Piętnaście lat w legionach
W Mantui, legiony nasze otrzymały rozkaz udać się do Bolonii, ztamtąd znowu do Florencyi, a następnie do Liworno miasta portowego. Wsiadłszy na statki przewozowe, udaliśmy się do Porto Ferajo na zajęcie wyspy Elby, a w przeciągu jednego miesiąca wojska Francuzkie z nad Renu i legia Naddunajska, tamże za nami przybyła, zastawszy już gotowe rozkazy wsiadania na przygotowaną flotę i popłynięcia na wyprawę do wyspy San-Domingo, a gdy francuzi żywy przeciw temu czynili opór, polacy, wystawiając im przykład, ze swego poświęcenia się bez granic, dla sprawy zupełnie im obcej, a oraz piękny wzór posłuszeństwa wojskowego, najpierwsi wsiadali na okręty. Cała więc Legia Naddunajska, pod przewodnictwem Generała Władysława Jabłonowskiego (ktory po wielu świetnych czynach, swej waleczności na Antyllach umarł), popłynęła na tę nieszczęśliwą wyprawę, którą Generał Leclerc, szwagier pierwszego konsula dowodził; i która na tej pamiętnej dla nas wyspie, w morderczej wojnie z murzynami i w zabójczym klimacie prawie zupełnie wyginęła, a kości, fale Oceanu po odległych świata przestrzeniach rozniosły.

Ponieważ w skutek Lunewilskiego traktatu pokoju, znowu nadzieje nasze zniweczone zostały; były dowódzca legii Naddunajskiej Generał Kniaziewicz, tudzież Generał Sokolnicki i Fiszer, powrócili do swojego kraju, oczekując dogodniejszych widoków, okoliczności i lepszej może być kiedyś przyszłości Legja zaś 1-sza czyli Włoska odebrała znowu rozkaz powrotu do Lombardyi i tam się na nowo organizowała w Modenie stolicy księztwa tegoż imienia, gdzie siedem tylko bataljonów było uformowanych i postanowioną ją oddać w służbę nowo utworzonemu królowi Etruryi. Ale polacy stanowczo oświadzyli, że chcą tylko służyć Rzeczypospolitej Francuzkiej, lub Cyzalpińskiej, która ich uznała za swoich obywateli...
Piętnaście lat w legjonach. PAMIĘTNIKI KAZIMIERZA TAŃSKIEGO Jenerała b. wojsk polskich

