Talleyrand
Karol Maurycy de Talleyrand-Périgord przyszedł na świat w r. 1754; dzień i miesiąc nie są napewno wiadome. Dom Périgordów, niegdyś udzielny, z dawnej świetności zachował w XVIII w. tylko tytuły i szczupły majątek. Rodzice Karola trzymali się dworu. Ojciec służył w wojsku, był dworzaninem (menin) Delfina, używał opinii człowieka zacnego charakteru i małych zdolności. Matka, z domu margrabianka de Damas, dama pałacowa Maryi Leszczyńskiej, słynęła z rozumu, wdzięku i podobno także z cnoty; żyjąc do r. 1809, miała być bardzo dumną z talentów syna i niezupełnie pochwalać użytku, jaki z nich robił.

Według ówczesnego zwyczaju, rodzice nie zajmowali się wychowaniem dzieci; dla ludzi należących do dworu, małe dzieci były ciężarem. Talleyrand przez całą młodość ani tygodnia nie spędził pod dachem rodzicielskim. Zaraz po urodzeniu oddano go na mamki. Został tam w zupełnem zapomnieniu do lat czterech. Gdy prababka, ks. de Chalais, zażądała mieć go u siebie, pokazało się, że chłopczyk jest kulawy, wskutek spadnięcia z komody i zaniedbania zwichniętej nóżki.
Joseph Fouché
31-ego maja 1759 roku urodził się Józef Fouché — wówczas jeszcze daleki od tytułu księcia Otrantu! — w mieście portowem Nantes. Marynarzami i kupcami byli jego rodzice, marynarzami jego przodkowie. Cóż więc bardziej zrozumiałego nad to, że i ich potomek miał również stać się żeglarzem, kupcem okrętowym czy kapitanem? Rychło wszelako ujawniło się, że ten wątły, wybujały, anemiczny, nerwowy, brzydki wyrostek nie posiada żadnych danych na poświęcenie się ciekawemu temu i w owym czasie naprawdę jeszcze bohaterskiemu rzemiosłu. Wystarczyło, aby znalazł się o dwie mile od brzegu — a zapadał na chorobę morską; kwadrans biegania czy zabawy z innymi chłopcami nużył go nad miarę.

Co począć tedy z latoroślą tak delikatnego zdrowia? — zadają sobie pytanie zatroskani o niego rodzice, ile że Francja w roku 1770 nie stanowiła jeszcze odpowiedniego pola dla duchowo już rozbudzonego i niecierpliwie przepychającego się już naprzód mieszczaństwa. W sądownictwie, w sferach kierowniczych, na każdem stanowisku, w każdym urzędzie rezerwowane są wszystkie dochodowe prebendy dla przedstawicieli szlachty. Aby zostać przyjętym na służbę przy dworze, trzeba posiadać herb hrabiowski, a przynajmniej dobry tytuł baronowski.
Złota Pszczoła 2025
Jury konkursu "Złota Pszczoła" na Najlepszą Napoleońską Książkę roku 2025 ogłasza, że zwycięzcą tegorocznej edycji został wolumin:
“Superbes – Polacy w kampaniach 1813 i 1814”
autorstwa Marcina Baranowskiego, która ukazała się nakładem Wydawnictwa NAPOLEON V

Seweryn Fredro pod Peterswalde
Juliusz Kossak wysnuł z kroniki rodzinnej Fredrów szereg obrazów – pisał w swoich „Portretach i sylwetkach dziewiętnastego stulecia” Ludwik Dębicki – Obok rycerzy w zbrojach idących na różne potrzeby Rzeczypospolitej dla odparcia pohańców – dalszą serię stanowić mogą czyny rycerskie z dwóch ostatnich pokoleń. W obozach napoleońskich widzimy trzech starszych braci, w powstaniu listopadowym dwóch młodszych…
Cykl obrazów „Dzieje rodziny Fredrów” stworzył Kossak na początku lat 80-tych XIX stulecia. Wkrótce na salonach Krakowa i Warszawy o nowych akwarelach zrobiło się głośno, a rówieśnik nestora rodu Kossaków Władysław Zawadzki, słynny galicyjski historyk i publicysta, wypisywał peany na cześć mistrza: Cóż więcej powiedzieć o tym przepysznym cyklu obrazów, w których nie wiedzieć, co więcej podziwiać, czy bogactwo fantazji w ugrupowaniu i układzie kompozycji, czy nieskazitelną doskonałość rysunku w oddaniu ludzi, koni i najdrobniejszych szczegółów, jak najwierniej wystudiowanych, czy rozkoszować się życiem, z każdej sceny wionącem, przepychem kolorytu, doskonale zawsze dobranym, uroczo wrażenie każdej sceny podnoszącym. Tyle tu wszędzie życia, ruchu, powietrza, perspektywy, iż śmiało powiedzieć da się że Kossak sam siebie tutaj przewyższył i że obrazy te zaliczyć należy do jego arcydzieł.
Zobacz też: Seweryn Fredro (1785–1845)
„Moskwa, Moskwa!"
Kolejna bitwa? - „spoglądaliśmy na ogromne miasto" - „ani jeden komin w nim nie dymił" - rozmowy z nieprzyjacielem - misja von Muraldta - „wszystkie ulice były puste" - bohaterowie-amatorzy - „nigdy nie widziałem go tak przygnębionego" - „zamierałem z przerażenia" - „car nie zawrze pokoju" - Murat przechodzi przez Moskwę - „spokojnie pływały sobie łabędzie" - dwa obiady - „Pali się!"
Nie wiedząc co się dzieje na jego prawym skrzydle, lecz będąc pewien, że w końcu musi się przecież znaleźć na podejściach do Moskwy, 14 września, książę Eugeniusz:
„wspiął się na wzgórze po naszej prawej i przez dłuższą chwilę próbował stwierdzić, czy da się już dostrzec miasto Moskwę. Widok na nią zasłaniało nam jeszcze kilka wzgórz, a wszystko co dostrzegliśmy, to jedynie kłęby kurzu, które, układając sie równolegle do naszej trasy, wskazywały na drogę, jaką maszerowała Wielka Armia. Z odgłosu kilku jedynie strzałów armatnich, oddawanych gdzieś daleko i w dużych odstępach czasu, wywnioskowaliśmy, że nasze oddziały zbliżały się do Moskwy nie napotykając większego oporu".






