Nasza księgarnia

La Tour d'Auvergne (1743-1800)

Opublikowano w Słynni dowódcy

Pierwszy grenadier Armii Republiki

Kim był ten, którego Pierwszy Konsul Napoleon Bonaparte obdarzył tym zaszczytnym tytułem? Dołączył on do plejady bohaterów narodowej mitologii Francuzów, obok du Guesclina, Bayarda, czy dobosza Bara. W okresie, kiedy żadne odznaczenie militarne i cywilne nie mogło zburzyć republikańskiej równości, tylko te cztery słowa mogły być nagrodą dla tego dzielnego człowieka.
Théophile Malo Corret de la Tour d'Auvergne urodził się w Carhaix w departamencie Finistere (adres domu, w którym przyszedł na świat to 13, rue de la Tour d'Auvergne) dnia 23 grudnia 1743 roku. Jego ojciec, Olivier Corret, był notariuszem, matka, Jeanne Lucrece Salaün pochodziła z drobnej szlachty (posiadała dodatkowo tytuł damy du Rest). Olivier zmarł bardzo szybko (w 1749 r.) tak wiec to ona zajmowała się wychowaniem syna, którego przeznaczyła do kariery wojskowej.
Théophile skończył kolegium jezuickie w Quimper i dzięki dalekim krewnym matki został przyjęty w 1767 r. do 2 kompanii Muszkieterów Domu Królewskiego, elitarnej jednostki gwardii, nazywanej też "Czarnymi Muszkieterami" od koloru dosiadanych koni (lub, według innej wersji, od koloru okryć końskich). Został zapisany pod nazwiskiem Corret de Kerbeauffret. Ów dodatek, będący nazwą posiadłości ziemskiej Corretów, miał przydać młodemu gwardziście pozorów większej "szlacheckości", niezbędnej dla przyjęcia w muszkieterskie szeregi. Niezwłocznie wystawiono też stosowny certyfikat, poświadczony przez czterech przedstawicieli szlachty bretońskiej. Służba w gwardii królewskiej była idealnym rozwiązaniem dla drobnej szlachty, marzącej o stanowiskach oficerskich, bowiem pozwalała je osiągnąć bez konieczności kończenia szkoły wojskowej, gdzie edukacja nie była przecież bezpłatna.
Kompania stacjonowała w Paryżu, na ulicy Charenton, na przedmieściu Saint - Antoine. Jej członkowie nosili szkarłatną kurtkę, kaftan błękitny z galonami, ozdobiony dwoma krzyżami z weluru - jednym na piersiach, drugim na plecach. Po pięciu miesiącach, znowu dzięki znajomościom rodzinnym, młody Corret został przeniesiony do regimentu Angoumois infanterie, z awansem na podporucznika. Po czterech latach służby, zmieniając mniej więcej co roku garnizon (Marsylia, Avignon, Montauban, Huningue), otrzymał szarżę porucznikowską.
A skąd u naszego bohatera nazwisko La Tour d'Auvergne? Otóż daleki przodek "Pierwszego grenadiera Armii Republiki" Henri Corret był synem z nieprawego łoża ojca Wielkiego Turenne'a (1611 - 1675) duca de Bouillon i Adele Corret - służącej siostry księcia. Tak więc był bratem przyrodnim marszałka Ludwika XIV. Sto kilkadziesiąt lat później potomkowie tych dwóch postaci - niezamożny oficer piechoty Théophile de Corret de Kerbeauffret i książę de Bouillon Godefroy de La Tour d'Auvergne - spotkali się na zamku tego ostatniego w Navarre. Znając korzenie młodego oficera, oraz będąc urzeczonym jego inteligencją, elokwencją i szczerością, stary arystokrata nie wahał się przypuścić go do swego nazwiska, nadając mu prawo do posługiwania się przyrostkiem "de La Tour d'Auvergne" przy rodowym Corret (18 listopada 1779 r.).
Jakim oficerem był La Tour d'Auvergne (tak się od tej pory podpisywał)? Zachowały się o nim opinie, jako o zdyscyplinowanym, surowym, skromnym, wymagającym dużo od siebie, bezkompromisowym w sprawach honoru, stoickim w cierpieniu. Miał bardzo żywe zainteresowania naukowe i intelektualne: parał się filologią, numizmatyką i historią. Podobno znał świetnie łacinę, grekę, niemiecki, hiszpański, angielski, baskijski i bretoński. Ma na swoim koncie nawet dwie publikacje: "Nowe badania nad językiem, początkami i starożytnościami Bretonów" (1792) oraz "Początki Gallów" (1796). Zgodnie z panującą ówcześnie modą, był członkiem lóż masońskich: Wschodu Bouillon i Świętego Jana Szkockiego.
W tym samym czasie, kiedy Corret stawał się La Tour d'Auvergnem Francja brała już udział w wojnie o niepodległość amerykańskich kolonii Anglii. Świeżo upieczony potomek Wielkiego Turenniusza pragnął wyprawić się za ocean w szeregach korpusu gen. Rochambeau, jednak los zdecydował inaczej - został zaliczony do wojsk gen. księcia de Crillon, oblegających, razem z hiszpańskimi aliantami, Port Mahon na Minorce. Wszedł nawet w zażyłą komitywę z głównodowodzącym. Po kapitulacji Anglików w lutym 1782 r. brał jeszcze udział w blokadzie Gibraltaru. Operacja tym razem zakończyła się niepowodzeniem. Za udział w tych operacjach La Tour d'Auvergne otrzymał w 1785 r. rangę kapitana, a w 1791 r. - Order Świętego Ludwika.
Rok później, wraz z wybuchem wojny z Królestwem Sardynii, nasz bohater znalazł się w składzie Armii Południa i dokonywał zajęcia Sabaudii. Już wkrótce przeniesiono go do Armii Pirenejów Zachodnich, gdzie odznaczył się nad brzegami Bidassoi, w dolinie Aran. Dowodził nawet przez pewien czas awangardą armii (16 wydzielonych kompanii), którą rychło ochrzczono mianem "piekielnej kolumny". Pod rozkazami gen. Monceya wkraczał do zdobytego San Sebastian (4 sierpnia 1794 r.). Zadowalał się samym partycypowaniem w sukcesach, bowiem wbrew zaskoczeniu dowódców, odmawiał kolejnych awansów (na pułkownika, szefa batalionu, szefa brygady). Ile w tym było wrodzonej skromności, a ile obawy przed zbytnim rzucaniem się w oczy czujnych przedstawicieli ludu, tropiących oznaki rzekomej "zdrady" wśród oficerów szlacheckiego pochodzenia - nie dowiemy się nigdy.
La Tour d'Auvergne W lutym 1795 r. wracał na zasłużony urlop do rodzinnej Bretanii. Niestety, w pobliżu Camaret statek, na którym płynął, został zagarnięty przez Anglików. Ponad rok spędził w niewoli w Kornwalii, aby zostać w końcu wymienionym i osiąść w Passy w mieszkaniu braci Paullian (66, rue Basse). Co ciekawe, przyjmował tam starych towarzyszy, którzy w międzyczasie stali się generałami - Desaix'a, Lecourbe'a, Klébera, Moreau - podczas gdy on cały czas trwał przy randze kapitana.
W 1797 r. zgłosił się na ochotnika do 46 półbrygady liniowej w Armii Renu i Mozeli swego krajana - Moreau. Był zastępcą za syna jednego z przyjaciół. Mimo niemłodego już wieku (54 lata) nadal nie rozstawał się z kapitańskimi szlifami, nie folgując sobie w codziennej służbie. Dwa lata później walczył w Szwajcarii, będąc świadkiem zmagań Masseny i uczestnicząc w zwycięstwie nad Rosjanami pod Zurychem (wrzesień 1799).
Po zamachu 18 brumaire'a zaproponowano mu miejsce w Ciele Prawodawczym. Odmówił po raz kolejny! Pierwszy Konsul zapragnął poznać człowieka, który zdążył już stać się legendą armii. Spotkanie miało miejsce 18 lutego 1800 r. i wywarło na Napoleonie ogromne wrażenie: "To człowiek jak z Plutarcha!" - miał powiedzieć. Bez chwili wahania przyznał La Tourowi szablę honorową (wręczył ją 15 maja Minister Wojny - Carnot; dziś jest przechowywana w zbiorach Muzeum Carnavalet) oraz nadał mu zaszczytny i nie mający precedensu tytuł "Pierwszego grenadiera Armii Republiki" (7 floréala roku VIII, czyli 27 kwietnia 1800 r.).
La Tour d'Auvergne ruszył na swą ostatnią kampanię. Nie wiedział, że tym wspaniałym wyróżnieniem będzie cieszył się tylko dwa miesiące. Walczył w Armii Renu, po raz kolejny pod komendą Moreau. Powodzenie sprzyjało francuskiemu orężowi: we Włoszech Pierwszy Konsul zwyciężył pod Marengo, w Niemczech pędzono Austriaków poprzez Bawarię w kierunku Wiednia. Właśnie tutaj pod Oberhausen w pobliżu Neuburga, 9 messidora roku VIII (28 czerwca 1800 r.) Pierwszy grenadier Armii Republiki padł w walce z polskim ułanem w służbie habsburskiej. Cios lancy przebił płuco, nie pozostawiając dzielnemu Bretończykowi żadnej szansy...
Jego nazwisko zostało zachowane na czele listy etatowej 46 półbrygady, która stała się w 1803 r. 46 regimentem liniowym. Do 1814 r. wymieniano je na honorowym miejscu, a jeden z żołnierzy wypowiadał zawsze słowa: "...poległ na polu chwały!" Jego serce, zachowane w srebrnej urnie, przechowywane jest w Pałacu Inwalidów, ciało spoczywa w Panteonie. Na północno - wschodnim filarze Łuku Triumfalnego można znaleźć jego nazwisko, mimo iż nigdy nie został generałem...
W rodzinnym Carhaix jest pomnik i muzeum poświecone tej wspaniałej postaci. Statua La Toura znajduje się także w miejscu edukacji - Quimper - oraz w paryskim Luwrze. Tyle zostało po człowieku, który w swej ojczyźnie był Pierwszym grenadierem. I jest jeszcze legenda...


Andrzej K. Szymański