De Saint Hilarie, Anegdoty dotąd niewydane...
Rocznica Arcole.
Dnia 17 listopada tegoż roku, w czasie pięknego jesiennego poranku, Napoleon opuścił park Saint-Cloud żeby pójść na polowanie do marszałka Masseny, gdy w tem wieśniaczka, której mąż został skazany dożywotnie na galery za kradzież zbrojną ręką popełnioną na publicznej drodze, rzuciła się przed konie wołając: — Łaski! łaski! Ta kobieta już kilka razy spotykana była na drodze cesarza, który uderzony energią jej poruszeń i wyrazów, kazał sobie zdać sprawę z postępków jej męża; ale osądził że łaska była niepodobną. Jednak gwałtowność boleści wieśniaczki, tarzającej się z rozrzuconymi włosami między końmi, jej jęki, piękność nawet, wzruszyły Napoleona, który rzekł do Berthier, przy nim siedzącego: że człowiek, który umiał wzbudzić takie zajęcie w kobiecie, posiadał zapewne przymioty, odróżniające go od innych zbrodniarzy.

— Ale, dodał, niebezpieczeństwo podobnego pobłażania, sąd zgorszony Nie mogę. Ta stanowcza odmowa miała być ostatni raz wymówioną przez Napoleona, gdy w tem nagle uderzany jakimś wspomnieniem i zwracając się do swojego łowczego, który, w czasie tej sceny nie wymówił ani słowa: — Ale, Berthier, rzekł, wszak dziś rocznica bitwy pod Arcole? — Najjaśniejszy panie... zdaje mi się, że... tak. — A ja tego jestem pewny. Ten nawał uczuć i wspomnień uniosły go; dodał więc: — Łaska, udzielona na pamiątkę wielkiego wypadku, nie może być niebezpieczną, ona przypominać go będzie Francji... Udzielam łaskę żądaną.

