Nasza księgarnia

Charles-Antoine Morand (1771-1835)

Opublikowano w Słynni dowódcy

Urodził się 4 czerwca 1771 roku w Pontarliet. W departamencie Doubs jego rodzina była znana i szanowana. On sam miał kontynuować tradycję i podjął studia prawnicze, które zakończył dyplomem już w 1791 roku. Przyszło mu dorosnąć w czasach, które obaliły dotychczasowe stereotypy. On i jego koledzy zaczęli wierzyć w szczęśliwą gwiazdę rewolucji. Wszak teraz szczęście i sława miały zależeć od czynów i nie były przypisane zniewieściałym paniczykom, których jedynym atutem było dobre urodzenie. Ale nowej sprawy trzeba było bronić i nie pozwolić wrogą zabić nadziei, jaką przyniosła rewolucja. Niedoszły adwokat wraca w rodzinne strony i zajmuje się organizacją batalionu ochotników. Nowym zwyczajem było wybieranie oficerów przez samych żołnierzy. I tak oto Morand zostaje kapitanem nowopowstałej jednostki. Wojna z pierwszą koalicją miała przynieść rozprzestrzenienie się ideałów rewolucji, ale stała się walką o przetrwanie nowej Francji. Morand wziął w niej udział na czele swoich ochotników w szeregach Armii Północy.
Mimo braku wojskowego wykształcenia młody oficer wyróżniał się zdolnościami, a długie lata walk przyniosły mu konieczne bojowe doświadczenie. W styczniu 1797 roku otrzymał przeniesienie do Armii Włoch, wraz z całą dywizją Bernadotte, gdzie dowodził batalionem. Nie mieli okazji wziąć udziału w bitwie pod Rivoli i zdobyciu Mantui, ale stanowili znaczącą siłę armii w marszu na Wiedeń. Kto wie, co by tam zwojowali, gdyby działań nie przerwał rozejm w Leoben z 18 kwietnia 1797 roku. Mimo wszystko przeniesienie miało swe następstwa, Morand został uwzględniony w składzie ekspedycji egipskiej.
Pierwsze starcie na egipskiej ziemi przyniosło mu na szczęście nie groźną ranę. Otrzymał ją podczas szturmu Aleksandrii, tak jak Kleber i wielu innych. Wreszcie walcząc 21 lipca 1798 pod piramidami doczekał się uznania dla swojej postawy. Po bitwie otrzymuje awans i dowództwo 88 półbrygady po rannym Friancie. Wraz ze swoim oddziałem, w ramach dywizji Desaix wziął udział w podboju Górnego Egiptu, a potem w ciężkiej służbie osłonowej zajętych obszarów. Przez pewien okres czasu pełnił funkcję komendanta Girge, w rejonie którego wielokrotnie walczył z Arabami. W 1800 roku głównodowodzący gen. Kleber podpisał nominację Moranda na generała brygady, co potem potwierdzono w Paryżu. Wrócił zresztą do niego dopiero z resztkami armii, po podpisaniu pokoju w Amiens.
Jak cała armia przez kilka lat Morand mógł cieszyć się pokojem, choć przecież nie zrezygnował ze służby. Dzięki świetnej opinii znalazł się wśród generałów tworzonej w 1804 roku Wielkiej Armii. Dowodził 2 Brygadą Piechoty z 1 Dywizji gen. Saint-Hilaire w IV Korpusie marszałka Soulta. I w szeregach tego korpusu ruszył na szlaki sławnej kampanii 1805 roku. W pierwszym okresie kampanii IV Korpus nie odgrywał znaczniejszej roli, maszerując nieco w tyle stanowił jakby odwód armii. Ale miał odegrać decydującą rolę później i zdobyć nieśmiertelną sławę na wzgórzu Prace. Właśnie on jako pierwszy znalazł się w trakcie pościgu 28 listopada koło Austerlitz. Następnego dnia na rozkaz Napoleona Soult wycofał swoje oddziały nad Złoty Potok, tu mieli czekać rozstrzygającej bitwy, której plan już rysował się w umyśle Cesarza. I wreszcie 2 grudnia 1805 roku zaczęło się. IV K Soulta ruszył o 900 po lewej gen. Vandamme, na prawo Sait-Hilaire poprzedzany przez brygadę Moranda. I to on jako pierwszy wprowadza żołnierzy 10 ppl na szczyt, do zabudowań Prace i gwałtownym uderzeniem spycha Rosjan i Austriaków, mimo rozpaczliwych prób oporu Kutuzowa, w doliny. Morand odpiera jeszcze pierwszy z kontrataków, mających odbić górującą pozycję, co umożliwia dojście pozostałym oddziałom dywizji. W trakcie tych walk Morand otrzymuje ranę, którą osłodzi mu nadany po bitwie stopień generała dywizji.
Opromieniona sławą Wielka Armia wstrząsnęła Europą, ale nagle butne Prusy wypowiadają we wrześniu 1806 roku wojnę, ignorując na swoją zgubę fakt, że czasy Fryderyka II to jedynie piękna przeszłość. A ten na razie nie pokonany przeciwnik był blisko, na leżach na ziemiach niemieckich. Tym razem dzielny Morand stał na czele dywizji z III Korpusu Davouta. Korpus już wtedy mógł ubiegać się o palmę pierwszeństwa, a po tej kampanii nie miało być wątpliwości. Sławę przyniosła im bitwa pod Auerstädt 14 października 1806 roku, gdzie 26 000 Francuzów walczyło z powodzeniem przeciw 50 000 Prusaków z głównej armii. Trzy dywizje w krwawym boju przez cały dzień powstrzymywały ataki wroga, by na koniec zmusić go do sromotnej ucieczki i porzucenia 115 dział. Davout zyskał tytuł księcia Auerstädt, a jego dowódcy dywizji, Morand, Friant i Gudin, nadania, ordery, zaszczyty i co ważniejsze chwalebny tytuł "trzech nieśmiertelnych".
Po druzgocących zwycięstwach 14 października, armia ruszyła w wyścigu do ważniejszych miejsc państwa pruskiego. Szybko zajęto Berlin, Hamburg, Szczecin. Biorący udział w wyścigu Morand dopadł i zajął Kostrzyn. Następnie wraz z Davoutem poszedł na Warszawę, którą zajęli 27 listopada. Chociaż Prusy były zdeptane wojna nie mogła być zakończona, teraz na ziemiach polskich, naprzeciw Francuzów stała armia rosyjska. Chcąc jak najszybciej zmusić przeciwnika do podpisania pokoju, Napoleon rzucił swą armię do ataku. W niezwykle trudnych warunkach ruszyła do ataku, za każdym razem zmuszając Rosjan do odwrotu. O zażartości walk może świadczyć ciekawy fakt, 23/24 grudnia doszło do właściwie jedynej nocnej bitwy okresu napoleońskiego. Idący na czele korpusu Morand, zaatakował pod Czarnowem korpus gen. Ostermana-Tołstoja. W nocnym boju zajął wyspę na Wkrze. Po ostrzelaniu przez ustawioną tam baterię pozycji Rosjan, przeszedł na prawy brzeg rzeki i zmusił ich do odwrotu. Mimo znacznych strat wroga nie rozbito. Dwa dni później pod Gołominem, gdy armia wyszczerbiła oddziały księcia Golicyna, Morand ruszył za nim w pościg, niestety z powodu trudności terenowych nie doszedł przeciwnika.
Przerwa zimowa zatrzymała II korpus w rejonie między Pułtuskiem a Ostrołęką. Z niepokojem wyczekiwano dalszych rozkazów, obawiając się nie tylko trudności terenowych, ale i uporu Rosjan, którzy już wtedy wyrastali na najtrudniejszego przeciwnika. Gdy rozpoczęto nowe działania III K. ruszył marszem oskrzydlającym na Myszyniec i Orelsburg. Cały ruch był obliczony na koncentrację w decydującej bitwie. 1 dywizja Moranda została skierowana na Passenheim, odpowiedzią przeciwnika był odwrót. Dalszy marsz kierował Frianta i Moranda na Heilsberg, gdzie ten drugi jako pierwszy 6 lutego zaatakował oddziały osłaniające magazyny i szpital. Wyrzucił Rosjan z miasta, a Friant zadał mu dodatkowe straty. I w ten sposób, gdy 7 lutego stoczono pierwszy bój i zajęto Prusien Erlau, Napoleon wysłał dowódcy III K. rozkaz marszu flankowego. Morand w tym marszu miał stanowić centrum. 8 lutego 1807 pod Iławę Pruską pierwsza nadeszła dywizja Frianta, za jego oddziałami wchodzi Morand i ich atak wypiera Baggewuta za Serpellen. Na wiadomość o tym, Napoleon wydaje rozkaz Augereau ataku, który zamiast pogromu Rosjan przyniósł niestety zagładę VII Korpusu. By ratować sytuację do walki rusza kawaleria Murata, a na prawo III K. Morand zajmuje Auklappen, ale nadejście Lestoqa zmienia sytuację i po ciężkiej obronie opuszcza pozycje. Bitwa zostaje nierozstrzygnięta. Straszne warunki kampanii negatywnie wpłynęły na żołnierzy obu armii. Działania wznowiono po kilku miesiącach odpoczynku. Tym razem zwycięzca był tylko jeden, Napoleon. Po Fridlandzie III K. poszedł do Warszawy, jako rękojmia układu o powstaniu Księstwa Warszawskiego.
Po potwierdzeniu układu z Rosją w Erfurcie IIIK. Został skierowany do Niemiec, pełniąc rolę żandarma, pod nazwą Armii Nadreńskiej. Gdy wojna z Austrią stała się realną groźbą, oddziały te, miały przyjąć pierwsze uderzenie. Oparciem dla nich miała stać się Ratyzbona, pod którą przewidziano koncentrację wojsk Davouta. Gdy pod miasto18 kwietnia 1809r. przybyli Austriacy Bellagarde, Francuzi pod osłoną dywizji Moranda cofnęli się, zostawiając jedynie garnizon twierdzy. W następnych dniach on, jak i inne dywizje brał aktywny udział w działaniach w okolicach Landshut i Abensberg. Wziął też udział w bitwie pod Eggmühl. Po ponownym zajęciu Ratyzbony skoncentrowana armia napoleońska ruszyła w pościg za wrogiem, którego celem był Wiedeń. W przedzie szedł Davout i jego "nieśmiertelni". Po zajęciu Wiednia, armię skoncentrowano na Lobau, ale Morand został w osłonie w okolicach Mölk, Mautern i Saint-Polten i nie wziął udziału w bitwie pod Aspern i Essling. Ale decydująca bitwa pod Wagram go nie ominęła. Morand wspierany przez Frianta atakował wzgórza Neusiedel i po ataku na bagnety wdarł się na szczyt. Ich atak zmusił księcia Hohenzollerna do odwrotu. W ostatniej fazie bitwy ruszyły do przodu, ale sam Morand był w tym czasie opatrywany po kolejnej ranie.
Opromienieni sławą, ale zmęczeni napoleońscy żołnierze marzyli o wypoczynku, ale wojna w Hiszpanii budziła w Europie niepokój i tylko pełna gotowość oddziałów trzymała niepewne Niemcy w ryzach. Mimo wszystko był to dla Moranda okres pokoju. Nowa wojna dopadnie go dopiero w 1812 roku. Brał w niej udział w szeregach I Korpusu, a wśród wielu starć ważniejszym była bitwa pod Smoleńskiem. Ale dla niego osobiście szczególne znaczenie miała bitwa pod Borodino. Otrzymuje w niej samodzielne dowództwo oddziałów centrum. 7 września 1812 roku Morand jako pierwszy poprowadził natarcie na redutę Rajewskiego. Mimo wielkiego poświęcenia żołnierzy atak utknął, a sam dowódca ciężko ranny, został zniesiony z pola bitwy i w dalszym toku kampanii nie uczestniczył.
Gdy klęska kampanii rosyjskiej była pewna, a odwrót zamieniał się w koszmar, dla Napoleona palącym problemem stało się uratowanie kadr oficerskich. Wysiłek nie poszedł na marne, do kampanii 1813 roku stanęła armia prowadzona przez bohaterów licznych wojen. Niestety, sama Wielka Armia nie była już tą samą, co pod Austerlitz, Jeną, czy Wagram. Ale znalazło się w niej miejsce dla rekonwalescenta, gen. Moranda. Stanął na czele dywizji w IV Korpusie gen. Bertranda, którego znaczną część stanowili Wirtemberczycy.
Napoleon widząc groźbę, jaką była klęska poprzedniego roku, postanowił zmazać złe wrażenie szybkim sukcesem. Początkowo wydawało się, że sprawy pójdą po jego myśli. Rozbił Prusaków pod Lützen 2 maja i Budziszynem 21 maja. W obu bitwach wzięła też udział dywizja Moranda. Podpisany dzień później rozejm okazał się jednak błędem Napoleona, wsparta angielskim złotem koalicja przeciągnęła na swoją stronę Austrię. Działania wznowiono 12 sierpnia. By uprzedzić wroga, zgrupowanie marszałka Oudinota ruszyło na Berlin, w jego składzie szedł IV K. To jego oddziały rozpoczęły bitwę pod Grossbeeren. Starcie przybrało jednak zły obrót, kiedy okazało się, że oddziały Saskie i Bawarskie nie przejawiają ochoty do walki, a w ich szeregach, nie tylko szerzyła się dezercja, ale nawet doszło do przypadków zdrady. Francuzi musieli zrezygnować z dalszego natarcia i wycofać się za Łabę. Napoleon planując ponowny atak powierzył kierunek berliński Neyowi. Korpus Bertranda skierowano na Jüterbog, po drodze napotkano znaczne siły rosyjsko-szwedzko-pruskie. Idący przodem gen. Bülow został zatrzymany 3 września pod Dennewitz przez oddziały Moranda. Na odgłos walki z obu stron ruszyli przeciwnicy. Po całym dniu zmagań Ney zarządził odwrót na Torgau, do czego znowu w dużym stopniu przyczyniła się postawa Sasów i Bawarów. IV K. w toku walk stopniał z 20 000 do ok. 9 000. Porażki marszałków stały się powodem załamania planów Cesarza, za to sojusznicy zaczęli poczynać sobie coraz śmielej. Blücher ruszył w kierunku Łaby, tutaj 3 października 1813 roku zagrodził mu drogę Morand, trzymający pozycję pod zamkiem Wartenburg. Zadał prusakom znaczne straty, liczone na 5 000 ludzi, jednak Francuzi słabsi liczebnie również ucierpieli i kiedy zaatakował ich gen.York, mimo ofiarnej pomocy pozostałych jednostek Bertranda, musieli podjąć odwrót. Teraz na rozkaz Napoleona wszystkie korpusy zaczęły koncentrację pod Lipskiem.
Gdy 16 października 1813 roku rozpoczęła się sławna Bitwa Narodów, Morand z korpusem zajęli pozycję jako rezerwa na kierunku północnym. W czasie gdy trwała bitwa wokół Wachau, Ney obawiając się pojawienia wroga od strony zachodniej, wysłał na Lindenau Moranda. Tutaj Francuzi zostali nagle zaatakowani przez korpus Austriacki gen. Gyulaia. Po początkowym zamieszaniu Morand poprowadził atak wsparty przez baterię Margerona, wypierając przeciwnika z Lindenau. W kontrataku ruszyli Rosjanie, a potem Prusacy, Morand utrzymał jednak pozycję, dowodząc dużego talentu, a jego żołnierze mimo młodego wieku i często nie ostrzelania, odwagi. Mimo, że najważniejsze starcia rozstrzygały się gdzie indziej, to wyczyn Moranda kilka dni później zadecydował o uratowaniu armii napoleońskiej ze śmiertelnego uścisku sprzymierzonych.
Gdy losy bitwy pod Lipskiem właściwie były przesądzone, bo nawet zwycięskie starcia wykrwawiały armię francuską, grożąc jej zagładą, Napoleon 18 października rano wydał Bertrandowi rozkaz oczyszczenia drogi na zachód. Ten ruszył do ataku na stojący na drodze korpus Austriacki gen. Gyulaia i odepchnął go. W walkach tych Morand czasowo kierował nawet akcją kawalerii. Po odparciu wroga Francuzi wieczorem zajęli Lützen, a drogą od Lipska ruszyły kolejne oddziały. Następnego dnia odwrót trwał na całego, a Morand szedł w straży tylnej. Jeszcze raz nad armią zawisło niebezpieczeństwo zagłady. 30 października pod Hanau pozycję zajęli Bawarzy gen. Wredego. Ten dzielny uczestnik kampanii 1812 roku, do niedawna sojusznik, teraz okazał się wrogiem. Na szczęście Francuzi dowodzeni osobiście przez Napoleona rozbili go i zmusili do odwrotu. Następnego dnia, gdy w Hanau została już tylko straż tylna, Wrede spróbował jeszcze raz, ale niczego nie wskórał sam odnosząc bardzo ciężką ranę. Po dotarciu straży tylnej do Frankfurtu, Morand dostał nowe zadanie, skierowano go do Moguncji, gdzie objął dowództwo obrony twierdzy. Wywiązał się znakomicie i jak Davout w Hamburgu, posterunek opuścił dopiero na mocy ugody w kwietniu 1814 roku, po abdykacji Cesarza.
Powrót Burbonów nie mógł przynieść mu nic dobrego. Jak większość wiernych Napoleonowi generałów został odsunięty z armii. Jedyną pociechą była sława i piękna żona, poznana jeszcze w 1806 roku polka, Maria Parys. Nie dziwi więc jego przyjaźń do Polski i Polaków. Planował nawet wyjazd do Warszawy, gdy nagle wrócił Napoleon. Morand od razu zgłosił się do służby i w dowód zaufania dostąpił zaszczytu dowodzenia półkami średniej gwardii. Poprowadził je do ostatniej kampanii Cesarza. Już pod Ligny miał okazję sprawdzić ich wartość, kiedy wieczorem ruszyli do decydującego ataku na Prusaków. Szybko nadchodząca noc przerwała działania. Rano w niedzielę 18 czerwca 1815 roku stanęli w odwodzie armii, naprzeciw Anglików Wellingtona. Ze swojej pozycji patrzyli na wielką bitwę, mając nadzieję dokonać decydujące uderzenie. Los sprawił, że zamiast tego przyszło gwardii zrobić zwrot na prawo, by powstrzymać nadchodzących Prusaków, a potem osłaniać ogólny odwrót. Gwardia, a w jej szeregach Morand, wypełniła swe zadania.
Klęska Napoleona nie wróżyła generałowi nic dobrego. Nie czekając rozwoju sytuacji, wyjeżdża do Polski. Po powrocie na tron Ludwik XVIII podpisuje na Moranda zaocznie karę śmierci. Dopiero po kilku latach starań, w 1819 wyrok zostaje cofnięty i generał wraca do Paryża. Po latach bezczynności rewolucja lipcowa 1830 roku przywraca go do służby. Zostaje dowódcą 6 okręgu wojskowego w Besancon. Jako ciekawostkę warto dodać, że po wybuchu Powstania Listopadowego, otrzymuje propozycję dowództwa w armii Królestwa Polskiego. Po upadku powstania z jego inicjatywy, w styczniu 1832 roku Besancon powstaje obóz dla polskich uchodźców, których do śmierci 2 września 1835 roku otaczał osobistą opieką.
Jeśli ktoś nie wie, za co można cenić rewolucję i okres napoleoński, niech spojrzy na losy tego hrabiego cesarstwa, który niezależnie od swego plebejskiego urodzenia, zawodu, mógł siłą swego uporu talentu odwagi i szczęścia, sięgnąć po laury zamknięte wcześniej przed ludźmi z gminu.

Opracował: Miłosz Korczyk