Nasza księgarnia

Uwaga! Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Napoleon I i marynarka wojenna

Opublikowano w Walki na morzu

Człowiek który, poczynając od jesieni 1815 r., oglądał świat z brzegów Świętej Heleny otoczony przez Ocean, musiał zastanawiać się nad powodami, dla których potęga morska odniosła zwycięstwo nad kontynentalną.
Przeznaczenie Cesarstwa dopełniło się nie tylko pośród skał Hiszpanii, czy na mroźnych równinach Rosji, ale także na bezkresach mórz. Jak napisał Jean Tulard: "Po Trafalgarze nikt, łącznie z Williamem Pittem, premierem Wielkiej Brytanii, nie zdawał sobie sprawy, że Anglia właśnie wygrała wojnę".

Marynarz z batalionu marynarzy Gwardii

  Słonce, które oświetliło zwycięstwo pod Austerlitz 2 grudnia 1805 r. nie było na tyle oślepiające, aby zamaskować klęskę floty francuskiej pod Trafalgarem kilka tygodni wcześniej. Tak jak Piramidy nie zaćmiły Abukiru, a Wagram upokorzenia na redzie biskajskiej. W "Memoriale ze Świętej Heleny" Cesarz przypominał problemy, jakie sprawiała flota:
W tej materii były specjalizacja i zagadnienia techniczne, które powstrzymywały wszystkie moje koncepcje. Ilekroć proponowałem jakąś nową ideę, natychmiast miałem Ganteaume'a przy epoletach i Komitet Marynarki:
- Sire, tego nie da się zrobić.
- Dlaczego?
- Sire, wiatry na to nie pozwolą, albo cisza, albo prądy - i zaprzestawałem dalszych wysiłków.

Wydaje się, że w walce ze swoim najwytrwalszym i głównym przeciwnikiem - Anglią, Napoleon nigdy nie był w stanie skonstruować floty, mogącej być konkurencją dla Royal Navy. Na pokładach "Orientu" i "Muirona" w czasie ekspedycji egipskiej wykuwały się wyobrażenia Bonapartego na temat służby żeglarskiej i wojny morskiej. Kwestia miejsca, jakie przyznawał marynarce jest o wiele bardziej złożona, niż się wydaje.

Prawdziwe zainteresowanie?

Kilka miesięcy po Trafalgarze, jeśli wierzyć listowi ministra Decres do prefekta morskiego Tulonu, Napoleon zaczął zastanawiać się nad rekonstrukcją zniszczonej eskadry:
Niech Pan przyśpieszy budowę liniowców "Austerlitz", "Ulm", "Donauwerth" i "Dunaj" w stopniu, na jaki pozwoli sytuacja aprowizacyjna w drewno. Nie może Pan lepiej wykazać swojego przywiązania do Cesarza, jak zwielokrotniając wysiłki w stopniu najdalej możliwym.
W 1807 r. Francja, która straciła pod Abukirem, Trafalgarem i San Domingo 29 liniowców, mogła je zastąpić 25. Trzy lata później, pomimo ataku brytyjskiego na wyspę Aix, pomimo straty eskadry z Kadyksu, na redach Cesarstwa stało 55 okrętów liniowych, a 25 dalszych było w budowie. Celem Napoleona było posiadanie 100 okrętów. Liczba 100 a nawet 120 liniowców stanowiła prawdziwy mit we flocie francuskiej i pozostawała tak naprawdę bardziej w sferze propagandy, niż rzeczywistości. Opinia publiczna była podtrzymywana w przeświadczeniu o rosnącej potędze morskiej Francji. "Moniteur Universel" z 26 lutego 1811 r. pisał w artykule o straconych koloniach:
Okupowane przez Anglików terytoria wrócą do metropolii kiedy Cesarstwo będzie posiadać 120 liniowców wysokopokładowych i 200 fregat i lżejszych jednostek. Ta przewidywana epoka nie jest od nas daleka!
Na posiedzeniu Rady Manufaktur w 1811 r. Cesarz deklarował: Przez następne cztery lata będziemy budować 25 okrętów liniowych rocznie!

Cesarskie siły morskie składały się z liniowców i fregat, konstruowanych przez inżynierów wywodzących się nierzadko jeszcze z ancien régime'u, w szczególności Sané, który kontynuował swoje prace również w okresie Rewolucji i Cesarstwa. Występowały także bryki, awiza i gaeloty. Okręty liniowe były najbardziej kompleksową realizacją technologiczną epoki. Klasyfikowano je ze względu na liczbę dział na pokładach: 118, 80 lub 74. Ten pierwszy o długości 67 metrów i szerokości 17, posiadał załogę składającą się z 1191 ludzi. Drugi o wymiarach 62 metrów na 16, zabierał na pokład 856 marynarzy. Wreszcie 74-działowiec, arcydzieło Sané'go mierzył 59 metrów na 15 i był obsadzony przez 700 ludzi. Fregaty, używane najczęściej do rozpoznania i osłony, miały załogi liczące od 270 do 325 ludzi.
Musimy wyobrazić sobie niesamowity ścisk, podatność na epidemie i ciężkie warunki bytowania, wywołane przez obecność ludzi i zwierząt na tak małej przestrzeni. Życie na pokładzie było zorganizowane na dwie wachty, to znaczy tylko połowa załogi była na służbie - od południa do północy lub od północy do południa. Podczas gdy oficerowie zgromadzeni byli w tylnej części okrętu, gdzie tylko kapitan i pierwszy oficer dysponowali oddzielnymi kajutami, marynarze spali przy bateriach na hamakach - paskach materiału o wymiarach 2 metry na 1.
Organizacja hierarchiczna marynarki pozostała praktycznie nie zmieniona w okresie Rewolucji i Cesarstwa. Wyróżniano 6 kategorii marynarzy, podzielonych pod względem płacy. Poza tą klasyfikacją znajdowali się marynarze - specjaliści, tacy jak ci obsługujący żagle czy sternicy. O awansach decydowało starszeństwo i dotychczasowa służba.
Podoficerowie stanowili odrębny korpus. Wyróżniano tych odpowiedzialnych za manewry (maci, szalupowi, bosmani - kotwicowi, majstrzy, odpowiedzialni za wyposażenie okrętu) i za artylerię a także rzemieślników (uszczelniacze, żaglomistrze, cieśle) i pilotów.
Pierwsza szarża oficerska to aspirant, stanowisko zajmowane zazwyczaj przez młodych ludzi, przygotowujących się do rzemiosła marynarskiego. Byli oni następnie nominowani na stopień chorążego marynarki, potem porucznika i wreszcie kapitana (fregaty lub liniowca). Najwyżsi oficerowie to kontradmirał i wiceadmirał.
W 1808 r. marynarz otrzymywał 366 franków rocznie, podoficer marynarki - 1080 franków, podczas gdy uposażenie kapitana liniowca sięgało 4600 franków.

 

  Zainteresowanie, jakie pokładał Napoleon w marynarce znajdowało wyraz w pamiętnikach współczesnych, jak tych Juriena de la Graviere:
Kilka bitew, których pamięć zachowa Anglia na długo, toczonych przede wszystkim na akwenach Indii, wystarczyło aby pokazać, czym mogłaby się stać marynarka francuska za sprawą uwagi i środków, jakie przeznaczał na nią Cesarz w latach 1806 - 1812.
i Lecomta:
W roku 1811 Cesarz wydawał się być bliskim odbudowania morskiej potęgi Francji. We wszystkich punktach wybrzeża od Triestu do Hamburga, dawała się zauważyć nadzwyczajna aktywność.

Napoleon i Maria Luiza w Cherburgu, podczas defilady tamtejszej eskadry

W tym czasie Napoleon rozwijał przede wszystkim aktywność portów atlantyckich, szczególnie Cherburga i Antwerpii. Eskadra stacjonująca w tej drugiej liczyła w 1812 r. już 21 liniowców. Cesarz bardzo liczył także na rozwój potencjału portów na Morzu Północnym. Pisał do Decresa: Wdrażając w życie maksymalne wysiłki możemy mieć na redzie Flessyngi 27 do 28 okrętów. Będzie to wzrost przerażający dla Anglii. Oficerowie marynarki zdawali sobie sprawę z wagi, jaką władca przykłada do eskadry na Skaldzie. Admirał Missiessy, który nią komenderował, składając w 1811 r. gratulacje z okazji narodzin króla Rzymu, pisał: To nad brzegami Skaldy, w porcie przez nią stworzonym, Wasza Cesarska Mość manifestuje swój zamiar nadania flocie wyglądu i stanu, które są niezbędne, aby była godna pierwszego suwerena pierwszego cesarstwa na świecie.
Jednakże lektura korespondencji Napoleona z ministrem marynarki przypomina zadziwiający melanż szczegółowych detali i kalkulacji nie mających wiele wspólnego z rzeczywistością. Na przykład w 1809 r. Cesarz wymagał zastąpienia chleba przez ryż w diecie marynarzy, który: waży mniej niż zboże. Ludzie z intendentury powinni znać te szczegóły. Wkrótce potem wdaje się w rozważania na temat rentowności transportu drewna miedzy La Rochelle a Bayonne. W tym samym czasie snuje plany generalne, dalekie od rzeczywistości: Z mojej wiedzy pochodzącej z różnych źródeł wynika, że we Francji mam 16 milionów drzew o obwodzie co najmniej 5 stóp, co daje około 480 milionów metrów sześciennych drewna, z których można zbudować 4800 liniowców. Tak wiec jednym rozkazem mogę ściąć ilość drzew wystarczającą do zbudowania 4800 okrętów!
W rzeczywistości problem fundamentalny nie leżał w braku woli, lecz w środkach, które użyto. Czy Cesarstwo dysponowało materiałami, aby zaspokoić życzenia Napoleona?

Ministrowie marynarki Forfait i Decres odsuwali od służby oficerów zbyt starych lub o zauważalnej proweniencji rewolucyjnej. Nie wahali zwrócić się do dawnych emigrantów. Korpus oficerski Konsulatu i Cesarstwa składał się z kilku grup: najliczniejsi (ok. 44 %) byli dawni oficerowie marynarki handlowej, zaciągnięci pod broń po 1792 r. aby zapełnić luki wyrządzone przez emigrację. Dawni oficerowie "niebiescy" stanowili 22 % kadry. Ci wywodzący się sprzed Rewolucji to zaledwie 2 % korpusu. Aż 32 % poruczników marynarki zaczynało swe kariery od stopnia aspiranta w okresie Konsulatu lub Cesarstwa.

 

Środki niewystarczające i nieregularne.

 

  Plan zakładający konstrukcję 109 liniowców i 86 fregat do stycznia 1814 r., przewidywał wydatki na ten cel w kwocie 223,4 miliona franków w 1812 r., 255,7 milionów w 1813 r. i 145 milionów w 1814 r. Jednakże budżet marynarki wynosił 164 miliony w 1812 i 143,4 miliony rok później - daleko mniej od pułapu przewidywanego. Widać było wszakże postęp, bowiem po 1806 r. wydawano na flotę po około 100 milionów rocznie.
Warto porównać wydatki francuskie z angielskimi. Otóż Royal Navy w latach 1812 i 1813 pochłonęła (w przeliczeniu) 468 i 487 milionów franków. Było to zatem ponad 4,5 - krotnie więcej, niż we Francji. Ogólnie w okresie Konsulatu i Cesarstwa sumy wydane na marynarkę wojenną przez Napoleona stanowiły zaledwie 37 % tych, które na swą flotę przeznaczyli Anglicy.

Ugrupowanie floty angielskiej pod Trafalgarem

Rozbudowa sił morskich to przedsięwzięcie kosztowne i zawsze obliczone na długi okres. Świetnie oddaje to przykład artylerii. Pod Austerlitz Napoleon wystawił w polu 139 armat, to znaczy mniej niż uzbrojenie dwóch 74 - działowych liniowców! Kilka tygodni wcześniej pod Trafalgarem połączone floty miały na swoich pokładach 2666 dział, z czego tylko francuskie (1218) stanowiły prawie dziesięciokrotność artylerii Napoleona w bitwie trzech Cesarzy. Klęska spowodowała stratę 516 armat, kilka dni później pod Cap Ortegal przepadło 334, razem 880 dział. Te liczby pokazują, że ekwipunek floty jest drogi, wymaga silnego przemysłu, ale pozwala także zrozumieć wahania niektórych przed wdawaniem się w bitwę morską, która o wiele szybciej niż ta na ladzie, może przekształcić się w rozstrzygającą.
Przewaga brytyjska nie polegała wyłącznie na wyższości taktycznej. Była wynikiem zaawansowania technologicznego, przemysłowego i ekonomicznego Zjednoczonego Królestwa. Szczególnie w metalurgii różnica była widoczna. Przemysł angielski był w stanie dostarczyć żelazne łańcuchy do kotwic, zastępując nimi liny, kotwice lepszej jakości lub koronady. Ze względów finansowych ta walka na kilku frontach była dla Francji nie do wytrzymania. Napoleon nie mógł utrzymywać wojsk w Hiszpanii, przeciwstawiać się Royal Navy i konkurować z Rosją - jednocześnie. Musiał wybrać. W okresie pogorszenia stosunków z Rosją, pisał: Sądzę, że cesarz Aleksander myli się co do naszych środków: uważa nas za słabych i jest w błędzie. Mogę prowadzić z nim wojnę nie wycofując ani jednego człowieka z Hiszpanii... To powstrzyma moje projekty dotyczące floty i będzie mnie kosztowało trochę pieniędzy.
Pierwszeństwo dawane operacjom lądowym przejawiało się także w imionach, jakimi chrzczono kolejne budowane jednostki. Były to najczęściej nazwy zwycięstw (np. Marengo lub Friedland), przekroczonych rzek (np. Niemen lub Soława - Saale) lub miast, do których wkroczono (np. Warszawa). Mimo wszystko wysiłek włożony w odbudowę floty był ogromny. Nie można go wytłumaczyć inaczej, jak tylko rozpatrując ogólną strategię działań morskich Cesarza.

Marynarka w cesarskiej strategii.

Do 1805 r. rola floty w oczach Napoleona, polegała głównie na umożliwieniu inwazji Anglii, poprzez odciągnięcie eskadr brytyjskich na Antyle lub osiągnięcie chwilowej przewagi liczebnej. A zatem Cesarz przeznaczał tej ogromnej flotylli, cumującej od Bretanii po Ostendę - zadanie pomocnicze w stosunku do sił lądowych. Dobrze wyraził to marszałek Davout, powodując żywy sprzeciw kontradmirała Magona: to nie marynarze powiodą nas do Anglii.

Potyczka angielsko-francuska na Morzu Śródziemnym 
(prawdopodobnie w 1803 r.)

Po katastrofie trafalgarskiej flota nie tyle była przeznaczona do stawienia czoła Royal Navy, co miała świadczyć o prestiżu i potędze Cesarstwa. Kapitan liniowca Bouvet pisał: Oddany całkowicie swej idée fixe, systemowi kontynentalnemu, nie oczekiwał (Napoleon - A.K.S.) od swoich sił morskich innej służby, jak tylko trzymania w szachu floty angielskiej. Nasze redy pokryły się eskadrami oddanymi ćwiczeniom i paradom morskim, Cesarz uczynił z nich narzędzie polityki.
Tak więc dla Napoleona rekonstrukcja floty nie miała innego celu, jak zmuszenie Wielkiej Brytanii do utrzymywania w linii dużych jednostek i oddziaływania w ten sposób na budżet przeciwnika. Ta interpretacja znajduje potwierdzenie w korespondencji cesarskiej, szczególnie w liście do Decresa z 1811 r.: Nie chcę, aby moje eskadry wychodziły, ale żeby były zaopatrzone tak, jakby miały wychodzić w morze. Pragnę uczynić wszystko co jest potrzebne aby nadać flotyllom w Tulonie i na Skaldzie wygląd i postawę groźną dla Anglików. Jestem gotów nawet zaokrętować dwadzieścia tysięcy żołnierzy, aby wyglądało to realistycznie. Marynarka zajmowała także swoje miejsce w strategii finansowej monarchii: Mam nadzieję, że rozumie Pan mój system wojny. Anglia wydala w tym roku (1810 - A.K.S.) już miliard. Musimy zmusić ją do maksymalnych wysiłków i strat.
Wielkie jednostki miały zatem rozkaz pozostawać w portach, podczas gdy fregaty i mniejsze okręty wyruszyły do walki z handlem angielskim. Ta strategia była przewidziana przez oficerów, którzy, jeżeli chcieli odznaczyć się w boju, zabiegali o przydział na fregatę: Kiedy było się skierowanym na liniowiec, oznaczało to koniec okazji do walki. Uzbrojenie naszych okrętów nie miało innego celu, jak zajmować Anglików. Męczyliśmy ich, absorbowaliśmy ich uwagę... , wspominał Jurien de la Graviére. Ze swej strony Bouvet zdawał sobie sprawę ze sztuczności tych poczynań. W 1812 r. został mianowany kapitanem fregaty: Znalazłem "Aretuzę" gotową do wyjścia w morze, z żaglami na rejach. Jednak podobnie jak w innych przypadkach, wszystko było zarządzone na pokaz i aby trwać na redach.
Napoleon i Maria Luiza wchodzą na pokład liniowca na 
Skaldzie podczas wizyty w Antwerpii w 1810 r. Napoleon podzielał pewien głęboko zakorzeniony w świadomości francuskich wojskowych pogląd. Niemożność prowadzenia równorzędnej walki z Anglikami na morzach, była uważana za rodzaj fatalizmu. W zamian Francja mogła zmusić Anglię do kapitulacji, niszcząc jej handel. Vauban, autor memoriału o kaperstwie z roku 1695, pisał do ówczesnego ministra marynarki: Wyrzekając się dumy wielkich eskadr morskich, która nigdy nie była dla nas odpowiednia i używając okrętów Jego Królewskiej Mości częściowo do działań kaperskich, częściowo do regularnych aby je wspierać, można spowodować upadek handlu Anglików i Holendrów w ciągu dwóch do trzech lat. Ruina handlu brytyjskiego była także argumentem Konwencji: Ten system wojny (działania kaperskie - A.K.S.) wyraża o wiele lepiej prawdziwego ducha Narodu, niż próżne popisy potęgi morskiej... Rząd angielski będzie mógł, jeśli zechce, pysznić się swoimi eskadrami. Francuzi ograniczą się do atakowania go w tym co ma najcenniejszego, w tym co stanowi jego szczęście, w jego bogactwach. Wszystkie nasze plany, wszystkie nasze ruchy w portach, czy na morzach, nie będą miały innego celu, jak pustoszenie, niszczenie jego kolonii i wstrząsanie handlu, aby zmusić go w końcu do haniebnej kapitulacji.
Ta koncepcja została przedstawiona przez Forfait'a, który opuścił resort marynarki w 1802 r., w jego "Liście pewnego obserwatora Marynarki". Dla przyszłego twórcy "flotylli Boulogne" działania kaperskie pozwalały nie tylko niszczyć handel angielski, ale także ćwiczyć załogi. Zdanie o flocie, która nie opuszczała portów antycypowało późniejsze koncepcje Napoleona: Zorganizujemy przeciwko handlowi angielskiemu wojnę flibustierów, gdzie marynarze będą szkoleni sukcesywnie pod ochroną eskadr cały czas groźnych, ciągle sprawiających wrażenie wychodzenia w morze, ale nie opuszczających red, za wyjątkiem okazji wybitnie sprzyjających.
Ta iluzja była podzielana przez najsławniejszego korsarza Cesarstwa - Roberta Surcoufa. Miał on powiedzieć w 1803 r. do Bonapartego: Gdybym miał honor być jak Pan na czele rządu Francji, zostawiłbym w portach wszystkie liniowce, ale wypuścił na morza mnóstwo fregat i mniejszych jednostek, które wkrótce zrujnowałyby handel Anglii i zdały ją na Twoją łaskę. Anglia żyje wyłącznie dzięki swojemu handlowi. Tylko w ten sposób można ją dosięgnąć. Także minister Decres wypowiadał się w sierpniu 1805 r. w podobnym duchu, zalecając utrzymywanie pod żaglami tylko ok. 20 okrętów, zgrupowanych w kilku małych eskadrach: W ten sposób doprowadzimy wroga do desperacji, wyrządzimy mu niewiarygodną szkodę, zadamy śmiertelne ciosy, wyszkolimy szefów eskadr, pośród których będą być może przyszli admirałowie, marynarze nabiorą śmiałości, którą daje doświadczenie i sukces.
Nie można zatem zaprzeczyć zainteresowaniu Cesarza marynarką. Jednakże w obliczu trudności finansowych, Cesarstwo nie miało ani środków, ani czasu, aby skonstruować flotę zdolną do rywalizacji z Royal Navy. Trzeba było zatem ograniczyć się do strategii, w której okręty zostały skazane na pozostawanie w portach. Jak jego współcześni i poprzednicy, Cesarz kontentował się gloryfikacją wojny krążowniczej. W kwestii marynarki, ciężary rzeczywistości i Historii nawet dla były nie do uniesienia, największych jednostek.

Prefektury morskie:
- Antwerpia
- Dunkierka (do 1812)
- Boulogne (po 1812)
- Havre (do 1813)
- Cherburg (po 1813)
- Brest
- Lorient
- Rochefort
- Tulon
- Genua (do 1808)
- La Spezia (po 1808)

Pierre Léveque, Napoleon I i marynarka wojenna

Tłumaczenie i opracowanie: Andrzej Krzysztof Szymański