Nasza księgarnia

Louis-Charles Desaix de Veygoux (1768-1800)

Opublikowano w Słynni dowódcy

Późnym popołudniem 14 czerwca 1800 roku sytuacja armii Bonapartego, była niemal tak krytyczna, jak kilkanaście lat później sytuacja wojsk Wellingtona pod Waterloo. Los bitwy, los armii, los Francji zależał tylko od jednego człowieka - generała Desaix'ego. Napoleon i jego żołnierze znajdujący się w pełnym odwrocie zadawali sobie tylko jedno pytanie. Czy generał Desaix zdąży z odsieczą? Desaix zdążył. Spojrzał na zegarek, potem na Napoleona i rzekł: "Ta bitwa przegrana, ale jest dopiero piąta, mamy czas, aby wygrać następną". To zdecydowało. Desaix ruszył na wroga na czele 9 pułku lekkiej piechoty a za nim podążyła reszta armii Bonapartego. Jedna z kul trafiła go w piersi. Rana okazała się śmiertelna. Śmierć generała nie powstrzymała ataku. Brawurowe uderzenie armii francuskiej doprowadziło do pełnego pogromu Austriaków, a Marengo stało się bitwą-symbolem. Symbolem stał się także sam Desaix.
Ludwik Desaix de Veygoux urodził się 17 sierpnia 1768 roku w zamku Saint-Hilaire d'Ayat w Owerni. Pochodził z rodu szlacheckiego, a jego rodowe nazwisko brzmiało des Aix. Uczył się w jednej z nowo założonych szkół wojskowych - w Effiat - wsparty stypendium, dostępnym dla synów ubogich szlachciców, lecz był chyba najgorszym słuchaczem swojego rocznika. Gdy w wieku piętnastu lat zakończył program swoich studiów w Effiat, złożył podanie o przyjęcie do akademii marynarki wojennej. Jego podanie zostało odrzucone, bez wątpienia z powodu słabych wyników w nauce, zatem wstąpił do Bretońskiego Pułku Piechoty (Regiment Bretagne-Infanterie) jako podporucznik. W chwili gdy sześć lat później wybuchła Rewolucja - nadal był porucznikiem. Jak wielu młodszych członków stanu szlacheckiego, ujrzał w Rewolucji szansę na osiągnięcie czegoś dzięki zasługom, a nie statusowi społecznemu i bardzo mu się to spodobało. Wraz z wybuchem wojny w 1792 roku i towarzyszącymi temu nieograniczonymi możliwościami awansu, Desaix w ciągu siedmiu miesięcy posunął się ku górze - od porucznika do generała brygady. W 1796 roku przez kilka miesięcy bronił fortecy Kehl. Wyróżnił się, służąc w armiach nad Renem, lecz po podpisaniu rozejmu w Leoben w kwietniu 1797 roku nie satysfakcjonowało go już dalsze pozostawanie pod rozkazami generała Moreau. Właśnie z okresu służby nad Renem datuje się przyjaźń zawiązana między Desaix, a późniejszym marszałkiem Luisem Davoutem.
W ciągu lata 1797 Desaix podróżował po Włoszech, aby z pierwszej ręki zapoznać się z przebiegiem zwycięskiej kampanii, która właśnie położyła kres działaniom wojennym, lecz na myśli mając coś jeszcze ważniejszego - spotkanie ze zwycięskim generałem Bonaparte. Przesłanki jego postępowania doskonale tłumaczą słowa: "Jestem przekonany, że Moreau nigdy nie dokona czegoś wielkiego i że pod jego dowództwem zawsze musimy odgrywać drugorzędną rolę, podczas gdy ten drugi [Bonaparte] jest przeznaczony do wzniesienia się na takie wyżyny sławy, osiągnięcia takiej chwały, że część jej musi wręcz spaść na jego pomocników." Nie ma żadnych wątpliwości, że Desaix z rozmysłem chciał spotkać, a następnie związać się z generałem Bonaparte. Niewątpliwie także to on pociągnął za sobą Davouta. Gdyby Desaix przeżył, bez wątpienia uplasowałby się wysoko między marszałkami Cesarstwa.
Niełatwo było poznać jaki naprawdę był Desaix. Miał on skłonności do ukrywania swoich myśli i nigdy nie zajmował wyraźnego stanowiska politycznego. Miał mało zrozumienia dla polityków, więc jego stosunki z kolejnymi rządami okresu Rewolucji bywały burzliwe. Ale zawsze potrafił z tego jakoś wybrnąć. W pierwszych latach wojny przeszkodę stanowiło jego szlacheckie pochodzenie. Jego bracia i kuzyni walczyli przeciwko Francji wśród émigrés, a matka i siostra były w więzieniu. Jego własna kariera nieomal zakończyła się w styczniu 1797, kiedy to rząd nakazał aresztować go, jako politycznie podejrzanego. Jedynie bagnety jego własnych oddziałów przeszkodziły komisarzom w wykonaniu otrzymanych rozkazów, ale w końcu Desaix zdołał przekonać Dyrektorów o swojej lojalności.
Desaix podczas swej włoskiej podróży nie tylko nawiązał znajomość z generałem Bonapartem, ale także zrobił na nim dość korzystne wrażenie. Jego sława poprzedzała go na drodze do Italii, gdzie Bonaparte zawsze szukał dobrych dowódców dywizji. Zdawać się mogło, że obydwaj uznali, iż potrzebują siebie nawzajem i prawie natychmiast zawiązała się między nimi przyjaźń. Nie może więc dziwić fakt, że gdy Bonaparte jakiś czas później organizował swą słynną wyprawę egipska, w pierwszej kolejności wziął pod uwagę właśnie generała Desaix. A ten z kolei, w marcu 1798 roku, przyprowadził na rue de la Victoire generała Davouta i po raz pierwszy przedstawił go Napoleonowi Bonaparte.
Przyjaźń, która rozwinęła się pomiędzy Davoutem a Ludwikiem Desaix, była jednym z najważniejszych związków, które wpłynęły na karierę przyszłego marszałka. Desaix nie tylko przedstawił go generałowi Bonaparte i zapewnił mu stanowisko w Armii Egiptu, ale odegrał także zasadniczą rolę w gorącym przyjęciu Davouta po ich wspólnym powrocie do Francji w roku 1800.
Powróćmy jednak do samej ekspedycji egipskiej. Desaix już podczas podróży do Egiptu zaznaczył swą obecność kierując atakiem na Maltę. A w samym Egipcie podczas bitwy pod Piramidami dowodzony przezeń czworobok sprawił krwawą łaźnię kawalerii mameluckiej. Do legendy przeszedł też wielomiesięczny pościg dywizji generała Desaix za wojskami Murad-beja. Kiedy pod Sedimanem Francuzi dopadli wreszcie armię mamelucką i kiedy na czworobok francuskiej piechoty wściekle uderzyła szarża kawalerii Desaix zakomenderował:
- Strzelać kiedy podejdą na dwadzieścia kroków!
- Na dziesięć kroków generale! - poprawili go żołnierze.
Dalszy ciąg bitwy pod Sedimanem do złudzenia przypominał już starcie koło piramid i podobnym rezultatem się zakończył. Murad-bej zdołał jednak ujść cało i wkrótce zmienił taktykę na partyzancką, co pociągnęło za sobą wielomiesięczny pościg wojsk Desaix'ego, pełen aktów szalonej determinacji i bezwzględności każdej ze stron. Ostatecznie Desaixowi udało się opanować sytuację dopiero wiosną 1799 roku, kiedy to jego armia dotarła do ruin Teb dokonując podboju całego Górnego Egiptu. Sam Desaix rządził nim tak umiejętnie, że miejscowa ludność nazwała go "sułtanem sprawiedliwym".
Dopiero po wyjeździe Bonapartego z Egiptu generałowie Desaix i Kléber doprowadzili do zawarcia ugody z Murad-bejem. Niedługo potem obaj pożegnali się z życiem.
Desaix opuścił w końcu Egipt początkiem marca 1800 roku. W drodze do Francji, przechwycony przez Anglików spędził miesiąc w kwarantannie. Zwolniony w końcu dotarł do Tulonu 5 maja 1800 roku. Wkrótce został poproszony o dołączenie do Armii Włoch. W przeddzień bitwy pod Marengo został wysłany z 2 dywizją pod Novi. Na odgłos kanonady artyleryjskiej wrócił jednak, by uchronić przed klęską armię Bonapartego. Sześć tysięcy ludzi, których przyprowadził Desaix zdecydowało o zwycięstwie, którego jemu nie dane było zobaczyć. Po bitwie Napoleon miał powiedzieć znamienne słowa: "Francja straciła jednego ze swoich najlepszych obrońców, a ja swojego najlepszego przyjaciela". Biografowie Napoleona twierdzą, że wówczas też po raz pierwszy widziano łzy na twarzy "boga wojny".
Najpiękniejsze słowa o Ludwiku Desaix wyrzekł jednak nie kto inny, a marszałek Berthier, na jego uroczystym pogrzebie w kilka lat później: "Spoczywa tu człowiek, którego Wschód sławił jako Sprawiedliwego, jego własny kraj jako Dzielnego, jego stulecie jako Mędrca, a którego Napoleon uczcił pomnikiem".
I tu może wypada przerwać opowieść o tym Dzielnym i Sprawiedliwym człowieku. Lecz czymże byłaby historia, gdyby nie wtrącić w nią nutki niepewności. Czyjaż to kula trafiła w pierś (hmm... a może w plecy) generała Desaix? Czy była to kula austriacka, czy też może francuska? I dlaczego, na Boga, Desaix i Kléber zginęli tego samego dnia i o tej samej godzinie?

Castiglione