Nasza księgarnia

Nicolas Savin (1768-1894)

Opublikowano w Słynni dowódcy

OSTATNI WETERAN WIELKIEJ ARMII


"Są takie rzeczy w niebie i na ziemi, o których się nie śniło filozofom." Reguła ta ma swoje zastosowanie również w historii. Niewiarygodne zdarzenia to słodycz tej nauki. Posłuchajcie zatem przedziwnej opowieści o żołnierzu Wielkiej Armii. Ostatnim. Źródła podają, że umarł w wieku 126 lat. Czy to prawda? Nie sposób ocenić, ale byli ludzie, którzy go spotkali.
Okres napoleoński to epoka wojen, lecz także wielkich zawirowań społecznych. Patrząc na nią z perspektywy 200 lat nie sposób nie dostrzec tych "małych historii" - historii o zwykłych ludziach, dzięki którym Europa mogła być świadkiem chwały. Warto więc spojrzeć na historię Jean-Baptista Nicolasa Savina, człowieka który był żywym dowodem na zmieniający się świat, na rzeczywistość XIX wieku. A wszystko zaczęło się, jak to często bywa, przez przypadek...



Nicolas Savin urodził się 17 kwietnia 1768 r. w Paryżu, jako syn żołnierza Gwardii Króla Ludwika XV. Uczył się u jezuitów w Tours. Z początkiem roku 1792 r., zgodnie z poleceniem ojca, wrócił do stolicy, gdzie ukrywał się przed rewolucyjnym terrorem u kolegi. Był świadkiem egzekucji króla i terroru, podczas którego zginął jego ojciec. W 1794 r. udało mu się opuścić Paryż, skąd udał się do Rouen, gdzie przebywał przez kolejne 4 lata. Słysząc o reformie przeprowadzanej przez generała Bonaparte postanowił poszukać swej szansy w wojsku. Zaciągnął się do 2 Pułku Huzarów, w którego szeregach walczył przez wszystkie najważniejsze kampanie Konsulatu i Cesarstwa. Młody żołnierz wyruszył na kampanię do Egiptu. Tak zaczęła się jego pierwsza przygoda u boku człowieka, o którym kiedyś powie: "powierzyłem [mu] najlepsze dni mego życia i [jego] pamięć jest dla mnie święta."
Jeszcze po prawie 100 latach będzie ze szczegółami pamiętał swą pierwszą wojnę...
Savin przebył zaszczytny szlak bojowy. Bił się pod Austerlitz i Jeną. Następnie walczył w Hiszpanii, gdzie po bitwie pod Saragossą otrzymał krzyż Legii Honorowej. Tam po raz pierwszy dostał się do niewoli, z której bohatersko uciekł. Towarzyszył Cesarzowi przy wjeździe do Berlina i był niedaleko gdy Napoleon składał wizytę przy grobie Fryderyka Wielkiego. Nadszedł rok 1812 i wyprawa do Rosji. Jego pułk został przydzielony do 3 Korpusu Marszałka Neya. Nicolas przebył cały szlak bojowy aż do Moskwy, a następnie sławny odwrót Wielkiej Armii. Pod Krasnoje zastrzelono pod nim konia, lecz dopiero przejście przez Berezynę ostatecznie oddzieliło go od towarzyszy broni. Został wzięty do niewoli przez kozaków atamana Płatowa. Wraz z jeńcami został odesłany najpierw do Jarosławia, a później do Saratowa, gdzie zarabiał na życie ucząc szermierki oficerów z miejscowego garnizonu. Później, z pomocą gubernatora A.D. Panczulidzewa, otrzymał posadę w pensjonacie dla szlachty w gimnazjum saratowskim. Przeszedł egzamin i otrzymał dyplom pozwalający mu uczyć języka francuskiego. Odtąd poświęcił się ćwiczeniu i wychowywaniu młodzieży szlacheckiej jako guwernant. Jego udana praca i szacunek jakim był otaczany znajdują potwierdzenie w opiniach, jakie wystawiały mu różne osoby z prowincji saratowskiej podczas długoletniej służby (1814-1874).W wieku 106 lat, postanowił odejść na emeryturę.
Historia Nicolasa Savina stała się głośna w 1893 r., kiedy to "zapomnianego weterana" spotkał Konstantyn Wojeński - reporter znaczącej gazety Nowoje Wremje. Opowieści o życiu Nicolasa ukazywały się przez ok. 3 lata na łamach znaczących rosyjskich pism, wzbudzając duże zainteresowanie opinii publicznej. Reportaże o wiekowym żołnierzu pojawiły się również w The London Daily News, New York Times i francuskim La Nature. Cała Europa ekscytowała się ewenementem wiekowości. Do starca dochodziły listy z najdalszych zakątków kontynentu. "Nikołaj Andrijewicz otrzymał wiele listów ze wszystkich zakątków Europy, nie tylko od rodaków, lecz także z Niemiec, Austrii, Szwecji i Anglii. Pośród nich był jeden od młodego niemieckiego nauczyciela, profesora Hotzhausena z Bonn, który napisał, że Savin był towarzyszem broni jego dziadka, który również walczył wraz z Wielką Armią w czasie wojen napoleońskich."
Paryski Le Figaro zorganizował nawet zbiórkę pieniędzy dla rodaka. Najdonioślejszym jednak wydarzeniem było przyznanie mu Medalu Św. Heleny - odznaczenia dla napoleońskich weteranów. Savina szczególnie wzruszył napis wyryty na odznaczeniu: "Napoleon I a ses compagnons de gloire Sa derniere pensee!" Został zatem nazwany "towarzyszem chwały" swego Wodza! "Ze łzami w oczach, głęboko poruszony Nikołaj Andrijewicz otrzymał medal z rąk Gubernatora Księcia Mezerskiego i pokazał go z wielkim entuzjazmem kolegom i ludziom, którzy przyszli mu pogratulować."
Ludzie zachwycali się jego długowiecznością, śląc listy do redaktora Wojeńskiego z pytaniami o jej sekret. Recepta była prosta: "Savin charakteryzował się umiarkowaniem w jedzeniu, piciu i stylu życia. Zawsze jadł najprostsze posiłki, szczególnie lubił herbatę, którą do swych ostatnich dni pił ochoczo. Wiosną i latem spędzał większość czasu na zewnątrz, pracując w ogrodzie, pozostawał na nogach do końca życia." Niezwykła była pamięć staruszka, który do końca swych dni ze szczegółami opowiadał o wydarzeniach sprzed 100 lat! Jeszcze w roku śmierci czytał i pisał bez używania okularów.
Nicolas Savin umarł we wtorek - 29 listopada 1894 r. Przed śmiercią zdążył przyjąć sakrament z rąk proboszcza hrabiego Chembec, w którego opinii dawał niezwykłe świadectwo wiary. Dożył 126 lat, 7 miesięcy i 12 dni. Pogrzeb opłaciło miasto Saratow, a francuska społeczność w Petersburgu wydała broszurę "Nicolas Savin, dernier veteran de la Grande Armee. Savie. Sa mort. (1768-1894)".

Bibliografia:

La Nature , 1894, nr 1101, str. 80, tłumacz. własne
Zobacz

The New York Times z 6.02 1895r., tłumacz. własne
Zobacz

Ruskaja Starina, 1896, vol. 86, nr 4, str. 109-114, tłumacz. własne

Baza danych odznaczonych Medalem Św. Heleny

--------------------------------------------------

Wspomnienia o ostatnim żołnierzu Wielkiej Armii.
Ruskaja Starina, 1896, vol. 86, nr 4, str. 109-114
Konstantyn Wojenski

Zaraz po publikacji mojego artykułu o weteranie Wielkiej Armii w Nowoje Wremja, zacząłem otrzymywać niezliczone ilości listów i próśb dotyczących publikacji jego fotografii oraz dostarczenia nowych wiadomości o jego osobie, sposobie życia i ostatnich chwilach tego długowiecznego człowieka. W związku z tym, publikuję tu zdjęcie N.A. Savin, zrobione gdy miał 120 lat i przekazane mi przez jego córkę - Ewkodię Nikołajewnę Savin. Postaram się także przekazać kilka szczegółów, których dowiedziałem się o Savinie w Saratowie oraz mych osobistych odczuć, które zrodziły się we mnie w ciągu dwóch lat znajomości z tym starym człowiekiem.
Przybyłem do Saratowa w początku 1893 r. i po krótkiej rozmowie z jednym z miejscowych starszych ludzi, dowiedziałem się, iż od 1812 r. mieszka tam stary Francuz, który przybył do Rosji wraz z Wielką Armią Napoleona, brał udział w wielu bitwach Pierwszego Cesarstwa i otrzymał Legię Honorową osobiście z rąk Cesarza Francuzów. Tak interesująca osobowość nie mogła mnie nie zainteresować, więc zechciałem ujrzeć tego niewiarygodnie starego człowieka, żyjącego świadka epoki napoleońskiej. Powiedziałem "ujrzeć", gdyż byłem przekonany, że rozmowa z osobą w tym wieku to rzecz niemożliwa i, że ujrzę stuletniego, delikatnego starca, który dawno już zapomniał swe dzieciństwo i wspomnienia. Czas pokazał jednakże, że się kompletnie myliłem.
Tego samego dnia poszedłem pod wskazany adres. Starzec mieszkał w pierwszej części miasta, na ulicy Groszewaja, w małym, drewnianym domku, którego drzwi były podpisane po rosyjsku: Porucznik Mikołaj Andrijewicz Savin. W malutkim domku, z trzema oknami na ulicę, z tego typu domostw, które do niedawna wypełniały nasze średniej wielkości miasta, sąsiadując z większymi, drewnianymi bądź murowanymi budynkami. Otworzyłem furtkę i znalazłem się w ogródku, gdzie ukazał mi się następujący widok: pośród miniaturowego klombu kwiatów, ogrodzonego płotem, siedział na ławce niski, wygięty w tył, stary człowiek. Miał na głowie czapkę, a ubrany był w staromodny, długi płaszcz z czerwoną wstęgą na klapie. Właśnie kończył podlewać kwiatki i, zajęty swą ulubioną czynnością, nie zauważył mego nadejścia. Zatrzymałem się i obserwowałem staruszka, na którego twarzy odbijały się promienie słoneczne. Patrząc na czerwoną wstęgę, wiedziałem, że znalazłem tego, którego szukałem: przede mną stał porucznik Wielkiej Armii, żyjący świadek półlegendarnej epoki napoleońskiej z jej krwawym, lecz niewiarygodnie jasnym poczuciem chwały i geniuszu militarnego. Patrząc z uwagą na pomarszczoną twarz tego staruszka, w jego zastygłe w czasie rysy, niechcący znalazłem analogię pomiędzy przeszłością a współczesnością, zostałem przeniesiony przez myśli do pamiętnej epoki Wojny i Pokoju, kiedy, 82 lata temu, ten dzisiejszy weteran, ale wtedy dziarski, młody oficer - zaatakował Rosję jako wróg. Teraz Rosja stała się jego drugą ojczyzną, którą kocha nie mniej niż Francję.
Przystąpiłem do starego człowieka i nazwawszy go po imieniu, przeprosiłem za niezapowiedzianą wizytę, która została spowodowana mym wielkim zdumieniem i pragnieniem spotkania go i rozmowy z żyjącym reprezentantem tamtej słynnej epoki, z osobą, która służyła pod rozkazami Największego Wodza. Przyjacielsko uścisnął mą dłoń i powiedział: Wspomniałeś o człowieku, któremu powierzyłem najlepsze dni mego życia i którego pamięć jest dla mnie święta. Bądź zatem mym drogim gościem i wejdź do mego domu.
Wewnątrz, spotkaliśmy córkę weterana, starą kobietę, której troskliwa ręka odbiła widzialny znak na tej domowej atmosferze skromnego mieszkanka. Na oknach stało sześć kwiatów, które starzec pokochał i oddał cały swój czas ogrodnictwu. Sześć lat przed swą śmiercią, w wieku 120 lat, wciąż potrafił czytać bez okularów i czasami oddawał się zajęciu, które było jego ulubionym w zamierzchłych czasach - rysowaniu. Jednakże w ostatnich latach jego wzrok znacząco się pogorszył i nawet trudno mu było podpisać się swą drżącą ręką.[2] Pokój Nikołaja Andrijicza (wolał by go nazywać po rosyjsku) był w malutkim, lecz reprezentującym najwyższy stopień wyjątkowości, rogu. Tam wszystko mówiło o przeszłości, tam żył swymi wspomnieniami o chwalebnej i majestatycznej przeszłości, o Cesarzu, który patrzył na niego z ram dużego, kolorowego portretu i z małej brązowej statuetki, która stała na stoliku w pobliżu okna. To była część kultu Napoleona, wyjątkowego, lecz dotykającego w swej istocie oraz objawiającego głębokie uczucia "aż po grób". Historia tego portretu jest warta wspomnienia: został namalowany przez Savina w 1837 r., ok. 25 lat po przybyciu do Rosji, i ku pamięci. Cechy Cesarza świetnie wryły się w pamięć starego weterana. Napoleon został ukazany stojąc, w tradycyjny płaszczu i bicornie, ze rękami schowanymi wewnątrz munduru. Stał nad brzegiem morza i patrzył w dal. Niedaleko od niego był kolejny portret ukazujący przystojnego oficera huzarów w mundurze napoleońskim - napis mówił, że był to sam Nikołaj Andrijewicz w mundurze 2 Pułku Huzarów w 1812 r.[3]. Studiując wszystkie elementy w tym pełnym we wspomnienia pokoju, zainteresowałem się szczególnie małym obrazem wewnątrz starej ramki, która wisiała w rogu. Przedstawiał on epizod z kampanii egipskiej Napoleona i charakteryzował się ostrością osób w otoczeniu Bonapartego. Głównodowodzący oraz jego sztab zostali przedstawieni siedząc na wielbłądach, a w tle można było ujrzeć piramidy i Sfinksa, u których podnóża biwakowali żołnierze. Kiedy powiedziałem, że jestem szczególnie zainteresowany tym obrazkiem, starzec zaczął nagle wymieniać wszystkich generałów w otoczeniu Napoleona z charakterystycznymi cechami. Ledwo już widzę ten obraz - powiedział Nikołaj Andrijewicz - Lecz pamiętam wszystkich, którzy są tam ukazani... To była moja pierwsza kampania z Cesarzem...Tam na prawo jest Berthier, obok Lannes, przyszły Duc de Montbello, u którego boku służyłem pod Saragossą w 1809 r.
Słuchałem z uwagą tego starca, zachwycony jego niezwykłą pamięcią jak na taki wiek... I odkryłem, że ma 126 lat. Urodził się w kwietniu 1768 r., a w wieku 30 lat brał udział w kampanii egipskiej. W czasie Wojny Ojczyźnianej miał już zatem 43 lata. Ta niewiarygodna pamięć towarzyszyła mu do ostatnich chwil życia. Jego wiekowa córka powiedziała mi, iż wiele razy kiedy zapominała nazwisk ludzi, którzy byli już dawno martwi, mogła zapytać ojca, który zawsze pamiętał ich imiona i często, gdzie mieszkali.
Od tamtego czasu wielokrotnie odwiedzałem Nikołaja Andrijewicza i wiele się dowiedziałem o jego Odysei, która była zarówno ciekawa, jak i tragiczna. Główne wydarzenia jego kariery wojskowej przelatywały mu przed oczyma: Egipt, Saragossa, więzienie hiszpańskiej inkwizycji, kampania 1812 r. i przejście przez Berezynę. Starzec żywo opowiedział mi historię o latach krwawego terroru w Paryżu, kiedy jego ojciec zginął broniąc Tuileries.
Interesujące historie Nikołaja Andrijewicza, niestety we fragmentach, ukazywały się w Nowoje Wremja i pomogły przedstawić Savina czytelnikom w Rosji oraz poza nią. Artykuły o nim pojawiły się w wielu francuskich gazetach, a paryski Le Figaro pomógł zebrać specjalne fundusze dla Savina. Nikołaj Andrijewicz otrzymał wiele listów ze wszystkich zakątków Europy, nie tylko od rodaków, lecz także z Niemiec, Austrii, Szwecji i Anglii. Pośród nich był jeden od młodego niemieckiego nauczyciela, profesora Hotzhausena z Bonn, który napisał, że Savin był towarzyszem broni jego dziadka, który również walczył wraz z Wielką Armią w czasie wojen napoleońskich. Lecz najdonioślejszym wydarzeniem było przesłanie przez francuski rząd Medalu Św. Heleny, który nadawał Savinowi tytuł "compagnon de gloire" (towarzysza chwały - przyp. BK) Jego Cesarza oraz oficjalnie potwierdzał jego tożsamość i zasługi wojskowe. Medal przybył z certyfikatem, podpisanym przez Ministra Wojny Merciera: Kanclerz Narodowego Orderu Legii Honorowej potwierdza, że w/w Medal Św. Heleny zostaje przyznany Jean-Baptiste Nicolas Savin, byłemu porucznikowi 2 Pułku Huzarów, który służył w armii francuskiej w latach 1797-1812.
Ze łzami w oczach, głęboko poruszony Nikołaj Andrijewicz otrzymał medal z rąk Gubernatora Księcia Mezerskiego i pokazał go z wielkim entuzjazmem kolegom i ludziom, którzy przyszli mu pogratulować. To interesujące i rzadkie odznaczenie składa się z medalu z ciemnego brązu (na zielonej wstędze), na którego przedzie wybity jest profil Napoleona I z napisem wokół: Napoleon I a ses compagnons de gloire Sa derniere pensee! . Na drugiej stronie - orzeł cesarski i napis: Saint-Helene, 5 maj 1821 r. (dzień śmierci Napoleona).[4]
Nikołaj Andrijewicz żył w guberni saratowskiej, bez opuszczania jej, przez 82 lata. Pojmany przez Kozaków Płatowa podczas przechodzenia przez Berezynę, został odesłany wraz z jeńcami, najpierw do Jarosławia, a później do Saratowa, gdzie zarabiał na życie ucząc oficerów z garnizonu szermierki. Później, z pomocą gubernatora Saratowa A. D. Panczulidzewa, Savin otrzymał posadę w pensjonacie dla szlachty w gimnazjum saratowskim. Przeszedł egzamin i otrzymał dyplom pozwalający mu uczyć języka francuskiego. Odtąd poświęcił się ćwiczeniu i wychowywaniu młodzieży jako guwernant dzieci z tamtejszej szlachty i wyuczył ich trzy pokolenia. Jego udana praca i szacunek jakim był otaczany zostały oddane w opiniach, jakie wystawiały mu różne osoby prowincji saratowskiej podczas jego długiej służby w latach 1814-1874. W tym roku, po osiągnięciu wieku 106 lat, postanowił odejść na emeryturę.
Lata odbiły się na jego barkach, a trudne obowiązki nauczyciela stały się zbyt ciężkie dla starego człowieka. Używając środków, które zgromadził przez 60 lat kariery pedagogicznej, odszedł do tego domku, w którym mieszkała jego córka i gdzie spędził ostatnie 20 lat swego życia. Jego ruchliwość i radość życia opuściły go dopiero ostatnio. Jeszcze kilka lat temu, mieszkańcy Saratowa mogli ujrzeć niepozorną postać starca podążającą każdego ranka na targ z koszykiem lub idącą w niedzielę w stronę kościoła katolickiego, w odświętnym płaszczu ze wstęgą Legii Honorowej. Sądząc ze słów Nikołaja Andrijewicza i lokalnych opowieści starszych ludzi, zawsze charakteryzował się umiarkowaniem w jedzeniu, piciu i stylu życia. Zawsze jadł najprostsze posiłki, szczególnie lubił herbatę, którą do swych ostatnich dni pił ochoczo. Wiosną i w letem spędzał większość czasu na zewnątrz, pracując w ogrodzie, pozostawał na nogach do końca życia.
Śmierć nadeszła cicho, bez cierpienia. Po trwającej kilka dni chorobie, poczuł się szczególnie słabo we wtorek - 29 listopada 1894 r. i, po zaproszeniu miejscowego księdza, otrzymał sakramenty. Ksiądz katolicki, hrabia Chembec, który był przy nim do ostatnich chwil, dał świadectwo jego głębokiej wiary. Kilka godzin po wyjściu księdza, starzec umarł. Miał 126 lat, 7 miesięcy i 12 dni. Zaraz po pogrzebie[5], który został opłacony przez miasto Saratow, francuska społeczność[6] w Petersburgu, w celu uhonorowania swego najstarszego członka, zaczęła zbierać pieniądze na jego pomnik, który obecnie jest budowany przez jego córkę na lokalnym cmentarzu katolickim, gdzie obecnie spoczywa "ostatni weteran Wielkiej Armii".

Przypisy:
(zachowana numeracja oryginalna)

[2] - W 1894 r., przed śmiercią, Savin po raz ostatni podpisał się w liście do redaktora Le Figaro i na liście do Ministra Edukacji Narodowej hrabiego Deljanowa. Jednym z ostatnich jego autografów był ten złożony na Histoire de Napoleon et de la Grande Armee hrabiego Segura, którą otrzymał od Savina autor artykułu.

[3] - Obecne badania dowodzą, że Savin był podoficerem w 24 Pułku Szaserów.

[4] - (przyp. autora) Obecnie czasie tylko 4 weteranów ma Medal Św. Heleny: J. Sabatier (w służbie od 1809 r.) lat 104, Victor Bailot lat 103, Pierre Rousset i Joseph Kose lat 102. Wszyscy emerytowani w niskich rangach.

[5] - Szczegóły z pogrzebu zostały opublikowane w lokalnej prasie i w Nowoje Wremja z 14 grudnia 1894 r.

[6] - W 1895 r. francuska społeczność opublikowała także broszurę w języku francuskim Nicolas Savin, dernier veteran de la Grande Armee. Savie. Sa mort. (1768-1894), Saint-Petersbourg, 1895

Bartłomiej N. Kot