oddziały odcinają im drogę do ojczyzny. 3 francuskie czworoboki zatrzymały się na moment i odtworzyły pierwotne odstępy między sobą. Jeden z oddziałów, w sile 300 ludzi, napadł na obóz, zdobył bagaże i wziął do niewoli rannych armii tureckiej. Podpalony obóz wywołał przerażenie i popłoch w szeregach nieprzyjaciela. Niektóre tureckie grupy kawalerii podjechały na odległość karabinowego strzału do czworoboków, ale po powitaniu gradem kul, natychmiast zawróciły. W tym momencie ruszył Kleber i wkrótce jego dywizja zjednoczyła się z resztą armii. Strach wywołał chaos wśród nieprzyjaciela; cała armia rzuciła się do ucieczki, część w kierunku Jordanu, część w kierunku Nablusu.

Trudno opisać podziw i wdzięczność żołnierzy. Turcy stracili w przeciągu przedpołudnia, podczas swoich wielu ataków, dużo ludzi; jeszcze więcej stracili podczas odwrotu. Kilka tysięcy utonęło w wezbranym po ulewie Jordanie. Kleber stracił 250-300 rannych i zabitych, kolumna głównodowodzącego tylko 3 albo 4. Była to bitwa pod górą Tabor. Napoleon wstąpił na ten przypominający głowę cukru szczyt, z którego widoczna była duża część Palestyny. Na tej górze, według niektórych legend, Jezus Chrystus był wodzony przez szatana, który proponował mu leżący u jego stóp kraj w zamian za zostanie jego wyznawcą. 
 

W nocy z 16 na 17 kwietnia Kleber spał w namiocie głównodowodzącego; o godzinie 3 nad ranem odjechał, by dołączyć do biwakującej nad Jordanem dywizji. 17 kwietnia, przez cały dzień ścigał niedobitki armii Damaszku; żołnierze zdobyli liczne łupy. Wieczorem tego dnia obozował na miejscu, do którego właśnie dotarł i gdzie oczekiwał na rozkazy Napoleona na dzień 18 kwietnia.

Napoleon poważnie zastanawiał się nad swoją sytuacją. W obozie pod Akką pozostało tylko 4 tysiące ludzi oblegających 8-tysięczną załogę, wspieraną przez 2 angielskie okręty z 80 armatami na pokładzie; garnizon twierdzy nieprzerwanie otrzymywał wzmocnienie; w każdej chwili do twierdzy przybyć mogła armia z Rodos, której ruchy skoordynowane były z ruchami armii z Damaszku; było zatem pilną koniecznością, by wszystkie oddziały pomaszerowały do obozu. Zrezygnować można było ewentualnie z 2500 ludzi Klebera, 500 kawalerii i 12 armat; w obozie znajdowałoby się 6 tysięcy ludzi, co było wystarczającą ilością. Czy należało posłać Klebera na czele 3 tysięcy ludzi do stolicy, której 10 tysięcy mieszkańców było najbardziej fanatycznymi wśród ludności Orientu? Czy nie należało się obawiać, że Francuzi zostaną okrążeni, gdy tylko rozpoznana zostanie ich niewielka siła? Z innej strony, perspektywa zajęcia Damaszku już 18 kwietnia albo najpóźniej rankiem dnia następnego była bardzo kusząca. Armia miałaby wielkie korzyści z zajęcia tego miasta! Znaleziono by tam wielbłądy i muły, które uzupełniłyby odniesione straty, poza tym skórę, sukno, len, proch, broń, pieniądze. Łatwo można tam było zdobyć 7 do 8 milionów. Ale zdobycie tego miasta przyniosłoby coś o wiele ważniejszego: jaką chwałą okryłby armię francuską ten sukces! Ale bitwa pod górą Tabor odświeżyła już nadwerężoną oporem Akki chwałę armii; ale jak gwałtowne skutki wywołałaby w Kairze, Tripoli i Aleppo wieść, że trójkolorowa flaga powiewa nad świętym, starym i bogatym Damaszkiem ! Czy nie przyniosłoby to również wielkich moralnych efektów? Mutwalowie, Arabowie, Druzowie, Maronici, krótko mówiąc, wszystkie ludy Syrii zgromadziłyby się pod francuskimi sztandarami.

Ale jak doniosłe były te wszystkie powody, niemożliwością było wysłanie jedynie 3 tysięcy ludzi na taką wyprawę; oczywiście co innego byłoby, gdyby wsparło ich 6 tysięcy Nablusczyków. 17 kwietnia głównodowodzący rozmawiał z przedstawicielami towarzyszących armii Druzów i Maronitów. Oświadczyli oni, że po wielkim zwycięstwie pod górą Tabor upoważnieni są do zawarcia w imieniu swoich plemion wiążącej umowy, którą właściwie zawrzeć powinni dopiero po zajęciu Akki; ale by zebrać korpus w sile 6 tysięcy ludzi, potrzebują przynajmniej 14 dni. Szejk Daher mógł aktualnie wystawić jedynie 2 tysiące ludzi; Beduini, tworzący główną część jego sił, nie chcieli zobowiązywać się do niczego przed zdobyciem i oddaniem Akki ponownie pod panowanie szejka Dahera. Jeżeli zatem niemożliwym było zajęcie Damaszku przed zdobyciem Akki, pozostawało jedynie pytanie: czy Kleber mógłby przynajmniej złupić miasto? Na to wystarczyłoby 48 godzin. Ale złupienie miasta i natychmiastowe wycofanie się za Jordan przyniosłoby tylko niewielkie korzyści i byłoby szkodliwym dla przyszłych operacji; mogłoby mianowicie doprowadzić do zagłady mieszkających w Damaszku 18 tysięcy chrześcijan, którzy mogli być dla armii bardzo użyteczni. 
 

17 kwietnia przed południem Napoleon kazał za karę splądrować i spalić 3 duże wioski koło Nablusu. Wysłannicy miasta prosili o łaskę i oddali zakładników. Kleber otrzymał rozkaz przekroczenia Jordanu i pozostania jako obserwator na prawym brzegu rzeki. 18 kwietnia Napoleon nocował w klasztorze w Nazarecie. Armia była w środku Ziemi Świętej; wszystkie tamtejsze wioski słynne były z wydarzeń znanych ze Starego i Nowego Testamentu. Żołnierze z zainteresowaniem odwiedzili miejsce, gdzie ścięto Holofernesa (Holofernes - biblijna postać, wódz babilońskiego króla Nabuchodonozora, oczarowany pięknością Judyty został przez nią zamordowany w czasie uczty przez obcięcie głowy - przyp.tłum.). Ponieważ żołnierze nie mieli wina, najchętniej wspominali cud dokonany podczas wesela w Kanie.  
 

Wyobrażano sobie, że Jordan to szeroka i szybko płynąca rzeka, przypominająca Ren albo Rodan; dużym zaskoczeniem było zatem, gdy zobaczono strumyk, nie większy niż Aisne czy Oise koło Compiegne. Gdy żołnierze przybyli do klasztoru w Nazarecie mieli wrażenie wkroczenia do europejskiego kościoła; klasztor był piękny, płonęły wszystkie świece, Święty Sakrament był wystawiony; armia wzięła udział w uroczystym Te Deum; na organach grał bardzo dobry organista. Mnichami tego klasztoru byli bez wyjątku Włosi i Hiszpanie, tylko jeden z nich był Francuzem; pokazywali oni Grotę Objawienia, gdzie Najświętszej Marii Pannie objawił się archanioł Gabriel. Klasztor był bardzo ładny, zapewniał dobrą kwaterę z licznymi łóżkami; umieszczono w nim rannych, których pielęgnowali ojcowie. Piwnica klasztorna wyposażona była w bardzo dobre wino.

19 kwietnia Napoleon, po 5 dniach nieobecności, powrócił do obozu pod Akką.

Bitwa pod górą Tabor przyniosła spodziewane efekty: do obozu przybyli w dużej liczbie Druzowie, Maronici i inni syryjscy chrześcijanie. Z Druzami i Maronitami podpisano tajny układ, w którym ustalono, że głównodowodzący weźmie na swój żołd 6 tysięcy Druzów i 6 tysięcy Maronitów wraz z ich oficerami; mieli oni przyłączyć się do armii pod Damaszkiem.  
 

VII.

Gdy tylko kontradmiral Perre otrzymał wiadomość, że armia wkroczyła do Syrii, opuścił z fregatami "Junon", Aleceste" i "Courageuse" port w Aleksandrii, który nie był już blokowany przez Sir Sidney'a Smitha. 15 kwietnia rzucił kotwice na redzie Jaffy. Otrzymał rozkazy i dokładne instrukcje, by zbliżyć się możliwie blisko Akki, ale tak, by nie zostać zauważonym przez angielskiego commodore. Dokonał on rozpoznania w okolicy góry Karmel i wyładował w małej zatoce Tanturah, oprócz dużych zapasów amunicji i prowiantu, 6 dział dużego kalibru. To ważne lądowanie przeprowadzono w odległości 13 kilometrów od angielskiej eskadry. Następnie admirał wypłynął ponownie w morze i krążył ze swoimi fregatami pomiędzy Rodos i Akką, by zatrzymać statki płynące do tego portu. Napotkał konwój Armii Rodos i przechwycił 2 statki, na pokładzie których znajdowało się 400 żołnierzy tej armii, jej intendent, 6 dział polowych i kasa wojenna zawierająca 150 tysięcy franków. Potem popłynął w kierunku wybrzeża syryjskiego, wyokrętował swoich jeńców, przekazał zdobyte wiadomości i odebrał nowe instrukcje. Podczas tego drugiego rejsu zdobył kilka statków, a także ścigał i rozpędził konwój małych jednostek, na których Nablusczycy próbowali przedrzeć się do Akki. Został przy tym zauważony przez angielską eskadrę; Sir Sidney Smith ruszył w pościg, nie mógł go jednak dogonić, mimo, że fregaty nie należały do najlepszych żaglowców. Te rejsy przysporzyły dzielnemu admirałowi największą chwałę; można powiedzieć, że pływając na pełnym morzu, przez cały miesiąc blokował Akkę, mimo że na redzie leżała na kotwicy angielska eskadra składająca się z 2 okrętów z 80 armatami, 1 fregaty i 8 albo 10 awizo. Było to możliwe, ponieważ Sir Sidney Smith zajmował się szczegółami wojny na lądzie, z której nic nie rozumiał i w której przebieg tylko w niewielkim stopniu był w stanie ingerować; z tego powodu zaniedbywał służbę na morzu, którą znał do podstaw i gdzie mógł o wiele więcej zdziałać. Gdyby eskadra angielska nie wpłynęła do zatoki Akka, twierdza padłaby przed 1 kwietnia; bowiem już 19 marca dotarłoby do Haify 12 tartanów ze sprzętem oblężniczym, a te ciężkie armaty w przeciągu 24 godzin zmiotłyby mury Akki z powierzchni ziemi. Częściowo zajmując, częściowo przeganiając tartany, angielski commodore uratował zatem Djezzara Paszę. Bez znaczenia były rady i pomoc, których udzielał obrońcom twierdzy. Uczyniłby lepiej, gdyby wysłał do Akki jedynie Phelippeaux na czele 50 kanonierów i nie troszczył się więcej o wydarzenia na lądzie, lecz umocnił swoje panowanie na morzu, zapobiegł jakiemukolwiek kontaktowi drogą morską oblegających z Damiettą oraz zdobył albo przynajmniej nieprzerwanie ścigał 3 korwety kontradmirała Perree. Dzięki armatom i amunicji, które fregaty dostarczyły armii oblegającej, Akka została zniszczona. 
 


VIII.

Podczas drugiego etapu oblężenia park artyleryjski powiększył się o 2 armaty 24-funtowe, 4 armaty 18-funtowe i 2 moździerze. 25 kwietnia zdetonowano minę pod główną wieżą. Nie przyniosło to jednak takiego efektu, jakiego spodziewał się miner; istnienie podziemnego pomieszczenia, graniczącego z tą starą budowlą spowodowało błąd w jego obliczeniach; połowa wieży legła w gruzach, druga połowa uległa tylko uszkodzeniu. Wieża wyglądała jak przecięta brzytwą na dwie części. 300 Turków, 4 armaty i całe przygotowane umocnienie wyłomu wpadło do rowu. W pomieszczeniach piwnicznych usadowiło się pod dowództwem porucznika inżynierii 10 saperów i 20 grenadierów; ponieważ jednak schody wiodące na pierwsze piętro uległy zniszczeniu, nieprzyjaciel nie mógł ich stamtąd przepędzić. Oddział wycofano i w przeciągu kilku godzin 24-funtowe armaty zrównały z ziemią pozostałą część wieży. W ruinach umocnił się nowy oddział dowodzony przez porucznika Liedat. Francuzi panowali nad najważniejszymi częściami murów obronnych; ale nieprzyjaciel przygotował za zwaloną wieżą umocnienia szańcowe. W wyłom skierowano ogień jednej z baterii, by zniszczyć te umocnienia oraz inne, znajdujące się w pałacu Djezzara i meczecie. Równocześnie wykonano wyłom w drugiej wieży tego samego muru i założono minę, by wysadzić w powietrze przykryty korytarz znajdujący się pod wieżą.

Artyleria oblegających przewyższała artylerię twierdzy, której mury były prawie w całości zniszczone. Twierdza trzymała się jedynie z powodu dużej ilości jej obrońców i ich nadziei na przybycie z odsieczą armii z Rodos. Wyjście na morze było cały czas dostępne, dlatego obrońcy codziennie otrzymywali posiłki, dzięki którym garnizon, mimo codziennych strat, był teraz liczniejszy niż na początku oblężenia. Obrońcy byli bardzo dzielni; wiedząc, że narażają się na pewną śmierć, z rzadko spotykanym męstwem rzucali się na okopy, niszcząc faszynę i kosze szańcowe. Dzień w dzień urządzali wypady, podczas których 9 z 10 ludzi ginęło; ale ten 10-ty, gdy wracał ze zdobytym koszem szańcowym lub czymś podobnym, był triumfalnie witany; to wystarczało, by utrzymać rywalizację w szeregach obrońców. W przejściach i pomieszczeniach zbiorczych toczono niekiedy tak okropną walkę wręcz, ciało przy ciele, że francuscy żołnierze zmuszeni byli do ostrzenia 3 krawędzi swoich bagnetów, by Turcy nie wyrwali im karabinów z rąk. Turek jest ogólnie sprawny, silny, odważny i jest dobrym strzelcem; potrafi doskonale bronić się za murem, ale na otwartym polu nie trzeba się go zbytnio obawiać, brakuje mu bowiem współdziałania, dyscypliny i taktyki. Pojedynczy wysiłek nie zastąpi siły wspólnego uderzenia. Wszystkie urządzone przez oblężonych wypady zakończyły się dla obleganych bardzo nieszczęśliwie; w czasie całego oblężenia dokonano ich w sumie 20, z których kilka rozwinęło się do znaczących potyczek; Turcy stracili w nich 9 tysięcy ludzi, z których dwie trzecie wpadło do niewoli. Gdy tylko opuszczali swoje okopy opanowywała ich naturalna porywczość. Wystarczało, że francuscy oficerowie przepuszczali ich przez swoje szeregi, by w ten sposób zwabić ich w pułapkę i odciąć drogę powrotną do twierdzy. 
 

Pod koniec kwietnia Djezzar Pasza nie miał już żadnej nadziei na obronienie miasta i myślał o kapitulacji. Armia z Rodos, która już od dawna meldowała o swoim wymarszu, odwlekała z dnia na dzień swoje przybycie. Rosło przy tym zagrożenie, że twierdza zostanie wzięta szturmem. By temu zapobiec i dać armii z Rodos więcej czasu prowadzący obronę pułkownik Phellipeaux nie znał innego sposobu, jak przygotowanie przeciwokopów. Mówił do Paszy:

"- Ma Pan artylerię silniejszą od nieprzyjaciela; Pański garnizon jest o jedną trzecią liczniejszy niż armia oblegająca; może Pan stracić dowolną ilość ludzi, by każdego poległego zastąpiło 3 nowych. Oblegający nie mogą Panu przeciwstawić więcej niż 6-7 tysięcy ludzi, bo część ich oddziałów stoi nad Jordanem, jest w garnizonach Jaffy, Haify, Gazy oraz El-Arisz i jest potrzebna do osłony transportów. Gdyby Pańska załoga była w takim samym stopniu zdyscyplinowana, jak jest odważna, zaproponowałbym Panu przetransportowanie jej większej części statkami na plażę pod Nablusem, by przenieść walki na tyły armii francuskiej i w ten sposób zmusić wroga do przerwania oblężenia. Ale jako, że codziennie widzimy, jaki jest przebieg wypadów oraz że armia z Damaszku pobita została na równinie Ezdrelonu przez niewielką garstkę, łatwo możemy sobie wyobrazić, jak zakończyłoby się takie przedsięwzięcie. Zostaje Panu tylko jedno: a mianowicie zaatakować Francuzów przez własne przeciwokopy. Ma Pan wystarczającą ilość materiału; koszy szańcowych, zwoi bawełny i worków, beczek, drewna i worków z ziemią jest pod dostatkiem. W prowadzonej w ten sposób wojnie będzie miał Pan przewagę; nieprzyjaciel znuży się; straci wielu ludzi, których nie będzie w stanie zastąpić; gdy tylko dotrze armia z Rodos, może Pan zmusić nieprzyjaciela do zakończenia oblężenia".

Ten plan został przyjęty. W ostatnim tygodniu obrońcy wybudowali przed bramą latarnianą i pałacem Paszy 2 szańce w kształcie półksiężyca i obsadzili je 24-funtowymi armatami; stamtąd rozciągały się okopy w kierunku skrzydeł oblegających oraz ich umocnień przy wyłomie koło Grubej Wieży. Francuzi byli zmuszeni do wystawienia nowych baterii, by utrzymać w szachu tureckie baterie; przeciw okopom Turków musiano wykonać nowe okopy, co opóźniało postęp w oblężeniu. W ten sposób oblegający zyskali 14 dni, które potrzebowali, bo w międzyczasie do Akki przybyła odsiecz z Rodos.

Rada inżyniera Phelippeaux była jego łabędzim śpiewem. Prowadził zaplanowane przez samego siebie prace z taką gorliwością, że dostał udaru słonecznego i 1 maja zmarł.

Był Francuzem, ukończył paryską szkołę wojskową w tej samej klasie co Napoleon, prowadzonej przez profesora Monge. Obaj złożyli w tym samym dniu egzamin u Laplace'a i wstąpili w tym samym roku do artylerii; od tego czasu minęło 14 lat. W latach rewolucji Phelippeaux wyemigrował. Gdy po wydarzeniach fructidora w 1797 roku reakcja znowu odzyskała władzę, powrócił do Francji i uczestniczył w uwolnieniu z więzienia Temple commodore Sir Sidney'a Smitha. Za zasługi oddane w Lewancie awansowano go do stopnia pułkownika armii angielskiej. Miał tylko 4 stopy i 10 cali wzrostu, ale był silnej budowy ciała. Jego usługi oddane podczas oblężenia Akki były bardzo znaczne. A jednak w ostatnich chwilach życia obudziły się w nim wyrzuty sumienia; opowiedział o nich jednemu z wziętych do niewoli Francuzów. Był oburzony na samego siebie, że dowodził obronę barbarzyńskiej twierdzy przeciwko rodakom. Ojczyzna ma przecież zawsze swoje prawa. Następcą Phelippeaux został pułkownik Douglas, ale nie odziedziczył on zdolności i umiejętności swojego poprzednika. 
 

Robotnicy obu stron często tak bardzo zbliżali się do siebie, że oddzieleni byli jedynie 4-6 metrową warstwą ziemi. Gdy francuscy inżynierowie przypuszczali obecność w pobliżu nieprzyjaciela, dokonywali podkopu z flanki, minerzy odpalali lont i wysadzali ścianę działową; wszyscy, którzy się za nią znajdowali, ginęli zasypani lub zostawali wzięci do niewoli. Ale wkrótce również Turcy zaczęli stosować tę same praktyki. Trzykrotnie podkopy tureckie zostały przez Francuzów zajęte i częściowo zasypane; ze względu jednak na strzelców na wieżach, którzy mieli pod swoim ostrzałem krzyżowym cały obszar murów, nie było możliwości umocnienia się z wyłomie. Pozostało więc jedynie dalsze wykonywanie podkopów.

4 maja gotowy był wyłom koło drugiej wieży. Szaniec pomiędzy Grubą Wieżą i sąsiednią został zrównany z ziemią; gotowa był też mina do wysadzenia zakrytego rowu; atak zaplanowano rozpocząć o świcie 5 maja. Sukces wydawał się być zapewniony; ale w nocy inżynierowie oblężonych dokonali tak błyskawicznego przebicia, dzięki któremu zniszczyli minę i wydusili minerów, że nawet francuski służbowy oficer niczego nie spostrzegł. Koniecznym było wykonanie nowego podkopu dla podłożenia miny. To spowodowało kilkudniowe opóźnienie, którego znaczenia początkowo nie podejrzewano. Szturm postanowiono przeprowadzić zatem 9 maja. Ale 7 maja spostrzeżono 30-40 statków, trzymających kurs na Akkę; była to odsiecz, tak długo z niecierpliwością oczekiwana przez oblężonych.

Głównodowodzący natychmiast nakazał wystąpienie pod bronią i rozkazał generałowi Lannes zajęcie twierdzy szturmem. Pogoda była dobra, od lądu powiewał lekki wiatr. Było raczej niemożliwe, by konwój dotarł do Akki przed upływem 24 godzin. Generał Lannes utworzył 3 kolumny: pierwsza, pod dowództwem generała Rambeaud, wdarła się do miasta przez wyłom w umocnieniach; druga, pod adiutantem generalnym Escale, atakowała drogą, gdzie stała Gruba Wieża; generał Lannes stanął na czele trzeciej, która pozostała jako rezerwa. Generał Rambeaud ścigał Turków do miasta, zdobywając 2 działa i 2 moździerze. Jednak w nocy wiatr zmienił swój kierunek i ponieważ odsiecz została wysadzona na ląd jeszcze przed świtem, Francuzi byli zmuszeni do opuszczenia zajętej już części miasta i zadowolić się utrzymaniem wyłomu przy Grubej Wieży. Podczas tego ataku zginął generał Rambeaud (Francois Rambeaud - uczestnik kampanii we Włoszech w latach 1796-1797, szef sztabu dywizji gen.Menou w Armii Wschodu, za zasługi podczas oblężenia Jaffy awansowany przez generała Bonaparte do stopnia generała brygady - przyp. tłum.).

O świcie oddziały Armii Rodos, dumne z odniesionej dzięki liczebnej przewadze niewielkiego sukcesu, zaatakowały z okopów przy bramie miejskiej i przy pałacu Paszy. Miały nadzieję zdobycia szturmem francuskich baterii i zakończenia tym samym oblężeniem. Początkowo odniosły rzeczywiście znaczące sukcesy: zajęły wyłom przy wieży oraz połowę okopów i baterii. Ale wkrótce Francuzi zaatakowali tureckie oddziały ze skrzydła i odcięły oddział liczący około 3 tysiące ludzi. Okrążeni ze wszystkich stron, złożyli broń. 3 tysiące innych, rannych albo zabitych, pozostało na placu boju. Tylko 2 tysiące Turków zdołało powrócić do twierdzy. Wynik tego starcia ponownie zmienił sytuację; obrońcy byli jak ogłuszeni, oblegający napełnieni nową nadzieją. Przeszli oni ponownie do szturmu, zajęli znów zajętą uprzednio część miasta i umocnili się w niej. Walka o każdy dom trwała przez kilka dni. 
 

Straty poniesione przez Francuzów od początku oblężenia były znaczne. Zacięte potyczki powiększały je każdego dnia. Niemożliwością było opanowanie miasta, bez utraty 1000 ludzi. Dżuma zbierała obfite żniwo również w szeregach garnizonu twierdzy; nie było sposobu uchronienia od niej armii francuskiej. Gdyby trwała przy swoim postanowieniu i rzeczywiście zdobyłaby miasto, straciłaby dodatkowo 1000 ludzi zmarłych na dżumę.

Te rozważania skłoniły głównodowodzącego do podjęcia decyzji; rozstrzygające dla jego postanowienia były jednak nowe wiadomości, które otrzymał 13 maja, dotyczące zmian w sytuacji Republiki Francuskiej.

Już w kwietniu pułkownik Phelippeaux, podczas rozmów parlamentariuszy, które często odbywały się z jednego okopu do drugiego, przekazał wieści o utworzeniu przeciwko Francji drugiej koalicji, która była jeszcze groźniejsza niż pierwsza. Kontradmirał Perree wypytywał statki, które przybyły z portu w Neapolu; informowały go, że Francuzi wkroczyli do Neapolu, wypędzili króla i utworzyli republikę (Napoleon wspomina w tym miejscu o powołanej 23 stycznia 1799 roku Republice Partenopejskiej; jej istnienie zakończył faktycznie dopiero powrót do Neapolu wspieranego przez Anglików króla Ferdynanda IV 8 lipca 1799 roku - przyp. tłum.).

Ponadto z wypowiedzi angielskich i tureckich jeńców, którzy przybyli z Armią Rodos, wynikało jednoznacznie, że w Europie trwa wojna, a wojska francuskie wkroczyły do Neapolu. Łatwo można było przewidzieć, że ta operacja przeciwko południowym Włochom będzie miała fatalne skutki; stojących pod Wezuwiuszem 30-40 tysięcy Francuzów brakować będzie nad Adygą. Głównodowodzący widział zatem w swojej wyobraźni całkiem nową sytuację: Dyrektoriat, nie mający poparcia w narodzie, był już być może obalony; sukcesy w Oriencie były mało znaczące, gdy armie francuskie doznawały klęsk w Europie.

Głównodowodzący myślał już tylko o tym, jak powrócić do Francji. Syria, Galilea i Palestyna nie miały już żadnego znaczenia; musiał poprowadzić armię z powrotem do Egiptu, gdzie była nie do pokonania, a potem mógł ją opuścić i rzucić się w ocean wydarzeń, które widział w swojej wyobraźni. 
 

IX.

Decyzja zakończenia oblężenia została zamaskowana podwojeniem bombardowania; cała artyleria oblężnicza została połączona w jedną baterię. Bombardowała ona nieprzerwanym ogniem twierdzę przez 6 dni i zrównała z ziemią wszystkie umocnienia meczetu, pałacu i szańce wewnętrzne. W tym czasie rannych, chorych, jeńców oraz większe bagaże potajemnie przetransportowano do Jaffy; szpitale w Gazie, Ramleh i El-Arisz wysłały swoich pacjentów do Kairu. 20 maja o godzinie 20 wieczorem dywizja Reyniera opuściła okopy, w których tego dnia zajmowała stanowiska. Armia pomaszerowała wzdłuż brzegu morza, ariergardę tworzyła dywizja Klebera. Tuzin 24-, 18- i 12-funtowych armat dostarczonych z Jaffy, jak również angielskie kanonady, zagwożdżono i wrzucono do morza. Dopiero 21 maja, po wschodzie słońca Turcy spostrzegli zakończenie oblężenia. Ich radość była wielka, uważali już bowiem swoją sytuację za beznadziejną; w każdym momencie spodziewali się, że twierdza zostanie zdobyta. Z braku kawalerii Djezzar Pasza nie mógł ścigać maszerującej armii. 21 maja o godzinie 8 rano awangarda zajęła pozycję koło Cezarei, armia główna w Tarturah, ariergarda w Haifie.

Do armi skierowano następujący rozkaz dzienny:

"Żołnierze!

Przebyliście pustynię, która oddziela Afrykę od Azji z szybkością większą od arabskiego konia. Armia, która zbliżała się, aby dokonać inwazji Egiptu, została zniszczona. Wzięliście do niewoli jej dowodzącego, jej cały ekwipunek polowy, jej bagaże, jej bukłaki i wielbłądy. Zawładnęliście wszystkimi fortecami, które bronią dostępu do pustynnych studni. Pod górą Tabor rozpędziliście niesamowitą chmarę ludzi, którzy przybyli jak gęsta chmura ze wszystkich części Azji, żywiąc nadzieję, że złupią Egipt.

30 okrętów, które przed 12 dniami widzieliście wpływające do Akki, przywiozły armię, która miała oblegać Aleksandrię; ponieważ jednak musiała przybyć do Akki, znalazła tutaj swój żałosny koniec; mnóstwo jej sztandarów uświetni nasz zwycięski powrót do Kairu.

Po tym, jak przez 3 miesiące prowadziliśmy z garstką ludzi w sercu Syrii wojnę, zdobyliśmy 40 armat polowych i 50 sztandarów, wzięliśmy do niewoli 6 tysięcy jeńców, zrównaliśmy z ziemią fortyfikacje Gazy, Jaffy, Haify, powrócimy do Egiptu; wzywa mnie tam nadchodząca pora roku.

Jeszcze kilka dni i moglibyście mieć nadzieję, że pojmiecie Paszę w jego własnym pałacu. Lecz o tej porze roku zajęcie Akki nie zrównoważy utraty kilku dni. Zresztą dzielnych, których przy tym utraciłbym, potrzebuję dzisiaj dla ważniejszych spraw.

Żołnierze! Przed nami droga pełna znoju i niebezpieczeństw. Po tym, jak pozbawiliśmy Orient w tej kampanii widoku stawienia nam czoła, będziemy być może musieli walczyć przeciwko części Zachodu.

Znajdziecie przy tym nową sposobność zdobycia sławy; a jeżeli w tych nieskończonych walkach każdy dzień znaczony będzie śmiercią dzielnego, to trzeba by wyrastali nowi dzielni i wypełniali szeregi małej garstki bohaterów, którzy w niebezpieczeństwie porywają do czynu i którzy osiagają zwycięstwo!". 
 

Licząc od momentu wykopania okopów oblężenie Akki trwało 62 dni; straty armii wyniosły 500 ludzi, wśród których znalazło sią wielu wybitnych oficerów: generał dywizji Bon, generał brygady Rambeaud, 4 adiutantów generalnych, 10 oficerów inżynierii, kapitan Croizier, adiutant głównodowodzącego, pułkownik Boyer z 18.pułku i Vernoux z 25.pułku, dwaj oficerowie o wypróbowanych zdolnościach. Ale najbardziej odczuto stratę generała Caffarelli du Falga. Pochodził on z Langwedocji. W chwili wybuchu rewolucji był kapitanem w korpusie inżynierii; był zwolennikiem rewolucji, ale 10 sierpnia odmówił złożenia nowej przysięgi. Ta odwaga była znacznikiem jego zasad i jego charakteru. Został zwolniony ze służby, ale potem ponownie przyjęty. Napoleona poznał pod koniec 1797 roku, gdy ten powrócił z Włoch i towarzyszył mu w wyprawie do Egiptu. 20 kwietnia został trafiony w okopie kulą karabinową, która roztrzaskała mu łokieć; musiano amputować mu ramię; w Armii Sambry i Mozy utracił już nogę. 6 dni leżał on i cierpiał w delirium; ale gdy do namiotu wchodził głównodowodzący, generał przytomniał i potrafił przez 15 albo 20 minut prowadzić rozmowę. Zmarł 25 kwietnia w środku ożywionej dyskusji poświęconej szkolnictwu, w której udowodnił, że od istniejącego systemu spodziewać się można jedynie niewielkich sukcesów.

Liczba rannych wynosiła 2500 ludzi; spośród nich tylko 800 było lekko rannych, którzy potrafili poruszać się o własnych siłach; 1700 ludzi, z tego 90 z amputowanymi kończynami, przetransportowano do Egiptu. Obawiano się, że nie przeżyją marszu przez gorącą o tej porze pustyni i liczono, że połowa z nich umrze w drodze. Dlatego wszyscy byli pozytywnie zaskoczeni, gdy po przybyciu do Salijeh okazało się, że tylko niewielu z nich zmarło. Oficerowie sanitarni przypisywali to suchemu powietrzu i byli zdania, że wilgoć jest największym zagrożeniem ran. Wśród rannych byli generał Lannes, adiutant Napoleona pułkownik Duroc i kapitan Eugeniusz de Beauharnais.

Podczas oblężenia lekko ranny został również głównodowodzący; poza tym zabito pod nim konia. 4 maja, podczas pobytu w okopie, wybuchająca w pobliżu bomba przysypała go ziemią; stojący obok niego podoficerowie jego gwardii, Daumesnil i Carbonel rzucili się na niego i przykryli jego ciało chroniąc je od odłamków bomby, która rzeczywiście w chwilę potem eksplodowała i lekko raniła Carbonela: Kapitan Arrighi został ranny w usta kulą karabinową, która najpierw zerwała kapelusz z głowy głównodowodzącego.

15 tysięcy Turków przybyło stopniowo jako załoga do Akki; w chwili zakończenia oblężenia było ich tam jeszcze około 5 tysięcy; straty w zabitych, rannych i wziętych do niewoli wyniosły zatem 10 tysięcy.

Gdy 22 maja armia wyruszała z Tarturah, głównodowodzącemu dostarczono wiadomość, że 200 rannych, których początkowo oficerowie sanitarni uważali za zdolnych do marszu, po pierwszym dniu nie potrafi już więcej poruszać się o własnych siłach. Natychmiast oddał on do dyspozycji rannych wszystkie swoje konie, a wszyscy oficerowie kwatery głównej pospieszyli za jego przykładem. Ranny grenadier wzbraniał się dosiąść konia, bojąc się prawdopodobnie, że pobrudzi wyszywany złotem czaprak.

"-Naprzód - rzekł do niego głównodowodzący - dla jednego z moich dzielnych nie ma nic zbyt pięknego".

Oficerowie kawalerii zsiedli ze swoich koni, posyłając również wszystkie swoje konie rezerwowe. Dopiero gdy upewnił się, że wszyscy ranni są w drodze, Napoleon dosiadł jednego ze swoich koni. 
 

X.

22 maja rozbito obóz pod Cezareą. Napoleon wziął kąpiel w porcie, na dnie którego leżały resztki marmurowych, granitowych i porfirowych słupów. Ruiny miasta świadczą o jego wcześniejszej wielkości. 23 tego miesiąca armia obozowała koło Mina Saburah, porcie Nablusczyków; 24 przeszła po moście pontonowym przez rzekę Nahr-el-Ugeh; kwaterę nocną zajęła w Jaffie, gdzie przebywała przez kilka dni, by zniszczyć wszystkie umocnienia i opróżnić magazyny i szpitale.

Wydano rozkaz, by 27 maja wyruszyć w dalszą drogę; ale adiutant Lavalette, który wyruszył by sprawdzić całkowite opróżnienie tych obiektów, powrócił rano z meldunkiem, że w szpitalu znaleziono jeszcze 11 chorych na dżumę. Na pytanie, dlaczego nie zostali oni odtransportowani, pełniący służbę lekarz odpowiedział, że jego przełożeni uznali, iż chorzy nie nadają się do transportu; zresztą nie mają przed sobą więcej niż 24 godziny życia. Gdy nieszczęśni chorzy spostrzegli, że mają zostać w szpitalu, poprosili, żeby ich raczej zabito, niż pozostawiono na łaskę Turków. Pełniący służbę lekarz poprosił przez adiutanta o upoważnienie pozostawienia chorym porcji opium, który mogliby w razie konieczności zażyć. Napoleon kazał natychmiast przywołać naczelnego lekarza Desgenettesa i naczelnego chirurga Larreya; potwierdzili oni, że niemożliwością jest zabranie chorych na dżumę. Wyjaśniono, czy właściwym będzie, udzielenie służbowemu lekarzowi zezwolenia na pozostawienie rannym opium. Desgenettes sprzeciwił się i oświadczył:

"-Mnie wolno chorym podać tylko to, co może ich uzdrowić".

Inni byli zdania, że należy chorym dać opium, bo nie wolno innemu człowiekowi odmawiać czegoś, do czego samemu by się sięgnęło. Napoleon rzekł:

"-Zawsze jestem gotowy uczynić dla moich żołnierzy to, co uczyniłbym dla własnego syna; ale jeżeli ci chorzy mają umrzeć w ciągu 24 godzin śmiercią naturalną, to odmaszeruję dopiero w nocy, a Murat pozostanie tu na czele 500 kawalerzystów do godziny 2 po południa dnia jutrzejszego!"

Lekarzowi, który pozostawał z ariergardą rozkazał, by każdemu choremu, który będzie w chwili odmarszu jeszcze żył, postawić obok łóżka porcję opium i pouczyć go, jak może zażyciem trucizny uniknąć okrucieństwa Turków.

W tym czasie angielska eskadra znajdowała się na pełnym morzu.

28 maja dywizja Reyniera wymaszerowała z Jaffy do Ramleh, a stamtąd pomaszerowała wzdłuż podnóża Gór Jerozolimskich. Ziemia pokryta była najpiękniejszym dojrzałym zbożem, które zostało przez armię spalone. Te środki uznano na konieczne. Rankiem 29 maja armia obozowała koło Gazy. Marsz przez pustynię w czerwcu jest czymś okropnym; to, co w styczniu było łatwym, było teraz niesamowicie trudne. Piasek był gorący, promienie słońca nie do zniesienia. 2 czerwca armia rozbiła swój obóz koło El-Arisz. Umocnienia twierdzy były w dobrym stanie, jej załoga miała zapasy na 6 miesięcy; dla wzmocnienia tamtejszej artylerii, pozostawiono w twierdzy kilka armat. 4 czerwca armia biwakowała koło Katijeh. Fort był wprawdzie zbudowany jedynie z drzewa palmowego, wystarczał jednak, by stawić opór Arabom.

5 czerwca głównodowodzący odwiedził Tineh i Pelusium; udał się na plaży na miejsce, gdzie zamordowano Pompejusza. Z nieba lał się żar; po obejściu starych murów obronnych, Napoleon odpoczywał w cieniu resztek jednego z murów, pozostałości antycznego łuku triumfalnego.

7 czerwca armia dotarła wreszcie do Salijeh. Trzeba znieść 9 dni bez odrobiny cienia, cierpieć z pragnienia, by zrozumieć uczucie szczęścia, które ogarnęło żołnierzy leżących w palmowym gaju i pijących bez umiaru znakomitą wodę z Nilu.

Zarządzony apel, przeprowadzony z wielką dokładnością, wykazał, że obecnych było 11 133 ludzi. Brakowało zatem

2 000 ludzi; z tego 500 poległo na polach bitew, 700 zmarło w szpitalach; 600 tworzyło załogi El-Arisz i Katijeh, 200 pomaszerowało już naprzód. Wśród tych obecnych 11 000 znajdowało się jednak 1 500 rannych, z tego 85 kalek; 5 kalek zmarło podczas marszu przez pustynię. Spośród tych 1 415 rannych w dniu bitwy lądowej pod Abukirem 1 200 było już z powrotem w swoich oddziałach. Straty armii, odniesione podczas kampanii syryjskiej wyniosły 1 400 poległych i 85 kalek, w sumie około 1 500 ludzi. 
 

XI.

Generał Kleber otrzymał rozkaz pomaszerowania ze swoją dywizją z Salijeh do Damietty, by zająć tam kwatery. Armia kontynuowała swój marsz do Kairu, gdzie wkroczyła triumfalnie w dniu 11 czerwca. Wielu mieszkańców wyszło na jej spotkanie i czekało na nią w Kobbeh el Aseb. Delegacje cechów i gild handlowych przygotowały dla sułtana El Kebira bogate podarunki na które składały się wspaniałe klacze z bogatą uprzężą, słynne ze swojej szybkości dromadery, kosztownie zdobiona broń, piękni czarni niewolnicy i niewolnice, piękni Gruzini i Gruzinki, bogate dywany z wełny i jedwabiu, kaszmirowe szale, kaftany, najlepsza kawa mokka, perskie fajki, kadzielnice pełne kadzidła i aromatycznych ziół. Francuzi, którzy pozostali w Kairze, przygotowali przed miastem specjalny plac, by uczcić powrót towarzyszy; obejmowali się nawzajem i pili przez kilka godzin. O klęskach poniesionych przez Armię Syrii krążyło tyle niesamowitych plotek, że wszyscy byli całkowicie zaskoczeni, widząc armię, mimo braku maszerującej do Damietty dywzji Klebera, tak liczną i nieosłabioną. Pod bronią stało 8 tysięcy ludzi. Powracający z Syrii na widok Kairu poczuli się tak szczęśliwi, jak gdyby przybyli do swojej ojczyzny. Tubylcy mieli czyste sumienie, ich zachowanie pod nieobecność armii było nienaganne; przez kilka dni świętowano szczęśliwy powrót. Napoleon wjechał do miasta przez Bab-el-Nasr (Bramę Zwycięstwa); poprzedzali go dowódcy milicji, przywódcy cechów i stowarzyszeń, czterej muftowie i ulemowie z meczetu El Azhar.

W miesiącach poprzedzających bitwę pdo Abukirem przyjmowano delegacje różnych miast i prowincji, które spieszyły z gratulacjami dla sułtana El Kebira. Regimenty uzupełniały luki w szeregach ludźmi z zakładów, zwolnionych w międzyczasie ze szpitali. Z ciężko rannych i kalek utworzono 4 kompanie, powierzając im obronę cytadeli i wież. Kawaleria pokryła braki w koniach, artyleria uzupełniła zaprzęgi i już w pierwszych dniach lipca armia była wypoczęta i w znakomitym stanie.

Z Syrii nadeszły wieści, że Djezzar Pasza nie opuścił Akki, a jego oddziały nie opuszczały okolicy. Załoga El-Arisz wysyłała patrole aż do Khan Yunes, nie napotykając nieprzyjaciela. Połowa armii z Rodos została unicestwiona w Syrii, ale seraskier tej armii, Mustafa, wezyr z 3 buńczukami, Pasza Rumelii (Rumelia - nazwa zdobytych, głównie na Bizancjum, posiadłości europejskich tureckich, Albanii, Tesalii, Macedonii i Epiru - przyp. tłum.) miał pod swoimi rozkazami jeszcze 3 dywizje w sile 15-28 tysięcy ludzi; czekał jeszcze na dywizję janczarów, utworzoną nad Dardanelami. Te wiadomości nie stanowiły powodów do niepokoju. Szejkowie z meczetu El Azhar ogłosili odezwę do ludu, która brzmiała następująco:

"Udzielanie rad jest nakazane prawem ... do Kairu powrócił nasz opiekun, dowódca armii francuskiej, generał Bonaparte, kochający religię Mahometa. Zatrzymał się ze swoimi wojownikami w Kobbeh el Aseb i podziękował Allachowi za łaski, którymi go obsypał. W piątek, w 10 dniu miesiąca Moharram, w 1204 roku hedżry, wkroczył przez Bramę Zwycięstwa na czele wielkiego orszaku i z wielkim przepychem do Kairu. Widok powracających wojowników był wielkim świętem ...Był to wielki dzień, jakiego jeszcze nie było. Na jego spotkanie wyszli wszyscy mieszkańcy Kairu. Widzieli i rozpoznali, że powracającym był rzeczywiście generał Bonaparte we własnej osobie; przekonali się, że wszystko, co o nim opowiadano, było kłamstwem ... Mieszkańcy Górnego Egiptu przepędzili Mameluków, by ochronić siebie, swoje rodziny i dzieci; bo jeżeli złoczyńcy muszą zostać ukarani, giną przy tej okazji również żyjący obok nich porządni ludzie ... Informujemy Was, że Djezzar - człowiek, który nie robi żadnej różnicy wśród swoich ofiar i z powodu swojego okrucieństwa mianowany Paszą - zgromadził wokół siebie dużą ilość znęconych perspektywą grabieży złoczyńców, by na ich czele podporządkować sobie Kair i egipskie prowincje ... Głównodowodzący Bonaparte wyruszył i pobił wojowników Djezzara ... Zdobył twierdzę El-Arisz i wszystkie znajdujące się tam zapasy ... Następnie udał się do Gazy i pobił wojska Djezzara, który uciekły przed nim, jak uciekają przed kotem ptaki i myszy... W Ramleh zdobył ponownie zapasy Djezzara i 2 tysiące pięknych bukłaków, które Pasza zgromadził tam na wyprawę przeciwko Egiptowi; Allach nas przed tym uchronił. Później pociągnął przeciwko Jaffie i oblegał ją przez 3 dni ... Jej mieszkańcy w swoim zaślepieniu nie chcieli się podporządkować, uznać jego zwierzchnictwa i odrzucili jego ochronę; w swoim gniewie popuścił wodze siedzącej w nim siły i oddał mieszkańców na pastwę grabieży i śmierci; zginęło około 5 tysięcy ludzi; zniszczył ich umocnienia, ich cały majątek został zagrabiony. To jest dzieło Allacha, bo wystarczy, że powie on: niech się stanie... Głównodowodzący oszczędził przebywających w Jaffie Egipcjan; okazał im szacunek, nakarmił i odział... W Jaffie było około 5 tysięcy wojowników Djezzara; wszyscy oni zginęli, tylko nieliczni zdołali się uratować ucieczką. Z Jaffy głównodowodzący udał się w góry Nablusu, do miejscowości zwanej Kakhun i spalił tam 5 wiosek. Spełniło się to, co było zapisane: władca wszechświata jest sprawiedliwy. Następnie dowódca zniszczył mury Akki i pałac Djezzara... Nie pozostawił z Akki nawet kamienia na kamieniu, zamienił miasto w stos ruin, tak, że teraz powstaje pytanie, czy na tym miejscu w ogóle istniało kiedykolwiek miasto. Tak kończy się wszystko, co stworzyli tyrani. Generał Bonaparte powrócił do Egiptu z dwóch powodów: po pierwsze, by dotrzymać swojej obietnicy danej Egipcjanom, a mianowicie, że powróci do nich w przeciągu 4 miesięcy; jego obietnice są jak święta przysięga; po drugie, bo wiedział się, że podczas jego nieobecności przeróżni złoczyńcy, Mamelucy i Arabowie wywoływali niepokoje i zamieszki ... Jego przybycie przepędziło wszystkich złoczyńców; jedyną jego ambicją jest niszczenie zła, jego wysiłek ma na celu czynienie dobrym ludziom dobra... Powróćcie zatem, dzieci Allacha, do Allacha z powrotem; podporządkujcie się jego rozkazom; ziemia należy do niego; postępujcie według jego woli i wiedzcie, że jego jest władza, a on daje ją, komu chce; Allach polecił nam w to wierzyć.. Gdy głównodowodzący powrócił do Kairu, przekazał Dywanowi, że kocha muzułmanów, że czci Proroka, czerpie naukę z Koranu, który w ostatnich dniach z dużą uwagą czytał ...Wiemy, że zamierza wybudować meczet, nie mający na całym świecie sobie równego oraz nawrócić się na wiarę Mahometa."   

 

T. IV Roz. IV. Bitwa lądowa pod Abukirem

I. Wydarzenia w Egipcie pomiędzy lutym i majem 1799 roku. - II. Panowanie eskadry z Brestu na Morzu Śródziemnym w miesiącach maj, czerwiec i lipiec. - III. Manewry bejów w Dolnym Egipcie (lipiec). - IV. Pojawienie się turecko-angielskiej floty pod Abukirem (12 lipca). - V. Lądowanie armii z Rodos dowodzonej przez wezyra Mustafę. Zajęcie przez nią fortu Abukir (16 lipca). - VI. Pozycje obu armii w dniu 24 lipca. - VII. Bitwa pod Abukirem (25 lipca); Wzięcie do niewoli wezyra Mustafy. - VIII. Oblężenie i zdobycie fortu Abukir (2 sierpnia 1799). 


  I.

W trakcie wojny syryjskiej Egipcjanie okazali się dobrymi Francuzami; witając z radością każdą dobrą wiadomość, wzbraniali się dać wiarę złym wieściom. Generał Desaix podbił Górny Egipt; generał Dugua utrzymał spokój w Dolnym Egipcie. Garnizon Kairu został wzmocniony żołnierzami zwolnionymi ze szpitali. Pilnie kontynuowano prace nad umocnieniami i wieżami przeznaczonymi do ochrony żeglugi na Nilu. Niewielkie wyprawy grabieżcze Beduinów zostały bez trudu odparte i nie pozostawiły żadnych śladów. Ulemowie z meczetu El Azhar wykazali się pilnością i sukcesami w uświadamianiu ludu, zapobiegając jakimkolwiek zamieszkom. Tylko 2 razy wydarzyło się coś podobnego. Pierwsze spowodowane były powstaniem emira el-Hadji. Dochody i prawa związane z jego stanowiskiem były bardzo znaczące. Potrzebował on 600 ludzi dla towarzyszenia karawanie pielgrzymów do Mekki; w tym celu poprosił i w efekcie tego otrzymał o zezwolenie na werbowanie oddziałów w prowincji Szarkijeh. Był wierny, jak długo oddziałom francuskim w Syrii sprzyjało szczęście; ale gdy dotarły do niego plotki o klęsce Francuzów pod Akką, przychylnym uchem wysłuchał podszeptów wysłannika Djezzara i zamierzał znaczną przysługą zdobyć łaskę Paszy. Planował zajęcie Damietty i opublikował 18 kwietnia odezwę, w której donosił o śmierci pod Akką sułtana El Kebira i zagładzie jego armii. Obiecywał sobie wielki sukces odezwy, która jednak wywarła niewielkie wrażenie. Tylko 3 wioski opowiedziały się po jego stronie; jedno z plemion Beduinów posłało mu na pomoc 200 jeźdźców. Generał Lanusse wyruszył na czele swojej lotnej kolumny z delty Nilu, przekroczył rzekę, wkroczył do prowincji Szarkijeh, po kilka marszach i kontrmarszach okrążył emira, zlikwidował jego ludzi i spalił wszystkie 3 zbuntowane wioski. Emir El-Hadji zbiegł na czele zaledwie 15 ludzi do Jerozolimy.

Imam z Derny, z powodu swojej pobożności cieszący się wśród Arabów wielkim poważaniem, wmówił sobie albo chciał wmówić innym, że jest aniołem el-Mahdi. Posiadał umiejętność obudzenia w masach fanatyzmu; był dobrym mówcą i znawcą Koranu; cały swój czas spędzał na modlitwach i twierdził, że potrafi żyć bez jedzenia. Każdego ranka o świcie, gdy wierni napływali do meczetu, podawano mu uroczyście miseczkę z mlekiem, w wielkim namaszczeniem zamaczał w nich swoje palce i dotykał nimi swoje wargi; to był jego jedyny posiłek. Zebrał wokół siebie 120 ludzi ze swojego plemienia, udał się do Małej Oazy, gdzie spotkał 300-osobową karawanę Maghrebinów, przybywających z królestwa Fezzan. Podając się za anioła El-Mahdi, wygłosił do nich kazanie i skupił ich pod swoimi sztandarami. Następnie pomaszerował do Damanhur, gdzie napadł 60-osobowy garnizon francuskich żołnierzy, należących do legionu utworzonego z marynarzy; kazał wszystkich wybić, zabierając ich broń i jedną 4-funtową armatę. Plotka wyolbrzymiła ten niewielki sukces i przyczyniła się do zwiększenia grona jego zwolenników; ze wszystkich stron prowincji zbiegali się fellachowie do meczetu w Damanhur, gdzie imam z Derny głosił swoje kazania i dokładnie udawadniał swoje boskie posłannictwo; Prorok rzekł, że gdy wierni znajdą się w potrzebie, pośle im na pomoc anioła El-Mahdi; kraj napadła niezliczona armia niewiernych z Zachodu. Tych, którzy staną w obronie islamu, nie będą się imać ani kule, ani lance, ani szable.

Szefa brygady Lefebvre (Simon Lefebvre, wówczas dowódca 9.półbrygady piechoty liniowej - przyp.tłum.), dowodzącego małym fortem nieopodal Ramanyah zaniepokoiły sukcesy oszusta; pomaszerował na czele 400 ludzi do Damanhur. Anioł El-Mahdi wyruszył mu naprzeciw; jego ludzie uzbrojeni byli w 1000 karabinów oraz 3000-4000 lanc albo wideł. Francuski dowódca został ze wszystkich stron otoczony; nakazał więc utworzenie czworoboku i wycofał się, po kilkugodzinnej, nierównej walce, w dobrym porządku z powrotem do fortu. Wdowy i sieroty podniosły skargi przeciwko aniołowi El-Mahdi. Przecież kule Francuzów miały nie trafiać wiernych. Skąd więc tyle rannych i zabitych? Anioł El-Mahdi uspokoił szemranie, powołując się na wersy Koranu; z tych, którzy żyli w prawdziwej wierze, żadnego nie trafiła francuska kula. W ten sposób jego wpływ jeszcze się pogłębił. Należało się obawiać, że bunt ogarnie całą prowincję Bahrijeh. Temu nieszczęściu zapobiegła jednak odezwa szejków z Kairu; w ten sposób generał Lanusse miał wystarczająco dużo czasu na opuszczenie prowincji Szarkijeh i zaatakowanie 8 maja Damanhur. Wycięto wszystkich stawiających opór. Wśród poległych znaleziono też ciało anioła El-Mahdi; jego zwolennicy jednak jeszcze długo twierdzili, że anioł żyje i pojawi się, gdy nadejdzie jego czas. Egipcjanie zawsze byli gotowi do walki w imię Boga, obojętnie czy chodziło o Apisa, Ozyrysa czy Mahometa. 

Generał Dommartin, dowodzący artylerią, otrzymał zadanie zlustrowania twierdzy Aleksandria i wybrzeża, by przyspieszyć jego uzbrojenie w artylerię. Wyjechał 17 czerwca djermą z Kairu i napotkał niedobitki armii anioła El-Mahdi. W ożywionej wymianie ognia zginęła lub odniosła rany połowa jego ludzi. On sam, trafiony czterema kulami, zmarł w Rosetta z odniesionych ran. Był oficerem pełnym odwagi osobistej. Jego następcą na stanowisku dowódcy artylerii armii został generał Songis. 

Przed Suezem rzuciły kotwice przybywające z Kalkuty wyposażony w 50 armat angielski okręt liniowy oraz jedna fregata. Sprawiały wrażenie, że noszą się z zamiarem zaatakowania miasta; ale gdy angielski dowódca zorientował się, że miasto jest przygotowane do obrony, okręty 5 maja podniosły kotwice i zniknęły za horyzontem odpływając z powrotem do Indii. 

  II.

26 kwietnia Brest opuściła eskadra w sile 8 fregat i 25 okrętów liniowych, w tym 4 okręty 3-pokładowe pod dowództwem admirała Bruix. Blokujący redę na czele 16 okrętów liniowych admirał Bridport zauważył zniknięcie francuskiej floty dopiero, gdy ta była już od 36 godzin na morzu. Wierzył, że udała się ona w kierunk Irlandii, dlatego udał się w okolice Cape Clear (niewielka wyspa na Atlantyku leżąca w pobliżu południowo-zachodniego wybrzeża Irlandii - przyp. tłum.). Gdy tylko do londyńskiej Admiralicji dotarła wieść o tym wydarzeniu, wysłała ona wszystkie leżące portach Kanału statki rezerwy dla wzmocnienia flot leżących w okolicach wysp Texel i Cap Clear. Pod koniec maja eskadra Bridporta liczyła 30, a Duncana przed wyspą Texel - 22 okręty wojenne. Obie te floty pozostały do obserwacji i osłony Irlandii.

Flota francuska skierowała się w kierunku Egiptu i 4 maja przekroczyła Cieśninę Gibraltarską; zmieniła jednak swój kurs i 9 maja rzuciła kotwice w porcie w Tulonie. Gdyby utrzymała dotychczasowy kurs, przybyłaby przed 16 maja do wybrzeża Syrii; samo jej pojawienie się spowodowałoby zdobycie Akki, a statki transportowe, zgromadzone przez Portę koło wyspy Rodos, wpadłyby w nasze ręce. By usprawiedliwić swoje niewłaściwe działanie, admirał tłumaczył się, jak zwykle czynią to ludzie morza, złą pogodą oraz koniecznością przeprowadzenia napraw. Ponadto oświadczył, że uznał za stosowne połączenia się z flotą hiszpańską. Tak jak gdyby jego eskadra była niewystarczająca do zniszczenia składającej się z 2 lub 3 okrętów angielskiej eskadry!

Niektórzy przypisywali niewłaściwe zachowanie admirała jego niezdecydowaniu i słabości charakteru, który całą swoją energię zużył podczas podróży z Brestu do Gibraltaru; inni - konkretnym rozkazom, które przekazał admirałowi w Kadyksie kurier z Paryża. Jeszcze inni twierdzą, że Dyrektoriat odwołał rozkaz pożeglowania eskadry do Egiptu, z obawy, że Napoleon po otrzymaniu wiadomości o wydarzeniach w Europie, wróciłby do Paryża, wykorzystał krytyczną sytuację pozbawionego wskutek odniesionych klęsk wszelkiej popularności Dyrektoriatu i przejął władzę.

20 maja do francuskiej floty w Tulonie dołączył Mazzaredo na czele 21 hiszpańskich okrętów liniowych. 27 maja Bruix wypłynął na morze na czele tych 46 okrętów i krążył pomiędzy Genuą i Livorno, gdzie wyładował wojska i żywność. 9 czerwca dotarł ponownie do Tulonu, przepłynął koło Cartageny oraz Kadyksu i rzucił 8 sierpnia kotwice w porcie Brest. Anglicy w dalszym ciągu obawiali się lądowania w Irlandii i nie odważyli się ruszyć z miejsca eskadr admirałów Bridporta i Duncana; zadowolili się obserwowaniem admirała Bruix przez składającą się z 18 okrętów eskadrę lorda Saint Vincenta. Bruix był w miesiącach maj-lipiec panem Morza Śródziemnego. Gdyby 27 maja - tego dnia opuścił Tulon - pożeglował do Aleksandrii, przybyłby tam w połowie czerwca; zniszczyłby cały sprzęt tureckiej ekspedycji przeciwko Abukirowi, udzieliłby pomocy Malcie i świeżo ją zaprowiantował. O politycznych motywach jego postępowania świadczy, że nie wysłał nawet lekkiej eskadry 5 lub 6 dobrych żaglowców, by odblokować Maltę, by przepędzić angielską eskadrę krążącą przed wybrzeżami Egiptu i dostarczyć Armii Wschodu wiadomości i środków. Nie zdobył sią nawet na to, by armii złożonej z 30 tysięcy Francuzów posłać przynajmniej jedną fregatę!

Bruix był dobrym marynarzem i mądrym człowiekiem; ale nie miał charakteru i ciągle miał problemy zdrowotne. Zawsze musiał chyba żałować, że zmarnował tak wspaniałą okazję zapewnienia swojej ojczyźnie panowania na Malcie i w Egipcie.    

  III.

Zakończenie oblężenia Akki i odwrót armii francuskiej pozbawił zapalczywego commodore Sir Sidney'a Smitha zdrowego rozsądku. Wmówił sobie, że możliwym jest zajęcie za jednym zamachem Aleksandrii i zmuszenie Niezwyciężoną Armię do kapitulacji. O swoim postanowieniu poinformował tureckiego admirała Patrona-beja i seraskiera Armii Rodos, wezyra Mustafę. Wezyr miał jeszcze 18 tysięcy ludzi, którzy pozostali w jego obozie na Rodos oraz 7 tysięcy janczarów gwardii, którzy stali do jego dyspozycji nad Dardanelami. Z pomocą tych 25 tysięcy, według Sir Sidney'a Smitha, Mustafa mógł okryć się nieśmiertelną sławą; armia francuska była, zdaniem angielskiego commodore, do połowy wybita, niezadowolona, zniechęcona i bliska rewolty; wskutek angielskiego ostrzału angielskich okrętów liniowych i fregat, które wystrzeliły ponad 10 tysięcy kul, odniosła ogromne straty; straty poniesione przez nią podczas marszu przez pustynię w lipcowym skwarze były równie duże.

Tureccy przywódcy byli skłonni wierzyć tym wiadomościom; ale wzbraniali się wydać bitwę na równinie, bez kawalerii i zaprzęgów dla artylerii. By je zdobyć istniał tylko jeden sposób: wydać Mamelukom i Beduinom na pustyni rozkaz koncentracji; Elfi-bej i Ibrahim-bej mieli przybyć do Wadi na czele Arabów z Teb, z Suezu i okolicznych pustyni, Murad-bej z Arabami oaz syryjskich do jeziora Natron. Te dwa zgrupowania miały dostarczyć wezyrowi Mustafie 6-7 tysięcy kawalerii; posiadałby zatem na półwyspie Abukir przynajmniej 30-tysięczną armię.

W rzeczywistości Elfi-bej i Osman-bej udali się prawym brzegiem Nilu w dół rzeki na czele 300 Mameluków, wzmacniając się po drodze 300 lub 400 Beduinami i rozbili 7 lipca obóz koło studni Saba Bijar. Generał brygady Lagrange, który udał się w pościg za nimi, okrążył w nocy z 9/10 lipca ich obóz, zdobył bagaże, wielbłądy, cały prowiant i wziął do niewoli 30 najdzielniejszych Mameluków. Obaj bejowie z wielkimi trudnościami, w wielkiej nędzy dotarli z powrotem do pustyni Nubii. Ibrahim-bej przebywał już od 2 dni w Gazie, gdy dotarła do niego wieść o tym nieszczęściu; spiesznie powrócił do Syrii. W tym samym czasie na granicy Fayoum pojawił się Murad-bej; zebrał tam kilkuset Beduinów i zajął pozycje nad jeziorem Natron. Przeciwko niemu wyruszył na czele kilku szwadronów kawalerii dosiadającej konie i wielbłądy generał Murat, odkrył obóz Murada, zniszczył go, zabijając wielu ludzi, wziął do niewoli kilku kaszifów i 15 Mameluków, rozpraszając pozostałych po pustyni. Murad drogą okrężną udał się do piramid, wspiął się na najwyższą z nich i sygnałami porozumiewał się z jej czubka przez cały dzień 13 lipca ze swoją żoną Sidem, przebywającą na tarasie swojego domu. Temu księciu, który kiedyś dowodził wspaniałą i dzielną armię Mameluków, towarzyszyło jedynie kilkaset ludzi, całkowicie zniechęconych i przede wszystkim, zubożałych. Władca całej urodzajnej doliny nie posiadał już nic!

Gdy kilka dni później w mieście rozeszły się plotki, że żona Murada utrzymuje podejrzane kontakty, zaniepokojona Sidem udała się do głównodowodzącego, by odciążyć się od podejrzeń. Przyjaźnie przyjęcie przekonało ją, że cywilizowany naród nie daje posłuchu plotkom.

"-Jeżeli chciałabyś zobaczyć swojego męża - powiedział jej generał - wyrażę zgodę na 24-godzinne zawieszenie broni, by spełnić Twoje życzenie".

Tymczasem - czego właściwie chciał bej? Po co dokonał tylu marszy w najgorętszej porze roku przez rozżarzoną pustynię? Jaki cel miały ruchy ze wschodu i z zachodu w kierunku Kairu, mimo istniejących niebezpieczeństw? To wskazywało na określone zamiary. Napoleon uznał za wskazane opuszczenie Kairu i udanie się 14 lipca do podnóża piramid, gdzie wraz z komisją nauki i sztuki założył obóz. Uczeni spędzili kilka dni na obejrzenie, pomiary i badania tych pomników, który od czterech tysiącleci budzą zainteresowanie wszystkich narodów.

Murad-bej zbiegł na pustynię i schronił się w Małej Oazie, gdzie był nieosiągalny.    

  IV.

W tym właśnie obozie pod piramidami 15 lipca o godzinie 2 po południu Napoleon otrzymał meldunek, że 12 lipca na redzie Abukiru rzuciło kotwice 13 okrętów liniowych, mające po 80 i 74 armat na pokładzie, 9 fregat, 30 szalup kanonierskich i 90 statków transportowych, mających na pokładzie oddziały tureckie; fort Abukir jest już prawdopodobnie okrążony. Obliczono, że może się on utrzymać przez 14 dni; nie było więc czasu do stracenia, by podążyć na pomoc, bo Turcy, dopóki nie zdobyli fortu, byli na półwyspie w krytycznym położeniu. Kwatera główna udała się do Gizeh, a o godzinie 20 wieczorem Berthier miał już przygotowane wszystkie rozkazy, przyzywające wszystkie oddziały armii od Syene do Damietty, od El-Arisz do Aleksandrii. W drodze byli już komisarze, by przygotować zapasy żywności na trasach przemarszu. Sztab główny wyruszył przed świtem, nie powracając nawet do Kairu.

Najwyraźniej chodziło o resztę Armii Rodos, która przystąpiła do realizacji planu, pierwotnie zarzuconego w wyniku wydarzeń w Syrii. Czy jednak 20-30 tysięcy Turków zamierzało podjąć walkę z francuską Armią Wschodu? Teraz zrozumieliśmy, że marsze bejów miały na celu połączenie się z tą armią, która przybyła drogą morską i dlatego nie posiadała żadnej kawalerii. By jednak ten plan nie uznać za całkowicie nierozsądny, należało przyjąć, że z Turkami zjednoczyła się dywizja angielska. Głównodowodzący wydawał takie rozkazy, jak gdyby to przypuszczenie było już pewnością. Desaix otrzymał rozkaz opuszczenia Górnego Egiptu i udania się do Kairu; Reynier, który stacjonował w Belbes, miał pozostawić 300 ludzi do obserwacji w Salijeh i udać się najkrótszą drogą do Ramanyah; przebywający w Damietta Kleber otrzymał ten sam rozkaz; do pilnowania Esbet-el-Borg wystarczały jego oddziały zakładowe i niewielka liczba weteranów. Dywizja Lannesa, wcześniej dowodzona przez generała Bon (generał Louis-Andre Bon zginął podczas oblężenia Akki - przyp. tłum.) i cała kwaterująca w Kairze kawaleria wyruszyły o godzinie 1 w nocy do Ramanyah. Generał Dugua pozostał na czele kilku kompanii Greków jako komendant miasta w Kairze. Cytadela w Gizeh była obsadzona przez weteranów i oddziały zakładów; po dokonaniu połączenia armia francuska liczyć będzie 20 tysięcy piechoty i 3 tysiące kawalerii oraz 60 dział artylerii konnej. Te oddziały tworzyły najlepszą armię świata; była w stanie dokonać wszystkiego, co jest w ludzkiej mocy! 19 lipca sztab generalny przybył do Ramanyah, po pokonaniu 60 kilometrów w czasie 3 dni.

Z Ramanyah głównodowodzący napisał do szejków meczetu El Azhar, że pod Abukirem pojawiła się turecko-angielska flota i wyładowała armię złożoną z Arnautów i Rosjan; zaatakuje ją, okrąży i weźmie aż do ostatniego człowieka do niewoli; w przeciągu kilku dni ujrzą oni sztandary, armaty i jeńców wkraczających przez Bramę Zwycięstwa do Kairu. Zalecał im zwracanie uwagę na zachowanie spokoju wśród mieszkańców.

Szejkowie ogłosili odezwę, by poinformować ludność i ostrzec przed zamieszkami. Głosiła ona, że Francuzi nie opuścili Egiptu, lecz koncentrują jedynie swoje siły by zaatakować i wziąć do niewoli armię, która wylądowała koło Abukiru, złożoną z Rosjan, Arnautów i Anglików. Rozkazali modły za ulubieńca Proroka - za tego, który prowadzi wojnę tylko po to, by uchronić kraj od okropieństw wojny.

Egipcjanie pozostali spokojni. 


  V.

W Ramanyah otrzymano wiadomość, że Mustafa wylądował 14 lipca, a 16 lipca opanował fort Abukir. To niespodziewane wydarzenie było złym znakiem.

Półwysep Abukir położony jest pomiędzy Morzem Śródziemnym z jednej strony i jeziorem Madijeh z drugiej; długość wybrzeża morskiego od Obozu Rzymian do Abukiru wynosi 16 kilometrów; po stronie jeziora półwysep rozciąga się od fortu Abukir aż do mostu na kanale Nilu, jego długość wynosi 18 kilometrów; szerokość półwyspu od Obozu Rzymian aż do mostu wynosi 2300 metrów. Półwysep ma kształt trójkąta, przechodzącego od fortu Abukir na wschód w ostrą szpicę; jest ona piaszczysta i porośnięta palmami: w środku znajduje się studnia z bogatym zapasem wody; kopiąc w pobliżu plaży w piasku, często znajduje się zdatną do picia wodę. Mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Aleksandrią i Abukirem znajduje się mała zatoka, gdzie mogą zawijać szalupy. Plaża jest osłonięta od wiatrów północno-zachodnich, wiejących o tej porze roku niemal bez przerwy. Na półwyspie znajduje się duża ilość wysokich wydm. Wewnętrzna strona redy i kotwicowisko znajdują się w polu ostrzału armat fortu Abukir; otoczony jest on pierścieniem skał, utrudniających niezmiernie podpłynięcie statków. Około 1000 metrów od lądu leży mała wyspa, której armaty mogą chronić kotwicowisko kilku okrętów. Po stronie lądu w kierunku Aleksandrii, w odległości około 1000 metrów od fortu, u stóp Wzgórza Wezyra, stoi kilka ładnych domów, nazywanych przedmieściem Abukiru. W odległości około 1500 metrów na południe od Wzgórza Wezyra znajduje się wysoka wydma, zwana Wzgórzem Źródlanym (Studziennym), panującą nad całą wewnętrzną redą. Nieco dalej od Wzgórza Wezyra w kierunku zachodnim znajduje się inna, panująca nad brzegiem morskim, wydma, zwana Wzgórzem Szejka. Te trzy wzniesienia tworzą trójkąt, którego powierzchnia, ograniczona palmami, pozbawiona jest jakichkolwiek wzniesień. 

W lutym, przed wymarszem do Syrii, generał Caffarelli du Falga wydał rozkaz dowódcy inżynierii w Aleksandrii, pułkownikowi Cretin, zniszczenie domów miasta i przedmieścia Abukiru, by zapewnić fortowi wolne pole ostrzału; materiał uzyskany z rozbiórki miał zostać wykorzystany do wybudowania umocnień w kształcie półksiężyca z okopami i kontrskarpą, by móc w przypadku oblężenia fortu przy wykorzystaniu okopów przez 2 tygodnie stawiać opór. Dowodzący w tej prowincji generał brygady Marmont, korzystając z obecności kwatery głównej, zarządził przesunięcie tych prac, zamierzając wykorzystać domy na kwatery podległych mu oddziałów. Uznał za wystarczające polecenie pułkownikowi wybudowanie na Wzgórzu Wezyra, pomiędzy przedmieściem i miastem, szańca polowego, panującego nad oboma. 

Mustafa Pasza wylądował bez przeszkód w dniu 14 lipca; rozbił swój obóz na Górach Źródlanej oraz Szejka i natychmiast zaatakował szaniec na Wzgórzu Wezyra. Dowodzący fortem obsadził szaniec 300 ludźmi i pozostawił w forcie jedynie kapitana inżynierii Vinache na czele 60 ludzi. Szaniec, obsadzony 5 działami, bronił się przez cały dzień. Jednak o godzinie 5 wieczorem strzelcy tureccy wtargnęli do wioski i zagrozili odcięciem drogi odwrotu z szańca do fortu. Wkrótce potem szaniec został okrążony ze wszystkich stron; wystarczył jeden szturm Turków i cała załoga została wycięta. W południe 17 lipca poddała się nieliczna i niewystarczająca do obrony załoga fortu.

Od tego momentu Mustafa nie ruszył się z miejsca. Zajął mocne stanowiska na Wzgórzach Źródlanym i Szejka i czekał na przybycie kawalerii, zaprzęgów dla artylerii i dywizji janczarów, która miała przybyć z Dardaneli. Na razie zorganizował 200 koni oficerskich, na które posadził część swojej straży przybocznej i kilka patroli, by dokonywać rekonesansu okolicy. 

Awangarda armii francuskiej udała się do Birket Gehtas, gdzie założono obóz dla całej armii; można było stamtąd zaatakować lewe skrzydło armii tureckiej, gdyby pomaszerowała przeciwko Aleksandrii i prawe, gdyby Turcy udali się w stroną Nilu.

Prace nad umocnieniami Aleksandrii były w bardzo zadawalającym stopniu zaawansowane; pułkownik Cretin otrzymał pochwałę od głównodowodzącego za staranne prowadzenie tych prac.

W przeciągu kilku dni w Birket Gehtas skoncentrowano 8 tysięcy ludzi; obóz przeniesiono w pobliże studni w środku półwyspu.

Mustafa nie miał żadnego kontaktu z resztą Egiptu; kawaleria garnizonu Aleksandrii blokowała wszystkie drogi wychodzące z półwyspu: można było żywić nadzieję, że Turcy zostaną w ich obozie zaskoczeni. Niestety kapitan inżynierii, wysłany bardzo późno na czele kompanii saperów i transportu narzędzi do budowy szańców, zabłądził; minął schowany za wydmami francuski obóz i dostał się pod ogień tureckich posterunków; 10 saperów dostało się do niewoli. Turcy z zaskoczeniem stwierdzili, że armia francuska jest oddalona od nich zaledwie o godzinę marszu; całą noc spędzili stojąc pod bronią i przygotowując się do odparcia ataku, który przypuszczalnie miał wkrótce nastąpić. 


  VI.

25 lipca przed świtem armia francuska wyruszyła. Generał Murat prowadził liczącą 2300 ludzi awangardę, składającą się z całej kawalerii, brygady generała Destaing i 4 armat; prawym skrzydłem w sile 2700 ludzi z 5 armatami dowodził Lannes; rezerwa, 2400 żołnierzy z 6 armatami, stała pod rozkazami generała Lanusse. Generał Davout, który dotarł z Kairu w momencie, gdy armia formowała szyk bojowy, otrzymał rozkaz na czele 300 jeźdźców zabezpieczenia połączenia z Aleksandrią i uniemożliwienie Beduinom przedostanie się na półwysep. Patrona-bej posłał na jezioro Madijeh 12 kanonierek; niepokoiły one prawe skrzydło armii. Generał artylerii Songis ustawił złożoną z 2 armat 24-funtowych, 3 12-funtowych i 3 haubic baterię, zmuszając kanonierki, po odniesieniu dotkliwych strat, do wycofania się. Generał Menou przybył o godzinie 9 rano z Rosetty na czele jednego batalionu i 2 dział. Nieprzyjacielskie jednostki, w obawie odcięcia, opuściły jezioro i nie niepokoiły więcej maszerującej armii, aż do momentu jej zatrzymania się w obliczu nieprzyjaciela. Turcy byli ustawieni w następujący sposób: pierwsza linia, w sile 8 tysięcy ludzi, była podzielona na 3 korpusy; prawy zajmował Górę Szejka, lewy - Górę Źródlaną, trzeci z nich zajmował pozycje przed domami przedmieścia Abukiru; druga linia, w sile 6-7 tysięcy stała na lewo i prawo do Góry Wezyra i opierała swoje skrzydła o brzegi morza; długość jej frontu wynosiła tylko około 800 metrów; rezerwa, 4-5 tysięcy ludzi, zajmowała wieś i fort Abukir; przy niej znajdowały się bagaże i namioty wezyra. Na morzu zakotwiczonych było kilka kanonierek osłaniających prawe skrzydło Turków, inne, kotwiczące na redzie wewnętrznej, chroniły lewe skrzydło; w pierwszej i drugiej linii rozstawionych było 30 dział polowych. Generał Songis ustawił ciężkie działa i zmusił kanonierki obu tureckich skrzydeł do oddalenia się. Jedna z zakotwiczonych na redzie wewnętrznej została zniszczona, a prawie wszystkie odniosły mniej lub więcej znaczące uszkodzenia. Teraz do walki przystąpiły francuskie dywizje: kawaleria w 3 rzutach w centrum, brygada Destaing na lewym, dywizja Lannes na prawym skrzydle; Lanusse stał w drugiej linii, gdzie znajdowała się również straż przyboczna głównodowodzącego. Na Wzórzach Szejka i Źródlanym zobaczono ślady świeżych robót ziemnych. Pasza zatrzymał się Wzgórzu Wezyra. Oficerowie angielscy krążyli konno przed liniami francuskimi; ze zwykłą sobie ciekawością zbliżyli się aż na 10 kroków i rozpoczęli, ku wielkiemu zgorszeniu i zdziwieniu Turków, rozmowy z oficerami armii francuskiej. W odległości 7 albo 8 kilometrów widoczny był na otwartym morzu las masztów floty wojennej i statków transportowych, a także wiele łodzi zajętych przez angielskich i tureckich oficerów marynarki; wśród nich rozpoznano też łódź Sir Sidney'a Smitha. Sam commodore znajdował się na lądzie, gdzie służył Paszy w charakterze adiutanta; był jego doradcą, mimo, że nie miał pojęcia o taktyce i nie posiadał najmniejszego doświadczenia w walce na lądzie. Saraskierem armii tureckiej był Mustafa, wezyr z 3 buńczukami, który jako Pasza Rumelii był jedną z najważniejszych osobistości tureckiego imperium. 


  VII.

Przez 2 godziny armie stały w bezruchu naprzeciw siebie w zwiastującej burzę ciszy. Ogień otworzyła ciężka bateria ostrzałem kanonierek; kilka z nich zatonęło, pozostałe przecięły liny kotwiczne i odpłynęły. W końcu rozpoczęła się wymiana ognia między stojącymi na obu wzgórzach tureckimi bateriami i bateriami polowymi Lannesa i Destainga. Równocześnie Murat wysunął 2 kolumny kawalerii złożone z 4 szwadronów i 3 lekkich armat każda; kolumna prawa ustawiła się pomiędzy Wzórzami Źródlanym i Wezyra. Turecka piechota dobrze się trzymała, ogień karabinowy był bardzo ożywiony; ale gdy w tureckie szeregi uderzyły z czoła granaty ciężkiej baterii, a z tyłu kule wysuniętych z kawalerią lekkich armat, obudziła się w nich obawa odcięcia linii odwrotu i zaczęły się chwiać. Generałowie Lannes i Destaing wykorzystali ten sprzyjający moment i zajęli szturmem oba wzniesienia; Turcy w wielkim pośpiechu pierzchli na równinę, gdzie czekała na nich kawaleria; odwrót był odcięty, a żołnierze tureccy zepchnięci zostali na plaże, częściowo w kierunku otwartego morza, częściowo w stroną redy wewnętrznej. Ścigani ogniem kartaczy i karabinów, zaatakowani szablami kawalerii, uciekinierzy rzucili się do wody. Próbowali dopłynąć do swoich statków, ale 9/10 z nich utonęło w morskich falach. By odciążyć skrzydła ruszyło do przodu tureckie centrum. To był nierozważny manewr; Murat dokonał zwrotu szwadronami na lewo i prawo i okrążył Turków. Dzięki temu manewrowi naszej kawalerii piechota generała Lanusse uzyskała przed sobą wolną przestrzeń i ruszyła naprzód w kolumnach batalionowych. Zaklinowane pomiędzy kawalerię i piechotę tureckie centrum zmieszało się. Droga odwrotu była zamknięta, Turkom nie pozostało nic innego, jak rzucić się do morza. Spotkał ich ten sam los, co poprzedników i przepadli oni w morskich falach. Wkrótce zauważyć można było na wodzie nic więcej niż kilka tysięcy turbanów i szali, które fale wyrzucały na brzeg. Nic więcej nie pozostało z dzielnych janczarów! Zasłużyli oni na określenie "dzielni", ale co może zdziałać piechota bez wsparcia innych gatunków broni, bez porządku, dyscypliny i taktyki? Bitwa trwała dopiero godzinę, a już zostało wykluczonych z niej 8 tysięcy ludzi; 5400 utonęło, 1400 poległo lub zostało rannych, 1200 poddało się; 18 dział, 30 proc, 50 sztandarów wpadło w ręce zwycięzcy. Ten zwrócił teraz swoją uwagę w stroną drugiej linii armii nieprzyjacielskiej, która zajęła bardzo mocną pozycję. Oba skrzydła opierały się na lewo i prawo o morski brzeg, osłaniane przez 17 dział polowych i chronione na skrzydłach przez kanonierki. Centrum zajmowało szaniec na Wzgórzu Wezyra.

Nawet po osiągniętym już sukcesie niemożliwym wydawało się zaatakowanie tej drugiej linii. Głównodowodzący zamierzał zajęcie pozycji pomiędzy oboma w międzyczasie zdobytymi wzgórzami, gdy zauważył, że plaża u podnóża Wzórza Źródlanego tworzy cypel wcinający się w redę wewnętrzną; ustawiona na tym cyplu bateria mogła ostrzelać tyły całego lewego skrzydła Turków. I rzeczywiście, bateria zmusiła wroga do zwinięcia lewego skrzydła i skłębienia się pomiędzy szańcem i wioską. Wskutek tego manewru na lewym skrzydle powstała 400-metrowa luka. Z pułkownikiem Cretin na czele, który jako pierwszy pragnął wejść do swojego szańca, w lukę wjechało 600 kawalerzystów Murata. W tym samym czasie Lanusse i Destaing otworzyli gwałtowny ogień skierowany w centrum i prawe skrzydło nieprzyjaciela. 18.półbygada liniowa, źle poprowadzona w momencie ataku na szaniec, zachwiała się, tracąc na zboczu w ogniu karabinowym 50 rannych. Zgodnie ze swoim zwyczajem Turcy rzucili się tłumnie na nieszczęśników by odciąć im głowy i zasłużyć w ten sposób na czaple pióro ze srebrną spinką.

Wzburzeni tym wstrząsającym widowiskiem żołnierze 69.półbrygady przypuścili biegiem szturm na szaniec i zdobyli go. Kawaleria, która w międzyczasie przebyła przestrzeń pomiędzy wioską Abukir i Wzgórzem Wezyra, zaatakowała skrzydło Turków i zepchnęła całą drugą linię bojową wroga do morza. Lannes zwrócił się w kierunku wioski, zajmując w niej mocne pozycje; następnie skierował się w kierunku obozu Paszy, gdzie stała turecka rezerwa. Skrajny kraniec półwyspu przemienił się w miejsce prawdziwej rzezi, pełnej okrucieństwa i zamieszania. Pasza, otoczony przez swoich najdzielniejszych ludzi, z handżarem w dłoni dokonywał prawdziwych cudów; generał Murat, którego Pasza wystrzałem z pistoletu ranił w głowę, ciosem szabli ranił go ciężko w dłoń. W końcu uznał beznadziejność dalszego oporu i poddał się wraz z 1000 swoich ludzi. Pozostali z przerażeniem uciekli przed śmiercią i szukali swojego ratunku w nurtach morza, którego głębię przedłożyli nad łaskę zwycięzcy. Sir Sidney Smith o mało nie wpadł do niewoli; z wielkim trudem dotarł do swojeje szalupy. 3 buńczuki Paszy, 100 sztandarów, 32 działa polowe, 120 wozów amunicyjnych, wszystkie namioty, bagaże i 400 koni stało się łupem zwycięzcy. 3-4 tysięcy ludzi zbiegło do fortu; usadowili się we wiosce i przygotowali domy do obrony. Wszystkie wysiłki przepędzenia ich stamtąd okazały się daremne.

Zwycięstwo było kompletne. Głównodowodzący przebywał właśnie w szańcu na Górze Szejka, gdy niespodziewana eksplozja wysadziła w powietrze kilka armat. Rozległy się okrzyki:

"- Szaniec jest podminowany".

Ale paniczny strach panował tylko przez minutę.

Pułkownik inżynierii Cretin zginął od kuli karabinowej; był najlepszym oficerem swojego gatunku broni. Pułkownik Duvivier z 14.pułku dragonów zginął od ciosu handżaru oficera Paszy. Okrył się sławą; był nieustraszony, śmiały, a równocześnie ostrożny; jeden z najlepszych pułkowników kawalerii armii francuskiej. Największą sławę tego dnia zdobył generał Murat, który został ciężko ranny. Głównodowodzący rzekł do niego na polu walki:

"- Czyżby kawaleria przysięgła sobie zrobić dzisiaj wszystko?"

Adiutantowi Guibert kartacz przebił pierś. Gdy dodawano mu odwagi, ten dzielny młodzieniec odpowiedział:

"- Mnie nie brakuje odwagi, ale tak bardzo cierpię".

Pułkownikowi Fugiere z 18.półbrygady kula urwała oba ramiona.

"- Traci Pan swoich najwierniejszych żołnierzy" - powiedział do generała - pewnego dnia, będzie Pan żałować, że nie dozna Pan zaszczytu umrzeć tak jak ja na polu bitwy". (Jean-Urbain Fugiere nie zmarł od odniesionych ran, po utracie pod Abukirem lewego ramienia pozostał w Egipcie do końca kampanii w 1801 roku, po powrocie do Francji objął stanowisko komendanta filii pałacu Inwalidów w Avignionie, gdzie zmarł w 1813 roku - przyp. tłum.).

Wezyr Mustafa został przyprowadzony do obozu i traktowany z najwyższą uprzejmością. Następnego poranka odwiedził go głównodowodzący; w efekcie tej wizyty Pasza posłał tartanę do Konstantynopola. Poradził swojemu synowi i kiaji, którzy zamknęli się w forcie, by złożyli broń, w zamian za co otrzymają zezwolenie udania się wraz z załogą na okręty. Wezwanie to przekazano do fortu; jednak obrońcy jednogłośnie odmówili kapitulacji i przysięgli bronić swoich pozycji aż do ostateczności. Dowództwo oblężenia objął generał dywizji Lannes; szef batalionu Bertrand kierował pracami oblężniczymi, pułkownik Faultier dowodził artylerią. Sam głównodowodzący udał się do Aleksandrii.

Francuzi stracili w bitwie 200 zabitych i 550 rannych. Turcy stracili prawie całą swoją armię: 2 tysiące zabitych, 3 tysiące wziętych do niewoli, 10 albo 11 tysięcy utonęło. Uratowało się zaledwie 1200 ludzi (włącznie z zamkniętymi w forcie). 2 małe armaty angielskie, podarowane sułtanowi Selimowi przez króla Anglii, przekazano brygadzie kawalerii. Wygrawerowano na nich słowa wypowiedziane przez głównodowodzącego do generała Murata, nazwiska Murat, Cretin i Duvivier oraz numery 4 regimentów kawalerii.  

  VIII.

Pasza Mustafa potępiał upór swojego syna. W ponownym liście napisał mu, że czyni niewłaściwie nie oszczędzając tak cennej kwi i nie wykorzystuje możliwości uratowania oddziałów będących pod jego rozkazami. By dostarczyć ten list ustalono kilkugodzinne zawieszenie broni. Szef batalionu Bertrand wykorzystał tę okazję, by oglądnąć fort. Wkrótce potem wymiana ognia rozpoczęła się na nowo. Oblężeni zajęli kilka domów, które potrzebowali do obrony. Porywczy generał Lannes chciał ich stamtąd wyrzucić, jednak Bertrand odradził mu to:

"- Po co tracić ludzi w walce z takimi desperatami? Zakładając, że nasz atak powiedzie się, stracimy następne dni na obronę pozycji w wiosce. Należy pozostawić oblężonych 2 albo 3 dni w spokoju; tyle czasu potrzebujemy, by wykopać pierwsze okopy. Wtedy nieprzyjaciel zostanie zamknięty w swoim forcie, bez utraty z naszej strony nawet jednego człowieka".

Dumny ze swojego niewielkiego sukcesu nieprzyjaciel dokonał 28 lipca wypadu, opanowując jeden z domów wioski; ośmieliło go to i w następnym wypadzie zagroził szańcowi na Wzgórzu Szejka. Lannes nie mógł na to dłużej patrzeć, wyruszył przeciwko Turkom, wypierając ich z nowych pozycji; został jednak przy tym raniony kulą karabinową i musiał opuścić korpus oblężniczy. Jego miejsce zajął generał Menou. Okop był od kilku dni gotowy, baterie ustawione i właśnie miały zostać odsłonięte - wtedy nastąpił kolejny wypad oblężonych, którzy zajęli jedną z pozycji. Dowodzący w okopie generał Davout stanął na czele rezerwy, odbił wieś i zmusił Turków do wycofania się do twierdzy. Wtedy otworzyły ogień 3 baterie ciężkich armat i 2 baterie moździerzy. 30 lipca w nocy rozpoczęto kopanie podkopu, by miną wysadzić kontrskarpę w powietrze. Ale 2 sierpnia z fortu wyszli Turcy bez ustalenia warunków kapitulacji i poprosili o kwatery. Ci nieszczęśnicy nie mieli więcej wody; w forcie leżały ciała 1200 ludzi, a więcej niż 1800 leżało w agonii. Duża liczba tureckich rannych była dużym problemem; wydano ich tureckiej flocie i rozpoczęto nowe rokowania pomiędzy oboma kwaterami głównymi.

Mustafa Pasza poinformował już wcześniej o trwającej od 6 miesięcy wojnie w Europie i porażkach armii francuskiej na wszystkich frontach. Angielski commodore posłał pakiet angielskich i frankfurckich gazet; zawierały one wiadomości z miesięcy kwiecień-czerwiec. 

Porta słusznie była niezadowolona i poinformowała o tym commodore Sir Sidney'a Smitha, któremu przypisywano winę za to nieszczęsne przedsięwzięcie. Również Djezzar Pasza zarzucał mu namówienie go do wielu nierozsądnych i zakończonych dużymi stratami akcji. Janczarowie z Cypru i załogi statków oskarżały wiceadmirała Patrona-beja o zbytnią uległość radom niewiernych; Patron-bej został przez nich zamordowany. Czym kierował się właściwie Sir Sidney Smith, proponując to nierozsądne posunięcie? Czyżby wierzył, że na czele 18 tysięcy niezdyscyplinowanej piechoty, bez kawalerii, bez zaprzęgów do armat jest w stanie zdobyć Egipt? Chciał w ten sposób zmusić armię francuską do powrotu do Europy? Przecież nie mógł mu być nieznanym fakt, że Napoleon opanował cały kraj! Trzeba zatem jego zachowanie tłumaczyć faktem, że commodore nie miał najmniejszego pojęcia o stosunkach panujących na stałym lądzie. Kilka miesięcy później popełnił on jeszcze większy błąd wysadzając koło Damietty wspaniałą dywizję janczarów z Dardaneli, których spotkał nędzny koniec. Jeżeli Sir Sidney Smith w tej wojnie nie wykazał się ani umiejętnością oceny sytuacji ani rozsądkiem, to pokazał za to swoją podstępność, zręczność i energię w rokowaniach w El-Arisz i następujących po nich wydarzeniach; wiedział, jak uczynić siebie ważnym i narzucić generałowi Kleber swoją wolę.

Generał Murat został awansowany do stopnia generała dywizji, pułkownik Faultier generałem brygady, Bertrand pułkownikiem. 

Z gazet, które był uprzejmy posłać angielski commodore, dowiedzieliśmy się o nieszczęściach, które spotkały Republikę. Druga koalicja była zwycięska. Armie Rosji i Austrii pobiły generała Jourdana nad Dunajem, Scherera nad Adygą, Moreau nad Addą. Republika Cisalpińska była zdruzgotana, Mantua oblężona. Na granicy Alp stali Kozacy; Massena z wielkim wysiłkiem bronił się w górach Szwajcarii.

Po raz trzeci złamano konstytucję. Jakobini z klubu Manege podnieśli głowy, co spowodowało, że w Wandei znowu chwycono za broń. Ze wszystkich stron wzywano zwycięzcę z Włoch, by przybył ojczyźnie na pomoc. Ociekający krwią nieszczęsnych Polaków barbarzyńca zagrażał zuchwale francuskiemu ludowi. (Napoleon ma na myśli rosyjskiego feldmarszałka Aleksandra Suworowa, który w 1794 roku stłumił powstanie kościuszkowskie, dokonując rzezi mieszkańców Pragi, a w 1799 roku był dowódcą korpusu ekspedycyjnego we Włoszech, gdzie rozbił armię francuską i dotarł do Szwajcarii - przyp. tłum.).

Nie było chwili do stracenia; Napoleon postanowił pospieszyć do Francji  i uratować ojczyznę zarówno od nienawiści obcych, jak i od swoich dzieci. Nie uszło jednak jego uwagi, że klęski armii francuskich były konsekwencją złych planów kampanii ustalonych w Paryżu. Gdyby walczące nad Dunajem, w Helwecji i nad Dolnym Renem armie utworzyły jedną, jedyną armię, gdyby Armie Neapolu i Italii zostały w marcu zjednoczone nad Adygą, Republice nie przydarzyłoby się w ogóle żadne nieszczęście. Generał rosyjski, który w kwietniu zwyciężył nad Adygą, z przyjemnością pozwolił w czerwcu na marsz Armii Neapolu nad Pad. Napoleon wiedział, że jego pojawienie się natychmiast wszystko by zmieniło. Trzy zamachy stanu: 18 fructidora, 22 floreala i 30 prairiala zniweczyły dokonania konstytucji z 1795 roku. Nie gwarantowała już nikomu bezpieczeństwa. Napoleon był świadomy, że nie będzie łatwo stanąć na czele Republiki. Był zdecydowany, natychmiast po przybyciu do Paryża nadać jej nowe oblicze, odpowiadające życzeniom narodu, który już w 1798 roku chciał go na czele rządu. Prawo wprowadzone 22 floreala 1798 roku pozbawiło go od wszelkich republikańskich uprzedzeń.

 

T. IV Roz. V. Powrót Napoleona do Francji

I. Decyzja Napoleona o powrocie do Francji. - II. Przygotowanie przez kontradmirała Ganteaume eskadry lekkich żaglowców. - III. Mianowanie Klebera dowódcą Armii Wschodu; Przygotowanie przez Napoleona dyspozycji dla administracji, umocnień, obrony granic i spraw politycznych. - IV. Opuszczenie przez Napoleona Egiptu; Lądowanie we Frejus 9 października 1799 roku. 
 


  I.

Jak długo istniała druga koalicja, a Francja musiała prowadzić wojnę we własnych granicach, nie mogła posłać Armii Wschodu żadnej pomocy. Wskutek tego Porta nie chciała nic wiedzieć o rokowaniach; niemożliwością było zatem jakiekolwiek przedsięwzięcie w Azji; trzeba było ograniczyć się do umocnienia w Egipcie, udoskonalić administrację tego kraju, zwiększyć jego środki obronne. Nawiasem mówiąc, Egipt nie był z żadnej strony zagrożony. Tubylcy byli podporządkowani, większość z nich wiernie oddana Francuzom. Mamelucy nie odgrywali już żadnej roli. Obie wysłane przez Portę armie, zebrane na początku kampanii w Syrii i na wyspie Rodos, były rozbite. Pierwsza z nich straciła 6 tysięcy w różnych potyczkach pod El-Arisz, 8 tysięcy w Jaffie, 6 tysięcy podczas oblężenia Akki; 30 tysięcy rozbito pod górą Tabor, a jej kompletny zapas bukłaków został zagarnięty w Jaffie. Druga z armii straciła 12 tysięcy pod Akką, z czego 4 tysiące w ramach 2 pierwszych ekspedycji oraz 8 tysięcy, które przybyło z odsieczą 7 maja; 18 tysięcy poległo w bitwie pod Abukirem; straciła ona też składającą się z 32 dział artylerię; jej najwyższy dowódca, wezyr Mustafa, pasza Rumeli dostał się do niewoli. Porta nie posiadała już żadnej kompletnej armii poza ariergardą Armii Rodos, a mianowicie 7 albo 8 tysięcy janczarów, którzy nie zdążyli przybyć na czas do Abukiru i stacjonowali nadal nad Dardanelami. Wielki Wezyr opuścił Konstantynopol, przekroczył Bosfor i obozował koło Skutari na czele swoich sił głównych w sile 4 tysięcy ludzi. Na zebranie dużej armii potrzebowałby sporo czasu. Janczarowie Porty nie byli w stanie podjąć walki z armią francuską. Ale koło Abukiru albo Damietty mogłaby wylądować, przybyła drogą morską, inna europejska armia; jednak od czasu kiedy koalicja rozpoczęła nową wojnę, Egipt przesunął się na drugi plan. Egipt chciano odzyskać w Mediolanie, Amsterdamie albo Brukseli, być może na nizinach Flandrii albo Szampanii. 
 

Od 1 stycznia 1799 roku armia francuska poniosła w Syrii następujące straty: 700 ludzi zmarło w szpitalach, większość na dżumę; 500 poległo na syryjskich polach bitewnych; 200 zmarło w egipskich szpitalach lub z powodu odniesionych w Syrii ran; 650 zginęło w różnych bitwach w Górnym i Dolnym Egipcie lub zmarło wskutek odniesionych ran (w tym straty poniesione pod Abukirem); 400 ludzi zmarło w szpitalach na różne choroby: armia straciła 2 650 ludzi. Według naszych wcześniejszych zestawień w dniu 1 stycznia 1799 roku stan armii wynosił 29 700 ludzi; 1 września 1799 roku pozostało z nich 27 050, wśród których było 400 weteranów, którzy byli jednak jeszcze zdolni do służby garnizonowej. Kawaleria, która każdego dnia mogła wyruszyć w pole, liczyła 3 000 koni,; artyleria posiadała tyle środków, że można były nimi wyrównać straty kilku kampanii. Arsenały w Aleksandrii i Gizeh były zorganizowane; szpitale i lazarety były równie dobrze zaopatrzone jak we Francji. Armia była w stanie, poza 2 000 ludzi służb pomocniczych, wysłać 24 000 w pole; 3 050 stanowili chorzy, weterani, niezdolni do walki albo załogi zakładów. W tym zestawieniu nie uwzględniono załóg flotylli w porcie w Aleksandrii i na Nilu.

Przy wyjeździe z Francji udzielono głównodowodzącemu nieograniczonych pełnomocnictw. Rząd upoważnił go do wystąpienia według własnego uznania zarówno przeciwko Malcie, Egiptowi i Syrii jak również przeciwko Konstantynopolowi albo Indiom. Miał prawo obsadzić wszystkie stanowiska, mógł nawet mianować własnego następcę i powrócić, według własnego uznania, kiedy chciał do Francji. Posiadał wystawione formalnie pełnomocnictwa, poświadczone wielką pieczęcią państwową, by móc pertraktować z Portą, Rosją, przeróżnymi indyjskimi książętami i podporządkowanymi Turcji afrykańskimi regentami. W związku z nowymi wydarzeniami jego osoba była na Wschodzie tak samo zbędna, jak potrzebna na Zachodzie; wszystko wskazywało, że nadszedł moment wyznaczony przez los.  
 

  II.

Napoleon poinformował w zaufaniu kontradmirała Ganteaume o swojej decyzji powrotu do Europy i rozkazał mu przygotowanie do podróży obu fregat "Muiron" i "Carriere" oraz obu małych szebek "Revanche" i "Fortune". Obie fregaty należały kiedyś do floty weneckiej i były nieco większe niż francuskie fregaty z 44 armatami na pokładzie; jednak z powodu niewielkiego zanurzenia nie żeglowały zbyt dobrze przy słabym wietrze; mogły podjąć walkę z równorzędnymi siłami, ale gdy były ścigane przez silniejsze statki nie potrafiły ujść dzięki swojej szybkości. Ta mała eskadra otrzymała zapas wody na 3 miesiące i prowiantu na 4 miesiące dla załogi i 400 pasażerów.

Podczas gdy w arsenale w Aleksandrii czyniono przygotowania, kwatera główna przybyła do Kairu. Kilka dni wcześniej przywieziono tam wziętego do niewoli wezyra Mustafę. Widok łupów zdobytych w bitwie pod Abukirrem wzbudził radość ludności Kairu. Napoleon z największą gorliwością pracował nad zaspokojeniem potrzeb armii. Kazał wykupić całe sukno z Carcassonne lub Landrecis, objętnie jakiego było koloru, gdyż niemożliwym było zdobycie sukna niebieskiego i ustalił kolory nowych mundurów dla każdego regimentu. Zarządził sporo zmian w aparacie administracyjnym, które uznał na podstawie zrobionych doświadczeń za konieczne; ale przeprowadzenie radykalnych zmian nie było możliwe, ponieważ kilka ważnych punktów nie było jeszcze wyjaśnionych. Sprawy podatkowe były niewyjaśnione z powodów trudności językowych i ponieważ Koptowie niechętnie mówią prawdę. Święto Proroka świętowano z przepychem, który znalazł wielkie uznanie ze strony wezyra Mustafy i oficerów wziętych do niewoli w Syrii lub pod Abukirem. Dzień po tym święcie głównodowodzący wysłał spośród jeńców kilku szczególnie przyjaznych Francuzom oficerów do Konstantynopola i Mekki. Ich raporty zrobiły korzystne i bardzo istotne wrażenie. 
 

Komisja Nauki i Sztuki niecierpliwie czekała na podbój Górnego Egiptu, by móc się tam wybrać. Denon powrócił z kwaterą generała Desaix. Jego rysunki i notatki obudziło rywalizację pozostałych uczonych i artystów. Członkowie Komisji zaokrętowali się na 3 dobrze przygotowane djermy. W tej interesującej podróży, o której Europa od stuleci marzyła, spędzili kilka miesięcy, badając, rysując i opisując pomniki Górnego Egiptu.

13 sierpnia kontradmirał Ganteaume zameldował, że okręty 20 sierpnia będą gotowe do wyjścia w morze; ale jego zdaniem nie należało wybierać się w podróż przed listopadem, dopiero wtedy panują korzystne południowe wiatry, a żegludze sprzyjają długie noce. Ale 19 sierpnia o godzinie 5 rano do Kairu przybył jeździec na wielbłądzie i przywiózł depesze od admirała; meldował on o niespodziewanym zbiegu okoliczności - blokująca wybrzeże eskadra angielska zniknęła, a do obserwacji wyjścia z portu pozostał jedynie mały bryg. Dzięki temu flotylla 24 sierpnia może wypłynąć w morze; należy jednak przybyć na pokład w godzinach przedpołudniowych tego dnia, by wykorzystać sprzyjające wiatry od lądu. W efekcie tej niespodziewanej wiadomości głównodowodzący miał tylko tyle czasu, by podyktować swoje ostatnie polecenia i wyznaczyć osoby, które miały mu towarzyszyć. Nie wolno było tracić ani chwili, by wykorzystać tę sprzyjającą okoliczność.      
 

  III.

Desaix był najzdolniejszym oficerem do objęcia stanowiska dowódcy Armii Wschodu; ale we Francji byłby przydatniejszy. Następnym był Kleber, na trzecim miejscu Reynier. Napoleon zastanawiał się przez chwilę, by zabrać do Francji wszystkich trzech i przekazać dowództwo generałowi Lanusse; ale w obliczu niebezpieczeństw związanych z podróżą postanowił pozostawić jednego z tych zdolnych generałów przy Armii Wschodu; jego wybór padł na Klebera.

Napoleon podyktował 3 rozprawy poświęcone istniejącej sytuacji i swoim planom. Pierwsza z rozpraw zawierała jego obserwacje na temat rządów w Egipcie.

Memoriał o administracji wewnętrznej.

Arab jest wrogiem Turków i Mameluków. Ich panowanie oparte było jedynie na przemocy; ich władza była czysto militarna. Język turecki jest tubylcom tak samo obcy, jak język francuski. Arabowie mają kompleks niższości w stosunku do Turków. Ulemowie i wielcy szejkowie są przywódcami narodu arabskiego; są obdarzeni zaufaniem i przychylnością wszystkich mieszkańców Egiptu; z tego powodu Turcy i Mamelucy zawsze darzyli ich taką nieufnością, że trzymali ich z dala od wszystkich spraw publicznych. Jestem zdania, że nie należy kontynuować tej polityki. Nie możemy liczyć na to, że zdobędziemy wpływ na ludność, która jest nam tak obca; by nią kierować potrzebujemy pośredników; musimy dać im przywódców, bo w przeciwnym razie sami ich sobie wybiorą. Wybrałem ulemów i uczonych w piśmie na przywódców; po pierwsze, bo byli naturalnymi przywódcami; po drugie, że wyjaśniają Koran; bo największe przeszkody, które napotkaliśmy i jeszcze napotkamy, wynikają z przekonań religijnych; po trzecie, ponieważ ulemowie obdarzeni są łagodnym usposobieniem, mają poczucie sprawiedliwości, są bogaci i mają właściwe zasady moralne. Bez wątpienia są najszlachetniejszymi ludźmi w całym kraju. Nie są tymi ludźmi, którzy siadają na konia, nie mają najmniejszego pojęcia o sprawach wojskowych i dlatego nie są zdolni, by stanąć na czele zbrojnego powstania. Wciągnąłem ich do administracji kraju. Posłużyłem się nimi, by rozmawiać z ludem, utworzyłem z nich Dywan, by ustanawiał prawa. Byli narzędziami, których używałem, by panować nad tym krajem. Pomnożyłem ich majątek, okazywałem im przy wszystkich możliwych okazjach najwyższą cześć. Okazałem im najwyższe wojskowe honory; pochlebiając ich próżności, zadowoliłem cały lud. Ale daremny byłby cały ten wysiłek, by ich zdobyć, jeżeli nie okaże się głębokiego szacunku dla islamu i udzieli wolności koptyjskim, grecko-ortodoksyjnym i rzymsko-katolickim chrześcijanom, zmieniając w ten sposób obecnie istniejące układy. Przeforsowałem, że wszyscy oni okazują instytucjom muzułmańskim jeszcze więcej respektu i uległości, niż poprzednio.

Porta miała prawo obsadzenia wszystkich sądów. Zmienienie tego zwyczaju i skłonienie ulemów do ponownego korzystania z posiadanego przez nich wcześniej i utraconego przywileju, kosztowało mnie wiele wysiłku. Utrzymanie wprowadzonych przeze mnie instytucji jest niezmiernie ważne.

Kair jest drugim kluczem świętej Kaaby; centrum muzułmańskiej religii jest Mekka. Sułtani w Konstantynopolu prowadzili politykę osłabienia ogólnego poszanowania, którym otaczano szeryfa Mekki i ograniczenia, a nawet całkowitego udaremnienia kontaktów ulemów z Mekką. Moje interesy zmusiły mnie oczywiście do zupełnie przeciwnego zachowania. Przywróciłem ponownie stare obyczaje, zdobyłem przyjaźń szeryfa i uczyniłem wszystko, by zwiększyć i umocnić związki ze świętym miastem.

Z największą pieczołowitością należy przekonać muzułmanów o naszej miłości do Koranu i szacunku dla Mahometa. Jedno jedyne słowo, jeden jedyny nieprzemyślany postępek, może zniszczyć pracę wielu lat. Nigdy nie pozwoliłem, by francuskie organy zajmowały się bezpośrednio duchownymi meczetów i ich własnością, lecz zawsze zwracałem się do ulemów, by zajęli się uregulowaniem sprawy. Takie postępowanie okazało się najlepszym ze wszystkich środków i przyczyniło się do wzrostu uznania mojego rządu wśród ludności. Podatki w wysokości 6 milionów, którymi zmuszony byłem obciążyć miasto po przybyciu do niego, wzbudziły stosunkowo mało sarkania i stosunkowo chętnie zapłacone, gdyż pozostawiłem ich ściągnięcie i rozdzielenie szejkom; mieszkańcy z zadowoleniem widzieli, że nie było żadnego złodziejstwa i aktów samowoli, które zniesławiły administrację Turków i Mameluków.

W rękach Koptów znajduje się administracja finansami i ściąganie podatków; należy przy tym pozostać i skrupulatnie zważać, by Turcy nie wmieszali się do tej ważnej części administracji, która z czasem stopniowo musi przejść w ręce Europejczyków. Mamelucy jako rządząca siła już nie istnieją; mogą być przydatni jako podporządkowane oddziały milicji; są urodzonymi wrogami Arabów i szejków i właśnie dlatego mogą w niektórych sytuacjach oddać znaczne przysługi. Murada-beja i Ibrahima-beja można zdobyć nadając im tytuł książęcy; innym bejom trzeba nadać stopień generała i przywrócić im ich własność. Ale trzeba uważać, by wszycy ci bejowie razem nigdy nie utrzymywali więcej niż 900 albo 1000 jeźdźców. Można ich użyć by utrzymać w ryzach Arabów pustyni, tworząc z nich w tym celu 6 regimentów kawalerii na wielbłądach. By utrzymać władzę nad wszystkimi wędrującymi plemionami Beduinów należy obsadzić wszystkie studnie sześciu pustyni posterunkami wojskowymi.

Nie należy też zapomnieć, że pewnego dnia Aleksandria musi zostać stolicą państwa. Należy więc lepiej pielęgnować odnogę Nilu płynącą do Rosetty niż tę wpływającą do morza koło Damietty, trzeba skierować do Barijeh duże ilości wody, nawet gdyby miało to wpływ na stan wody w Sharkijeh, należy odbudować kanał z Ramanyah do Aleksandrii i uprzywilejować w końcu port w Aleksandrii, kierując do niego cały handel z Europą oraz odbudować stare połączenia z Dolnym Egiptem, Fayoum i Barijeh. Trwałe umocnienia, szpitale, magazyny, stocznie, wiatraki i fabryki muszą przede wszystkim być zakładane w Aleksandrii, gdzie wszystkimi możliwymi ulgami należy przyciągnąć duże ilości Greków, Żydów i syryjskich chrześcijan.

Suez musi być kosztem Kosseir uprzywilejowany i jedynym miejscem składowym dla przywożonej kawy i przypraw oraz dla wywozu towarów europejskich i dolnoegipskich produktów. Handel w Kosseir musi ograniczyć się do wywozu produktów rolnych z Górnego Egiptu.

Kraj należy niepostrzeżenie przyzwyczaić do rekrutacji, by utworzyć armię lądową i flotę. Ale przede wszystkim trzeba każdego roku ściągnąć kilka tysięcy czarnych z Sennaaru i Darfuru i wcielić do francuskich regimentów, tak by w każdej kompanii było 20 Murzynów. Są oni przyzwyczajeni do pustyni i upału na równiku; jeżeli odsłużą 3 albo 4 lata, będą dobrymi i wiernymi żołnierzami.

Należy dostosować się do obyczajów Wschodu; kapelusz stosowany i wąskie spodnie muszą zniknąć; nasze oddziały muszą otrzymać podobne ubrania jak Maghrebinowie i Arnautowie. Tak ubrani, będą dla tubylców armią narodową i dopasują się do zwyczajów tego kraju.  
 

Memoriał o umocnieniach.

Od południa Egiptu nie można zaatakować. Został wprawdzie już przed kilku tysiącami lat zdobyty od strony Etiopii, ale wówczas kraj nad Górnym Nilem był zamieszkały przez liczne i potężne narody, o których świadczą obecnie tylko wspaniałe ruiny, które widać na wyspie Meroe i na równinach Sennaar. Również od zachodu Egipt nie może zostać zaatakowany. Oczywiście przybyli tą drogą w X. wieku Fatymidzi, ale wówczas w Cyrenajce i kraju Mariotów istniały wielkie miasta, gęsto zamieszkane przez nieistniejące już plemiona. Ponadto Fatymidzi nie potrzebowali użycia siły, by osiąść w Egipcie; wystarczył ich wpływ religijny. Derna jest pierwszym miastem, które aktualnie leży na granicy; jest zamieszkała przez 7 tysięcy Arabów i oddzielona od Aleksandrii szeroką na około 650 kilometrów pustynią. Od strony wschodniej Egipt chroniony jest przez Morze Czerwone; ta przeszkoda przy nieprzyjacielskim ataku jest o tyle istotna, że dolina Nilu oddzielona jest od Morza Czerwonego pełnymi rozpadlin górami i bezwodną pustynią. Od wschodu można zatem jedynie wkroczyć przez przesmyk koło Suezu drogą przez Gazę, El-Arisz, Katijeh i Salijeh; droga ta prowadzi na 300-kilometrowym odcinku przez pustynię, która przez 6 miesięcy w roku jest dla armii prawie nie do przebycia i o wszystkich porach roku wymaga niesamowitej ilości wielbłądów i bukłaków z wodą. Położenie Egiptu jest jednorazowe w swoim rodzaju. Przy rozciągniętej na odległości ponad 2700 kilometrów granicy kraju może być zaatakowany jedynie wzdłuż jednej drogi. Tą drogą wtargnął do kraju Kambyzes (Kambyzes I, ?-599 p.n.e. - władca perski z dynastii Achemidów, położył podwaliny pod stworzone przez jego syna, Cyrusa II imperium perskie - przyp. tłum.) i jego następcy, królowie Persji i Syrii, a po nich Aleksander, Seulucydzi, okrutni muzułmani, kalifowie Bagdadu, Tatarzy i Turcy.

Granice naturalne, tworzące tę granicę, można by wzmocnić zbudowaniem twierdzy koło El-Arisz, drugiej mniejszej koło Katijeh, fortu w Salijeh i mniejszego w Wadi i po jednej wieży koło studni znajdujących się pomiędzy El-Arisz i Salijeh oraz między Salijeh i Suezem.

Wioskę El-Arisz zniszczyłem; kazamaty we wnętrzu fortu muszą zostać rozbudowane; następnie należy odbudować mury, przeciwstok ze skarpą i niektóre forty zewnętrzne, by zapewnić sobie możliwość ostrzału nisko położonego terenu.

Granica północna chroniona jest przez Morze Śródziemne. Na długim na 530 kilometrów wybrzeżu istnieją jedynie 3 punkty, gdzie dokonać można lądowania, a mianowicie koło Aleksandrii, Abukiru i Damietty.

Aleksandria jest twierdzą stanowiącą centrum systemu obrony kraju, zabezpieczoną przeciwko wszelkim niespodziankom; plaża koło fortu Marabut jest włączona w umocnienia. Jak długo armia francuska panuje nad tym miastem, może otrzymać pomoc z ojczyzny, a Egipt nigdy nie będzie bezpowrotnie stracony. Na razie musi zostać odbudowany Mur Arabski i wzmocniony przeciwstokiem; u podnóża muru musi zostać wykonany rów o szerokości 20 metrów i głębokości 6 metrów i napełniony wodą morską. Należy też wybudować 4 forty; jeden przed bramą na drodze do Rosetty, jeden przy Słupie Pompejusza, trzeci pomiędzy tymi dwoma i czwarty w pobliżu portu. Te forty muszą być chronione głębokimi rowami z wodą i sztucznie zalanymi terenami oraz muszą posiadać odporne na bombardowanie kazamaty dla 200 ludzi. Każdy z 8 istniejących już fortów musi zostać wyposażony w baterie nabrzeżne, których ogień krzyżuje się na odległości 3000 do 3500 metrów, służące do obrony obu portów. Niezmiernie ważnym jest fort Marabut, gdyż panuje on nad wejściami do portu i plażą, gdzie możliwe byłoby lądowanie. Po przebudowie na kazamaty stojącego na wyspie meczetu fort stałby się bardzo silnym punktem obrony. Oba nabrzeża starego i nowego portu muszą zostać, jak tylko to będzie możliwe, zamknięte murem, zabezpieczającym od ataku; dzięki temu liczba niezbędnych do obrony oddziałów zostałaby znacznie zmiejszona. Dla zabezpieczenia twierdzy potrzeba: 300 armat różnego kalibru i 6 tysięcy ludzi, a mianowicie 300 kawalerii, 300 marynarzy z załóg okrętów wojennych i flotylii, 200-300 artylerzystów, 1000 weteranów i żołnierzy z zakładów i 1500 dobrej piechoty.

Abukir broniony jest przez fort, który w swoim obecnym stanie jest za słaby. Musi zostać tak wzmocniony murowanymi umocnieniami, by był w stanie przez 15 dni stawić opór prawdziwemu oblężeniu przy użyciu okopów. Na wysepce Abukir musi być wybudowana wieża jako osłona baterii nabrzeżnej, która mogłaby ostrzeliwać zarówno otwarte morze jak i redę wewnętrzną, to samo musi być uczynione przy wejściu na jezioro Madijeh. Na Wzgórzu Źródlanym musi być dla osłony baterii nabrzeżnej wybudowany fort w stylu fortu Cretin.

Te umocnienia zapobiegną już przez to lądowaniu, że zasypią plażę i redę kulami, granatami i bombami. Gdy pojawi się nieprzyjacielska flota, garnizon z Aleksandrii musi wysłać 2 bataliony po 400 ludzi, szwadron w sile 280 koni i 8 armat polowych; do tego dochodzi 6 dział polowych 3 fortów, co w sumie daje 14 armat. Jeżeli ta lotna kolumna manewrować będzie pomiędzy fortami, niemożliwe jest jakiekolwiek lądowanie.

Lądowane koło Damietty możliwe jest jedynie w odpowiedniej porze roku, a nawet wówczas często zdarza się, że na redzie statki zrywają się z kotwic.

Dobre artyleryjskie wyposażenie istniejących i znajdujących się w budowie umocnień i zakotwiczenie kilku szalup albo kanonierek wewnątrz portu stanowić będzie obronę tego punktu, który nie jest tak ważny jak dwa pozostałe.

Po zapewnieniu obrony tych trzech jedynych możliwych do wyokrętowania armii punktów, zabezpieczona musi być żegluga przybrzeżna, a przede wszystkim odpływanie i zawijanie awizów i statków handlowych, które zapewniają połączenie z Francją. W tym celu muszą powstać, oprócz El Baretum, gdzie jest woda pitna, drzewa i dobry port, pomiędzy tym portem i Aleksandrią, jeszcze dwa inne punkty, chroniące tą małą żeglugę. Wejście do portu Rosetty jest wystarczająco chroniony przez fort Julien.  
 

Memoriał o obronie Egiptu.

Egipt może zostać zaatakowany: po pierwsze przez armię, która zgromadzi się w Syrii i z Gazy przez pustynią półwyspu Suez pomaszeruje nad Nil; po drugie prze armię, która wyląduje na wybrzeżu Morza Śródziemnego; po trzecie przez dwie współpracujące ze sobą armie, z których jedna zaatakuje od strony Gazy, a druga wyląduje na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Armia turecka wybierze tę pierwszą, angielska tę drugą drogę; gdyby wybrano trzecią z możliwości Turcy pomaszerowaliby przez pustynię, a Anglicy wybraliby drogę morską.

Kambyzes, Kserkses; Aleksandr Wielki, Amru i sułtan Selim wkroczyli do Egiptu na czele jednej jedynej armii maszerując przez pustynię od Gazy do Pelusium. Król perski Artakserkses zaatakował dwoma armiami, z których jedna maszerowała przez pustynię, a druga wylądowała koło ujścia Nilu w Dibeh. Został jednak pokonany. Jego następca Ochus zjawił się na czele 3 armii; przybyła morzem wpłynęła na Nil i wylądowała koło Batn el Bagr; druga obległa Pelusium; trzecia pomaszerowała przeciwko Sababjar. Król Egiptu skierował się przeciwko tej armii, która wylądowała koło Batn el Bagr; ale ta była już oszańcowana. Ochus połączył swoje 3 armie, zdobył Memfis i cały kraj. Antigonus, jeden z Diadochów, pomaszerował drogą lądową przeciwko Pelusium, jego syn zaatakował od strony morza; ale flotę rozproszył sztorm, co spowodowało fiasko całej ekspedycji. Antiochus został pod Reyfah pobity przez Ptolomeusza Eurgetesa, który pomaszerował mu naprzeciw przez pustynię. Święty Ludwik i generał Bonaparte zaatakowali Egipt od strony morza na czele jednej, jedynej armii; Ludwik wylądował koło Damietty i został po rocznej kampanii pobity i wzięty do niewoli przez Mameluków. Generał wylądował koło fortu Marabut, podbił w pierwszym miesiącu cały Dolny Egipt i stolicę, a później cały kraj; zakończył panowanie Mameluków.

Turcja nie już żadnym państwem, lecz związkiem niezależnych paszalików, rządzonych przez kierujących się własnymi interesami i namiętnościami paszów. Turcja nie potrafi już wystawić licznych armii, które w ubiegłych stuleciach były postrachem Europy. Milicja turecka była niezdyscyplinowana, niezorganizowana i nie rozumie nic z taktyki. Zgromadzenie 50 albo 60 tysięcy ludzi, z tego połowa pieszo, a połowa konno, wyposażonych w karabiny wszelkiego kalibru i wszelkiego rodzaju broń sieczną, jest zbieraniną, która nie zasługuje na nazwę armii. Turcja potrafi wystawić takie armie, jak ta pobita pod górą Tabor; armia, która wylądowała pod Abukirem, składała się z europejskich oddziałów elitarnych. 60-tysięczna armia turecka ma nieledwie 40 tysięcy żołnierzy; nie jest w stanie odeprzeć ataku 6-tysięcznej francuskiej dywizji. Turecka armia ofensywna okrążyłaby swoją awangardą El-Arisz, a swoje dywizje ustawiła koło studni w Sawi, Reyfah i Khan Yunes. Zużyłaby 20 dni na wzięcie El-Arisz i tyle samo Katijeh. Armia francuska będzie miała wystarczająco dużo czasu, by zebrać się koło lasu palmowego w Katijeh i czekać na nieprzyjaciela na skraju pustyni. Na takiej pozycji 20 tysięcy żołnierzy Armii Wschodu pobije 200 tysięcy Turków i wyprze na pustynię.

Armia angielska, która sama chce zdobyć Egipt potrzebuje 33 tysięcy piechoty, 3 tysiące kawalerii, tysiąc ludzi artylerii i sztab generalny. Wyląduje ona koło Abukiru i zajmie 4 forty, fort Julien, miasto Rosetta i jezioro Madijeh. Po zapewnieniu sobie dróg zaopatrzenia, oblegnie Aleksandrię. Być może zajmie tą twierdzę, zanim cała armia francuska skoncentruje się albo pobije tę armię podczas próby przyjścia Aleksandrii z odsieczą. Zajęcie Aleksandrii oznacza dla Francji utratę Egiptu. Anglicy opanują ten piękny kraj i zabezpieczą swoje indyjskie posiadłości bez konieczności opuszczenia brzegu morskiego, bez utracenia z pola widzenia masztów swoich statków. Ale obecnie Anglia nie posiada takiej armii; wszystkie swoje oddziały potrzebuje dla utrzymania spokoju w Irlandii i ochrony Portugalii. Zbrojenia, które musiałyby zostać dokonane nad Tamizą dla wyprawy nad Nil, pochłonęłyby niesamowite sumy.

Jest zatem bardziej prawdopodobne, że w przypadku rzeczywistego ataku Egiptu, przeprowadzona zostanie operacja kombinowana. 40 albo 50-tysięczna armia turecka pomaszeruje z Gazy przez pustynię do Salijeh; 25-tysięczna armia angielska posiadająca 1 500 kawaleryjskich i 500 artyleryjskich koni wyląduje na wybrzeżu Morza Śródziemnego.

Obie te armie będą dwukrotnie silniejsze niż Armia Wschodu. Jaka pora roku jest najbardziej odpowiednia na takie przedsięwzięcie? W którym punkcie wybrzeża będzie musiała wylądować angielska armia?

Operacja musi rozpocząć się 1 kwietnia. Armia turecka pomaszeruje do El-Arisz i natychmiast rozpocznie kopanie okopów; prowiant, sprzęt oblężniczy otrzyma drogą morską; po wiosennym zrównaniu dnia z nocą morze jest spokojne. Po zdobyciu El-Arisz rozpocznie ona oblężenie Katijeh; wszystko, co potrzebne otrzyma ponownie drogą morską. W międzyczasie nastanie maj; flota angielska rzuci kotwice na redzie Damietty; wyśle ona kanonierki, których zanurzenie wynosi najwyżej 1,5 stopy, uzbrojone w 24-funtowe armaty, na jezioro Menzaleh, które zajmą jego 3 ujścia i nawiążą kontakt z armią turecką. Anglicy zajmą stanowiska przed Damiettą za kanałem Achmun; nie potrzebują nawet aż tak daleko się posuwać, gdyż połączenie obu armii może dokonać się po tym, jak Turcy pomaszerują wąskim skrawkiem lądu dzielącym jezioro Menzaleh od morza; 3 ujścia jeziora przekroczą po mostach pontonowych. Ale zjednoczenie obu armii może też dokonać się przez wykonanie umówionego manewru przez obie armie poza jeziorem Menzaleh.

Gdy tylko rozpoznany zostanie taki plan nieprzyjaciela cała armia francuska musi skierować się w kierunku Salijeh. Ponieważ musi ona opuścić cały Górny Egipt, potrzebować na to będzie kilku tygodni. Z obozu pod Salijeh pomaszeruje do El-Arisz, by pobić armię turecką i zmusić ją do zakończenia oblężenia albo do Katijeh, gdyby El-Arisz zostało już zdobyte; albo pomaszeruje przeciwko Anglikom, by ich zaatakować przed połączeniem się z Turkami. Gdyby została pobita musi mieć zapewniony odwrót przez deltę Nilu do Aleksandrii. Może bronić terenu poprzecinanego odnogami Nilu i w ten sposób zyskać czas, potrzebny na opuszczenie Kairu. W Aleksandrii musi się bronić do ostatniej chwili; bo dni następują po sobie, ale nie są identyczne. Przez przypadek może się zmienić sytuacja polityczna; im dłużej armia francuska będzie przeciągała obronę, tym dłużej armia angielska będzie sparaliżowana i nie będzie mogła udać się gdzie indziej oraz odniesie większe straty.

Szanse armii francuskiej będą większe, jeżeli Anglicy zamiast koło Damietty, wylądują koło Abukiru. Wtedy musi ona najszybciej, jak to tylko jest możliwe, skoncentrować się w Aleksandrii i zaatakować Anglików, zanim opanują oni fort w Abukirze. W przypadku zwycięstwa armii francuskiej Egipt będzie uratowany; ale gdyby została pokonana musi ona pozostawić obronę Aleksandrii jej garnizonowi i pomaszerować szybko do Salijeh przeciwko armii tureckiej, pobić ją, zepchnąć na pustynię i zwrócić się ponownie przeciwko Anglikom; w ten sposób kampania ta może jeszcze zakończyć się sukcesem. Ale gdyby armai francuska została przez Turków pobita, nie pozostanie jej nic innego, jak skierować się do Aleksandrii i bronić jej do ostatniej kropli krwi.

Z tego wywodu widać wyraźnie wielkie znaczenie posiadania El-Arisz, które widzę jako klucz do tego kraju. Ta twierdza oddziela obie armie, z których jedna przybędzie przez pustynię, a druga zaatakuje od strony morza. 
 

Memoriał o sprawach politycznych.

Do Sennaaru, Darfuru i Abisynii muszą zostać wysłani pełnomocnicy. Poprosiłem władców tych krajów o wysłanie również swoich do Kairu. Ich kontakty z Egiptem ograniczają się do handlu; natomiast ja miałem na celu wkroczenie do wnętrza Afryki i zapewnienie regularnego zakupu 10 tysięcy niewolników rocznie w wieku 14 do 18 lat; spośród nich 2 tysiące zostałoby wcielone do wojska, a mianowicie po 20 do każdej kompanii; pozostali utworzyliby korpus pomocniczy z francuskimi oficerami i podoficerami. W ten sposób zdobyto by uzupełnienia, gdyby Republika nie mogłaby posłać wzmocnienia. 2 tysiące młodych jeńców Mameluków, należących bez wyjątku Syryjczykom, sam już zebrałem. Można ich w każdej chwili wcielić do regimentów.

Republika ma konsula w Trypolisie; należy postarać się, by regencje w Tunisie i Trypolisie wysłały swoich przedstawicieli handlowych do Kairu. Agenci ci przydadzą się do nawiązania kontaktu z Europą. Sułtan Selim został zmuszony do wojny z Francją; Dywan jest do nas przyjaźnie nastawiony; zniszczenie Armii Syrii i Rodos otworzyły mu oczy. Były to najlepiej wyszkolone wojska imperium, wśród nich kilka regimentów wymusztrowanych na europejski sposób. Strata wykształconych według francuskich instrukcji artylerzystów i 80 armat odlanych przez francuskich robotników jest wielkim ciosem dla Porty, której otworzyły się teraz oczy i która boi się Rosji. Niech Pan napisze Wielkiemu Wezyrowi: nie chcemy zatrzymać Egiptu, przybyliśmy tutaj tylko jak do karawanseraju, który leży na drodze do Indii. W każdym miesiącu do Kairu przybywają wpływowi ludzie; są to pielgrzymi wracający z Mekki, którzy przybyli przez Morze Czerwone do Kosseir, płyną w dół Nilu i w Damietta wsiadają na statki płynące do Konstantynopolu. Niech Pan poświęci tym przejeżdżającym najwyższą uwagę, zorganizuje ich spotkanie z szejkami, którzy nam szczególnie sprzyjają; niech da im Pan listy i ustne przekazy dla Porty; będzie już sukcesem, jeżeli będzie miał Pan ludzi w otoczeniu Wielkiego Wezyra, którzy przekazywać będą Panu wiadomości i zwalczać intrygi Anglików.

Musi Pan uczynić wszystko, by uświadomić armię i wybić jej z głowy fantastyczne mrzonki, rozpowszechniane przez nieprzyjaznych ludzi. Rosja nie jest wrogo nastawiona do naszego posunięcia w Egipcie. Gdy car mógł działać bez obawy skompromitowania się i utraty swojego cesarskiego honoru, byłby nastawiony do Armii Wschodu raczej przyjaźnie niż wrogo. Egipt jest tylko chwilowo jabłkiem niezgody, z powodu którego Francuzi i Turcy walczą przeciwko sobie. Gdyby tylko Armia Wschodu została pokonana i opuściła Egipt, zapanowałaby pomiędzy narodami zgoda, jaka panowała zawsze od czasu króla Franciszka I; Turcy dobrze wiedzą, że nie pragniemy ich posiadłości, lecz Indii, że nad Nilem nie chcieliśmy poniżyć półksiężyca lecz angielskiego leoparda. Rosja nigdy nie wystąpi przeciwko naszej Armii Wschodu. Jedynie Anglicy życzą sobie szczerze wypędzenia nas z Egiptu, ale zmarnowali okazję. Ponieważ druga koalicja rozpętała znowu wojnę we Włoszech, w Niemczech i na północy, potrzebują wszystkich swoich sił, by wykorzystać tamtejsze wydarzenia. Gdy druga koalicja zostanie pokonana, a na kontynencie przywrócony pokój, Anglia będzie miała do dyspozycji swoje oddziały; wtedy będzie musiała troszczyć się jedynie o swoje sprawy egipskie i interesy w Indiach; ale wtedy nie dostanie wsparcia od Porty, która będzie musiała mieć wzgląd na zwycięską w Europie Francję.

Jednym z największych wrogów armii jest dżuma, nie tylko ze względu na straty w ludziach, które powoduje, lecz również na efekt moralny, który wywiera na umysły. Nie wolno dopuścić do żadnych odchyłek od marsylskich przepisów sanitarnych, a szpitale muszą być starannie kontrolowane.  
 

  IV.

Wiadomość admirała Ganteaume ustalająca zaokrętowanie na dzień 24 sierpnia przyszła bardzo niespodziewanie. Nie była na rękę głównodowodzącemu; miał jeszcze tyle do uregulowania, że chętnie przesunąłby ją o 14 dni; ale nie należało zwlekać. W przeciągu 19 sierpnia generał Berthier wysłał rozkaz do generałów Desaix, Kleber, Menou, Murat, Marmont i Bessieres oraz do członków Instytutu Monge, Bertholleta, Denona i Percevala by niezwłocznie udali się do Aleksandrii. Kwatera główna zaokrętowała się wieczorem na Nilu i po postoju w Menuf, gdzie dowodził generał Lanusse, dotarła 23 sierpnia do Ramanyah. Konie stały już gotowe na brzegu. 24 sierpnia o godzinie 4 po południu rozbito biwak na miejscu obozu rzymskiego, blisko Aleksandrii, na nadmorskiej plaży. Nie przybyli tam Desaix i Kleber; ten pierwszy dowodził w Górnym Egipcie, ten drugi znajdował się w Damietta i przybył dopiero następnego dnia.

Admirał Ganteaume nalegał na zaokrętowanie. Ze zmartwieniem patrzył, że przeciąga się ono do wieczora; zdenerwowało go pojawienie się angielskiego brygu, który o godzinie 3 po południu podpłynął tak blisko brzegu, że musiał rozpoznać przygotowaną do żeglugi fregatę. Bryg odpłynął natychmiast w kierunku Cypru, prawdopodobnie by poinformować angielską eskadrę. Wkrótce potem zerwała się z południowego wschodu bryza, prawdziwy cud w sierpniu, gdyż o tej porze roku wieje ciągle północno-zachodni wiatr. Admirał miał nadzieję, że z pomocą tej bryzy uzyska przewagę nad angielską eskadrą 75 do 100 mil morskich.

Napoleon przekazał instrukcje dla generała Klebera generałowi Menou wraz z rozkazem dla generała Desaix, by wykorzystując złą zimową pogodę udał się do Francji. Napoleon rzeczywiście natychmiast chętnie by go zabrał. Generał Menou był głęboko wzruszony niespodziewanym odjazdem Napoleona, ale darzył go nieograniczonym zaufaniem i wiedział, jak nieodzowny był jego powrót do Europy. Gdy przechadzali się przed namiotem głównodowodzącego na zalewanej falami plaży, Napoleon rzekł do Menou:

"-Dotrę do Paryża, wyrzucę tę bandę adwokatów, którzy grają nam na nosie i są kompletnie niezdolni by rządzić republiką, stanę na czele rządu, zbiorę wokół siebie wszystkie partie, odbuduję Republikę Włoską i połączę nasze wspaniałe egipskie kolonie z Francją".

Po tej rozmowie Napoleon udał się do namiotu i podyktował swojemu sekretarzowi Bourienne ten list do generała Klebera, który tegoż rzekomo upoważnił do prowadzenia pertraktacji oraz kapitulacji.

Jego ostatni rozkaz dzienny brzmiał:

"Żołnierze!

Wieści, jakie docierają z Europy, sprawiły, iż zdecydowałem się wracać do Francji. Dowództwo armii przekazuję generałowi Kleber. Wkrótce usłyszycie o mnie. Opuszczam z bólem żołnierzy, których pokochałem, ale moja nieobecność jest tylko przejściowa. Dowódca, którego zostawiam, cieszy się zaufaniem rządu i moim".  
 

Zaokrętowanie nastąpiło o godzinie 7 wieczorem; generałowie Lannes, Murat, Marmont, panowie Perceval, Denon i połowa guidów płynęli fregatą "Carriere", głównodowodzący, Berthier, Monge, Berthollet, Bourienne i druga połowa guidów na fregacie "Muiron". Otrzymała ona swoją nazwę ku czci poległego w bitwie pod Arcole adiutanta Muirona, który własnym ciałem przykrył ciało swojego generała. Carriere to nazwisko generała artylerii, który zginął w kampanii 1797 roku pod Neumarkt w Karyntii ("Dictionnaire biographique generaux & amiraux francais..." G.Sixa nie wymienia takiego generała - przyp.tłum.). Obie fregaty były zgrabne, duże i dobrze uzbrojone. Obie małe szebeki były obite miedzią; zamierzano użyć ich w przypadku pościgu przez przeważające siły, by uciec, w czasie gdy fregaty skierowałyby na siebie uwagę nieprzyjacielskich okrętów.

Ta mała eskadra podniosła kotwice o godzinie 9 wieczorem; o 6 rano znajdowała się już za przylądkiem Deris, 75 mil morskich na zachód od Aleksandrii. Ale krótko po wschodzie słońca bryza ustała i zaczął wiać zwykły północno-zachodni wiatr o dużej sile. Ten stan trwał 2 do 3 tygodni. Niekiedy można przy takim wietrze wykonać 4-6 mil dziennie, ale niekiedy cofa się nawet wstecz; statki są spychane ze swoich kursów przez prądy skierowane na Morzu Śródziemnym z zachodu na wschód. W międzyczasie oficerowi armii lądowej pytali ironicznie marynarzy, kiedy rzucą kotwicę w porcie w Aleksandrii. Złościło to admirała, który postanowił zatrzymać się na Krecie. Ale gdy wysunął tę propozycję głównodowodzącemu, ten odmówił i rozkazał płynąć stosunkowo blisko brzegu i nawet, jeżeli zajdzie konieczność ukrycia się, zawinąć do zatoki Sidra. Stwierdził, że niedługo nastąpi zrównanie dnia z nocą i wtedy zaczną szybko posuwać się naprzód; jeżeli straci się na nieznanych wodach kilka dni, to przecież zyskiem jest fakt, że nie wydarzy się zła przygoda; a żarty ignorantów należy pominąć milczeniem. Admirał zastosował się do tego rozkazu, tym bardziej, że na podstawie własnego doświadczenia uważał również wody przybrzeżne za najdogodniejsze do żeglugi. W końcu zerwał się wiatr ekwinokcjalny (ekwinokcjum - astronomiczne zrównanie się dnia z nocą, wiosenne ok. 23 września - przyp.tłum.). W ciągu kilku dni płynąca z prędkością 13 węzłów eskadra minęła przylądek Bon; tutaj opuściła wybrzeże Afryki i pożeglowała najpierw wzdłuż wybrzeża sardyńskiego, a potem korsykańskiego aż dotarła do południowego cypla zatoki Ajaccio. Jako, że nie wiedziano, czy Korsyka należy jeszcze do Francji, wysłano do zatoki szebekę "Fortune", która po wypytaniu jednego z rybaków, zasygnalizowała możliwość wpłynięcia do portu. 20 września o godzinie 2 po południu rzuciła kotwice. Z powodu sztormowej pogody konieczny był tygodniowy postój, dlatego pasażerowie zdecydowali się na zejście na ląd.

Tam otrzymano szczegółowe informacje o wydarzeniach 1799 roku, w szczególności w miesiącach czerwiec-sierpień i uzyskano pełny obraz grożącego ojczyźnie niebezpieczeństwa. Na krótko przed przybyciem eskadry na Korsykę w bitwie pod Novi zginął generał Joubert.

Gdy na wyspie rozeszła się wieść o wylądowaniu generała, do Ajaccio pospieszyli przywódcy różnych ugrupowań. Generał wykorzystał swój wpływ dla pogodzenia poszczególnych partii i ostudzenia rozpalonych umysłów.

7 października, w połowie drogi pomiędzy korsykańskim i prowansalskim wybrzeżem, eskadrę ogarnęły porywy gwałtownego libeccio, które na szczęście wkrótce ustały (libeccio - silny wiatr zachodni lub południowo-zachodni charakterystyczny dla północnych wybrzeży Korsyki - przyp. tłum.). Wieczorem 8 października eskadra oddalona była około 20 mil morskich od Tulonu, żeglując w gęstej mgle. Strzały armatnie wskazywały, że znajduje się ona w środku jakiejś floty, w bezpośredniej bliskości okrętów wojennych. Na Korsyce dowiedziano się, że eskadra admirała Bruix pożeglowała z powrotem na Atlantyk; znajdowano się zatem pośrodku nieprzyjacielskich okrętów. O godzinie 6 mgła rozrzedziła się nagle na przeciąg zaledwie minuty, ale to wystarczyło, by rozpoznać, że eskadra znajduje się na odległość armatniego strzału od kilku wyposażonych w 74 armaty okrętów liniowych. Trudno było podjąć właściwą decyzję. Pełen temperamentu admirał rozkazał zmianę kursu w kierunku Korsyki.

"- Co pan robi? - zawołał generał - chce pan uciekać? W ten sposób zostanie pan rozpoznany. Niech pan dostosuje swoje manewry do manewrów nieprzyjaciela".

Rada była dobra, Anglicy nie nabrali żadnych podejrzeń. Wkrótce statki ponownie zakryła mgła. Admirał dla bezpieczeństwa zabrał z Ajaccio 2 feluki, łodzie żaglowe obsadzone potrafiącymi bardzo dobrze żeglować korsykańskimi marynarzami. Domagał się teraz, by pasażerowie przesiedli się do feluk, by popłynąć do Port-Cros, gdzie przybyliby w przeciągu nocy; on sam zamierzał powrócić na Korsykę. Ale głównodowodzący był innego zdania i polecił utrzymanie kursu na Antibes. Kilka godzin później spostrzeżono, że była to właściwa decyzja. Sygnały armatnie oddaliły się, nieprzyjacielska flota najwyraźniej obrała kurs na Korsykę. O świcie 9 października eskadra rzuciła kotwice w zatoce Frejus, naprzeciw Saint Raphael. Po trwającej 45 dni żegludze przybyto do Francji, unikając wielu niebezpieczeństw. Uwagę zwracał fakt, że w czasie całej podróży Napoleon w pełni zdawał się na admirała i nigdy nie wpadał w panikę. Jedynie dwukrotnie zmienił rozkazy admirała, co w obu przypadkach uratowało eskadrę.

19 maja 1798 roku Napoleon wypłynął z Tulonu w morze: przebywał zatem przez 16 miesięcy i 20 dni poza Europą. Podczas tego krótkiego czasu zajął Maltę, podbił Dolny i Górny Egipt, zniszczył 2 armie tureckie, wziął do niewoli ich dowódców, zdobył ich cały bagaż i całą artylerię polową, spalił Palestynę i Galileę oraz stworzył podstawy do opanowania najwspanialszej kolonii. Zaprowadził naukę i sztukę do ich kolebki. 

 

T. IV Roz. VI. Egipt pod władzą Klebera

I. Różnice nastrojów wśród żołnierzy. - II. Powstanie partii domagającej się opuszczenia Egiptu i powrotu do Francji. - III. List generała Klebera do Dyrektoriatu z dnia 26 września 1799 roku; Odpowiedź ministerstwa wojny z dnia 12 stycznia 1800 roku; Dostarczenie listu do Kairu 4 marca. - IV. Wydarzenia w Egipcie w miesiącach wrzesień-grudzień 1799 roku. - V. Konwencja z El-Arisz (24 stycznia 1800 roku). - VI. Przechwycenie przez Anglików listu Klebera z dnia 26 września 1799 roku; Wrażenie tego listu w Londynie oraz postanowienie gabinetu z St.James z dnia 17 grudnia 1799 roku. - VII. Bitwa pod Heliopolis (20 marca 1800). - VIII. Oblężenie Kairu; Kapitulacja (25 kwietnia 1800). - IX. Zamordowanie generała Klebera (14 czerwca 1800 roku).  
 


  I.

Generał Kleber dotarł do Aleksandrii 24 godziny po odpłynięciu fregat. Otrzymał od generała Menou swoje rozkazy i wygłosił następujące przemówienie do armii:

"Niezwykle ważne powody skłoniły głównodowodzącego generała Bonaparte do udania się do Francji. Niebezpieczeństwa morskiej podróży o tak niesprzyjającej porze roku, przez morze pełne nieprzyjacielskich okrętów, nie mogły go powstrzymać; chodzi o Wasze dobro.

Żołnierze!

Albo nadejdzie silna armia pomocnicza, albo chlubny pokój, który godny jest Was i Waszego trudu, zapewni Wam powrót do ojczyzny. Biorąc na siebie brzemię, które pozostawił mi Bonaparte, czułem, jak ważne i trudne jest moje zadanie. Z drugiej strony jednak doceniam Waszą odwagę, która tak często była ukoronowana świetnymi sukcesami, doceniam Waszą cierpliwość, z którą znosicie wszystkie Wasze cierpienia, doceniam w końcu fakt, że z takimi żołnierzami mogę wszystko przedsięwziąć i dlatego odczuwam zaszczyt, że mogę stać na Waszym czele, mieć honor, Wami dowodzić". 

Żołnierze byli przez wiele dni smutni; darzyli nieograniczonym zaufaniem generała, który w ostatnich 4 latach nieustannie  z chwałą wyprowadzał ich z trudnych sytuacji. Ale gdy poświęcili te pierwsze uczucia swojemu ukochanemu wodzowi, rozmawiali o katastrofach, które spotkały Republikę, o porażkach armii francuskich w Niemczech i we Włoszech, o zmianach sytuacji politycznej, które nastąpią po przybyciu ich generała.

"- On wpisze znowu zwycięstwa na francuskie sztandary, zdobędzie ponownie Włochy! Ten Kałmuk, pod którego stopami leży Republika Cisalpińska, dołączy do Beaulieu, Wurmsera i Alvinczy; partie, które aktualnie dzielą Republikę, zgromadzą się wokół człowieka, który cieszy się zaufaniem narodu. Gdy tylko przejmie stery państwa, utworzy on liczne armie, wyśle w morze silne floty i rozbije drugą koalicję, podobnie, jak rozbił pierwszą; wtedy będzie w stanie przyjść z pomocą naszej, przez niego szczególnie ulubionej armii. Ale czy uda mu się przedostać na tak powolnych żaglowcach przez wąskie akweny, na których pływa tyle angielskich i rosyjskich okrętów wojennych?"

W niepokoju czekano na wieści z Aleksandrii. Z pierwszych dowiedziano się, że południowa bryza utrzymywała się przez 36 godzin. Wkrótce dowiedziano się, że przybyły pośpiesznie z Cypru angielski commodore wielce się złościł, gdy stwierdził nieobecność fregaty w porcie. W przeciągu następnych 3 miesięcy otrzymywano, rozpowszechniane przez Anglików, wiadomości, które budziły wśród żołnierzy wiele niepokoju. Dopiero w styczniu do Egiptu dotarły równocześnie wieści o przybyciu Napoleona do Francji, przejęciu przez niego zgodnie z wolą ludu rządów i ogłoszeniu konstytucji roku VII.

Kleber był wśród żołnierzy mało znany, ale jego postawa wojskowa, rana odniesiona podczas szturmu Aleksandrii, jego wytrwałość pod górą Tabor i uznanie, którym cieszył się wśród oficerów Armii Sambry i Mozy napawały ich zaufaniem.

Napoleon napisał do Dywanu w Kairze, że otrzymał wiadomości o przybyciu na Morze Śródziemne floty z Atlantyku i do niej się udaje. Powróci wkrótce, by dokończyć swój wielki plan odbudowy ich arabskiej ojczyzny. Ulemowie uwielbiali go; podczas wszystkich wydarzeń ostatnich 15 miesięcy był niezmiennie łagodny wobec ludu i okazywał prawdziwy podziw wobec Proroka. Jego następca był mniej elastyczny i mało obeznany z nauką Koranu. Utrzymał jednak poranne audiencje, ale poufne rozmowy o Proroku ustały. Jego wspaniała postać robiły wrażenie na szejkach; na jego zamiłowanie do dyscypliny i porządku odpowiadali sprawiedliwością i nie byli ślepi na jego pozytywne cechy charakteru. W trakcie pierwszej audiencji Kleber zwrócił się do nich z następującą przemową:

"Ulemowie i wy wszyscy, którzy mnie słuchacie!

Na Wasze prośby i życzenia zamierzam odpowiedzieć nowymi czynami; ale działania są powolne, a lud wydaje się niecierpliwie pragnąć poznać los, który czeka go pod nowo mianowanym dowódcą. Powiedźcie mu zatem: przekazując mi władzę nad Egiptem Republika Francuska nakazała mi w pierwszym rzędzie dbać o szczęście ludu egipskiego, co ze wszystkich atrybutów mojej godności głównodowodzącego jest dla mnie najważniejsze. Swoje największe szczęście lud egipski znajduje w religii; moim najwyższym obowiązkiem jest otoczyć ją szacunkiem. Ale uczynię coś więcej: sam będę ją czcił i ze wszystkich moich sił przyczyniał się do jej świetności i sławy. Przysięgając to, nie martwię się o złoczyńców. Będą pilnowani przez wszystkich ludzi honoru i mnie informować. Tam gdzie chronione jest dobro i sprawiedliwość, zło musi drżeć: nad jego głową wisi miecz. Mój poprzednik Bonaparte, przez swoje bezinteresowne i zacne postępowanie zdobył prawo do miłości ulemów, szejków i wszystkich znaczących ludzi. Takie będzie też moje postępowanie. Pójdę jego śladami, również mnie dacie to, co daliście jemu. Powróćcie do swoich, zgomadźcie ich wokół siebie i powtarzajcie im: uspokójcie się! Rządy w Egipcie przeszły w inne ręce, ale w odniesieniu do Waszego szczęścia i dobrobytu wszystko pozostanie bez zmian".

Ta mowa zadowoliła szejków. 

  II.

Kleber nigdy nie dowodził samodzielnie armią. Uznawał wyższość zwyczajów, dyscypliny i organizacji armii austriackiej i nie miał jasnego pojęcia, co można zrobić z Francuzami. Wielki wpływ na niego mieli bracia Damas, z których jeden był jego adiutantem, a drugi szefem sztabu. Obaj nie byli wybitnymi oficerami, ich dusze nie wznosiły się zbyt wysoko; marzyli o powrocie do Francji. Kleber przez 8 lat służył jako oficer w austriackim pułku piechoty (Kleber był absolwentem szkoły wojskowej w Monachium, w latach 1777-1785 służył w armii austriackiej - przyp. tłum.). Wziął udział w kampanii przeciwko Turcji, przegranej przez cesarza Józefa II; tam nabrał zbyt wygórowanego respektu przed władzą Porty, wierzył, że może ona wystawić 200 000 janczarów, których dzielność pokona wszystkich. 

W momencie przybycia armia miała wiele uprzedzeń w stosunku do Egiptu; ale pod wpływem Napoleona poglądy te stopniowo zamieniły się w uczucia innego rodzaju. Ale gdy Kleber i jego sztab generalny nieprzychylnie mówili o tym kraju, obudziły się ledwie ucichłe nastroje; mimo tego armia pozostawała wierna swojej sławie i obowiązkom. W tym sensie wypowiadali się generałowie Menou, Reynier, Lanusse, Lagrange, Songis, wszyscy oficerowie inżynierii i artylerii, prawie wszyscy pułkownicy kawalerii i 5/6 pułkowników piechoty. W przeciwieństwie do nich chcieli oficerowie sztabu i około 200 innych oficerów albo komisarzy wojennych, a także urzędnicy administracji za wszelką cenę powrócić do Francji. Rozpowszechniali raport o czerwcowym posiedzeniu Rady Pięciuset, w czasie której mówcy opozycji ostro krytykowali wyprawę do Egiptu i wnieśli skargę przeciwko Dyrektoriatowi. Oficerowie starali się sprawić wrażenie zaniepokojonych sytuacją Republiki; mówili:

"- Opuszczenie Egiptu będzie miało dwa efekty: do armii francuskiej powróci zastęp dzielnych żołnierzy, wśród których jest wielu doskonałych oficerów, a Republika odzyska sojusznika, a mianowicie Wysoką Portę, której potrzebuje jako przeciwwagę do Austrii i Rosji. Poza tym niemożliwością jest dalsze utrzymanie się w tym kraju; nie można bowiem, nawet gdyby morze było wolne, liczyć na żadną pomoc. Francja potrzebuje wszystkich swoich wojsk, by bronić swoich granic. A tutaj naszym przeciwnikiem są klimat, dżuma, Mamelucy, Beduini oraz tureckie, rosyjskie i angielskie armie. Jak możemy przeciwstawić się tylu wrogom? Musimy w końcu ulec! Wielki Wezyr wyruszył już z Syrii na czele 80 000 ludzi, 10 000 Rosjan dotarło do Dardaneli, 20 000 Anglików przekroczyło Cieśninę Gibraltarską. Jak możemy stanąć naprzeciw tych 3 armii? Ulegniemy, a gdy do tego dopuścimy, nie będziemy mieli prawa do honorowej kapitulacji. Jako, że niemożliwym jest uratowanie Egiptu musimy na czas rozpocząć rokowania, by uratować armię".

Odpowiadano im:

"- Debata Rady Pięciuset nie ma żadnego znaczenia. Zrozumiałe, że Francuzi w obliczu grożącego niebezpieczeństwa żałują, że tylu dzielnych żołnierzy znajduje się poza granicami; ale 25 000 nie może w tych walkach przeważyć szali zwycięstwa. Potrzebna jest głowa, która pokieruje tymi ramionami; ta głowa jest teraz w drodze do Francji. Egipt zastąpi nam wszystkie nasze cukrowe kolonie i wcześniej albo później zapewni panowanie nad Indiami. Murad-bej jest już tylko stronnikiem; nie będzie trudności z jego pozyskaniem; boi się Osmanów i nieszczęsnego jedwabnego sznura. Beduini w ogóle się nie liczą; nasza kawaleria na wielbłądach pobije ich, gdy tylko oswoi się z pustynią. Nieprawdą jest, że armia rosyjska stoi nad Dardanelami; Porta nigdy nie wyrazi zgody, by grecko-ortodoksyjna armia rozbiła obóz pod murami jej seraju; półksiężyc i grecki krzyż nie mogą powiewać nad jednym i tym samym obozem. Poza tym armia rosyjska zajęta jest we Włoszech i Niemczech. Czy zniszczenie Armii Wschodu odpowiada polityce cara? Nie. Tak samo ryzykownym jest stwierdzenie, że armia angielska minęła już Cieśninę Gibraltarską; Anglicy zajęci są Irlandią; ich armia jest potrzebna w Europie, by mieć wpływ na rozstrzygnięcia w Holandii i Belgii. Gabinet z St.James wie doskonale, że tylko zwycięstwo drugiej koalicji zmusi Republikę do zrezygnowania w traktatach pokojowych z Egiptu. Wielki Wezyr oddalony jest jeszcze o 1000 kilometrów; raporty z Akki, Damaszku i Jerozolimy nie wspominają o nim ani słowem. Gdy przybędzie do Syrii, będzie musiał najpierw walczyć z Djezzarem Paszą. Ale gdyby nawet udało mu się zebrać armię, nie będzie ona, podobnie ja ta pobita pod górą Tabor, w stanie wytrzymać ataku jednej jedynej europejskiej dywizji. Nie mamy aktualnie żadnych wrogów; oczywiście możliwym jest, że jacyś przybędą; ale czy jest powód, by kapitulować, nie tylko nie będąc pobitym, ale nawet gdy jeszcze żadna wroga armia nie zadała sobie trudu przybycia do Egiptu? Gdy Anglicy wylądują na wybrzeżu Morza Śródziemnego, gdy Wielki Wezyr będzie miał za sobą marsz przez pustynię, będziemy mieli jeszcze wystarczająco dużo czasu, by skapitulować; byłoby przestępstwem, gdybyśmy teraz, kiedy nikt nas nie atakuje, uczynili coś, co zawsze możemy zrobić, gdy zostaniemy pokonani lub gdy przynajmniej staną przed nami przeważające siły wroga. Przecież żołnierze naprawdę nie powinni martwić się odległymi niebezpieczeństwami!" 

Ja to zwykle bywa, każdy pozostał przy swoim zdaniu. Ale te dyskusje podważyły wytrwałość i dobry nastrój żołnierzy. Również wśród oficerów zarysował się rozłam; głównodowodzący stracił poważanie; oddalił ze swojego otoczenia najdzielniejszych, którzy nie dzielili jego opinii i otwarcie wyrażali przeciwstawne poglądy. Stopniowo oswajano się z haniebną myślą o kapitulacji; to działo się w Armii Wschodu, dawnej Armii Italii, w której jeszcze niedawno tego rodzaju myśli doprowadziłyby du buntu! 

  III.

Gdy Kleber podjął swoje postanowienie, napisał do Dyrektoriatu, by go przygotować. W tym, napisanym 26 września, liście naszkicował ponury obraz swojego położenia:

1. liczebność armii zmalała o połowę w stosunku do tej, która wylądowała w Egipcie; nie jest w stanie wystawić więcej niż 8 000 żołnierzy; w dopisku obniżył tę liczbę nawet do 5 000.

2. armia jest nieodziana i niemożliwością jest zdobycie sukna; ma to duży wpływ na stan zdrowia żołnierzy; to jest rzeczywista przyczyna, że w szpitalach jest więcej ludzi niż w poprzednich latach.

3. zaległości w żołdzie wynoszą 4 miliony, w innych opłatach - 8 milionów; dochody są już z góry wydawane.

4. brakuje prochu, karabinów i armat, szpitale nie mają leków; a przecież do obrony jest niesamowicie rozległy obszar, zamieszkały przez 3 miliony ludności, która wciąż czeka na odpowiedni moment, by zamordować Francuzów.

Z innej strony Beduni są groźniejsi niż kiedykolwiek; są bardziej przyzwyczajeni do wojny niż w momencie naszego przybycia; Mamelucy nigdy nie byli tak mocni; Wielki Wezyr na czele 30 tysięcy ludzi dotarł do Gazy; nieco poniżej Kleber napisał, że Wezyr jest dopiero w twierdzy Akka, a w innym miejsce listu informował, że przybył dopiero do Damaszku. Armia rosyjska dotarła do Dardaneli. Wkrótce na wybrzeżu Morza Śródziemnego wyląduje armia angielska. Jak można oprzeć się tym siłom Porty, Anglii, Rosji, Mameluków i Beduinów dysponując jedynie 7 albo 8 000 ludzi, jak obsadzić nimi odcinek długości 2200 kilometrów i utrzymać w ryzach 3 miliony fanatyków?

Te informacje głównodowodzącego zostały uzupełnione do ostatniego szczegółu przez generała Damasa. Ale przez tego samego kuriera minister wojny otrzymał raporty  intendenta armii Daure i głównego płatnika Esteve z dnia 1 września. Poza tym otrzymał depesze od dowódcy inżynierii, generała Sanson, dowódcy artylerii, generała Songis i od 28 pułkowników piechoty, artylerii i inżynierii, które zaprzeczały twierdzeniom głównodowodzącego.

Kurier, który dostarczył te depesze, dotarł do Paryża w pierwszych dniach stycznia. Dyrektoriat był od dwóch miesięcy rozwiązany. Depesze otworzył minister wojny Berthier (Louis-Alexandre Berthier objął urząd ministra wojny po powrocie z Egiptu, 11 listopada 1799 roku - przyp. tłum.). Można sobie łatwo wyobrazić, jakie uczucia opanowały najwyższego urzędnika Republiki (mowa jest w tym miejscu o samym Napoleonie, który wskutek zamachu 18 brumaire'a objął urząd Pierwszego Konsula - przyp. tłum.), gdy przeczytał ten raport. Kleber założył, że jego raport przepadnie; wydawało mu się niemożliwym, żeby kurier przedostał się przez linię nieprzyjacielskich statków; fałszywym raportem chciał usprawiedliwić planowaną prze niego kapitulację. 

Minister wojny Berhier odpowiedział mu 12 stycznia:

Informował, że przedłożył rządowi list z 26 września 1799 roku, prezentując równocześnie depesze intendenta armii Daure i głównego płatnika Esteve, dowódców inżynierii i artylerii oraz dowódców pułków różnych gatunków broni; z tych raportów wynikało, że głównodowodzący Armii Wschodu i jego szef sztabu są źle poinformowani i nie mieli jeszcze czasu, by poznać rzeczywisty stan armii. W momencie odjazdu generała Bonaparte z Aleksandrii armia francuska liczyła 29 000 ludzi; połowa z nich to 14 500. Zestawienie intendenta wykazywało, że w miesiącach lipiec-sierpień rozdzielono po 35 tysięcy porcji; rozliczenie pana Esteve wykazywało, że w ciągu tych 3 miesięcy wypłacono żołd 28 000 Francuzom i 2 000 oddziałów posiłkowych. Z obejmujących czas do 1 września raportów różnych dowódców wynikało, że 14 pułków piechoty, 7 pułków kawalerii, oddział wielbłądów, korpus artylerii i inżynierii stanowiły siłę liczącą 28 500 ludzi, z których 24 000 było pod bronią i mogło wyruszyć w pole. Nadesłane przez pułkowników intedentury raporty informowały, że szycie nowych mundurów jest w trakcie, a magazyny są pełne potrzebnego sukna; ponadto znajdowało się tam 7 000 karabinów i 11 000 szabli kawaleryjskich. Raporty głównego płatnika wykazywały zaległy żołd w wysokości 1,5 miliona franków, ale zaległości podatkowe, na których wpływ liczył, wynosiły 16 milionów. Z zestawień zapasów magazynowych wynikało, że były one bogato zaopatrzone w chleb, napoje, drewno opałowe i siano, że uzupełnianie nie sprawiało kłopotów oraz, że główne produkty żywnościowe są w takim nadmiarze, że można je nabyć za niskie ceny. Raport wysłany przez generała Songis, podpisany przez dyrektora arsenału Faultiera, wynikało, że w magazynach było 3 000 gotowych karabinów zapasowych oraz części składowe dla dalszych 3 000; poza tym 1 426 dział, więcej niż 225 000 pocisków, 11 000 cetnarów prochu i 3 027 000 gotowych naboi. Oczywiście zapasów nigdy nie było za dużo, biorąc pod uwagę dużą ilość twierdz i baterii nadbrzeżnych. Nawiasem mówiąc, w Egipcie można było z uszkodzonych armat łatwo odlać wystarczającą ilość pełnych kul, nie brakowało też saletry do produkcji prochu. Wydano już rozkaz, by każdy wypływający statek zabierał amunicję. Najważniejszego, czyli armat polowych było więcej niż wystarczająco; zestawienia wykazywały 147 armat polowych, 70 000 kul pełnych i 27 000 gotowych pocisków wybuchowych.

Mamelucy, którzy w chwili przybycia Francuzów mieli pod bronią 12 000 jeźdźców i liczną flotyllę oraz wielkie skarby, odgrywali już tylko mało istotną rolę; Murad-bej miał zaledwie 400 ludzi; Ibrahim-bej, który w Gazie w Syrii nigdy nie dysponował ilością większą niż 900 ludzi, miał obecnie najwyżej 450; jeżeli głównodowodzący wierzył, że Ibrahim ma

2 000 ludzi, to został zmylony fałszywymi raportami. Beduini nie liczyli się zupełnie. Ani Rosjanie ani Anglicy nie myśleli o wysłaniu do Egiptu jakichkolwiek wojsk. Wielki Wezyr, według ostatnich wiadomości z Konstantynopola, stał jeszcze w Armenii i miał przy sobie jedynie 4 000 ludzi; Porta odczuwała dotkliwie straty poniesione w Syrii pod górą Tabor i pod Abukirem i nie była skłonna do poniesienia nowych ofiar. Największym zagrożeniem dla Armii Wschodu był duch niezgody, który wkradł się w szeregi i którego nieuniknionym skutkiem musiała być utrata dyscypliny.

Jest wolą Pierwszego Konsula, żeby generał Kleber utrzymał Egipt i w żadnym wypadku nie podpisywał kapitulacji. Jeżeli chodzi o rokowania dyplomatyczne, to generał Bonaparte został upoważniony przez poprzedni rząd do rokowań z Rosją, Portą, władzami krajów arfykańskich i indyjskich; w tym celu został wyposażony w specjalne pełnomocnictwa, które były związane z jego osobą i które on, po swoim powrocie, złożył w archiwum ministerstwa spraw zagranicznych. W liście napisanym do generała Klebera w Aleksandrii upoważnił on go do prowadzenia rokowań w następujących przypadkach:

1. jeżeli nie otrzyma on do maja z Francji żadnych wiadomości (w międzyczasie musiał on jednak otrzymać list)

2. jeżeli dżuma wystąpi z podwójną siłą w porównaniu do zarazy 1799 roku, kiedy to zmarło 700 żołnierzy.

Na koniec minister dodał: Egipt zostanie opuszczony tylko w przypadku podpisania traktatu pokojowego lub na podstawie specjalnego zezwolenia; jest upoważniony do zakomunikowania mu, że rząd odrzuci każdą konwencję, która będzie sprzeczna z instrukcjami; w przyszłości powinien on owe instrukcje traktować jako nieistniejące i martwić się jedynie o swój honor i obronę powierzonego odwadze armii Egiptu. 

  IV.

Dwie angielskie fregaty, przybyłe z Indii, zjawiły się pod Kosseir i 4-krotnie, a mianowicie 14, 15, 16 i 17 sierpnia podjęły próbę wysadzenia na ląd 400 sipajów. Ale generał Donzelot każdorazowo udaremniał te wysiłki, zdobywając przy tym 6-funtową armatę, którą sipajowie wyładowali na brzegu. 18 sierpnia fregaty odpłynęły z powrotem do Indii.

Osiadły w Małej Oazie Murad-bej od czasu do czasu dokonywał wypadów do delty Nilu. Pewnej nocy jego obóz okrążył generał brygady Morand, wziął do niewoli wielu Mameluków i zdobył cały bagaż oraz około 100 zebranych przez Murada koni. Sam bej został schwytany przez jednego z dragonów 20.pułku i tylko z trudem udało mu się uwolnić.

Pod koniec października w okolicach Sedimanu na granicy Fayoum został on znowu okrążony i ponownie stracił kilku ludzi. Murad-bej nie posiadał w całej dolinie Nilu już żadnego punktu oparcia, nie miał żadnego statku, żadnej armaty, żadnego magazynu; towarzyszyło mu jeszcze jedynie kilkuset najwierniejszych niewolników. Jak daleki był od tego Murada, który jak król mógł wystawić armię składającą się z 10 000 Mameluków, najwyborniejszą kawalerię świata,

20 000 Beduinów i 40 000 pieszej milicji; od tego Murada, który posiadał kilkaset uzbrojonych okrętów, zapasy i skarby wszelkiego rodzaju, tysiące wielbłądów i który - co było tyle samo warte, co wszystko pozostałe - był słynny z powodu swojego szczęścia, mądrości i odwagi! 

24 września 1799 roku przed Damiettą zjawił się Sir Sidney Smith na czele swoich 2 okrętów liniowych i 18 statków transportowych mających na pokładach oddziały tureckie; liczba statków transportowych wzrosła stopniowo do 53. 29 października Smith opanował opuszczoną wieżę, stojącą około kilometra od morza i uzbroił ją w 24-funtową armatę. 1 listopada na prawym brzegu Nilu pomiędzy morzem i jeziorem Menzaleh wylądowała, licząca 7 000 ludzi, dywizja janczarów. Generał brygady Verdier, dobry oficer, dowodził w Lesbeh 800 piechurami i 150 jeźdźcami. Pomaszerował przeciwko janczarom, którzy początkowo odważnie stawali naprzeciw Francuzów; ale gdy zostali zaatakowani bagnetami piechoty i przez dragonów ze skrzydła, cofnęli się w kierunku morza, w którego falach wszyscy, oprócz około 800 wziętych do niewoli, utonęli. Zdobyto 32 sztandary; na polu bitwy pozostała jedna 24-funtowa armata i 4 armaty polowe.

Po tej heroicznej akcji Sir Sidney Smith podniósł kotwice i odpłynął. Czyżby chciał zdobyć Egipt na czele 6-7 000 janczarów albo zamierzał zająć Lesbeh i Damiettę i tam się umocnić? Trudno sobie wyobrazić, co właściwie zamierzał; ta akcja była jeszcze mniej rozsądna niż akcja pod Abukirem. Wśród jeńców był też Ismael-bej, dowódca dzielnych janczarów; rzekł on wzdychając:

"- W ten sposób sułtan z Konstantynopola traci elitę janczarów. Na czele mojej dywizji pobiłbym całą armię Wielkiego Wezyra składającą się jedynie z azjatyckich oddziałów".

Turcy w Konstantynopolu doskonale wiedzieli, jakie szkody Sir Sidney Smith wyrządził jej armii. Zniszczenie pod Akką i Abukirem Armii Rodos oraz dywizji janczarów, która w tak głupi sposób została poświęcona pod murami Damietty, wzmogło w najwyższe nieufność Porty w stosunku do Anglików, a w szczególności do Sir Sidneya Smitha. Commodore był bardzo ruchliwy i intrygancki, ale potrafił tylko w niewielkim stopniu ocenić sytuację, co czyniło go najnieodpowiedniejszym człowiekiem do prowadzenia ważnego przedsięwzięcia.

Na początku listopada Djezzar skoncentrował pod Akką swoje oddziały z Jaffy i Gazy, by bronić swojego paszalika przed Wielkim Wezyrem, którego awangarda dotarła wreszcie do Jordanu.

Armia francuska była na nowo umundurowana i wzmocniona zwolnionymi ze szpitali chorymi i rannymi spod Abukiru; nigdy nie była wspanialsza, nie miała doskonalszej dyscypliny i lepszego nastroju. Wszystkie obawy generała Klebera zostały rozproszone; był zmuszony w kolejnych raportach przysyłanych rządowi, sam to przyznać; niestety nie zmieniło to jego zgubnej polityki.     

  V.

Natychmiast po swoim wylądowaniu pod Aleksandrią Napoleon nawiązał rokowania z Portą i paszami Trypolisu i Akki; tego wymagał charakter jego przedsięwzięcia. Do Wielkiego Wezyra napisał najpierw za pośrednictwem astronoma Beauchampa, którego kazał zaokrętować na pokład zdobytej tureckiej karaweli w październiku 1798 roku; w dzień po bitwie pod górą Tabor posłał do niego z Nazaretu jednego z damasceńskich effendi i w końcu 28 sierpnia 1799 roku z Kairu wziętego w bitwie pod Abukirem Mehemeda Effendi.

Mehemed spotkał Wezyra w stolicy Armenii, Erewaniu, przekazł mu list generała Bonaparte i przeprowadził z nim kilka rozmów, w których opowiedział wszystko, co widział i słyszał.

Wielki Wezyr w pełni zrozumiał sytuację i wysłał effendiego ze swoją odpowiedzią, która dotarła do Kairu 12 października. Napoleona nie było już od 6 tygodni. Kleber wysłał 17 tego samego miesiąca Mehemeda z powrotem; ale odszedł od zachowania swojego poprzednika i wysunął kilka propozycji; jego oficerowie byli nieostrożni w rozmowach z effendim i wzbudzili w nim nadzieje. Również szejkowie z Kairu rozpoznali nastrój panujący w kwaterze głównej. Effendi spotkał Wielkiego Wezyra w pobliżu Damaszku i zobrazował mu sytuację wśród Francuzów po odjeździe Napoleona.

Również Sir Sidney Smith dokładnie znał nastroje kwatery głównej. Rozpoczął ze swojej strony rokowania, pisząc 26 października do generała Kleber; jego list datowany był z pokładu okrętu "Tiger" na redzie Damietty, 2 dni przed szaloną próbą lądowania. Pisał, że został powiadomiony o rozpoczęciu rokowań z Wielkim Wezyrem; Porta jest jednak zobowiązana traktatem z 5 stycznia 1799 roku, który on, jako pełnomocnik króla Anglii, podpisał; Porta, Rosja i Anglia zdecydowały się na wspólne działania, dlatego nie może być podpisany żaden separatystyczny traktat pokojowy, a Anglia jest główną siłą tego układu.

"Jestem jednocześnie  - pisał - posłem pełnomocnym Jego Brytyjskiej Wysokości, którego mam honor reprezentować i dowódcą eskadry krążowniczej Lewantu. W odniesieniu do pierwszej funkcji żadne rozmowy  nie mogą się odbyć bez mojego udziału, w odniesieniu do drugiej - bez mojej zgody żaden ruch, ani wiadomość na morzu nie mogą mieć miejsca".

Po tym wstępie odpowiedział na właściwe pytanie: zaproponował generałowi opuszczenie Egiptu i zaoferował przewiezienie całej armii francuskiej, nie w charakterze jeńców, lecz z bronią, sztandarami, bagażami do wybrzeży Francji.

Po kilku rozmowach wstępnych ustalono, że dwaj francuscy przedstawiciele, wyposażeni w pełnomocnictwa generała Klebera udadzą się na pokład okrętu "Tiger", który w tym celu miał rzucić kotwicę na redzie Damietty. Na podstawie tego ustalenia 21 listopada generał Desaix i generalny kontroler Poussielgue wstąpili na angielski pokład. Po kilku dniach, w których cierpieli na chorobą morską, usiedli i sformowali swoje warunki:

1. zawarcie ostatecznego pokoju z Portą

2. zerwanie stosunków Turcji z koalicją i ponowne nawiązanie ich z Francją

3. poręczenie przez Anglię stanu posiadania Imperium Ottomańskiego

4. zwrot wszystkiego, co alianci zabrali Francji na Morzu Śródziemnym jako rekompensata za opuszczenie Egiptu

5. przewiezienie armii francuskiej z armatami, bronią i bagażami prostą drogą do Tulonu, gdzie od momentu przybycia stałaby do dyspozycji jej rządu.

Kilka dni później sprecyzowano te propozycje i zażądano w zamian za opuszczenie Egiptu przekazania Francji Korfu, Santa Maura, Kefalonii, Zante i Cerigo oraz zakończenia oblężenia Malty.

Odpowiedź commodore brzmiała:

1. by prowadzić rokowania i podpisać traktat pokojowy pełnomocnicy musieliby być zaopatrzeni w pełnomocnictwa swoich rządów; Wielki Wezy posiadał takie pełnomocnictwo siłą swojego stanowiska; on sam posiada takie dokumenty; francuscy wysłannicy musieliby zatem pokazać swoje, by można było dokonać ich wymiany; jeżeli posiadają jedynie pełnomocnictwa swojego głównodowodzącego, to nie mają one dyplomatycznego charakteru; w tym przypadku francuscy wysłannicy byliby jedynie komisarzami, których misja polega na ustaleniu i podpisaniu porozumienia;

2. w traktacie podpisanym przez Portę z Anglią i Rosją zobowiązała się ona do wspólnego z nimi działania, dlatego niemożliwym jest podpisanie traktatu pokojowego pomiędzy nią i Francją;

3. Korfu, Santa Maura, Kefalonia, Zante i Cerigo są w rękach rosyjskich, wyspy Gozo i Malta, za wyjątkiem La Valetty, w rękach króla Neapolu; o losie tych terenów, które nie były w ich posiadaniu ani on w imieniu Anglii ani Wielki Wezyr w imieniu Porty nie mogą rozstrzygać;

4. posiadłości imperium tureckiego zostały przez Anglię potwierdzone postanowieniami traktatu z 5 stycznia 1799 roku; zbędnym byłoby więc, je teraz powtarzać; do tego punktu commodore dołączył dokładny odpis podpisanego przez niego samego traktaut z 5 stycznia;

5. obecne rokowania mogą zatem dotyczyć jedynie opuszczenia Egiptu.

"Armia francuska - oświadczył - jest otoczona i może w każdej chwili zostać zaatakowana, ale w żadnym wypadku nie jest pokonana. Jej odwaga, bohaterstwo, jej sława upoważnia do założenia, że potrafi stawić opór. Nie musi zatem kapitulować i ma prawo wymagać, że zostaną jej zostawione broń, armaty, sztandary i jej osobisty majątek, że zostanie najkrótszą drogą przetransportowana do Tulonu i Marsylii oraz, że, nie będąc wzięta do niewoli, będzie do dyspozycji jej rządu".

Francuscy komisarze głośno protestowali przeciwko niestosowności tych propozycji. Bezwarunkowe opuszczenie Egiptu nie może dojść do skutku.

"- Przyznaje pan - mówili - że nie jesteśmy pokonani, że nie potrzebujemy kapitulować; ale to, co pan proponuje, nie jest niczym innym, jak kapitulacją. Dlaczego jest nasza armia okrążona ze wszystkich stron?"

" -Dlaczego? - odpowiedział commodore - my mamy 2 fregaty na Morzu Czerwonym, wiele okrętów liniowych w Lewancie i niezliczoną armię turecką, która już odmaszerowała z Syrii."

" - Ale by stwierdzić, że armia francuska jest okrążona ze wszystkich stron - skontrował Desaix - oprócz armii Wielkiego Wezyra w Syrii musiałyby istnieć: armia angielska, która wylądowałaby już na wybrzeżu Morza Śródziemnego koło Damietty albo Abukiru; armia Etiopczyków lub Abisyńczyków, która przekroczyłaby już wielką kataraktę na Nilu i dotarła do kraju Barabrów;  i czwarta, która dotarłaby już do oaz z krajów murzyńskich wnętrza Afryki. Ale nawet, gdyby to wszystko już nastąpiło i tak armia francuska nie byłaby jeszcze okrążona, ponieważ te armie oddzielałyby pustynie, bagna, rzeki, twierdze. My wiemy dokładnie, ile warta jest armia Wielkiego Wezyra; mnóstwo tego typu oddziałów widzieliśmy pod piramidami, pod górą Tabor; z garścią naszych pobiliśmy pod Abukirem i Damiettą lepiej od niej zorganizowane oddziały, będące elitą armii tureckiej. Ponadto mamy konkretnie określone dyrektywy. Każde wojskowe porozumienie, obojętnie, jaką nazwą upiększone, będzie kapitulacją. Armia francuska nigdy nie zgodzi się na takie poniżenie".

Ponieważ Sir Sidney Smith nie widział postępów w rokowaniach, pożeglował do Jaffy, rzucił tam kotwice i udał się do Gazy do obozu Wielkiego Wezyra; chciał udzielić mu rad i omówić sytuację.

Gdy premier turecki z wiadomości z Kairu i raportów Mehemeda Ali poznał, że po wyjeździe Napoleona nastrój bardzo się zmienił, a nowy głównodowodzący był skłonny do opuszczenia kraju, podszedł do Jordanu. Podzielił się otrzymanymi informacjami z Djezzarem Paszą i pogodził się z nim. Rozpowszechniając wieści, że wszystko jest w porządku, a jego marsz przez pustynię nie ma na celu wojny, lecz jedynie splądrowanie Egiptu skłonił 5 syryjskich paszalików do przyłączenia się do niego. Gdy jego siły osiągnęły liczbę 30 000, okrążył siłami liczącej 6 000 ludzi dywizji El-Arisz. Prace oblężnicze prowadził angielski major Douglas, ale przy braku dyscypliny wśród Turków, braku materiału do budowy szańców i ciężkiej artylerii nie miał on najmniejszej nadziei na sukces. Umocnienia tej twierdzy były znacznie rozszerzone; zajmował ją 500-osobowy garnizon dowodzony przez szefa batalionu inżynierii Cazalsa. W 8 dniu oblężenia oblegający nie byli jeszcze dalej, niż w dniu jego rozpoczęcia, straty oblężonych wynosiły 2 zabitych i 5 rannych. Wtedy wśród załogi wybuchł bunt. Zdrajcy sprowadzili pod wały Turków. O zgrozo! Francuscy żołnierze sami opuścili drabiny i liny, po których wspiął się nieprzyjaciel !! To przestępstwo nie pozostało bez kary: akurat ci nieszczęśnicy zostali jako pierwsi rozniesieni na szablach; ich głowy z triumfem noszono po całej Syrii. Szef batalionu Cazals zwątpił, ale miał jeszcze tyle czasu, by schronić się w odpornych na bombardowanie domach w głębi fortu, trzymania nieprzyjaciela przez pół godziny w szachu, by dopiero potem zgodzić się na kapitulację. Uratował w ten sposób swoją załogę.

Ta niespodziewana katastrofa wywołała wielki zachwyt Wielkiego Wezyra. Wołał:

"- To było najwspanialsze zwycięstwo całego stulecia! Car Rosji, gdy dowie się o tym wspaniałym wydarzeniu, nabierze innego zdania o tureckiej odwadze".

W międzyczasie do obozu w El-Arisz przybył commodore; poinformował pozostałych w Jaffie francuskich komisarzy o wydarzeniach w El-Arisz i dopisał, że nie ma nic bardziej pięknego, ale również bardziej dzikiego niż armia turecka. Powróciła wielkość starych armii muzułmańskich w całej swojej sile. Soliman, Bajazet albo Selim nigdy nie mieli pod swoimi rozkazami tak gardzących śmiercią wojowników. Niemożliwością jest więc dla niego, w środku tak fanatycznej armii zapewnić bezpieczeństwo francuskich komisarzy; powinni więc pozostać w Jaffie i czekać tam na jego powrót.

Commodore obawiał się obserwacji generała Desaix, który na pierwszy rzut oka właściwie oceniłby tę żałosną turecką bandę. Ale właśnie z tego powodu Desaix płonął z pragnienia zobaczenia z bliska tę orientalną armię.

Nie troszcząc się zatem o rady Sir Sidneya Smitha wyruszył wraz z Poussielgue do Gazy, a stamtąd do El-Arisz; zostali tam przyjęci przez Turków z wielkim poważaniem i byli wśród nich całkowicie bezpieczni. Po kilkudniowej obserwacji hałaśliwych tłumów, Desaix napisał do Klebera:

"Niech się Pan strzeże przed opuszczeniem Egiptu! Opowiada się, że we Francji miał miejsce przewrót i Bonaparte stoi na czele państwa. Ta tak zwana armia Wielkiego Wezyra to nędzna banda rozbójników; oczywiście jest wśród nich kilka odważnych, ale tylko niewielu. Cała ta armia nie jest w stanie odeprzeć ataku jednej naszej dywizji. Turcy twierdzą, że dysponują 80 000 ludzi; według mojego szacunku nie liczą więcej niż 30 000. Opowiadają o spodziewanym przybyciu Rosjan; prezenty przeznaczone dla rosyjskich generałów i oficerów leżą rozłożone w namiotach, w których odbywają się nasze rokowania. Widzi Pan, jak prymitywna jest ta pułapka! Gdyby czekali na jakąkolwiek armię europejską, nie rozpoczęliby tej kampanii".

Ale depesze pisane przez Poussielgue brzmiały zupełnie inaczej! Wyolbrzymiał jeszcze bardziej to, co mówili Wielki Wezyr, Reis Effendi i angielski commodore: armia turecka jest niezliczona; jest straszliwa w swojej złości, załoga El-Arisz została przez nią wycięta w pień. W obozie wszędzie stały piki z odciętymi głowami; dziennie ginęli w obozie ludzie; namiot Wielkiego Wezyra jest podziurawiony kulami. 12 paszów było w drodze do obozu; wtedy armia liczyć będzie

200 000. Armia rosyjska dotarła już do Dardaneli itd. itd. 

Kleber skoncentrował swoją armię pod Salijeh. Gdy dotarły do niego wieści o upadku El-Arisz, opanowały go znowu wyobrażenia o armii tureckiej nabyte podczas kampanii węgierskich. Nie zważając zupełnie na to, co pisał mu generał Desaix, który był przecież naocznym świadkiem, wierzył, że by ratować armię nie pozostaje mu nic innego, jak kapitulacja. Odwołał swoje pierwotne instrukcje i upoważnił swoich przedstawicieli do rokowań w sprawie opuszczenia Egiptu. Ta wiadomość wywołała wielką radość u angielskiego commodore, który zaproponował wszystko, by usunąć wszelkie przeszkody; 24 stycznia podpisano konwencję; kilka dni później została ona ratyfikowana przez Klebera i Wielkiego Wezyra. Traktując ją jako wojskową kapitulację, konwencja była we wszysktich jej punktach bardzo honorowa; była starannie opracowana i nie pomijała żadnych środków ostrożności. Wielki Wezyr podpisał ją jako premier rządu tureckiego, dowódca armii na lądzie i morzu, Sir Sidney Smith w swojej podwójnej roli jako pełnomocny przedstawiciel Wielkiej Brytanii oraz jako dowódca eskardy Lewantu. Przedstawiciel Rosji podpisał jako poręczyciel. 

Treść konwencji była następującą:

"By udowodnić, że życzy sobie zakończenia przelewu krwi i nieszczęsnego konfliktu pomiędzy Republiką Francuską i Wielką Portą, armia francuska jest gotowa, zgodnie z postanowieniami niniejszej konwencji, opuścić Egipt - w nadziei, że jej gotowość przyczyni się do przywrócenia ogólnego europejskiego pokoju. 

I. Armia francuska ze swoją bronią, bagażami i własnością prywatną wycofa się do Aleksandrii, Rosetty i Abukiru, by tam się zaokrętować i zostać przewieziona do Francji; potrzebne do tego statki, oprócz posiadanych przez Francuzów, postawi Porta do dyspozycji; by statki te odpowiednio przebudować, w miesiąc po ratyfikacji konwencji do twierdzy Aleksandria wysłany zostanie komisarz Wysokiej Porty wraz z 50 ludźmi.

II. Z dniem podpisania niniejszej konwencji w Egipcie rozpocznie się 3-miesięczne zawieszenie broni; jeżeli jednak po upływie tego terminu statki, które ma postawić do dyspozycji Wysoka Porta, nie będą gotowe, zawieszenie broni przedłuża się aż do dnia zaokrętowania. Jest oczywiste, że obie strony uczynią wszystko, by podczas zawieszenia broni nie był zakłócany spokój armii i ludności.

III. Przeprawa armii francuskiej odbędzie się zgodnie z ustaleniami komisarzy, powołanych do tego celu przez Wysoką Portę i głównodowodzącego generała Klebera. Gdyby podczas zaokrętowania doszło wśród wyżej wspomnianych komisarzy do różnicy poglądów, commodore Sir Sidney Smith powoła trzeciego komisarza, który podejmie decyzję opartą o przepisy marynarki angielskiej.

IV. Twierdze Katijeh i Salijeh zostaną po 8, a najpóźniej po 10 dniach po ratyfikacji niniejszej konwencji opuszczone przez armię francuską. Miasto Mansurah opuszczone zostanie w 15 dniu, Damietta, Balbes w 20 dniu. Ewakuacja Suezu odbędzie się 6 dni przed Kairem. Pozostałe twierdze na wschodnim brzegu Nilu zostaną zwolnione w 10, delta Nilu w 15 dniu po opuszczeniu Kairu. Zachodni brzeg Nilu  i przynależne tereny pozostaną aż do opuszczenia Kairu w rękach Francuzów. Ponieważ jednak miejsca te muszą pozostać zajęte przez armię francuską aż do przybycia wszystkich oddziałów z Górnego Egiptu, lewy brzeg Nilu zostanie opuszczony dopiero po upływie zawieszenia broni, o ile wcześniejsza jego ewakuacja nie będzie możliwa. Opuszczane przez armię twierdze i miejscowości przekazane zostaną Wysokiej Porcie w stanie, w jakim się aktualnie znajdują.

V. Miasto Kair zostanie, o ile to możliwe, opuszczone w przeciągu 40 dni, najpóźniej jednak w przeciągu 45 dni po dokonaniu ratyfikacji niniejszego traktatu.

VI. Ustalono dokładnie, że Wysoka Porta podejmie wszelkie środki, by francuskie oddziały, udające się z bronią i bagażem ze wszystkich zajmowanych dotychczas przez siebie punktów do armii głównej na zachodnim brzegu Nilu nie będzie w trakcie swojego marszu w odniesieniu do siebie, ich własności i honoru, molestowana ani przez ludność Egiptu ani przez oddziały cesarskiej ottomańskiej armii.

VII. Zgodnie z poprzednim artykułem, by uniknąć wszelkich kłótni i wrogości, podjęte zostaną środki zapewniające wystarczającą odległość oddziałów tureckich od francuskich.

VIII. Natychmiast po ratyfikacji niniejszej konwencji wszyscy Turcy i poddani Wysokiej Porty, niezależnie od narodowości, którzy są w niewoli we Francji albo w stojącej w Egipcie Armii Wschodu, zostaną zwolnieni, podobnie wszyscy Francuzi, znajdujący się w jakichkolwiek miastach albo portach Imperium Ottomańskiego, jak również wszyscy należący do francuskich przedstawiciel lub konsulatów bez względu na narodowość.

IX. Bezpośrednio po opuszczeniu Egiptu rozpocznie się zwrot posiadłości i własności ich właścicielom, zarówno tubylczym, jak i poddanym obu podpisujących konwencję mocarstw albo wypłacanie odszkodowania w gotówce. Realizacja tego postanowienie odbędzie się w Konstantynopolu przez mianowanych w tym celu komisarzy.

X. Żaden mieszkaniec Egiptu, obojętnie jakiej wiary, nie może być napastowany z powodu swoich kontaktów utrzymywanych z Francuzami podczas ich pobytu w Egipcie.

XI. Armii francuskiej zostaną wystawione zarówno przez Wysoką Portę, jak i przez jej sojuszników, a mianowicie Wielką Brytanię I Rosję paszporty i glejty oraz postawione do dyspozycji statki towarzyszące, by zapewnić jej bezpieczny powrót do Francji.

XII. Wysoka Porta, jak i jej sojusznicy obiecują, że francuska Armia Wschodu od momentu jej zaokrętowania aż do dotarcia do stałego lądu nie będzie w żaden sposób niepokojona; ze swojej strony generał Kleber i francuska Armia Wschodu obiecują, że w tym czasie nie podejmą działań wojennych ani przeciwko flocie ani przeciwko państwu Wysokiej Porty i jej sojuszników; statki transportujące wspomnianią armię nie wylądują na żadnym, poza francuskim wybrzeżu, poza przypadkami absolutnej konieczności.

XIII. Zgodnie ze wspomnianym 3-miesięcznym zawieszeniem broni ustalonym z armią francuską na opuszczenie Egiptu, podpisujące traktat strony ustalają, że statki francuskie, które w czasie trwania zawieszenia broni bez wiedzy floty sojuszników zawiną do portu w Aleksandrii, opuszczą go natychmiast po uzupełnieniu zapasów wody i prowiantu, wyposażone w paszporty koalicji i powrócą do Francji. Gdyby koniecznym było przeprowadzenie napraw, wolno im zostać tak długo, aż awaria zostanie usunięta; ale wtedy muszą one przy pierwszych korzystnych wiatrach natychmiast odpłynąć do Francji.

XIV. Głównodowodzący generał Kleber może natychmiast wysłać wyposażone w odpowiednie glejty awizo, by poinformować rząd francuski o ewakuacji Egiptu.

XV. Uznając fakt, że armia francuska w trakcie ustalonej na 3 miesiące ewakuacji oraz w ciągu kolejnych 3 miesięcy po zaokrętowaniu potrzebuje wyżywienia, ustala się, że na czas ewaukacji i podróży zostaną dostarczone jej konieczne ilości pszenicy, mięsa, ryżu, jęczmienia i słomy zgodnie z zestawieniem, które bezpośrednio po zakończeniu rokowań przekażą francuscy pełnomocnicy. Zapasy pobrane przez armię z magazynów po ratyfikacji tego traktatu będą uwzględnione w ilości dostarczonej przez Wysoką Portę.

XVI. Po ratyfikacji niniejszego porozumienia armia francuska nie będzie pobierała w Egipcie żadnego rodzaju podatków; wręcz przeciwnie, przekaże Wysokiej Porcie wszystkie normalne podatki zapłacone do momentu odjazdu, to samo dotyczy wszystkich wielbłądów, dromedarów, zapasy amunicji i inne rzeczy, których nie zamierza zabrać, poza tym zapasy zboża, pochodzące z pobranych już podatków w naturze. Komisja, składająca się ze specjalnie sprowadzonych komisarzy Wysokiej Porty, najwyższego dowódcy sił Wielkiej Brytanii, przy współudziale pełnomocników wyznaczonych przez generała Klebera, oszacuje te wszystkie rzeczy i wypłaci oszacowaną sumę o maksymalnej wysokości 3000 worków (kefer), którą armia francuska potrzebuje by przyspieszyć jej przemieszczanie i zaokrętowanie. Jeżeli szacowane rzeczy nie osiągną tej wartości, brakującą sumę wypłaci Wysoka Porta w formie pożyczki, która zostanie zwrócona przez rząd francuski na podstawie zaświadczeń wystawionych przez upoważnionych przez generała Klebera komisarzy.

XVII. Ponieważ z powodu ewakuacji Egiptu armia francuska poniesie wysokie koszty otrzyma ona po ratyfikacji niniejszego porozumienia określoną powyżej sumę w następujących ratach: po upływie 15 i 30 dni po 500 worków; 40, 50, 60, 70 i 80-tego dnia po 300 i wreszcie 90-tego dnia 500 worków. Worek zostanie rozliczony po 500 tureckich srebrnych piastrów. Przekazów tych dokonają komisarze wysłani przez Wysoką Portę bezpośrednio po wymianie ratyfikowanych dokumentów do Kairu i innych zajętych przez armię francuską miast.

XVIII. Podatki zebrane przez Francuzów w różnych częściach Egiptu po ratyfikacji, a przed podaniem do publicznej wiadomości, zostaną zwrócone.

XIX. By ułatwić i przyspieszyć ewakuację, wszystkie francuskie statki handlowe, znajdujące się obecnie w egipskich portach, otrzymają w miesiącach zawieszenia broni możliwość swobodnego poruszania się pomiędzy Damiettą, Rosettą i Aleksandrią.

XX. Ponieważ bezpieczeństwo Europy najwyższych środków ostrożności przeciwko przywleczeniu dżumy wymaga, by osoby chore albo podejrzane o chorobę nie zostały zaokrętowane. Zarażeni dżumą lub inni chorzy, którzy w momencie ewakuacji nie są zdolni do transportu, pozostaną w szpitalach, gdzie będą pod szczególną ochroną Wielkiego Wezyra i będą pielęgnowani przez francuskich lekarzy wojskowych, którzy pozostaną przy nich tak długo, aż ich stan zdrowia pozwoli na wyjazd, który powinien nastąpić tak szybko, jak to tylko możliwe. Artykuły XI i XII tej konwencji odnoszą się do nich podobnie jak do całej armii. Głównodowodzący francuskiej Armii Wschodu zobowiązuje się surowo zabronić dowódcom zaokrętowanych oddziałów, wysadzenia na ląd ozdrowieńców w innych niż wyznaczonych przez oficerów sanitarnych portach, zapewniających konieczne obiekty do przejścia zwyczajowej i niezbędnej kwarantanny.

XXI. Wszystkie różnice poglądów na temat punktów, które w niniejszej konwencji pominięto, zostaną dla ułatwienia ewakuacji wyjaśnione w przyjazny sposób pomiędzy Jego Wysokością Wielkim Wezyrem i głównodowodzącym generałem Kleber.

XXII. Niniejsza konwencja będzie ważna dopiero po obustronnej ratyfikacji, która nastąpić powinna w przeciągu 8 dni. 

Gdy armia dowiedziała się, że ma oddać swoje wspaniałe zdobycze nędznej bandzie, którą pobiła pod górą Tabor, ścisnęły się serca żołnierzy. Na darmo szukano powodów, tłumaczących ten osobliwy traktat. Armia nie otrzymała żadnego rozkazu od rządu, była całkowicie nienaruszona, nic jej nie brakowało; wszystkie twierdzenia zawarte w protokole rady wojennej były fałszywe, przesadzone lub bez znaczenia. Z innej strony cieszono się oczywiście z powrotu do Francji, do swoich bliskich, by, być może, zdobyć nowe laury nad Padem, Adygą i Dunajem!

Twierdze Katijeh, Salijeh, Belbes, Lesbeh i Suez, wszystkie forty Górnego Egiptu, cały prawy brzeg Nilu na wschód od odnogi koło Damietty zostały przekazane Turkom. Wielki Wezyr z przepychem ciągnął przez pustynię; jego armia napływała ze wszystkich stron; nadzieja na rabunek bogatej, żyznej doliny Nilu budziła chciwość wszystkich rozbójników pustyni.

Konwencja była przez obie strony wiernie wypełniana; komisja złożona z Francuzów, Turków i Anglików spotykała się permanentnie i sprawiedliwie rozwiązywała każdy pojawiający się problem. Administracja miejska przekazała została Wielkiemu Wezyrowi, który przekazał ją Mustafowi Paszy. Wszystkie znaczące osobistości rzuciły się Jego Wysokości do stóp, prosząc o wybaczenie i przelicywywali się, zgodnie z obyczajami Wschodu, w dobrowolnych podarunkach. Egipcjanie popadli znowu w stare otępienie, powrócili w poprzednie niewolnictwo. Jutrzenka cywilizacji świeciła im jedynie przez moment, teraz każdy starał się jedynie o to, by zapomniano, co niedawno powiedział lub zrobił.

Murad-bej wykorzystał ewakuację armii francuskiej, by zgromadzić wokół siebie nowe siły. Przekazał Wielkiemu Wezyrowi gratulacje i otrzymał od niego firman; Kleber dał mu glejt. Po przybyciu w okolice Kairu bej przywitał życzliwie oddelegowanego na jego przywitanie francuskiego generała Moranda, okrył go futrem i podarował mu pięknego rumaka, mówiąc przy tym:

"- Mój podarunek jest niewiele wart, ale temu winni są Francuzi, którzy wszystko mi zabrali!"

W drodze do Kairu Murad zobaczył kawalerię francuską z wyciągniętymi szablami; na jej widok zadrżał. Zauważył to dowodzący kawalerią generał Leclerc i udał się wraz z 2 adiutantami w środek Mameluków, jako pewnego rodzaju dobrowolny zakładnik (Pierre-Jean Leclerc d'Ostein, 1741-1800 - generał brygady, uczestnik kampanii egipskiej początkowo jako dowódca brygady kawalerii, następnie dowódca kawalerii całej armii, zmarł w Kairze. Nie należy go mylić z generałem Victorem-Emmanuelem Leclerc, szwagrem Napoleona, zmarłym w 1802 roku na San Domingo - przyp. tłum.). Murad uważnie obserwował francuską kawalerię, która z kolei oglądała go z przyjemnością, z jaką ogląda się odważnych ludzi. Egipcjanie, w szczególności Mamelucy, nie rozumieli nic z tej gry, której byli świadkiem: fakt, że ta niezwyciężona armia wycofuje się przed taką hołotą, było cudem, którego nie potrafili sobie wytłumaczyć.

Wielki Wezyr przyjął Murada-beja bardzo chłodno i powiedział surowym tonem:

" - Wy Mamelucy odważacie się jedynie walczyć przeciwko waszym panom; nawet przez jeden dzień nie broniliście kluczy do świętej Kaaby przeciwko garstce niewiernych, którzy na mój widok uciekają jak słabe gazele. Gdy podejdę bliżej, pierzchną na wszystkie strony jak piasek pustyni przy pierwszym podmuchu chamsinu".

Odważny Murad-bej podniósł się oburzony i zawołał z ogniem w oczach:

"- Wezyrze, dziękuj Prorokowi, który kieruje sercem i wolą ludzką, ale mylisz się co do powodu Twojego szczęścia; tylko miłość do ojczyzny, ich żon i dzieci zaślepiła tych niewiernych i uczyniła nieczułych na piękno Nilu. Ale proś Allacha, żeby nie zmienili swojego stanowiska; zobaczyłbyś, że te bojaźliwe gazele mogą być groźniejsze niż głodne lwy pustyni i potrafią dokonać wielkich zniszczeń w szeregach Twojej armii; ani jeden z Twoich ludzi nie zobaczyłby kwiecistych łąk Syrii!"

Wielki Wezyr był rozsądnym człowiekiem i zrozumiał, że dał się ponieść będącej nie na miejscu próżności; stał się przyjaźniejszy i spróbował zdobyć beja komplementami. Murad udał się do swoich ludzi i dołączył z nimi do armii tureckiej. 

  VI.

Kilka tygodni po odpłynięciu statku, kótry zabrał list generała Klebera z dnia 26 września 1799 roku, przekazano duplikat tej depeszy kapitanowi Barras, którego statek płynął do Francji. Statek ten został w pobliżu wybrzeża Prowansji zdobyty przez Anglików; Barras wrzucił tak nieudolnie swoje depesze do wody, że wyłowił je z wody angielski marynarz i złożył w ręce admirała Keitha, który przekazał je niezwłocznie do Londynu. Wzbudziły one najwyższe zainteresowanie gabinetu w pałacu St.James. Z jednej strony Napoleon przejął ster rządów i został najwyższym urzędnikiem Republiki; ten list był czymś w rodzaju denuncjacji albo oskarżenia. Z innej strony zawarte w tym liście informacje rozwiewały wątpliwości co do sytuacji Armii Wschodu; pochodził bowiem z najwyższego szczebla. Armia francuska była goła, nie miała broni, armat, amunicji; z trudem utrzymywała się przy życiu i nie miała pieniędzy; stopniała do 5-8 000 żołnierzy. Mamelucy i Arabowie byli silniejsi niż kiedykolwiek przedtem, ludność, wrogo nastawiona, groziła w każdej chwili wycięciem Francuzów. Ich głównodowodzący, by uratować te żałosne niedobitki, swoją nadzieję pokładał jedynie w kapitulacji; ale te niedobitki to były kadry; wartościowe, gdyż składały się z dużej ilości oficerów i podoficerów. W 6 tygodni po powrocie do Francji można było stworzyć z nich 40-tysięczną armię, która mogłaby odegrać ważną rolę. Poza tym ci oficerowie byli bardzo oddani najwyższemu urzędnikowi Republiki. Umocniliby jego autorytet i byliby dla niego dużym oparciem; to należy im przyznać.

Depesz najwyższych urzędników administracji i pułkowników, które dostarczył do Francji pierwszy statek, nie skopiowano. Dlatego rząd angielski nie miał najmniejszych wątpliwości co do wiarygodności wiadomości zawartych w listach kwatery głównej.

Sir Sidney Smith zaznaczył już w swoich raportach, że Klebera można ewentualnie skłonić do podpisania kapitulacji, na podstawie której opuściłby Egipt, gdyby zapewnić mu wolną przeprawę nie wziętej do niewoli armii wraz z jej uzbrojeniem i ukryć pod pozorem dyplomatycznego porozumienia. Niecierpliwie czekano na ten wielki sukces; ale gdy przeczytano w depeszach generała Klebera, w jak nędznym stanie znajduje się armia i że nie może ona ani zagrozić Indiom ani uzupełnić swojego stanu, postanowiono w Londynie przywiezienie jeńców nad Tamizę. 17 grudniu ministerstwo wysłało odpowiedni rozkaz do admirała Keitha, polecający, by wszystkie statki, na których pokładach znajdują się żołnierze francuskiej Armii Wschodu, zostały zatrzymane i skierowane do Anglii, nawet gdyby posiadały odpowiednie glejty. Minister Dundas polecił:

"- Ta armia musi być przykładem angielskiej zemsty; żaden z tych ludzi nie może zobaczyć domowego ogniska".

8 stycznia 1800 roku admirał Keith wysłał fragatę do Sir Sidney'a Smitha, która 20 lutego dotarła do Cypru. Równocześnie, dla zrealizowania nowych rozkazów rady ministrów, wysłał pod Aleksandrię nową eskadrę dla zablokowania portu. Od 15 lutego eskadra ta anektowała wszystkie wypływające statki, nawet gdy dysponowały zezwoleniami wydanymi przez Sir Sidney'a Smitha i Wielkiego Wezyra. 26 lutego commodore poinformował generała Klebera o zmianie sytuacji; poprosił go o cierpliwość, tłumacząc, że rząd angielski został wprowadzony w błąd, ale wkrótce zmieni swoje zdanie i wyśle niezbędne rozkazy. Kleber dał się wodzić za nos. W międzyczasie znalazł się on w okropnej sytuacji; opuścił już wszystkie twierdze, otwierając tym bramy na pustynię. Część jego armii maszerowała już do Damietty i Aleksandrii; arsenał w Gizeh opróżniono z zapasów amunicji i innego materiału wojennego; cytadela w Kairze została rozbrojona. Stolicą zarządzał jeden z paszy Wielkiego Wezyra; przekazanie cytadeli i fortów ustalono na dzień 14 marca. Francuscy, angielscy i tureccy komisarze spotkali sią w Matarijeh; Sir Sidney Smith robił wszystko co możliwe, by usunąć trudności; ale Turcy chcieli zgodnie z konwencją 14 marca zająć Kair i sprzeciwiali się żądanemu przez Francuzów odroczenia; ci z kolei zaznaczali, że oddanie Kairu przed zapewnieniem im bezpiecznej podróży, oznacza ich zgubę. Wielki Wezyr odpowiedział, że wydał firmany i dostarczył niezbędne dla podróży armii statki; nie interesują go trudności robione przez Anglików. Ale może zgodzić się, by do czasu przybycia rozkazów z Londynu Francuzi pozostali w delcie Nilu i w Aleksandrii.

Kleber był niezdecydowany; wtedy zameldowano mu o przybyciu do Damietty na pokładzie statku "Lodi" generała Galbaud, a do Abukiru "Ozyrysa" z pułkownikiem Latour-Maubourg. Ten ostatni przybył 4 marca do Kairu. Dostarczył wiadomości o przybyciu Napoleona do Europy i przejęciu przez niego kierownictwa rządu, konstytucji roku VIII i wręczył list ministra wojny z 12 stycznia i następującą proklamację: 

"Żołnierze!

Konsulowie Republiki zwracają często swoje myśli ku Armii Wschodu.

Francja zdaje sobie dobrze sprawę ze znaczenia, jakie Wasze podboje mają dla ponownego rozkwitu jej handlu i dla cywilizacji świata. Cała Europa spogląda na Was. Często jestem przy Was w moich myślach.

Niezależnie od sytuacji, w jakich niebezpieczeństwa wojny Was stawiają, bądźcie zawsze żołnierzami spod Rivoli i spod Abukiru, a pozostaniecie niezwyciężeni. Obdarzcie Klebera takim zaufaniem, jakim darzyliście mnie. Zasługuje on na to.

Żołnierze, pomyślcie o dniu, w którym jako zwycięzcy wstąpicie na naszą świętą ziemię; będzie to dzień chwały i radości dla całego narodu".

(odezwa 1.Konsula do żołnierzy Armii Wschodu z 11 frimaire'a roku VIII - 2 grudnia 1799 - przyp. tłum.). 

Słowa te zachwyciły żołnierzy i wywołały szał radości; ale po cichu myśleli:

"Nasze sztandary pokalane są hańbą kapitulacji - jak staniemy przed obliczem naszego generała?"

Kleber zrozumiał w końcu, jak dwuznaczna była jego sytuacja; pozostało mu tylko jedno wyjście: zwyciężyć. Nienawidził Dyrektoriatu; jego upadek był zatem jego triumfem. Kleber był republikaninem. Nie minęło więcej niż 24 godziny, gdy poznano, że nastrój głównodowodzącego zmienił się. Już w dzień po przybyciu pułkownika Latour-Maubourga rozpoczęto ponowne uzbrajanie cytadeli w Kairze, fortów i arsenału w Gizeh; zaokrętowana już na statki na Nilu artyleria została ponownie wyładowana na ląd. Oddziały i magazyny, które częściowo wysłano już do portu w Aleksandrii, skierowano z powrotem do stolicy. W pierwszych tygodniach marca Nil pokryty był djermami, które transportowały oddziały i amunicję do Kairu. Gdy zakończono te przygotowania, głównodowodzący generał Kleber 17 marca wieczorem kazał odczytać następujący rozkaz dzienny: 

"Otrzymałem następujący list:

Na pokładzie H.M.S. "Queen Charlotte"

Minorka, 8 stycznia 1800

Szanowny Panie,

Otrzymałem od Jego Królewskiej Mości stanowczy rozkaz, nie wyrażania zgody na kapitulację dowodzonej przez Pana francuskiej armii w Egipcie i Syrii, poza przypadkiem, że armia złoży broni, uda się do niewoli i przekaże koalicji miasto i port Aleksandria oraz wszystkie statki i zapasy. W przypadku takiej kapitulacji nie wolno mi zezwolić na powrót do Francji żadnych oddziałów za wyjątkiem wymiany za angielskich jeńców. Uważam za konieczne poinformowania Pana, że wszystkie statki, które znajdują się w drodze do Francji z oddziałami francuskimi na pokładzie, mają zostać zmuszone przez okręty stojące pod moją komendą do powrotu do Aleksandrii, o ile ich paszporty nie są podpisane przez upoważnione do tego osoby. Statki, które są w drodze z paszportami wystawionymi na podstawie separatystycznego aktu kapitulacji z jednym z państw, zostaną uznane jako zdobycz, a wszystkie znajdujące się na pokładzie osoby będą uznane za jeńców wojennych.

Keith, admirał.

Żołnierze! Na podobne bezczelne żądanie odpowiada się tylko zwycięstwami. Przygotujcie się do walki.

Kleber" 

W ten sposób list napisany 26 września 1799 roku, mający usprawiedliwić ewakuację Egiptu stał się przyczyną obrony tego kraju. Wiarołomność angielskiego rządu uratowała honor dzielnej armii.

19 marca generał Kleber napisał do Wielkiego Wezyra:

"Armia, której dowództwo mi powierzono, nie znajduje w zrobionych mi przez Waszą Wysokość propozycjach wystarczającego zabezpieczenia przeciwko obrażającym żądaniom rządu angielskiego oraz jej protestom przeciwko wykonaniu ustaleń naszej konwencji. W związku z tym na dziesiejszym porannym posiedzeniu rady wojennej postanowiono, że propozycje Waszej Wysokości zostaną odrzucone i miasto Kair i jego forty zostaną zajęte przez francuskie oddziały na tak długo, aż dowodzący angielską flotą śródziemnomorską otrzyma list odwołujący postanowienia zawarte w liście z 8 stycznia oraz do czasu, kiedy będę miał w rękach paszporty podpisane przez uprawnione osoby. Z tego powodu zbyteczne są dalsze rozmowy pomiędzy naszymi komisarzami, a obie armie muszą się od tego momentu uważać za znajdujące w stanie wojny. Otwartość, z którą wykonywałem punktualnie nasze ustalenia, będzie dla Waszej Wysokości miernikiem mojego ubolewania, które odczuwam z powodu złamania tego układu, tak nieoczekiwanego i w tych warunkach korzystnego dla Republiki i Wysokiej Porty. Złożyłem wystarczająco dużo dowodów na to, jak głęboko jestem przepełniony życzeniem odnowienia przychylnych i przyjaznych więzów, które tak długo łączyły oba nasze państwa. Uczyniłem wszystko, by pokazać uczciwość moich zamiarów; wszystkie narody przyklasną im, a Bóg zwycięstwem potwierdzi słuszność mojej sprawy. Krwi, którą jesteśmy gotowi przelać, winni będą sprawcy tej nowej niezgody.

Informuję równocześnie Waszą Wysokość, że zatrzymam w mojej kwaterze jako zakładnika Jego Ekscelencję Mustafa Paszę, aż więziony w Damietta generał Galbaud wraz ze swoją rodziną i świtą wysłany zostanie do Aleksandrii i złoży mi raport o traktowaniu go przez oficerów ottomańskich.

Wasza Wysokość w swojej mądrości łatwo rozpozna, z której strony nadchodzą czarne chmury. Ale nic nie jest w stanie zmienić mojego uznania i prawdziwej przyjaźni, którą darzę Waszą Wysokość."  

  VII.

Wspaniała proklamacja generała Klebera wywarła na armii wielkie wrażenie; żołnierzy ogarnęło już tylko jedno uczucie; największe zaufanie w sukces i zadowolenie z utrzymania czystości ich honoru i ich sztandarów, na których widniały złotymi literami nazwy tylu zwycięstw.

Znajdujący się w obozie Wielkiego Wezyra oficerowie angielscy przewidywali, co się wydarzy i proponowali wszystko, by przekonać Turków do wyrażenia zgody na miesięczne odroczenie. Ale ci nie chcieli o tym nic słyszeć, byli dumni ze swojej przewagi liczebnej i odczuwali zaufanie większości mieszkańców Kairu i Dolnego Egiptu, szczególnie w Mansurah. Wielki Wezyr postanowił uprzedzić francuskiego generała i zaatakować Kair. Armia francuska stała w polu w sile 15 000 piechoty, kawalerii i artylerii; 9 000 znajdowało się w Kairze i delcie Nilu. Lewym skrzydłem dowodził generał Reynier; składało się ono z 2 brygad po 4 bataliony; jedną z nich dowodził generał Robin, drugą - generał Lagrange. Dowodzone przez generała Frianta prawe skrzydło składało się również z 2 brygad dowodzonych przez generałów Belliard i Donzelot. Kawalerią dowodził generał brygady Leclerc. Artyleria liczyła 60 luf. Piechota stała w 4 czworobokach, w odstępach wystaczająco dużych, by móc rozwinąć szyki. Pomiędzy nimi stała artyleria i kawaleria. W rezerwie była jedna półbrygada; inna znajdowała się w Kairze, jeszcze inna w Gizeh, dwie w Aleksandrii, po jednej w Rosetta i w delcie Nilu. 19 marca o godzinie 3 nad ranem generał Kleber wyruszył z El Kobbeh w kierunku Matarijeh.

Armia Wielkiego Wezyra liczyła 60 000 ludzi, z których 15 000 stacjonowało w Belbes, Salijeh, Damietta i Górnym Egipcie. Na polu bitwy stało 45 000, wśród nich 20 000 Beduinów albo milicji egipskich, które dołączyły do armii tureckiej w momencie jej wkroczenia do Egiptu. Wezyr miał 40 dział, z których tylko 20 było zaprzężonych; pozostałe znajdowały się w twierdzach Rosetta i Salijeh.

O świcie dywizja generała Reyniera uderzyła koło Matarijeh na turecką awangardę; po mało znaczącej potyczce dywizja zajęła wioskę, a armia zajęła przed nią pozycję w szyku bojowym. Tym samym lewe skrzydło było oddzielone od Nilu wolną przestrzenią; wykorzystali to Nadir Pasza i Ibrahim-bej, którzy na czele 6 000 kawalerii udali się w górę Nilu i wkroczyli do Kairu, gdzie roztrąbili wieści o swoim zwycięstwie i zniszczeniu armii niewiernych. Powstanie było od dawna przygotowane i wybuchło równocześnie we wszystkich dzielnicach miasta.


W tym samym czasie Wielki Wezyr podążył na pomoc swojej awangardzie, która zajęła pozycje w odległości armatniego strzału od armii francuskiej. Jego liczna kawaleria galopowała wokół czworoboków, ale nie rozpoczęła ataku; kule i kartacze wyrządzały wielkie szkody w jej szeregach; te oddziały nawet w przybliżeniu nie były tak dzielne, jak Mamelucy w bitwie pod piramidami. 60 jeńcom francuskim, którzy wpadli w ręce tych barbarzyńców, odcięto głowy i nabito na lance, by je obnosić jak kiedyś głowy panter przed młodym Krassusem. Przez chwilę żołnierze francuscy zawahali się, ale gdy rozległ się sygnał do ataku armia turecka natychmiast rozproszyła się i uciekała nieprzerwanie aż do El Kankah. Tutaj Kleber dowiedział się o wybuchu powstania w Kairze; wysłał tam generała Lagrange na czele jednej brygady. 20 marca armia francuska ruszyła w kierunku Belbes; po kilkugodzinnym ostrzale fort skapitulował. Wielki Wezyr nigdzie się nie zatrzymywał; pozostawił swój stojący jeszcze obóz pod Salijeh ze wszystkimi bagażami, przebył spiesznie pustynię i przybył do Gazy na czele około 500 ludzi. Stracił w tej bitwie, którą nazwano bitwą pod Heliopolis 9 000 zabitych, rannych i wziętych do niewoli; pozostali rozpierzchli się, przede wszystkim Beduini i egipskie milicje, które powróciły do swoich wiosek. Łupem zwycięzcy padła artyleria wezyra, jego 4 ogony końskie, jego namioty. Z Salijeh generał Belliard pomaszerował na czele swojej brygady do Damietty, zaatakował stacjonującą tam turecką dywizję, pobił ją na polach El Choara i wkroczył, nie napotykając oporu, do Lesbeh, gdzie oprócz pozostawionej przez Francuzów artylerii, znalazł 12 dział tureckich.

W bitwie pod Heliopolis zwycięstwo armii francuskiej ani przez chwilę nie podlegało wyątpliwości; armia turecka nie stawiła żadnego oporu. Sam Wielki Wezyr nie posiadał żadnego doświadczenia militarnego. Jego armia nie była nawet tyle warta, ile armia pokonana pod górą Tabor. Wypełniło się proroctwo Murada-beja. Straty Francuzów wynosiły jedynie 150 poległych i rannych. W bitwie wzięła udział jedynie 1/4 armii. W ten sposób spełniły się słowa generała Desaix, że na czele 8 000Francuzów pobiłby tą całą hałastrę (generała Desaix nie było wówczas już w Egipcie, opuścił go, wraz z generałem Davout 3 marca, udając się do Francji - przyp.tłum.). Po tej bitwie generał Kleber pozbył się złudzeń o sile i potędze Turków; zrozumiał, że ta zdegenerowana generacja nie ma już nic wspólnego z muzułmani Solimana, Selima i Bajazeta. 

  VIII.

26 marca Kleber powrócił do Kairu. Park artyleryjski, wysłany już do Aleksandrii, jeszcze nie powrócił. I mieście panowało zamieszanie; wyjścia wszystkich ulic zablokowane były grubymi murami z dwoma rzędami okienek strzelniczych, a tarasy okolicznych domów obsadzone były strzelcami.

Murad-bej pozostał podczas bitwy pod Heliopolis neutralny. Dzięki temu zyskał zaufanie armii francuskiej, tracąc je u Wielkiego Wezyra. Podporządkował się Republice, został ogłoszony francuskim sułtanem i za cenę rocznego trybutu w gotówce i zbożu otrzymał jako lennik Republiki prowincje Saidu. Równocześnie zobowiązał się do wystawienia korpusu Mameluków walczącego u boku armii francuskiej. Podczas oblężenia Kairu zajmował prowincję Attijeh, przerwał łączność pomiędzy Syrią i wysłanym Przez Wielkiego Wezyra do Górnego Egiptu paszą i zaopatrywał oblegających w prowiant. Osman, jeden z jego bejów przebywał jako jego przedstawiciel w kwaterze głównej.

2 kwietnia generał Almeras zaatakował i zajął dzielnicę Koptów. Natępnie cytadela i fort Dupuy rozpocząły ostrzał bombami i kulami zapalającymi. Nadir Pasza i Ibrahim-bej chcieli skapitulować, ale janczarowie i przebywający w mieście Memelucy i Maghribinowie zbuntowali się i kontynuowali obronę.

14 kwietnia Francuzi zaatakowali i zajęli Bulaq; nieszczęsne miasto zostało całkowcie zniszczone, rzeź była okropna. 17 tego miesiąca pod Kair dotarła artyleria z Aleksandrii i rozpoczęto atak ze wszystkich stron. Pod domem żony Murada-beja odpalono minę; 300 broniących domu Turków zginęło w jego ruinach. W wielu dzielnicach wybuchły pożary; ze wszystkich stron padały bomby i granaty; nastrój mieszkańców uległ zmianie; poznali oni, że ich przywódcy byli mądrzejsi i zgodzili się na kapitulację, o której jeszcze kilka dni temu nie chcieli słyszeć. Pod osłoną dywizji Reyniera odmaszerowali przez pustynię do Syrii Nadir Pasza i Ibrahim-bej na czele 4 000 ludzi, w towarzystwie 3 000 mieszkańców obawiających się zemsty Francuzów. 24 kwietnia przy bramach stanęły francuskie posterunki, 25 rozebrano barykady, pochowano ciała poległych, oczyszczono meczety. Kleber na czele armii przez Bramę Zwycięstwa wjechał do miasta. Armia straciła w tych trwających 35 dni potyczkach około 1 000 zabitych i rannych, wśród nich 300 tubylców.

Murad-bej i generał Kleber spotkali się 29 kwietnia w Gizeh, gdzie przekazali sobie wzajemnie wyrazy szacunku. Murad-bej nie był tak wysokim człowiekiem, jak francuski generał; gdy go spostrzegł, zawołał:

"- To najpiękniejszy giaur chrześcijanin, którego kiedykolwiek widziałem".

Następnego dnia wyruszył do Saidu. Podporządkował sobie cały Górny Egipt, utrzymywał tam porządek i był wierny swojemu nowemu panu. Wypędził z kraju agentów Wielkiego Wezyra, co umożliwiło armii francuskiej przebywanie na mniejszym terenie.

Kair zasłużył na karę; głównodowodzący generał Kleber skazał miasto na kontrybucje w wysokości 12 milionów. W lutym do portu w Aleksandrii wpłynęło pod osłoną 4 korwet 80 tureckich statków, by przetransportować Armię Wschodu do Francji. Po zerwaniu konwencji zostały one zarekwirowane, a znajdująca sią na nich broń sprzedana. Dla skarbu był to dodatkowy dochód. Stolica bardzo ucierpiała w czasie walk; wszędzie widać było zgliszcza i ruiny, panowała duża nędza, a Kair nabrał innego oblicza. Nie było to już owe miasto, które entuzjazmem witało trofea kampanii syryjskiej, przyłączyło się do świętującej armii francuskiej i czekało na odbudowę arabskiej ojczyzny.  

  IX.

Po swoim zwycięstwie Kleber wytrwale dążył do zdobycia zaufania francuskiego rządu. Nie zaniedbał niczego, by umocnić kolonię; jego obecne zachowanie było w każdym punkcie przeciwieństwem wcześniejszego. Poprzednio robił nieustannie sarkastyczne uwagi na temat inżynierów i fortów zbudowanych wkoło Kairu; teraz były one przedmiotem jego najwyższej troski, przekonał się bowiem, że zostanie władcą Egiptu na wszystkie czasy, a kraj ten może mu zostać odebrany jedynie przez większą armią angielską. Być może rozszerzył nawet za bardzo opracowany i zapoczątkowany przez jego poprzednika system umocnień. Takiego dowódcy nie pokonałoby nawet 30 000 Anglików. Przez zmianę swojego nastawienia generał Kleber odzyskał miłość całej armii.

Ci oficerowie, którzy myśleli jeszcze o ewakuacji, starannie ukrywali swoje myśli; niektórych z nich Kleber posłał do domu. Niestety mieszkańcy pozostali mu obcy; przez 2 miesiące byli pod wpływem Wielkiego Wezyra, Francuzi znowu stali się nie wzbudzającymi zaufania "niewiernymi"; wierzono, że wkrótce odejdą. Mimo tego Kleber z czasem osiągnąłby wszystko, gdyby nie dokonał czynu, który okazał się zgubny. Dopuścił do obłożenia częścią kontrybucji najznamienitszych szejków i dobra meczetów. Spotkało się to z uznaniem armii, która nie lubiła szejków. El Sadat, którego nienawiść do Francuzów była od dawna znana, został obciążony wysokim podatkiem; oburzony, że nie uwzględniono jego pochodzenia i stanowiska, odmówił zapłaty. Został aresztowany i osadzony w cytadeli; ale mimo gróźb, nie ugiął się. Oburzony tym Kleber kazał go wychłostać. I El Sadat otrzymał chłostę! Co za znieważenie krwi Proroka! Oburzenie uczonych w piśmie, ulemów było powszechne; cały Orient zatrząsł się z oburzenia. Po powstaniu w 1798 roku Napoleon zachował się w stosunku do tego samego El Sadata zupełnie inaczej, łagodniej, mimo, że udowodniono mu przywództwo powstania. Kleber drogo zapłacił za pominięcie wszelkiego rozsądku poiltycznego i przekroczenie instrukcji Napoleona. Już wkrótce ulemowie znaleźli okazję do zemsty i okrutnie sią zemścili. Od czego czasami zależy los ludzi i państw! 

Soliman el Halebi, 24-letni młodzieniec urodził się w Aleppo; wychował się w meczecie El Azhar, później odbył dwie pielgrzymki do Mekki, a na początku 1799 roku do Jerozolimy. Przebywał tam jeszcze, gdy ze wszystkich stron zaczęli napływać uciekinierzy z bitwy pod Heliopolis. Podczas wędrówki przez pustynię musieli znieść wiele cierpień, byli bardzo zgorzkniali i oskarżali niewiernych o podstęp. Twierdzili, że zostali wciągnięci w pułapkę. Codziennie błagali w meczecie o zemstę za śmierć tylu wiernych i ukaranie dumy niewiernych. Wśród najbardziej rozgoryczonych był Ahmet z Aleppo, aga janczarów. Ten zawrócił swojemu rodakowi całkowicie w głowie i wmawiał mu, że został wybrany przez Proroka, by uratować świętą Kaabę, zabijając w Świętej Wojnie sprytnego i oszukańczego przywódcę bałwochwalców. Gdy osiągnął swój cel, wysłał go do Gazy do zaprzyjaźnionego agi, który przebywał przy armii tureckiej. Soliman zatrzymał się w meczecie, kupił sztylet i przyłączył się do karawany, transportującej mydło i tytoń, z którą dotarł do Kairu. Tam znalazł dach nad głową w meczecie Al Azhar, gdzie zdradził swój plan 4 zaprzyjaźnionym szejkom, którzy nigdy nie opuszczali meczetu. W El Azhar Soliman dnie i noce spędzał na modlitwach. Wyszukiwał w Koranie wersy, który odnosiły się do jego planu. By poznać sułtana i okolice udał się 3 razy do Gizeh; wykonanie jego planu wydawało mu się trudne, czuł się zepchnięty na margines, a dany mu czas 40 dni przeminął. Wtedy udał się do swojego starego nauczyciela, 80-letniego uczonego w piśmie Mustafy z Bythynii, biegłego we wszystkich sprawach wiary. Na nieszczęście, akurat w tym dniu uczony opowiadał o Świętej Wojnie; mówił, że jest to najpewniejsza, najzaszczytniejsza droga do osiągnięcia celu. Te mistyczne uwagi rozpaliły w Solimanie na nowo uczucie fanatyzmu; udał się do Gizeh i przenocował w tamtejszym meczecie. Następnego dnia był w porcie, gdy Kleber wsiadał na statek; udał się łodzią jego śladem i obserwował przegląd, którego Kleber dokonał na wyspie Ruda. Wielokrotnie był przepędzany przez otaczającą generała świtę; potem udał się za nim na plac Esbekijeh i spróbował wtargnąć do ogrodu kwatery głównej, skąd jednak został przepędzony. W końcu udało mu się jednak tam dostać, rzucił się na ziemię i pozostał leżeć w ekstazie. Wkrótce nadarzyła się sposobna chwila na wykonanie jego planu, kiedy w otoczeniu generała Klebera nie było nikogo; Soliman rzucił mu się pod nogi i wręczył pismo z prośbą. Gdy generał wziął je, Soliman 4-krotnie przebił go swoim sztyletem; pierwszy cios trafił serce, drugi - dłoń, trzeci - ramię, a czwarty - nogę. Budowniczego Protain, który w tym momencie wkroczył do ogrodu, morderca trafił 6-krotnie nożem, wskutek czego Protain padł obok generała. Zamiast uciekać, Soliman przyklęknął za oddalonym o 20 metrów murem i kierując swój wzrok na wschód, rozpoczął modlitwę. Szukający Klebera pełniący służbę adiutant znalazł generała nieżywym.


Podniesiono alarm, armia chwyciła za broń, rozpacz i złość wypełniła wszystkie serca. Guidzi zajęli dom i ogród. Ślady krwi doprowadziły jednego z oficerów do modlącego się Solimana; wypytał go; Soliman odpowiadał spokojnie i chłodno; pokazano mu zakrwawiony sztylet; zaprzeczał, że należy do niego. Jeden z oficerów kawalerii przypomniał sobie, że widział go rano podczas przeglądu na wyspie Ruda, lecz nie był tego pewien. Nie wiedziano, co o tym sądzić. W międzyczasie Protain, którego rany nie były śmiertelne, doszedł do siebie i rozpoznał mordercę. Wkrótce potem winny przyznał się, wymieniając nawet imiona swoich wspólników. Zostali oni postawieni przed sądem wojennym w składzie: generał dywizji Reynier, generał brygady Robin, intendent marynarki Le Roy, adiutanci generalni Martinet i Morand, generałowie brygady Goguet, Faure i Bertrand. Komisarz wojenny Sartelon objął rolę oskarżyciela. Soliman został skazany na śmierć przez wbicie na pal, trzem szejkom obcięto głowy, czwarty zdołał zbiec. Starego uczonego w piśmie, który również został oskarżony, uniewinniono; wypytany o Świętą Wojnę oświadczył on, że Prorok nakazał prowadzić ją przeciwko bałwochwalcom, o Francuzach, mamelukach i Turkach nie ma w piśmie mowy.

W ten sposób zmarł od noża fanatyka w wieku 47 lat dowódca wielkiej armii, słynny wojownik, pośrodku swoich żołnierzy, którzy go kochali i chętnie umarliby za niego. Tego samego dania, w tym samym momencie, po drugiej stronie Morza Śródziemnego, w bitwie na polach Marengo zginął generał Desaix. 

Żal żołnierzy za Kleberem był szczery; byłby jeszcze głębszy, gdy mogli przewidzieć, co wydarzy się w 1801 roku!

Kleber został pochowany z najwyższymi wojskowymi honorami pochowany na jednym z bastionów fortu Ibrahima -beja; mowę pogrzebową wygłosił matematyk Fourier.

Czy Wielki Wezyr był podżegaczem tego morderstwa? Nie ma w tym kierunku żadnych dowodów; w trakcie procesu ani razu nie padło jego nazwisko; on sam z oburzeniem odrzucił to podejrzenie. Zamieszani w spisek agowie pochodzili z Aleppo; służyli w jego armii, ale nie należeli do jego bezpośredniego otoczenia. Czy wielcy szejkowie Kairu wiedzieli o pobycie Solimana w meczecie El Azhar? Czy Soliman, opanowany takimi myślami, mógł pozostać tam przez 30 dni niezauważony przez nich? Gdy oskarżyciel chciał jednego z oskarżonych wypytać o jego stosunki do wielkich szejków, ten odparł, że szejk El Szarkawi o niczym nie wiedział; nawiasem mówiąc oświadczył on, że prędzej wolałby 10 razy umrzeć, niż oskarżyć jednego z tych uczonych w piśmie. Ulemowie znali plan Solimana, gdyż przynoszono im, zgodnie ze zwyczajem, wersy Koranu, które dziennie czytał Soliman w meczecie. Ale oni pałali rządzą zemsty; postępowanie wobec szejka El Sadata głęboko ich zraniło. Nie chcieli o niczym wiedzieć.

 

T. IV Roz. VII. Egipt pod władzą Menou

I. Działalność administracyjna głównodowodzącego generała Menou. - II. Wycofanie przez angielskie ministerstwo postanowienia z dnia 17 grudnia 1799 roku i uznanie konwencji z El-Arisz. - III. Oblężenie i blokada Malty w latach 1798 i 1799; Kapitulacja twierdzy La Valetta (5 września 1799). - IV. Środki podjęte przez Pierwszego Konsula dla odwrócenia uwagi od Armii Wschodu. - V. Manewry morskie. - VI. Wywołane sytuacją w Europie postanowienie angielskiego ministerstwa o podjęciu próby opanowania Egiptu. - VII. Plan kampanii angielskiego ministerstwa; Armia generała Abercromby; Dywizja indyjska; Dywizja rezerwowa; Armia Wielkiego Wezyra; Dywizja Kapudana Paszy. - VIII. Przybycie generała Abercromby 1 marca 1801 roku na redę Abukiru; Lądowanie w dniu 8 marca. - IX. Stan armii francuskiej; Manewry generała Menou; Potyczka w dniu 13 marca; Kapitulacja fortu Abukir (18 marca). - X. Bitwa koło Obozu Rzymskiego (21 marca); Śmierć angielskiego głównodowodzącego generała Abercromby. - XI. Przybycie do Abukiru Kapudana Paszy na czele 6 000 ludzi; Zajęcie Rosetty w dniu 6 kwietnia; Przekazanie fortu Julien (19 kwietnia). - XII. Przebicie grobli jeziora Madijeh i powstanie jeziora Mariotis (13 kwietnia); Potyczka pod El Ramanijeh (9 maja). - XIII. Marsz Wielkiego Wezyra przez pustynię; Przybycie 27 kwietnia do Salijeh; Potyczka pod El Khankah. - XIV. Oblężenie Kairu (20 czerwca). - XV. Kapitulacja Kairu (25 czerwca). - XVI. Marsz dywizji indyjskiej z Hindustanu do Aleksandrii. - XVII. Oblężenie Aleksandrii (10 sierpnia). - XVIII. Kapitulacja Aleksandrii (2 września 1801).  
 


  I.

Dowództwo armii objął tymczasowo generał Menou. Był on członkiem Zgromadzenia Narodowego w obozie arystokratycznej mniejszości. Skazany na wygnanie podczas rządów Górali, schronił się w armii republikańskiej w Wandei, w której służył w stopniu generała brygady i został ciężko ranny. Po 9 thermidora otrzymał stanowisko dowódcy Armii Wewnętrznej; 12 Vendemiaire'a roku IV (4 października 1795) zwolniony i postawiony przed sądem wojennym, ale uniewinniony. Miał nadzieję wzięcia udziału w kampanii włoskiej lat 1796 i 1797, ale nie otrzymał żadnego stanowiska. Więcej szczęścia miał w 1798 roku; otrzymał stanowisko w Armii Wschodu, wylądował jako pierwszy koło fortu Marabut, na czele grenadierów wkroczył na mury Aleksandrii i zawiesił na jednej z wież trójkolorowy sztandar; został przy tym ranny. W trakcie kampanii 1798 roku dowodził w prowincji Rosetta; przeszedł na islam i ożenił się z muzułmanką. Miał 60 lat, był przyjemny w obyciu, posiadał spore wiadomości, był dobrym administratorem, pracowitym, choć nieco próżny; pomijając Armię Wewnętrzną nie dowodził nigdy armią. Nieufając swoim zdolnościom zaproponował początkowo dowództwo następnemu pod względem starszeństwa generałowi Reynier; ten oczywiście odmówił; obowiązujące przepisy były jednoznaczne.

Generał Reynier urodził się w Lozannie. Z zawodu był geografem, potrafił doskonale czytać mapy i brał udział w kampaniach Armii Północy i Armii Renu; zdobył przy tym opinię dobrego doradcy; brakowało mu jednak tych zdolności, które są niezbędne dla dowódcy armii. Kochał samotność, miał chłodny charakter, był milczący i nie potrafił swoich ludzi ani porwać zapałem ani opanować. 
 

Wiadomość o śmierci Klebera dotarła do Europy w październiku. Początkowo Pierwszy Konsul myślał o odwołaniu Menou oraz Reyniera i powierzeniu dowództwa najstarszemu po nich generałowi Lanusse. Swoją karierę wojskową rozpoczął on we wschodnich Pirenejach i wyróżnił się podczas kampanii włoskiej. Był niezwykle odważnym w obliczu nieprzyjaciela, miał w sobie wiele zapału i zdecydowania. Ale kiedy dotarłaby ta nominacja do Egiptu? Po rozważeniu wszystkiego wydawało się, że niebezpieczniejsza była ingerencja w naturalny przebieg wypadków, niż pozostawienie go swojemu biegowi. Pierwszy Konsul nie mógł liczyć się z tym, że Menou, jak się później okazało, całkowicie pozbawiony był wszystkich cech wojskowego.

Generał Menou zdecydowanie przeciwstawił się konwencji z El-Arisz; tubylcy, których religię przyjął, byli bardzo przychylnie do niego nastawieni; nikt nie stawiał pod znakiem zapytania jego rozwagi, jego znajomości, uczciwości. Oczywiście żołnierze kpili czasami z Abdallaha Menou, który odprawiał swoje modły zwrócony na wschód i którego żona zawsze miała przysłoniętą twarz; ale jego wiek, jego odwaga, sława jednego z ojców francuskiej wolności, ciągle podkreślane z wielkim ciepłem przywiązanie do Napoleona zdobywało mu przychylność armii. Złośliwych, którzy myśleli jeszcze o ewakuacji, wysłał do Francji i już po kilku tygodniach po objęciu dowództwa armii zlikwidował różnice poglądów i zespolił armię.

Kontrybucje w wysokości 12 milionów, nałożone przez generała Klebera, nie były jeszcze zapłacone; Menou ściągnął je punktualnie. 80 tureckich statków, które wraz z ich ładunkiem zostały zarekwirowane w porcie Aleksandrii, jeszcze nie sprzedano. Menou uczynił to, wnosząc 5 milionów do kasy państwowej. W 1800 roku Nil osiągnął wyższy niż normalnie poziom; w wyniku tego zbiór plonów był bogatszy, a zebrane podatki wyższe; Menou poprawił sposób ich pobierania. Główny płatnik Esteve, młody człowiek pełen wielkiego zapału, zlikwidował wiele nadużyć i przyspieszył żółwie tempo załatwiania interesów przez Koptów. Dochody z cła w Suezie były tego roku wyższe, co było efektem wzrostu dostaw kawy i innych produktów z Arabii; wielkie karawany z wnętrza Afryki, liczące 15 000 wielbłądów zapłaciły znaczne sumy za cło w Siut. Wszystkie gałęzie administracji finansowej osiągnęły wyższe dochody. Ta nadwyżka dała się pozytywnie odczuć; armia otrzymywała punktualnie żołd, była dobrze ubrana i odżywiona. Szpitale i lazarety otrzymały wszystko, czego potrzebowały; kawaleria i artyleria miały znakomite konie. Liczba zaprzęgniętych dział polowych wzrosła do 100; całe wyposażenie było podwójne. Pułk kawalerii na wielbłądach był kompletny i szerzył postrach na pustyni. Młyny na zboże i proch, fabryki sukna i inne, kierowane przez Conte, zaspokajały potrzeby armii.

Tubylcy nauczyli się kilka słów francuskich, a Francuzi kilka słów arabskich; wielu z nich mówiło nawet tak dobrze, że potrafili dobrze się porozumieć. Menou miał u szejków więcej zaufania, niż jego poprzednik; był niewinny zniewagi, którą uczyniono im wszystkim w osobie El Sadata.

Jesienią 1800 roku na mieliźnie pomiędzy Abukirem i jeziorem Bolos wylądowały turecki okręt z 84 armatami na pokładzie, po jednej tureckiej fregacie i korwecie i angielska korweta. Załogi uratowano, co dało znaczną liczbę jeńców. Z okrętów ściągnięto wiele armat i drzewa; jeńców, za pośrednictwem Wysokiej Porty, wymieniono za Francuzów.

Adiutant Klebera, pułkownik Damas, którego Menou posłał do Francji, by wytłumaczył przed Pierwszym Konsulem swoje postępowanie i podkreślić swoje oddanie, przywiózł do Egiptu wiadomość o zwycięstwie pod Marengo i korzystnej sytuacji Republiki. W Kairze odprawiono uroczystość żałobną ku czci poległego na włoskim polu bitwy zdobywcy Górnego Egiptu.

Wielbiciele teatru skrzyknęli się razem i zaczęli dawać w Kairze przedstawienia. Częstymi widzami byli szejkowie i ulemowie, którym przedstawienia te bardzo się podobały. W drodze była grupa tancerzy baletu i śpiewaków operowych. Wszystko, co może przyczynić się do utrzymywania w dobrym nastroju przebywającej daleko od ojczyzny armii francuskiej, ma określone znaczenie.

Kontakty z Francją były bardzo ożywione. Prawie co miesiąc do Egiptu przywożono pocztę. Armatorom, którzy dostarczali tam europejskie wino i towary, rząd francuski płacił znaczne premie. Całą żywność można było kupić w Egipcie po umiarkowanych cenach. Armia Wschodu napełniona były uczuciem wspólnoty i przywiązania do rządu i Republiki, tym samym uczuciem chluby i szczęścia, które wówczas ożywiało cały naród francuski. Gdy opowiadano o bitwach pod Marengo, Hohenlinden i nad Mincio, żołnierzy ogarniało uczucie trwogi, że mogą pozostać w tyle za swoimi towarzyszami; z utęsknieniem życzyli sobie wylądowania armii angielskiej, by zdobyć nową sławę i zrównać się z innymi armiami.  
 

  II.

Commodore Sir Sidney Smith, minister pełnomocny Jego Brytyjskiej Wysokości u Porty Ottomańskiej i głównodowodzący eskadry Lewantu, posłał do Londynu pułkownika Douglasa z konwencją z El-Arisz. Był to ten sam oficer, który został następcą pułkownika Phelippeaux podczas obrony Akki. Znał on doskonale siłę, nastrój i pozycje armii francuskiej. Do Londynu dotarł w marcu. Był zaskoczony błędnymi informacjami, którymi dysponował rząd, a ten z kolei był nie mniej zdziwiony opiniami i raportami tak znakomitego oficera, który przybył z regionu konfliktu. Czyżby list generała Klebera był fałszywy? Czyżby był postępem? Ale w jakim celu? Po krótkim namyśle pułkownik Douglas bez większego wysiłku rozwiązał tajemnicę tej dziwnej intrygi: Kleber uważał, że Napoleon jest stracony; uważał za niemożliwe przebicie się 2 fregat przez liczne angielskie krążowniki; kapitulacją chciał umożliwić powrót armii do Francji. Zawierające nieprawdziwe informacje depesze miały na celu przygotowanie rządu i usprawiedliwienie decyzji Klebera. Douglas dowodził oblężeniem El-Arisz; w obozie Wielkiego Wezyra rozmawiał z generałem Desaix i był poinformowany o różnicach poglądów panujących w armii francuskiej; z tego powodu mógł łatwo wytłumaczyć wiele nieporozumień. Depesza Klebera informowała, że Ibrahim-bej miał pod sobą 2 000 Mameluków; bej, należący do armii Wielkiego Wezyra, miał jednak ich tylko 470. Według Klebera Kapudan Pasza znajdował się na czele znacznego korpusu na redzie Jaffy; armia rosyjska miała zbliżać się do Dardaneli. To wszystko było nieprawdą. Nie było zatem trudne zmienić zamiary rządu angielskiego i przekonać go, że wiadomości zawarte w liście Klebera są błędne, a oddziały francuskie są równie niebezpiecznym przeciwnikiem, jak bezużytecznym sojusznikiem są oddziały Wielkiego Wezyra.

Pułkownik Douglas przepowiedział to, co w międzyczasie już się wydarzyło.

"- Gdy tylko francuski generał dowie się o rozkazach, które otrzymał admirał Keith, zaatakuje Wiekiego Wezyra, zniszczy go, wypędzi za pustynię i usadowi się w Egipcie mocniej niż kiedykolwiek. Byś może Sir Sidney Smith, który ma wpływ na generała Klebera, potrafi odwlec rozłam pomiędzy oboma armiami; w takim przypadku wszystko może dobrze się skończyć". 
 

Admirał Keith nadal postępował bardzo podstępnie. Mimo, że konwencja z El-Arisz była teraz uznana przez jego rząd, wymagał jednak: po pierwsze, by generał Kleber i armia poddała się na słowo honoru; po drugie, by nie wszystkie oddziały wróciły równocześnie do Francji; po trzecie, by armia nic nie zabrała z Egiptu. Pierwszy z warunków był sprzeczny z postanowieniami konwencji z El-Arisz. Nawet gdyby Kleber był tak słaby, by życzyć sobie powrotu do Francji, nie był przecież człowiekiem, który chciałby tam wrócić poniżony i pozbawiony honoru. Drugi z warunków miał zapobiec przybyciu armii na czas do Francji i wzięciu udziału w rozpoczynającej się kampanii; ale właśnie taką nadzieję żywił Kleber decydując się na podpisanie konwencji. Trzeci z warunków zawierał podstępną pułapkę: pod pretekstem, że konwój transportuje zabronione towary, admirał mógłby zatrzymać statki w Gibraltarze i Mahon tak długo, jak by chciał.

Genua była już okrążona od lądu i morza; armia angielska koncentrowała się w Mahon; Pitt miał nadzieję zajęcia Tulonu i zrobienia z Prowansji drugiej Wandei. Dla planów koalicji było zatem ważnym, opóźnić według własnego uznania przybycie armii francuskiej do Francji. Gdyby armia francuska zaokrętowała się w czerwcu 1800 roku, spacerowałaby od portu do portu i przybyła do Francji dopiero po bitwie pod Marengo.

Sir Sidney Smith, który znał sytuację, nie podzielał zastrzeżeń swojego admirała. W liście napisanym do Klebera 19 czerwca podzielił się z nim dobrą wiadomością o zgodzie gabinetu i proponował wykonanie postanowień konwencji z El-Arisz albo natychmiastowe podpisanie na jej podstawie nowej. Gdy list ten dotarł do Kairu, Kleber już nie żył. Menou udzielił commodore odpowiedzi, która zniweczyła wszystkie nadzieje. Angielski posłaniec przekazał commodore, że we francuskiej kwaterze głównej używa się obecnie zupełnie innego języka; czasy podstępów i intryg minęły; Egipt może być odebrany Francji tylko przez dobrze wyszkoloną, liczną i składającą się z europejskich oddziałów armię. Menou napisał między innymi: by rokować i podpisać dyplomatyczną kapitulację rokujący muszą być wyposażeni w upoważnienia swoich rządów; Sir Sidney Smith nie posiada jednak pełnomocnictwa swojego rządu, bo traktat przez niego podpisany nie został potwierdzony; on sam, generał Menou, nie posiada w ogóle żadnego pełnomocnictwa; tylko Wielki Wezyr, z racji swojego stanowiska, jest uprawniony do prowadzenia rokowań. Dlatego rząd angielski musi zwrócić się do Pierwszego Konsula w Paryżu; jeżeli chodzi jedynie o kapitulację militarną, to Armia Wschodu musi najpierw zostać pokonana, a to nie będzie chyba takie łatwe.

Tymi depeszami zamknięto rozpoczęte w październiku 1799 roku rokowania dotyczące konwencji z El-Arisz. Rząd angielski stracił korzystną okazję i utracił swój honor; bo jeżeli nawet nie trzymać się jasnych i wyraźnych oświadczeń zawartych w liście admirała Keitha z dnia 8 stycznia, lecz oddanej w parlamencie deklaracji ministrów, to widoczna jest cała mala fides (zła wola - przyp. tłum.); stanowisko gabinetu nie można usprawiedliwić ani powodami politycznymi ani honorem ani uczciwością. 
 

  III.

Generał Vaubois na czele 4 000 ludzi i ze stosunkowo obfitymi zapasami, w szczególności zboża, pozostał jako gubernator na Malcie. Oczekiwał z Francji wzmocnienia w sile 8 000 ludzi, których koniecznie potrzebował, by zwiększyć stan garnizonu do 12 000. W miesiącach czerwiec, lipiec, sierpień i przez część września 1798 roku droga morska z Francji była wolna. Wzmocnienie mogło przybyć, ale nie zostało wysłane. W sierpniu do portu zawinął na czele jednego okrętu liniowego i dwóch fregat kontradmirał Villeneuve. Załogi tych 3 okrętów liczyły w sumie 1 400 ludzi, którzy byli cennym wzmocnieniem sił garnizonu.

Król Neapolu przygotowywał się do wojny; podburzał mieszkańców Malty i posyłał im broń, oficerów i pieniądze. Na początku listopada wyspę zablokował portugalski kontradmirał markiz de Nizza na czele 4 okrętów liniowych. W wyniku tego generał Vaubois uznał za konieczne skoncentrowanie wszystkich swoich sił w mieście i pozostawienia powstańcom reszty wyspy. Ta decyzja nie była powszechnie akceptowana. Adiutant generalny Brouard, oficer o wypróbowanej odwadze, był zdania, że należy utrzymać panowanie nad całą wyspą; wierzył, że ludność można zastraszyć i rozbroić. Obojętne, 16 listopada przed miastem pojawił się Nelson ze swoją eskadrą i wezwał załogę do kapitulacji; Vaubois z pogardą odrzucił to wezwanie. Pozbył się sporej ilości darmozjadów; 10 000 mieszkańców częściowo dobrowolnie, częściowo pod przymusem opuściło miasto.

19 stycznia 1799 roku powstańcy uznali, że są wystarczająco silni, by opanować miasto; ich plan spalił jednak na panewce. 16 lutego podjęli kolejną próbę zakończoną ponownym niepowodzeniem. W przeciągu zimy do portu w La Valetta zawinęło kilka statków z Francji, między innymi fregata "Boudeuse", która przybyła z Prowansji. 5 września markiz de Nizza spotkał się w forcie Manoel z generałem Vaubois i przekonał się na własne oczy, że załoga była zdecydowana bronić się do ostateczności.

Wieści o przewrocie 18 brumaire'a, o konstytucji roku VIII i szczęśliwych wydarzeniach, w wyniku których poprawiły się stosunki w Republice, napełniły garnizon nową wiarą.

W lutym 1800 roku z Tulonu wypłynął w morze dzielny kontradmirał Perree. Dowodzonemu przez niego okrętem "Le Genereux" z 74 armatami na pokładzie, towarzyszyły statek transportowy i 2 korwety z prowiantem na pokładzie. Po dotarciu na wysokość Malty Perree rozpoczął polowanie na angielską fregatę. To był błąd. Spotkał bowiem admirała Nelsona i po nadzwyczaj zaciętej walce bohaterski admirał zginął, a jego okręt został zdobyty. 
 

Mimo, że liczba mieszkańców miasta spadła do 9 000, gubernator kazał wydalić jeszcze kolejne 3 000. Angielski generał Graham nie chciał ich przyjąć. Nieszczęśnicy przez 3 dni koczowali głodując na nasypie ziemnym przed twierdzą, odrzuceni przez obie strony. Ich stan zmiękczył serca Francuzów; Vaubois okazał litość i otworzył bramy miasta.

Przybycie w pierwszych miesiącach 1800 roku wielu okrętów umożliwiło kontynuację obrony; jednak Vaubois, przewidując, że nie może zbyt długo odwlekać oddania twierdzy, podjął próbę uratowania przynajmniej okrętu "Guilleaume Tell". Kontradmirał Decres objął komendę nad okrętem i opuścił port; po nadejściu dnia został zaatakowany przez Anglików; przetrzymał jedną z najbardziej wspaniałych potyczek w historii francuskiej marynarki i w końcu ugiął się przed przewagą 3 okrętów liniowych i jednej fregaty. Pod koniec sierpnia próbę ucieczki podjęły francuskie fregaty "Diane" i "Justice"; pierwsza z nich wpadła w rące Anglików, druga dotarła do Tulonu.

Gdy w końcu po 2-letniej blokadzie magazyny całkowicie opustoszały 5 września 1800 roku generał Vaubois skapitulował. Opuścił twierdzę z wszystkimi wojskowymi honorami; garnizon nie został wzięty do niewoli, lecz został przewieziony do Tulonu.

Gdyby wysłano choćby część posiłków, żądanych przez Napoleona przed jego wyjazdem z Malty, co w pierwszych 3 miesiącach było bardzo łatwe, Vaubois utrzymałby francuskie panowanie nad całą wyspą; dzięki temu otrzymałby wystarczającą ilość środków, by z okolicy i ze szmuglu zapewnić zaprowiantowanie twierdzy. Ale Dyrektoriat nie myślał o niczym; również w tym wypadku przegapiono okazję zabezpieczenia dla Republiki tak ważnej zdobyczy.

Gdy do Londynu dotarła wieść o zdobyciu La Valetty, żeglujący po Morzu Śródziemnym admirał Keith otrzymał rozkaz wysadzenia na Malcie armii generała Abercromby. Armia ta wypoczęła na wyspie, wzmocniła swoje szeregi 500-600 Maltańczykami, przeprawiła się do Makri, gdzie na wybrzeżu Małej Azji obozowała przez 2 miesiące, a następnie udała się na kampanię egipską. 
 

  IV.

W sierpniu i wrześniu francuski komisarz w Londynie Otto prowadził rozmowy na temat zawieszenia broni na morzu, który przydałby się bardzo Malcie i w Egipcie; 6 starych weneckich fregat, które były szersze i dłuższe niż nasze francuskie, dostarczyłyby do Egiptu 4 800 rekrutów, 15 000 karabinów, kul armatnich, amunicji i innego potrzebnego materiału. Fregaty zostałyby rozebrane, a uzyskany w ten sposób materiał wykorzystany przy budowie umocnień Aleksandrii. Ale rząd angielski pozostawił na łaskę losu swojego nieszczęśliwego sojusznika Austrię i odmówił podpisania takiego rozejmu, a cesarz, by uzyskać przedłużenie zawieszenia broni o 40 dni, był zmuszony do wydania Francuzom Ulm, Philippsburga i Ingolstadt.

Rosja nie chciała i nie mogła przedsięwziąć cokolwiek przeciwko Armii Wschodu; ale zagrożenie to tkwiło nieprzerwanie w myślach armii jak groźna chmura. Wyobraźnia francuskich żołnierzy widziała nadciągającą od Morza Czarnego armię rosyjską i wspierającą wojska tureckie. Nawiązanie nowych kontaktów pomiędzy carem Pawłem i Pierwszym Konsulem przepędziło tą zjawę, wywołując pozytywny efekt moralny. 16 grudnia 1800 roku Pierwszemu Konsulowi udało się doprowadzić do podpisania układu o neutralności pomiędzy Rosją, Szwecją, Danią i Prusami.

Wrogie działania pomiędzy utworzoną Ligą Państw Północnych i Anglią rozpoczęły się w lutym 1801 roku. Flota angielska składająca się z 18 okrętów liniowych wpłynęła na Bałtyk. Sądzono, że w przeciągu marca lub kwietnia potrzebna będzie podobnie silna flota, by przyjść tej pierwszej z pomocą przeciwko zjednoczonym rosyjskim, szwedzkim i duńskim eskadrom, liczących 40-50 okrętów liniowych. We Francji czekano jedynie na wypłynięcie tej drugiej floty angielskiej, by natychmiast wysłać w morze składającą się z 42 okrętów liniowych i 10 fregat flotę Brestu. Pozornie zagroziłaby ona Irlandii, w rzeczywistości jednak udała się do Aleksandrii, by wysadzić tam na ląd 20 000 rekrutów. Ale 24 marca 1801 roku zamordowany został car Paweł, Liga Państw Północnych rozpadła się, druga flota angielska nie popłynęła na Bałtyk, co z kolei uniemożliwiło wypłynięcie floty francuskiej. 
 

W wyniku bitwy pod Marengo armia angielska, która miała wkroczyć do Prowansji, pozostała bezczynna w swoim obozie w Port Mahon. Można było żywić obawy, że armia ta zostanie posłana do Egiptu. By temu zapobiec, Pierwszy Konsul zdecydował się wypowiedzieć wojnę Portugalii. Posłał do Madrytu generała Berthiera, by wypytał o zamiary hiszpański gabinet. Został on przyjęty z najwyższymi honorami przez króla, Księcia Pokoju i lud hiszpański. Ustalono, że armia francuska w sile 15-20 000 przekroczy Pireneje i wzmocni maszerującą przeciwko Portugalii armię hiszpańską.

To posunięcie wywołało natychmiast reakcją w Londynie. Anglicy zostali zmuszeni do pozostawienia w Lizbonie znacznych sił, co opóźniło nie tylko ruchy generała Abercromby, lecz osłabiło również jego siły. Generał dywizji Leclerc, dowodzący francuskim Korpusem Obserwacyjnym Girondy, wkroczył do Hiszpanii. Wojna rozpoczęła się 23 czerwca 1801 roku, a zakończyła się dopiero w następnym październiku, gdy spełniony został cel tego posunięcia (wspomnienia Napoleona są w tym miejscu niezbyt dokładne. Korpus gen. Leclerca wkroczył do Portugalii 25 kwietnia 1801 roku, w maju wzmocniły go wojska hiszpańskie Manuela Godoya, rozpoczynając tzw. Wojnę Pomarańczową. Zakończył ją traktat pokojowy z Badajoz, podpisany 6 czerwca 1801 roku, w wyniku którego pokonana Portugalia odstąpiła Hiszpanii miasto Olivenza, zamknęła swoje porty dla statków angielskich i zobowiązała się do zapłacenia odszkodowania w wysokości 25 milionów franków - przyp. tłum.
 

Statki płynące z adriatyckich i prowansalskich portów do Egiptu były zagrożone przez nieprzyjacielskie eskadry, które polowały na statki pomiędzy wyspą Maretimo i przylądkiem Bon, pomiędzy Maltą i Afryką albo u ujścia Adriatyku pomiędzy Korfu i Otranto. Pierwszy Konsul kazał zająć półwysep Apulii liczącym 15 000 ludzi oddziałom generała dywizji Soulta. W szczególności zajęto porty Otranto, Brindisi i Tarent. Generał ustawił tam silne baterie, pod osłoną których francuska eskadra bezpieczna była nawet w obliczu silniejszego nieprzyjaciela. Odcinek z Tarentu do Egiptu można przy sprzyjających wiatrach bardzo szybko przepłynąć. Wśród tych oddziałów znajdowały się prowizoryczne półbrygady, utworzone z zakładów 14 półbrygad piechoty i 7 pułków kawalerii Armii Wschodu. Zgodnie z postanowieniem podpisanego we Florencji 23 lutego 1801 roku z królem Neapolu traktatu pokojowego w kwietniu tegoż roku generał Soult zajął Apulię.

W drugiej połowie 1800 roku toczono ożywione rokowania z Portą. Prowadzili je, przetrzymywany nadal w Konstantynopolu Ruffin oraz wysłannicy Prus i Hiszpanii. Straty odniesione w Syrii, pod Abukirem, Damiettą i w końcu pod Heliopolis przestraszyły Portę; jeszcze bardziej czyniły to przyjazne stosunki rozwijające się pomiędzy dworami w St.Petersburgu i Paryżu. Porta obiecała solennie, nie występować więcej przeciwko Egiptowi; ze względu na sojusz z Anglią i muzułmańskich pobratymców Wielki Wezyr miał pozostać jeszcze w Syrii, ale nie otrzymać z europejskiej części Turcji żadnej pomocy i będzie zdany jedynie na własne siły. Sułtan Selim był nastawiony przyjaźnie do Francji. Ustalono, że sprawa egipska rozpatrzona będzie w ramach ogólnego traktatu pokojowego. W seraju rozumiano doskonale, że na wschodzie Francja chciała trafić nie Turków, lecz Anglików. Dzięki punickiej wierności brytyjskiego gabinetu Egipt był zatem dla Francji zabezpieczony. 
 

  V.

W czerwcu, lipcu i listopadzie 1800 roku oraz w zimie 1801 roku z prowansalskich, adriatyckich, a nawet hiszpańskich portów wysłano do Aleksandrii i Damietty liczne korwety, brygi i awizo. Fregaty "Egyptienne" i "Justice" wypłynęły z Tulonu mając na pokładzie 1 300 ludzi, w tym 700 żołnierzy oraz pokaźne zapasy karabinów i amunicji. Po szybkiej żegludze przybyły one 3 lutego szczęśliwie do portu w Aleksandrii.

"Egyptienne" była fregatą nowego modelu, wybudowaną według planów inżyniera Forfait; była uzbrojona w 24-funtowe armaty, doskonale żeglowała i przewyższała wszystkie angielskie fregaty. Było wielkim szczęściem móc budować fregaty, które przewyższały angielskie; system ten później przejęli z wielką korzyścią dla siebie Amerykanie. We Francji zrezygnowano z niego. Na swoją niekorzyść. Jako powód podano, że budowa takiego statku wymaga tak samo dużo drewna, jak okręt liniowy wyposażony w 74 armaty; maszty musiały być tak samo wysokie jak okrętu liniowego, a stabilność fregaty była o wiele mniejsza. Mimo tego, powstająca marynarka musi budować silniejsze okręty niż tego samego typu posiadane przez istniejącą już marynarkę nieprzyjaciela.

13 stycznia 1801 fregaty "Africaine" i "Regeneree" opuściły Rochefort; na ich pokładzie znajdowało się również 700 żołnierzy, wino i amunicja. Sztorm rozdzielił oba okręty; "Regeneree" korzystne wiatry zawiodły szczęśliwie do portu w Aleksandrii; 1 marca napotkała ona flotę admirała Keitha i przez krótki czas powtarzała jej manewry, dzięki czemu uszła okrętom nieprzyjaciela. "Africaine" została w Cieśninie Gibraltarskiej zaatakowana i zajęta przez angielską fregatę, tracąc 300 rannych i zabitych. Okręt angielski nie odniósł w ogóle żadnych strat, bo francuski kapitan rozkazał swoim kanonierom strzelać w angielskie maszty; wszystkie kule minęły cel. To fałszywa zasada dążenia do zniszczenia omasztowania nieprzyjacielskiego okrętu, miało wśród naszych oficerów wielu zwolenników.

Admirał Ganteaume, znający doskonale wody egipskie, wypłynął 18 stycznia 1801 roku na czele 7 okrętów liniowych i 3 fregat, najlepszych żaglowców floty, z portu Brest; rzekomym celem eskadry było San Domingo. Na pokład zaokrętował się prefekt marynarki Lescallier wraz z mieszkającymi w kolonii kobietami i dziećmi, a nawet pewną liczbą kolorowych. Wysłany w pościg kontradmirał Calder dał się wyprowadzić w pole; popłynął na Maderę i Teneryfę, przeszukał całe Antyle i powrócił na Tamizę dopiero pod koniec wiosny. 20 stycznia Ganteaume zajął angielską korwetę z 28-armatami. Jedna z jego fregat, "Bravoure", odbyła gwałtowną potyczkę z przewyższającą ją siłą ognia fregatą angielską, wycofując się z honorem. 5 lutego admirał dotarł do Cieśniny Gibraltarskiej; gdyby kontynuował swoją żeglugę, dotarłby pomiędzy 15 i 20 lutego do Aleksandrii, blokowanej jedynie przez 2 okręty liniowe i wysadziłby na ląd transportowane na swoich pokładach 5 000 żołnierzy. 10 lutego zajął on angielski bryg z 14 armatami, wysłany przez admirała Kertha z Makri do Londynu; w ten sposób dowiedział się, że admirał znajduje się z 9 okrętami i konwojem złożonym ze 150 żagli w tej właśnie zatoce. 13 lutego ścigał 40-działową angielską fregatę i zdobył ją na wysokości przylądka Gates. Od załogi tej fregaty dowiedział się tego samego. Nic nie stało na przeszkodzie, by dotarł do Aleksandrii; zatoka Makri jest oddalona od tego portu o 900 kilometrów. Ale francuski kontradmirał całą swoją energię zużył w trakcie żeglugi pomiędzy Brestem i Gibraltarem. Ganteaume dał sobie wmówić, że jego okręty wymagają naprawy i obrał kurs na Tulon, gdzie 20 lutego rzucił kotwice. W ten sposób zniweczył cały plan. Awarie były tylko wymówką; mogły być usunięte na morzu, bez przerywania żeglugi.

Pierwszy Konsul był w najwyższym stopniu niezadowolony. 19 marca admirał wypłynął ponownie z Tulonu; ale w okresie minionych 50 dni admirał Warens miał czas na zebranie koło Gibraltaru małej eskadry i wpłynięcie na Morze Śródziemne. Obie floty spotkały się 26 marca, 25 mil morskich na wschód od Sardynii. Ganteaume wykonał kilka zgrabnych manewrów i odpłynął. Gdy o świcie Warens zauważył zniknięcie francuskiej eskadry, przyjął, że jest ona w drodze do Egiptu i natychmiast połączył się z flotą admirała Keitha. Ganteaume powinienen był pożeglować w kierunku wybrzeża syryjskiego, rozpoznać okolice góry Karmel i wysadzić na ląd swoich 5 000 żołnierzy w okolicy Damietty. Ale on popłynął z powrotem do Tulonu.

Znowu otrzymła surową reprymendę oraz rozkaz, podjęcia kolejnej próby. Miał wysadzić na ląd w porcie Damietta lub El Baretum żołnierzy zaopatrzonych w prowiant na 2 miesiące, bukłaki, armaty, moździerze dla przygotowania baterii nabrzeżnych oraz 300 tysięcy franków na zakup koni i wielbłądów. Po raz trzeci admirał nie osiągnął celu; postanowił wylądować koło El Baretum, nie miał jednak żadnego, znającego ten port, pilota; 8 czerwca dopłynął w okolice Derne, ale nie mógł tam wylądować.

Ganteuame pożeglował więc na Kretę. W drodze spotkał 80-działowy okręt "Swiftsure", jeden z największych okrętów liniowych floty angielskiej i zdobył go po 2-godzinnej walce. 4 lipca zdobył korwetę, przybywającą z Londynu z rozkazami dla admirała Keitha. Następnie zdobył 8 statków transportowych, przybyłych z Anglii. Swoje depesze i kilku zaufanych oficerów posłał na pokładzie wysłanej 7 czerwca korwety "Heliopolis" do Aleksandrii. Zadowolony z tego sukcesu, 22 lipca wpłynął do portu w Tulonie.

Ta podróż to jedna z najznakomitszych akcji tej wojny; przysporzyła nieprzyjacielowi wiele szkód; ale swojego celu admirał nie osiągnął; wykazując większe zdecydowanie mógłby go jednak osiągnąć i za każdym razem uratować Egipt. Po raz pierwszy dotarłby do Aleksandrii pomiędzy 15 i 25 lutego; przecież fregata "Regeneree", która przekroczyła Cieśninę Gibraltarską 13 lutego, dotarła tam 1 marca. A admirał Ganteaume przekroczył cieśninę 5 lutego, czyli 8 dni wcześniej. Wzmocniony 8 000 ludzi, generał Friant zapobiegłby lądowaniu pod Abukirem, które miało miejsce 8 marca. Po raz drugi Ganteaume dotarłby do Damietty w czasie, gdy zajmowaliśmy jeszcze Kair i Aleksandrię. Po raz trzeci przybyłby do Egiptu w czerwcu; przecież korweta "Heliopolis", wysłana sprzed afrykańskiego wybrzeża dotarła tam przed końcem miesiąca. Generał Hutchinson stacjonował wówczas w okolicach Gizeh; a generał Coote miał w Obozie Rzymskim jedynie 4-5 000 ludzi; armia angielska miała wielu chorych, a jej rezerwa jeszcze nie dotarła. 
 

  VI.

Po bitwie pod Marengo rząd angielski użył oddziałów, które właściwie przewidziane były do wsparcia generała Melasa, do ekspedycji skierowanej przeciwko Ferrol i Kadyksowi. Miano nadzieję, że uda się spalić obie stocznie i zdobyć kotwiczące na redzie statki. W sierpniu 1800 roku w Hiszpanii wylądował 12 000 korpus pod dowództwem Sir Jamesa Pulteney i zaatakował Ferrol (port w płn-zach. Hiszpanii - przyp.tłum.), został jednak odparty. Po ponownym zaokrętowaniu przybył on we wrześniu do Gibraltaru, gdzie połączył się z przybyłą krótko przedtem z Mahon armią. Dowództwo objął generał Sir Ralph Abercromby; admirał Keith krążył na czele połączonych eskadr przed Kadyksem; ale Hiszpanie mieli czas na przygotowanie się i skoncentrowanie w Andaluzji sporej ilości wojska. Na początku października generał Abercromby zrezygnował z zaatakowania Kadyksu, a admirał Keith pożeglował do Livorno, by wysadzić tam armię na ląd; tam dowiedział się jednak o przedłużeniu we Włoszech, na podstawie konwencji z Castiglione, zawieszenia broni pomiędzy armiami francuską i austriacką. Keith znalazł się w wielkim kłopocie; stłoczone na pokładach statków transportowych oddziały cierpiały i chorowały; część ich posłał na zajętą niedawno przez koalicję Maltę, część do Mahon. 
 

Wszystko wskazywało na to, że wkrótce w Luneville podpisany zostanie traktat pokojowy pomiędzy Francją i Austrią; stosunki pomiędzy dworami w Petersburgi i Paryżu były z dnia na dzień serdeczniejsze. Plotka głosiła, że pomiędzy carem Pawłem i Pierwszym Konsulem prowadzona jest korespondencja na temat wysłania rosyjsko-francuskiej armii znad Morza Kaspijskiego do Indii. Prowadzone w Konstantynopolu rokowania nie mogły pozostać w takiej tajemnicy, by to i owo nie przedostało się na zewnątrz. Nie było już żadnych wątpliwości co do doskonałego stanu armii francuskiej w Egipcie; charakter generała Menou wykluczał szanse na osiągnięcie czegokolwiek za pomocą knowań i dyplomatycznych intryg. Porta była bliska myśli na zezwolenie utworzenia w Egipcie kolonii francuskiej; wzrastająca potęga Francji  i jej pełne zaufania stosunki z Rosją rodziły obawy przed innymi niebezpieczeństwami. Gdyby Francja umocniła swoją władzę, na barki angielskiego ministerstwa, które sprzeciwiło się uznaniu konwencji z El-Arisz, spadłaby olbrzymia odpowiedzialność. Dundas, który najgwałtowniej sprzeciwiał się konwencji, naciskał teraz ze wszystkich sił, by wysłać na zdobycie Egiptu stojącą nieczynnie na Malcie armię i umocnić w ten sposób angielskie panowanie w Indiach. 25 października 1800 roku generał Abercromby otrzymał rozkazy i instrukcje dotyczące kampanii egipskiej. 
 

  VII.

Abercromby opuścił Maltę na czele 26 batalionów piechoty, 4 regimentów kawalerii i 56 armat, w sumie 20 000 ludzi, w tym oficerowie, podoficerowie i muzycy. 1 stycznia 1801 roku osiągnął leżącą naprzeciw Rodos redę w Makri, wysadził swoją armię na ląd i rozbił obóz na wybrzeżu Małej Azji. Dywizja w sile 7-8 000 otrzymała rozkaz wyruszenia z Indii przez Morze Czerwone i wylądowania w Suezie. W ten sposób Anglia mogła wkroczyć do Egiptu liczącą 25-30 000 ludzi armią. Przyczyny zatrzymania się w Małej Azji były następujące: po pierwsze, Abercromby chciał zrobić wrażenie na Porcie i zakłócić rokowania z Francją; po drugie, chciał dać czas dywizji indyjskiej na dotarcie do Suezu; po trzecie, by zdobyć potrzebne armii 2 500 koni, a mianowicie 1 200 dla uzupełnienia kawalerii, 300 dla sztabu generalnego i 1 000 dla artylerii i ambulansów; po czwarte, by uzgodnić plan kampanii z przebywającym ciągle jeszcze w Palestynie Wielkim Wezyrem. Według tego planu armia angielska miała wylądować w Jaffie, połączyć się z Wielkim Wezyrem, przejść przez pustynię, spotkać się w Suezie z dywizją indyjską i w sile 60 000 ludzi, z których prawie połowę stanowili Anglicy, pomaszerować na Kair. Pustynia koło Suezu stanowiła wszakże przeszkodę, ale niezbyt znaczącą.

W styczniu i lutym generał Abercromby posłał do Jaffy generała Moore, by porozumieć się z Wielkim Wezyrem. Generał pozostał przez kilka tygodni w obozie Wielkiego Wezyra, a po powrocie nakreślił odstraszający obraz armii tureckiej: zobaczył 7-8 000 źle uzbrojonych, pozbawionych wszelkiej dyscypliny żałosnych postaci, cierpiących z powodu swojej nieczystości na wszystkie możliwe choroby i dowodzone przez złych oficerów. Jednym słowem, ta tak zwana armia zmniejszyłaby jedynie zapasy prowiantu armii angielskiej i zaraziła ją chorobami, nie przynosząc najmniejszego pożytku. Na podstawie tego raportu najwyższy dowódca angielski zmienił swój plan i zrezygnował z marszu przez pustynię. Podpisał z tureckimi handlarzami koni umowy na dostawy; ale otrzymał od nich jedynie 700 sztuk, z których 500 przydzielił swojej kawalerii i 180 artylerii.

W czasie, gdy jeszcze wahał się, co do dalszego postępowania, otrzymał wiadomość o dotarciu do Aleksandrii fregat "Egyptienne" i "Justice", o przybywaniu tam dziennie korwet i francuskich statków handlowych, dostarczających do Egiptu uzupełnienia oraz o wpłynięciu na Morze Śródziemne francuskiej eskadry z Brestu, mającej na pokładzie całą armię. W efekcie tej ostatniej wiadomości, podniósł 23 lutego kotwice i 1 marca pojawił się przed Aleksandrią. Flota i konwój liczyły w sumie 180 żagli, w tym 9 okrętów liniowych i 6 fregat oraz 6 starych okrętów liniowych i 24 fregat użytych jako statki transportowe; resztą stanowiły duże jednostki transportowe. Spodziewał się, że zdobędzie Aleksandrię przez zaskoczenie i nie będzie potrzebować ani kawalerii ani zaprzęgów dla artylerii konnej, bo armaty mogli ciągnąć marynarze. Po zdobyciu Aleksandrii, umocniłby się tam, wyposażył swoją kawalerią w konie i sprowadziłby Kapudana Paszę; tym samym zachęciłby Wielkiego Wezyra do pomaszerowania w końcu nad Nil. Według przysłanych mu przez jego rząd zestawień armia francuska składała sią z 8 000 Francuzów i 4 000 Koptów, Greków albo Syryjczyków, w sumie z 12 000 ludzi. Według dokładnych wiadomości, otrzymanych z Konstantynopola i od statków płynących z Aleksandrii, Francuzi liczyli 10 000 ludzi, a ich korpus pomocniczy liczył 5 000. Wynikało z tego, że armia francuska ustępowała mu liczebnością, co oznaczało, że jako pan Aleksandrii opanuje również bardzo szybko cały Egipt; dowódca francuski będzie bowiem szczęśliwy, gdy będzie mógł przyjąć warunki kapitulacji z El-Arisz; Egipt zostałby zdobyty bez bitwy i bez większych strat armii brytyjskiej. Na tych fałszywych założeniach opierał się cały plan kampanii. Armia, która podjęłaby się jego wykonania, musiałaby być zgubiona; ale ślepe szczęście sprawiło, że odniosła ona sukces. 
 

  VIII.

Z Makri wysłano 2 oficerów angielskich by przeprowadzili rekonesans plaży koło fortu Marabut i redy Abukiru. 27 lutego w nocy udali się na ląd, wspięli na Wzgórze Źródlane i stwierdzili, że nie jest ono umocnione; ale zagapili się i zostali zaskoczeni przez świt; pełniący na jeziorze Madijeh służbę statek zauważył i sprzątnął ich szalupę. Jeden z inżynierów został zabity, drugi wzięty do niewoli i wraz z jego papierami wysłany do Kairu, gdzie przybył 2 marca. Admirał Keith oczekiwał, że spotka obu oficerów i otrzyma raport potrzebny do wyboru miejsca lądowania. Gdy dowiedział się o ich nieszczęściu, zawrócił i rzucił 2 marca 1801 roku na redzie Abukiru kotwice, w tym samym miejscu, gdzie admirał Brueys na czele swojej floty odbył swoją bitwę. Pomiędzy 3 i 8 marca morze było jednak tak niespokojne, że lądowanie było niemożliwe.

8 marca przed świtem generał Moore wraz z 6 000 ludzi wsiadł na 150 łodzi, które eskortowane były przez 15 kanonierek, po 5 z lewej, prawej i z tyłu. Ta pływające baterie płynęły w miarę możliwości blisko brzegu, by trzymać w szachu nabrzeżne baterie. O godzinie 4 rano wszystkie te przygotowania były ukończone, a łodzie stały w linii bojowej koło korwety "Mondovi", która kotwiczyła blisko brzegu. Na jej sygnał łodzie ruszyły naprzód i zatrzymały się w odległości armatniego strzału od francuskich baterii; odległość pomiędzy łodziami wynosiła 50 kroków; marynarze odpoczywali przez kwadrans, by później móc wiosłować pełną parą.

Dowodzący w Aleksandrii generał dywizji Friant, miał pod sobą 6 000 ludzi, a mianowicie 2 400 marynarzy i kanonierów marynarki, 500 weteranów, 3 000 żołnierzy oddziałów liniowych, czyli 61. i 75.półbrygadę, 100 dragonów i kilka oddziałów artylerii. Z tego 300 ludzi stanowiło załogę wieży w Abukirze, 200 - fortu Julien, 300 - Rosetty; w Aleksandrii przebywało zatem tylko 5 200 ludzi. Friant pomaszerował na czele 3 batalionów 61. i 75.półbrygady, 100 dragonów i 12 lekkich armat na plażę Abukiru; 3 marca posłał 3 000 ludzi jako prawe skrzydło za ujście jeziora Madijeh dla osłony Rosetty. Do obrony plaży Abukiru, rozciągającej się na długości 4,5 kilometrów pozostało mu tylko 2 000 ludzi. Część plaży była w polu ostrzału baterii fortu, inna w polu baterii stojącej na końcu jeziora Madijeh; 3 żelazne armaty ustawione były mniej więcej w połowie drogi, u stóp Wzgórza Źródlanego. Ogień tych 3 baterii krzyżował się, jednak w stosunkowo dużej odległości od brzegu. Generał Friant ustawił dowodzoną przez pułkownika Dorsenne 61.półbrygadę na prawym skrzydle, by broniła części plaży pomiędzy jeziorem Madijeh i Wzgórzem Źródlanym; odcinek ten był najdalej oddalony od fortu, więc właśnie tutaj należało spodziewać się ataku nieprzyjaciela. Pułkownikowi L'Huillier z 75.półbrygadą powierzył obronę Wzgórza Źródlanego i plaży pomiędzy tym wzgórzem i fortem; swoją artylerię polową ustawił w szczególnie dogodnym punkcie fortu.

Wkrótce rozpoczęła się kanonada; łodzie wiosłowały z całej siły w kierunku lądu. Trudno było wywnioskować, w którym punkcie zamierzają wylądować, ale gdy tylko znalazły się w zasięgu ostrzału francuskich armat, zostały ostrzelane z fortu, baterii nad jeziorem Madijeh, ze Wzgórza Źródlanego i ze stanowisk zajmowanych przez 12 armat polowych. Potrzebowały pół godziny, by osiągnąć ląd i poniosły duże straty; wiele łodzi zostało zniszczonych, przez moment panowało zamieszanie, w końcu jednak lewe skrzydło linii łodzi wylądowało pomiędzy jeziorem Madijeh i Wzgórzem Źródlanym. Dorsenne, na czele 61.półbrygady, zaatakował Anglików z wielkim impetem; wszyscy, którzy byli już na lądzie, zginęli, zostali wzięci do niewoli albo zepchnięci do wody. Żołnierze weszli aż po pierś do wody i zdobyli kilka łodzi; w międzyczasie jednak prawe skrzydło flotylli wylądowało na północ od Wzgórza Źródlanego. 2 angielskie bataliony odważnie ruszyły naprzód i zajęły Wzgórze Źródlane. Pułkownik L'Huillier popełnił nieostrożność ustawienia swojego regimentu u stóp wzgórza, wierząc, że będzie miał możliwość wspiąć się na wzniesienie w przypadku jego zagrożenia. Nieprzyjaciel uprzedził go i zajmując Wzgórze Źródlane zapanował nad całą okolicą. Jeszcze przez pewien czas trwała wymiana ognia karabinowego, również kawaleria przeprowadziła kilka ataków; ale 6 000 Anglików było już na lądzie. Dysproporcja sił była zbyt wielka; 1 800 ludzi nie mogło wyprzeć ze stanowisk 6 000.

Generał Friant rozkazał odwrót i zajął pozycje 2 kilometry dalej w kierunku Aleksandrii; stracił baterie nabrzeżne i 3 działa polowe, których zaprzęgi zostały zabite kulami dział kanonierek.

To lądowanie należało do najodważniejszych przedsięwzięć, jakie zna historia. Ale gdyby wybudowano fort na Wzgórzu Źródlanym lub przynajmniej dobry, umocniony i zabarykadowany szaniec, lądowanie byłoby niemożliwe.

Po stronie angielskiej straty wyniosły 1 200 ludzi, czyli jeden z pięciu; po stronie francuskiej z walki wykluczonych zostało 300 ludzi, czyli jeden z sześciu.

W przeciągu tego samego dnia wylądowała również reszta armii. Okrążyła ona fort Abukir i zajęła pozycje w odległości godziny drogi od niego tak, że jej prawe skrzydło opierało się o morze, lewe - o jezioro Madijeh, a skrzydła osłaniane były przez kanonierki. Armia angielska stała w 3 liniach: jej artylerię z braku koni ciągnął oddział marynarzy, a kawaleria miała jedynie 80 koni. 10 marca otrzymała ona wzmocnienie w postaci batalionu żołnierzy marynarki oraz batalionu marynarzy liczących po 800 ludzi. 
 

  IX.

Generał Abercromby miał 17 000 piechoty, 1 200 kawalerii, 750 artylerii, w sumie 19 450 ludzi, z których 1 500 było chorych. Pod bronią stało włącznie z oficerami, podoficerami, muzykami i sztabem 17 950 ludzi. Oba bataliony marynarki liczyły 1 600 żołnierzy; miał zatem 19 550 do dyspozycji; ale podczas lądowania stracił 1 200 poległych, rannych i wziętych do niewoli, 1 150 przebywało pod Abukirem albo służyło w służbie zdrowia. W linii bojowej stało zatem 17 200 ludzi. Kawaleria została spieszona; nie było koni dla artylerii, ambulansów i transportów żywności; armia pozbawiona była wszystkiego, co potrzebne jest do prowadzenia wojny, za wyjątkiem broni i umundurowania. Podzielona była na 6 brygad, 26 batalionów, 260 kompanii piechoty, 16 szwadronów kawalerii.

W skład armii francuskiej wchodziło 14 półbrygad piechoty, to znaczy 42 bataliony albo 210 kompanii, 7 pułków kawalerii, czyli 42 szwadrony. Siłę efektywną stanowiło 27 400 ludzi, z tego 1 300 w szpitalach, 2 500 weteranów, rekonwalescentów i załóg zakładów, 1 200 niezdolnych do walki robotników i członków Komisji Nauki i Sztuki. Pod bronią stało zatem 22 400 ludzi, z czego piechotę tworzyło 18 400, kawalerię 2 500, a artylerię i inżynierię 1 500 ludzi.

Armia nieprzyjacielska miała więc przewagę piechoty, ale dużo mnie kawalerii i artylerii. Ale za to cała armia była skoncentrowana, podczas gdy oddziały francuskie rozdzielone były na kilka twierdz, musiały pilnować porządku w kraju i obserwować ruchy armii Wielkiego Wezyra. 
 

4 marca 1801 roku o godzinie 3 po południu generał Menou otrzymał wiadomość o pojawieniu się przed Aleksandrią floty angielskiej. Przypuszczał, że jest to jedynie atak pozorowany, a głównego natarcia spodziewać należy się od Morza Czerwonego, od Syrii i Damietty. Rozkazał generałowi dywizji Reynier zająć na czele 13. i 85.półbrygady oraz kilku szwadronów pozycji koło Salijeh, posłał generała Rampon z 4 batalionami do Damietty, wzmocnił garnizon Suezu i wysłał 3 400 ludzi, wśród nich 500 kawalerii i 9 dział polowych, pod dowództwem generała Lanusse, dla wzmocnienia garnizonu Aleksandrii. Po zabezpieczeniu się w tej sposób przed wszystkimi możliwościami, pozostał z rezerwą w Kairze, czekając na nowe wiadomości o ruchach nieprzyjaciela, by podjąć ostateczną decyzję.

Generał Lanusse dotarł 11 marca do Aleksandrii, przejął dowództwo i rozbił biwak koło Obozu Rzymskiego, opierając lewe skrzydło o morze, a prawe o jezioro Madijeh. Po połączeniu swoich oddziałów z siłami generała Frianta dysponował 5 000 żołnierzy wszystkich rodzajów broni i 20 armatami. 
 

13 marca o świcie generał Abercromby wyruszył do ataku na Aleksandrię. Jego siły tworzyły 2 linie; na czele każdej brygady maszerowali ciągnący armaty marynarze.

Po dokonaniu krótkiego marszu, Abercromby zatrzymał się i przeprowadził rekonesans pozycji generała Lanusse. Lewe skrzydło francuskie zajmowało silne stanowiska w ruinach Obozu Rzymskiego, dlatego angielski dowódca zdecydował się pomaszerować na lewo w kierunku jeziora Madijeh, by obejść prawe skrzydło Francuzów. To posunięcie odpowiadało wszelkim zasadom sztuki wojennej; było też nakazane ukształtowaniem terenu; Abercromby musiał je zrobić już z tego powodu, by utrzymać połączenie z jeziorem Madijeh; stamtąd bowiem otrzymywał amunicję, a na części łodzi znajdowali się urzędnicy administracji i służba medyczna, towarzyszący armii. Ale w ten sposób odsłonił nieprzyjacielowi swoje prawe skrzydło.

Generał Lanusse postanowił przystąpić do ataku; oburzyło go, że armia angielska, której siłę oceniał na 16-18 000 ludzi, maszeruje przed jego frontem nie osłaniana przez kawalerię. Pułkownik Bertrand, który w tym czasie przebywał w Aleksandrii w podróży inspekcyjnej, próbował załagodzić jego wzburzenie i radził, nie dopuszczać do żadnej potyczki.

"- Jesteśmy jeden przeciw trzem, być może jeden przeciw czterem; nie mamy szansy na sukces, a Pan ryzykuje nie tylko zdemoralizowanie dywizji, ale nawet zagrożenie Aleksandrii. Gdy tylko nasze prawe skrzydło zostanie ominięte, niech Pan rozkaże odwrót, pomaszeruje doliną z powrotem i zajmie pozycje przed bramą Rosetty; tam mamy wsparcie armat fortu Cretin, bramy Kleopatry, wież miejskich i bramy Rosetty. W przeciągu dnia i nocy usypiemy kilka szańców, umacniając nasze pozycje. Jest niemożliwym, by generał Menou nie zrozumiał w ciągu kilku dni, jak szkodliwe są jego rozporządzenia i że nie dołączy on do nas na czele całej armii; wtedy będziemy mieli nad Anglikami przewagę liczebną, wyborową kawalerię i liczne działa polowe. Odniesiemy decydujące zwycięstwo".

Trafność tych wywodów leżała na dłoni, dlatego generał Lanusse przez długi czas powstrzymywał się od rozpoczęcia działań. Ale gdy linie nieprzyjacielskie zbliżyły się na odległość armatniego strzału, rozkazał kanonierom otwarcie ognia; kule wielu haubic wywołały odpowiedni skutek. Generał Bron dokonał wypadu, by przybliżyć swoją artylerię lekką; armia angielska stanęła zaskoczona. Generał Lanusse zauważył to niezdecydowanie i zamiast wydać rozkaz do odwrotu, dał się porwać emocjom i z okrzykiem: Naprzód! rzucił się na nieprzyjaciela.

Generał Abercromby nie był przygotowany na taki atak; miał zaledwie czas na zatrzymanie swojej kolumny i zwrotem w prawo na utworzenie szyku bojowego. Wkrótce rozpoczęła się straszliwa walka wręcz; pierwsza linia angielska została całkowicie rozerwana, 300 ludzi wziętych do niewoli; ale druga linia utrzymała swoje pozycje. Lanusse dokonywał cudów odwagi. Ale dysproporcja sił była zbyt duża; został zmuszony do wycofania się najpierw na swoje poprzednie pozycje, a później na wzgórzach przed bramą Rosetty. Armia angielska ustawiła się na dnie doliny w szyku bojowym, pod ogniem francuskich baterii; stała tam zbyt długo bezczynnie, tracąc niepotrzebnie 500-600 ludzi.

Generał Abercromby wahał się. Czy ma zaatakować nowe pozycje Francuzów? Ponieważ znajdowały się one pod osłoną ognia armat fortu Cretin i bramy, rozkazał w końcu odwrót i zajęcie pozycji w Obozie Rzymskim. Stracił w tym dniu 1 900 ludzi, jednego z dziesięciu; straty armii francuskiej wyniosły 600 ludzi, jednego z sześciu.

Generał Lanusse wykazał się najwyższą odwagą; gdyby miał 9 000 ludzi, odniósłby całkowite zwycięstwo. Wieczorem miał wyrzuty sumienia i próbował się usprawiedliwiać, mówiąc, że nie mógł pozwolić bez walki na pozbawienie go połączenia z Kairem. Ale nie byłoby problemu na nawiązanie innego połączenia!

Angielskiemu generałowi robiono wyrzuty, że nie wykorzystał swojego sukcesu. Mógł, jak mówiono, zająć Aleksandrię. Ale Mur Arabski był w dobrym stanie, forty Caffarelli i Cretin nie mogły być wzięte przez zaskoczenie, szeregi armii angielskiej zostałyby wybite ogniem kartaczy, a połączenie z jeziorem Madijeh zostałoby odcięte przez francuską kawalerię. Jeżeli można mu coś zarzucić, to fakt, że nie utrzymywał swojej armii poza zasięgiem francuskich armat do czasu podjęcia swojej decyzji; takie środki bezpieczeństwa, które pozwalają oszczędzić życie wielu żołnierzy, przedsięwzięte bywają jedynie przez starych generałów, którzy są przyzwyczajeni do niebezpieczeństw, walk i bitew. 
 

  X.

11 marca wieczorem generał Menou otrzymał wiadomość o wylądowaniu armii angielskiej. 10. tego miesiąca odwołał generałów Reynier i Rampon i wykonał różne manewry, by skoncentrować swoje oddziały. Maszerował przez 7 dni i 19 marca stanął pod Aleksandrią. Swój obóz rozbił na wzgórzach przy bramie Rosetta, opierając swoje lewe skrzydło o morze, a prawe o jezioro Mariotis; od armii angielskiej oddzielała go dolina. Przyprowadzone przez niego oddziały wraz z oddziałami pozostałymi po potyczce 13 marca dawały armię liczącą 9 000 piechoty, 1 800 kawalerii i 50 zaprzężonych dział polowych, w sumie 12 000 ludzi. 6 000 Menou pozostawił w garnizonach Kairu, Górnego Egiptu, Belbes, Salijeh, Suezu, Rosetty i Lesbeh. 2 400 weteranów, robotników i oddziałów zakładowych, 4 200 chorych, rannych i niezdolnych do walki znajdowało się częściowo w Kairze, częściowo w Aleksandrii.

Od czasu swojego lądowania armia angielska straciła w potyczkach w dniach 8 i 13 marca 3 000 ludzi. Wskutek plotki o pojawieniu się eskadry Ganteaume bataliony marynarki wróciły na okręty. W szyku bojowym stało zatem 13 000 ludzi, z tego 200 kawalerii. Piechota armii angielskiej przewyższała o 4 000 francuską, ale jej kawaleria była o 1 600 ludzi słabsza. Armia angielska miała 70 dział, a mianowicie 34 działa polowe, 28 armat 18-funtowych, 4 armaty 24-funtowe, obsługiwane przez marynarzy i 4 armaty 24-funtowe na kutrach i kanonierkach, które były zakotwiczone na lewym i prawym skrzydle linii bojowej; jej artyleria była więc słabsza liczebnie. Zajęta przez nią pozycja miała długość 2,5 kilometrów i była osłaniana przez 3 szańce; prawe skrzydło, oddalone o 50 metrów od morza, opierało się na jednym ze wzgórz przygotowanego do obrony Obozu Rzymskiego; centrum stało na piaszczystej wydmie, oddzielonej niecką od prawego skrzydła; wydma ciągnęła się, stopniowo opadając, aż do jeziora Madijeh. Armia stała w 2 liniach, mimo, że jej siła nie wystarczała nawet na wypełnienie takiej przestrzeni jedną, jedyną linią. Obie armie zajmowały dobre stanowiska; ten, kto pierwszy zaatakuje, musiał zrezygnować ze wszystkich wynikających z tego korzyści.

Najbardziej zdolni do osądu oficerowie armii francuskiej żałowali, że w tak decydującym momencie generał Menou pozostał przy swoim systemie rozdzielania swoich sił.

"- Ach! - mówili - gdyby był tutaj Napoleon, stalibyśmy na polu bitwy na czele 21 000 ludzi, zamiast 12 000. Czy wolno nam, gdy jesteśmy słabsi, decydować się na bitwę, która decyduje o losie armii?"

Oddziały były pełne zapału bojowego; w ogólnym pojęciu armia była zgodna z głównodowodzącym; również on dążył do bitwy.

W składzie armii było 11 półbrygad, ale były one osłabione przez liczne oddziały detaszowane. Zostały one podzielone pomiędzy 5 generałów: prawe skrzydło, dowodzone przez generała Reyniera, tworzyły półbrygady liniowe: 13., 85., 25., 75. i 61.; Rampon na czele 21. i 32.półbrygady stał w centrum; Destaign i Lanusse na czele półbrygad: 4., 28., 69. i 88. tworzyli lewe skrzydło; kawalerią, stojącą w 2 rzutach, dowodził generał Roize. Pułk wielbłądów pułkownika Cavalier otrzymał zadanie przeprowadzenia pozorowanego ataku na grobli jeziora Madijeh, czyli na skrajnym prawym skrzydle, by skierować tam uwagę angielskiego dowódcy i umożliwić atak główny, który miał poprowadzić przeciwko prawemu skrzydłu nieprzyjaciela generał Lanusse.

21 marca o godzinie 3 rano pułkownik Cavalier posunął się naprzód, zdobył zajęty przez nieprzyjaciela szaniec, zdobył 2 armaty i zmusił całą armię angielską do ruchu; był to w jej rozumieniu najsłabszy punkt pozycji, a mianowicie tam, gdzie mogła ją obejść francuska kawaleria i odciąć od miejsca lądowania. Generał Abercromby zamierzał już podążyć tam na czele swojej rezerwy i częścią prawego skrzydła, gdy generał Lanusse, który przemaszerował w nocy dolinę i dotarł do podnóża Wzgórza Rzymskiego, przystąpił do ataku na pozycje nieprzyjacielskiego prawego skrzydła. Kilka francuskich batalionów wdarło się do szańców; rozpoczęła się zawzięta walka wręcz, podczas której armatnia kula urwała nogę generałowi Lanusse; to nieszczęście zadecydowało o losie bitwy. Francuskie centrum zaatakowało centrum nieprzyjaciela; generał Roize poprowadził szarżę na czele 1 200 jeźdźców, przebił linię angielskiej piechoty i wtargnął głęboko w jej szeregi; Sir Ralph Abercromby został w środku swoich oddziałów śmiertelnie ranny. Ale pomiędzy tymi pojedynczymi atakami nie było powiązania; armia nie była dowodzona jako całość. O godzinie 10 rano powróciła na swoje pozycje, przez resztą dnia obie armie stały naprzeciw siebie. Anglicy stracili 2 300 rannych i zabitych, wśród nich generała Abercromby, który zmarł 28 marca. W oficjalnych raportach podali, że ich straty wyniosły jedynie 1 500 ludzi. Straty Francuzów wyniosły 2 500 ludzi. Śmiertelnie ranni zostali generałowie Lanusse, Baudot i Roize. Anglicy chwalili się, że odnieśli zwycięstwo. Rzeczywiście, odparli atak armii francuskiej; zajmowali dogodne pozycje, mieli przewagę w piechocie i mieli wsparcie na skrzydłach w postaci kanonierek, które z boku i z tyłu ostrzeliwały szeregi francuskie i zarzucały całe pole walki granatami, kulami i kartaczami. Ale armia angielska nie opuściła swoich pozycji i nie uczyniła nawet kroku naprzód, by wykorzystać swoje zwycięstwo; całą następną noc spędziła pod bronią w trwożnym oczekiwaniu. Krwawa bitwa zrobiła na niej takie wrażenie, że przy najmniejszym odgłosie Anglicy wierzyli, że cała armia francuska jest w ruchu, by rozpocząć nowy atak. Łatwo można sobie wyobrazić, jaki byłby wynik tego dnia, gdyby na polu bitwy znalazło się 8 000 Francuzów pozostawionych przez Menou w głębi Egiptu.

Obie armie myślały jedynie o umocnieniu się na swoich pozycjach. Obóz Francuzów już wkrótce był nie do zdobycia; przez kilka dni generał Menou nieprzerwanie kazał sypać nowe szańce. W szeregach armii angielskiej więcej niż raz wyrażano opinię: nadszedł czas na ponowne zaokrętowanie; ekspedycja spaliła na panewce; od lądowania minęło 21 dni i niczego jeszcze nie osiągnięto; zajęcie Aleksandrii jest już niemożliwe; liczba rannych i wziętych do niewoli świadczy o przewadze armii francuskiej; liczyła nie 10 000 lecz 24 000 i jest w stanie codziennie otrzymywać posiłki z Kairu, a armia angielska nie może się ich spodziewać przez następnych kilka miesięcy; po przeprowadzeniu 3 ataków jej liczebność zmalała o 6 000 ludzi, zabitych, rannych i chorych; pod bronią stało jeszcze tylko 12 000 ludzi, z których należy odliczyć jeszcze tych, którzy niezbędni byli do pielęgnowania rannych i chorych; Francuzi byli przyzwyczajeni do klimatu i dobrze odżywieni, znajdowali się więc w lepszej sytuacji. 8 i 13 marca Anglicy stracili więcej ludzi niż Francuzi; ci ostatni mieli za to większe straty 21 marca, co wyrównywało siły obu armii.  
 

  XI.

Głosy, opowiadające się za zaokrętowaniem, osiągnęłyby swój cel, gdyby 25 marca nie przybył na redę Kapudan Pasza na czele 5 okrętów wojennych i floty transportującej 6 000 janczarów. To wzmocnienie było cenniejsze, niż wierzyli sami Anglicy, którzy nie doceniali Turków. Jako strzelcy w luźnym szyku i wspierani przez linie angielskie, te 6 000 było równe 6 000 Anglików. Ale armii brakowało prowiantu, a w szczególności świeżego pokarmu. Ściśnięta na półwyspie i odcięta armia musiała wkrótce ograniczyć się do dostarczanych jej przez flotę sucharów i peklowanego mięsa; ranni i chorzy leżeli bezpośrednio na piasku jałowej pustyni, choroby zataczały coraz większe kręgi. By zdobyć konie koniecznym było zajęcie Rosetty. Generał Hutchinson, który objął dowództwo po generale Abercromby, wysłał tam 6 000 ludzi Kapudana Paszy wraz z 800 Anglikami i 8 armatami. Dywizja przekroczyła 2 kwietnia jezioro Madijeh i dotarła 8 tego miesiąca do Rosetty. Złożona z 8 000 Francuzów załoga wycofała się do delty na prawy brzeg Nilu pozostawiając w forcie Julien jedynie 200 ludzi, częściowo weteranów i 19 dział. Generał Hutchinson polecił ludziom Kapudana Paszy okrążenie go, a 19 kwietnia, 5 dni po otwarciu okopów Turcy opanowali fort. Upadek fortu Julien otwierał ujście Nilu pod Rosettą i pozwolił Anglikom na stworzenie połączenia pomiędzy Abukirem i Nilem. 
 

  XII.

Po bitwie stoczonej 21 marca generał Menou posłał generałowi Belliard (generał Augustin-Daniel Belliard pełnił wówczas funkcję gubernatora Kairu - przyp. tłum.) rozkaz opuszczenia Górnego Egiptu i ściągnięcie do Kairu garnizonów Salijeh, Suezu i Belbes. Gdy dotarła do niego wiadomość o marszu nieprzyjaciela w kierunku Rosetty wysłał swojego szefa sztabu, generała Lagrange na czele 4 000 piechoty, 20 armat i 600 jeźdźców do Ramanyah by utrzymać łączność pomiędzy Kairem i Aleksandrią. Generał Lagrange wysunął swoją awangardę aż do położonej pomiędzy Nilem i jeziorem Edku miejscowości Atfeh. Zaniepokoiło to mocno angielskiego dowódcę; wysłanie przez niego silnego detachementu mogło spowodować, że zostałby zaatakowany we własnym obozie, którego słabym punktem było jego lewe skrzydło.

Angielscy inżynierowie już od dłuższego czasu domagali się zezwolenia na przebicie grobli jeziora Madijeh, co spowodowałoby zalaniem słoną wodą całej niecki jeziora Mariotis. Ale generał Hutchinson, człowiek bardzo oświecony, sprzeciwiał się takiej akcji, która wprawdzie chwilowo mogłaby przynieść korzyści, ale miałaby fatalne skutki dla całego kraju; obawiano się nawet, że może to spowodować zagładę Aleksandrii. Po kilkudniowym oporze Hutchinson udzielił jednak zgody. 13 kwietnia saperzy dokonali 3, oddalonych od siebie o 6 metrów, przebić.O godzinie 7 wieczorem woda zaczęła wpływać z wysokości 6 stóp do jeziora Mariotis i w przeciągu 24 godzin utworzyło się 60-metrowe przebicie. Dopiero po upływie miesiąca stan wody wyrównał się, a jezioro Mariotis było napełnione. Woda pokryła cały obszar pomiędzy jeziorem Madijeh i Wieżą Arabską, powierzchnię dłuższą niż 50 kilometrów i szeroką na 35 kilometrów, zwężającą się do Damanhur stopniowo do 7 kilometrów. Przesmyk pomiędzy tą powierzchnią a morzem był koło Aleksandrii szeroki na 3500 metrów, a w odległości godziny marszu od niej zwężał się do 600 metrów.

Dzięki zabezpieczeniu w ten sposób swojego lewego skrzydła, angielski generał przestał obawiać się osłabienia swoich sił przez wysyłanie oddziałów. Wysłał do Rosetty 4 pułki piechoty, udając się wkrótce ich śladem. Swój obóz, gdzie było

4 500 piechoty, 300 kawalerii i 16 armat, założył w miejscowości El Hamad, naprzeciw Atfeh, opierając swoje prawe skrzydło o jezioro Edku, a lewe o Nil; w sumie zgromadził tam 11 000 ludzi, a mianowicie 5 000 Anglików i 6 000 janczarów Kapudana Paszy; do tego dochodziły jeszcze liczne tureckie flotylle na Nilu. 5 maja generał Hutchinson wysłał pułkownika Stuarta na czele 1 000 ludzi i 10 angielskich i tureckich dział do delty Nilu. Sam pomaszerował w górę Nilu. Wkrótce zajął opuszczoną 7 maja przez generała Lagrange  pozycję pod Atfeh. 9 maja rozbił obóz pod Ramanyah. Generał Lagrange skierował się do Kairu, gdzie dotarł po 3 dniach. W forcie, wyposażonym w 18 doskonałych dział i ogromne zapasy żywności, który mógł bronić się przez dłuższy czas, pozostawił 110 ludzi; dowodzący tam oficer, którego słusznie można nazwać zdrajcą, oddał się na łaskę i niełaskę nieprzyjaciela, nie próbując nawet przez godzinę zatrzymać jego marszu !

800 syryjskich jeźdźców połączyło się z armią angielską; przybyli oni przez pustynię. W ten sposób siły generała Hutchinsona liczyły w całości 12 000 ludzi. Generał Lagrange nie dysponował nawet 5 000. Znaczna część nieprzyjacielskiej armii tworzona była przez Turków; ale ci byli niegroźni tylko wtedy, gdy byli zdani tylko na siebie; wspieranych przez europejską armię w żadnym wypadku nie należało lekceważyć. 
 

  XIII.

Gdy generał Moore w lutym przedstawił Wielkiemu Wezyrowi plany kampanii swojego rządu, spotkał się z zimnym przyjęciem. Wezyr winił Anglików za klęski pod Abukirem, Damiettą i Heliopolis i dlatego darzył wielką nieufnością swoich sojuszników. Tak późno sformułowane propozycje londyńskiego gabinetu wydawały mu się podejrzane; nie miał zamiaru przyczynić się do ich realizacji. Szczęście tureckiego imperium leżało wyłącznie w odtworzeniu pokoju z Francją; do tego celu dążył Seraj, Dywan i armia. Wielki Wezyr nie wątpił, że armia angielska zostanie pobita. Ale gdy otrzymał wieści o szczęśliwym lądowaniu, o zakończonych powodzeniem potyczkach z 13 i 21 kwietnia, jego nastawienie uległo zmianie. Tymczasem Djezzar Pasza wyraził gotowość wysłania do tureckiego obozu 5 000 ludzi; aga Jerozolimy dołączył w kwietniu do wezyra na czele 5 000, który dzięki temu zgromadził pod El-Arisz 15 000 ludzi. To napełniło go ufnością. Gdy dowiedział się o zajęciu przez Anglików Rosetty i ich obecności w delcie, zdecydował się na marsz przez pustynię i przybył 27 kwietnia do Salijeh. Z Katijeh wysłał przez Tineh do Damietty 3 000 ludzi. 7 maja wezyr obozował w lesie palmowym w Koraim, 11. pod Balbes, 50 kilometrów od Kairu, który wezwał do kapitulacji.

W międzyczasie generał Belliard zgromadził w Kairze spośród weteranów i niezdolnych do walki, zdrowych i chorych

9 000 ludzi. 13 maja dołączył do niego generał Lagrange z 5 000, miał zatem 14 000 ludzi. Pozostawił 7 000 chorych i żołnierzy zakładów jako garnizon Kairu, Gizeh i fortów i 15 maja pomaszerował na czele 5 000 piechoty, 1 000 kawalerii i 24 armat naprzeciw Turkom.

16 maja o świcie dotarł w pobliże El Khankah. Wielki Wezyr wysłał naprzód Nadira Paszę, a sam z resztą armii wyruszył przeciwko Francuzom. Ten zaczepny ruch zaskoczył generała Belliarda. Zdecydowanie opuściło go w chwili, gdy go najbardziej potrzebował, gdy nie było już czasu na zastanawianie się. Zamiast maszerować naprzód i przegonić tę całą hołotę za pustynię, zaczął martwić się o losy Kairu; oczami wyobraźni widział wkraczającego do Kairu generała Hutchinsona (który był jeszcze oddalony o 6 dni marszu), okrążającą go armię turecką, krótko mówiąc, widział wszystko, czego widzieć nie powinien, ale nie widział, że Egipt będzie uratowany, jeżeli armia Wielkiego Wezyra zostanie wyparta za pustynię. Stracił głowę i rozkazał odwrót, nie wydając bitwy! W różnych nieistotnych potyczkach po obu stronach zginęło około 50 ludzi.

Zwrot w rozwoju wydarzeń zadziwił Anglików. W obozie Wielkiego Wezyra znajdowało się 3 ich oficerów; którzy byli przygotowani na najgorszą katastrofę. Gdy tylko rozsądny i ostrożny Hutchinson usłyszał o wyruszeniu z Kairu generała Belliarda, wysłał do obozu Wielkiego Wezyra majora Wilsona z prośbą o wycofanie się i nie przystępowanie do bitwy, której nieuchronny wynik postawiłby pod znakiem zapytania sukces całej kampanii. Wielki Wezyr twierdził na podstawie otrzymanych raportów, że generał Belliard może wystawić przeciwko niemu jedynie 2 500 ludzi; gdyby przystąpił do odwrotu jego cała armia rozbiegłaby się i mogłaby zgromadzić się dopiero po drugiej stronie pustyni. Byłoby hańbą pozostawienie kraju w ręce garstki nieprzyjaciół. Wierzył, że Anglicy chcą z przyczyn politycznych trzymać armię turecką na uboczu.  
 

  XIV.

Po długich naradach angielski generał zdecydował się w końcu na kontynuację marszu na Kair, by doprowadzić do połączenia z Wielkim Wezyrem; potrafił ocenić niebezpieczeństwo takiego posunięcia, ale widział w nim jedyną szansę na sukces. W trakcie wszystkich swoich manewrów zachowywał maksymalną ostrożność i maszerował powoli. 14 maja rozbił obóz pod Shubrakhit, gdzie zdobył flotyllę djerm załadowanych karabinami, odzieżą, amunicją i żywnością. Flotylla ta przybyła z Kairu i miała popłynąć przez Ramanyah do Aleksandrii, jej ochrona w sile 150 ludzi, została wzięta do niewoli. 16 tego miesiąca generał Hutchinson biwakował koło Alkam. Następnego dnia otrzymał meldunek, że na pustyni, pomiędzy jeziorem Natron i Nilem porusza się francuska kolumna. Na jej poszukiwanie wyruszył generał Doyle na czele 250 kawalerii, 2 armat i 500 albo 600 piechurów; angielskie i tureckie patrole spotkały Francuzów 10 kilometrów od Nilu. Była to karawana złożona z 550 wielbłądów chronionych przez 500 żołnierzy pod dowództwem pułkownika Cavalier, maszerująca przez pustynią z Aleksandrii do Kairu. Major Wilson wezwał pułkownika do kapitulacji, proponując, że jego żołnierze zostaną przewiezieni do Francji. Ta propozycja zobaczenia ojczyzny, zrobiona w środku libijskiej pustyni, była zbyt ponętna: kapitulacja została przyjęta. Dla armii angielskiej było to nieocenione szczęście, nie posiadała ona bowiem żadnych wielbłądów, co było efektem niechęci Beduinów do Anglików i ich przychylności dla Francuzów. 
 

Ponieważ garnizon Lesbeh nie otrzymał żadnych rozkazów z Kairu i nie mając żadnej łączności, 500 jego ludzi wraz z 200-osobowym garnizonem Burlos wsiadło 17 maja na 5 tartanów; 18 tego miesiąca pułkownik Stuart opanował Batn el Bagr; znajdujący się u boku Wielkiego Wezyra pułkownik Holloway napisał raport o pokonaniu 16 maja generała Belliarda i marszu Wiekiego Wezyza w kierunku Kairu. 23 maja armia angielska obozowała w Terraneh; generał Hutchinson i Kapudan Pasza popłynęli kanałem Menuf do obozu Wielkiego Wezyra, gdzie przebywali 25 i 26, by udać się 27 maja z powrotem do swoich oddziałów. Ich przedsięwzięcie było nadal bardzo niebezpieczne; pozostałe w Obozie Rzymskim oddziały stopniały z powodu chorób do 4 000. Generał Coote był zaniepokojony; mógł zostać zaatakowany przez

6 000 Francuzów z Aleksandrii; gdyby musiał opuścić swój obóz, Anglicy znaleźliby się w krytycznej sytuacji. Sam głównodowodzący miał też już tylko 4 000; 1 000 chorych kazał przetransportować do Rosetty; upał był niesamowity; żołnierze całymi setkami trafiali do szpitala. Gdyby generał Belliard pomaszerował przeciwko niemu lewym brzegiem Nilu na czele 7 000 - a Hutchinson wierzył, że Francuzi dysponują tą siłą - zostałby pobity mimo wsparcia Kapudana Paszy; zostałby zepchnięty w kierunku Rosetty, a sytuacja byłaby w najwyższym stopniu krytyczna. Nakłonił więc Wielkiego Wezyra do zbliżenia się do Nilu, dzięki czemu obie maszerujące w kierunku Kairu armie oddzielone były jedynie wodami Nilu.

Murad-bej zmarł w Beni Suef na dżumę; jego następcą na stanowisku dowódcy Mameluków był od 22 kwietnia Osman-bej. Gdy zorientował się on w sytuacji Francuzów spowodowanej fałszywymi posunięciami ich dowódcy, zgromadził swoje siły i 28 maja na czele 1 500 jeźdźców przybył do angielskiego obozu w Terraneh. Poprawiło to znacznie położenie sojuszników. 5 czerca generał Hutchinson rozbił obóz koło Wardan. 19 przybył do Embabeh; po jego prawej stronie maszerował Kapudan Pasza, po lewej, na drugim brzegu Nilu, Wielki Wezyr. Wykorzystując 60 djerm wybudował on 180 metrowy most. Armia Wielkiego Wezyra wzrosła 0 10 000 Beduinów, którzy ściągnęli z całej pustyni w nadziei łatwego rabunku.      
 

  XV.

25 czerwca do Gizeh wysłano z armii angielskiej niewielki korpus; w tym dniu otrzymała ona wzmocnienie w postaci 28. i 42.pułku, które przybyły z obozu w Aleksandrii; wymaszerowały one stamtąd 10 czerwca, natychmiast po przybyciu pierwszych posiłków z Malty. W ten sposób zapełniono wywołane chorobami luki w szeregach.

W tym czasie generał Belliard zwołał radę wojenną i przez kilku dni zastanawiał się nad dalszym postępowaniem. Opinie były podzielone, niektórzy żądali, by wszystkimi posiadanymi siłami wydać na lewym albo prawym brzegu bitwę; inni proponowali, by pomaszerować do Damietty; jeszcze inni proponowali udać się do Górnego Egiptu i przeciągnąć w ten sposób wojnę. Dowódca cytadeli, pułkownik Dupas szczególnie uparcie reprezentował pierwszy z poglądów: nie mógł sobie wyobrazić, że 20 000 Francuzów może skapitulować i złożyć broń. I to przed kim? Przed Turkami i Anglikami? Doświadczenie wskazywało, że Turków nie należało się obawiać; wprawdzie pod Gizeh stali bez wątpliwości Anglicy, ale ich liczba była nieznana; jedynym sposobem przekonania się o ich sile było atak na ich pozycje; zostaliby zmuszeni do rozwinięcia szyku i wtedy możnaby ich na polu bitwy wygodnie policzyć. Gdyby na lewym brzegu Nilu stało mniej niż

7 000 Anglików - siły Kapudana Paszy nie odgrywały żadnej roli - możnaby ich rozbić. Gdyby jednak byliby tak liczni, że niemożliwym byłoby przebicie się przez ich linie, wtedy bitwa przeciągnęłaby się aż do nocy i można by wycofać się za szańce; na rokowania byłby jeszcze zawsze czas. Gdyby 10 000 żołnierzy załogi Kairu zginęło w polu z honorem, byłoby to korzystniejsze dla Republiki, niż gdyby do Francji wróciło 10 000 ludzi, których ojczyzna musiałaby się wstydzić.

Generał Denzelot zaproponował, by utrzymać pozycje jeszcze przez kilka tygodni i odczekać wzrostu poziomu wód Nilu, prowadząc w międzyczasie wszystkie przygotowania i odmaszerować następnie do Górnego Egiptu, gdzie można by przeciągnąć wojnę jeszcze przez wiele miesięcy i prowadzić manewry, w czasie których znający kraj Francuzi mieliby ciągle przewagę. Generał Morand przedstawił następującą propozycję: ponieważ na prawym brzegu Nilu stali jedynie Turcy, należy ich rozbić, dotrzeć do Damietty i tam się umocnić; tam byłoby żywności w nadmiarze, a pozycja na półwyspie byłaby łatwa do obrony. Można by tam długo się bronić. Generał Lagrange był zdania, bez rozkazu głównodowodzącego nie należy nic przedsięwziąć, dlatego należy przede wszystkim wysłać przez pustynię jednego z oficerów i odczekać na odpowiedź.

Większość członków rady wojennej z oburzeniem odrzuciła kapitulację, ale wyraziła zgodę na podpisanie konwencji, na podstawie której, zgodnie z porozumieniem z El-Arisz kontynuowana będzie ewakuacja kraju. Pułkownik Dupas i wielu członków rady wojennej zgłosiło sprzeciw przeciwko takiemu postanowieniu i odmówiło swojej zgody.

Zgodnie z postanowieniem rady wojennej 25 czerwca generał Belliard podpisał konwencję o ewakuacji kraju. 4 czerwca, jednemu z oficerów, który dostarczył poufne rozkazy generała Menou, udało się na czele przebranych za Beduinów 100 jeźdźców na wielbłądach przedrzeć przez wszystkie angielskie posterunki do francuskiego obozu; 10 lipca generał oddał Kair. Dzień później do Kairu wkroczyli pierwsi oficerowie dywizji indyjskiej; zameldowali oni, że generał Baird wyjechał z Djeddah i udał się do Kosseir. Armia, która skapitulowała w Kairze liczyła około 14 300 ludzi; spóśród nich zaokrętowało się 13 734. Około 500 zdezerterowało i przeszło do Mameluków; mieli oni 50 dział polowych z podwójnym wyposażeniem. Po otrzymaniu tego meldunku generała Hutchisona ogarnęło nieograniczone zdziwienie. Po podpisaniu konwencji francuski indendent zażądał od niego 17 000 porcji; początkowo uznał to za podstęp wojenny. Ale gdy nabrał pewności, że wyruszył przeciwko 14 000 ludzi, z których 10 000 było gotowymi do wszystkiego, doświadczonymi żołnierzami, zrozumiał niesamowitą głupotę swojej postępowania, które ukoronowane zostało tak niesamowitym sukcesem. Generał Moore, Kapudan Pasza ze swoimi janczarami i jedna dywizja armii Wielkiego Wezyra towarzyszyły armii francuskiej w marszu do Rosetty. Francuzi byli silniejsi niż ich eskorta, co aż do ostatniego momentu budziło wielki niepokój Anglików. Obawiali się, że Francuzom nagle wpadnie do głowy złamanie postanowień kapitulacji i zaatakowanie eskorty. Dlatego wypełniali wszystkie ich życzenia i poczuli ogromną ulgę, gdy 7 sierpnia armia zaokrętowała się na redzie Abukiru i była w polu ostrzału armat okrętów angielskich. Korpus generała Belliarda został w październiku odstawiony z całą bronią, armatami i sztandarami do szpitali w Tulonie i Marsylii. W Kairze Anglicy znaleźli znaczne zapasy ryżu, pszenicy, mąki, sucharów, mięsa, siana, armat, prochu itd. Francuzi mieli wszystkiego w nadmiarze; mogli bronić się przez 6 miesięcy.  
 

  XVI.

Rozkazy angielskiego ministerstwa dotarły do Indii pod koniec stycznia 1801 roku. Generał-major Baird objął dowództwo jednej z dywizji, która w momencie jej zaokrętowania liczyła 6 500 ludzi; wśród nich było 220 kawalerzystów i 120 artylerzystów; wszyscy pozostali byli piechurami. Garnizon na Przylądku Dobrej Nadziei dodał 1 200 ludzi, podwyższając całkowitą siłę do 7 700. Dywizja dotarła dopiero w kwietniu do cieśniny Bab el Mandeb; monsun południowy już minął, zaczął wiać monsun północny. Na Morzu Czerwonym statki nie posuwały się naprzód; w końcu 28 czerwca rzuciły kotwice w porcie Djeddah; tam dywizja otrzymała wiadomość o lądowaniu generała Abercromby i odbytej 21 marca bitwie. W związku z niemożliwością osiągnięcia Suezu generał Baird postanowił wylądować w Kosseir, gdzie dotarł 20 czerwca, miesiąc po kapitulacji Kairu. Zorganizował 5 000 wielbłądów na przeprawę przez pustynię i dotarł 1 sierpnia do Tineh; tam zaokrętował się na statki na Nilu, po 10-dniowej żegludze dotarł do Kairu, dał odpocząć swoim oddziałom na wyspie Ruda i po ponownym zaokrętowaniu dotarł po 3 dniach, 5 września do Rosetty. Jego dywizja stopniała w międzyczasie do 6 000; straciła 200 poległych, 400 dezerterów i 1 100 chorych. Ponieważ Kair skapitulował 25 czerwca, a Aleksandria 2 września podróż tej dywizji nie przyniósł żadnych korzyści, lecz jedynie kosztowała Wschodnioindyjską Kampanię dużo pieniędzy. Gdyby generał Belliard utrzymał się dłużej w Kairze, generał Baird miałby problemy ze zdobyciem środków na przebycie drogi od Kosseir do Nilu; zdobycie tak dużej ilości wielbłądów wymagało dużych wpływów, które Wielki Wezyr zdobył dopiero dzięki zajęciu Kairu.

Gdyby dywizja indyjska pożeglowała przez Cieśninę Gibraltarską, przybyłaby do Abukiru 2 miesiące wcześniej w stanie o wiele mniejszego wyczerpania. By ich przybycie dało korzyści, oddziały te powinny były w styczniu 1801 roku osiągnąć cieśninę Bab el Mandeb, a by to umożliwić, rozkazy z Londynu powinny były zostać wysłane w czerwcu lub lipcu 1800 roku. Dzięki wiejącym przeważnie w zimie południowym wiatrom, dywizja znalazłaby się w przeciągu 2 lub 3 tygodni w Suezie; ale tam napotkałaby jednak trudną do pokonania przeszkodę, a mianowicie pustynię; jak długo bowiem Francuzi zajmowali Kair, Anglicy nie mieliby możliwości zdobycia środków koniecznych do przejścia pustyni. 
 

  XVII.

Egipt był stracony. Francuzom pozostała jedynie twierdza Aleksandria. Generał-major Coote, który w miesiącach maj, czerwiec i lipiec dowodził w Obozie Rzymskim, otoczył go dużą ilością szańców; przez pewien czas był on jednak bardzo zagrożony. W czerwcu w jego szeregach było wielu chorych; włącznie z oficerami i podoficerami wszystkich rodzajów broni zdolnych do służby było jedynie 4 000 ludzi. Z tak niewielką siłą Coote nie był w stanie utrzymać pozycji rozciągającej się na 2,5 kilometrów. Gdyby Menou zaatakował, prawdopodobieństwo sukcesu dla francuskiego generała, dysponującego 7 000 ludzi i wieloma armatami, byłoby bardzo duże.Takie wydarzenie zmieniłoby obraz sytuacji, gdyż kapitulacja Kairu nie miała wówczas jeszcze miejsca. W miesiącach czerwiec i lipiec do Abukiru przybyły z Malty, Mahon i Anglii posiłki; składały się one z 5 angielskich pułków liniowych, silnego oddziału gwardii, batalionu irlandzkiego, szwajcarskiego pułku Wattwyl oraz pułku strzelców brytyjskich utworzonego z niedobitków armii księcia Conde; w sumie 7 000 ludzi. W ten sposób armia angielska składała się z 6 brygad z rezerwą oraz 2 batalionów gwardii;

1.brygada: 2 bataliony 27.pułku, 25. i 44.pułk

2.brygada: 2 bataliony 54. pułku i 26.pułk

3.brygada: 8., 18., 79., 90.pułk

4.brygada: pułki Stuart, Dillon, Rolle i Wattwyll

5.brygada: 30., 89., 50., i 92.pułk

6.brygada: 2 bataliony 20.pułku, 24.pułk i ochotnicy irlandzcy

rezerwa: pułk Queen, 23., 28., 42., 58. i 40.pułk oraz strzelcy korsykańscy i brytyjscy

W sumie 34 bataliony, nie licząc dywizji indyjskiej.

Kawaleria składała się z pułków lekkich dragonów: 11., 12., 13. i 23. 
 

Gdy tylko armia genrała Belliarda została zaokrętowana, wszystkie angielskie dywizje skoncentrowały się w Obozie Rzymskim. Generał Hutchinson przeniósł tam swoją kwaterę główną; miał teraz 16 000 ludzi pod bronią. Generał Menou stał na czele 16 000 w Aleksandrii. Przebicie grobli jeziora Madijeh, wskutek czego jezioro Mariotis napełniło się wodą, złościło teraz angielskich inżynierów; tym posunięciem wzmocnili bowiem Aleksandrię. Mury arabskie były kompletnie odbudowane, wieże obsadzone działami; kilometr przed bramą Rosetty, pomiędzy jeziorem Mariotis i morzem, znajdował się silnie umocniony obóz, rozciągający się na 3 kilometry. Nad jego umocnieniem pracowało od 4 miesięcy 600 ludzi; był przygotowany nie tylko na niespodziewane uderzenie, ale był w stanie wytrzymać też regularny atak; nieprzyjaciel nie mógł go bowiem obejść, a obrońcy byli w stanie wybudować tyle samo baterii, co oblegający. Inżynierowie angielscy postanowili zaatakować Aleksandrię od strony zachodniej, poczynając od zdobycia fortu Marabut; mogliby wtedy wprowadzić swoje okręty do Starego Portu i osłonić lewe skrzydło swojej armii, które maszerowałoby z zachodu przesmykiem pomiędzy morzem i jeziorem Mariotis, podczas gdy kanonierki na jeziorze osłaniałyby prawe skrzydło. Ten plan był najwyraźniej nieprzemyślany i bardzo odważny; mógł doprowadzić do straszliwej katastrofy.

15 sierpnia 26 angielskie i tureckie kanonierki wpłynęły na jezioro Mariotis i wymieniły kilka strzałów z flotyllą francuską, która wycofała się pod ochronę naszych dział. Jeden z oficerów angielskiego sztabu głównego i angielski inżynier przeprowadzili rekonesans przesmyku od fortu Marabut do Aleksandrii. 16 sierpnia generał Coote wylądował z gwardią i oddziałami, które całą kampanię spędziły w Obozie Rzymskim, w sumie około 5 000 ludzi, pomiędzy fortem Marabut i Wieżą Arabską i zajął pozycje naprzeciw fortu. Tego samego dnia inżynierowie otworzyli okopy; wieczorem generał Menou polecił podpalić wszystkie statki francuskiej flotylli i posłać je, jako pływające pochodnie, w kierunku nieprzyjacielskich statków; ten manerw nie przyniósł żadnego efektu; teraz Anglicy panowali niezagrożeni nad całym jeziorem.

Marabut był fortem zbudowanym przez pułkownika Cretin na małej wysepce leżącej 150 metrów od stałego lądu przed jednym z wejść na redę Aleksandrii; jedna z wież wyposażona była w ogień sygnalizacyjny. Te umocnienia były szczególnie od strony morza bardzo starannie wykonane. Na lądzie nie było żadnych umocnień, mimo, że należało tam przecież usypać przynajmniej jeden szaniec, który musiałby zostać zdobyty przez nieprzyjaciela przed przystąpieniem do ostrzału wałów wysepki; wręcz przeciwnie, nie zauważono nawet skały, która na plaży górowała nad wyspą. Usadowili się na niej angielscy strzelcy z 14.pułku, zmuszając do milczenia ogień fortu Marabut; w efekcie tego Anglicy mogli bez przeszkód ustawić 2 baterie po 3 armaty 24-funtowe. 18 sierpnia otworzyli z nich ogień, dwa dni później wieża zawaliła się; tego samego wieczoru skapitulował szef batalionu Etienne wraz z 10 armatami i 120-osobową załogą; mógł wytrzymać jeszcze przez wiele dni, fort szturmem był nie do zdobycia. Kapitan Cochrane wpłynął na czele 7 kanonierek do portu; rankiem 22 sierpnia generał Coote pomaszerował w 2 kolumnach, osłanianych na obu skrzydłach przez kanonierki, w kierunku Aleksandrii. Przesmyk jest miejscami tylko 600 metrów szeroki, dlatego łatwo można go umocnić; ale z niedbalstwa po tej stronie miasta nic nie uczyniono. Generał Coote podszedł na odległość armatniego strzału do Przystani i zajął tam pozycje. Generał Hutchinson posłał mu jako wzmocnienie pułkownika Spencera na czele 1 500 ludzi i samodzielny oddział turecki w sile 700 ludzi. Koło Przystani stał jeden francuski batalion, szwadron kawalerii i jedna bateria; nastąpiło kilka utarczek i nocnych potyczek, które różnie się kończyły. 24 sierpnia na Przystań otworzyły ogień 2 baterie złożone z 3 armat 24-funtowych i 5 moźdzerzy. Francuzi odpowiedzieli ogniem, zasypując bombami angielski obóz. W międzyczasie generał Hutchinson kazał ustawić na Zielonym Wzgórzu dużą baterię, złożoną z 10 armat 24-funtowych, 6 armat 12-funtowych i 2 haubic, która od wschodu rozpoczęła ostrzeliwanie prawe skrzydło francuskiego obozu.   
 

  XVIII.

Oblężenie dopiero się rozpoczęło, a generał Coote był na zachodzie, gdzie najbardziej zbliżył się do Aleksandrii, ciągle jeszcze oddalony o 1400 metrów od trójkątnego fortu, gdy generał Menou posłał parlamentariusza. Już od kilku dni niektórzy z generałów domagali się zwołania rady wojennej, by naradzić się nad sposobem uratowania reszty armii. Rozmowy nie były spokojniejsze niż w trakcie obrad rady wojennej w Kairze. Generałowie Destaign, Delzons, Zajączek i pułkownik inżynierii Bertrand złożyli wniosek obrony aż do ostateczności, zgodnie z prawami wojennymi i skapitulowania dopiero wtedy, gdy utracone zostaną wszystkie zewnętrzne umocnienia i pierwsze wały, a w drugich utworzone wyłomy. Większość rady była zdania, że nie może być mowy o kapitulacji ani o złożeniu broni, ale że należy wyrazić zgodę na warunki podobne, jak zawarte w konwencjach z El-Arisz i Kairu, co wydawało się możliwym. Rokowania rozpoczęły się 29 sierpnia 1801 roku; kapitulacja została podpisana i 2 września potwierdzona. 3 września przekazano bramy miasta. 14 września pierwsza francuska dywizja zaokrętowała się w Abukirze, a stopniowe zaokrętowanie trwało do 30 tego miesiąca.

15 listopada do Aleksandrii przypłynął z Tulonu bryg "Lodi" przywożąc wiadomość o londyńskich rokowaniach pokojowych; 3 dni później korweta "Badine" przywiozła potwierdzenie.

Akt kapitulacji był identyczny z podpisanym w Kairze, a więc również z podpisanym w El-Arisz. Udawadnia to jasno i wyraźnie winę tych, którzy w 1800 roku podpisali tę samą kapitulację, gdy w kraju nie było w ogóle żadnej wrogiej armii. Teraz, po 2 latach, Anglicy spieszyli się, by podpisać tę samą konwencję z resztkami armii; tak wielki respekt mieli jeszcze przed Francuzami po 6-miesięcznej kampanii i mimo obecności 2 tureckich i 2 angielskich armii, z których te ostatnie liczyły nie mniej jak 32 000 ludzi.

Armia nie dostała się do niewoli. Wszyscy oficerowie i żołnierze powrócili do ojczyzny ze swoimi sztandarami, swoją bronią, działami i bagażami.

W wyniku obu kapitulacji do Francji przetransportowano: 17 800 piechoty i kawalerii, 1 180 artylerii, 1 850 marynarzy,

2 200 chorych, 762 osoby cywilne, 870 Egipcjan - w sumie 24 662 ludzi.

2 030 ludzi zostało w oparciu o odrębne akty kapitulacyjne przetransportowanych w osobnych transportach, a mianowicie:

załoga fortu Abukir - 150

załoga fortu Julien - 210

garnizon Ramanyah - 100

jeńcy ze statków rzecznych - 150

oddziały pułkownika Cavalier - 560

garnizony Lesbeh i Burlos - 630

jeńcy z różnych potyczek - 100

załoga fortu Marabut - 120

W sumie - 2 030. 
 

Do Francji powróciło więc 26 692 ludzi; z tego należy odliczyć 870 Egipcjan i 1 850 marynarzy, którzy nie należeli do armii lądowej; wynika z tego, że z Armii Wschodu do Francji powróciło 23 972 ludzi. 1 marca 1801 roku, w dniu lądowania Anglików, armia liczyła 27 400 ludzi; straciła zatem w ciągu 6 miesięcy 3 428 ludzi, częściowo poległych na polach bitewnych, częściowo zmarłych w szpitalach z powodu chorób lub odniesionych ran, a częściowo dezerterów. Tych ostatnich było 550, których 50 zbiegło do Anglików, a 500 przystało do Mameluków.

Armia angielska straciła 7 000 ludzi, poległych, rannych i zmarłych z powodu chorób; żaden naród nie traci w ciepłych krajach tylu ludzI, co Anglicy.

Nieprzyjaciel znalazł w Aleksandrii 455 armat polowych, 80 na okrętach; 2 000 worków prochu, 800 wielbłądów, 300 koni, znaczne zapasy ryżu, kawy i oleju.

Gdyby generał Menou wytrzymał do 15 listopada, zostałby uwolniony na podstawie preliminarii londyńskich, a jego sytuacja przyczyniłaby się w znacznym stopniu do warunków ostatecznego traktatu pokojowego w Amiens. 
 

Śmierć Murada-beja miała fatalne skutki dla Mameluków. Jego następca, Osman-bej, nie miał jego doświadczenia; dał się zaskoczyć Kapudanowi Paszy, gdy wraz z kilkoma innymi bejami wkroczył na pokład jego statku na jeziorze Mariotis. Gdy znaleźli się w zasięgu ostrzału jednej z tureckich kanonierek, Kapudan Pasza pod pozorem konieczności wysłania odpowiedzi na otrzymane właśnie depesze, opuścił pokład; wtedy to bejowie zostali wezwani, by udali się na pokład kanonierki, która miała ich zawieźć do Konstantynopola; sprzeciwili się temu żądaniu. 4 z nich, wśród nich ich przywódca, Osman-bej, zostało zabitych; 3 ciężko rannych, ale na żądanie angielskiego dowódcy zostali oni uwolnieni. W tym samym czasie ten sam manewr wykonał w Kairze Wielki Wezyr. Bejowie, którzy uniknęli śmierci w tej podwójnej rzezi, zjednoczyli się w Górnym Egipcie i bronili się tam przez długie lata; później osiedlili się w Dongola. Charakter generała Hutchinsona wyklucza wszelkie podejrzenia odnośnie jego udziału w tej rzezi; czynił wszystko, co mógł, by chronić Mameluków, ale cierpiał jak każdy człowiek honoru, który sprzymierzy się z barbarzyńcami.

 

T. IV Roz. VIII. Uwagi

I. Angielski plan kampanii. - II. Manewry generała Abercromby. - III. Marsze i manewry generała Hutchinsona. - IV. Generał Friant. - V. Generał Lanusse. - VI. Generał Lagrange. - VII. Pułkownik Cavalier. - VIII. Generał Belliard. - IX. Generał Menou.  
 


  I.

Gabinet angielski wysłał  w 1801 roku na wojnę egipską armię liczącą  60 000 ludzi, złożoną z 34 000 Anglików i 26 000 Turków. Wojska te składały się z następujących oddziałów: 19 500 Anglików, zaokrętowanych na okręty floty admirała Keitha, które wylądowały w marcu pod Abukirem; 7 500 ludzi oddelegowanych z armii indyjskiej, którzy wylądowali w sierpniu w Kosseir; 7 000 rezerwy, wysłanej z Londynu, Gibraltaru i Niemiec, wyokrętowanej w lipcu pod Abukirem;

6 000 Turków, transportowanych na okrętach Kapudana Paszy, wysadzonych na ląd 25 marca pod Abukirem; w końcu 20 000 ludzi, podporządkowanych Wielkiemu Wezyrowi w Palestynie, którzy wkroczyli w maju do Egiptu. Wystawiając tak pokaźne siły gabinet angielski mógł liczyć na sukces. Ale opracowany plan operacyjny, zawierał tyle błędów, zaprzeczających wszystkim zasadom sztuki wojennej, że przedsięwzięcie mogło i właściwie musiało zakończyć się niepowodzeniem.

1. Wysłane w październiku z Londynu rozkazy nie mogły dotrzeć do Indii przed końcem stycznia; indyjska dywizja mogła więc dopiero w kwietniu dotrzeć do cieśniny Bab el Mandeb, gdy skończył się już południowy monsun; napotkała tam wiejący w przeciwnym kierunku monsun północny i nie była w stanie przez całe lato przekroczyć Morza Czerwonego, by osiągnąć Suez. A gdyby rzeczywiście dotarła do Kosseir albo Suezu we właściwym czasie, byłaby pozbawiona wszystkich środków, niezbędnych do marszu przez pustynię. W rzeczywistości dywizja wylądowała w Kosseir w sierpniu, około 6 miesięcy po wylądowaniu generała Abercromby pod Abukirem. Przebyła pustynię koło Cophtos; było to jednak możliwe tylko dzięki temu, że Wielki Wezyr, po zajęciu Kairu, był w stanie zapewnić jej 5 000 wielbłądów, czego nie mógłby dokonać, gdyby sojusznicy nie byliby już zwycięzcami. Nie powinno było się posłać w ogóle żadnej ekspedycji przez Morze Czerwone; należało posłać jedynie 2 fregaty i 1 korwetę z oddziałami lądowymi w sile 200 ludzi do Suezu i Kosseir, by zająć te miasta. Armię indyjską należało zostawić w spokoju nad Gangesem, a zamiast tego wzmocnić odpowiednio siły generała Abercromby.

2. Wysłane z Londynu i Gibraltaru wzmocnienia dotarły do Egiptu dopiero 6 miesięcy po generale Abercromby.

3. 6 000 ludzi Kapudana Paszy dotarło do Abukiru dopiero 3 tygodnie po wylądowaniu tam generała Abercromby.

4. Wielki Wezyr wyruszył  dopiero 3 miesiące później, a mianowicie pod koniec maja, przez pustynię  do Egiptu. Zamiast z siłami liczącymi 34 500 Anglików i 26 000 Turków generał Abercromby przybył więc do Egiptu jedynie na czele 19 500 Anglików, bez sprzętu wojennego. Gdyby został pobity, co właściwie powinno było się stać, na co przydałyby się dywizja indyjska, janczarzy Kapudana Paszy, angielska dywizja rezerwowa i armia Wielkiego Wezyra! 

5. Generał Abercromby wylądował bez zaprzęgów dla swojej artylerii, bez koni dla kawalerii, bez niczego, co jest armii niezbędne. A przecież przebywał przez 2 miesiące na Malcie i 2 miesiące w Małej Azji, by przygotować swoją operację. W trakcie tych 4 miesięcy administracja z łatwością zgromadziłaby dla niego niezbędnych 2 500 koni; mogła je zakupić na Sycylii, Krecie i Cyprze, w Grecji i Małej Azji, w Tunisie, Trypolisie i Derne, w syryjskim Tripoli, w Aleppo i Jaffie.  

Te wszystkie błędy popełnione przez przygotowujący plan kampanii gabinet, to nowy dowód słabości angielskiej administracji, najgorszej w całej Europie. 

  II.

Pod koniec lutego generał  Abercromby wyruszył z Makri, a 2 marca rzucił kotwice na redzie Abukiru. Słusznie zakładał, że łatwo mu przyjdzie skłonić Francuzów w Aleksandrii do przyjęcia kapitulacji z El-Arisz i w ten sposób, bez bitwy, osiągnąć cel jego rządu. Ale popełnił następujące błędy:

1. powinien był  odczekać stosownej pory roku; w marcu w tych szerokościach geograficznych morze jest niespokojne; powinien był przybyć na redę Aleksandrii dopiero 15 kwietnia.

2. jego artyleria powinna była mieć zaprzęgi, a kawaleria konie; w przeciwnym razie jego armia narażona była na wielkie niebezpieczeństwo.

3. popełnił w Egipcie ten sam błąd, który popełnił już w 1799 roku w Holandii. Powinien był zjednoczyć się w Makri z Kapudanem Paszą, wraz z nim udać się do Jaffy i tam zabrać na swoje okręty 6 000 ludzi Wielkiego Wezyra, wśród nich Ibrahima-beja i jego konnych Mameluków. Dotarłby więc 15 kwietnia do Abukiru na czele 19 500 Anglików i 12 000 Turków, wśród nich 500 Mameluków i 2 000 innych jeźdźców. Zaskoczyłby Aleksandrię, zanim armia francuska z Kairu mogłaby przyjść twierdzy z pomocą.

4. Po dotarciu 1 marca na wysokość Aleksandrii, generał Abercromby wyokrętował  swoje oddziały dopiero 8 tego miesiąca; była zła pogoda. Jego przybycie było zatem od 8 dni znane. Połowa armii francuskiej, to znaczy 10-12 000 ludzi, musiała już być zgromadzona na plaży. Powinien był więc podnieść kotwice, oddalić się od Abukiru i wykonać manerw sugerujący lądowanie pod Damiettą, by zwabić tam armię francuską; stamtąd odpłynąć poza zasięg wzroku, by następnie wylądować w Abukirze.

5. Admirał Keith, który miał pod swoją komendą 9 okrętów liniowych i dużo małych jednostek bez wojsk lądowych, powinien był przeprowadzić potrójny atak; jeden przeciwko fortowi Marabut, drugi koło Ras el-Tin (Przylądka Figowego), a trzeci koło małej latarni morskiej. Każdy z ataków powinien był przeprowadzony siłą 2 okrętów liniowych i 8-10 fregat, korwet, statków transportowych albo szebek, tak, by każdemu z tych punktów groziło lądowanie dywizji w sile 5-6 000 ludzi. To ściągnęłoby uwagę generała Frianta i zmusiło go do natychmiastowego marszu do Aleksandrii i pozostawienie na plaży Abukiru najwyżej 200-300 ludzi. Admirał Keith nie uczynił nic, by odwrócić uwagę Francuzów i ułatwić lądowanie; w efekcie tego zaniedbania zginęło 1 000 Anglików, a rezultat całego manewru był w najwyższym stopniu wątpliwy.

6. 6 marca w południe lądowanie było zakończone; angielski generał, będąc w sytuacji, w której nie powinien był stracić ani godziny, stracił resztę tego dnia i dni następne, pomiędzy 9 i 12 marca, czyli 4 i pół dnia. Już 8 marca o godzinie 5 po południu powinien był stanąć pod Obozem Rzymskim, a 9 marca pomaszerować przeciwko miastu, które prawdopodobnie udałoby mu się zająć. Zamiast tego wyruszył dopiero 13 tego miesiąca; ponieważ 11 marca do miasta przybył generał Lanusse, nie mogło ono zostać wzięte szturmem bezpośrednio z marszu. Gdyby lądowanie przeprowadzono w dniu przybycia w okolice Aleksandrii, czyli 1 marca, Abercromby miałby 11 dni na zdobycie miasta, przed przybyciem posiłków z Kairu. Gdyby Napoleon w 1798 roku po swoim lądowaniu pod fortem Marabut dopiero w 13 dni stanął pod murami Aleksandrii, jego plan zakończyłby się niepowodzeniem. Zastałby mury zaopatrzone w otwory strzelnicze i dobrze uzbrojone, a z Kairu przybyłaby połowa Mameluków z niezliczonym tłumem Arabów i janczarów. Ale Napoleon, nie czekając na swoje armaty, w 18 godzin od chwili pojawienia się na horyzoncie Aleksandrii pomaszerował z częścią swoich oddziałów przeciwko miastu i zaatakował mury. To jedna z podstawowych zasad prowadzenia wojny; jeżeli można posłużyć się błyskawicą, należy przedłożyć ją nad armatami.

7. Ekspedycja generała Abercromby spełzła na niczym po potyczce w dniu 13 marca. Wiedział on, że amia francuska liczy 25 000 ludzi, a jej dowódca od 13 dni poinformowany jest o jego przybyciu. Ostrożność i rozwaga nasuwała mu dwa rozwiązania: albo zaokrętować się ponownie i poczekać na Cyprze na przybycie posiłków z Anglii, Kapudana Paszy i Wielkiego Wezyra, albo zająć pozycje na wąskim przesmyku lub Wzgórzu Szejka i tam się okopać. Ta pozycja była nie do zdobycia. Zajęte przez niego stanowiska koło Obozu Rzymskiego, które opierały się z prawej strony o morze, a z lewej o jezioro Madijeh, były z powodu rozciągnięcia frontu na przestrzeni 3 kilometrów niewłaściwe dla 15-tysięcznego korpusu, nie dysponującego ani kawalerią ani zaprzężoną artylerią. Musiał spodziewać się, że w przeciągu kilku dni zostanie zaatakowany przez armię przewyższającą go liczebnie i dysponującą liczną i dzielną kawalerią. Wspomagany przez liczne lekkie baterie, napastnik przedarłby się przez jego lewe skrzydło i odciął całą angielską armię od jej floty. To byłoby równoznaczne z jej całkowitym zniszczeniem.   

  III.

1. Generał Hutchinson przejął dowództwo armii 21 marca 1801 roku, w dzień po bitwie. Wiedział, że armia francuska w przeciągu kilku dni może zostać  wzmocniona przez liczącą 5-6 000 ludzi dywizję generała Belliarda. To powinno było skłonić go do oddania pozycji pod Obozem Rzymskim i zajęcia nowej na wąskim przesmyku.

2. Gdy 5 dni później przybył na czele 6 000 ludzi Kapudan Pasza, generał Hutchinson powinien był natychmiast umieścić tureckie oddziały w linii bojowej, przydzielając je poszczególnym dywizjom angielskim; 6 000 tureckich strzelców było rzeczywistym wzmocnieniem armii europejskiej, podczas gdy te same oddziały, pozostawione samotnie w rezerwie, nie miały wielkiej wartości.

3. 13 kwietnia generał  Hutchinson przebił groblę jeziora Madijeh, tworząc w ten sposób jezioro Mariotis; wyrządził w ten sposób Francuzom w Aleksandrii wielką przysługę; uczynił to, co oni sami powinni byli uczynić już 12 marca, gdyż umacniało to twierdzę i chroniło przed niespodziewanym atakiem. Teraz celem całej kampanii było zajęcie Aleksandrii; Hutchinson poświęcił więc cel główny na rzecz podrzędnego. Bez wątpliwości, lewe skrzydło jego pozycji miało teraz lepsze oparcie; mógłbyto  jednak też osiągnąć przez rozbudowanie szańców w wodzie i zakotwiczenie kilku pływających baterii na jeziorze.

4. Marsz Hutchinsona do Ramanyah z równoczesnym zachowaniem pozycji koło Obozu Rzymskiego i jego różne manewry w trakcie marszu w kierunku Kairu, by połączyć  się z Wielkim Wezyrem, były zupełnie błędnymi posunięciami. Wielki Wezyr powinien był pomaszerować do Aleksandrii, by połączyć się tam z armią angielską, która w żadnym wypadku nie powinna była oddawać tak ważnej pozycji, by zajmować się drugorzędnymi celami. Jeżeli istnieje możliwość trafienia nieprzyjaciela w serce, nie należy zezwolić na odwrócenie uwagi innymi manewrami.

5. Gdy generał  Lagrange maszerował z Ramanyah do Aleksandrii, Hutchinson miał  dobrą sposobność do zakończenia za jednym zamachem całej kampanii; powinienen był błyskawicznie wrócić z Kapudanem Paszą do Obozu Rzymskiego i zaatakować generała Menou, osłabionego odesłaniem generała Lagrange; powinien był odrzucić go za Mur Arabski i zająć miasto w przeciągu niewielu tygodni.

6. W prawie całym miesiącu maju i aż do 22 czerwca, to znaczy przez 41 dni, generał narażony był bez przerwy na podwójne niebezpieczeństwo: po pierwsze, że generał Menou, który posiadał w Aleksandrii 9 000 ludzi, zaatakuje na czele 4 000 generała Coote i zdobędzie Obóz Rzymski; po drugie, że generał Belliard, który miał 14 000 w Kairze, pobije pod El Khankah Wielkiego Wezyra, przepędzi go za pustynię, zaatakuje na czele 10 000 samego Hutchinsona i połączy się z generałem Menou. Po pozornej potyczce pod El Khankah musiał się on nadal obawiać, że generał Belliard pozostawi w cytadeli w Kairze swoich chorych, inwalidów i weteranów, czyli około 2-3 000 ludzi i zaatakuje go ze wszystkimi swoimi siłami. Wszystkich tych zagrożeń uniknąłby, gdyby trwał przy pierwotnych założeniach kampanii, a mianowicie skoncentrowania wszystkich operacji na Aleksandrii i zdobyć Egipt, nie tracąc z widoku masztów swojej floty.

7. Jeżeli jednak zdecydował  się na marsz do Kairu, powinien był zwinąć obóz przy ruinach Obozu Rzymskiego i kazać generałowi Coote okopać  się na przesmyku lub Wzgórzu Szejka.

8. Wielki Wezyr, by zwycięsko zakończyć manewry przeciwko siłom generała Belliarda, powinien był pomaszerować przez deltę i połączyć się  z Anglikami na lewym brzegu uchodzącej do morza koło Rosetty odnogi Nilu, mniej więcej w okolicach Ramanyah; wtedy generał Hutchinson pomaszerowałby w kierunku Kairu na czele armii złożonej z 25 000 Turków, 5 000 Anglików i licznej flotylli na Nilu.

9. Sytuacja Hutchinsona znacznie poprawiła się, gdy 19 czerwca gotowy był most na Nilu; ale nie powinien był on skończyć na półśrodkach; należało nakazać Wielkiemu Wezyrowi rozbicie obozu na lewym brzegu Nilu; po zajęciu Gizeh i zniszczeniu mostu Francuzów obie armi powinny były udać się na prawy brzeg; w obu przypadkach na przeciwległym brzegu powinien był znajdować się korpus obserwacyjny. Gdyby generała Belliard wyruszył 22 czerwca o godzinie 2 w nocy z Gizeh na czele 20 000 ludzi, odrzuciłby generała Hutchinsona wraz z Kapudanem Paszą i zajął most, zanim Wielki Wezyr zdecydowałby się podjąć jakąkolwiek decyzję. Nawet gdyby ten ostatni zajął niektóre domy w Kairze, nie byłby w stanie zająć żadnego znaczącego fortu i zostałby w następnych dniach wyparty.

10. Generał Hutchinson wyczuwał niebezpieczeństwo swojej sytuacji; wierzył, że potrafi mu zapobiec powolnym marszem; ale przez cały czas był błędnie poinformowany, co do sił, którymi dysponował generał Belliard; zakładał, że są o połowę słabsze, niż były one w rzeczywistości. Zakładał, że siły, które pomaszerowały do El Khankah, były tymi samymi, które stały pod Ramanyah; to był jego błąd. Gdy generał Belliard stał naprzeciw Wielkiego Wezyra nie miał obok siebie ani jednego piechura, który był pod Ramanyah. Sztuka wojenna ma niezmienne zasady, których głównym celem jest chronienie  armii przed pomyłkami ich dowódców w odniesieniu do siły nieprzyjaciela - pomyłek, które w większym lub mniejszym stopniu ciągle się zdarzają.

11. Generał Coote przepłynął jezioro Mariotis i okrążył fort Marabut na czele 5 000 ludzi; to były niewystarczające siły, powinienen był  posiadać 7 000. Generał Hutchinson czuł to i 5 dni później wzmocnił go angielsko-tureckim oddziałem; ale było już za późno. Jakie następstwa mógł mieć ten błąd!  


IV.

1. Generał Friant, gubernator Aleksandrii, pospieszył ze wszystkimi siłami, które stały do jego dyspozycji na plażę Abukiru, by zapobiec lądowaniu; ale powinien był wziąć więcej artylerii i z armat 24-funtowych, 18-funtowych i moździerzy przygotować 2 mocne baterie nabrzeżne.

2. Jako, że zaniedbano przygotowania na wydmie murowanego fortu, należało tam wykonać  z drzewa palmowego szaniec polowy; w Aleksandrii nie brakowało koszy i worków, więc wystarczyłoby na to 36 godzin.

3. Friant postąpił  niewłaściwie osłabiając się o 300 ludzi, których wysłał  na drugi brzeg jeziora Madijeh; gdyby wróg wylądował koło Rosetty, ten słaby oddział nie byłby w stanie niczego zdziałać; ale 300 ludzi mogło odegrać istotną rolę, gdyby dołączyli do 1 700 ludzi, których miał do dyspozyji. Kto wie, co by się wydarzyło, gdyby tych 300 ludzi ustawiono wraz z 4 armatami na Wzgórzu Źródlanym?

4. Na Wzgórzu Źródlanym trzeba było ustawić 6 armat osłanianych czworobokiem 75.półbrygady: to był klucz do całej pozycji; lądowanie tak długo nie było zabezpieczone, jak długo nieprzyjaciel nie był w posiadaniu Wzgórza Źródlanego. 

  V.

Generał Lanusse powinien był unikać potyczki. 18 marca powinien był on wycofać się na wzgórza przed Bramą Rosetty, a w konieczności za Mur Arabski i szukać osłony w ogniu armat fortu. Anglicy maszerowali przez kilka godzin w polu przed jego oczami, mógł ich zatem policzyć, nie było więc z jego strony rozsądnym opuszczenie stanowisk i zaatakowanie armii czterokrotnie go przewyższającej, podczas gdy sam czekał na znaczne posiłki. 
 

  VI.

1. Gdy generał  Lagrange maszerował 10 maja z Ramanyah do Kairu powinien był  zostawić w forcie zdecydowanego oficera z 150 ludźmi i rozkazać im, bronienie się do ostateczności; w ten sposób marsz armii angielskiej mógłby być zatrzymany na 8-10 dni. Pozostawił słabego komendanta z 40 żołnierzami i polecił zniszczenie amunicji i zapasów. Dowódca fortu poddał się o świcie 10 maja; w forcie przebywało wtedy 110 ludzi, co wzięło się z tego, że 60 albo 70 pozostało tam bez rozkazu, ponieważ upili się podczas plądrowania magazynu.

2. Generał powinien był posłać kanonierkę na rekonesans po kanale Menuf, by zawrócić wszystkie transporty dążące do Kairu.

3. Dlaczego w trakcie 20 dni, kiedy przebywał w Ramanyah, nie ściągnął tam garnizonów z Lesbeh i Burlos? W ten sposób wzmocniłby swoje siły o 700 ludzi, którzy po odcięciu, zostali straceni. 700 ludzi stanowiło 1/5 jego dywizji. 

  VII.

Zachowania pułkownika Cavalier nie można usprawiedliwić. Po powrocie do Francji należało go postawić przed sądem wojennym (dla przypomnienia: Napoleon ma w tym momencie na myśli kapitualcję dowodzonej przez pułkownika karawany, dzięki której armia angielska zdobyła tak niezbędne do poruszania się po pustyni wielbłądy - przyp. tłum.). Rzymianie zdziesiątkowaliby swoje oddziały, ale nie poddaliby się. Chęć powrotu do Francji skłoniła żołnierzy do kapitulacji. Ale cała wina leży po stronie dowódcy. Znał nastrój swoich żołnierzy; dlatego powinien był zapobiec wszelkim rozmowom, parlamentariuszy przywitać strzałami z karabinów i kontynuować swój marsz w kierunku Aleksandrii i jeziora Natron. Pułkownik Cavalier był dzielnym i wyśmienitym oficerem, oddanym całkowicie generałowi Bonaparte; dlatego jego postępowanie w tej sytuacji jest tym bardziej godne napiętnowania. 600 wielbłądów, które wydał, bardzo przydały się armii angielskiej. W armii francuskiej powinna obowiązywać zasada zakazująca wszelkich rozmów z parlamentarzystami. Nasi żołnierze są tak wspaniałomyślni, tak skłonni do przyjaznego zachowania się, a nasi oficerowie tak łatwowierni, że nieustannie są nabierani (pułkownik Jacques Cavalier, 1772-1846, po powrocie do Francji mianowany został 8 września 1801 roku szefem 3.legionu żandarmerii w Alencon i pozostał na tym stanowisku do dymisji w 1816 roku - przyp.tłum.). 


  VIII.

1. Gdy wieczorem 13 maja generał Lagrange połączył się z generałem Belliard, pod dowództwem tego ostatniego znajdowało się 14 000 ludzi; wśród nich 500 weteranów, 800 chorych i 1 500 innych, niezdolnych do służby, robotników i żołnierzy zakładów. Tych 3 000 ludzi wystarczało dla obsadzenia cytadeli, Gizeh oraz fortów wokół Kairu. Belliard miał więc do dyspozycji 11 000 ludzi. Po zostawieniu w Kairze lotnej kolumny w sile 1 000 piechoty i kawalerii oraz kilku armat, mógł on oddalić się na czele 10 000 ludzi, wśród nich 1 000 kawalerii i 24 armaty. Zamiast tego pozostawił do pilnowania miasta 8 000 żołnierzy i wyruszył przeciwko Wielkiemu Wezyrowi na czele jedynie 6 000 ludzi.

2. Mimo tego, 6 000 Francuzów, wśród nich prawie 2 000 kawalerii i 24 działa, stanowiło siłę większą od niezbędnej do pokonania Wielkiego Wezyra i przepędzenia go za pustynię. Wielki Wezyr miał w całości tylko 16 000 Turków, z których na dodatek jedna czwarta pozostała w Damietta. W potyczce pod El Khankah oddziały ottomańskie liczyły tylko 9 000 ludzi. Gdyby generałowi Belliard nie brakowało zdecydowania, wystarczyłoby jedynie, by przystąpił do ataku, a uratowałby Egipt i okryłby się nieśmiertelną sławą. 16 (16 maja 1801 roku - przyp. tłum.) biwakowałby koło Belbes, 18 w Salijeh; 20 i 21 byłby z powrotem w Kairze, 27 i 28 przekroczyłby Nil, 27 albo 28 dotarłby do Terraneh i mógłby zaatakować generała Hutchinsona, który dysponował wówczas jedynie 4 000 Anglików i 6 000 Turków Kapudana Paszy. Armia angielska była wtedy bardzo osłabiona chorobami; nie otrzymałaby też żadnych posiłków.

3. Generał Belliard przybył 18 maja ponownie do Kairu, nie atakując Wielkiego Wezyra; teraz nadszedł moment na podjęcie decydującej decyzji, a mianowicie pomaszerowania na czele wszystkich obecnych w Kairze Francuzów do Aleksandrii, wszystko, co nie mogło być transportowane drogą lądową, należało załadować na statki na Nilu, a w cytadeli pozostawić 2 000 ludzi. Wielki Wezyr nie byłby w stanie zająć cytadeli, a ta mogłaby długo się bronić; jeżeli pomimo połączenia sił generałów Belliarda i Menou nie byłoby nadziei na wysłanie posiłków, załoga cytadeli podpisałaby akt honorowej kapitulacji, a oddziały, złożone w większej części z weteranów i rekonwalescentów, byłyby uratowane.

4. 18 czerwca, czyli 40 dni po potyczce pod El Khankah, spotkali się wreszcie pod Gizeh generał Hutchinson i stojący na prawym brzegu Wielki Wezyr. Obie armie oddzielone były nurtami Nilu. Gdyby generał Belliard zaatakował ze wszystkimi swoimi siłami jedną z tych armii, odniósłby zwycięstwo. Porażka jednej armii oznaczałaby odwrót drugiej; a gdyby jego atak zakończył się niepowodzeniem, to przecież zadałby nieprzyjacielowi znaczące straty, a jego sytuacja nie pogorszyłaby się.

5. 19 czerwca generał Hutchinson polecił wybudowanie mostu łączącego go z Wielkim Wezyrem; dzięki temu jego pozycja znacznie się poprawiła. Ale gdyby generał Belliard zgodnie z propozycją pułkownika Dupas o świcie zaatakował na jednym z brzegów, zająłby jeden z mostów, zanim druga armia byłaby w stanie przyjść z przeciwległego brzegu z pomocą.

6. 22 czerwca nie był  on jeszcze okrążony; armia angielska stała na lewym brzegu pod Gizeh, armia Wielkiego Wezyra naprzeciw Kairu; cały górny Nil był jeszcze wolny; Anglicy liczyli jedynie 4 000 ludzi, Turcy - 30 000, wśród nich 16 000 Beduinów albo oddziałów egipskich, które były niewiele warte. Generał Belliard miał 10 000 zdolnych do walki ludzi, 24 działa; posiadał bogaty zapas amunicji, miał 70 000 kul armatnich i 200 cetnarów prochu. Po zaprzepaszczeniu ofiarowanych mu przez szczęście wszystkich okazji do pobicia armii nieprzyjacielskich, pozostał mu jeszcze chlubny obowiązek zaciekłej obrony twierdzy, czego wymagało dobro armii, honor francuskiego oręża i prawo wojskowe. Gdyby w trakcie wypadów atakował przede wszystkim Anglików, stopniowo zniszczyłby ich niewielki korpus, który był trzonem całej armii. Mógłby wytrzymać przynajmniej do sierpnia; wtedy powódź, która pokryłaby cały kraj, zmusiłaby nieprzyjaciela do zaprzestania prac oblężniczych, które mógłby prowadzić jedynie od strony pustyni. Generał Belliard potrzebował więc utrzymać się tylko przez 30 dni, by zyskać czas aż do listopada; w międzyczasie mógłby umocnić swoje fortyfikacje. Miesiące postępują kolejno po sobie, ale nie są identyczne. W tym czasie Aleksandria pozostawałaby niezagrożona.

7. Generał Belliard wierzył, że ma przed sobą korpus angielski liczący przynajmniej 10 000 ludzi. Ale co uprawniało go do takiego założenia? Gdyby pomaszerował do Gizeh i ustawił linię bojową, Anglicy musieliby pokazać się i można byłoby ich policzyć. Gdyby 21 czerwca zwołał radę wojenną, zapadłaby jednogłośna decyzja o szukaniu rozstrzygnięcia bronią. Zasady prowadzenia wojny wymagają, by w ważnych sprawach nie opierać się na plotkach, lecz manewrować, by zmusić nieprzyjaciela do pokazania się, co umożliwia policzenie jego sił. W rzeczywistości armia angielska liczyła jedynie 4 000 ludzi.

8. Ale Belliard nie zmusił  przeciwnika do rozwinięcia jego sił, nie rozpoczął bitwy, nie szukał  swojego szczęścia - on skapitulował ! Przekazał stolicę  Egiptu wraz ze wszystkimi jej magazynami, jej 400 armatami, jej fortami bez oddania przynajmniej jednego strzału! Oczywiście, interesy generałów, oficerów i osób cywilnych zostały z największą pieczołowitością uwzględnione.

Z tych 14 000 ludzi 500 przeszło do Mameluków, 13 732 zostało zaokrętowanych w Abukirze i dotarło do Francji. Armia uratowała swoje sztandary, swoją broń, 50 armat, dużo koni, niesamowitą ilość bagażu i wszystkie zebrane osobliwości. Warunki kapitulacji były wszakże identyczne z tymi z El-Arisz. Ale jeżeli armia uważa, że może wydostać się z krytycznej sytuacji bez utraty honoru za pomocą konwecji, to wszystko jest stracone. Równie dobrze można pozostawić obronę i honor oręża starym babom!

9. W czasie marszu z Kairu do Abukiru armię francuską eskortował  generał  Moore; jego siły były mniej liczne, niż armia, której towarzyszył; po przybyciu w okolice Abukiru, angielski generał zaczął słusznie się obawiać, że francuskich żołnierzy ogarnie oburzenie, że zaatakują Anglików albo przyłączą się do generała Menou, by ratować Egipt.

(mimo tej druzgocącej krytyki, generał Augustin-Daniel Belliard nie został po kampanii egipskiej postawiony przed sądem lub wyłączony z aktywnej służby i pełnił aż do upadku Cesarstwa odpowiedzialne stanowiska, będąc m.in. szefem sztabu kawalerii rezerwowej Wielkiej Armii w kampaniach 1805-1807 i 1812 - przyp.tłum.) 

Oficer, który dostarczył  do Francji wiadomość o tej zadziwiającej kapitulacji, musiał  przejść kwarantannę w szpitalu w Marsylii; swój raport posłał  na piśmie. Łatwo można sobie wyobrazić ból Pierwszego Konsula; jego pierwszą myślą było, by aresztować generałów, którzy tworzyli radą wojenną i za tego rodzaju naruszenie wszystkich przepisów wojskowych surowo ukarać. Samodzielnie dowodzący generał dywizji nie ma prawa swojego przełożonego i armii pozostawić na łasce losu, by ratować własny korpus. Dywizja generała Belliarda była nienaruszona, nie doznała żadnego niepowodzenia, nie zmierzyła się jeszcze z wrogiem, a mimo to złożyła broń na podstawie umowy, która była tym bardziej niehonorowa i szkodliwa, im bardziej korzystne były jej poszczególne postanowienia. To, co generał podał na swoje usprawiedliwienie w swoim raporcie, było nie do zaakceptowania. Przytaczał motywy polityczne. Otrzymał od Republiki prawo narażenia swoich żołnierzy na śmierć, ale nie do ratowania ich w sposób przynoszący szkodę ogółowi. Dowódca dywizji obawiał się przybycia angielskiej dywizji z Indii. Ta dywizja była 22 czerwca, a zatem w dniu podpisania kapitulacji, jeszcze w porcie  Djeddah nad Morzem Czerwonym, na wybrzeżu arabskim, oddalonym od Kairu o 1 300 kilometrów! Twierdził, że był okrążony przez liczną armię angielską, a przecież nie uczynił żadnego ruchu, nie wydał żadnej potyczki, by ją zmusić do rozwinięcia linii; nie widział jej nawet, a liczyła ona jedynie 4 000 ludzi! Twierdził, że brakowało mu amunicji, przyznając, że mógł oddać 60 000 strzałów. Twierdził, że żywność była na wyczerpaniu, a przecież wszystkie magazyny były pełne! Szkoda słów, by porównać tak szkodliwe zachowanie z chwalebnym zachowaniem Cheverta, którego marszałek Belle-Isle pozostawił z garstką ludzi, która tworząc ariergardę, umożliwić miała mu odwrót. Chevert ofiarował się dla armii, Belliard poświęcił armię i jej honor, by ratować swój korpus (Louis-Charles-August Fouquet, zwany Belle-Isle, 1684-1761, marszałek Francji, od 1757 minister wojny, dowódca armii francuskiej podczas austriackiej wojny sukcesyjnej w latach 1741-42, zdobył m.in. Pragę, którą był zmuszony w grudniu 1742 roku opuścić i wycofać się do Chebu; Francois de Chevert, 1695-1769, francuski generał od 1744 roku, uczestnik wojny sukcesyjnej, dowódca obrony Pragi w 1742 roku - przyp.tłum.)

Po pierwszym uniesieniu nastąpiło jednak zastanowienie, które zmieniło opinię Pierwszego Konsula. Generał Belliard był wyróżniającym się  oficerem; w tej samej kampanii egipskiej oddał wielkie przysługi; pod Arcole osłonił Napoleona własnym ciałem i został trafiony kulą przeznaczoną dla głównodowodzącego Armii Italii; wypowiedział się bardzo zdecydowanie za utrzymaniem Egiptu i przeciwko konwencji z El-Arisz. Jego marsz do El Khankah udowodnił, że wiedział, co należy czynić, ale zabrakło mu śmiałości i stałości charakteru; natura nie stworzyła go do prowadzenia znaczących przedsięwzięć. Dowodzący generał Menou pozostawił go samemu sobie, nie wydając żadnego rozkazu. Ogólne niezadowolenie i zwątpienie, szerzące się w całej armii, wywołane powolnością, niezdecydowaniem i operacyjną bezczynnością generała Menou, zniweczyły wszelką nadzieję i zaufanie. Generałowie, którzy podpisali kapitulację, byli wyśmienitymi oficerami i byli zdecydowanymi przeciwnikami konwencji z El-Arisz.  

Republika znajdowała się w znakomitej sytuacji; pokój podpisany w Luneville (traktat pokojowy z Austrią, podpisany 9 lutego 1801 roku - przyp.tłum.), traktaty pokojowe z Rosją, Portą i Anglią pozwoliły ponownie rozbłysnąć francuskiej sławie. Czy należało w takiej sytuacji przyciemniać tę sławę i rozpoczynać hańbiące dochodzenia przeciwko dzielnym ludziom, którzy przy tylu innych okazjach przysłużyli się ojczyźnie? Czy nie wskazanym było przymknięcie obu oczy i przypisanie wszystkiego, co się zdarzyło, całkowitej bezczynności głównodowodzącego? Bo można robić, co się chce, rząd może się wysilać, prawodawstwo mocne i jednoznaczne - armia lwa, dowodzona przez jelenia, nigdy nie będzie armią lwów. 

  IX.

1. Generał Menou powinien był już 3 marca zostać poinformowany o pojawieniu się angielskiej floty pod Aleksandrią; otrzymał tę wiadomość dopiero po południu 4 marca; było to denerwujące opóźnienie o 24 godziny. Powinien był już 2 marca wiedzieć, że 28 lutego w zatoce Abukiru wzięty został do niewoli angielski inżynier i otrzymać znalezione przy drugim, poległym inżynierze, papiery; informowały one wyraźnie o planach kampanii angielskiego generała Abercromby.

2. Głównodowodzący dał się zmylić i rozdrobnił swoje oddziały. W nocy z 4 na 5 marca generał Reynier otrzymał rozkaz wymarszu. Udał się do kwatery głównej, by wyrazić swoje niezadowolenie. Jako przykład przytoczył głównodowodzącemu przebieg wydarzeń, gdy 12 lipca 1799 roku pod Abukirem zjawił się Mustafa Pasza; Napoleon dowiedział się o tym 15 lipca w obozie pod piramidami; w tym samym momencie wysłał rozkazy do całej armii i skoncentrował ją pod Ramanyah. Ten przykład głównodowodzący powinien był naśladować, wyruszyć jeszcze tej samej nocy, opuścić Górny Egipt, pozostawiając w Kairze jedynie weteranów i chorych z kilkoma armatami! Ale generał Menou pozostał milczący i niewzruszony. Upierał się przy wykonaniu swoich rozkazów. Wbrew wszystkim prawidłom sztuki wojennej wszystkie oddziały ruszyły o świcie w różnych kierunkach.

3. Gdy generał  Menou udał się do Aleksandrii, pozostawił w Kairze generała Belliarda ze słabą obsadą, mniejsze garnizony w Damietta, w kilku mniejszych miejscowościach i w Górnym Egipcie. Zebrał  jedynie 12 000 ludzi, a przecież byłby w stanie zebrać  19 000 na polu bitwy; gdyby siły Francuzów były o 7 000 liczniejsze, rezultat bitwy w dniu 21 marca nie budziłby żadnych wątpliwości.

4. Czy musiał on zaatakować 21 marca armię angielską? Miała ona przewagę  piechoty, ale miała dużo mniej kawalerii. Ponieważ miała ona dostęp do morza, należało się obawiać, że otrzyma posiłki. Słabą stroną angielskiej linii było bez wątpienia jej lewe skrzydło. Armia francuska powinna była w nocy z 21 na 22 marca zmienić swój front i po wycofaniu swojego lewego skrzydła ustawić się po obu stronach drogi do Kairu; na wzgórzach przed Bramą Rosetty  powinny były zająć pozycje szwadrony kawalerii wraz z kilkoma działami oraz wszystkie oddziały, którym powierzono obronę murów Rosetty. O brzasku armia, ustawiona w 4 lub 5 rzędów, powinna była zaatakować lewe skrzydło wroga, a równocześnie zbombardować ogniem kilku 24-funtowych armat leżącą na jeziorze na kotwicy flotyllę.

Gdy tylko lewe skrzydło angielskie zostałoby wyparte ze swoich pozycji, francuska kawaleria z 18 lekkimi armatami powinna była zaatakować centrum i prawe skrzydło nieprzyjaciela. Odcięta od jeziora, a tym samym od zapasów amunicji i punktów opatrunkowych, z zagrożonymi drogami odwrotu, armia angielska, która nie posiadała w ogóle kawalerii,  znalazłaby się w poważnym niebezpieczeństwie. Ale jeżeli generał Menou chciał zaatakować swoim lewym skrzydłem, powinien był w przeciągu nocy ustawić centrum i prawe skrzydło armii francuskiej za lewym skrzydłem generała Lanusse, a na poprzednich pozycjach pozostawić jedynie niewiele dział, kilka oddziałów kawalerii i cały oddział kawalerii na wielbłądach. Armia ruszyłaby w uporządkowany sposób ze skrajnego lewego skrzydła, zajęłaby dom Ptolomeusza i umocniła się w nim. O świcie kawaleria przesunęłaby się za centrum i lewe skrzydło Anglików, zagrażając w ten sposób jej połączeniom z tyłami; bateria ciężkiej artylerii powinna była otworzyć ogień przeciwko zakotwiczonym na pełnym morzu na prawym skrzydle armii angielskiej kanonierkom. Taki manewr zakończyłby się pełnym sukcesem; wzgórze zostałoby zdobyte, a gdy pomaszerowałoby w jego stronę angielskie centrum i prawe skrzydło, musiałoby się to odbyć pod ogniem francuskiej artylerii, podczas gdy ich skrzydła i tyły niepokojone byłyby przez kawalerię i lekką artylerię. To byłoby mało prawdopodobne.

5. Po bitwie 21 marca generał Menou powinien był skoncentrować wszystkie swoje siły w Aleksandrii i wydać wrogowi nową bitwę; mógł  przecież zgromadzić więcej niż 16 000 ludzi.

6. Gdy w kwietniu wskutek przebicia grobli jeziora Madijeh powstało jezioro Mariotis, generał Menou powinien był niezwłocznie poprowadzić drogę przez środek jeziora, która kończyłaby się koło Damanhur; w tym celu powinien był wykorzystać wszystkie środki, które miał do dyspozycji: wzniesienia ziemne, mosty na słupach i łodziach. W swojej większości jezioro nie było głębsze niż 3 lub 4 stopy. Na końcu tej grobli powinno było stanąć stanowisko obronne; w określonych odległościach grobli powinny były bronić przed statkami baterie artylerii. Ta droga była tak ważna, bo zapewniała generałowi zdolność manewrowania.

7. Gdy generał  Hutchinson maszerował w maju w kierunku Nilu, generał Menou powinien był ściągnąć wszystkie swoje siły do Aleksandrii i wykorzystując rozdrobnienie sił angielskich zaatakować  Obóz Rzymski; wystarczyłoby, gdyby generał Lagrange zyskał 24 godziny.

8. Pod koniec maja generał  Coote miał jeszcze tylko 9 000 ludzi; generał Menou mógł  go zaatakować an czele 6 000 ludzi; sukces był prawdopodobny i byłby decydujący.

9. Po potyczce pod El Khankah generał Menou powinien był rozkazać generałowi Belliard na czele 10 000 pomaszerować do Terraneh; on sam powinien był na czele 4 000 ludzi i 800 wielbłądów pomaszerować obok jeziora Natron przez pustynię do Terraneh i tam zaatakować prawe skrzydło generała Hutchinsona, podczas gdy generał Belliard zaatakowałby go od czoła. W Aleksandrii zostawiłby 6 000 ludzi; to wystarczyłoby.

10. Umocnienia okopanego obozu na wzgórzach Bramy Rosetty były zbyt rozciągnięte, do ich obrony koniecznych było 

6 000 ludzi. To paraliżowało armię. Należało założyć jedynie 3 dobrze położone forty otoczone rowami z wodą, bronione przez 1 000 ludzi; to przeszkodziłoby nieprzyjacielowi w rozłożeniu obozu przed Bramą Rosetty. Generał Menou byłby w stanie umocnić również zachodnią stronę Aleksandrii i uzyskać w ten sposób równowagę. Potrzebowałby linię szańców w okolicach Przystani, odległej o 1 000 metrów od jeziora Mariotis i odcinającej Stary Port.

11. Druga linia szańców powinna była tworzyć połączenie z fortem Pompejusza i opierać  się swoim skrzydłem o jezioro Mariotis. Przeklęty umocniony obóz przed Bramą Rosetty był przyczyną całego nieszczęścia.

12. W sytuacji, jaka panowała pod koniec sierpnia, pożądanym było kontynuowanie obrony do ostateczności; za tym głosowaliby wszyscy uczestnicy rady wojennej, gdyby ich zapewniono, że do 15 listopada przybędzie na pomoc nowa armia albo do Egiptu dotrze wiadomość o preliminariach pokojowych.

Ten przykład udawadnia, podobnie jak tysiące innych w historii świata, że dowódca twierdzy powinien myśleć jedynie o jej obronie do ostateczności. Menou miał się więc bronić aż do zdobycia szturmem Muru Arabskiego, utraty fortu Cretin i fortu Caffarelli i wykonania wyłomu w murach, umożliwiającego szturm. Dopiero wtedy jego honor byłby nienaruszony; dopiero wtedy kapitulacja byłaby honorowa, niezależnie od jej warunków. By kapitulacja była honorowa, musi ona zawierać niekorzystne dla obleganych warunki. Garnizon, który opuszcza swoją twierdzę po złotym moście, zawsze będzie podejrzany.   

KONIEC TOMU CZWARTEGO