Nasza księgarnia

Uwaga! Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Bitwa pod Pruską Iławą

Opublikowano w Mapy i plany bitew

Bennigsen w obliczu nowego oskrzydlenia przyspieszył odwrót i w ciągu trzech dni nieprzerwanego marszu odszedł z armią aż 85 kilometrów, stając w końcu o dzień marszu na południowy - wschód od Królewca pod Pruską Iławą. Tutaj stanął przed dylematem: ratować Królewiec (jak chciał tego car), czy też porzucić, i tak już przegranych, Prusaków i ratować armię przechodząc z nią na prawy brzeg Niemna, do Rosji. To jednak byłoby przyznanie się do porażki. Bennigsen musiał przyjąć bitwę. Dalej nie było już gdzie się cofać.
Napoleon starał się jak najszybciej doprowadzić do rozstrzygającej bitwy z Rosjanami. Nie udało się to pod Dwórznem, kiedy więc 7 lutego dopadł Bennigsena pod Pruską Iława, celowo dał spokój z skomplikowanymi manewrami oskrzydlającymi i w obawie, że Rosjanie ponownie uchylą się od bitwy, uderzył na nich z marszu. Tak doszło do dwudniowej bitwy, która była jedną z najkrwawszych bitew owego czasu. Zaciętością i poniesionymi stratami przewyższała ona poprzednie bitwy stoczone przez Napoleona. Ponownie jednak jej szala nie miała się przechylić na żadną ze stron. Ale nie ubiegajmy faktów.
Manewr cesarza był bardzo ryzykowny. Bennigsen dysponował 74,5-tysięczną armią z blisko 500 armatami. Dodatkowo 8,5-tysięczny korpus pruski gen. Lestocqa stał w tym czasie w okolicach Królewca i mógł przybyć na pole bitwy następnego dnia. Tymczasem Napoleon dysponował słabszą, bo tylko 55-tysięczną armią z blisko 200 armatami. Oczywista dysproporcja sił nie niepokoiła szczególnie cesarza. Dopiero gdy uświadomił sobie fakt 2,5-krotnej przewagi rosyjskiej w artylerii poczuł prawdziwą niepewność. Jak się miało okazać, całkiem słusznie. W dodatku uderzenie z marszu nie pozwalało Francuzom na przeprowadzenie stosownej koncentracji sił, co odbiło się niekorzystnie w drugim dniu bitwy, kiedy Napoleon znajdzie się u progu porażki.


7 lutego o godz. 14. doszło do pierwszej próby sił. Korpusy Soulta i Murata uderzyły na miasto i po ośmiu godzinach ciężkich walk odrzuciły Rosjan. Jednak do decydującej bitwy miało dojść dopiero następnego dnia. 8 lutego Bennigsen okopał armię na wschód od Pruskiej Iławy, ale tylko centrum frontu było solidnie umocnione. Oba skrzydła natomiast "wisiały w powietrzu" i wręcz zapraszały Napoleona do ich obejścia. Główną linię obrony tworzyły stojące od prawego skrzydła na lewe - dywizje gen. Nikołaja Tuczkowa, Iwana Essena, Fabiana Osten - Sackena i Aleksandra Ostermana - Tołstoja oraz gigantyczna bateria aż 170 armat. Konnica korpusu księcia Dmitrija Golicyna stała odwodem na tyłach i obu skrzydłach i rozporządzała 70 armatami artylerii konnej. Za pierwszą linią obrony stały dwie dywizje odwodowe - gen. Dmitrija Dochturowa i Aleksandra Kamieńskiego. Na skrajnym prawym skrzydle, pod wioską Schloditten, stał korpus gen. Markowa, natomiast na skrajnym lewym skrzydle usytuowano, poturbowane pod Pułtuskiem, korpusy gen. Karla Baggowuta i Michaiła Barclay'a de Tolly.
Armię Napoleona, wyczerpaną forsownymi marszami po błotnistych drogach, tworzyły: na prawym skrzydle 3. korpus marsz. Louisa Davouta (15 tys. piechoty i konnicy), w centrum 7. korpus marsz. Pierre Augereau (7,5 tys.), na lewym skrzydle 4. korpus marsz. Nicolasa Soulta (16,5 tys.), zaś w odwodzie, w centrum frontu, stał korpus Murata (10 tys. konnicy) i gwardia cesarska (6 tys.). Ponieważ korpus Davouta stacjonował aż 18 kilometrów na południe od pola bitwy, mógł przybyć dopiero z 2,5-godzinnym opóźnieniem. Dodatkowo 10-tysięczny 6. korpus marsz. Michela Neya nadal uganiał się za korpusem Lestocqa w okolicach Królewca, i mógł pojawić się na scenie dopiero o godz. 19, a więc nie mógł odegrać żadnej roli w nadchodzącej batalii. Ten brak pełnej koncentracji armii mógł Napoleona drogo kosztować.
Będąc świadomym liczebnej przewagi Rosjan, Napoleon skupił siły główne w miasteczku i jego najbliższym sąsiedztwie, trzymając na tyłach pod przysłowiową "parą" silne odwody, niezbędne do wymierzenia Bennigsenowi decydującego ciosu. Natychmiast po przybyciu do Pruskiej Iławy posłał kurierów po Davouta i Neya.
Bitwa rozpoczęła się 8 lutego już o godz. 7.30 potężnym przygotowaniem rosyjskiej artylerii. Bennigsen skoncentrował nawałę ognia i stali na miasteczku, które stanęło w płomieniach. Piechota Soulta i Augereau oraz gwardia cesarska stojące w centrum rosyjskiego piekła, poczęły spływać krwią, jednak czworoboki grenadierów stały niewzruszenie na miejscu. Sam Napoleon trwał na cmentarzu iławskim pod morderczym ogniem kartaczowym carskich baterii. Cesarz uważał, że generał nie powinien narażać się bez potrzeby. Ale tutaj, pod Pruską Iławą - jak kiedyś pod Lodi i Arcole - taka potrzeba była. Tylko, że w czasie bitew włoskich, Bonaparte rzucił się pod grad austriackiego ognia, by rozbudzić entuzjazm w zdziesiątkowanych szeregach, tutaj zaś przykład jego miał podtrzymać grenadierów do stania godzinami pod rosyjskim ogniem i nie ustąpić na kroku w tył.
Około godz. 10 na prawe skrzydło nadciągnął korpus Davouta, który z marszu uderzył na lewe skrzydło rosyjskie, w korpus Baggowuta, odrzucając go od wioski Serpallen i zmuszając Bennigsena do uruchomienia sporej części cennych odwodów - korpusu Golicyna i Ostermana - Tołstoja. Manewr Davouta doprowadził jednocześnie do wygięcia lewego skrzydła rosyjskiego frontem na południe. Równocześnie na prawym skrzydle dywizja Tuczkowa podjęła próbę obejścia linii francuskich od północy, ale jej natarcie zostało odrzucone przez dywizję Levala z korpusu Soulta. W międzyczasie korpus Essena uderzył w lewe skrzydło Napoleona, jednak czworoboki dywizji Levala, powitały rosyjską piechotę taką lawiną ognia karabinowego, że ta czym prędzej oddała pole.
O godz. 10.30 Napoleon uznał, że nadszedł czas na wymierzenie Bennigsenowi rozstrzygającego ciosu. Na jego polecenie korpus Augereau (dywizja Desjardinsa na lewym skrzydle i dywizja Heudeleta na prawym) rozwinął się na południe od miasta, w pobliżu cmentarza iławskiego, i zwarte kolumny piechoty ruszyły na lewe skrzydło rosyjskie. Sam marszałek, cierpiący na reumatyzm, "niemal tracący przytomność umysłu", rozkazał przywiązać się do konia, by nie zawieść cesarza. W tym samym czasie gen. Alexandre Senarmont, d-ca artylerii w korpusie Augereau, skoncentrował podległą mu artylerię w potężną baterię, z którą wysforował się 400 metrów przed pierwszą linię francuską. Następnie morderczy ogień kartaczowy spadł na korpus Ostermana - Tołstoja, wyrywając w nim krwawe luki.
W tym momencie rozpętała się burza śnieżna, a dmiąca od wschodu wichura sypała śniegiem i gradem prosto w oczy maszerującej piechoty francuskiej. I stało. W tej nieprzeniknionej białej kurzawie korpus Augereau zboczył niebezpiecznie w lewo i zamiast uderzyć w lewe skrzydło Rosjan, kolumny francuskie przedefilowały przed ich centrum, nadziewając się na potężny ogień 100 armat Dochturowa bijących z prawego boku do bezbronnych czworoboków Augereau. Za chwilę też z drugiej strony plunęło ogniem kolejnych 100 armat Tuczkowa. To już nie była bitwa. To była egzekucja. Francuzi nie mieli żadnych szans na jakikolwiek manewr. Odległość nie przekraczała 100 kroków! Tego nikt nie mógł wytrzymać. To nie był jeszcze koniec tej masakry. Bennigsen rzucił następnie do generalnej szarży konnicę Golicyna, której nawałnica ostatecznie odrzuciła skrwawiony korpus Augereau z powrotem. To była klęska. Rosyjskie kartacze rozszarpały ponad 1 tysiąc francuskich żołnierzy, a blisko 4 tysiące zostało ciężko rannych. Korpus przestał istnieć. Centrum francuskie przestało istnieć. I to w ciągu 15 minut.
Był to najbardziej krytyczny moment całej bitwy. Na południe od Pruskiej Iławy powstała szeroka luka w liniach francuskich. W dodatku korpus Davouta i dywizja Saint - Hilaire'a z korpusu Soulta trzymając się resztkami sił pod Serpallen, straciły styczność z siłami głównymi. Bennigsen natychmiast skorzystał z nadarzającej się okazji i pchnął korpus Golicyna przez lukę w linii frontu. Rosyjska konnica przebiła się na tyły dywizji Saint - Hilaire'a, która znalazła się w opałach. W tym momencie Napoleon rzucił do desperackiego uderzenia cały korpus Murata. Kolejno rozpędzały się dywizje - dragonów Grouchy'ego, kirasjerów Hautpoula i dragonów Milahauda. Potężny walec francuskiej konnicy od razu obalił pierwszą linię rosyjską, zaś drugą odrzucił do tyłu. Rosjanie szybko podciągnęli artylerię i ogniem kartaczowym poczęli hamować rozpędzone szwadrony Murata. W tej sytuacji na rozkaz Napoleona poderwało się 6 szwadronów grenadierów konnych gwardii cesarskiej prowadzonych przez pułkownika Louisa Lepica, a tuż za nim sunął regiment strzelców konnych gwardii cesarskiej z gen. Dahlmannem na czele. Uderzenie to ostatecznie odrzuciło Rosjan, tratując i rozrywając ich linie, zaś Murat mógł na nowo skoncentrować korpus na tyłach frontu. To zmasowane natarcie francuskiej konnicy przeszło do legendy jako "szarża 80 szwadronów", choć w rzeczywistości uczestniczyło w niej tylko 52 szwadrony.
Nie był to jednak koniec kryzysu. Kiedy konnica Murata biła korpus Golicyna, 4-tysięczna dywizja grenadierów z korpusu gwardii carskiej gen. Andrieja Kołogriwowa uderzyła bezpośrednio na miasto, przebijając się przez burzę śnieżną i resztki korpusu Augereau niemal do cmentarza, gdzie kwaterował Napoleon ze sztabem. Cesarz natychmiast rzucił przeciwko podchodzącym Rosjanom doborowy batalion grenadierów gwardyjskich, który prowadzony przez gen. Jean - Marie Dorsenne'a uderzyła z marszu na bagnety. Gwardia przeciwko gwardii. Jednocześnie służbowy szwadron strzelców konnych gwardii cesarskiej uderzył na Rosjan z boku, zaś dwa regimenty strzelców konnych z dywizji Lasalle'a od tyłu. Wzięta w potężne kleszcze dywizja rosyjska została wybita do nogi w ciągu 30 minut. Niestety, Napoleon nie dysponował już żadnymi odwodami, które mógłby rzucić w osłabione centrum Bennigsena i pogrążyć go ostatecznie.
Tymczasem w tarapatach znalazł się odosobniony korpus Davouta. Zdziesiątkowana dywizja Saint - Hilaire'a mogła co prawda przegrupować się na nowo na tyłach, ale jej odwrót odsłoniłby sąsiednią dywizję Moranda. Na szczęście gen. Dominique Klein, który brał u boku Murata udział w "szarży 80 szwadronów", dostrzegł całą sytuację i skierował Morandowi z pomocą część podległej mu dywizji dragonów. Uderzenie francuskiej jazdy ciężkiej pozwoliło utrzymać front. W chwilę potem przybył sam Davout, który osobiście uporządkował szeregi dywizji Moranda oraz przyjął pod swoje skrzydła podrzuconą mu przez Murata dywizję dragonów Milhauda. Następnie marszałek uderzył całością sił w lewe skrzydło Rosjan, spychając je do tyłu.
O godz. 16 nastąpił kolejny kryzys. Na polu bitwy pojawił się 8,5-tysięczny korpus pruski gen. Lestocqa, któremu udało się chwilowo wymanewrować ścigającego do Neya. Ten błąd marszałka mógł drogo kosztować. Na szczęście Lestocq także popełnił błąd. Gdyby korpus pruski natychmiast, z marszu, uderzył w lewe skrzydło Napoleona, w korpus Soulta, prawdopodobnie przechyliłby szalę bitwy na stronę Bennigsena. Ten jednak rozkazał przegrupować korpus Lestocqa na swoje lewe skrzydło przeciwko korpusowi Davouta, który ponownie poderwał się do natarcia. Na szczęście o godz. 19 nadeszły forpoczty korpusu Neya, które brawurowym uderzeniem na bagnety odrzuciło korpus Markowa z wioski Schloditten. W tym samym czasie piechota Davouta przebiła się do wioski Auklappen, gdzie jeszcze niedawni stał korpus Dochturowa. To ostatecznie skłoniło Bennigsena do przerwania bitwy i odwrotu, obawiał się bowiem rysującego się już okrążenia. Zdziesiątkowana, ale nie pobita armia rosyjska ustąpiła spod Pruskiej Iławy jedyną wolną jeszcze drogą odwrotu między wioskami Schmoditten i Auklappen.
Bitwa pozostała nierozstrzygnięta, chociaż pole bitwy pozostało w rękach Napoleona. Ten jednak wiedział, że tego krwawego dnia nie udało mu się tak naprawdę pokonać Rosjan. Bitwa ta nie bez słuszności przeszła do historii jako "rzeź iławska". Straty poniesione przez obie strony były przerażające. Poległo lub zostało rannych ponad 20 tysięcy francuskich żołnierzy, a blisko 5 tysięcy dostało się do francuskiej niewoli. Praktycznie przestał istnieć korpus Augereau, który stracił prawie 70 procent stanu. Został on następnie rozformowany, a jego resztki wcielono do innych korpusów. Był to pierwszy przypadek tego typu od czasów Boulogne. Napoleon nie mógł być zadowolony. Poniósł ciężkie straty, sięgające 40 procent stanu armii. W dodatku, z uwagi na wyczerpanie korpusów i konieczność uzupełnienia braków w korpusie konnym Murata, nie miał co myśleć o nowej ofensywie, a nawet o bardziej energicznym pościgu za Bennigsenem, który ustąpił z armią tylko kilka kilometrów ku Królewcowi. To dobitnie świadczyło, jak bardzo armia napoleońska wykrwawiła się pod Pruską Iławą. Cesarz, ze względów propagandowych, rozkazał wieczorem 8 lutego - rzecz niebywała - że armia będzie kwaterowała na pobojowisku przez 8 kolejnych dni, pośród poległych i konających. Chciał w ten sposób zaprzeczyć stwierdzeniom, jakoby przegrał tę bitwę. Miało to jeden aspekt pozytywny. Francuzi mogli dużo troskliwej niż dotąd zająć się ratowaniem rannych żołnierzy.
Napoleon wiedział też, że armia rosyjska nie uległa rozproszeniu i nie utraciła sprawności bojowej. Nadal pozostawała niebezpieczną machiną wojenną. Straty Bennigsena były jeszcze cięższe. Przekroczyły grubo trzecią część stanu armii. Poległo lub zostało rannych ponad 27 tysięcy rosyjskich żołnierzy i około 3 tysięcy pruskich. Bennigsen uważał, że już sam fakt, iż nie został pokonany, może świadczyć o tym, że to on wygrał tę bitwę. Kiedy Napoleon odszedł w końcu spod Pruskiej Iławy, Rosjanie natychmiast wkroczyli do miasta, a następnie ruszyli dalej na południe, gdzie pod Lidzbarkiem Warmińskim utworzyli potężny kompleks warowny, gdzie armia miała przetrwać zimę.
Po masakrze iławskiej tak Francuzi, jak i Rosjanie byli tak wyczerpani, że trzeba było na ponad 3 miesiące zakopać topór wojenny i raz jeszcze postawić armie na kwaterach zimowych, w kompletnie spustoszonej Polsce i Prusach Wschodnich. A zima tego roku była bardzo surowa.