Nasza księgarnia

Leontij Bennigsen (1745-1826)

Opublikowano w Wrogowie Cesarza

Hrabia Levin August Teofil Bennigsen vel Bennin, zruszczony Niemiec, którego car Aleksander mianował głównodowodzącym w kampanii 1807 roku. Tak jest, tego samego "szefa-mordercę", który pomógł znienawidzonemu przez Aleksandra ojcu zamienić się w nieodżałowanego tatusia. Ale nie myśl Czytelniku, że to z wdzięczności za tę przysługę car wynagrodził Bennigsena stanowiskiem wodza naczelnego, a potem jeszcze tytułem hrabiego imperium i orderem św. Włodzimierza I klasy, i orderem św. Andrzeja i diamentowymi odznakami do tego orderu, i orderem św. Jerzego I klasy, nie mówiąc już o takich pieniądzach, jak dwanaście tysięcy rubli rocznej pensji czy "dotacja" w wysokości dwustu tysięcy rubli. Nie, to nie za to. I nie za wygrane bitwy, albowiem hrabia Bennigsen niewiele ich w swoim życiu wygrał. Lepiej, Czytelniku, "cherchez la femme". Lecz zanim jej poszukamy, krótki życiorys głównodowodzącego.
Urodził się koło Hanoweru, w starej rodzinie szlacheckiej, i już jako czternastolatek rozpoczął służbę wojskową. Wystrzelił bardzo wysoko, zwłaszcza wzrostem. Był poza tym chudy, cierpiał na anginę pectoris, dostawał krwotoków i miał kłopoty z oczami. Ale to nie przeszkadzało mu w dostrzeganiu różnicy między kobietami młodymi a zawsze młodymi, w efekcie czego ożenił się czterokrotnie.
O jego przeniesieniu się do Rosji zadecydowały także sprawy męsko-damskie, a konkretnie kochliwość Karoliny Matyldy, pięknej małżonki króla duńskiego Christiana VII. Otóż królowa ta na tronie siadywała obok króla-małżonka, ale na spoczynek kładła się obok jego sławnego ministra Struensee'a, co już po dwóch latach tak oburzyło całą Danię (Duńczycy są narodem sztywnym i nie znają się na żartach), iż przy ogólnym aplauzie dokonano zamachu (1772) i uwięziono występną parę. Struensee został skazany na śmierć, a Karolinę osadzono w Zelle, gdzie właśnie pełnił straż oficer Bennigsen. Pilnował uwięzionej zbyt gorliwie, toteż przełożeni, obawiając się, by na stałe nie zastąpił Struensee'a, odwołali go. Rozeźliło to tak naszego bohatera, że powiedział:
... (no, mniejsza z tym, i tak wiadomo) i w roku 1773 wyemigrował do Rosji.
W armii rosyjskiej wziął udział w wielu kampaniach (przeciw Turcji, Prusom, Polsce i Francji), ale dowodził kiepsko. Miał coś z Soulta - układał dobre plany bitewne, których potem nie potrafił zrealizować. Dlatego Napoleon ocenił go jednym słowem: niezdolny.
Wcale jednak nie musiał być zdolny, by być w łaskach u cara. Wystarczyło, że miał zdolną małżonkę, i że car Aleksander przepadał wprost za Polkami. [...]
Po zamordowaniu Pawła I trzeba Bennigsena było chwilowo zdjąć sprzed oczu carycy-matki, został więc mianowany generalnym gubernatorem Litwy. Zaraz po przybyciu do Wilna zakochał się w młodziutkiej szlachciance, Marii Buttowt-Andrzejkowiczównie, która - jak wspominał wileński lekarz, Józef Frank - "chociaż kochała innego, poświęciła się dla rodziny i oddała rękę generałowi. Nie bez tego, że i próżność grała w tem rolę". Okropna jest do dzisiaj ta próżność młodych panienek. Ale znowu zbaczamy z tematu; ad rem! Bennigsen był wówczas krzepkim sześćdziesięciolatkiem, zaś Andrzejkowiczówna stała się jego czwartą oblubienicą.
Pani Bennigsenowa bardzo się spodobała carowi i dlatego zaczął ją namiętnie obtańcowywać na balach urządzanych przez Bennigsenów w majątku Zakręt pod Wilnem. Tylko ile razy w tygodniu można urządzać bale? Wówczas Aleksander wpadł na pomysł tak genialny, że gdyby podobne pomysły miewał podczas wojny, bez trudu zdetronizowałby Napoleona na militarnym Olimpie. Odkupił mianowicie Zakręt od Bennigsena, przy czym w kontrakcie zawarowano, że Bennigsen, chociaż przestał być właścicielem, może tam mieszkać do śmierci. Nie trzeba było natomiast umieszczać w kontrakcie tak oczywistego stwierdzenia, jak to, że formalny właściciel ma prawo przebywać w swym domu kiedy zechce. W ten sposób Zakręt miał dwóch właścicieli, i myślę, że to zdanie bardzo zgrabnie ujmuje istotę problemu.
Od tej pory Aleksander darowywał Bennigsenowi wszelkie przewinienia, nawet pewien obiad w Zakręcie, obiad, którego mu nie podano. Podczas tego obiadu przerwa po wstępnej przekąsce jakoś dziwnie się przedłużała. Po pół godzinie atmosfera stała się bardzo nieprzyjemna, ale car dał pokaz dobrego wychowania i zwrócił się z uśmiechem do pani Bennigsenowej:
- Lubię taką przerwę, można trochę odpocząć.
Nic się jednak nie zmieniło i "przerwa" rozciągała się nieznośnie. W końcu siny ze wstydu Bennigsen zerwał się i pobiegł do kuchni. Tam ujrzał, jak jego pijany w sztok kucharz toczy wojnę z kuchcikami, miotając w nich kolejnymi półmiskami z obiadem cara. Kucharz dostał sto pałek, car zaś nie najadł się tego dnia, lecz wybaczył to generałowi. Wszystko z tym samym uśmiechem.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie korzystająca z gościny w Zakręcie niejaka pani Bagniewska. Zazdrosna o cara, w listach do swej siostry, mieszkającej w Petersburgu u pani Tatiszczewej, opisała to i owo, nazywając eks-pannę Andrzejkowiczównę "tłustą krową". Traf chciał, że pani Tatiszczewa, szperając w papierach panny Miłeykówny (swojej damy do towarzystwa, a kochanki pana Tatiszczewa) znalazła któryś z tych listów. Natychmiast zaniosła go do Pałacu Zimowego i wybuchł skandal.
Niezbyt daleko odbiegliśmy od tematu zapoznając się z odkryciami pani Tatiszczewej, dzięki temu bowiem wiemy, dlaczego Bennigsen został mianowany l stycznia 1807 roku wodzem naczelnym armii rosyjskiej. Jak wiadomo - dowodzić armią z własnego mieszkania nie bardzo można, trzeba wyruszyć na pewien czas w pole. Drugi właściciel Zakrętu nie zamierzał - jak już wspomniałem - bawić się tym razem w żołnierza i pozostał w domu.

Źródło: W. Łysiak, Cesarski poker