Nasza księgarnia

Uwaga! Polecamy! Odwiedzając sklepy internetowe pomagasz utrzymać nasz serwis!

Abukir

Opublikowano w Walki na morzu

1 sierpnia Nelson przybył pod Aleksandrię i... nie znalazł śladów francuskiej eskadry.
Rozczarowanie i przygnębienie objęło teraz wszystkich. Ale o godz. 14.45 liniowiec "Zealous", wróciwszy z rekonesansu, doniósł Nelsonowi o obecności floty francuskiej w zatoce Abukir. Zapanowała szalona radość i admirał natychmiast obrócił tam swą eskadrę; zjadłszy posiłek, powiedział do obecnych:
- Rano o tym czasie będę miał miejsce albo w izbie wyższej, albo w katedrze westminsterskiej. Dysponował w tej chwili 13 liniowcami ("Culloden" holował Epryz), jednym brygiem i jedną fregatą - 1012 działami i 8068 marynarzami - przy czym 2 liniowce wysłane na rekonesans ("Alexandre", "Swiftsure") dołączyć miały później.
Przybywszy pod Abukir, Nelson zlustrował szybko szyk przeciwnika i doszedł do wniosku, iż najsłabszym punktem jest czoło, najsilniejszym zaś centrum. Postanowił więc pójść na zbliżenie w szyku torowym, po czym częścią sił przejść przed dziobem czołowego okrętu francuskiego na wewnętrzną stronę szyku, atakując dwuskrzydłowe. Każdy z jego okrętów miał przy tym ostrzelać czołowy okręt francuski, a następnie związać walką całą awangardę, wybierając przeciwnika zgodnie ze swym miejscem w szyku i rzucając kotwicę od rufy. Tym sposobem w pierwszej fazie walki cała eskadra angielska walczyć będzie tylko z częścią francuskiej, której reszta - w obawie przed rozerwaniem szyku - nie będzie chciała prawdopodobnie wesprzeć. Nie będzie już zresztą mieć czasu na zmianę ugrupowania.
Mimo późnej pory Nelson zdecydował się przystąpić do walki jeszcze tego dnia. O godz. 17.30 zarządził formowanie szyku z 11 obecnych liniowców.
Brueys d'Aigalliers, powiadomiony jeszcze o godz. 14.00 o pojawieniu się Anglików, wydał godzinę potem rozkaz przygotowania się do walki, a podwładnym admirałom przekazał stosowne rozkazy (decyzja walki na kotwicy), po czym udał się na pokład rufowy, skąd obserwował przeciwnika. Polecił też poprzesuwać zbędne pakunki i skrzynie na lewe burty okrętów. Decyzję tę, a także niedostateczne przygotowanie do walki luków artyleryjskich po tej stronie burt, miał przypłacić klęską. Na domiar złego doszedł do wniosku, że tego dnia już do bitwy nie dojdzie i będzie miał dość czasu na osiągnięcie pełnej gotowości bojowej.
Po godz. 18 Nelson przystąpił do realizacji swego zamiaru. Wydał jeszcze przedtem rozkaz, aby każdy okręt na głównym maszcie umieścił po cztery światła rozpoznawcze.
O godz. 18.15 Brueys dał rozkaz do otwarcia ognia. Dla Anglików przebycie dystansu dzielącego ich od Francuzów, stanowiło teraz najtrudniejszy etap - ostrzeliwani, sami z konieczności "milczeli", płynąc w szyku torowym, który otwierał "Zealous" kpt. Hooda. Wkrótce wyprzedził go "Goliath" kpt. Foleya, który o godz. 19.00 jako pierwszy przeszedł przed dziobem czołowego liniowca francuskiego "Geurier" kpt. Trulleta Starszego, ostrzeliwując go zmasowanym ogniem burtowym i wciskając się jednocześnie między brzeg a francuską linię. Rzucona kotwica nie utrzymała go jednak na zamierzonej pozycji i przesunął się dalej - do "Conqueranta", z którym podjął jednostronny pojedynek artyleryjski. "Conquerant" bowiem, jak wszystkie okręty francuskie, nie dysponował z tej strony burty żadnym czynnym działem. Brak przezorności Brueysa i niedocenienie przeciwnika miało się teraz w pełni zemścić. Dopiero po jakimś czasie udało się Francuzom uruchomić po kilka dział, ale nie miało to większego znaczenia. Do tego czasu mogli oni odpowiadać jedynie ogniem muszkietów.
"Geurier", pominięty na wstępie przez "Goliatha", został teraz wzięty pod ogień "Zealousa", który również przeszedł na wewnętrzną. Po tym podwójnym ostrzale "Geurier" stracił wszystkie maszty i o godz. 20.30 spuścił banderę.
Na wewnętrzną jako kolejny wszedł "Orion", biorąc na cel piątego w szyku francuskim "Peuple du Souyerain" i ostrzeliwując również "Franklina". Po tej stronie burt Anglicy mieli bezwzględną przewagę i wykorzystywali ją bezpardonowo. Stawała się ona coraz bardziej odczuwalna.
Nieco odmienny przebieg miała walka po prawej burcie Francuzów. Tutaj salwy eskadry Brueysa siały śmierć i zniszczenie. Pierwsze pociski, które trafiły szósty w szyku - flagowy "Vanguard" -powaliły na nim 35 ludzi. W czasie całej bitwy kule trafiły w to miejsce jeszcze dwukrotnie, kładąc łącznie prawie 100 ludzi.
Ranny został też i Nelson - odłamek żelaza trafił go w czoło; zmusiło go to do opuszczenia pokładu. Nie pozwolił jednak opatrzyć się w pierwszej kolejności, nakazując chirurgowi zadbać o tych wszystkich, którzy znaleźli się tu przed nim.
"Vanguard", przebywszy strefę ognia, zbliżył się do "Spartiate", z którym prowadził heroiczną walkę aż do godz. 23.00, kiedy ten wreszcie skapitulował. Stojący za nim "L'Aquilon" starł się z "Minotaurem", który wyminął "Vanguarda". "L'Aquilon" skapitulował już o godz. 20.30, po śmierci kpt. Tevenarda.
"Defiance" - kolejny w angielskim szyku - podszedł do "Peuple du Souverain", ostrzeliwanego już od wewnętrznej przez "Oriona". Wkrótce dołączył tu jeszcze "Goliath". W tym potrójnym ogniu "Peuple du Souverain" nie miał żadnych szans. Wyszedł w końcu z szyku i o godz. 23.00 przerwał ogień, a o godz. 3.00 nad ranem, 2 sierpnia, poddał się "Orionowi".
O godz. 21.00 zakończył walkę "Conquerant", zmasakrowany ogniem pięciu kolejnych okrętów angielskich, a stale ostrzeliwany przez dwa. Kiedy zaś dołączył jeszcze "Audacius" - spuścił banderę.
Tymczasem na plac boju nadciągały "Alexandre" i "Swiftsure", wysłane jeszcze za dnia (z braku fregat) na rekonesans. Idąc po zawietrznej, płynęły bardzo blisko mielizn, na których o godz. 19.00 utknął "Culloden" kpt. Troubridge'a. Próby ściągnięcia go z mielizny przez "Leandera" i bryg "Mutine" nie dały rezultatów (okręt został uwolniony dopiero o godz. 2.00). Jego dowódca wściekał się, że nie weźmie udziału w bitwie.
Pech ten jednak przysłużył się dwóm nadciągającym właśnie liniowcom. "Culloden" stanowił bowiem teraz swoisty punkt orientacyjny. Kapitan, widząc, co zagraża im na trasie, uprzedził je w porę światłami. "Alexandre" i "Swiftsure", odbiwszy więc nieco w lewo, weszły wreszcie o godz. 20.00 do bitwy - głównie przeciw "L'Orient".
Francuski flagowiec miał na wstępie za przeciwnika dziewiąty z kolei w szyku angielskim "Bellerophon". Górując nad nim zdecydowanie (120 dział wobec 74), zmasakrował go swym ogniem, położył prawie 200 ludzi (w tym dowódcę okrętu kpt. Darby'ego) i zniósł wszystkie maszty. Aby uratować okręt przed zatonięciem, przecięto liny kotwiczne, dzięki czemu zdryfował on poza zasięg ognia "L'Orient".
Ten ostatni krótko po godz. 20.00 został wzięty w zmasowany ogień. Podszedł do niego "Swiftsure", ostrzeliwując flagowca oraz rufę "Franklina". Od bakburty zaszedł go "Alexandre". Niebawem dołączyły jeszcze "Leander" i "Defiance".
Wiceadm. Brueys już o godz. 19.00 został ranny - w rękę i głowę. Pół godziny później dostał postrzał w biodro i stracił nogę. Mimo to nie opuszczał swego stanowiska rozkazując:
- Zostawcie mnie tu, w środku bitwy. To najlepsze miejsce na żeglarską śmierć.
Ugodzony po raz czwarty i niemal przecięty na pół - skonał.
O godz. 21.00 na "L'Orient" wybuchł pożar. "Pompa była uszkodzona. Siekiery ukryte pod szczątkami takielunku. Wiadra trzymane zazwyczaj w pogotowiu - na forkasztelu [...]. Po szaleńczych ale bezskutecznych wysiłkach opuściliśmy pokład średni, cały pokryty płonącymi trupami i ogniem..." (Lachanede).
Francuzi próbowali jeszcze zalać wodą magazyn prochowy, ale akcja nie powiodła się. Zaczęto więc opuszczać okręt. Ogień, szybko rozprzestrzeniając się, sięgnął prochowni, powodując o godz. 22.00 straszliwą detonację, która rozerwała okręt na strzępy. Anglicy, widząc co się dzieje, oddalili się od "L'Orient", nie przerywając ostrzału i przygotowując się na swych pokładach do tłumienia płonących żagwi, które mogłyby spaść na ich pokłady z chwilą detonacji.
Wraz z okrętem na dno poszło 12 postaci apostołów odlanych w brązie, 600 tyś. funtów szterlingów, 3 tony wyrobów srebrnych oraz drzwi zabrane z katedry w La Valetcie. Z prawie 1000-osobowej załogi ocalało ledwie 60 ludzi, w tym ranny kpt. Ganteaume (7 listopada 1798 r. Bonaparte mianował go kontradmirałem).
Heroicznie walczył też "Franklin" z kontradm. Chayla na pokładzie. O godz. 20.00 został ranny admirał, w pół godziny po nim dowódca okrętu - kpt. Gillet. Mimo to, mając przeciw sobie aż trzech przeciwników ("Leander", "Defiance", "Swiftsure"), bronił się do godz. 23.30.
"Tonnant", stojący w szyku za "L'Orient", stawiał nie mniej zaciekły opór, mając za przeciwnika "Bellerophon", a po nim "Alexandre" i "Swiftsure". Jego dowódca - kpt. Dupetit Thouars - stracił ramię i nogę, ale nie opuszczał stanowiska. Uszkodzony okręt, z 360 zabitymi i rannymi, dryfował ku brzegowi, gdzie utknął o godz. 3.30. Nie mając łodzi ratunkowych, by okręt opuścić i spalić, załoga musiała następnego dnia (3 sierpnia) oddać się do niewoli.
Bezpośredni bój nie ominął też dwóch ostatnich liniowców francuskiego centrum. Dziewiąty z kolei w angielskim szyku - "Majestic" - ostrzelawszy i ominąwszy potem (o godz. 20.00) "Heureux", podszedł do "Mercure", który uszkodzony, zerwał się z kotwicy, zdryfował ku brzegowi i 3 sierpnia spuścił banderę.
Poprzedzający go "Heureux" wziął nieznaczny udział w boju i stracił jedynie 70 ludzi. 2 sierpnia o godz. 3.00 przerwał ogień i spłynął ku brzegowi, gdzie osiadł nieopodal "Mercure". Poddał się następnego dnia w obliczu trzech angielskich liniowców.
Z francuskiej ariergardy niewielki udział w boju miał tylko "Timoleon", który również 2 sierpnia osiadł na brzegu. Jego dowódca - kpt. Trullet Młodszy - zadbał jednak o to, by nie dostał się w ręce wroga i podpalił go (prawdę mówiąc okręt był w tak złym stanie technicznym, że nie nadawał się do wyprowadzenia z zatoki wraz z pozostałymi jednostkami straży tylnej).
Nocny bój wyczerpywał jednakowo obie strony. Kanonierzy zasypiali przy działach, budzili się, oddawali salwę i znów zasypiali. Przez całą noc w różnych punktach pola bitwy wybuchała co chwila strzelanina. Nad ranem wszystko ucichło.
Z 13 francuskich liniowców na dno poszły dwa, dziewięć oddało się do niewoli. Spośród czterech fregat dwie zostały zatopione. "Serieuse", która przed bitwą musiała oddać 150 swoich ludzi na wzmocnienie załogi "Tonnanta", w czasie boju przeciwstawiła się "Orionowi", który zniszczył ją, zanim wystąpił przeciw "Peuple du Souverain". "Serieuse" osiadła do połowy w wodzie i 2 sierpnia o godz. 3.00 jej załoga poddała się.
"Arthemise" z kolei, która również musiała przekazać połowę swych ludzi na uzupełnienie stanu załóg liniowców, przybiła do brzegu i następnego dnia, opuszczona, została spalona. Pozostałe jednostki pomocnicze schroniły się pod osłonę fortu Abukir.
Z całej floty zdołały wymknąć się (2 sierpnia o godz. 10.00) dwa liniowce pod dowództwem wiceadm. P. Villeneuve'a ("Guillaume Tell", "Genereux") oraz dwie fregaty z kontradm. Decresem ("Dianę", "Justice"). Ogółem około 2000 ludzi.
Francuzi stracili w bitwie 5225 ludzi, w tej liczbie 1700 zabitych i utopionych, 1500 rannych i 2000 jeńców. Pośród zabitych znaleźli się m.in. wiceadm. Brueys d'Aigalliers, kapitanowie Peyret, Casablanca, Dupetit Thouars i Thevenard Młodszy. Anglicy przyznawali się do 250 zabitych (w tym kapitan "Majestica" Westcott) i 727 rannych. Wiele ich okrętów odniosło poważne uszkodzenia - w ich wyniku jeden z nich później zatonął.
Pisząc do lorda St. Vincent, Nelson raportował:
"Milordzie. Bóg wszechmogący pobłogosławić raczył orężowi Jego Królewskiej Mości i zezwolił odnieść wielkie zwycięstwo nad flotą nieprzyjacielską [...]. Nic nie mogło powstrzymać naszej eskadry [...]. Była nie do pokonania..."
Wypada teraz zapytać, jak to się stało, że cokolwiek słabsza flota angielska pobiła francuską na dogodnej pozycji, którą ta zajmowała. Odpowiedź w tym przypadku jest prosta. Metoda, którą przyjął Nelson, odwróciła te proporcje. Admirał bowiem oparł swój plan na pewnej pasywności ze strony przeciwnika, a zachodząc go z obu burt, chciał zaraz na wstępie boju wyeliminować część jego sił, i to zanim reszta przyszłaby z ewentualną pomocą. Ten zuchwały plan powiódł się całkowicie i tylko w pewnym stopniu zachwiany został przez wściekłą obronę Francuzów. Dla nich bitwa została przegrana w momencie kiedy się zaczęła. W pierwszej bowiem jej fazie 8 liniowców angielskich z 300 działami (licząc po jednej burcie) miało przeciw sobie tylko 6 francuskich z 200-240 działami, przy czym każdy z tych okrętów wzięty został w dwa, trzy ognie, nie mając przygotowanej do walki artylerii po lewej burcie, a sama szpica ostrzeliwana była kolejno przez wszystkie liniowce.
Nelson zachował swą przewagę do końca boju. Kiedy o godz. 20.30 miał już w walce wszystkie okręty (13 jednostek - 470 dział) występowało przeciw niemu już tylko osiem francuskich (do 350 dział). Pokrzyżować plany Nelsona i jeżeli nie wygrać bitwę, to przynajmniej zadać przeciwnikowi znaczące straty, mogło tylko złamanie rozkazu przez Villeneuve'a i włączenie się do bitwy tak, by trzema posiadanymi liniowcami stworzyć drugą linię (114 dział). Było to możliwe mimo przeciwnego wiatru. Villeneuve jednak nie zdobył się na to, przyczyniając się tym samym do rozmiarów klęski.
Uratowanie dwóch liniowców nie miało zaś dużego znaczenia - tym bardziej, że i tak obydwa wpadły później w ręce przeciwnika.
Na klęskę złożyły się też i inne przyczyny: słabsze wyszkolenie załóg, brak pełnej obsady (znaczna część marynarzy na lądzie), nie usunięcie na czas niepotrzebnego balastu z okresu transportowania wojsk lądowych i brak przezorności naczelnego dowódcy, adm. Brueysa, który nie spodziewał się, że nieprzyjaciel zdecyduje się na bitwę nocną w nieznanym akwenie.
W tym miejscu zadać należy jeszcze jedno zasadnicze pytanie: kto właściwie ponosi odpowiedzialność za tę klęskę? Ile w tym winy samego Bonapartego?
Z dokumentów wynika, że zainteresowanie flotą było u Bonapartego nie mniejsze od zainteresowania wojskami lądowymi. Flota stanowiła w końcu jedyny środek łączności z krajem i miała przecież przewieźć dalsze posiłki. Jeszcze 3 lipca w Aleksandrii Bonaparte polecił Brueysowi wejść do Starego Portu po wykonaniu sondowania. Rozmawiał z nim w tej sprawie, osobiście zapoznając go z najbliższymi zamiarami. W liście z 27 lipca z Kairu wyrażał mniemanie, że flota stoi bezpiecznie w Aleksandrii. W podobnym tonie pisał 30 lipca, wyrażając przy tym życzenie, by flota była przygotowana do drogi na Korfu.
Rzecz jednak w tym, iż żadne z wymienionych pism nie doszło do adresata, a listy wiezione z Kairu do Aleksandrii przez adiutanta głównodowodzącego nie dotarły do miejsca przeznaczenia, ponieważ Jullien został zabity po drodze. Zresztą nawet gdyby przybył, nie dotarłby do Aleksandrii wcześniej niż 5 sierpnia, a więc i tak po czasie.
Skąd zatem wzięła się decyzja zakotwiczenia eskadry w zatoce Abukir? Jak już wspomniałem wyżej, pomiary sondażowe wykazały, że okręty liniowe nie wejdą do portu, ponieważ jest on zbyt płytki. Popełniono błąd w obliczeniach, niewykluczone, że celowo - w obawie, że flota zostanie na dobre zablokowana w Aleksandrii. Z drugiej zaś strony potrzebne było uzasadnienie dla tej decyzji wobec Bonapartego, który nie znosił zmiany tego, co sam ustalił. Wybrano wówczas zatokę Abukir, która swymi walorami naturalnymi zapewniała względne bezpieczeństwo, umożliwiając jednocześnie dokonywanie wypadów na pełne morze. Tutaj właśnie Brueys zamierzał czekać dalszych dyspozycji, przygotowując okręty do dalszych działań. Nie zdążył ukończyć tych przygotowań, a zdawszy się całkowicie na rozkazy głównodowodzącego, przyczynił się walnie do własnej klęski.
Bonaparte, pisząc o tym do Dyrektoriatu zaznaczył: "Jeżeli w tym fatalnym wydarzeniu popełnił błędy, odpokutował je chwalebną śmiercią".

Źródło: T. Rogacki, Egipt 1798-1801