SOMO-SIERRA przez Andrzeja Niegolewskiego
Szanowny Kolego.
Wyciąg z Twych pamiętników opisujący batalią pod Somo-Sierra, do uzupełnienia i recenzyi przesłany mi na ręce pani B., ucieszył mnie nad wszelkie wyrażenie. Cóż też nam może być milszego nad pamiątkę lat młodości w której poświęciliśmy życie nasze na ołtarz ojczyzny? Jeżeli takowe w ofierze za sprawę świętą nie padło, to nie nasza, ale Najwyższego taka wola była! Życie nasze ocalone, tem większą na nas wkłada powinność, by czyny towarzyszów naszych śmiercią bohaterską poległych do potomności bez zmazy przeszły, a historya naszego pokolenia następcom naszym przekazana, świadczyła, że pokolenie nasze, choć mu się nie udało wyswobodzić drogiej matki z niewoli, zawsze się z honorem z powinności na sobie ciążących, wywiązało. Z tego to stanowiska wychodząc, szanowny kolego nie mogłem zcierpieć, aby nam Thiers bitwę pod Somo-Sierra, własność naszą, krwią polską okupioną, wydzierał, a do tego nawet niesławę na oręż polski rzucał.

Zrobiłem przeto stosowną w tej mierze do niego reklamacyą. Zwycięztwo jakie odniosłem, zniewalając historyka konsulatu i cesarstwa do przyznania się do fałszu, jest w dzisiejszym mym wieku nowem zwycięztwem choć tylko na papierze, jak była sama szarża w młodości, z tą wprawdzie różnicą, że teraz jedenaście ran nie odebrałem. Poznasz jednakowoż z listów mój kolego, żem się ich i teraz nie obawiał, gdyby bowiem Thiers nie był uznał mej reklamacyi za słuszną, byłbym jechał do Paryża i do odszczekania kłamstwa go zmusił. Prawda, że jeszcze zupełnie memu życzeniu zadosyć nie uczynił, lecz raz uzyskawszy przyznanie się jego do fałszu, jeżeli żądaniu memu nie odpowie, całą korrespondencyą z nowym listem wydrukuję i celu mego dopnę.

