Nasza księgarnia

Uwaga! Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Bitwa pod Górą-Ostrówkiem 2-3 maja 1809 roku

Opublikowano w Monografie kampanii napoleońskich

Wojna polsko-austriacka 1809 roku była wojną szczególną, ze względu biorące w niej udział państwa. Stroną agresywną, rozpoczynającą wojnę była Austria, która pomimo klęsk poniesionych w walkach z Francją Napoleona, i związanych z tym reperkusji (rozbita armia, ubytki terytorialne, bardzo ciężka sytuacja gospodarcza, znaczne zmniejszenie znaczenia politycznego), cały czas zaliczała się do grupy pierwszorzędnych mocarstw europejskich, decydujących o kształcie politycznym kontynentu. Z drugiej strony stało Księstwo Warszawskie, powstałe zaledwie 2 lata wcześniej dzięki postanowieniom pokoju w Tylży. Był to twór polityczny o ograniczonej suwerenności względem Francji, o niewielkim terytorium (104000 km˛) i ludności (wedle spisu z końca 1808 roku to niewiele ponad 2 miliony mieszkańców1). Trudna niezwykle była sytuacja gospodarcza Księstwa-doświadczyło ono nie tylko licznych zniszczeń w trakcie działań wojennych w 1806 roku, lecz także poniosło koszty ciężarów i rekwizycji, jakimi obciążono ludność cywilną. Ponadto już po Tylży Księstwo zostało obarczone nałożonymi przez Napoleona licznymi ciężarami, w tym niełatwym obowiązkiem utrzymania własnej 30-tysięcznej armii2. Można rzec, że mająca wybuchnąć wojna tych dwóch państw przypomina niejako walkę Dawida z Goliatem.

 



      W takich to warunkach będąca w trakcie przebudowy i rozbudowy armia Księstwa Warszawskiego, została zmuszona do odparcia ataku co najmniej 2-krotnie liczniejszego przeciwnika. Dysproporcje, tak między tymi dwoma państwami, jak i ich siłami zbrojnymi była rażąca. Wojsko Księstwa, ze względu na ciągłe pustki w skarbie państwa miało ogromne problemy, zarówno ze zwiększaniem stanu liczebnego, czy szkoleniem oddziałów, jak i z modernizacją i ujednolicaniem uzbrojeni (przykładowo w artylerii, większość uzbrojenia to mocno już przestarzałe działa pruskie przekazane przez Napoleona Księstwu). Ponadto spora część żołnierzy Księstwa (około ⅓) w kwietniu 1809 roku znajdowało się poza granicami kraju, wypełniając sojusznicze obowiązki wobec Francji (głównie w Hiszpanii). Mimo to armia Księstwa Warszawskiego dowodzona przez księcia Józefa Poniatowskiego stoczyła z VII Korpusem szereg zwycięskich bitew i potyczek, i ostatecznie wygrała, co zdawało się wręcz niemożliwe, wojnę z wielokroć potężniejszym przeciwnikiem. Jedną z takich batalii była walka rozegrana w nocy z 2 na 3 maja niedaleko miejscowości Góra, o budowany tam przez Austriaków szaniec przedmostowy. Bitwa ta, choć miała kapitalne znaczenie dla przebiegu wojny, będąc w dużej mierze jej punktem zwrotnym, nie doczekała się oddzielnego opracowania. Opisują ją niektórzy autorzy tylko przy okazji innych walk czy zagadnień okresu Księstwa Warszawskiego3. Dlatego też zasadnym i potrzebnym wydaje się opracowanie tejże bitwy, i zastanowienie się nad jej znaczeniem dla dalszych działań wojennych w 1809 roku.

 

      Najważniejszym dla nas źródłem będzie dziennik generała Michała Sokolnickiego4. Układany był głównie na podstawie raportów generała i nadsyłanych mu rozkazów sztabu generalnego. Na wiarygodność wpływa także czas powstania-prawdopodobnie tuż po zakończeniu kampanii jak przypuszcza Pawłowski5. Jest to więc źródło stosunkowo "świeże", pisane prawie "na gorąco". Dla interesującego nas zagadnienia dziennik ten podaje informacje o pierwszorzędnym znaczeniu. Ze względu na osobisty udział autora w bitwie, i to jako dowódcy wszystkich polskich oddziałów biorących w niej udział, źródło to jest bardzo cenne, choć nie można oczywiście zapomnieć o obowiązkowej jego krytyce.

 

      Następna grupa źródeł to pamiętniki i relacje oficerów biorących udział w bitwie: porucznika Antoniego Białkowskiego6, pułkownika Juliana Sierawskiego7 oraz pułkownika Jana Weyssenhoffa8. Niestety ze względu na dość duży przedział czasu dzielący powstanie tychże źródeł od momentu bitwy, oraz ich charakter, potrzebna jest szczególnie duża doza krytycyzmu i ostrożności. W przypadku Białkowskiego już pierwsze wydanie jego pamiętnika (1903) zostało opatrzone krytyczną redakcją i przypisami Wacława Tokarza. Uwidocznione tam zostały zarówno przeinaczenia i błędy w faktografii czy chronologii, jak i prosty, żołnierski styl autora. Podobnego, krytycznego aparatu nie doczekały się pamiętniki Weyssenhoffa, co nie zmienia faktu, że także i to źródło, podobnie zresztą jak relacja Sierawskiego, winny być traktowane raczej jako uzupełnienie i dopełnienie dziennika Sokolnickiego. Trzeba też pamiętać, że Sierawski i Weyssenhoff to dowódcy pułków piechoty walczących pod Górą, można się więc spodziewać, że w swych wspomnieniach będą się starali powiększyć swoja rolę i swojego pułku w zwycięstwie, a tym samym onizyć rolę pozostałych jednostek i oficerów.

 

      Kolejnym źródłem są pamiętniki Juliana Ursyna Niemcewicza9. Niestety wspomnienia te dla nas są stosunkowo mało przydatne, a to co najmniej z dwóch względów. Po pierwsze Niemcewicz w trakcie bitwy przebywał w Warszawie, i jej przebieg mógł znać tylko z relacji osób trzecich. Po drugie, pomimo ukończenia warszawskiego Korpusu Kadetów, na sprawach i tematyce wojskowej zna się najwyraźniej niewystarczająco. Z tych też względów jego opis bitwy pełen jest błędów, przeinaczeń i pomyłek (także chronologicznych).

 

      Praca Romana Sołtyka10 mimo, że ma formę naukowego opracowania wojny 1809 roku, ze względu na osobisty w niej udział autora, jest w dużej mierze pamiętnikiem. Mimo to Pawłowski wysoko ocenia jej przydatność: "całość zestawiona jest bardzo sumiennie i podaje przejrzysty i dość dokładny zarys ważniejszych faktów"11.

 

      Ostatnim interesującym nas źródłem będzie korespondencja Poniatowskiego12. Chociaż o bitwie w listach Poniatowskiego znajduje się niewiele informacji, to jednak ze względu na charakter źródła, autora listów, i czas ich powstania (bezpośrednio po batalii) musimy je uwzględnić.

 

      W przypadku opracowań jesteśmy w stosunkowo dobrej sytuacji. O wojnie 1809 roku pisali klasycy jak Pawłowski czy Kukiel13, mamy prace Gembarzewskiego14, biografie Poniatowskiego pióra Askenazego i Skałkowskiego15. Ważne są opracowania Sokolnickiego16, zwłaszcza biografia generała Michała Sokolnickiego, choć pamiętać należy, że autor był prawnukiem tegoż generała, co wpływać mogło na jego obiektywność. Z nowszych prac wymienić trzeba Krzosa, Romańskiego i Zycha17.

 

      Zawarty w 1807 roku w Tylży pokój, który to wznosił Napoleona na szczyt jego potęgi, zdawał się pozornie ustalać porządek w Europie. Po dwóch zwycięskich kampaniach (1805 i 1806-1807 roku) Francja była wyraźnym hegemonem na kontynencie. Rosja została jej mimowolnym sojusznikiem, Wielka Brytania po Austerlitz, Jenie i Frydlandzie, a wreszcie po Tylży straciła czasowo możliwość jakiegokolwiek skuteczniejszego działania, które mogłoby wzruszyć fundamenty napoleońskiego cesarstwa18. Także Austria po upokarzającym dla niej pokoju w Preszburgu (26 grudnia 1805) straciła, przynajmniej na jakiś czas, możliwość stawiania dalszego oporu. Zmniejszona o 65000 km˛ (zamieszkałych przez 4 miliony ludzi), wyczerpana wydatkami wojennymi, obciążona dodatkowo ogromna kontrybucją w wysokości 40 milionów dukatów, stała Austria nad brzegiem ruiny gospodarczo-materialnej19. Sytuację jeszcze bardziej pogarszała blokada kontynentalna, obowiązująca od 1806 roku, do której Wiedeń nie mając wyboru, musiał przystąpić.

 

      Nie dziwi więc fakt, że z powodu tych strat i poniżeń na dworze austriackim szybko zaczyna budzić się duch odwetu, a Austria wyczekuje dogodnego dla siebie momentu do rewanżu20. Moment taki nadarzył się w 1807 roku, gdy Francja walczy z Prusami a następnie także z Rosją. Jednak w powodu nieufności wobec Prus, a zwłaszcza Rosji, a także wobec niepełnej gotowości armii do wojny, gabinet wiedeński zachował postawę zbrojnej neutralności21. W wyniku pokoju kończącego kampanię 1807 roku zawartego w Tylży Austria została osamotniona na kontynencie w obliczu przygniatającej potęgi Francji, której sojusznikiem została teraz Rosja.

 

      Miał więc dwór wiedeński po 1807 roku wiele powodów do szukania odwetu na Francji Napoleona. Liczne było grono ludzi chcących na drodze zbrojnej przywrócić Austrii jej mocarstwowe znaczenie. Na ich czele stał nowy minister spraw zagranicznych Filip Stadion22. Duże znaczenie dla przyszłej wojny miał mieć także arcyksiążę Karol, który objąwszy w 1806 roku dowództwo nad całą armią austriacką, z dużą energią i pomysłowością przystąpił do jej reformowania, starając się przygotować ją do realiów nowego pola walki. Z pewnością większość zmian jakie wprowadził lub zamierzał wprowadzić było wzorowanych na armii Napoleona. Niestety, okres zaledwie 3 lat okazał się najwyraźniej za krótki na pełne wdrożenie wszystkich planów Karola. Najważniejsze z tych zmian to: wzrost liczebności armii do 315 tysięcy żołnierzy23, powołanie zupełnie nowych instytucji: rezerwy i landwehry (mogących wystawić odpowiednio 133 i 150 tysięcy ludzi posiadających podstawowe przeszkolenie wojskowe), wprowadzenie podziału na korpusy, reforma artylerii (mająca na celu zwiększenie jej ruchliwości i sprawności w boju).Część jednakże tych reform nie została doprowadzona do końca, inne nie były jeszcze wdrożone. Ponadto wiele tych pomysłów było mocno połowiczne, i zasadniczo wprowadzało tylko pewne innowacje, nie zmieniając ogólnego obrazu armii jak choćby ciągłe obstawanie przy sztywnym, linearnym szyku bojowym24, czy regulamin kawalerii cały czas przewidujący identyczny sposób użycia wszystkich rodzajów jazdy25.

 

      Powodem szczególnej aktywizacji zwolenników wojny, były wydarzenia na Półwyspie Pirenejskim. Na nim to, od października 1807 roku trwa interwencja francuska, mająca na celu podporządkowanie polityczne najpierw Portugalii, następnie zaś Hiszpanii26. I choć dosyć szybko i stosunkowo niewielkim kosztem udało się zająć cały półwysep, to nagle, niespodziewanie nie tylko dla Napoleona, ale i dla całej chyba Europy, wybuchło w Hiszpanii krwawe, powstanie wymierzone we francuskiego najeźdźcę. Obok regularnych wojsk wzięły w nim udział spontanicznie formujące się chłopskie oddziały partyzanckie. W lipcu 1808 roku miało miejsce zdarzenie o niewielkim militarnym znaczeniu, które jednak wywarło wielkie wrażenie na całym kontynencie. W trakcie walk w Andaluzji, na południu Hiszpanii, dywizja generała Duponta została zmuszona do poddania się, po otoczeniu przez masy partyzantów. Po raz pierwszy wojsko Napoleona zostało pobite, po raz pierwszy kapitulował generał napoleoński27. Zdarzenie to podziałało niczym katalizator na Austriaków. Prawie natychmiast zaczęli intensyfikować swe zabiegi, tak dyplomatyczne jak i wojskowe, mające przygotować kraj do przyszłej wojny. Zostają nawiązane ponownie oficjalne stosunki z Anglią, zaczynają się tajne rozmowy dyplomatyczne z dworem pruskim i rosyjskim w celu pozyskania tych krajów do koalicji anty-napoleońskiej28. Choć na początku nie owocowało to większymi skutkami w postaci deklaracji pomocy militarnej któregokolwiek z potencjalnych sojuszników, to uważano, że rozpoczęcie wojny z Francją i odniesienie szybko spektakularnego sukcesu, sprawi, że Rosja i Prusy rychło wystąpią przeciw Napoleonowi. Wiary w to nie załamywał nawet zjazd w Erfurcie (wrzesień 1808), w którym udział wzięli Napoleon i cesarz Aleksander. Głównym jego wynikiem była konwencja nakładająca na Rosję obowiązek pomocy militarnej Francji, w razie wypowiedzenia jej wojny przez Austrię29. Wszyscy jednak zdawali sobie sprawę z nietrwałości tego sojuszu, łącznie z samym Napoleonem30. Ten wiedząc o zbrojeniach w Austrii i jej staraniach dyplomatycznych, był już pewien, że dojdzie do wojny. Tak więc, mimo iż decyzja ta komplikuje i tak trudną sytuację w Hiszpanii, powrócił pospiesznie do Paryża i przystąpił do koncentracji 300-tysięcznej armii przeznaczonej do wojny z Austrią31.

 

      Jednym z ważniejszych elementów austriackiego planu wojny, miał być atak na powołane do życia w 1807 roku Księstwo Warszawskie. Było ono nie tylko najbardziej na wschód wysuniętą placówką Napoleona, lecz także swoistym "spoiwem" mającym w zamysłach Austrii połączyć koalicję austriacko-prusko-rosyjską32. Prusy zainteresowane były ponownym zaborem ziem Księstwa. Rosja chciała likwidacji tego ośrodka państwowości polskiej, bojąc się rozlania tendencji niepodległościowych na resztę ziem polskich będących pod jej zaborem33. Austria pokonując wojsko Księstwa i zajmując jego terytorium miała tez tym samym zachęcić Rosję i Prusy do czynnego włączenia się do wojny34. Austria także obawiała się wzrostu tendencji wyzwoleńczych, promieniujących na tereny Galicji, której ludność i bez tego była nastawiona wrogo wobec Wiednia35. 2 lutego 1809 roku arcyksiążę Karol polecił generałowi Mayerowi opracowanie planu operacyjnego wojny przeciw Księstwu Warszawskiemu, przy założeniu aktywnego współdziałania wojsk pruskich. Plan ten został ukończony już 8 lutego, i przewidywał szybki marsz na Warszawę siłami VII Korpusu. Po zajęciu stolicy wojska austriackie miały przez Wrocław i Drezno ruszać na pomoc głównym siłom Karola. Pomimo odmowy pomocy Fryderyka Wilhelma III, i niejednoznacznej postawy Aleksandra liczono na szybki sukces w walce z armią Księstwa, i nie zarzucono planów wojny, tak z Francją, jak i z jej polskim sojusznikiem.

 

      Dowódcą przeznaczonego do kampanii polskiej VII Korpusu mianowano arcyksięcia Ferdynanda d'Este. Ogółem korpus ten mógł wystawić do boju 33 tysięcy żołnierzy36, w tym znaczną liczbę kawalerii: 44 szwadrony (w innych korpusach było ich zazwyczaj po 1637). Koncentracja korpusu zaczęła się już w lutym 1809 roku. W trakcie zbierania jednostek często zmieniano rozkazy i dyspozycje, co związane było zazwyczaj z cały czas trwającymi zabiegami dyplomatycznymi w Rosji i Prusach. Ostatecznie cały korpus zakończył swą koncentrację 13 kwietnia w obozie pod Odrzywołem38.

 

      15 kwietnia o godzinie 5 rano wojska austriackiej straży przedniej przekroczyły rzekę Pilicę i wkroczyły na teren Księstwa Warszawskiego. Dowództwo austriackie postanowiło skierować swe siły nie po najlepiej utrzymanej drodze przez Mogielnicę i Tarczyn wprost na Warszawę, lecz zatoczyć łuk w kierunku zachodnim, aż po miejscowość Biała, i dzięki temu zbliżyć się do głównych sił polskich. Zamierzano bowiem jak najszybciej wydać Polakom bitwę, i wygrywając ją rozstrzygnąć tym samym całą kampanię 16 kwietnia w posiadaniu Austriaków była już spora część kraju, od Rawy aż po Górę39. Polacy starali się rozpoznać siły Austriaków, a także ich zamiary. Poniatowski za podstawowe zadanie uważał obronę Warszawy, i to w jej okolicach miano dokonać koncentracji większości polskich sił. W dniach 15-18 kwietnia Polacy skupiają się głównie na zbieraniu oddziałów wokół stolicy. Ponadto poszczególne pułki kawalerii cały czas starają się "szarpać" siły VII Korpusu, chcąc w ten sposób opóźnić jego marsz, i rozpoznać kierunek jego pochodu. 18 kwietnia arcyksiążę Ferdynand d'Este zbliżywszy się do Warszawy, wydał swej armii rozkazy marszowe, przewidujące zajęcie miasta na 20 kwietnia40. Nie wiedział on o zebranych już w okolicach Raszyna i Falent polskich siłach, które zająwszy dogodne do obrony pozycje (liczne bagna i lasy), miały dzień później zagrodzić mu drogę. Bitwa rozegrana 19 kwietnia, chociaż de facto była nierozstrzygnięta, to jednak Poniatowski zrealizował swe zamierzenia: zatrzymał pochód Austriaków, a przede wszystkim mocno skrwawił VII Korpus (Sołtyk podaje liczbę 2500 zabitych i rannych41, która wydaje się dosyć prawdopodobna).

 

      Jednak mimo to, wobec dużej przewagi Austriaków i braku należytego przygotowania Warszawy do obrony, podjęto decyzję o ewakuacji stolicy. W wyniku konwencji między Poniatowskim a Ferdynandem z 21 kwietnia Polacy zdołali w sposób uporządkowany wyprowadzić z miasta wszystkie oddziały, a także opróżnić wszystkie magazyny, których zawartość spławiono Wisłą do Modlina, który też stał się nową bazą operacyjną wojsk polskich. Wydaje się, że decyzja ta w zaistniałych warunkach była słuszna42, i umożliwiła dalsze prowadzenie wojny, bez narażania wojska na rozbicie w walce o utrzymanie miasta. 23 i 24 kwietnia naczelne dowództwo zajmowało się uporządkowaniem wojska skoncentrowanego w rejonie Modlina i Serocka, wydawano zarządzenia natury organizacyjnej. Austriacy natomiast starali się podjąć pościg za Polakami, oraz zająć twierdzę Pragę, która w wydatny sposób utrudniała ich działania. Najważniejsze jednak zadanie otrzymał generał Mohr, dowódca straży przedniej (około 5000 ludzi). Miał on przeprawić się w okolicy Góry, i następnie starać się zrealizować wspomniane wyżej cele. Wojna odtąd miała toczyć się przede wszystkim o Wisłę i o panowanie na obu jej brzegach, co starały się osiągnąć obie strony43. Zgodnie z rozkazem zebrał Mohr swe siły 24 kwietnia na prawym brzegu Wisły, w Karczewie. Niestety, wobec trudnych warunków przeprawy nie zdołał on nawiązać kontaktu bojowego z Polakami. Spróbował zatem zneutralizować chociaż Pragę, ta jednak dowodzona przez majora Hornowskiego, stawiła zacięty opór. W tym samym czasie w Modlinie Poniatowski, wraz z generałami Dąbrowskim i Zajączkiem zastanawiał się nad dalszymi posunięciami. Ostatecznie 24 kwietnia przyjęto plan strategiczny, który zakładał przeniesienia ciężaru walk na prawy brzeg Wisły, a przede wszystkim wynikający z tego marsz w kierunku Galicji44. Głównym pomysłodawcą tego planu zdaje się być Poniatowski45, choć w literaturze można spotkać się także z nazwiskiem Dąbrowskiego czy Sokolnickiego jako twórców tego zamysłu operacyjnego46. Tak czy inaczej 25 kwietnia doszło do potyczki pod Grochowem, w której to straż przednia pokonała dużo liczniejszego przeciwnika-grupę generała Mohra. Niestety, mimo tego, Sokolnicki nie wykonał należycie zasadniczego rozkazu, jakim było rozpoznanie sił przeciwnika. Z tego powodu przez mniej więcej tydzień Poniatowski działał bardzo ostrożnie i niejako "po omacku" pozwalając Austriakom na dużą swobodę w działaniach. Po Grochowie wszystkie polskie siły miały się przegrupować za linię Narwi, z wyjątkiem grupy Sokolnickiego, która miała podążać w kierunku Białołęki.47. Także grupa generała Mohra cofnęła się ponownie do Karczewa. Ferdynand bojąc się, że oddziały te stojąc wobec całej polskiej armii mogą zostać zniszczone, postanowił możliwie najszybciej posłać jej posiłki na prawy brzeg48. Do tego konieczne było wybudowanie mostu dla przeprawienia wojsk. Należało więc wybrać miejsce najdogodniejsze do takiej przeprawy. Już wcześniej za takie miejsce uznano Górę (głównie ze względu na położenie niedaleko Warszawy, i stosunkowo dobre warunki przeprawy), i szybko, bo 26 kwietnia rozpoczęto gromadzenie materiałów i sprzętu do budowy mostu (VII Korpus takowego nie posiadał, oddziały inżynieryjne nie miały nawet jednego pontonu49). Jednocześnie dzień wcześniej wysłał Ferdynand Mohrowi posiłki w składzie pułku piechoty i 4 szwadronów huzarów. Wkrótce Mohr otrzymał rozkaz wedle, którego w przypadku zagrożenia miał przerzucić swoje siły na lewy brzeg. Tak tez się stało, i w nocy z 27 na 28 kwietnia brygada Mohra opuściła prawy brzeg, na którym został tylko batalion piechoty Bailleta, dywizjon huzarów i pół baterii lekkiej.

 

      W tym samym czasie Poniatowski był przekonany, że na prawym brzegu znajduja się silne oddziały austriacki. W celu rozpoznania wysłał grupę generała Sokolnickiego, która 29 kwietnia zajęła Okuniew. 30 kwietnia, przy współpracy z podesłaną mu na pomoc grupą generała Dąbrowskiego50, zatrzymał się Sokolnicki w Okuniewie, i razem obaj dowódcy rozpoczęli tego samego dnia energiczne rozpoznanie51. W nocy z 30 kwietnia na 1 maja pułkownik Turno, po rozbiciu napotkanych w trakcie rekonesansu wysuniętych placówek huzarów, dowiaduje się z zeznań wziętych do niewoli jeńców o stanie robót na Wiśle, i siłach zajmujących przyczółek przedmostowy. Okazało się, że budowany most jest już na ukończeniu, a liczebność Austriaków Turno określił na kilkuset ludzi i 3 działa52. Zarówno Sokolnicki jak i Dąbrowski wysłali do Poniatowskiego raporty, które opisywały faktyczny stan rzeczy na przyczółku. Sokolnicki w swoim raporcie proponował także uderzenie na szaniec przedmostowy siłami dwóch pułków piechoty53. Poniatowski cały czas będąc ostrożnym, rozkazał generałowi Pelletierowi udać się do Sokolnickiego, w celu naocznego zbadania sytuacji54.Ten przekonawszy się o sytuacji pod Górą, zgodził się na plan Sokolnickiego, polegający na uderzeniu z 3 stron na przyczółek. Następnie obaj generałowie zawiadomili Poniatowskiego o planowanym ataku, na który Poniatowski wyraził zgodę55. Wypada się więc nie zgodzić z opinią Sokolnickiego, który twierdził, iż jego pradziadek "zdecydował na własną odpowiedzialność atak na przyczółek"56, skoro aprobatę na to wyraził tak Pelletier, jak i Poniatowski.

 

      Budowany niedaleko Góry i Ostrówka most miał kapitalne znaczenie dla dalszego prowadzenia wojny. W razie ukończenia go Austriacy posiadaliby wojska na obu brzegach Wisły, co stawiałoby ich w znacznie lepszym położeniu. Przejmowali dzięki temu inicjatywę operacyjną, zagrażaliby całości i tak szczupłych polskich oddziałów, mogliby z dwóch stron uderzać na Pragę, i dalej w kierunku modlińskim. Poniatowski miałby bardzo niewielką możliwość manewru, liczna kawaleria austriacka mogłaby uderzać na polskie szlaki komunikacyjne, utrudniając znacznie łączność czy komunikację.

 

      Generalicja polska zrozumiała, że korzyści z zniszczenia niedokończonego jeszcze mostu, mogą być ogromne. Po pierwsze Polacy mieliby w swym ręku cały prawy brzeg Wisły, a więc mogliby realizować plan marszu na Galicję. To już z założenia oddawało w ich ręce inicjatywę operacyjną. Można było liczyć, że Galicja jako teren etnicznie w przeważającej części polski, będzie źródłem nowego rekruta oraz zaopatrzenia. Istniały także możliwości zagrożenia tyłom wojsk austriackich, co zmusiłoby je albo do odwrotu, albo do przyjęcia walki na polskich warunkach. Sokolnicki zdawał się świetnie rozumieć, że "zwycięstwo niezwłoczne w tym punkcie może rozstrzygnąć o losach kampanii57".

 

      2 maja Sokolnicki ściągnął forsownym marszem oba swoje pułki piechoty (6-ty i 12-ty) spod Okuniewa do Karczewa, i wieczorem stanął z nimi pod Dziecinowem, nieco na południe od przyczółka58. Prawe swe skrzydło przesunął do glinek nad Wisłą, a lewe do Warszewic i Radwankowa59.

 

      Grupę Sokolnickiego stanowiły dwa pułki piechoty: 6-ty dowodzony przez pułkownika Jana Sierawskiego, oraz 12-ty, dowodzony przez pułkownika Jana Weyssenhoffa, a także 5 pułk strzelców konnych pułkownika Kazimierza Turno. Oba pułki piechoty były jednostkami dobrze już zaprawionymi w bojach. 6 pułk piechoty sformowany w 1807 roku, w wojnie 1809 roku brał udział między innymi w krwawej bitwie raszyńskiej, czy 6 dni później w bitwie pod Radzyminem, znacznie się w tych walkach odznaczając60. Pułk 12-ty miał doświadczenia jeszcze z kampanii 1807 roku (Gdańsk, Tczew, Frydland), w 1809 roku zwycięsko wyszedł ze starcia pod Grochowem61. W bitwie wziął udział także 8 pułk piechoty. Jak podaje Weyssenhoffem złączył się pułk ten z grupą Sokolnickiego tuz przed bitwą62.Utworzony został pod koniec 1807 roku, w wojnie 1809 odznaczył się pod Raszynem, gdzie w trakcie niezwykle zaciętych i krwawych walk, odparł kilka ataków Austriaków, tracąc wielu żołnierzy, w tym także swego dowódcę, pułkownika Cypriana Godebskiego. Kawaleryjskie wsparcie Sokolnickiego stanowił 5 pułk strzelców konnych. Również został utworzony w 1807 roku, walczył w wielu bitwach tej kampanii, między innymi pod Frydlandem. W wojnie 1809 roku pułk ten brał udział w potyczce pod Grzybowem (18 kwietnia), a także w licznych akcjach rozpoznawczych, czy mających za cel "szarpanie" przeciwnika63.

 

      Sokolnicki dysponował więc dobrym, zaprawionym w licznych bojach wojskiem. Kadra oficerska w wielu przypadkach pamiętała jeszcze kampanię 1807 roku. Podoficerowie i szeregowi, choć w dużej mierze byli to ludzie z poboru 1808 i 1809 roku, to w bitwie raszyńskiej i innych bojach trwającej wojny przestali być rekrutami, a stali się ostrzelanymi w boju wiarusami64. Miało to z pewnością ogromy wpływ na dalszy przebieg kampanii, tym bardziej, że z dotychczasowych bojów wychodzili zazwyczaj obronną ręką, co nie tylko podnosiło morale, ale i zaufanie do dowódców.

 

      Szańca przedmostowego bronili żołnierze pułku Bailleta, który 25 kwietnia został oddany pod rozkazy Mohra. Jak podaje Kukiel "byli to starzy żołnierze, przeważnie emigranci francuscy, wytrwali w boju, walczący zaciekle przeciw sprzymierzeńcom wielkiego uzurpatora"65. Sołtyk również podnosi ich wysoką wartość bojową, podaje też, że obok Francuzów w pułku służyli Belgowie66. Ostatecznie okopów bronić miały 2 bataliony pułku Bailleta w sile 1628 ludzi, wspartych trzema działami trzyfuntowymi67. Jednak o ile wyszkoleniem i morale Polacy nie ustępowali Austriakom, to uzbrojenie ci ostatni posiadali dużo lepsze. Wyposażeni było bowiem, jak podaje Białkowski w nową broń i proch produkcji angielskiej68. Także Sierawski wspomina, iż Austriacy posiadali "długie, nowe i kształtne karabiny", które były im w walce odbierane przez Polaków, których broń "tak była i w lufach i w zapałach wychlustaną, że bagnet zlatywał, a połowa naboju [...] trwoniła się daremnie"69. Liczbę polskich żołnierzy biorących udział w bitwie Pawłowski ocenia na 1500 ludzi w 13 kompaniach70. Możliwe jednak, że liczba ta jest trochę większa, gdyż Sokolnickiw swoim dzienniku w dyspozycji do ataku wymienia ich razem 1971.Doliczając osłonowe oddziały 5 pułku strzelców konnych, oraz pamiętając, że nie wszystkie kolumny odwodowe weszły do boju, zasadne jest chyba podniesienie liczby Polaków do około 2000, tak więc Sokolnicki posiadał nieznaczną przewagę.

 

      Przyczółek mostowy obsadzony przez Austriaków był to okop ziemny o narysie bastionowym mający trzy fronty z półksiężycem na przedzie. Czołem kierował się ku wschodowi, szyja opierał się o Wisłę. Pomieścić miał docelowo około 1000 ludzi, 7 dział i 3 haubice. Położony był na szerokiej równinie, Przed jego frontem leżała miejscowość Ostrówek, którą w razie konieczności Austriacy zamierzali spalić. Po drugiej, zachodniej stronie Wisły, na wysokości budowanego mostu znajdowała się miejscowość Góra. Najbliższa okolica szańca przedmostowego była bagnista, porosśnięta dość gęsto wierzbami i krzakami, co utrudniało znacznie dostęp do okopów, jednocześnie ułatwiając zadanie obrońcom. 2 maja roboty na przyczółku jeszcze nie były całkowicie ukończone, brak było ław strzeleckich, fosa miała dopiero 3 stopy głębokości. Ogólnie cała prawa strona okopów miała jeszcze dużo braków, gdyż inżynier kierujący robotami, spodziewając się natarcia przede wszystkim od północy, zajął się wykończeniem głównie tamtej strony szańca72.

 

      Warunki terenowe sprzyjały raczej obrońcom, choć ze względu na niedokończenie prac budowlanych (zarówno most jak i szaniec), małą liczbę artylerii, pewną przewagę liczebną Polaków i porę walki (około godziny 2 w nocy), nie dawało to żadnej pewności odparcia ataku.

 

      Podstawowym i nieocenionym źródłem do odtworzenia polskich planów ataku na szaniec będzie dla nas dziennik Sokolnickiego. Zawarł on w nim dokładna i w miarę pełną "Dyspozycję kolumn do ataku"73. Zgodnie z krytyką źródła Pawłowskiego, uznać można, że napisane to jest na podstawie rozkazu Sokolnickiego, lub jego raportu nadesłanego do sztabu głównego. Jego wiarygodność jest więc bardzo duża, nieporównywalnie większa niż innych źródeł, pisanych po wielu latach przez oficerów, którzy mocno koloryzowali opis bitwy, lub po prostu pewnych rzeczy nie pamiętali (Białkowski, Weyssenhoff).

 

      Sokolnicki w swym ordre de bataille zarządzał utworzenie 6 kolumn: 4 szturmowych i 2 odwodowych:

 

  • Pierwsza w składzie dwóch kompanii woltyżerów pułku 8, uderzyć miała od północy, ze wsi Glinki, o godzinie 12 w nocy. Atak miał być przypuszczony wzdłuż brzegu Wisły, a kolumna miała być asekurowana przez szwadron jazdy pułkownika Kurnatowskiego. Dowódcą kolumny był pułkownik Bogusławski
  • Druga także w składzie dwóch kompanii woltyżerów pułku 12, do ataku miała iść od południa, ze wsi Kosumce. Jak podaje "Rys historyczny kampanii..." jej dowódcą miał być pułkownik Siemiątkowski74. Trudno to określić gdyż inne źródła albo nie podają nazwiska dowódcy drugiej kolumny (Sokolnicki), albo podają inne (np. pułkownika Suchodolskiego, który w rzeczywistości dowodził piątą, odwodową kolumną-Sołtyk), albo w ogóle nie wspominają o drugiej kolumnie (Białkowski).Dla naszych rozważań można jednak przyjąć, że to jednak pułkownik Siemiątkowski sprawował dowództwo nad drugą kolumną.
  • Trzecie utworzona również z dwóch kompanii woltyżerów pułku 6 pod dowództwem pułkownika Mojaczewskiego, działać miała na prawo od kolumny drugiej "dla szturmowania do rogu okopów nadbrzeżnego"75.
  • Czwarta kolumna miała być główną siła uderzeniową, istnym "pogromem twierdzy". Złożona z pięciu kompanii grenadierów pułków 6, 8, i 12 została oddana pod dowództwo podpułkownikowi Blumerowi. Działając razem z kolumną trzecią, miała on za zadanie "przypuścić szturm do rogu wystawionego ku wsi Ostrówku", a więc uderzyć frontalnie ze wschodu na szaniec.
  • Piąta kolumna składająca się z czterech kompanii fizylierów batalionu pierwszego pułku 6, pod dowództwem podpułkownika Suchodolskiego stanęła na południe od kolumny trzeciej i czwartej, będąc ich odwodem.
  • Szósta kolumna z czterech kompanii fizylierów batalionu drugiego pułku 6, stała nieopodal wsi Kosumce, jako odwód kolumny drugiej, ewentualnie także i pierwszej. Jej dowódcą był pułkownik Sierawski.

 

      Cały niemal 12 pułk (z wyjątkiem wydelegowanych do natarcia kompanii) stał w Dziecinowie jako odwód główny76, a razem z nim nieliczna polska artyleria. 5 pułk strzelców konnych podzielony na plutony otaczał półkolem szaniec, aby wyłapywać austriackich uciekinierów, i jednocześnie zabezpieczać tyły wojsk polskich77.

 

      Sokolnicki dowiedziawszy się, że strona południowa okopów jest znacznie słabsza, to właśnie na nią postanowił skierować główne uderzenie. Wynika to jednoznacznie z rozmieszczenia polskich pododdziałów: od strony południowo-wschodniej atakować miały 3 kolumny, w tym najsilniejsza, grenadierska pod dowództwem Blumera. Tymczasem z kierunku północnego uderzać miała tylko jedna kolumna. Jednak to właśnie ta kolumna, jak wynika z dziennika Sokolnickiego,  uderzając od północy, od strony Glinek miała rozpocząć szturm78. Akcja ta miała za zadanie zmylić Austriaków co do głównego kierunku ataku, i skoncentrować ich wysiłek obronny na północnej części szańca. Po tym nastąpić miał właściwy, decydujący szturm. Główna siła uderzeniowa-czwarta kolumna Blumera, wspierana przez kolumnę druga i trzecią, miału uderzyć na południową część okopu. Wypada się więc nie zgodzić z opinią Pawłowskiego, który twierdzi, że Sokolnicki zamierzał zaatakować szaniec jednocześnie z 3 stron. W świetle "Dziennika historycznego..." jak i innych źródeł (Sołtyk), wydaje się to nieuzasadnione. Tenże Sołtyk podaje inny jeszcze ciekawy szczegół planu Sokolnickiego. Otóż miał on wydać rozkaz Blumerowi rozpuścić swoją kolumnę w tyraliery, i uderzając głośno w bębny (wcześniej miano oddać Blumerowi do dyspozycji wszystkich doboszów pułku), zwrócić na siebie uwagę obrońców. Następnie do ataku miały ruszyć jako pierwsze dwie kolumny boczne (prawdopodobnie pierwsza i druga), i związawszy wroga walką, umożliwiłyby tym samym Blumerowi i jego ludziom frontalny, rozstrzygający atak na okop79. Trudno ocenić wiarygodność tej wzmianki. Powtarza ją tylko "Rys historyczny kampanii...", który niestety w dużej mierze stanowi powtórzenie Sołtyka, co sprawy nie rozstrzyga. Z drugiej strony nie kłóci się to (przynajmniej pozornie) z "Dziennikiem historycznym..." (w obu źródłach jak pierwsza atakować ma kolumna pierwsza, po niej uderzyć ma Blumer), uzupełnia go tylko o nowe szczegóły (współdziałanie obu bocznych kolumn, akcja Blumera ściągająca na siebie uwagę Austriaków). Ponadto działania opisane przez Sołtyka mogłyby mieć pewien sens: Austriacy najpierw skupiwszy się na kolumnie Blumera, zostaliby niespodziewanie zaatakowani ze skrzydeł, a następnie w trakcie walki z kolumną pierwszą i drugą, nastąpiłby przełamujący atak kolumny grenadierskiej. Rozwiązanie zagadkowej informacji Sołtyka zdaje się jednak przynosić znowuż "Dziennik historyczny..." Sokolnickiego. Otóż znajdujemy w nim informację , że "kolumny odwodowe, zgromadziwszy wszystkich doboszów na flankach swoich, biły mocne pas de charge"80. Obie te kolumny znajdowały się niedaleko Ostrówka. Także kolumna Blumera uderzać miała z tej miejscowości. Tłumaczy to chyba informację Sołtyka, który najwyraźniej pomylił poszczególne kolumny, co było tym łatwiejsze, że znajdowały się niedaleko siebie.

 

      Przyjąć więc należy, że zasadniczy zamysł operacyjny Sokolnickiego był następujący:

 

  • Jako pierwsza do ataku miała pójść kolumna Bogusławskiego.
  • Jej zadaniem było odwrócenie uwagi Austriaków i odciągnięcie ich od południowej części szańca.
  • Główny atak wykonać miała kolumna Blumera, przy współdziałaniu z kolumną Mojaczewskiego.
  • Odwód stanowiły dwie kolumny, każda licząca cztery kompanie fizylierskie. Znajdowały się w niedalekiej odległości od pola walki, mogły więc być stosunkowo szybko rzucone na pomoc pozostałym pododdziałom.
  • Cały teren bitwy otoczony jest półkolem przez strzelców konnych 5 pułku mających wyłapywać ewentualnych uciekinierów, zapewniać osłonę idących do ataku wojsk, a także utrzymywać łączność między poszczególnymi kolumnami, działającymi jednak w dużej izolacji.

 

      Wszystkie kolumny atakujące iść miały krokiem podwójnym, z bronią na ramieniu. Sokolnicki zakazał prowadzenia walki ogniowej (zapewne aby nie stracić elementu zaskoczenia), uderzać miano tylko na bagnety. Wszystkie kolumny miały mieć "utroczone płaszcze dla łatwiejszego rozpoznania się w nocy od nieprzyjaciela"81.

 

      Austriacy w  swych zamierzeniach liczyli przede wszystkim na jak najszybsze ukończenie mostu. Umożliwiłoby to im przerzucenie na prawy brzeg licznych oddziałów, które mogłyby zagrozić całej grupie generała Sokolnickiego. Póki co jednak most był nieukończony (choć prace były już bardzo daleko posunięte82), a żołnierze pułku Bailleta de facto nie mogli liczyć na żadną wydatniejszą pomoc reszty VII Korpusu. Z tego też powodu zadanie ich było ściśle defensywne. Mieli obsadzić szaniec, i w razie ataku Polaków, bronić go za wszelką cenę, nie pozwalając na zniszczenie mostu.

 

      Wieczorem 2 maja o godzinie wpół do ósmej wysłał Sokolnicki do austriackiego dowódcy szańca (wówczas był nim podpułkownik Strauch) list z wezwaniem do poddania się, dając Austriakom 10 minut do namysłu83. List ten został dostarczony przez kapitana Siemiątkowskiego, oficera 5 pułku strzelców konnych. Strauch poprosił o zwłokę w celu porozumienia się ze znajdującym się na drugim brzegu generałem Schaurothem. Po godzinie przyszła jego odmowna odpowiedź, jednocześnie zaś zlecił on obronę szańca pułkownikowi Czerwince (dowódca pułku Bailleta). Ten bezzwłocznie przeprawił się, zabierając ze sobą dwie kompanie swego pułku, pozostające dotąd na lewym brzegu Wisły. Siemiątkowki, poza dostarczeniem listu miał jeszcze jedno, ważne zadanie. Mianowicie miał przekonać się o postępie prac nad budową mostu. Udając więc, że nie zna języka niemieckiego (w rozmowach z Austriakami używał francuskiego), usłyszał jak Czerwinka kazał czółnem przewieść oficera łącznikowego do generała Schaurotha84. W ten sposób upewnił się Siemiątkowski, że most jest jeszcze nie ukończony. Taką tez informację przekazał Sokolnickiemu, gdy otrzymał odpowiedź Austriaków. W tym samym czasie Czerwinka, dopiero co przerzucone kompanie przesunął na skraj wsi Ostrówek, dając im zadanie powstrzymywania przeciwnika i podpalenia zabudowań w celu oświetlenia przedpola85. Ponadto przedłużające się oczekiwanie na austriacką odpowiedź na ultimatum, dało czas obrońcom na przygotowanie się do walki.

 

      Sokolnicki po otrzymaniu odmownej odpowiedzi Schaurotha, podsunął swe kolumny pod przyczółek na pozycje wyjściowe, i wydał rozkaz do rozpoczęcia szturmu.

 

      Niestety, od samego początku na drodze do zrealizowania planu Sokolnickiego stanęły trudne warunki terenowe, jak również przeciwdziałanie austriackie. Przede wszystkim kolumna pierwsza dowodzona przez Bogusławskiego nie zdołała, zgodnie z założeniem, jako pierwsza wykonać ataku. Powodem tego były nie tylko "różne przeszkody miejscowe" (liczne moczary i bagna), lecz także zbyt duży dystans jaki kolumna miała do pokonania (marsz rozpoczynała we wsi Glinki)86.

 

      Również kolumna Blumera, mająca uderzać po wstępnym, demonstracyjnym szturmie kolumny pierwszej, nie zdążyła na czas wykonać powierzonego jej zadania. Sokolnicki podaje, że przyczyną tego był to, że Blumer zbyt dużo czasu stracił na formowanie kolumny87. Także Weyssenhoff wspomina, że grenadierzy napotkali na duże trudności w czasie pochodu88. Jednak powód tegoż opóźnienia zdaje się być inny. W literaturze panuje bowiem zgodny pogląd, że Blumer mijając Ostrówek natknął się niespodziewanie na pozostawione tam przez pułkownika Czerwinkę kompanie piechoty89. Doszło do walki, w trakcie której Austriacy podpaliwszy tylko jedną chałupę (mimo iż posiadali rozkaz podpalić ich większą liczbę) zostali rozbici przez Polaków, i pospiesznie wycofali się do okopów. Tak też trzeba chyba rozumieć wzmiankę Sołtyka, który twierdzi, że kolumna Blumera "ściągnęła na siebie w myśl otrzymanego rozkazu ogień piechoty i artylerii austriackiej, następnie przedarła się na wały szańca"90. Oczywiście rozkazu takiego kolumnie nie wydano, a walka jaka się wywiązała miała raczej charakter boju spotkaniowego.

 

      Wobec opóźnienia się kolumny pierwszej a następnie także czwartej, jako pierwsza do boju weszła kolumna trzecia dowodzona przez pułkownika Mojaczewskiego91. Jak pisze Weyssenhoff Mojaczewski uznał, że wobec opóźnienia grenadierów nie ma sensu na nich czekać, i sam "rzucił się gwałtownie na okop"92. Niestety, pierwszy ten atak, wobec szczupłych własnych sił (dwie kompanie woltyżerskie), i braku współdziałania innych oddziałów udało się obrońcom odeprzeć, a Mojaczewski, ponosząc niewielkie straty został zmuszony do wycofania się. Trzeba pamiętać, że akcja ta pozbawiona była elementu zaskoczenia, co z pewnością miało wpływ na jej niepomyślny jej przebieg.

 

      Sierawski i Białkowski twierdzą wprawdzie, że pierwszy atak przypuściła kolumna Blumera wespół z siłami Bogusławskiego93. Jednak wobec dziennika Sokolnickiego informacje te nie wytrzymują krytyki, i trzeba je zdecydowanie odrzucić. Tym bardziej, że oba te źródła nie wymieniają ani razu nazwiska Mojaczewskiego przy opisie bitwy, nie wiedzą też nic o istnieniu jego kolumny. Ich autorzy pisząc z dużej perspektywy czasu, mogli już tego nie pamiętać, mogli też celowo pominąć lub zmienić pewne szczegóły. Odnosi się to zwłaszcza do Sierawskiego, który twierdzi, że osobiście prowadził kolumnę Blumera, gdy faktycznie stał na czele jednej z dwóch kolumn odwodowych. Pamiętnik Białkowskiego także stwarza pewne problemy, gdyż autor walczył w kolumnie Blumera, i mógł po prostu zataić informację o spóźnieniu się jej do ataku, a tym samym podnieść zasługę swoją i całego oddziału.

 

      Tak więc pierwsze uderzenie Mojaczewskiego, mimo bardzo sprawnego przeprowadzenia, zostało odparte. Najprawdopodobniej w tym momencie na przedpole zaczęli docierać spóźnieni grenadierzy i szykować się do walki. Gdy większa część żołnierzy Blumera była już uformowana w szyki, przystąpił on do ataku. Na fortyfikacjach okopowych znów rozgorzała zażarta walka. Polacy, zgodnie z rozkazem, atakowali bagnetem i kolbą (rozkaz ten mógł wynikać z niewielkiego doświadczenia polskich żołnierzy w prowadzeniu walki ogniowej). Mojaczewski widząc to uderzenie, zebrał i uporządkował swoje szyki, i następnie ponowił atak, chcąc wesprzeć walczących zaciekle grenadierów. Części z nich udało się wdrapać na wał, i jak pisze Pawłowski, 4 grenadierów po odpędzeniu obsługi zagwoździło jedno z dział94. Także Sołtyk podaje, że powoli zaczęto wypierać nieprzyjaciela z wałów95. Jednam mimo ogromnego poświęcenia polskiego żołnierza, w trakcie krwawej i zaciętej walki Austriacy ostatecznie odparli i ten atak. Widać już jednak było, że ich szeregi zaczynają się powoli chwiać, a dwa kolejne szturmy mocno nadwątliły siły obrońców tkwiących w okopie. Pułk Bailleta był już po uderzeniu Mojaczewskiego "roztargniony pierwszym atakiem i już mniej śmiały w obronie"96 , cóż dopiero po jednoczesnej walce z grenadierami Blumera, i ponownie z trzecią kolumną.

 

      Po dwóch odpartych, gwałtownych uderzeniach miało nastąpić wreszcie trzecie, decydujące o wyniku bitwy. Ważną rolę miała w nim odegrać piąta odwodowa kolumna, dowodzona przez podpułkownika Suchodolskiego. Trudno określić, w którym dokładnie momencie Sokolnicki podjął decyzję o użyciu tegoż odwodu. Sam pisze w swoim dzienniku, że stało się to w momencie gdy stwierdził opóźnienie marszu kolumny Blumera. Bojąc się aby nie zniweczyło to całkowicie jego planu, miał podprowadzić kolumnę Suchodolskiego "aż do miejsca, gdzie miał rzucić się  na wały"97. Ta od razu miała wejść do boju. W opracowaniach można jednak znaleźć pogląd, że Sokolnicki skierował odwód do walki dopiero po odparciu drugiego ataku przez żołnierzy Czerwinki98. Biorąc pod uwagę, że żołnierze Suchodolskiego stali pod Ostrówkiem, dosyć blisko pola walki, wydaje się, że gdyby Sokolnicki użył tego odwodu tak jak to sam opisuje, ten wszedłby do walki znacznie wcześniej niż dopiero przy trzecim natarciu. Jednak wydanie tego rozkazu po drugim ataku mogłoby być spóźnione, kolumna mogła nie zdążyć wejść do walki na czas, z pozostałymi oddziałami. Tak więc, znając zapalczywość Sokolnickiego, i jego skłonność do szybkich i śmiałych decyzji99, właściwe chyba będzie umiejscowić chwilę wydania rozkazu Suchodolskiemu po pierwszym, odpartym ataku Mojaczewskiego. Zresztą nie kłóci się to zasadniczo z treścią "Dziennika historycznego..."-atak piątej kolumny opisuje on po informacji o akcji Mojaczewskiego, ponadto bardzo możliwe, że dopiero wtedy zauważył spóźnienie kolumny Blumera, gdy kolumna trzecie uderzyła bez wsparcia.

 

      Trzecie, najsilniejsze uderzenie miało być przełamujące. Udział w nim wzięły kolumny: Mojaczewskiego, grenadierska Blumera i piąta, odwodowa Suchodolskiego. Uderzały one na szerokim froncie, obejmującym południową i środkową część szańca. Polskie natarcie wsparte świeżą, nienaruszoną jeszcze rezerwą odniosło wreszcie sukces. Żołnierze walcząc wręcz z francuskimi wiarusami, wdzierali się w trakcie krwawej walki do okopów, obrona austriacka zaczęła się załamywać. Pierwsza padła południowa część szańca100, broniący go żołnierze padli pod polskim bagnetem lub dostali się do niewoli, nie mogąc wytrzymać impetu natarcia. Część z nich uchodziła do lewoskrzydłowej części okopu, gdzie jeszcze trwała obrona austriacka. Jednak na północnym odcinku pojawili się wreszcie woltyżerowie Bogusłwskiego, wspierani przez jazdę Kurnatowskiego. Natychmiast ruszyli do ataku na desperacko broniących się jeszcze żołnierzy pułku Bailleta. Ich obrona była krótka, tym bardziej, że dotarły tam po niedługim czasie inne polskie oddziały, i wkrótce także ta część okopu wpadła w ręce polskich żołnierzy. Na całej długości szańca obrona austriacka była przełamana, tak na północnej jego części, jak na południowej, likwidowane lub brane do niewoli były broniące się jeszcze grupy żołnierzy pułkownika Czerwinki. Niektórzy z nich próbowała szukać ratunku na lewym brzegu, za wszelką cenę starając się przeprawić przez Wisłę. Tych jednak zaatakowali żołnierze z pierwszej kolumny, która pojawiwszy się, jak już wiemy, w końcu na polu walki, zdążyła przełamać obronę na lewym skrzydle okopu101. Przeciwnik został dosłownie wparty w Wisłę. Część żołnierzy zginęła w walce, część utonęła, większość wzięto do niewoli. W trakcie całonocnej walki udało się jednak nieprzyjacielowi przewieźć wielu rannych na lewy brzeg.

 

      Co do drugiej kolumny, to brak jest we wszystkich źródłach jakiejkolwiek wzmianki o jej działaniach i udziale w bitwie. Mogą być dwa wytłumaczenia tego. Oddział ten mógł podobnie jak kolumna pierwsza, z powodu trudnych warunków terenowych i dużego dystansu, nie dotrzeć na czas przed okop, i w ogóle nie rozpocząć walki z pułkiem Bailleta. Druga możliwość wynika z uszykowania kolumn do ataku. Kolumna druga, działając obok trzeciej, mogła być traktowana przez autorów źródeł jako jej część, tym bardziej, że obie atakować miały najwyraźniej jednocześnie. Tak więc opisy działań Mojaczewskiego odnosić się mogą również i do tej kolumny. Poza tym, gdyby faktycznie oddział ten nie zdążył wejść do walki, w źródłach moglibyśmy znaleźć o tym jakąś informację, zwłaszcza w dzienniku Sokolnickiego, który wymienia opóźnienia dwóch innych kolumn.

 

      Około godziny trzeciej, najpóźniej czwartej bitwa była zakończona. Austriacy ponieśli w niej całkowitą klęskę. Szaniec został zdobyty, pułk Bailleta kompletnie rozbity, przestał de facto istnieć. Poniatowski w liście z 3 maja do Berthier'a podaje liczbę 1500 wziętych do niewoli jeńców (w tym 50 oficerów)102, która jednak jest stanowczo za duża (w pułku wszystkich żołnierzy było niewiele więcej). Zawierzyć raczej trzeba Pawłowskiemu i Zychowi, którzy opierając się na innych źródłach (list Paszkowskiego do króla saskiego, raport Czerwinki) podają zgodnie liczbę około 1000 jeńców (w tym 38 oficerów) oraz około 500 zabitych103. Wśród wziętych do niewoli był między innymi pułkownik Czerwinka, a niewiele brakowało, a również sam generał Schauroth zostałby pochwycony104. Ranni jak już wspomniano w dużej części zdążyli zostać przewiezionymi na drugi brzeg. Ponadto zdobyto 3 działa i około 1000 karabinów.

 

      Straty polskie w bitwie były stosunkowo małe i wyniosły zaledwie 50 zabitych i 120-150 rannych105. Wśród nich znaleźli się: waleczny pułkownik Mojaczewski (trzykrotnie ranny), podpułkownik Blumer (otrzymać miał ranę "jedną ale niebezpieczną"106) czy podpułkownik Suchodolski, przedstawiony zresztą przez Sokolnickiego do odznaczenia krzyżem kawalerskim107.

 

      Zdobyty szaniec został natychmiast obsadzony wojskiem-nieużytą do tej pory kolumną szóstą, którą oddano pod dowództwo pułkownika Bogusławskiego, dowodzącego w czasie walki, jak wiemy, kolumna pierwszą. Reszta 6 pułku odprowadziła jeńców do Karczewa, a następnie 2 pierwsze bataliony tegoż pułku uzupełniono żołnierzami pułku 3 piechoty.

 

      Austriackie dowództwo mimo utraty szańca, zamierzało pod ogniem artylerii dokończyć budowę mostu. Z lewego brzegu, który górował znacznie nad prawym rozpoczęli przy pomocy 14 dział ostrzeliwać polskie pozycje. Jednak także Sokolnicki rozkazał kapitanowi Sołtykowi dysponującemu 5 działami ( 2 własne i 3 zdobyczne), przy ich pomocy zniszczyć most. Wcześnie jeszcze inżynierowie Mallet i Kołaczkowski zajęli się przebudową formy szańca, by osłonić zdobywców od strony rzeki108. Dzięki temu ogień artylerii austriackiej praktycznie nie przyniósł stronie polskiej większych strat109, poza kilkoma rannymi, których z wielkim poświęceniem opatrzyli, pod silnym ogniem, lekarze polowi. Większość jednak żołnierzy tkwiła bezpiecznie w okopie.

 

      Około godziny 10 rano, na wieść o rozpoczętej walce, pod Gorę przybył najszybciej jak mógł sam arcyksiążę Ferdynand110. Po około dwóch godzinach, w trakcie których wraz z Schaurothem przyglądał się bezowocnej walce artyleryjskiej, rozkazał wreszcie most podpalić, a sam wraz z artylerią powrócił do Warszawy. Decyzja ta wynikała zapewne z obawy, że zwycięscy Polacy będą chcieli się przeprawić przez Wisłę na lewy brzeg111. Trwająca od godziny 12 w nocy batalia o szaniec przedmostowy pod Górą i Ostrówkiem była zakończona, Polacy panowali nie tylko nad zdobytym szańcem, ale i nad całym prawym brzegiem Wisły.

 

      Bitwa ta była z pewnością wielkim zwycięstwem Sokolnickiego, i dowodem jego wysokich umiejętności dowódczych. Udało mu się w trakcie nocnej batalii, przy niewielkich stratach, odnieść maksymalny sukces. Nie tylko bowiem zdobył szaniec, lecz także rozbił całkowicie zaprawiony w boju pułk Bailleta (prawie wszyscy żołnierze zabici lub wzięci do niewoli), a na końcu wymusił niejako na Ferdynandzie zniszczenie ukończonego już prawie mostu, poprzez stworzenie zagrożenia przeprawy na lewy brzeg znacznych  swoich sił.

 

      Sokolnicki mając niewiele czasu przed sama bitwą, zdołał opracować prosty, i skuteczny plan przeprowadzenia szturmu. Wykorzystując to, że budowa południowej części okopu była jeszcze nieukończona, to tam skierował główne uderzenie, jednocześnie zamierzając przeprowadzić demonstracyjną akcję na północy, celem zmylenia obrońców co do swych zamiarów.

 

      Niestety, na drodze do dokładnej realizacji tych zamierzeń stanęły dwa błędy popełnione przez generała. Po pierwsze dając Austriakom tak dużo czasu na odpowiedź na wezwanie do poddania się, pozwolił im przygotować obronę szańca. Zasadniejsze byłoby chyba wydanie rozkazu do ataku już po upływie 10 minut, czyli żądanego terminu odpowiedzi. Sokolnicki jednak czekał ponad godzinę na powrót Siemiątkowskiego, licząc zapewne, że Austriacy nie zdecydują się na obronę, co pozwoliłoby mu oszczędzić krwi swoich żołnierzy. Po drugie, kolumna pierwsza, otrzymała najwyraźniej pozycję wyjściową zbyt daleko położoną od szańca, przez co nie zdążyła wykonać zadania wstępnego, wiążącego uderzenia, tym samym utrudniając realizację całego planu.

 

      Na szczęście na pole dotarła kolumna Mojaczewskiego, która uderzyła na okop. Sokolnicki, widząc opóźnienie także Blumera, wykazując się trzeźwą oceną sytuacji i szybkością podejmowania decyzji, rzucił do ataku swój odwód w postaci czterech kompanii fizylierskich. Do walki wszedł on jednocześnie z kolumnami trzecią i czwartą. W wyniku tego uderzenia przełamana została austriacka obrona. Tak więc, pomimo popełnienia pewnych błędów, wysoko trzeba ocenić pracę dowódczą Sokolnickiego. Utworzenie aż czterech kolumn pierwszego rzutu, pozwoliło chociaż jednej z nich na planową akcję. Także powołanie silnego odwodu, stojącego niedaleko od pola walki, umożliwiło jego szybkie użycie, i w konsekwencji wspomożenie atakujących. Zresztą Sokolnicki, zasługuje na wysoką ocenę nie tylko za sama bitwę, i jej wynik, lecz także za doprowadzenie do niej. Doskonale zdawał sobie sprawę ze znaczenia budowanego mostu, i zagrożeń jakie ze sobą niósł112. Z wielką energią i determinacją dążył do szybkiego wydania bitwy, i uzyskawszy w końcu pozwolenie Poniatowskiego, zrealizował całkowicie postawiony sobie cel zniszczenia przyczółka przedmostowego. Udało mu się to przy małych stratach własnych, i jednocześnie bardzo wysokich przeciwnika.

 

      Bitwa pod Górą, to jak określił Askenazy: "moment górujący w życiu Sokolnickiego [...], wydatny z jego ręki akt historyczny"113. Uwidoczniły się tam w pełnej krasie jego najświetniejsze zalety jako dowódcy, "odwaga w tym gatunku najwyższym, która nie mierzy niebezpieczeństwa, lecz wprost je dla swojej osoby za nieistniejące uznaje"114. Pozwoliło to Sokolnickiemu dostrzec nadarzającą się okazję do pobicia przeciwnika, i pomimo licznych przeciwieństw losu, doprowadzić do zwycięskiego końca, postawione sobie zadanie.

 

      Zakończona zwycięstwem polskiego oręża bitwa stanowi jeden z przełomowych momentów całej kampanii. Dzięki niej zostały oczyszczone od Austriaków tereny pomiędzy Wisłą a Bugiem, aż do linii Wieprza. Cały prawy brzeg znajdował się pod kontrolą Polaków. Oznaczało to zniweczenie austriackiego planu operacyjnego prowadzenia walki na obu brzegach. Poza tym, co było jeszcze ważniejsze Polacy uzyskali możliwość zrealizowania własnego planu-marszu w głąb Galicji. Bezpośrednio po bitwie wojska Poniatowskiego zajęły jej północne cyrkuły: siedlecki, bialski i stanisławowski115. Droga w głąb Galicji stała otworem. Jednocześnie wytworzyła się paradoksalna sytuacja: obie armie znajdowały się na terenie swojego przeciwnika. Było to korzystne dla Poniatowskiego: mógł kontynuować marsz na Galicję, zagrażając tyłom VII Korpusu, jednocześnie mogąc liczyć na pomoc i życzliwość ludności miejscowej. Ferdynand natomiast, wobec załamania się jego planu, przebywając na obcym terytorium, zamieszkałym przez wrogo nastawionych mieszkańców, mógł cofnąć się lub szukać innej przeprawy przez Wisłę. Spróbował drugiej możliwości, lecz nie udało mu się to ani w pobliżu Warszawy, ani pod Płockiem, ani w Toruniu116. Ponadto większość jego armii była unieruchomiona w gotowej do zbuntowania się Warszawie117.

 

      Od bitwy pod Górą, to Polacy przejmują inicjatywę strategiczną, i długo będą w stanie narzucić VII Korpusowi swoje warunki prowadzenia wojny. Nie tylko zmusili Ferdynanda w końcu do głębokiego cofnięcia się, lecz także zajęli szerokie połacie kraju, przyłączone później do Księstwa. W bezpośrednim następstwie bitwy udało się zająć Sandomierz (18 maja) oraz Zamość (20 maja), a wojska austriackie, zagrożone przeskrzydleniem, 2 czerwca wycofały się wreszcie z Warszawy. Po 3 maja nie będą one już tak śmiałe i odważne w swych poczynaniach, przestanie też być niedoceniana polska armia, a zacznie być postrzegana jako równorzędny, szybki i niezwykle groźny przeciwnik. W wyniku bitwy Austriacy ponieśli również dotkliwą stratę w krwi żołnierskiej: 1500 zabitych i wziętych do niewoli, co stanowiło około 5% wszystkich ich sił. Strata tym bardziej bolesna, że pułk Bailleta złożony był z zaprawionych w walkach weteranów, co jeszcze bardziej podnosiło jego wartość bojową, a tym samym znaczenie zwycięstwa i zasługi Sokolnickiego, jak i jego żołnierzy.

 

      Bitwa ta jest momentem przełomowym dla wojny 1809 roku, umożliwiła wykonanie śmiałego zamysłu Poniatowskiego (marsz na Galicję), zapoczątkowując długo nieprzerwane pasmo kolejnych zwycięstw polskiego żołnierza. Żołnierza, który wykazał w niej swe najlepsze cechy: ponadprzeciętną odwagę, nieustępliwość, niezachwianą wiarę w zwycięstwo, umiejętność podniesienia się po pierwszym niepowodzeniu. Świetny przykład dawali tu dowódcy, którzy idąc na czele swoich oddziałów, z bronią w ręku, osobiście prowadzili je w kolejnych szturmach do świetnego zwycięstwa. Po wielokroć ranni, potrafili do końca zagrzewać swoich podkomendnych do boju. Wielką zasługę dla ostatecznego wyniku zmagań o przedmostowy szaniec oddał generał Michał Sokolnicki, który w tej i wielu innych walkach, zasłużył z pewnością na miano jednego z twórców zwycięstwa w wojnie 1809 roku.  

PRZYPISY:

1. Pawłowski Bronisław, Wojna polsko-austriacka 1809 roku, Warszawa 1999, s. 31.
2. Krzos Kazimierz, Z księciem Józefem w Galicji w 1809 roku: Rząd Centralny Obojga Galicji, Warszawa 1967, s. 56.
3. Kukiel Marian, Dzieje oręża polskiego w epoce napoleońskiej 1795-1815, t. 1, Warszawa 1918, s. 239, Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 178, Romański Romuald, Raszyn 1809, Warszawa 1997, s. 164.
4. Dziennik historyczny i korespondencja polowa generała Michała Sokolnickiego 1809 roku, wyd. Bronisław Pawłowski, Kraków 1932.
5. Tamże, s. 3.
6. Białkowski Antoni, Wspomnienia starego żołnierza, Warszawa 2003.
7. Dał nam przykład Bonaparte: wspomnienia i relacje żołnierzy polskich 1796-1815, T.1, opr. Robert Bielecki, Kraków 1984, s. 308-310.
8. Pamiętniki generała Jana Weyssenhoffa, wyd. Józef Weyssenhoff, Warszawa 1904.
9. Niemcewicz Julian Ursyn, Pamiętniki 1809-1820, T. 1, wyd. Jak Konstantyn Żupański, Poznań 1871.
10. Sołtyk Roman, Kampania 1809 roku: raport o działaniach armii pozostającej pod rozkazami księcia Józefa Poniatowskiego podczas kampanii 1809 roku, Warszawa 1906. 11. Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 21.
12. Korespondencya księcia Poniatowskiego z Francyą, T. 2, wyd. Adam Mieczysław Skałkowski, Poznań 1923.
13. Kukiel Marian, Dzieje oręża polskiego w epoce napoleońskiej 1795-1815, t. 1-2, Warszawa 1918-1920; Pawłowski Bronisław, Wojna polsko-austriacka 1809 roku, Warszawa 1999.
14. Gembarzewski Bronisław, Rodowody pułków polskich i oddziałów równorzędnych od roku 1717 do roku 1831, Warszawa 1925; Gembarzewski Bronisław, Wojsko polskie: Księstwo Warszawskie 1807-1814, Warszawa 1912.
15. Askenazy Szymon, Książe Józef Poniatowski, Warszawa 1922; Skałkowski Adam Mieczysław, Książe Józef, Bytom 1913.
16. Sokolnicki Michał, Generał Michał Sokolnicki 1760-1815, Kraków 1912; Sokolnicki Michał, Wojna roku 1809, Kraków 1910.
17. Krzos Kazimierz, Z księciem Józefem w Galicji w 1809 roku: Rząd Centralny Obojga Galicji, Warszawa 1967; Romański Romuald, Raszyn 1809, Warszawa 2007; Zych Gabriel, Armia Księstwa Warszawskiego 1807-1812, Warszawa 1961.
18. Zych Gabriel, Armia..., s. 61.
19. Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 23.
20. Krzos Kazimierz, Z księciem..., s. 49.
21. Tamże, s. 50.
22. Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 23.
23. Romański Romuald, Raszyn 1809, Warszawa 2007, s. 44.
24. Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 72.
25. Zych Gabriel, Armia..., s. 72.
26. Tamże, s. 62-63.
27. Romański Romuald, Raszyn..., s. 13.
28. Pawłowski Bronisław, Wojna...,s. 26 i nn.
29. Tamże, s. 24.
30. Krzos Kazimierz, Z księciem..., s. 53.
31. Zych Gabriel, Armia..., s. 66.
32. Sokolnicki Michał, Wojna roku 1809, Kraków 1910, s. 7.
33. Pawłowski Bronisław, Wojna...,s. 27.
34. Romański Romuald, Raszyn..., s. 47.
35. Tamże, s. 10.
36. Zych Gabriel, Armia..., s. 76.
37. Pawłowski Bronisław, Wojna...,s. 79.
38. Tamże, s. 90.
39. Pawłowski Bronisław, Wojna...,s. 116.
40. Romański Romuald, Raszyn..., s. 87.
41. Sołtyk Roman, Kampania 1809 roku: raport o działaniach armii pozostającej pod rozkazami księcia Józefa Poniatowskiego podczas kampanii 1809 roku, Warszawa 1906, s. 66.
42. Askenazy Szymon, Książe Józef Poniatowski, Warszawa 1922, s. 151.
43. Sokolnicki Michał, Wojna..., s. 18,23)
44. Krzos Kazimierz, Z księciem..., s. 61.
45. Askenazy Szymon, Książe..., s. 152.
46. Rys historyczny kampanii odbytej w roku 1809 w Księstwie Warszawskim pod dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego, Poznań 1869, s. 36; Sokolnicki Michał, Generał Michał Sokolnicki 1760-1815, Kraków 1912, s. 174.
47. Zych Gabriel, Armia..., s. 125.
48. Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 174.
49. Romański Romuald, Raszyn..., s. 165.
50. Pachoński Jan, Generał Jan Henryk Dąbrowski, 1755-1818, Warszawa 1987, s. 396.
51. Zych Gabriel, Armia..., s. 128.
52. Tamże, s. 129.
53. Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 182; Sokolnicki Michał, Wojna..., s. 19.
54. Skałkowski Adam Mieczysław, Książe Józef, Bytom 1913, s. 356.
55. Zych Gabriel, Armia..., s. 129.
56. Sokolnicki Michał, Wojna..., s. 20.
57. Kukiel Marian, Dzieje oręża..., t. 1, s. 239.
58. Dziennik historyczny..., s. 17.
59. Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 183.
60. Gembarzewski Bronisław, Wojsko polskie: Księstwo Warszawskie 1807-1814, Warszawa 1912, s. 77.
61. Tamże, s. 90.
62. Pamiętniki generała..., s. 106.
63. Gembarzewski Bronisław, Wojsko polskie..., s. 141.
64. Romański Romuald, Raszyn..., s. 132.
65. Kukiel Marian, Dzieje oręża..., t. 1, s. 239.
66. Sołtyk Roman, Kampania 1809 roku..., s. 94.
67. Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 184.
68. Białkowski Antoni, Wspomnienia..., s. 61.
69. Dał nam przykład Bonaparte..., s. 309.
70. Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 185.
71. Dziennik historyczny..., s. 18.
72. Opis szańca za: Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 183.
73. Dziennik historyczny..., s. 18.
74. Rys historyczny kampanii..., s. 39.
75. Dziennik historyczny..., s. 18.
76. Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 183.
77. Rys historyczny kampanii..., s. 39-40; Sołtyk Roman, Kampania 1809 roku..., s. 95.
78. "Atak miał być zaczęty od prawego skrzydła przez kolumnę pierwszą": Dziennik historyczny..., s. 19.
79. Sołtyk Roman, Kampania 1809 roku..., s. 95.
80. Dziennik historyczny..., s. 19.
81. Tamże, s. 19.
82. Pamiętniki generała..., s. 105. Niemcewicz podaje nawet, że most został ukończony, co jednak nie było prawdą, tym bardziej, że autor twierdzi, iż budowę miano skończyć o godzinie 3 rano 3 maja, czyli w momencie gdy bitwa była już w zasadzie zakończona, a Polacy kontrolowali cały prawy brzeg: Niemcewicz Julian Ursyn, Pamiętniki..., s. 67.
83. Dziennik historyczny..., s. 17-18.
84. Sołtyk Roman, Kampania 1809 roku..., s. 94.
85. Zych Gabriel, Armia..., s. 130.
86. Dziennik historyczny..., s. 19.
87. Tamże, s. 19.
88. Pamiętniki generała..., s. 106.
89. Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 184; Romański Romuald, Raszyn..., s. 171; Zych Gabriel, Armia..., s. 130.
90. Sołtyk Roman, Kampania 1809 roku..., s. 95.
91. Dziennik historyczny..., s. 19.
92. Pamiętniki generała..., s. 106.
93. Dał nam przykład Bonaparte..., s. 309; Białkowski Antoni, Wspomnienia..., s. 63.
94. Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 185.
95. Sołtyk Roman, Kampania 1809 roku..., s. 95.
96. Pamiętniki generała..., s. 107.
97. Dziennik historyczny..., s. 19.
98. Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 185; Zych Gabriel, Armia..., s. 131.
99. Askenazy Szymon, Szkice i portrety, Warszawa 1937, s. 251.
100. Dziennik historyczny..., s. 19.
101. Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 185.
102. Korespondencya księcia..., s. 118.
103. Pawłowski Bronisław, Wojna..., s. 185; Zych Gabriel, Armia..., s. 131.
104. Romański Romuald, Raszyn..., s. 173.
105. Poniatowski podaje znacznie większą liczbę 300 zabitych i rannych: Korespondencya księcia..., s. 118. Żadne jednak inne źródło jej nie powtarza, tak jak i nie podaje innych danych co do wysokości strat. Uznać więc trzeba najwyraźniej najczęściej powtarzane liczbę 50 zabitych i 150 rannych.
106. Pamiętniki generała..., s. 107.
107. Dziennik historyczny..., s. 21.
108. Morawski Ryszard, Nieuważny Andrzej, Wojsko Księstwa Warszawskiego, Warszawa 2004, s. 49.
109. Sołtyk Roman, Kampania 1809 roku..., s. 96.
110. Pamiętniki generała..., s. 106.
111. Zych Gabriel, Armia..., s. 131.
112. Sokolnicki Michał, Generał..., s. 178.
113. Askenazy Szymon, Szkice i portrety, s. 248.
114. Tamże, s. 251.
115. Zych Gabriel, Armia..., s. 131.
116. Morawski Ryszard, Nieuważny Andrzej, Wojsko..., s. 49.
117. Sokolnicki Michal, Wojna..., s. 20.

Źródła: 
 

 

  • Białkowski Antoni, Wspomnienia starego żołnierza, Warszawa 2003.
  • Dał nam przykład Bonaparte: wspomnienia i relacje żołnierzy polskich 1796-1815, T.1, opr. Robert Bielecki, Kraków 1984.
  • Dziennik historyczny i korespondencja polowa generała Michała Sokolnickiego 1809 roku, wyd. Bronisław Pawłowski, Kraków 1932.
  • Korespondencya księcia Poniatowskiego z Francyą, T. 2, wyd. Adam Mieczysław Skałkowski, Poznań 1923.
  • Pamiętniki generała Jana Weyssenhoffa, wyd. Józef  Weyssenhoff, Warszawa 1904.
  • Niemcewicz Julian Ursyn, Pamiętniki 1809-1820, T. 1, wyd. Jak Konstantyn Żupański, Poznań 1871.
  • Sołtyk Roman, Kampania 1809 roku: raport o działaniach armii pozostającej pod rozkazami księcia Józefa Poniatowskiego podczas kampanii 1809 roku, Warszawa 1906.

 
 

Opracowania: 
 

 

  • Askenazy Szymon, Książe Józef Poniatowski, Warszawa 1922.
  • Askenazy Szymon, Szkice i portrety, Warszawa 1937.
  • Czubaty Jarosław, Wodzowie i politycy: generalicja polska lat 1806-1815, Warszawa 1993.
  • Gembarzewski Bronisław, Rodowody pułków polskich i oddziałów równorzędnych od roku 1717 do roku 1831, Warszawa 1925.
  • Gembarzewski Bronisław, Wojsko polskie: Księstwo Warszawskie 1807-1814, Warszawa 1912.
  • Krzos Kazimierz, Z księciem Józefem w Galicji w 1809 roku: Rząd Centralny Obojga Galicji, Warszawa 1967.
  • Kukiel Marian, Dzieje oręża polskiego w epoce napoleońskiej 1795-1815, t. 1-2, Warszawa 1918-1920.
  • Morawski Ryszard, Nieuważny Andrzej, Wojsko Księstwa Warszawskiego, Warszawa 2004.
  • Pachoński Jan, Generał Jan Henryk Dąbrowski, 1755-1818, Warszawa 1987.
  • Pawłowski Bronisław, Wojna polsko-austriacka 1809 roku, Warszawa 1999.
  • Romański Romuald, Raszyn 1809, Warszawa 2007.
  • Rys historyczny kampanii odbytej w roku 1809 w Księstwie Warszawskim pod dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego, Poznań 1869.
  • Skałkowski Adam Mieczysław, Książe Józef, Bytom 1913.
  • Sokolnicki Michał, Generał Michał Sokolnicki 1760-1815, Kraków 1912.
  • Sokolnicki Michał, Wojna roku 1809, Kraków 1910.
  • Zych Gabriel, Armia Księstwa Warszawskiego 1807-1912, Warszawa 1961.

 

Grzegorz Ćwik